Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Przegląd mediów: GKS Katowice wystrzelił (się) w kosmos

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Dla drużyn kobiecej i męskiej ogłoszono plan przygotowań do rundy wiosennej rozgrywek. Dziennik Zachodni podsumował kończący się rok w wykonaniu piłkarzy GieKSy. Miasto kolejny raz ogłosiło przetarg na budowę boisk treningowych „pod balonem” na terenie Bukowej. Bramka strzelona Cracovii przez Adriana Błąda została uznana za najpiękniejszy gol Ekstraklasy. W sprzedaży pojawił się IV tom „Monografii sekcji piłkarskiej GKS Katowice” – do kupienia w oficjalnym sklepie kibiców Blaszok i oficjalnym sklepie klubowym. Media donoszą o zainteresowaniu klubu piłkarzem Rakowa – Benem Ledermanem oraz zakończeniem formalności z przedłużeniem kontraktu Märtena Kuuska.

Drużyna siatkarzy rozegrała w ubiegłym tygodniu jedno spotkanie – przegrane 1:3 ze Stalą Nysa. Następny mecz rozegramy 30 grudnia o 20:30 na wyjeździe ze Jastrzębskim Węglem.

Hokeiści w ubiegłym tygodniu rozegrali trzy spotkania. Zespół kolejno pokonał GKS Tychy i JKH GKS Jastrzębie po 3:2 (z JKH po dogrywce) oraz przegrał z Energą Toruń 3:4 (po rzutach karnych). W najbliższą sobotę drużyna rozpocznie zmagania o Puchar Polski. Spotkanie z GKS Tychy rozpocznie się o godzinie 17:30 28 grudnia w Krynicy. Klub podpisał kontrakt z obrońcą Johanem Norbergem.

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Plan zimowych sparingów GKS-u Katowice

Mistrzynie jesieni ogłosiły plan przygotowań do rundy wiosennej. Piłkarki GKS-u Katowice zagrają pięć gier kontrolnych.

Mistrzynie jesieni wznowią treningi drużynowe 10 stycznia, a dwa dni wcześniej odbędą testy motoryczne na katowickich obiektach. Od 15 do 18 stycznia podopieczne Karoliny Koch będą przebywać na zgrupowaniu w Bielsku – Białej, które zainaugurują meczem z tamtejszym Rekordem.

Piłkarki GKS-u Katowice zmierzą się na wyjeździe z dwoma czeskimi ekipami: Slavią Praga i Spartą Praga. W ostatniej grze kontrolnej przed startem Orlen Ekstraligi podejmą u siebie zespół Górnika Łęczna.

Plan sparingów GKS-u Katowice:

15 stycznia: Rekord Bielsko-Biała

15-18 stycznia: obóz w Bielsku-Białej

25 stycznia: Grot SMS Łódź

1 lutego: Slavia Praga

8 lutego: Sparta Praga

22 lutego: Górnik Łęczna

transfery.info – OFICJALNIE: Plan przygotowań GKS-u Katowice do rundy wiosennej Ekstraklasy

GKS Katowice w trakcie zimowej przerwy w rozgrywkach zaplanował zgrupowania w Polsce i Turcji.

[…] Do wspólnych treningów jej zawodnicy powrócą 3 stycznia. Najpierw będą uczestniczyć w testach motorycznych, a następnie pojadą na trzydniowe zgrupowanie do Buska-Zdroju, po czym wznowią zajęcia na obiektach własnego klubu.

11 stycznia wezmą zaś udział w drugiej edycji towarzyskiego turnieju Spodek Super Cup wraz między innymi z Górnikiem Zabrze, czeskim Baníkiem Ostrawa, słowackim Spartakiem Trnawa czy drużyną gwiazd Superbet pod wodzą Sławomira Peszki. Pojawią się tam również Jerzy Dudek, Martin Škrtel i Marek Jankulovski.

Następnego dnia piłkarze beniaminka Ekstraklasy udadzą się na dwutygodniowy obóz treningowy w położonej nad Morzem Śródziemnym tureckiej Larze. Zmierzą się tam w sparingach z węgierskim Nyíregyháza Spartacus FC, ukraińskim Weresem Równe i bułgarską Ardą Kyrdżali. Czwarty przeciwnik nie jest jeszcze znany.

[…] Plan zimowych przygotowań GKS-u Katowice:

3 stycznia – powrót do treningów

6-8 stycznia – zgrupowanie w Busku-Zdroju

11 stycznia – Spodek Super Cup

12-25 stycznia – zgrupowanie w Larze

14 stycznia – sparing (przeciwnik w trakcie ustalania)

17 stycznia – sparing z Nyíregyháza Spartacus FC

21 stycznia – sparing z Weresem Równe

24 stycznia – sparing z Ardą Kyrdżali

31 stycznia – mecz 19. kolejki Ekstraklasy GKS Katowice – Stal Mielec

dziennikzachodni.pl – Rafał Musioł: GKS Katowice w 2024 roku wystrzelił (się) w kosmos. Czego i Państwu serdecznie życzymy na nadchodzące dwanaście miesięcy

GKS Katowice 2024 rok powitał jako jedenasty zespół w tabeli I ligi, a żegna na dziesiątym miejscu w Ekstraklasie. Ekipa z Bukowej udowodniła, że nie ma rzeczy niemożliwych.

Konia z rzędem albo renifera z saniami temu, kto rok temu o tej porze wierzył w piłkarski cud z udziałem GKS Katowice. Zespół Rafała Góraka zasiadał do świątecznego stołu w mrokach dolnych stanów pierwszej ligi i miał niemal tak samo blisko do strefy spadkowej, jak daleko do miejsc dających chociażby barażową nadzieję na awans do elity. Krótko mówiąc AD 2024 zapowiadał się jako kontynuacja szarego serialu, jaki na Bukowej trwał od czasów niechlubnego pożegnania z Ekstraklasą. Na włosku wisiała też posada samego szkoleniowca, którego kibice po każdym meczu żegnali apelem o spakowanie walizek.

Po Sylwestrze i obozie przygotowawczym zaczęły dziać się cuda. Najpierw z mozołem i nieco ociężali GieKSa zaczęła się rozpędzać, ale gdy już nabrała tempa zaczęła też dostawać prezenty w postaci wpadek konkurentów. I nagle zaczęło pachnieć barażami, będącymi jeszcze niedawno szczytem marzeń. Wtedy nastąpił jednak cud finałowy. Czy ktoś jeszcze pamięta, że na cztery kolejki przed końcem katowiczanie do drugiej w tabeli Arki tracili osiem punktów, na dwie – sześć, a w ostatnim bezpośrednim starciu w Gdyni urządzało ich tylko zwycięstwo? A jednak GKS dokonał niemożliwego i spotkanie nad morzem wygrał dzięki platynowej bramce Adriana Błąda.

W ten sposób 20 lipca na Bukowej po dziewiętnastoletniej przerwie znów pojawiła się Ekstraklasa. Firmowana przez prezesa Krzysztofa Nowaka, który wcześniej z piłką nie miał nic wspólnego, odsądzanego od czci i wiary trenera Rafała Góraka, piłkarzy z jakimi nie wiązano już żadnych nadziei i mocno postponowanych nawet przez prezydenta miasta (słynne zdania o tym, czego im brakuje w przeciwieństwie do piłkarek), a także nagle odnalezionych kibiców wypełniających puste do tej pory trybuny. No i przez stadion powoli przechodzący do historii, a będący najlepszą możliwą scenerią, by spiąć w klamrę opowieść z blisko dwóch dekad sportowego zesłania.

Fani GKS przekonali się, że nie ma rzeczy niemożliwych. Teraz czas na nas wszystkich. Właśnie takich życiowych – z pozoru nierealnych, a jednak spełnionych – scenariuszy i Państwo z okazji Świąt życzę w imieniu nie tylko działu sportowego, ale i całej redakcji Dziennika Zachodniego.

Dzieci trenujące w GKS Katowice będą miały całoroczne boisko treningowe. Właśnie ogłoszono przetarg na nowy plac do gry przykryty balonem

Dzieci trenujące w Akademii Młodej GieKSy będą miały nowe boisko treningowe. Powstanie ono przy ul. Bukowej i będzie można z niego korzystać przez cały rok. Wszystko dzięki specjalnej pneumatycznej hali z ogrzewaniem i systemem oświetlenia, które pozwoli użytkować boisko również w okresie zimowym.

Władze Katowic po raz trzeci ogłosiły przetarg w sprawie wybudowania przy ul. Bukowej całorocznego boiska. Dwa poprzednie nie zostały rozstrzygnięte ze względu na znaczne przekroczenie zakładanych kosztów inwestycji. Na początku tego roku oferty przekroczyły zakładany budżet o 1,8 mln zł, natomiast w kolejnym postępowaniu o 1,2 mln zł.

Chcąc za wszelką cenę wybudować nowe boisko dla dzieci trenujących w Akademii Młodej GieKSy, zwłaszcza że jest ono dofinansowywane ze środków Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej, władze miasta postanowi o przesunięciu zadania w czasie i zmianie jego zakresu. Ogłoszony właśnie przetarg zakłada realizację głównego zadania, czyli boiska treningowego wraz z halą pneumatyczną, natomiast odstąpiono od wykonania terenów treningowych z trawy naturalnej z systemem drenażu i zraszania, a także z wykonania nowego ogrodzenia i chodnika wzdłuż niego.

– Aby zwiększyć komfort treningów najmłodszych sportowców rozwijamy naszą infrastrukturę m.in do potrzeb Akademii Młodej Gieksy, w której na co dzień trenuje ponad 600 dzieci. Ogłaszamy przetarg na nowe boisko treningowe, które będzie zadaszane tzw. balonem – powiedział Marcin Krupa, prezydent Katowic.

Celem inwestycji jest stworzenie jak najlepszych warunków do całorocznego treningu na zewnątrz, niezależnie od pogody i pory roku. Najpierw powstanie boisko piłkarskie z nawierzchnią ze sztucznej trawy, systemem drenażu, oświetleniem zewnętrznym, ogrodzeniem z piłkochwytami. Jego całkowita wielkość to 30×62 m, podczas gdy wymiary pola gry wyniosą 26x56m. To właśnie to boisko będzie przy niekorzystnych warunkach atmosferycznych zakrywane halą pneumatyczną o wysokości do 9 metrów.

– Hala, nazywana też balonem, to system trzech powłok z oplotem sieci lin stalowych, które są przytwierdzane do podłoża kotwami gruntowymi. Hala oczywiście zostanie wyposażona w oświetlenie, ale również w urządzenia grzewczo-nadmuchowe, co pozwala utrzymać w środku optymalną temperaturę do gry nawet przy niekorzystnej pogodzie – stwierdził Jarosław Łuczyński, dyrektor działu inwestycji kubaturowych w spółce Katowickie Inwestycje S.A., która w imieniu miasta pełni rolę inwestora zastępczego.

Nowy obiekt powstanie obok istniejących już boisk treningowych przy ul. Bukowej, na terenie wykorzystywanym między innymi podczas rozgrzewek. Czas na wykonanie dokumentacji projektowej z uzyskaniem wszelkich uzgodnień i decyzji administracyjnych oraz wykonanie prac budowlanych będzie wynosił 14 miesięcy, ale najpierw musi zostać rozstrzygnięty przetarg.

Planowane otwarcie ofert to 10 stycznia, po czym komisja przetargowa dokona ich analizy. Co istotne, nowy obiekt będzie pozbawiony barier architektonicznych dla osób z niepełnosprawnościami i umożliwi prowadzenie zajęć między innymi w takich dyscyplinach jak AMP Futbol czy Blind Football.

wkatowicach.eu – Adrian Błąd z najpiękniejszym golem Ekstraklasy w 2024

Kibice GieKSy nie mieli co do tego wątpliwości od dawna! Bramka Adriana Błąda z meczu w Krakowie to najpięknieszy gol Ekstraklasy w mijającym roku. Niezwykłej urody trafienie zrobiło wrażenie na autorach zestawienia najładniejszych bramek Ekstraklasy w 2024 roku.

Wyjazdowe spotkanie GKS-u Katowice z Cracovią było jednym z najbardziej emocjonujących starć rundy jesiennej sezonu 2024/25 PKO BP Ekstraklasy. GieKSa wygrała 4:3 po bramce Sebastiana Milewskiego w ostatniej akcji meczu. W 62. minucie tego spotkania Adrian Błąd popisał się spektakularnym uderzeniem z 30. metrów. Piłka odbiła się od poprzeczki i wpadła do bramki rywala, dając GKS-owi prowadzenie 3:1.

Na kanale YouTube PKO BP Ekstraklasy pojawiło się zestawienie dziesięciu najładniejszych goli całego 2024 roku. Trafienie Adriana Błąda znalazło się na 1. miejscu!

transfery.info – Z Rakowa Częstochowa do GKS-u Katowice?!

GKS Katowice dołącza do grona zainteresowany usługami Bena Ledermana – poinformował Tomasz Włodarczyk. Wcześniej łączono go z Arką Gdynia oraz Zagłębiem Lubin.

Ben Lederman to niewątpliwie spory talent. Do tego stopnia, że w pewnym momencie zasłużył sobie na powołanie do pierwszej reprezentacji Polski. Swego czasu w układance widział go ówczesny selekcjoner, Fernando Santos. Oczekiwano wtedy, że 24-latek będzie nie tylko przyszłością drużyny narodowej, ale też ciekawą opcją na zarobek jednokrotnego mistrza kraju.

Poważne kontuzje jednak mocno podkopały jego karierę. Z tego powodu jego przygoda z futbolem mocno wyhamowała i obecnie Marek Papszun nieszczególnie widzi dla niego miejsce w swoich barwach. Kontrakt z kolei ma ważny tylko do 30 czerwca 2025 roku, a zatem stanowi łakomy kąsek dla ewentualnych nabywców.

Ciekawą opcję mogła stanowić dla niego Arka Gdynia, gdzie powędrował doskonale znany mu trener Dawid Szwarga. Pierwszoligowiec ma jednak pokaźną konkurencją i to z Ekstraklasy.

Ostatnio pojawiły się w przestrzeni publicznej takie kluby jak Zagłębie Lubin czy Motor Lublin. Teraz z kolei dołącza do nich też GKS Katowice. Według wieści Tomasza Włodarczyka beniaminek również ma chrapkę na wychowanka FC Barcelony i nie jest wcale powiedziane, że stoi na straconej pozycji.

Tam nie byłby zresztą osamotniony, ponieważ kilka miesięcy wcześniej podobną drogę obrał przecież Bartosz Nowak.

Ben Lederman w obecnym sezonie może pochwalić się łącznie czterema występami, co w ogólnym rozrachunku daje 148 minut.

GKS Katowice zatrzyma ważnego zawodnika

GKS Katowice lada chwila dopełni wszelkich formalności związanych z przedłużeniem kontraktu Märtena Kuuska – podaje Piotr Koźmiński w programie „Nasz news” na kanale Goal.pl.

Estończyk zasilił szeregi zespołu dowodzonego przez trenera Rafała Góraka na początku tego roku w ramach transakcji gotówkowej wartej 200 tysięcy euro z węgierskiego Újpest FC.

Zainwestowane w pozyskanie zawodnika pieniądze szybko zaczęły się zwracać. Na przestrzeni kolejnych miesięcy 28-latek dołożył cegiełkę do olbrzymiego sukcesu, jakim dla katowickiego klubu był awans do Ekstraklasy, a obecnie jest graczem podstawowego składu w zespole beniaminka na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. W ramach jesiennych zmagań zanotował łącznie 14 występów, z czego aż jedenaście od pierwszej minuty.

Umowa środkowego defensora obowiązuje do 30 czerwca 2025 roku, lecz fani „GieKSy” nie mają się obawiać. Piotr Koźmiński w programie „Nasz news” na kanale Goal.pl zdradził, że kontrakt piłkarza lada chwila zostanie przedłużony.

To niewątpliwie kluczowa informacja przed startem przygotowań do rundy wiosennej, w ramach której podopieczni Rafała Góraka przystąpią do rywalizacji z dziesiątej lokaty w ligowej tabeli.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Spadek GKS-u przesądzony? Utrzymanie znacząco się oddaliło

Na zakończenie 17. kolejki PlusLigi doszło do bardzo ważnego spotkania w dolnej części tabeli. PSG Stal Nysa podejmowała GKS Katowice. Zwycięzca został wyłoniony po czterech setach. Stalowcy sięgnęli po bardzo ważny komplet punktów, odjeżdżając strefie spadkowej na trzy oczka. Całkowicie pod kreską jest GieKSa, która do Stali traci już 9 punktów. MVP meczu wybrany został Michał Gierżot.

Lepiej w mecz weszli gospodarze, którzy po asie Dominika Kramczyńskiego prowadzili 5:3. Chociaż Michał Gierżot miał problemy ze skończeniem akcji, punktowanie nadrabiali środkowi. Dodatkowo katowiczanie popełniali liczne błędy, przy stanie 10:5 interweniował trener Siewiorek. Z czasem dystans pozostawał wyraźny. Coraz pewniej punktował Gierżot, swoje akcje kończył również Wojciech Włodarczyk. Ze zmiennym szczęściem atakował Damian Domagała. Po asie Dawida Dulskiego było już 20:15. Celne zagrania Włodarczyka dały ostatnie punkty gospodarzom.

Choć po ataku Kisiluka GKS prowadził 3:1, gospodarze szybko wyrównali (3:3). Po fragmencie wyrównanej walki do głosu ponownie zaczęli dochodzić katowiczanie. Raz za razem punktował Łukasz Usowicz i przy stanie 15:12 dla GKS-u o czas poprosił trener gospodarzy. Katowiczanie kontynuowali skuteczną grę, dystans utrzymywał się. Gdy asa posłał Bartosz Gomułka, ponownie interweniował trener Petrella. W końcówce ręki w ataku nie wstrzymywał Kisiluk. Zagranie Usowicza przez środek zakończyło seta.

Z nową energią w trzecią odsłonę weszli siatkarze Stali. Mimo starań Aymena Bouguerry to gospodarze pozostawali na prowadzeniu. Po błędzie Usowicza interweniował trener Siewiorek (11:8). Skuteczność utrzymywali Dulski i Gierżot. Mimo roszad w składzie gra GKS-u nie poprawiała się. Ze zmiennym szczęściem atakował Domagała. Katowiczanie nie byli w stanie zatrzymać rozpędzonych rywali. Swobodny atak Dulskiego i błąd Gomułki sprawiły, że Stal wygrała tę odsłonę do 15.

Na początku czwartego seta nie brakowało przedłużonych wymian. Po asach Gierżota Stal odskoczyła na 8:5 i o czas poprosił trener Siewiorek. Nie wybiło to z rytmu gospodarzy, po chwili przyjmujący dołożył kolejnego asa (11:5). Trener Siewiorek wprowadzał zmienników. Dopiero w kolejnej akcji Gierżot zaatakował w aut (11:6). W środkowej fazie seta nastąpiła seria zepsutych zagrywek (14:9, 16:10). W dalszej części poderwać do walki gości starał się Kisiluk. Seria przy zagrywkach Krulickiego pozwoliła zmniejszyć dystans. Po bloku na Włodarczyku interweniował trener Petrella (18:16). Dopiero po przerwie skutecznie zaatakował Dulski. Od tego momentu Stal odzyskała rezon. W końcówce Kapica zmienił Zerbę i posłał dwa asy (24:19). Podwójny blok na Gibku rozstrzygnął spotkanie.

PSG Stal Nysa – GKS Katowice 3:1 (25:16, 20:25, 25:15, 25:19)

 

HOKEJ

hokej.net – GieKSa ma nowego obrońcę! Dotychczas grał tylko w ojczyźnie

Johan Norberg dołączył do GKS-u Katowice. 22-letni defensor podpisał umowę obowiązującą do końca sezonu 2024/2025.

Norberg jest obrońcą o typowo defensywnym profilu. Nie boi się twardej i ofiarnej gry, a także dysponuje dobrymi warunkami fizycznymi (188 cm, 90 kg), z których potrafi zrobić użytek.

Całą swoją dotychczasową karierę spędził w Szwecji, gdzie występował na bezpośrednich zapleczach SHL. W jego CV można znaleźć 22 spotkania w HockeyAllsvenskan, w których zaliczył jedną asystę.

Częściej występował w HockeyEttan (trzeci poziom rozgrywkowy). W 90 starciach strzelił 4 gole i zanotował 4 asysty. Sędziowie nałożyli na niego 90 minut karnych.

Nowy obrońca katowiczan spędził ostatnie dwa lata w Vimmerby HC, z którym w sezonie 2023/2024 wywalczył awans z ligi HockeyEttan do HockeyAllsvenskan. Z tego klubu był też wypożyczany m. in. do Västerviks IK i Tranås AIF. W obecnym sezonie ligowym Johan Norberg zagrał w 21 ligowych meczach, zdobywając w nich jedną bramkę i notując jedną asystę. Na ławce kar spędził 12 minut.

– W obliczu dłuższej absencji Arkadiusza Kostka zdecydowaliśmy się uzupełnić szeregi obronne i zakontraktować Johana Norberga. To młody, ambitny zawodnik posiadający dobre warunki fizyczne. Liczymy na to, że szybko wkomponuje się do zespołu i pomoże nam już w nadchodzących meczach – powiedział Roch Bogłowski, dyrektor hokejowej sekcji GieKSy.

Derby dla GieKSy! Była walka do końca

W ramach 31. kolejki TAURON Hokej Ligi tyszanie ulegli na własnym obiekcie GKS-owi Katowice 2:3. Było to pierwsze zwycięstwo podopiecznych Jacka Płachty nad trójkolorowymi w tym sezonie.

Od pierwszych minut było widać, że rywalizacja będzie zacięta. Alan Łyszczarczyk i Mateusz Gościński szybko oddali kąśliwe strzały, jednak John Murray nie dał się zaskoczyć. Mimo znacznej przewagi gospodarzy, to katowiczanie otworzyli wynik spotkania. Strzelcem pierwszej bramki został Igor Smal, który przymierzył spod linii niebieskiej. Chwilę później podopieczni Jacka Płachty podwyższyli prowadzenie na 2:0 grając w przewadze. Po strzale z dystansu Aleksiego Varttinena kij dołożył Jean Dupuy, posyłając gumę między słupki Tomáša Fučíka.

W 110. sekundzie drugiej tercji kontaktową bramkę, tuż po zakończeniu przewagi, zdobył Alan Łyszczarczyk. Tyski skrzydłowy oddał celny strzał z niebieskiej linii wykorzystując błąd Johna Murraya. Trójkolorowi nie zwalniali tempa i cały czas tworzyli dogodne sytuacje. Bramka wisiała w powietrzu. Ekipie z de Gaulle’a ewidentnie brakowało szczęścia. Dogodnej okazji nie wykorzystał Bartosz Ciura, a uderzony przez niego krążek przeleciał nad bramką. Na ponad minutę przed końcem drugiej tercji tyszanie wyrównali po trafieniu Heljanki.Ale18 sekund przed syreną kończącą drugą tercję huknął Bartosz Fraszko i goście prowadzili 3:2.

Trzecia tercja była obustronną walką o gola, ale optyczną przewagę mieli podopieczni Pekki Tirkkonena. Goście skutecznie neutralizowali te ataki. Lider tabeli uległ katowiczanom, którzy awansowali na trzecie miejsce.

Świąteczne derby łupem GieKSy

GKS Katowice pokonał po dogrywce JKH GKS Jastrzębie 3:2. Autorem złotego gola w 63. minucie spotkania był Stephen Anderson. Dzięki odniesionemu zwycięstwu GieKSa nie tylko umocniła się na trzecim miejscu, lecz zbliżyła się na jeden punkt do Re-Plast Unii Oświęcim.

W obecnym sezonie pojedynki pomiędzy GKS-em Katowice, a JKH GKS-em Jastrzębie są gwarancją solidnej dawki hokejowych emocji. W trzech dotychczas rozegranych spotkaniach padły aż 22 bramki. Wysoka była również stawka świątecznego meczu w Katowicach. Obie ekipy pozostają bowiem w bezpośrednim sąsiedztwie w ligowej tabeli, rywalizując o trzecią lokatę. Wicemistrzowie Polski przystąpili do dzisiejszego pojedynku uskrzydleni wygraną nad liderem. Podopiecznym Jacka Płachty udało się przełamać „tyski kompleks” i w poprzedniej serii spotkań odnieśli pierwsze w obecnym sezonie zwycięstwo nad lokalnym rywalem.

Na wrażenia w derbowym pojedynku nie przyszło nam długo czekać . Już w 25. sekundzie arbitrzy do boksu kar oddelegowali Pontusa Englunda. Nieco ponad trzydziestu sekund potrzebowali goście, aby zamienić liczebną przewagę na bramkę. Maciej Urbanowicz po świetnym podaniu Emila Bagina skierował gumę do siatki, otwierając wynik spotkania. Kolejne minuty owocowały przyjemnym dla oka pojedynkiem. Zawodnicy w głównej mierze skupieni jednak byli na walce o krążek, w związku z czym sędziowie nie mieli większych powodów aby ingerować w grę. Mocniej do przejęcia kontroli nad wydarzeniami na lodzie dążyli gospodarze, którzy coraz swobodniej czuli się w tercji rywala. Podopiecznym Jacka Płachta brakowało jednak zimnej krwi przy wykańczaniu akcji. Ofensywy impas GieKSy przełamał w 10. minucie Patryk Wronka, precyzyjnym uderzeniem z nadgarstka pokonując Macieja Miarkę.

Do drugiej odsłony podopieczni Róberta Kalábera zmuszeni byli przystąpić w liczebnym osłabieniu, bowiem u schyłku pierwszej tercji karą mniejszą wykluczony został Łukasz Nalewajka. Choć przyjezdnym udało się wybronić osłabienie, to chwilę po wyrównaniu formacji GieKSa objęła prowadzenie. Za bramką Macieja Miarki krążek przejął Grzegorz Pasiut. Kapitan GieKSy dostrzegł najeżdżającego Pontusa Englunda, który zaadresował gumę do jastrzębskiej bramki. Radość z objętego prowadzenie w katowickim obozie zgasił jednak już 40 sekund później Teemu Pulkkinen. Fiński skrzydłowy wykańczając dwójkowy kontratak gości doprowadził do błyskawicznego wyrównania.

Trzecia tercja upłynęła w charakterystycznym dla katowicko-jastrzębskich pojedynków stylu. Obie strony wyrażały spory apetyt do zdobycia bramki. Gra utrzymywana była w szybkim tempie, a charakteru wydarzeniom na lodzie dodawały trzeszczące bandy. Do 60. minuty żadna z ekip nie zdołała jednak przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę, wobec czego konieczne było rozegranie dogrywki. W tej decydujący cios zadał w 63. minucie Bartosz Fraszko.

Norberg: Atmosfera w „Satelicie” jest szalona. Nawet nie słyszałem się z Travisem

GKS Katowice wzmocnił swoją defensywę kontraktując Johana Norberga. Po zakończonym spotkaniu z JKH GKS-em Jastrzębie (3:2 d.) Szwed podzielił się z naszą redakcją swoimi wrażeniami związanymi z pierwszymi występami na polskich taflach. 22-latek przedstawił się jako niestroniący od twardej gry defensor, który potrafi odpłacić się rywalom.

HOKEJ.NET:–Masz za sobą dwa rozegrane spotkania na taflach TAURON Hokej Ligi. Czy te pierwsze doświadczenia są zgodne z tym, czego oczekiwałeś przenosząc się do Polski?

:–Póki co mam same pozytywne odczucia. Sądziłem, że styl gry w Polsce będzie opierał ostrej walce, spodziewałem się, że nie będzie brakować szorstkich zagrań. Tymczasem wydarzenia na lodzie toczą się tutaj naprawdę szybko, gra jest bardzo fizyczna. Dlatego szybko się do takich warunków zaadoptowałem. Nie mam w sobie ofensywnych zapędów. Moim naturalnym środowiskiem jest tercja obronna, tam staram się wykonywać swoją pracę i po prostu podążać za akcją ofensywną, gdy jest taka potrzeba. Więc z perspektywy tych dwóch spotkań mogę powiedzieć, że transfer do polskiej ligi wydaje się być dobrym ruchem.

Zatem możesz się przedstawić kibicom jako ciężko pracujący w tercji obronnej zawodnik, który nie będzie się bał rywalizacji w twardych spotkaniach?

– Właśnie takie mecze uwielbiam, kiedy zawodnicy nie szczędzą sobie wzajemnie uderzeń, a na lodzie dochodzi do konfrontacji. Lubię stawiać czoła takim twardym pojedynkom. Jeżeli ktoś wystosuje wobec mnie uderzenie, musi się spodziewać, że jestem gościem, który odpowie tym samym.

Jak doszło do tego, że zdecydowałeś się dołączyć właśnie do GKS-u Katowice? Konfrontowałeś opinie na temat ligi i samego klubu z zawodnikami, którzy grali tutaj wcześniej?-

– Wraz jednym ze Szwedów występujących w Polsce mamy wspólnego agenta, więc kontaktujemy się ze sobą, jednak nie znaliśmy się i nie rozmawialiśmy wcześniej. Wiem, że gra tutaj również jeszcze jeden zawodnik, z którym mam wspólne doświadczenia z czasów gry w Szwecji.

GKS to Twój pierwszy zagraniczny klub. Dołączenie do nowego zespołu w trakcie rozgrywek może być dla Ciebie dodatkowym wyzwaniem, czy nawet swego rodzaju trudnością?

– Z pewnością, domyślam się, że oczekiwania wobec mnie są dosyć wysokie. Jednak robię co w mojej mocy aby im sprostać i zyskać uznanie kibiców.

Pozostając w kwestii kibiców. Zadebiutowałeś dzisiaj w „Satelicie”, co możesz powiedzieć o atmosferze tutaj panującej podczas domowych spotkań?

– Była na prawdę szalona. Próbowałem się komunikować z występującym ze mną w jednej formacji Travisem, jednak kompletnie go nie słyszałem. Jest tutaj naprawdę głośno, bardzo mi się to podoba. Zostałem przez wszystkich świetnie przywitany, czy to w mediach społecznościowych czy w bezpośrednim kontakcie. To na prawdę miłe.

Pomimo świątecznego czasu czekają was kolejne wyzwania z rywalizacją w Pucharze Polski na czele. Jesteście gotowi by stawić czoła kolejny raz silnemu GKS-owi Tychy?

– Jesteśmy gotowi w stu procentach na każde spotkanie. Będziemy robić co w naszej mocy, trzymając rękę na pulsie i będąc ciągłym utrapieniem dla rywala. Poza tym uwielbiam smak derbowego zwycięstwa.

Przedświąteczna końska dawka emocji w Toruniu. Gospodarze pokonują wicemistrzów po karnych!

Hokeiści KH Energi Toruń zwyciężyli w meczu 33. kolejki TAURON Hokej Ligi 4:3 po rzutach karnych z ekipą GKS-u Katowice. Gospodarze zwyciężyli dzięki stuprocentowej skuteczności dopiero w serii rzutów karnych, mimo że wcześniej prowadzili już nawet 3:0. Katowiczanie pomimo świetnego comebacku w trzeciej odsłonie nie byli w stanie przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę.

Pierwsza tercja przyniosła ogromne emocje wszystkim zgromadzonym na toruńskim lodowisku, a trzeba przyznać, że “TorTor” zapełnił się praktycznie do ostatniego miejsca.

Wyjątkowy, bo przedświąteczny i ostatni w 2024 roku mecz toruńskiej ekipy zaczęli lepiej gospodarze, którzy raz po raz starali się wykorzystać niepewną na początku spotkania defensywę GieKSy.

Ta sztuka udała się w końcu już w 4. minucie, kiedy po stracie krążka przez defensorów ten znalazł się w posiadaniu Baszyrowa, który bardzo ładnie wymanewrował Murraya i umieścił gumę w siatce.

Oprócz wybuchu radości ta bramka sprawiła również deszcz pluszaków, które powędrowały na lodową taflę, w ramach corocznej akcji Teddy Bear Toss. Po dłuższej przerwie na sprzątanie lodu po pluszakach byliśmy gotowi wrócić do emocji.

W dalszej części pierwszej odsłony przyjezdni z Katowic ruszyli do ataku, ale byli przy tym dość nieskuteczni, a na domiar złego łapali kary i dawali szansę miejscowym na odskoczenie z wynikiem.

John Murray był jednak innego zdania i głównie dzięki niemu torunianom nie udało się już zaskoczyć katowickiej obrony w pierwszej odsłonie. Goście również mieli swoje szanse zarówno w przewadze, jak i przy grze w regulaminowych zestawieniach, ale Svensson również nie dał się zaskoczyć do końca pierwszej odsłony.

Druga odsłona to dalsza część w której torunianie prezentowali naprawdę dobry hokej. I udowodnili to po raz kolejny, kiedy świetną wymianę podań na bramkę zamienił Worona w 25. minucie starcia.

Katowiczanie byli w coraz gorszej sytuacji, ale im dalej w ten mecz tym mniej groźne wydawały się próby katowiczan, a gospodarze raz za razem kąsali w kontrach po których świetnymi interwencjami musiał ratować zespół Murray.

W 38. minucie po właśnie jednej z takich kontr Jaworski zdecydował się na strzał z niebieskiej, przekierował jeszcze gumę Fjodorows i zrobiło się już 3:0 dla podopiecznych Juhy Nurminena.

Jednak jeszcze przed końcem drugiej odsłony w końcu odpowiedzieli przyjezdni z Katowic. Faulowany Mroczkowski zapewnił gościom grę w przewadze, którą wykorzystali. Bramkę zdobył Sokay, który najlepiej odnalazł się w podbramkowym zamieszaniu przed świątynią Svenssona i zmniejszył straty do rywali tuż przed końcem drugiej tercji.

I ta bramka dała katowiczanom nowe życie, którzy w trzeciej tercji od razu przystąpili do ataków, by odrobić straty i rzeczywiście ta sztuka im się udała. Dwukrotnie sprawy wziął w swoje ręcę wychowanek toruńskiego hokeja Bartosz Fraszko.

Dwukrotnie Fraszko świetnie wykorzystał proste błędy torunian w trzeciej odsłonie i już w 50. minucie mieliśmy znów remis na lodowej tafli. Do końca regulaminowego czasu gry obie ekipy mimo licznych okazji nie były w stanie zapewnić sobie kompletu punktów i czekała nas dogrywka.

W dogrywce widzieliśmy wszystko oprócz bramek. Na początku torunianie korzystali jeszcze z przewagi z regulaminowego czasu gry, ale jej nie wykorzystali. Kilka chwil później to katowiczanie stanęli przed świetną okazją, bo po faulu na Wronce został podyktowany rzut karny.

Sam poszkodowany podjechał do karnego, ale i on nie znalazł recepty na Svenssona, co znaczyło, że na Tor-torze potrzebna będzie seria rzutów karnych by poznać zwycięzcę.

W serii rzutów karnych świetnie radzili sobie podopieczni Juhy Nurminena, którzy wykorzystali 3 na 3 rzuty karne. Wśród gości Svenssona pokonał tylko Fraszko i to wystarczyło, aby “Stalowe Pierniki” mogły się cieszyć z bonusowego punktu za zwycięstwo po karnych.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga