Piłka nożna
Post scriptum do meczu z Bytovią
Mecz z Bytovią i cały sezon 2018/19 już za nami. Czas wrócić po raz ostatni stricte do meczu sobotniego, choć jego echa będziemy jeszcze poruszać wielokrotnie. My, kibice GieKSy, znaleźliśmy się w nowej rzeczywistości. Będzie to rzeczywistość nowej ligi, niższej niż przez ostatnie 12 lat…
1. Mecz z Bytovią zgromadził największą frekwencję w ostatnim czasie. Ranga meczu zdecydowała, że wiele osób nieuczęszczających na GKS regularnie, jednak chciała zobaczyć, jak będzie wyglądało utrzymanie.
2. Cała otoczka, doping, finał „Zagraj na Bukowej” – to paradoksalnie powodowało, że na Bukowej znów mieliśmy piłkarskie święto. Znów, ale też tak, że nie było już takiego od dawna.
3. Pogoda nie rozpieszczała. Podczas samego meczu mieliśmy i deszcz, i słońce – tak jakby pogoda zwiastowała, że może coś dziwnego nastąpić w końcówce.
4. Piłkarze GKS po przerwie pojawili się dużo szybciej na murawie niż Bytovia. Tak jakby dostali szybki przekaz, co mają grać. I nie zastanawiać się.
5. Callum Rzonca zdobył swoją jedyną bramkę w GieKSie.
6. Filip Burkhardt okazał się kolejnym zawodnikiem, który trafił do siatki naszego klubu na Bukowej, a kiedyś reprezentował barwy GieKSy. Mało kto natomiast pamięta, że pierwszą bramkę popularny Bury zdobył w Katowicach aż 15 lat temu. 3 października 2004 GieKSa przegrała u siebie z Amiką Wronki 1:4, a jednego z goli dla Amiki zdobył właśnie Burkhardt. W barwach GKS grali m.in. tacy zawodnicy jak Pęczak, Widuch, Andruszczak czy Brożek, u wronczan występowali Malarz, Skrzypek, Bieniuk, Dudka czy Kryszałowicz. Same nazwiska mówią, jak to było dawno.
7. Andrzej Witan pierwszy raz chciał pobiec w pole karne już bardzo szybko, bo około 91. minuty. Wtedy jednak dostał sygnał z ławki, że jeszcze nie.
8. W ostatniej akcji meczu znalazł się w naszej szesnastce i strzelił gola. Tym samym stał się kolejnym bramkarzem, który trafił na Bukowej. Ostatni raz uczynił to Michał Wróbel kilka lat temu. Dla GieKSy strzelali Janusz Jojko i Jacek Gorczyca, ale były to uderzenia z rzutów karnych.
9. Szybko opustoszało boisko, można zastanawiać się, gdzie wszyscy zniknęli. Zostało tylko kilku zawodników GieKSy pogrążonych (?) w rozpaczy. Bez koszulek a z katapultami na piersi. Inwazji kibiców na boisko nie było.
10. Od euforii do rozpaczy przeszli wszyscy ludzie związani z Bytovią. Na ławce i na trybunach było wiadomo, że Wigry wygrały w Częstochowie i żaden wynik nie daje Bytovii utrzymania. Piłkarze gości o tym nie wiedzieli, więc wraz z Witanem wpadli w euforię. Część ławki również, ale na filmikach widać, jak poszczególne osoby się dowiadują i z gestu triumfu robi się gest chwytania za głowę.
11. Podobnie to wygląda po końcowym gwizdku sędziego, gdy piłkarze Bytovii pędzą do ławki i otrzymują informację.
12. Szok i niedowierzanie na trybunach, gdzie kibice długo pozostali. Płacz, złość. Schodzący Henryk Górnik, który mówi, że stracił tu zdrowie. Żałoba. Kibicowska żałoba.
13. W związku z tym, że kibice zebrali się pod budynkiem klubowym, została wzmożona ochrona. Niestety ci idioci zapuścili gazem tak mocno, że poszedł od i do wnętrza budynku, co było odczuwalne nawet na drugim piętrze.
14. Długo trzeba było czekać na trenerów w związku z zaistniałą sytuacją. Po jakimś czasie się jednak oni pojawili.
15. Od redakcji GieKSa.pl trener Dudek dostał pucharek za spuszczenie GieKSy do drugiej ligi.
16. Jednak trzeba przyznać Dudkowi, że wypowiedział się, nie uciekł, odpowiedział na pytania. Czyli zrobił to, czego nie zrobił tchórz Brzęczek dwa lata temu.
17. Niestety z tchórzostwem mieliśmy do czynienia dalej. Nie było wywiadów, piłkarze przepadli jak kamień w wodę. Bartnik nie miał odwagi cywilnej, żeby porozmawiać z Weszło, wykpił się tekstem, że już w GKS nie pracuje. Inni nie odpisywali. Poza Rzoncą i Puchaczem, nikt nic nie napisał w mediach społecznościowych. Po prostu tchórze.
18. Dopiero wczoraj na stronie oficjalnej pojawił się wywiad z Adrianem Błądem, który się kaja, ale znów wszystko po fakcie, a nie w trakcie…
19. Wywalono Dudka i Bartnika. Szkoda, że tak przedłuża się z Janickim, ale jego czas również się w GieKSie skończył. Dla dobra wszystkich będzie, jak odejdzie.
20. Po konferencji nad Katowicami rozpętała się niesamowita ulewa. Niebo zapłakało nad tym, co się z tym klubem zrobiło.
21. I to tyle z tego post scriptum. Dziękujemy Wam za cały sezon, za dwa miesiące kolejny. Byliśmy, jesteśmy i będziemy z GieKSą. I wy też bądźcie.
22. Do zobaczenia. Czytajcie GieKSa.pl, wkrótce kolejne artykuły, bo niestety – musimy ten sezon podsumować.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
Galeria Piłka nożna
Wesoły nam mecz dziś nastał
W Wielką Sobotę wygraliśmy na własnym boisku 1:0 z Wisła Płock, a decydującego gola, w doliczonym czasie gry, zdobył Lukas Klemenz. Do kolejnej galerii zaprasza Was Kazik.


Irishman
23 maja 2019 at 07:25
Masz racje Shellu, niebo zapłakało nad GieKSą, gdzieś tam z daleka nawet grzmiało i błyskało. Ale już parę godzin później wstał w Katowicach piękny dzień. Wierzę, że także w naszej GieKSie!
Roh
23 maja 2019 at 10:19
Jak długo jeszcze zajmnie zwolnienie Pana Janickiego? Juz nie powinno go tu byc. A swoja droga ten facet to kompletne zero dla mnie. Gosc bez honoru. Narobic takiego syfu w klubie i nie miec odwagi odejsc. Dla mnie ten Pan jest kompletnym zerem. No ale chyba bobrze mu w GieKaeSie skoro nie chce odejsc. Gowno robic, na niczym sie nie znac i brac pieniadze za to.
KaTe
23 maja 2019 at 11:14
Zmieńcie tabelę (widoczną z prawej strony ekranu) na aktualną. Fałszuje rzeczywistość. Wszak spadła Bytovia, a nie Wigry…
Mecza
23 maja 2019 at 11:16
Podejście Bartnika bardzo dobrze oddaje jaki to jest człowiek. Już nie pracuje to ma w d… Persona non grata na stadionie GKS. Nie chcę tej mordy już nigdy zobaczyć.
GieKSiorz
23 maja 2019 at 11:16
tak jak pisalem we wczesniejszym felietonie to nie fatum ,bo mozna miec raz dziwny zbieg okolicznosci,a tu 2 zjebane na wlasne zyczenie awanse,teraz spadek po kuriozalnym golu Witana,zreszta wygrywajac u siebie tylko 1 mecz dziwne w huj.moim zdaniem celowo zarzyna sie GieKSe,zeby coraz mniej ludzi chodzilo,zeby miec z glowy problem stadionu itd,Pan Krupa i wiekszosc radnych jest chyba za ruszkiem ze maja w dupie Gks,niby chca promocji miasta a jak to robia w innych miastach promuja sie przez sport,przez pilke bo to mimo ze nasza liga jest slaba to w polsce najpopularniejszy sport,a tu chuj wielki,miasto wojewodzkie,stolica metropolii a stadionu brak,ekstraklasy brak w chuju to maja.a co na to pan radny Pieczynski,niby taki GieKSiorz?dalej brnac pan Bartnik prezes mks myszkow a myszkow jest fc ruszka dziwne,moze celowe?jedynie my kibice mozemy wziasc sprawy w swoje rece.GieKSa TO MY!!!
GieKSiorz
23 maja 2019 at 11:21
mi sie nasuwaja rtozne mysli,moze ktos pomysli abstrakcja ale tego nie da sie racjonalnie wytlumaczyc,12 lat w 1 lidze,2 zdupione na wlasne zyczenie awanse,teraz kuriozalny sezon i spadek,tak jak pisalem w magistracie sa za ruszkiem,albo Gks jest dla nich tylko kurwidolkiem do wsadzania kolesi,machlojek itd,moze jeszcze bukmacherka jest ktos zarabia,bo tego inaczej nie da sie wytlumaczyc za huja!!!
GieKSiorz
23 maja 2019 at 11:25
moim zdaniem teraz my kibice musimy wziasc sprawy w swoje rece,traktowac to jak wojne czyli niezaleznie jak beda grac pokazywac ze Gks ma dalej kibicow,robic wieksza frekwencje,oprawy jak kiedys itd,zrobic jakis protest pod UM,inaczej czarno to widze,bo tym z UM na tym zalezy
Korek
23 maja 2019 at 12:56
Chciałem coś napisać, mogę?
Korek
23 maja 2019 at 13:06
Pora na niezależny audyt zewnętrznej firmy.
Rozliczyć każdą złotówkę, przeanalizować umowy, kontrakty i inne szemrane ruchy.
Jestem pewien że ktoś powinien beknąć za szkodliwe działanie.
Zacznijmy 2 ligę z nowym zarządem, nowymi piłkarzami, bo jeśli nie, za rok może nas nie być na szczeblu cantralnym.
W UM też by się audyt przydał, bo jeśli daje się publiczną kasę na klub, i nie robi się nic, tylko patrzy jak klub upada, to coś tu jest nie halo.
Pomijam umiejętności kopaczy, bo szkoda nerwów, ale ktoś ich zatrudnił, i płacił kasę.
Niech teraz wyjaśni dlaczego zatrudniono partaczy z nadwagą.
Oczekuję rewolucji, bo inaczej będzie tak, jak napisałem wyżej.
Mecza
23 maja 2019 at 17:53
Korek z Zawodzia?
Korek
24 maja 2019 at 14:16
Tak, ciągle ten sam 🙂
SX
23 maja 2019 at 16:46
rewolucja to ma być ale taka że na stadionie nie powinno być ani jednego kibica przynajmniej do połowy sezonu, jak będą na szczycie tabeli , można wznowić chodzenie na mecze ! Grają piach i robią nas w hu.. od paru lat a wy dalej doping i wyjazdy im dajecie! Tutaj trzeba stanowczo pokazać że koniec z wspieraniem kopaczy którzy są zatrudniani po to aby GKS nie był nigdy w ex ! Wymarsz pod UM do Krupy ! tam można iść a nawet trzeba a nie na szpil dopingować i dawać z siebie robić kretyna ! robią nas w hu.. od paru lat i to się nie zmieni jeśli nie będzie stanowczej reakcji
gieksiarz
24 maja 2019 at 17:17
Cześć ja tylko słyszę że to wszyscy są winni działacze piłkarze A ja się pytam gdzie byli ci wszyscy co się uważają za kibiców na blaszok ostatnimi czasy było parę ludzi dlamnie kibic to taki co nie tylko jest na meczu jak jest SUPER lecz właśnie w takich chwilach
Radzio
26 maja 2019 at 04:32
Dwa miasta i jeden klub – GKS ruch
Mecza
26 maja 2019 at 13:27
@Korek, pozdrowienia. Kiedyś parę meczy na Blaszoku razem się obejrzało ale znamy się tylko z widzenia haha. Ty SP31 a ja z SP2. Z Ciasnym chyba masz nadal kontakt, w sumie na Monte teraz mieszka.