Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Motoru
Nie ma co ukrywać, to nie był najlepszy mecz do oglądania, opisywania i oceniania. Nastroje zaraz po meczu były fatalne, ale jednak jesteśmy kibicami GieKSy, więc nas już nic nie ruszy. Chcecie wiedzieć, jak od kulis wyglądała nasza wycieczka krajoznawcza do Lublina? Poniżej opis punkt po punkcie, akcja po akcji.
- Na wyjazd wybraliśmy się w składzie: Miro (foto), Toczmek (relacja). Wyjechaliśmy w okolicach godziny 11.
- Okazuje się, że nowa droga, którą budował nasz szanowny znajomy, znacznie skraca dojazd do Lublina. Zawsze w tamte rejony jechaliśmy A4 do Rzeszowa i na północ, tym razem trasa przez Kielce i Radom okazała się o 40 minut szybsza.
- Na trasie Miro mocno testował mój pęcherz, mijając stacje za stacją.
- Karma kiedyś wróci kolego.
- Do Lublina dojeżdżamy w okolicach godziny 16, więc zajeżdżamy na najbliższą galerię i szukamy jakiegoś obiadu.
- Oczywiście tak wybraliśmy, że do dyspozycji był Mc’D lub KFC. Na szczęście w rogu dojrzeliśmy Subwaya i z tej opcji skorzystaliśmy.
- Próbowaliśmy przeprowadzić konsumpcję jak ludzie, ale ochroniarz nam zaproponował jedzenie podczas spaceru po galerii, bo tylko wtedy nie może nas upominać, absurd. trochę dodatków przez to zmuszone było przywitać się z podłożem.
- Było ich tak dużo, że nawet zasada 3. sekund by nie zadziałała.
- Na stadion docieramy 16:30 i krążymy, szukając wjazdu i krążąc wokół stadionu.
- Po minięciu stadionowej knajpy zza rogu wyłania się główna brama.
- Opisana jako VIP i na całe szczęście dobijamy się do wjazdu przez nią równo z delegacją z klubu.
- Ochroniarz nie chciał nas wpuścić, twierdził, że przed bramą auta nam przypilnuje policja HE HE HE.
- Po nacisku słownym oczywiście nas wpuszcza, bo z nami się nie dyskutuje.
- Oczywiście, żeby odebrać akredytację, trzeba było wyjść ze stadionu tą bramą i udać się do ukrytego pokoju, który był dopiero opisany małą karteczką na drzwiach.
- Tam spotkaliśmy dwie bardzo miłe Panie, które wypisały na miejscu akredytacje i skierowały nas przed drzwi do furtki na stadion.
- Po wejściu przez ową furtkę okazało się, że weszliśmy na trybunę, mając do dyspozycji z prawej strony młyn gospodarzy, a z lewej sektor po ludziach zasiadających przypominający klasyczną 4. na Bukowej.
- Chodziliśmy wspólnie z oficjalnymi po stadionie, szukając wejścia do loży prasowej, która widzieliśmy, że była nad sektorem.
- W końcu wyszliśmy ze stadionu znowu i wróciliśmy na parking VIP, nie bacząc na uwagi ochroniarzy.
- Wbiliśmy przez drzwi VIP i okazał się, że od razu mieliśmy właśnie tam wejść i udać się w prawo w stronę schodów na lożę prasową.
- Burdel to mało powiedziane, dobrze, że trafiliśmy na delegację z klubu, bo sami byśmy pewnie krążyli tam aż do meczu.
- Sam stadion bardzo ładny i dobrze zrobiony. Oprócz tych pałąków z oświetleniem szpetne to jak noc.
- Loża prasowa ogromna, z dostępem do internetu bezprzewodowym i kablowym na każdym biurku.
- Do każdego biurka były przygotowane ruchome krzesełka z oparciem. Na początku wydawały się super, jednak były dość złe skonstruowane i łatwo było się na nich wygrzmocić.
- Nie ma co ukrywać, że kapitalnie było słychać doping z obu stron. W końcu przeżywaliśmy widowisko sportowe zgodnie z jego założeniem.
- Co narobili piłkarze, wszyscy wiemy. Znaleźli sobie winowajcę swojej słabej gry w postaci sędziego.
- Po meczu wrzuciliśmy zdjęcia na kompa i kończyliśmy robotę już w aucie z myślą, że będziemy ze stadionu wyjeżdżać rok, ponieważ aut było mnóstwo.
- Okazało się jednak, że w Lublinie wiedzą jak poradzić sobie z rozładowaniem korków przy wyjeździe i w zasadzie w kilkanaście minut byliśmy już na drodze w trasie.
- Z drugiej strony być może puścili nas z litości szybciej, widząc rejestrację.
- Na trasie powrotnej kolega Miro wymieniał i wskazywał palcem postoje, na których się nie zatrzymywał kiedy go o to prosiłem w drodze na mecz.
- O takich kolegach marzyłem.
- Tym razem jechałem jako pasażer, więc po skończeniu galerii wciągnął mnie Twitter i jego wiadomości. Tam zawsze jest masa trójkolorowej rodziny, która pociesza się wzajemnie po kolejnych klęskach.
- Na trasie już jednopasmowej za Kielcami okazało się, że ścigamy się z tirem pełnym kurczaków.
- Czy to zwiastun zbliżającej się wielkimi krokami ekstraklasy w najbliższych latach?
- Tir jechał na tyle szaleńczo, że te kurczaki w środku mogły mieć spore konwulsje.
- Można powiedzieć, że dobrze, że po tym wyścigu nikomu głowy nie pospadały.
- Wiedząc jaki los czeka kurczaki żart wysokich lotów HE HE, ale rodzi się pytanie, czy gdzie indziej głowy nie powinny polecieć?
- Wracamy o 1:00 i czekamy na Bytovię, a tam niespodzianka na relacji radiowej!
Galeria Piłka nożna
My im nie dali wygrać
Ostatni mecz w tym sezonie na Nowej Bukowej GieKSa zremisowała z Jagiellonią Białystok 2:2. Zapraszamy do fotorelacji z Areny Katowice.
Piłka nożna
LIVE: Remis cenniejszy niż złoto
17.05.2026 Katowice
GKS Katowice – Jagiellonia Białystok 2:2
Bramki: Nowak (3), Galan (78) – Vital (31), Pululu (56-k)
GKS: Strączek – Wasielewski, Czerwiński, Jędrych, Olsen (90. Klemenz), Galan (90. Jirka) – Kowalczyk, Milewski (65. Rasak), Nowak, Marković (65. Wędrychowski) – Zrel’ák (65. Szkurin).
Jagiellonia: Abramowicz – Wojtuszek, Vital, Kobayashi, Montoia, Pozo (76. Jóźwiak), Kozłowski (90. Nahuel), Lozano (63. Mazurek), Imaz, Szmyt, Pululu (63. Bazdar).
Ż.kartki: Wasielewski, Jędrych, Galan, Olsen
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)
Widzów: 14651
Piłka nożna Wywiady
Nowak: Nie będziemy się cieszyć ani płakać
Po remisie z Jagiellonią w strefie mieszanej porozmawialiśmy z Bartoszem Nowakiem, strzelcem pierwszej bramki dla GieKSy.
Remis, który nie usatysfakcjonuje żadnej drużyny, czy właśnie punkt, który na koniec może przynieść oczekiwaną radość?
Bartosz Nowak: Ja już nie wiem. Graliśmy tak, jakbyśmy chcieli to wygrać do końca, tak samo, jak Jaga. Mecz był mocno bliski. Były wślizgi, bramki, ładne akcje, kiksy, więc myślę, że to fajny mecz dla kibica. Może nie do oglądania przez tę aurę, ale zagorzały fan potrafi taki mecz docenić. Ostatni mecz przed nami, gramy w nim jak zawsze o zwycięstwo. Tylko ono może nam dać spełnić te marzenia, o których przed sezonem jeszcze nie myśleliśmy. Fajnie, gramy dalej.
Można było paść z sił, mecz się rozgrywał od pola karnego do pola karnego. Dla kibica na pewno ciekawe, a dla piłkarza?
Jakbyśmy mieli pograć jeszcze 10 minut, to też byśmy dali radę. W takim momencie sezonu, gdzie już grasz o realne cele… Tak przed sezonem, w pierwszej rundzie, gdy każdy pyta „O co gracie?” to tak naprawdę nikt nie wie, bo sezon jest szalony, nigdy nie wiesz, jak to będzie wyglądało. Trzeba się skupiać na tym najbliższym meczu, a teraz ten mecz jest ostatni, najważniejszy, on daje realne miejsce na koniec sezonu.
Myślałeś zimą, że ostatni mecz może być tak istotny dla GKS-u Katowice?
Wiedzieliśmy, że na pewno będzie istotny, widząc, co się dzieje w tej tabeli. Każdy mecz daje wahania pozycji. Cieszy to, że w tym roku utrzymujemy stabilną formę, stabilnie gramy. Wiadomo, czasem są mecze bardzo dobre, czasem takie okej, ale dążymy do gry po swojemu i nie mamy się co bać żadnego przeciwnika. Jasne, trzeba podchodzić z szacunkiem, że przyjeżdża do nas jedna z najmocniejszych drużyn, najlepiej grających w piłkę, ale nie pękliśmy. To jest budujące, nie mamy co chować głowy w piasek. Nie będziemy się cieszyć z tego remisu, ale nie mamy zamiaru też płakać, bo szanujemy rywala.
Z perspektywy trybun ta sytuacja z rzutem karnym była taką jedną z kilkudziesięciu w trakcie spotkania.
Ja nie wiem, już od dłuższego czasu nie chcę się na ten temat wypowiadać, bo nie wiem, kiedy jest faul, kiedy jest ręka. Wydawało mi się, że trafiłem najpierw piłkę, potem gdzieś był kontakt. Sędzia główny i VAR to widzieli, ja jeszcze nie widziałem powtórki. Sędzia podyktował rzut karny i szkoda, bo brakło nam tej jednej bramki.
Bartosz Nowak przypomniał się dzisiaj w kontekście reprezentacji.
Nie, jesteśmy przed urlopami, jeszcze czeka nas ostatni mecz. Nawet nie wiem, kiedy gra reprezentacja. Wszystkie ręce na pokład na najważniejszy mecz tego sezonu.
Dzisiaj pole gry bardziej przypominało lodowisko niż piłkarską murawę, przeszkadzało ci to?
E, dobre boisko było. Szybko piłka latała, szybki mecz był. Jasne, że jak biegniesz szybko, to murawa jest nawilżona i łatwo się poślizgnąć. W takich warunkach moglibyśmy zawsze grać, bo mecz jest szybki.


Najnowsze komentarze