Felietony Piłka nożna
[POMECZOWO] Tworzy się charakterna drużyna
GKS Katowice pewnie pokonał Wigry Suwałki. Nasza drużyna miała mecz pod kontrolą od pierwszej do ostatniej minuty. Szczególnie dobrze wyglądało to w drugiej połowie, a od drugiej bramki co najmniej bardzo dobrze. Mnie jednak cieszy, że powoli rodzi się fajna ekipa na Bukowej.
Mecz z Wigrami wygraliśmy bardzo pewnie. Rozmiar zwycięstwa nie oddaje naszej przewagi. Ciężko sobie przypomnieć spotkanie przy Bukowej, w którym GieKSa grałaby tak dobrze, a mecz był pod taką kontrolą, jak wczorajszy pojedynek z drużyną z Suwałk. Oczywiście można się zżymać, że w pierwszej połowie takich klarownych sytuacji nie było zbyt wiele; można marudzić, że piękne granie zaczęło się dopiero po bramce Adriana Błąda; szukać minusów w postaci dwóch groźnych sytuacji gości, które musiał ratować Pawełek — koniec końców chyba jednak nikt nie powie, że ten mecz mógł się skończyć inaczej niż naszą wygraną. Ba, obiektywny obserwator zwróci zapewne uwagę, że powinniśmy strzelić więcej bramek. Oczywiście też chciałbym, aby nasza drużyna wreszcie kogoś rozgromiła na Bukowej, ale… niech to będzie np. mecz z GKS-em Jastrzębie. Pamiętajmy też, że tak jak lepiej raz przegrać 0:4 niż cztery razy 0:1, tak samo lepiej wygrać 4 razy po 1:0 niż raz 4:0. To są oczywiście piłkarskie banały, ale zawierają w sobie trochę prawdy.
Musimy oczywiście pamiętać, kogo pokonaliśmy. W podcaście (kliknij tutaj, aby posłuchać) Błażej dobrze to opisał: „cieszmy się z wygranej, ale pamiętajmy, z kim graliśmy”. Zgadzam się w tym założeniem, ale… pamiętajmy też, że GieKSa przez wiele sezonów spędzonych w pierwszej lidze grała z wieloma słabszymi drużynami niż Wigry i często kończyła z porażką. Tak tylko przypomnę, że dostaliśmy lanie od MKS-u Kluczbork, który praktycznie dwiema nogami był w drugiej lidze. Dlatego zdanie mojego redakcyjnego kolegi rozszerzyłbym: „cieszmy się z wygranej, ale pamiętajmy, z kim graliśmy, choć nie zapominajmy, że w przeszłości często takie mecze przegrywaliśmy lub remisowaliśmy”. Wigry Suwałki przez lata w pierwszej lidze i pojedynki z naszą drużyną wyrobiły sobie opinię zespołu-pułapki. Nie raz, nie dwa byliśmy pewni wygranej, a potem zdarzały się przykre gongi. Mało tego, Wigry często skazywane bywały na pewny spadek, a mimo to potrafiły włączyć się nawet do wyścigu żółwi o awans. Tym razem jednak będą mieli duże problemy — zespół jest bardzo młody, jeszcze nieopierzony, ale… powinien się jednak w tej lidze utrzymać. I to, że te Wigry tak słabo zagrały, to też w jakimś stopniu nasza zasługa — nic nie dzieje się na boisku przypadkowo.
Bardzo często ganiony jest trener Paszulewicz za swoje decyzje. Czasem słusznie, czasem mniej, ale bardzo rzadko (wcale?) nie jest chwalony. A za wczoraj to i jemu należą się brawa, bo np. trafił idealnie ze zmianami — Woźniak wchodzący z marszu rozruszał linię ofensywną, a Łyszczarz pokazał, że nie odpuści walki z Tabisiem o pozycję „jedynki” wśród młodzieżowców. Utarło się takie przekonanie, że jest to szkoleniowiec jednej taktyki — totalna defensywa i kilka kontr w spotkaniu, z których trzeba wykorzystać jedną i potem bronić rezultatu. Tak grała GieKSa na wiosnę, ale pamiętajmy, jakich marnych i upośledzonych ofensywnie graczy, mieliśmy wtedy w kadrze. Sam spodziewałem się, że nasze mecze będą wyglądać w tym sezonie tak jak w Łodzi — jedna akcja, a później mądra defensywa. Bardzo pozytywnie jestem zaskoczony, że w ostatnich trzech spotkaniach wykreowaliśmy sobie wiele sytuacji do zdobycia bramek. Oczywiście, brakuje ciągle wykończenia, ale styl bardzo cieszy. Wygrywanie 1:0 po jednej kontrze też byśmy pewnie wzięli w ciemno, ale… zwycięstwa przy wielu sytuacjach smakują jednak lepiej. W końcu GieKSę chce się oglądać.
Warto zwrócić uwagę, że w meczu z Wigrami pozytywne akcenty rozkładają się na cały zespół. Nikt specjalnie nie odstawał od reszty. Jest to ważne, bo utrudnia pracę przeciwnikom — nie ma jednego, dwóch zawodników, których wyłączenie spowoduje, że nasza drużyna stanie. Cała jedenastka, która zagrała w sobotę plus dwóch rezerwowych (Łyszczarz, Woźniak) oraz kontuzjowani (Frańczak, Remisz, Michalik) spokojnie mogą walczyć o pierwszy skład. A przecież niedługo powinni do tej grupy dołączyć Anon i Wawrzyniak. Nie przesadzałbym, że mamy problem bogactwa, ale na pewno nasi rywale nie mają łatwego zadania w typowaniu naszego wyjściowego zestawienia. Pomyślcie sami, nie wiemy przecież, czy zagra Bronisławki, czy jednak Michalik; nie jesteśmy przekonani, czy Remisz po kontuzji od razu wskoczy do grania, skoro Midzierski z Kamińskim grają pewnie i skutecznie; rywalizacja Tabisia i Łyszczarza także jest ciekawa i co najważniejsze, nie grają tylko ze względu na status młodzieżowca; prawie niemożliwe jest wskazanie napastnika numer jeden. Jakby tego było mało, to trener Paszulewicz na konferencji powiedział, że nie wyklucza grania dwójką z przodu, co rozwiązywałoby problem Rumin czy Woźniak. Oj, będą mieli z nami problem w tej lidze.
To wszystko jest pozytywne, ale mnie najbardziej jednak cieszy, że tworzy się w szatni i na boisku fajna ekipa. Poczobut przyzwyczaił nas już do swojej zadziorności i waleczności na boisku. Błąd bardzo często irytuje grą w defensywie, zbyt wolnymi podaniami, głupimi uderzeniami z dystansu, ale… co jakiś czas zdarzają mu się fenomenalne przebłyski, jak wczoraj czy choćby w Opolu. Zresztą trudno go nie lubić, bo jest takim kibicowskim, normalnym gościem. Lisowski także pokazuje zadziorność na boisku, wczoraj mega radość po wygranej, ale mi najbardziej się spodobało, gdy na Twitterze zgasił jednego z kibiców ŁKS-u – kulturalnie, ale jednak zaczepnie, a nie pseudopoprawnie. Woźniak wczoraj na boisku, ale szczególnie w wywiadzie (kliknij tutaj, aby przeczytać) wywarł na mnie mega pozytywne wrażenie — nie bawił się w jakieś piękne słowa o „miedziowej” szatni, tylko wprost powiedział, że to jest GKS Katowice i on teraz będzie dawać z siebie 150 proc. na boisku. Warto też dodać, że wszyscy kibice Zagłębia Lubin wypowiadają się o nim w samych superlatywach, jeśli chodzi o to, jakim Arkadiusz jest człowiekiem. Dodajmy do tego doświadczonych — Pawełka, który pokazuje, że jest 100 proc. profesjonalistą; Wawrzyniaka — o którym wszyscy kibice klubów, w których grał, podkreślają, że jest normalnym i inteligentnym człowiekiem; Piesia, który ciągle jest trochę niedoceniany na Bukowej, a widać, że robi dobrą i czarną robotę na boisku i poza nim. Do tego te wszystkie młode „wilczki”, które cieszą się piłką i tym, gdzie się znaleźli. Porównajcie obecną ekipę do poprzedników — do ludzi może z jakimś tam talentem do piłki, ale leni patentowanych, ludzi udzielających wywiady generatorem „pierdolenia”, gwiazdorów grających wcześniej w klubach z 300 osobami na trybunach (z których 290 to ich rodzina) – toż to niebo a ziemia. Zawsze marzyliśmy o „bandzie świrów” i mam nadzieję, że takiej się wreszcie doczekamy. To duża zasługa, by w jednym okienku transferowym zrobić tak dużą zmianę pod kątem charakteru w szatni. Dyrektor Bartnik mówił, że zawodników do GieKSy ocenia pod kątem 21 kategorii, w której charakter i ambicja są jedną z nich. Patrząc na to, co na razie widzimy, to całkiem możliwe, że to jedna z najważniejszych kategorii i klucz do zrozumienia naszej polityki transferowej.
Po remisie z Tychami, ale dobrej grze, kibice na stadionie podziękowali piłkarzom za walkę. Padło słynne: „byliście lepsi”. Po przegranym, ale dobrym meczu w Nowym Sączu, zawodnicy dostali brawa pod sektorem gości i okrzyk: „dzięki za walkę”. Wczoraj były brawa i podziękowania. Idąc tym tropem może już czas, by w Częstochowie zaśpiewać wspólnie: „lidera mamy”?
Na koniec kamyczek do ogródka tych wszystkich, którzy nie będąc na meczu w Nowym Sączu, pisali na forum, social mediach i na naszej stronie o skończonym sezonie. O jakże śmiesznie jest poczytać te Wasze euforyczne posty z wczoraj i dziś, w których zastanawiacie się, w jakiej kolejce będziemy świętować awans. Istne chorągiewki na wietrze. Polecam jednak trzymać kciuki za zespół ciągle — niezależnie od rezultatu na boisku, bo piłkarze odpłacają nam tym, czego zawsze od nich wymagaliśmy, czyli walką. Osobiście uważam, że ta ekipa w przyszłym sezonie (przy małym liftingu) będzie faworytem do awansu. Obecnie takich upatruje w Niecieczy i Rakowie, ale… pozycja czarnego konia też jest dobra. O czym przekonała się dwa lata temu Sandecja, a sezon wcześniej Zagłębie. Róbmy swoje, czyli chodźmy na mecze, jeźdźmy na wyjazd, wspierajmy ekipę na boisku, a przede wszystkim cieszmy się tym, co mamy. Przecież o to nam chodziło?
Hokej
Kompromitacja w Sosnowcu
W ramach zaległego meczu z 35. kolejki Tauron Hokej Ligi zmierzyliśmy się na wyjeździe z drużyną ECB Zagłębie Sosnowiec. Tak jak w piątkowym meczu również i dziś musieliśmy przełknąć gorycz porażki.
Początek należał do gospdarzy, którzy w pierwszych minutach sprawdzili dyspozycję Kielera. Nasz bramkarz skapitulował w 4. minucie po strzale z bliskiej odległości Chmielewskiego. Kolejne minuty nie przyniosły wiele emocji. W połowie tercji precyzyjnym uderzeniem pod poprzeczkę do wyrównania doprowadził Monto. Tuż po wznowieniu gry po przerwie reklamowej wyszliśmy z dwójkową akcją Bepierszcz-Pasiut, jednak strzał naszego kapitana bez problemu obronił Halonen. Sosnowiczanie spokojnie czekali na swoje okazje i dwie z nich zamienili na kolejne trafienia. Najpierw strzałem w okienko gola zdobył Alanen, a niespełna trzy minuty później Sozanski ze stoickim spokojem „położył” Kielera i z bliskiej odległości umieścił krążek w bramce.
W drugiej tercji obie drużyny grały kilkukrotnie w liczebnych przewagach, których nie potrafiły zamienić na gola. W 22. minucie Fraszko strzelił nad poprzeczką. Po drugiej stronie aktywny był Jokinen, ale jego uderzenia obronił Kieler. W 32. minucie strzał Dupuya z bliskiej odległości obronił Halonen. Pod koniec tercji mocniej zaatakowali Katowiczanie, którzy mimo gry w pełnych składach, zamnknęli miejscowych we własnej tercji. Niestety nie udało nam się tej przewagi zamienić na gola, a co więcej na 44 sekundy przed syreną kończącą drugą tercję Sosnowiczanie wyprowadzili kontrę 2 na 1, którą na gola zamienił Chmielewski.
W trzeciej tercji niewiele się działo w tym spotkaniu. W 46. minucie grający w osłabieniu gospodarze zdobyli szóstą bramkę, a jej autorem był Hamalainen, który wykorzystał sytuację sam na sam z Kielerem. Cztery minuty później drugą bramkę dla GieKSy zdobył Monto. W 58. minucie meczu Biłas w sytuacji sam na sam pokonał naszego bramkarza i tym samym ustalił wynik meczu.
ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 6:2 (3:1, 1:0, 2:1)
1:0 Aron Chmielewski (Miike Roine) 6:27
1:1 Joona Monta (Bartosz Fraszko, Travis Verveda) 10:01, 5/4
2:1 Jere-Matias Alanen (Joni Piiponen) 13:59
3:1 Matthew Sozanski (Vaino Sirkia, Sebastian Brynkus) 16:52
4:1 Aron Chmielewski (Adrian Gromadzki, Matthew Sozanski) 39:16
5:1 Aleksi Hamalainen (Vaino Sirkia) 45:09
5:2 Joona Monto 49:16
6:2 Karol Biłas (Eric Kaczyński, Adrian Gromadzki) 57:02
ECB Zagłębie Sosnowiec: Halonen (Miarka) – Sozanski, Ciura, Jokinen, Hamalainen, Piiponen – Naróg, Wanacki, Chmielewski, Roine, Gromadzki – Biłas, Bjorkung, Sirkia, Alanen, Brynkus – Krawczyk, Kotlorz, Bernacki, Kaczyński, Sołtys.
GKS Katowice: Kieler (Eliasson) – Runesson, Lundegard, Bepierszcz, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Dupuy, Anderson, Wronka – Chodor, Hoffman, McNulty, Monto, Hofman Jonasz – Maciaś, Hornik, Michalski, Dawid, Koivusaari.
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GieKSy – jesień 2025
Sezon 2024/2025 był naszym najlepszym w historii pod względem wyjazdów. W obecnym euforia grania w Ekstraklasie pomału opada, ale wyjazdowo dalej prezentujemy się dobrze. Zapraszamy do podsumowania naszych wojaży w rundzie jesiennej sezonu 2025/26.
Pierwszym naszym wyjazdem był Widzew, a w Łodzi byliśmy także w marcu tego samego roku. Na początku sierpnia pojechalismy w 853 GieKSiarzy, w tym 7 Banik Ostrava i 6 JKS Jarosław. Na tym meczu debiut zaliczyła flaga „Pozdrawiamy Nieobecnych GieKSiarzy – PNG PDW”.
Drugim wyjazdem, rozgrywanym w następnej kolejce po meczu w Łodzi, była Legia Warszawa. W niedzielny wieczór do stolicy wybrało się 734 Szaleńców z Bukowej, w tym 62 Górnik Zabrze i 3 JKS Jarosław.
Na koniec miesiąca rozegraliśmy w sobotni wieczór „Śląski klasyk”. W Zabrzu pojawilismy się w 4300 osób, tym 13 Banik Ostrava i 17 JKS Jarosław. Był to nasz najliczniejszy wyjazd w całej historii kibicowskiej GieKSy!
We wrześniu pojechaliśmy na mecz z Lechią, która była naszym ostatnim wyjazdem w poprzednim sezonie. Ostatecznie w piątek pojawiło się nas w Gdańsku 621, w tym 8 Banik Ostrava, 62 Górnik Zabrze 1 JKS Jarosław. Wśród naszego stałego oflagowania nie zabrakło płótna ŚP. Pisaka – w 23. rocznicę odejścia do Sektora Niebo.
Kolejnym wyjazdem, również w piątek, był Płock. Z Wisłą ostatni raz mierzyliśmy się w pierwszej lidze. Tym razem na wyjeździe obecnych było 582 GieKSiarzy, w tym 12 Banik Ostrava i 4 Górnik Zabrze.
Po dwóch piątkach z rzędu przyszedł… kolejny piątek na wyjeździe. Rywalem był Motor Lublin, z którym wzajemnie „odwiedzamy się” od trzeciego poziomu rozgrykowego. W sektorze gości pojawiło się 477 fanatyków, w tym 1 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. W drodzie powrotnej zrobiliśmy postój w Domostawie, gdzie znajduje się pomnik autorstwa śp. Andrzeja Pityńskiego „Rzeź Wołyńska”. Oddaliśmy w tym miejscu hołd pomordowanym Polakom, składając wieniec, odpalając race na tle naszej narodowej flagi oraz odśpiewując hymn Polski.
Kolejny wyjazd wypadł… we wtorek. Los skrzyżował nas z ŁKS w Pucharze Polski. Ostatni raz byliśmy na tym stadionie (zupełnie niepodobnym do obecnego) w 2010 roku, bo choć w sezonie 2011/2012, 2012/2013, 2018/2019, 2021/2022 i 2022/2023 graliśmy na wyjazdach z ŁKS, to za każdym razem „coś” przeszkadzało w obecności kibiców GieKSy (zakazy stadionowe, remonty stadionu itd.). Po 15 latach pojawiliśmy się w 507 osób, w tym 11 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław.
I znowu piątek… Tym razem w Niecieczy, w której w ostatnich latach często bywaliśmy. Pojawiliśmy się w 427 osób, w tym 2 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. Tym samym zakończyliśmy maraton pięciu wyjazdów z rzędu w tygodniu roboczym.
Pod koniec listopada graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na niedzielną eskapadę zdecydowało się 1022 GieKSiarzy, w tym 6 Banik Ostrava i 22 Górnik Zabrze. Jest to nasz nowy rekord wyjazdowy na Jadze, niestety z racji stanu murawy mecz nie doszedł do skutku.
Ostatnim, a zarazem najbliższym, wyjazdem w rundzie jesiennej była Częstochowa. Na niedzielnym spotkaniu z Rakowem obecnych było 356 GieKSiarzy, w tym 2 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław. Na meczu z naszej strony świecidełka i transparent „Wesołych świąt”.
W trakcie tego maratonu wyjazdowego nie zabrakło wsparcia dla naszych zgód oraz układowiczów.
GieKSiarze w liczbach: 53 (Warszawa), 65 (Wiedeń) oraz 32 (Celje) wspierali Banik w europejskich pucharach. W Ostrawie bylismy w 300 osób na meczu z Legią Warszawa. Na każdym meczu Banika, który nie kolidował z GieKSą, nasza reprezentacja regularnie wspierała Przyjaciół.
Reprezentantów GieKSy nie zabrakło również na wszystkich meczach kadry, w tym na wyjazdach z Litwą i Maltą, gdzie obecnych było nas odpowiednio 14 i 31.
Z aktywności patriotycznej to pojawiliśmy się na Marsz Niepodległości oraz standardowo pod kopalnią KWK Wujek, oddając hołd poległym Górnikom w dniu 44. rocznicy pacyfikacji, a obecny na oficjalnych uroczystościach Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki otrzymał od naszej delegacji szal antykomuna oraz zaproszenie na wiosenny mecz z Lechią Gdańsk.
Po świętach Bożego Narodzenia w Krynicy-Zdroju został rozegrany półfinał Pucharu Polski w hokeja na lodzie, a naszym rywalem było Zagłębie Sosnowiec. Na wyjazd wybrało się 317 GieKSiarzy, w tym 50 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Niestety zgodnie z tradycją nasi hokeiści przegrali. Zagłębie dostało większą trybunę za bramką i zawitało w 500 osób, ze wsparciem Slavii Praga, Sparty Brodnica, Czuwaju Przemyśl, MKS-u Radymno, Legii Warszawa, Beskidu Andrychów oraz Olimpii Elbląg. Można powiedzieć, że to nowy rekord – na meczu hokeja pojawiło się ponad… 10 ekip, w tym dwie czeskie bandy.
Do zobaczenia na szlaku GieKSiarze!
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.
Piłka nożna Wywiady
Witek: Każdy może zostać mistrzem
W poniedziałkowe popołudnie w GieKSa Fanstore odbyło się spotkanie przedstawicieli mediów z trenerem, Rafałem Górakiem, kapitanem Arkadiuszem Jędrychem oraz prezesem Sławomirem Witkiem. W nowym punkcie porozmawialiśmy z prezesem katowickiego klubu o jego funkcjonowaniu, a także o ostatnich miesiącach we wszystkich sekcjach i oczekiwaniach na nadchodzącą rundę wiosenną Ekstraklasy.
Jakie są oczekiwania na wiosnę? Kibicom po ostatnich latach wzrosły apetyty i niektórzy oceniają krytycznie minioną rundę, choć różnice punktowe w lidze są minimalne.
Sławomir Witek: Jestem umysłem ścisłym – dla mnie nie miejsce jest najważniejsze, tylko liczba punktów. Dlatego patrzę nie pesymistycznie, a optymistycznie na wiosenną rundę. Mecze i rozgrywki będą bardzo ciekawe, bo każdy może zostać mistrzem i każdy może spaść. My liczymy, przy naszym potencjale, świetnej pracy trenera i sztabu oraz spełnieniu wszystkich warunków założonych przed tą rundą na to, że zostaniemy w Ekstraklasie, a może jeszcze sprawimy kibicom miłą niespodziankę.
We wszystkich sekcjach GieKSa jest w czołówce albo w walce wokół niej. Jeśli mimo tego słychać negatywne opinie, to chyba dobrze świadczy o klubie?
Też byśmy chcieli zdobywać tylko mistrzostwa, ale z drugiej strony sport byłby wtedy nudny, musi być dawka emocji. Oczywiście się cieszę, że walczymy o najwyższe miejsca w kilku sekcjach: piłkarze, piłkarki, hokeiści, siatkarze, a także bilardziści i szachiści – to jest naszym celem. Mamy stworzyć warunki do tego, żeby sportowcy mogli osiągać swoje sufity i to właśnie robimy. Jesteśmy klubem stabilnym, z dobrą infrastrukturą, płynnością finansową, nie narzekamy na nic, co mogłoby przeszkadzać w procesie treningowym i szkoleniowym. Mając takie warunki i osoby w sztabach dobierające zawodników pod sukces, możemy być w miarę pewni dobrych miejsc.
Jesteśmy faktycznie nudnym klubem, jeśli chodzi o zakulisowe informacje prasowe.
Ja też myślę, że tak jest (śmiech). Zawsze powtarzam, że jeśli miałem pod sobą różnego rodzaju podwładnych, którzy byli dyrektorami różnych placówek, najbardziej cieszyłem się z tych, od których nie docierały żadne złe informacje. Taki sam przykład daje GieKSa. Jeśli nie ma o czym pisać w tym kontekście, to nie ma skandali, czyli jest dobrze.
Klub miejski ma ograniczony budżet, a głośno jest chociażby wokół Bartosza Nowaka. Trzeba jakoś decyzje podejmować, to duże wyzwanie dla prezesa?
Cieszę się, że w tych czasach większościowym właścicielem jest miasto, bo odczuwamy jego wyraźną opiekę i stabilizację. Ta stabilizacja pomaga w rozmowach ze sponsorami, a także są rozmowy o znalezieniu w przyszłości udziałowca. Lepszą sytuacją dla nas jest, jeśli możemy poddać się każdemu audytowi i wykazać, że nie mamy żadnych zaległości i jesteśmy stabilni finansowo. Sponsorzy wtedy wykazują większą chęć przyjścia do klubu niż w momencie, gdy przyszłość nie jest tak pewna.
Czy spodziewał się pan, że Bartosz Nowak zostanie ligowcem roku?
Bardzo na to liczyłem, znam Bartka – to jest Pan Piłkarz. Nawet rywalizując z takimi nazwiskami jak Grosicki, zasługiwał na wyróżnienie. Odrzucając emocje, powiedziałbym, że absolutnie Bartek zapracował sobie na tę nagrodę.
Wielosekcyjność klubu dokłada dużo pracy w okienku zimowym? Rozmawialiśmy z przedstawicielem Superbetu i dla sponsorów jest to atrakcyjne. Jak to wygląda z perspektywy prezesa klubu?
Oj, tak (śmiech). Nie mam kompletnie czasu na urlop. W tej przerwie, gdy koledzy prezesi z jednosekcyjnych klubów odpoczywają i biorą urlopy, to u mnie się toczą rozgrywki w hokeju czy siatkówce i ta przerwa na obozy piłkarzy i piłkarek wcale nie oznaczała dla mnie tego, że odpocznę.
Jest pan zadowolony z lokalizacji nowego sklepu?
Jak to w handlu – zawsze jest jakieś ryzyko, i to ryzyko podjąłem. Mając doświadczenie z prowadzenia własnej działalności gospodarczej, wiedziałem, że jeżeli nie podejmiemy ryzyka, to nigdy się nie dowiemy, czy się uda. Oczywiście wszystko zostało przemyślane – od metrażu po miejsce. Rozmawialiśmy z Galerią Katowicką na temat warunków, na jakich zostanie postawiony nasz sklep. Jak dotąd jestem zadowolony, ale to jest oczywiście dopiero początek i cały czas to analizujemy. Otwieraliśmy sklep na Mikołaja i grudzień był rewelacyjny. Teraz badamy okres przejściowy do czasu rozpoczęcia rundy, a potem zobaczymy jak wyjdzie pełna runda. Na pewno jest lepiej niż w dawnej lokalizacji, mimo większych kosztów.
Czy na starej Bukowej i Arenie Katowice będą stałe punkty sprzedażowe, czy będą otwierane tylko na okazje spotkań?
Jeśli będzie taka potrzeba, to na Nowej Bukowej jesteśmy przygotowani na taką możliwość. Mamy dwa ładnie obrandowane kontenery, kto był na stadionie, ten widział. Są nowoczesne, z założonym ogrzewaniem, oświetleniem i internetem. Mogą one służyć jako sklep stacjonarny, jeśli tylko będzie takie zapotrzebowanie. Chcemy otwierać ten sklep nie tylko na mecze, ale także na wszystkie eventy. Jeśli uznamy, że jest sens otwierania tych sklepów na co dzień, to tak będzie. Natomiast na starej Bukowej na razie nie planujemy sklepu stacjonarnego.
















Maciej
19 sierpnia 2018 at 20:18
Jak mówiłem ostatnio…zaczyna to naprawdę dobrze wyglądać…i jesli do konca sezonu chlopaki będą tak walczyć nie obraze sie jak nie bedzie awansu bo gra i zaangażowanie Przynajmniej jak do tej pory cieszy oko
OLO64
19 sierpnia 2018 at 21:51
Super felieton… Nic dodać nic ująć, nie mam takiego talentu by to co myślę ująć w tekst ale napisałeś w punkt. Tak jak bym z Tobą siedział i razem tworzylibysmy tekst z przemyśleń po meczu… Brawo..
Irishman
20 sierpnia 2018 at 09:24
Zgadzam się, felieton „w punkt”.
Padają kolejne, związane z nami mity.
Nieprawda, że Miasto, czy ktoś tam nie chce awansu, bo gdyby tak było to nie robilibyśmy takich transferów.
Nieprawda, że nie mamy skautingu, bo niby skąd to wszystkie transfery, tych naprawdę ciekawych piłkarzy z niższych lig?
Nieprawda, że trener Paszulewicz potrafi grać tylko jedną taktyka, co fajnie Kosa opisał.
No więc jeśli tak, to może wreszcie padnie i ten mit, że awansujemy….jak prezesowi Bońkowi wyrośnie kaktus, co podobno kiedyś tam powiedział 😉 😉 😉 Oczywiście nie ma co pompować balona, bo za dwa dni możemy przegrać z bardzo silnym w tym sezonie Rakowem i zaczną się głupie komentarze rozczarowanych kibiców, którzy na wyrost zrobili sobie jakąś nadzieje. Poza tym mamy sporo młodych zawodników, a młodzież bywa nieobliczalna – tak in-plus, jak i in-minus. Ale trzeba też zauważyć, że po ostatnich transferach mamy chyba najsilniejsza od spadku z ekstraklasy drużynę. I tak jak to Kosa zauważył, ci ludzie mają jaja! Oczywiscie mamy też nie byle jakich przeciwników, znacznie silniejszych niż w poprzednim sezonie, czy dwa lata temu. Myślę jednak, że po ostatnich ruchach transferowych dołączyliśmy do trójki, która będzie się bić o awans. Powtarzam będzie się bić o awans, a nie, że go na pewno zrobi, więc spokojnie z nadmiernym entuzjazmem. Niemniej sama ta walka zapowiada się fascynująco!!!
baxxi77
20 sierpnia 2018 at 14:18
Muszę przyznać bardzo lubie czytać te felietony,Kosa super robota,10/10 czas pracuje na naszą korzyść,poza tym to tylko piłka nożna,mecz można wygrać przegrać lub zremisować,ale dopóki walczysz wygrywasz…zauważyłem też że po bramkach jest jakby więcej wspólnej radochy niż wcześniej a to też coś znaczy,powiem tak podobno wszyscy mają nas dość w tej 1 lidze,zróbmy im przyjemność i wiadomo…ale o tym ciii..jadymy durś Ino GieKSa!
kosa
20 sierpnia 2018 at 22:59
Dziękuję Panowie. Nieskromnie pisząc też mi się podoba ten felieton, a nie miałem jakoś do niego przekonania, gdy siadałem niewyspany po podcaście. Ale potem słowa już same zaczęły płynąć, a kilka wątków pominąłem – np. nie pochwaliłem Woźniaka za wejście z marszu do drużyny, które zaprzecza wszystkim banałom o potrzebie zgrania. Fajnie, że czytacie 🙂
mzG
21 sierpnia 2018 at 02:14
Świetny felieton! Gdzie Bartnik wspominał o tych 21 kategoriach w ocenie piłkarzy? 🙂