Dołącz do nas

Piłka nożna

[PRE SCRIPTUM] Pamiętajmy o historii Moskala!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GKS Katowice staje przed bardzo trudnym wyzwaniem. W sobotę w wyjazdowym pojedynku derbowym zmierzymy się z GKS Tychy. Spotkanie bardzo ważne, prestiżowe, ale też ze względu na pewną historię – takie, na które należy uważać i włączyć wszelkie środki ostrożności.

Katowiczanie pod wodzą Kazimierza Moskala trzy lata temu przegrali co prawda jego debiutancki mecz z Łęczną, ale potem przyszła seria 9 spotkań bez porażki. Moskal wygrał sześć spotkań, trzykrotnie remisując. Teraz nasz zespół ma podobną serię – również 9 pojedynków z punktami, z tym że obecnie jest to pięciokrotny triumf i cztery razy podział punktów. Dlaczego o tym piszemy? Wówczas ekipa Moskala, aby serię bez porażek podciągnąć do dwóch cyfr pojechała na wyjazdowy mecz z GKS Tychy. Co prawda tyszanie swoje mecze rozgrywali w Jaworznie, a GKS prowadził. Faktem jest, że na tym spotkaniu seria się zakończyła, bo Tychy wygrały ten mecz 3:1. Teraz znów mamy te dziewięć meczów, znów świetna seria i znów wyjazdowe Tychy. Chociażby ze względu na to, że raz miało to już miejsce, należy nie dopuścić do tego, aby historia się powtórzyła.

Miejmy nadzieję, że kłopoty kadrowe będą omijać GieKSę szerokim łukiem, a mecz ze Stalą Mielec był ostatnim, w którym trener Brzęczek pozwalał sobie na eksperymenty z zestawieniem zawodników. Wracają dwa kluczowe ogniwa zespołu – Zejdler i Czerwiński. Umówmy się – gra skrzydłami ze Stalą kulała i po części był to brak Alana, ale też słaba forma Prokića oraz dziwne decyzje trenera o długim trzymaniu Mandrysza na ławce i usilnym graniu Foszmańczykiem na flance. Teraz takich historii zapewne nie będzie i w ofensywie zagramy najsilniejszym składem, choć mając do dyspozycji Prokića, Foszmańczyka, Mandrysza, Lebedyńskiego i Goncerza, któryś z nich będzie musiał usiąść na ławce. Na pewno nie będzie to Fosa, ani Gonzo. W każdym razie można liczyć, że zmiany w trakcie meczu nie będą już tak bezproduktywne.

GKS Tychy to drużyna w większości remisowa. Jedyne dwa ligowe zwycięstwa zostały odniesione w samej końcówce. Zaczęło się od meczów w Pucharze Polski – wygrana w Łomży 3:2 (Grzeszczyk 2xkarny, Mączyński) i porażka w Zambrowie 1:2 (gol Mączyńskiego, stracona bramka na 1:2 w 90. minucie). Wkrótce była już liga i nieoczekiwana porażka u siebie z Pogonią Siedlce 0:1. Potem nastąpiła seria 7 meczów bez porażki. Remis 1:1 w Nowym Sączu (Świerczok), wygrana 2:1 z Górnikiem 2:1 (Świerczok i Mańka w 90. minucie). Następnie 3 remisy 1:1 – w Kluczborku (Boczek), u siebie z Olimpią (Szumilas) i w Bytowie (Grzeszczyk). Potem znów wygrana w samej końcówce z Wigrami 2:1 (Tanżyna, Bukowiec), remis w Głogowie 2:2 (Świerczok, Szumilas) i w końcu dwie porażki – z Chojniczanką u siebie 0:2 i w Olsztynie 0:4.

Warto przytoczyć wypowiedzi trenera Kamila Kieresia po dwóch ostatnich porażkach. Po Chojniczance – oprócz dość wyraźnej krytyki poczynań sędziego – mówił:

Mamy dzisiaj smutny wieczór – 7 meczów bez porażki i ta seria się zakończyła. Chcemy teraz budować kolejną serię punktową (…) Każdy po ostatnich spotkaniach narzekał, że „znowu remis”, a ja chciałbym dzisiaj mieć ten remis.

Oto zapis całej konferencji po meczu z Chojnicami:

Tak jak zostało wspomniane – nowa seria punktowa nie rozpoczęła się w Olsztynie – wręcz przeciwnie, zespół poniósł klęskę, ale szkoleniowiec nie szukał dziury w całym:

Wynik 4:0 sugeruje, że było to jednostronne widowisko, a moim zdaniem tak nie było, gdyż my jako goście stworzyliśmy sobie dużo sytuacji.

Poniżej od ok. 2:12 możecie posłuchać całej wypowiedzi trenera.

Na kogo należy zwrócić baczniejszą uwagę w zespole Tychów?

Mateusz Bukowiec w wieku 16-17 lat był ochrzczony nowym Lubańskim. Niestety na zapowiedziach się skończyło. Zawodnik zagrał tylko 15 meczów i zdobył 1 gola w ekstraklasie w barwach Górnika. Potem bronił barw takich klubów jak Koszarawa Żywiec, LZS Leśnica czy Ruch Zdzieszowice. W Tychach występuje od kilku lat.

Seweryn Gancarczyk co prawda zagrał jak dotychczas tylko w jednym meczu ligowym (właśnie ze Stomilem), ale warto o nim wspomnieć ze względu na jego karierę – przez 8 lat występował na Ukrainie w Wołyniu Łuck, Arsenale Kijów i Metaliście Charków, w barwach którego w europejskich pucharach występował przeciw takim klubom jak Everton, Hertha, Galatasaray, Benfica czy Sampdoria, a Besiktasowi nawet strzelił bramkę. W Lechu Poznań zdobył mistrzostwo Polski i również grał w pucharach, ale już nie przeciw tak renomowanym rywalom. Ogólnie w ekstraklasie w barwach Lecha, ŁKS i Górnika rozegrał 100 meczów i strzelił 1 gola. W reprezentacji Polski zagrał 7 razy i zdobył… gola samobójczego dla Słowacji pieczętującego na opustoszałym Stadionie Śląskim awans tej ekipy do Mundialu w RPA.

Tomasz Górkiewicz to wieloletni zawodnik Podbeskidzia – 79 meczów i 5 goli w ekstraklasie (m.in. Legii na wyjeździe).

Łukasz Grzeszczyk okresowo jest to najlepszym, to najgorszym zawodnikiem Tychów. Epizodycznie zagrał w ekstraklasie – 1 raz w Wiśle Płock, 2 mecze w Widzewie, 4 spotkania z GKS Bełchatów.

Stepan Hirskyj to Ukrainiec, który grywał już przeciw Szachtarowi czy Dynamo Kijów.

Wydawało się, że większą karierę zrobi Jakub Świerczok, który po dobrym czasie w Polonii Bytom trafił do 1.FC Kaiserslautern, tam jednak zagrał tylko 6 meczów i to głównie w niepełnym wymiarze czasowym, a potem grywał w rezerwach. W polskiej ekstraklasie zaliczył 47 meczów i 11 bramek w barwach Piasta, Zawiszy i Łęcznej, ale co ciekawe – aż siedem bramek strzelił w poprzednim sezonie, w meczu z Koroną Kielce popisując się nawet hat-trickiem. Uwaga na tego zawodnika! W 2011 roku jako zawodnik Polonii Bytom popisał się hat-trickiem w wygranym przez bytomian 4:2 meczu z GieKSą. Jak strzelił bramki zawodnik możecie zobaczyć w naszym skrócie sprzed pięciu lat:

GKS Tychy awansował do pierwszej ligi z trzeciego miejsca. Końcówka poprzedniego sezonu nie była usłana różami, ale w ostatniej kolejce tyszanie wygrali ze Stalą Mielec i zapewnili sobie promocję, a na uwagę zasługiwał wynik 8:1 odniesiony na boisku Rakowa Częstochowa.

GKS Katowice mimo kilkukrotnej gry przeciw tyskiemu zespołowi nie miał okazji zagrać już bardzo dawno na wyjeździe, a już na pewno nie na nowym stadionie. Przypomnijmy, że w czwartej lidze rywale nie zorganizowali meczu i oddali spotkanie walkowerem. Pozostałe spotkania w ostatnich latach miały miejsce w Jaworznie – na czele z praktycznie zrzucającym rywali do drugiej ligi meczu sprzed dwóch sezonów, który GieKSa wygrała 3:0 po hat-tricku Grzegorza Goncerza.

GieKSa gra ostatnio dobrze, wygrywa swoje mecze, do tego czekają nas derby, w końcu na nowym tyskim stadionie, z kilkusetosobową ekipą Żółtej Armii na sektorze gości. W sobotnie popołudnie zapowiada nam się prawdziwe piłkarskie święto, w którym to nasz zespół jest faworytem, ale UWAGA! Nie może to uśpić nikogo w zespole, bo jak pokazały spotkania z Wigrami i Górnikiem – Tychy grają do końca. Do tego zespół Kieresia jest podrażniony dwiema ostatnimi porażkami, a naszemu zespołowi ma coś do udowodnienia.

32 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

32 komentarze

  1. Avatar photo

    Tyski71

    29 września 2016 at 14:15

    TYLKO GKS KATOWICE!

  2. Avatar photo

    cichy

    29 września 2016 at 14:32

    Jebać tyskie kurwy jazda…lololololoooo!!!

  3. Avatar photo

    Bartolo

    29 września 2016 at 16:37

    Dobry tytuł,ale trzeba go odnieść do całego sezonu z wiosną włącznie.3 lata
    temu po jesieni też wydawało się,że musi się udać,a na wiosnę kopacze posprzedawali-odpuścili niemal wszystkie mecze!

  4. Avatar photo

    kibic bce

    29 września 2016 at 16:51

    Ja licze na dobry mecz na tyskich dzbanach i dobra frekwencje. Czemu tak malo biletow nam dali. Stadion okazaly a biletow jak kot naplakl. Jedna jest Gieksa ta z Katowic. Dzbany jak to dzbany do polowy pelny do polowy pusty.

  5. Avatar photo

    Tyski71

    29 września 2016 at 18:40

    Cichy to ze szkoly wyniosłes czy jeszcze jej nie skonczyles

  6. Avatar photo

    Tyski71

    29 września 2016 at 18:45

    Biletow i tak dużo dostaliscie biorąc pod uwagę mecz podwyszonego ryzyka pamiętajcie że ludzie idą oglądać mecz dopingować ale jak najmniej bluzgania tez było by ok czas dorosnąć derby derbami ale kultura tez musi być i nie dajcie się sprowokować psom jebanym bo mogą was podpuscic jak goroli z Radomia a chyba nie chcecie dorównać gorolom bo byście się okazali ciulami anie hanysami niech wygra leprzy i żeby było widowisko

  7. Avatar photo

    kibic bce

    29 września 2016 at 20:21

    Tyski dobrze godosz. Lepiej pokazac sie z dbrej strony niz te ciule z legly warszawa. Wlasny klub udupiaja. Bluzgi poleca to wiecej niz pewne. Byle nie lac sie po mordach. Wojewoda jest dziwny. Nie potrzebne nam zakazy stadionowe. Wygra lepszy i to my bedziemy. O psach juz cos wiemy niech siedza w budzie. Jestem ciekaw frekwencji? Promocja dla waszego miasta.

  8. Avatar photo

    Anonim bul

    29 września 2016 at 20:46

    Cichy w izytówka Katowic

  9. Avatar photo

    gieksiarz

    29 września 2016 at 21:37

    Nie trza jebać tyskich kurew, styknie 1:0 na placu. Na co te wyzwiska, zostowmy je na Legia w przyszłym sezonie. Hanys do Hanysa mo być z szacunkiem. Cichy, zachowujesz sie jak ciul.Chyba żeś je jeszcze młody szczaw coś mi się zdaje.

  10. Avatar photo

    Tyski71

    29 września 2016 at 21:52

    Żeby sędziowie jeszcze dobrze sędziowali bo to kolejne sprzedawczyki frefrencja myślę rekord będzie pobity

  11. Avatar photo

    Tyski71

    29 września 2016 at 21:56

    Juz ponad 9 tysi biletów poszlo zostało jeszcze 3 tysie a najwięcej biletów się sprzedaje na koniec w dniu meczowym

  12. Avatar photo

    cichy

    29 września 2016 at 22:14

    Zoden mlody szczaw nie jestem a wam sie chyba cos pojebalo ze z tym tyskim sie tak po jajach lizecie.To my sie na nich tak napinamy od zawsze czy oni na nas do chuja? Sztama se zróbcie może jeszcze z nimi.Z reszta kim wy jestescie zeby o tym decydować i mi dopierdalac broniąc jakiegos tyskiego dzbana

  13. Avatar photo

    Tyski71

    29 września 2016 at 22:26

    Ino GIEKSA!

  14. Avatar photo

    POLONIA

    29 września 2016 at 22:30

    POLONIA BYTOMSKA NAJWIĘKSZA KURWA ZE ŚLĄSKA

  15. Avatar photo

    ŚWIĘTOKRZYSKIE

    29 września 2016 at 22:34

    TEŻ mnie to bawi . Mieszkają nieraz 10 km od siebie Chodzą do jednych szkół Nieraz razem robią w robocie a na necie czy stadionie 300 debili obrzuca się gnojem . To trzeba być osłem gonić się po osiedlach a pitać każdy osobno przed Legią

  16. Avatar photo

    cichy

    29 września 2016 at 22:35

    Widze,że bardzo was interesuje GieKSa,że tu siedzicie i komentujecie.Kompleksy?

  17. Avatar photo

    POLONIA

    29 września 2016 at 23:28

    Nie. Od dziecka kocham cyrk

  18. Avatar photo

    Titu

    29 września 2016 at 23:31

    Wstyd mi, że jestem kibicem GKS Tychy, bo opuszczamy nasze wyjazdy, by jechać do Katowic i się napinać.

  19. Avatar photo

    cichy

    29 września 2016 at 23:47

    Lubisz cyrk? To w Polonii jest niepowtarzalny

  20. Avatar photo

    lucky TYSKI GKS

    30 września 2016 at 11:02

    Tyż prowda lepiej siły na goroli zachować a oni już niegługo do nas mają zajechać ,jutro pewnie miło nie bydzie ale może nie najgorzej.TYLKO Katowicki GKS.

  21. Avatar photo

    Mati

    30 września 2016 at 13:49

    Ino GieKSa! Jak chopcy zagraja swoje byda 3 pkt.tyskie sa słabiutkie.Do naszych kibiców nie róbcie głupot żeby zas jakiś zakazow nie było.

  22. Avatar photo

    m

    30 września 2016 at 16:45

    wy tak serio interesujecie się GieKSą, że musicie komentować na naszym portalu swoje wypociny? >.<
    Ja na przykład, jak i pewnie większość osób w Polsce, nie mam w zwyczaju sapać się na czyimś forum/portalu, że mój zespół rozjedzie ich team.

    tychy 0:4 GieKSa, zapamiętajcie 😉

  23. Avatar photo

    Tyski71

    30 września 2016 at 16:54

    Chopy,chopki i czopki KRÓLOWIE ŚLĄSKA GKS Katowice

  24. Avatar photo

    Marcin

    30 września 2016 at 22:14

    Na wielu meczach tyskiego GKSu bywałem, ale ino na Bukowej była tak świetna atmosfera. Czy coś się w Katowicach zmieniło?

  25. Avatar photo

    Marcin

    30 września 2016 at 22:47

    Możecie se to cenzurować ale nie wstyd wam,że wśród was są ludzie (romowie),którzy wysyłają swoje matki żeby okradały katowiczan?

  26. Avatar photo

    Marcin

    30 września 2016 at 23:33

    Na wielu meczach tyskiego GKSu bywałem, ale ino na gksie romów widziałem i to szalikowców! Czy coś się w Katowicach zmieniło?

  27. Avatar photo

    Mati

    1 października 2016 at 08:30

    tyskie z kompleksami!nigy drużyny nie mieli i kibicow garstka-wszystko to udowodnili jak grali w Jaworznie frekwencja nie przekraczala 350osób.Teraz jest Moda bo stadion a za sezon lub dwa znowu bedzie miernota

  28. Avatar photo

    Tyski71

    1 października 2016 at 11:31

    Mati miernota to mosz w portkach zaraz przestaniemy tu pisać i będziecie mieć tu swoją ciszę upragniona a co do stadionu chialbym zobaczyć ilu was by jeździło za granicę kibicować myślę że że Stachu srączka z krwią i moczem i każdy z matką i wałek +tluczek bo syn cipa

  29. Avatar photo

    Tyski71

    1 października 2016 at 11:32

    A po 2 wole niebieskie katowice

  30. Avatar photo

    Tyski71

    1 października 2016 at 11:32

    Żółty to mocz

  31. Avatar photo

    cichy

    1 października 2016 at 13:02

    Tyski kompleksiarz i tyle.Jebać cie tyska palo

  32. Avatar photo

    Tyski71

    2 października 2016 at 18:43

    Cichy pale to se do ryja wsadz bo to lubisz wypij się zabola

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Jagi i Cracovii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.

1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.

2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.

3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.

4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.

5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.

6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.

7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.

8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.

9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.

10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.

11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.

12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.

13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.

14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.

15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.

16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.

17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.

18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.

19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.

20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.

21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.

22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.

23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.

24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.

25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.

—-

26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.

27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i  się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.

28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.

29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.

30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.

31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.

32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.

33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.

34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.

35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.

36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.

37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.

38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.

39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.

40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.

41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.

42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.

43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.

44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.

45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.

46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.

47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.

48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.

49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.

50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.

51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.

52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.

53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.

54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.

55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.

56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.

57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.

58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.

59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.

60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.

61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!

62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga