Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Przegląd mediów: GKS Katowice wystrzelił (się) w kosmos

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Dla drużyn kobiecej i męskiej ogłoszono plan przygotowań do rundy wiosennej rozgrywek. Dziennik Zachodni podsumował kończący się rok w wykonaniu piłkarzy GieKSy. Miasto kolejny raz ogłosiło przetarg na budowę boisk treningowych „pod balonem” na terenie Bukowej. Bramka strzelona Cracovii przez Adriana Błąda została uznana za najpiękniejszy gol Ekstraklasy. W sprzedaży pojawił się IV tom „Monografii sekcji piłkarskiej GKS Katowice” – do kupienia w oficjalnym sklepie kibiców Blaszok i oficjalnym sklepie klubowym. Media donoszą o zainteresowaniu klubu piłkarzem Rakowa – Benem Ledermanem oraz zakończeniem formalności z przedłużeniem kontraktu Märtena Kuuska.

Drużyna siatkarzy rozegrała w ubiegłym tygodniu jedno spotkanie – przegrane 1:3 ze Stalą Nysa. Następny mecz rozegramy 30 grudnia o 20:30 na wyjeździe ze Jastrzębskim Węglem.

Hokeiści w ubiegłym tygodniu rozegrali trzy spotkania. Zespół kolejno pokonał GKS Tychy i JKH GKS Jastrzębie po 3:2 (z JKH po dogrywce) oraz przegrał z Energą Toruń 3:4 (po rzutach karnych). W najbliższą sobotę drużyna rozpocznie zmagania o Puchar Polski. Spotkanie z GKS Tychy rozpocznie się o godzinie 17:30 28 grudnia w Krynicy. Klub podpisał kontrakt z obrońcą Johanem Norbergem.

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Plan zimowych sparingów GKS-u Katowice

Mistrzynie jesieni ogłosiły plan przygotowań do rundy wiosennej. Piłkarki GKS-u Katowice zagrają pięć gier kontrolnych.

Mistrzynie jesieni wznowią treningi drużynowe 10 stycznia, a dwa dni wcześniej odbędą testy motoryczne na katowickich obiektach. Od 15 do 18 stycznia podopieczne Karoliny Koch będą przebywać na zgrupowaniu w Bielsku – Białej, które zainaugurują meczem z tamtejszym Rekordem.

Piłkarki GKS-u Katowice zmierzą się na wyjeździe z dwoma czeskimi ekipami: Slavią Praga i Spartą Praga. W ostatniej grze kontrolnej przed startem Orlen Ekstraligi podejmą u siebie zespół Górnika Łęczna.

Plan sparingów GKS-u Katowice:

15 stycznia: Rekord Bielsko-Biała

15-18 stycznia: obóz w Bielsku-Białej

25 stycznia: Grot SMS Łódź

1 lutego: Slavia Praga

8 lutego: Sparta Praga

22 lutego: Górnik Łęczna

transfery.info – OFICJALNIE: Plan przygotowań GKS-u Katowice do rundy wiosennej Ekstraklasy

GKS Katowice w trakcie zimowej przerwy w rozgrywkach zaplanował zgrupowania w Polsce i Turcji.

[…] Do wspólnych treningów jej zawodnicy powrócą 3 stycznia. Najpierw będą uczestniczyć w testach motorycznych, a następnie pojadą na trzydniowe zgrupowanie do Buska-Zdroju, po czym wznowią zajęcia na obiektach własnego klubu.

11 stycznia wezmą zaś udział w drugiej edycji towarzyskiego turnieju Spodek Super Cup wraz między innymi z Górnikiem Zabrze, czeskim Baníkiem Ostrawa, słowackim Spartakiem Trnawa czy drużyną gwiazd Superbet pod wodzą Sławomira Peszki. Pojawią się tam również Jerzy Dudek, Martin Škrtel i Marek Jankulovski.

Następnego dnia piłkarze beniaminka Ekstraklasy udadzą się na dwutygodniowy obóz treningowy w położonej nad Morzem Śródziemnym tureckiej Larze. Zmierzą się tam w sparingach z węgierskim Nyíregyháza Spartacus FC, ukraińskim Weresem Równe i bułgarską Ardą Kyrdżali. Czwarty przeciwnik nie jest jeszcze znany.

[…] Plan zimowych przygotowań GKS-u Katowice:

3 stycznia – powrót do treningów

6-8 stycznia – zgrupowanie w Busku-Zdroju

11 stycznia – Spodek Super Cup

12-25 stycznia – zgrupowanie w Larze

14 stycznia – sparing (przeciwnik w trakcie ustalania)

17 stycznia – sparing z Nyíregyháza Spartacus FC

21 stycznia – sparing z Weresem Równe

24 stycznia – sparing z Ardą Kyrdżali

31 stycznia – mecz 19. kolejki Ekstraklasy GKS Katowice – Stal Mielec

dziennikzachodni.pl – Rafał Musioł: GKS Katowice w 2024 roku wystrzelił (się) w kosmos. Czego i Państwu serdecznie życzymy na nadchodzące dwanaście miesięcy

GKS Katowice 2024 rok powitał jako jedenasty zespół w tabeli I ligi, a żegna na dziesiątym miejscu w Ekstraklasie. Ekipa z Bukowej udowodniła, że nie ma rzeczy niemożliwych.

Konia z rzędem albo renifera z saniami temu, kto rok temu o tej porze wierzył w piłkarski cud z udziałem GKS Katowice. Zespół Rafała Góraka zasiadał do świątecznego stołu w mrokach dolnych stanów pierwszej ligi i miał niemal tak samo blisko do strefy spadkowej, jak daleko do miejsc dających chociażby barażową nadzieję na awans do elity. Krótko mówiąc AD 2024 zapowiadał się jako kontynuacja szarego serialu, jaki na Bukowej trwał od czasów niechlubnego pożegnania z Ekstraklasą. Na włosku wisiała też posada samego szkoleniowca, którego kibice po każdym meczu żegnali apelem o spakowanie walizek.

Po Sylwestrze i obozie przygotowawczym zaczęły dziać się cuda. Najpierw z mozołem i nieco ociężali GieKSa zaczęła się rozpędzać, ale gdy już nabrała tempa zaczęła też dostawać prezenty w postaci wpadek konkurentów. I nagle zaczęło pachnieć barażami, będącymi jeszcze niedawno szczytem marzeń. Wtedy nastąpił jednak cud finałowy. Czy ktoś jeszcze pamięta, że na cztery kolejki przed końcem katowiczanie do drugiej w tabeli Arki tracili osiem punktów, na dwie – sześć, a w ostatnim bezpośrednim starciu w Gdyni urządzało ich tylko zwycięstwo? A jednak GKS dokonał niemożliwego i spotkanie nad morzem wygrał dzięki platynowej bramce Adriana Błąda.

W ten sposób 20 lipca na Bukowej po dziewiętnastoletniej przerwie znów pojawiła się Ekstraklasa. Firmowana przez prezesa Krzysztofa Nowaka, który wcześniej z piłką nie miał nic wspólnego, odsądzanego od czci i wiary trenera Rafała Góraka, piłkarzy z jakimi nie wiązano już żadnych nadziei i mocno postponowanych nawet przez prezydenta miasta (słynne zdania o tym, czego im brakuje w przeciwieństwie do piłkarek), a także nagle odnalezionych kibiców wypełniających puste do tej pory trybuny. No i przez stadion powoli przechodzący do historii, a będący najlepszą możliwą scenerią, by spiąć w klamrę opowieść z blisko dwóch dekad sportowego zesłania.

Fani GKS przekonali się, że nie ma rzeczy niemożliwych. Teraz czas na nas wszystkich. Właśnie takich życiowych – z pozoru nierealnych, a jednak spełnionych – scenariuszy i Państwo z okazji Świąt życzę w imieniu nie tylko działu sportowego, ale i całej redakcji Dziennika Zachodniego.

Dzieci trenujące w GKS Katowice będą miały całoroczne boisko treningowe. Właśnie ogłoszono przetarg na nowy plac do gry przykryty balonem

Dzieci trenujące w Akademii Młodej GieKSy będą miały nowe boisko treningowe. Powstanie ono przy ul. Bukowej i będzie można z niego korzystać przez cały rok. Wszystko dzięki specjalnej pneumatycznej hali z ogrzewaniem i systemem oświetlenia, które pozwoli użytkować boisko również w okresie zimowym.

Władze Katowic po raz trzeci ogłosiły przetarg w sprawie wybudowania przy ul. Bukowej całorocznego boiska. Dwa poprzednie nie zostały rozstrzygnięte ze względu na znaczne przekroczenie zakładanych kosztów inwestycji. Na początku tego roku oferty przekroczyły zakładany budżet o 1,8 mln zł, natomiast w kolejnym postępowaniu o 1,2 mln zł.

Chcąc za wszelką cenę wybudować nowe boisko dla dzieci trenujących w Akademii Młodej GieKSy, zwłaszcza że jest ono dofinansowywane ze środków Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej, władze miasta postanowi o przesunięciu zadania w czasie i zmianie jego zakresu. Ogłoszony właśnie przetarg zakłada realizację głównego zadania, czyli boiska treningowego wraz z halą pneumatyczną, natomiast odstąpiono od wykonania terenów treningowych z trawy naturalnej z systemem drenażu i zraszania, a także z wykonania nowego ogrodzenia i chodnika wzdłuż niego.

– Aby zwiększyć komfort treningów najmłodszych sportowców rozwijamy naszą infrastrukturę m.in do potrzeb Akademii Młodej Gieksy, w której na co dzień trenuje ponad 600 dzieci. Ogłaszamy przetarg na nowe boisko treningowe, które będzie zadaszane tzw. balonem – powiedział Marcin Krupa, prezydent Katowic.

Celem inwestycji jest stworzenie jak najlepszych warunków do całorocznego treningu na zewnątrz, niezależnie od pogody i pory roku. Najpierw powstanie boisko piłkarskie z nawierzchnią ze sztucznej trawy, systemem drenażu, oświetleniem zewnętrznym, ogrodzeniem z piłkochwytami. Jego całkowita wielkość to 30×62 m, podczas gdy wymiary pola gry wyniosą 26x56m. To właśnie to boisko będzie przy niekorzystnych warunkach atmosferycznych zakrywane halą pneumatyczną o wysokości do 9 metrów.

– Hala, nazywana też balonem, to system trzech powłok z oplotem sieci lin stalowych, które są przytwierdzane do podłoża kotwami gruntowymi. Hala oczywiście zostanie wyposażona w oświetlenie, ale również w urządzenia grzewczo-nadmuchowe, co pozwala utrzymać w środku optymalną temperaturę do gry nawet przy niekorzystnej pogodzie – stwierdził Jarosław Łuczyński, dyrektor działu inwestycji kubaturowych w spółce Katowickie Inwestycje S.A., która w imieniu miasta pełni rolę inwestora zastępczego.

Nowy obiekt powstanie obok istniejących już boisk treningowych przy ul. Bukowej, na terenie wykorzystywanym między innymi podczas rozgrzewek. Czas na wykonanie dokumentacji projektowej z uzyskaniem wszelkich uzgodnień i decyzji administracyjnych oraz wykonanie prac budowlanych będzie wynosił 14 miesięcy, ale najpierw musi zostać rozstrzygnięty przetarg.

Planowane otwarcie ofert to 10 stycznia, po czym komisja przetargowa dokona ich analizy. Co istotne, nowy obiekt będzie pozbawiony barier architektonicznych dla osób z niepełnosprawnościami i umożliwi prowadzenie zajęć między innymi w takich dyscyplinach jak AMP Futbol czy Blind Football.

wkatowicach.eu – Adrian Błąd z najpiękniejszym golem Ekstraklasy w 2024

Kibice GieKSy nie mieli co do tego wątpliwości od dawna! Bramka Adriana Błąda z meczu w Krakowie to najpięknieszy gol Ekstraklasy w mijającym roku. Niezwykłej urody trafienie zrobiło wrażenie na autorach zestawienia najładniejszych bramek Ekstraklasy w 2024 roku.

Wyjazdowe spotkanie GKS-u Katowice z Cracovią było jednym z najbardziej emocjonujących starć rundy jesiennej sezonu 2024/25 PKO BP Ekstraklasy. GieKSa wygrała 4:3 po bramce Sebastiana Milewskiego w ostatniej akcji meczu. W 62. minucie tego spotkania Adrian Błąd popisał się spektakularnym uderzeniem z 30. metrów. Piłka odbiła się od poprzeczki i wpadła do bramki rywala, dając GKS-owi prowadzenie 3:1.

Na kanale YouTube PKO BP Ekstraklasy pojawiło się zestawienie dziesięciu najładniejszych goli całego 2024 roku. Trafienie Adriana Błąda znalazło się na 1. miejscu!

transfery.info – Z Rakowa Częstochowa do GKS-u Katowice?!

GKS Katowice dołącza do grona zainteresowany usługami Bena Ledermana – poinformował Tomasz Włodarczyk. Wcześniej łączono go z Arką Gdynia oraz Zagłębiem Lubin.

Ben Lederman to niewątpliwie spory talent. Do tego stopnia, że w pewnym momencie zasłużył sobie na powołanie do pierwszej reprezentacji Polski. Swego czasu w układance widział go ówczesny selekcjoner, Fernando Santos. Oczekiwano wtedy, że 24-latek będzie nie tylko przyszłością drużyny narodowej, ale też ciekawą opcją na zarobek jednokrotnego mistrza kraju.

Poważne kontuzje jednak mocno podkopały jego karierę. Z tego powodu jego przygoda z futbolem mocno wyhamowała i obecnie Marek Papszun nieszczególnie widzi dla niego miejsce w swoich barwach. Kontrakt z kolei ma ważny tylko do 30 czerwca 2025 roku, a zatem stanowi łakomy kąsek dla ewentualnych nabywców.

Ciekawą opcję mogła stanowić dla niego Arka Gdynia, gdzie powędrował doskonale znany mu trener Dawid Szwarga. Pierwszoligowiec ma jednak pokaźną konkurencją i to z Ekstraklasy.

Ostatnio pojawiły się w przestrzeni publicznej takie kluby jak Zagłębie Lubin czy Motor Lublin. Teraz z kolei dołącza do nich też GKS Katowice. Według wieści Tomasza Włodarczyka beniaminek również ma chrapkę na wychowanka FC Barcelony i nie jest wcale powiedziane, że stoi na straconej pozycji.

Tam nie byłby zresztą osamotniony, ponieważ kilka miesięcy wcześniej podobną drogę obrał przecież Bartosz Nowak.

Ben Lederman w obecnym sezonie może pochwalić się łącznie czterema występami, co w ogólnym rozrachunku daje 148 minut.

GKS Katowice zatrzyma ważnego zawodnika

GKS Katowice lada chwila dopełni wszelkich formalności związanych z przedłużeniem kontraktu Märtena Kuuska – podaje Piotr Koźmiński w programie „Nasz news” na kanale Goal.pl.

Estończyk zasilił szeregi zespołu dowodzonego przez trenera Rafała Góraka na początku tego roku w ramach transakcji gotówkowej wartej 200 tysięcy euro z węgierskiego Újpest FC.

Zainwestowane w pozyskanie zawodnika pieniądze szybko zaczęły się zwracać. Na przestrzeni kolejnych miesięcy 28-latek dołożył cegiełkę do olbrzymiego sukcesu, jakim dla katowickiego klubu był awans do Ekstraklasy, a obecnie jest graczem podstawowego składu w zespole beniaminka na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. W ramach jesiennych zmagań zanotował łącznie 14 występów, z czego aż jedenaście od pierwszej minuty.

Umowa środkowego defensora obowiązuje do 30 czerwca 2025 roku, lecz fani „GieKSy” nie mają się obawiać. Piotr Koźmiński w programie „Nasz news” na kanale Goal.pl zdradził, że kontrakt piłkarza lada chwila zostanie przedłużony.

To niewątpliwie kluczowa informacja przed startem przygotowań do rundy wiosennej, w ramach której podopieczni Rafała Góraka przystąpią do rywalizacji z dziesiątej lokaty w ligowej tabeli.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Spadek GKS-u przesądzony? Utrzymanie znacząco się oddaliło

Na zakończenie 17. kolejki PlusLigi doszło do bardzo ważnego spotkania w dolnej części tabeli. PSG Stal Nysa podejmowała GKS Katowice. Zwycięzca został wyłoniony po czterech setach. Stalowcy sięgnęli po bardzo ważny komplet punktów, odjeżdżając strefie spadkowej na trzy oczka. Całkowicie pod kreską jest GieKSa, która do Stali traci już 9 punktów. MVP meczu wybrany został Michał Gierżot.

Lepiej w mecz weszli gospodarze, którzy po asie Dominika Kramczyńskiego prowadzili 5:3. Chociaż Michał Gierżot miał problemy ze skończeniem akcji, punktowanie nadrabiali środkowi. Dodatkowo katowiczanie popełniali liczne błędy, przy stanie 10:5 interweniował trener Siewiorek. Z czasem dystans pozostawał wyraźny. Coraz pewniej punktował Gierżot, swoje akcje kończył również Wojciech Włodarczyk. Ze zmiennym szczęściem atakował Damian Domagała. Po asie Dawida Dulskiego było już 20:15. Celne zagrania Włodarczyka dały ostatnie punkty gospodarzom.

Choć po ataku Kisiluka GKS prowadził 3:1, gospodarze szybko wyrównali (3:3). Po fragmencie wyrównanej walki do głosu ponownie zaczęli dochodzić katowiczanie. Raz za razem punktował Łukasz Usowicz i przy stanie 15:12 dla GKS-u o czas poprosił trener gospodarzy. Katowiczanie kontynuowali skuteczną grę, dystans utrzymywał się. Gdy asa posłał Bartosz Gomułka, ponownie interweniował trener Petrella. W końcówce ręki w ataku nie wstrzymywał Kisiluk. Zagranie Usowicza przez środek zakończyło seta.

Z nową energią w trzecią odsłonę weszli siatkarze Stali. Mimo starań Aymena Bouguerry to gospodarze pozostawali na prowadzeniu. Po błędzie Usowicza interweniował trener Siewiorek (11:8). Skuteczność utrzymywali Dulski i Gierżot. Mimo roszad w składzie gra GKS-u nie poprawiała się. Ze zmiennym szczęściem atakował Domagała. Katowiczanie nie byli w stanie zatrzymać rozpędzonych rywali. Swobodny atak Dulskiego i błąd Gomułki sprawiły, że Stal wygrała tę odsłonę do 15.

Na początku czwartego seta nie brakowało przedłużonych wymian. Po asach Gierżota Stal odskoczyła na 8:5 i o czas poprosił trener Siewiorek. Nie wybiło to z rytmu gospodarzy, po chwili przyjmujący dołożył kolejnego asa (11:5). Trener Siewiorek wprowadzał zmienników. Dopiero w kolejnej akcji Gierżot zaatakował w aut (11:6). W środkowej fazie seta nastąpiła seria zepsutych zagrywek (14:9, 16:10). W dalszej części poderwać do walki gości starał się Kisiluk. Seria przy zagrywkach Krulickiego pozwoliła zmniejszyć dystans. Po bloku na Włodarczyku interweniował trener Petrella (18:16). Dopiero po przerwie skutecznie zaatakował Dulski. Od tego momentu Stal odzyskała rezon. W końcówce Kapica zmienił Zerbę i posłał dwa asy (24:19). Podwójny blok na Gibku rozstrzygnął spotkanie.

PSG Stal Nysa – GKS Katowice 3:1 (25:16, 20:25, 25:15, 25:19)

 

HOKEJ

hokej.net – GieKSa ma nowego obrońcę! Dotychczas grał tylko w ojczyźnie

Johan Norberg dołączył do GKS-u Katowice. 22-letni defensor podpisał umowę obowiązującą do końca sezonu 2024/2025.

Norberg jest obrońcą o typowo defensywnym profilu. Nie boi się twardej i ofiarnej gry, a także dysponuje dobrymi warunkami fizycznymi (188 cm, 90 kg), z których potrafi zrobić użytek.

Całą swoją dotychczasową karierę spędził w Szwecji, gdzie występował na bezpośrednich zapleczach SHL. W jego CV można znaleźć 22 spotkania w HockeyAllsvenskan, w których zaliczył jedną asystę.

Częściej występował w HockeyEttan (trzeci poziom rozgrywkowy). W 90 starciach strzelił 4 gole i zanotował 4 asysty. Sędziowie nałożyli na niego 90 minut karnych.

Nowy obrońca katowiczan spędził ostatnie dwa lata w Vimmerby HC, z którym w sezonie 2023/2024 wywalczył awans z ligi HockeyEttan do HockeyAllsvenskan. Z tego klubu był też wypożyczany m. in. do Västerviks IK i Tranås AIF. W obecnym sezonie ligowym Johan Norberg zagrał w 21 ligowych meczach, zdobywając w nich jedną bramkę i notując jedną asystę. Na ławce kar spędził 12 minut.

– W obliczu dłuższej absencji Arkadiusza Kostka zdecydowaliśmy się uzupełnić szeregi obronne i zakontraktować Johana Norberga. To młody, ambitny zawodnik posiadający dobre warunki fizyczne. Liczymy na to, że szybko wkomponuje się do zespołu i pomoże nam już w nadchodzących meczach – powiedział Roch Bogłowski, dyrektor hokejowej sekcji GieKSy.

Derby dla GieKSy! Była walka do końca

W ramach 31. kolejki TAURON Hokej Ligi tyszanie ulegli na własnym obiekcie GKS-owi Katowice 2:3. Było to pierwsze zwycięstwo podopiecznych Jacka Płachty nad trójkolorowymi w tym sezonie.

Od pierwszych minut było widać, że rywalizacja będzie zacięta. Alan Łyszczarczyk i Mateusz Gościński szybko oddali kąśliwe strzały, jednak John Murray nie dał się zaskoczyć. Mimo znacznej przewagi gospodarzy, to katowiczanie otworzyli wynik spotkania. Strzelcem pierwszej bramki został Igor Smal, który przymierzył spod linii niebieskiej. Chwilę później podopieczni Jacka Płachty podwyższyli prowadzenie na 2:0 grając w przewadze. Po strzale z dystansu Aleksiego Varttinena kij dołożył Jean Dupuy, posyłając gumę między słupki Tomáša Fučíka.

W 110. sekundzie drugiej tercji kontaktową bramkę, tuż po zakończeniu przewagi, zdobył Alan Łyszczarczyk. Tyski skrzydłowy oddał celny strzał z niebieskiej linii wykorzystując błąd Johna Murraya. Trójkolorowi nie zwalniali tempa i cały czas tworzyli dogodne sytuacje. Bramka wisiała w powietrzu. Ekipie z de Gaulle’a ewidentnie brakowało szczęścia. Dogodnej okazji nie wykorzystał Bartosz Ciura, a uderzony przez niego krążek przeleciał nad bramką. Na ponad minutę przed końcem drugiej tercji tyszanie wyrównali po trafieniu Heljanki.Ale18 sekund przed syreną kończącą drugą tercję huknął Bartosz Fraszko i goście prowadzili 3:2.

Trzecia tercja była obustronną walką o gola, ale optyczną przewagę mieli podopieczni Pekki Tirkkonena. Goście skutecznie neutralizowali te ataki. Lider tabeli uległ katowiczanom, którzy awansowali na trzecie miejsce.

Świąteczne derby łupem GieKSy

GKS Katowice pokonał po dogrywce JKH GKS Jastrzębie 3:2. Autorem złotego gola w 63. minucie spotkania był Stephen Anderson. Dzięki odniesionemu zwycięstwu GieKSa nie tylko umocniła się na trzecim miejscu, lecz zbliżyła się na jeden punkt do Re-Plast Unii Oświęcim.

W obecnym sezonie pojedynki pomiędzy GKS-em Katowice, a JKH GKS-em Jastrzębie są gwarancją solidnej dawki hokejowych emocji. W trzech dotychczas rozegranych spotkaniach padły aż 22 bramki. Wysoka była również stawka świątecznego meczu w Katowicach. Obie ekipy pozostają bowiem w bezpośrednim sąsiedztwie w ligowej tabeli, rywalizując o trzecią lokatę. Wicemistrzowie Polski przystąpili do dzisiejszego pojedynku uskrzydleni wygraną nad liderem. Podopiecznym Jacka Płachty udało się przełamać „tyski kompleks” i w poprzedniej serii spotkań odnieśli pierwsze w obecnym sezonie zwycięstwo nad lokalnym rywalem.

Na wrażenia w derbowym pojedynku nie przyszło nam długo czekać . Już w 25. sekundzie arbitrzy do boksu kar oddelegowali Pontusa Englunda. Nieco ponad trzydziestu sekund potrzebowali goście, aby zamienić liczebną przewagę na bramkę. Maciej Urbanowicz po świetnym podaniu Emila Bagina skierował gumę do siatki, otwierając wynik spotkania. Kolejne minuty owocowały przyjemnym dla oka pojedynkiem. Zawodnicy w głównej mierze skupieni jednak byli na walce o krążek, w związku z czym sędziowie nie mieli większych powodów aby ingerować w grę. Mocniej do przejęcia kontroli nad wydarzeniami na lodzie dążyli gospodarze, którzy coraz swobodniej czuli się w tercji rywala. Podopiecznym Jacka Płachta brakowało jednak zimnej krwi przy wykańczaniu akcji. Ofensywy impas GieKSy przełamał w 10. minucie Patryk Wronka, precyzyjnym uderzeniem z nadgarstka pokonując Macieja Miarkę.

Do drugiej odsłony podopieczni Róberta Kalábera zmuszeni byli przystąpić w liczebnym osłabieniu, bowiem u schyłku pierwszej tercji karą mniejszą wykluczony został Łukasz Nalewajka. Choć przyjezdnym udało się wybronić osłabienie, to chwilę po wyrównaniu formacji GieKSa objęła prowadzenie. Za bramką Macieja Miarki krążek przejął Grzegorz Pasiut. Kapitan GieKSy dostrzegł najeżdżającego Pontusa Englunda, który zaadresował gumę do jastrzębskiej bramki. Radość z objętego prowadzenie w katowickim obozie zgasił jednak już 40 sekund później Teemu Pulkkinen. Fiński skrzydłowy wykańczając dwójkowy kontratak gości doprowadził do błyskawicznego wyrównania.

Trzecia tercja upłynęła w charakterystycznym dla katowicko-jastrzębskich pojedynków stylu. Obie strony wyrażały spory apetyt do zdobycia bramki. Gra utrzymywana była w szybkim tempie, a charakteru wydarzeniom na lodzie dodawały trzeszczące bandy. Do 60. minuty żadna z ekip nie zdołała jednak przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę, wobec czego konieczne było rozegranie dogrywki. W tej decydujący cios zadał w 63. minucie Bartosz Fraszko.

Norberg: Atmosfera w „Satelicie” jest szalona. Nawet nie słyszałem się z Travisem

GKS Katowice wzmocnił swoją defensywę kontraktując Johana Norberga. Po zakończonym spotkaniu z JKH GKS-em Jastrzębie (3:2 d.) Szwed podzielił się z naszą redakcją swoimi wrażeniami związanymi z pierwszymi występami na polskich taflach. 22-latek przedstawił się jako niestroniący od twardej gry defensor, który potrafi odpłacić się rywalom.

HOKEJ.NET:–Masz za sobą dwa rozegrane spotkania na taflach TAURON Hokej Ligi. Czy te pierwsze doświadczenia są zgodne z tym, czego oczekiwałeś przenosząc się do Polski?

:–Póki co mam same pozytywne odczucia. Sądziłem, że styl gry w Polsce będzie opierał ostrej walce, spodziewałem się, że nie będzie brakować szorstkich zagrań. Tymczasem wydarzenia na lodzie toczą się tutaj naprawdę szybko, gra jest bardzo fizyczna. Dlatego szybko się do takich warunków zaadoptowałem. Nie mam w sobie ofensywnych zapędów. Moim naturalnym środowiskiem jest tercja obronna, tam staram się wykonywać swoją pracę i po prostu podążać za akcją ofensywną, gdy jest taka potrzeba. Więc z perspektywy tych dwóch spotkań mogę powiedzieć, że transfer do polskiej ligi wydaje się być dobrym ruchem.

Zatem możesz się przedstawić kibicom jako ciężko pracujący w tercji obronnej zawodnik, który nie będzie się bał rywalizacji w twardych spotkaniach?

– Właśnie takie mecze uwielbiam, kiedy zawodnicy nie szczędzą sobie wzajemnie uderzeń, a na lodzie dochodzi do konfrontacji. Lubię stawiać czoła takim twardym pojedynkom. Jeżeli ktoś wystosuje wobec mnie uderzenie, musi się spodziewać, że jestem gościem, który odpowie tym samym.

Jak doszło do tego, że zdecydowałeś się dołączyć właśnie do GKS-u Katowice? Konfrontowałeś opinie na temat ligi i samego klubu z zawodnikami, którzy grali tutaj wcześniej?-

– Wraz jednym ze Szwedów występujących w Polsce mamy wspólnego agenta, więc kontaktujemy się ze sobą, jednak nie znaliśmy się i nie rozmawialiśmy wcześniej. Wiem, że gra tutaj również jeszcze jeden zawodnik, z którym mam wspólne doświadczenia z czasów gry w Szwecji.

GKS to Twój pierwszy zagraniczny klub. Dołączenie do nowego zespołu w trakcie rozgrywek może być dla Ciebie dodatkowym wyzwaniem, czy nawet swego rodzaju trudnością?

– Z pewnością, domyślam się, że oczekiwania wobec mnie są dosyć wysokie. Jednak robię co w mojej mocy aby im sprostać i zyskać uznanie kibiców.

Pozostając w kwestii kibiców. Zadebiutowałeś dzisiaj w „Satelicie”, co możesz powiedzieć o atmosferze tutaj panującej podczas domowych spotkań?

– Była na prawdę szalona. Próbowałem się komunikować z występującym ze mną w jednej formacji Travisem, jednak kompletnie go nie słyszałem. Jest tutaj naprawdę głośno, bardzo mi się to podoba. Zostałem przez wszystkich świetnie przywitany, czy to w mediach społecznościowych czy w bezpośrednim kontakcie. To na prawdę miłe.

Pomimo świątecznego czasu czekają was kolejne wyzwania z rywalizacją w Pucharze Polski na czele. Jesteście gotowi by stawić czoła kolejny raz silnemu GKS-owi Tychy?

– Jesteśmy gotowi w stu procentach na każde spotkanie. Będziemy robić co w naszej mocy, trzymając rękę na pulsie i będąc ciągłym utrapieniem dla rywala. Poza tym uwielbiam smak derbowego zwycięstwa.

Przedświąteczna końska dawka emocji w Toruniu. Gospodarze pokonują wicemistrzów po karnych!

Hokeiści KH Energi Toruń zwyciężyli w meczu 33. kolejki TAURON Hokej Ligi 4:3 po rzutach karnych z ekipą GKS-u Katowice. Gospodarze zwyciężyli dzięki stuprocentowej skuteczności dopiero w serii rzutów karnych, mimo że wcześniej prowadzili już nawet 3:0. Katowiczanie pomimo świetnego comebacku w trzeciej odsłonie nie byli w stanie przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę.

Pierwsza tercja przyniosła ogromne emocje wszystkim zgromadzonym na toruńskim lodowisku, a trzeba przyznać, że “TorTor” zapełnił się praktycznie do ostatniego miejsca.

Wyjątkowy, bo przedświąteczny i ostatni w 2024 roku mecz toruńskiej ekipy zaczęli lepiej gospodarze, którzy raz po raz starali się wykorzystać niepewną na początku spotkania defensywę GieKSy.

Ta sztuka udała się w końcu już w 4. minucie, kiedy po stracie krążka przez defensorów ten znalazł się w posiadaniu Baszyrowa, który bardzo ładnie wymanewrował Murraya i umieścił gumę w siatce.

Oprócz wybuchu radości ta bramka sprawiła również deszcz pluszaków, które powędrowały na lodową taflę, w ramach corocznej akcji Teddy Bear Toss. Po dłuższej przerwie na sprzątanie lodu po pluszakach byliśmy gotowi wrócić do emocji.

W dalszej części pierwszej odsłony przyjezdni z Katowic ruszyli do ataku, ale byli przy tym dość nieskuteczni, a na domiar złego łapali kary i dawali szansę miejscowym na odskoczenie z wynikiem.

John Murray był jednak innego zdania i głównie dzięki niemu torunianom nie udało się już zaskoczyć katowickiej obrony w pierwszej odsłonie. Goście również mieli swoje szanse zarówno w przewadze, jak i przy grze w regulaminowych zestawieniach, ale Svensson również nie dał się zaskoczyć do końca pierwszej odsłony.

Druga odsłona to dalsza część w której torunianie prezentowali naprawdę dobry hokej. I udowodnili to po raz kolejny, kiedy świetną wymianę podań na bramkę zamienił Worona w 25. minucie starcia.

Katowiczanie byli w coraz gorszej sytuacji, ale im dalej w ten mecz tym mniej groźne wydawały się próby katowiczan, a gospodarze raz za razem kąsali w kontrach po których świetnymi interwencjami musiał ratować zespół Murray.

W 38. minucie po właśnie jednej z takich kontr Jaworski zdecydował się na strzał z niebieskiej, przekierował jeszcze gumę Fjodorows i zrobiło się już 3:0 dla podopiecznych Juhy Nurminena.

Jednak jeszcze przed końcem drugiej odsłony w końcu odpowiedzieli przyjezdni z Katowic. Faulowany Mroczkowski zapewnił gościom grę w przewadze, którą wykorzystali. Bramkę zdobył Sokay, który najlepiej odnalazł się w podbramkowym zamieszaniu przed świątynią Svenssona i zmniejszył straty do rywali tuż przed końcem drugiej tercji.

I ta bramka dała katowiczanom nowe życie, którzy w trzeciej tercji od razu przystąpili do ataków, by odrobić straty i rzeczywiście ta sztuka im się udała. Dwukrotnie sprawy wziął w swoje ręcę wychowanek toruńskiego hokeja Bartosz Fraszko.

Dwukrotnie Fraszko świetnie wykorzystał proste błędy torunian w trzeciej odsłonie i już w 50. minucie mieliśmy znów remis na lodowej tafli. Do końca regulaminowego czasu gry obie ekipy mimo licznych okazji nie były w stanie zapewnić sobie kompletu punktów i czekała nas dogrywka.

W dogrywce widzieliśmy wszystko oprócz bramek. Na początku torunianie korzystali jeszcze z przewagi z regulaminowego czasu gry, ale jej nie wykorzystali. Kilka chwil później to katowiczanie stanęli przed świetną okazją, bo po faulu na Wronce został podyktowany rzut karny.

Sam poszkodowany podjechał do karnego, ale i on nie znalazł recepty na Svenssona, co znaczyło, że na Tor-torze potrzebna będzie seria rzutów karnych by poznać zwycięzcę.

W serii rzutów karnych świetnie radzili sobie podopieczni Juhy Nurminena, którzy wykorzystali 3 na 3 rzuty karne. Wśród gości Svenssona pokonał tylko Fraszko i to wystarczyło, aby “Stalowe Pierniki” mogły się cieszyć z bonusowego punktu za zwycięstwo po karnych.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Blaszok Kibice

Blaszok – świąteczna oferta

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Oficjalny sklep kibiców GieKSy Blaszok zaprasza na świąteczne zakupy. W ofercie pojawiło się wiele nowości. Poniżej przedstawiamy wybrane produkty.

Hitem są bluzy GieKSiarze (wszystkie zdjęcia gadżetów poniżej tekstu) w cenie 249 złotych. Są to bluzy zapinane w stójce, posiadające kieszeń kangurkę zapinaną na zamek oraz zadrukowany kaptur. Dużym powodzeniem cieszy się także elegancka koszulka polo (149 złotych) z wyhaftowanym wizerunkiem Jana Furtoka świętującego gola charakterystycznym uniesieniem ręki. Na rękawie znalazł się haft małej trójkolorowej flagi. Dla każdego kibica GieKSy świetnym prezentem będzie także zgodowa koszulka GieKSa Banik (99 złotych) z klubowymi herbami, nawiązująca do oprawy naszych Przyjaciół w Warszawie. Wszystkie produkty dostępne są w pełnej rozmiarówce od XS do 5XL.

Na Boże Narodzenie nie mogło zabraknąć także asortymentu typowo świątecznego – swetrów (169 złotych) oraz skarpetek (25 złotych za parę). Wełniane swetry są w całości wykonane w Polsce i dostępne w rozmiarach od XS do 5XL (dla kobiet i mężczyzn) oraz 128, 140 i 152 cm (dla dzieci). Skarpety natomiast dostępne są w rozmiarach 35/37, 38/40, 41/43 i 44/46.

Sklep Blaszok mieści się w centrum Katowic na ulicy Świętego Stanisława 6 i jest otwarty w piątek (19.12) od 10:00 do 18:00, w sobotę (20.12) i niedzielę (21.12) od 10:00 do 15:00, w poniedziałek (22.12) i wtorek (23.12) od 10:00 do 18:00, a także w wigilię Bożego Narodzenia (24.12) od 10:00 do 14:00. Blaszok będzie także otwarty po świętach – w sobotę (27.12) od 10:00 do 14:00, w poniedziałek (29.12) i wtorek (30.12) od 10:00 do 18:00 oraz w sylwestra (31.12) od 10:00 do 14:00.

Zakupy można zrobić także w sklepie internetowym – na stronie www.Blaszok.pl. Sklep gwarantuje, że zamówienia złożone online do poniedziałku (22.12) do godziny 10:00 dotrą do Was (na terenie kraju) do wigilii. Zapraszamy również do obserwowania mediów społecznościowych sklepu – Facebooka oraz Instagrama.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Podcasty

GieKSa 2025 – Trójkolorowa Połowa #89

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy Was do obejrzenia oraz odsłuchania podcastu „Trójkolorowa Połowa”, w którym Shellu, Błażej i kosa porozmawiali o GieKSie. Nie tylko o bieżącym sezonie (choć stanowi to z oczywistych względów główny temat audycji), ale ogólniej pisząc – całym 2025 roku.

Audycja miała premierę 20 grudnia o godzinie 12:00 na YouTubie. Poniżej tekstu zamieszczamy player Spotify i Spreaker. Oprócz tego posłuchasz nas w takich aplikacjach, jak iHeartRadio, Amazon Music / Audible, Castbox, Deezer, Podcast Addict i Podchaser.

Pierwszy odcinek trójkolorowego podcastu został nagrany 2 marca 2018 roku przez Błażeja i kosę. Po kilku audycjach dołączył Shellu i to te trzy osoby mogliście najczęściej usłyszeć (a czasami także zobaczyć) w „Trójkolorowej Połowie” i „Trójkolorowym Szpilu”. Ostatni raz w tym składzie nagrywaliśmy 23 czerwca… 2020 roku, a GieKSa szykowała się do bardzo ważnego meczu z Widzewem Łódź… w drugiej lidze. Tak, były kiedyś takie czasy, że GKS Katowice występował na trzecim poziomie rozgrywkowym, a co więcej – nie awansowaliśmy wtedy na zaplecze Ekstraklasy. Nie nagrywaliśmy więc przez ponad 5 lat. Z różnych powodów – zniechęcenia do wszystkiego, czego jako kibice doświadczaliśmy, ale także z bardziej przyziemnych tematów, jak po prostu braku przestrzeni na podcast, spowodowany natłokiem spraw prywatnych i zawodowych.

Od mniej więcej 1,5 roku, już w trakcie fantastycznej końcówki ostatniego sezonu w pierwszej lidze, chodził nam po głowie plan, by się spotkać i „coś” nagrać. Pomysł pojawiał się bardzo nieśmiało, rzucany w rozmowach mimochodem („fajnie byłoby”), ale nigdy nie poszły za tym czyny. Aż do grudnia 2025 roku. Nie składamy deklaracji, co dalej (i czy w ogóle), choć – jeśli przesłuchacie cały, prawie dwugodzinny podcast – to o kolejnej audycji (oby!) też tam mówiliśmy.

Za nami wspaniały rok, który następuje po równie wspaniałych poprzednich 12 miesiącach. Piękne dwa lata bajki, która oddaje nam wszystkim to, co przeżywaliśmy przez dwie dekady. Doceniajmy to, gdzie jesteśmy i co mamy. Podcast, przy którym świetnie się bawiliśmy, niech będzie naszym takim małym prezentem dla wszystkich Was – za to, że jesteście i że wspieracie nie tylko GieKSę, ale także nas. Na ogólniejsze życzenia świątecznej jeszcze przyjdzie czas, ale… GieKSiarze, spokojnych i trójkolorowych Świąt Bożego Narodzenia!

Shellu, Błażej i kosa

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Runda pełna absurdów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Niesamowita była to runda jesienna, nie zapomnimy jej nigdy. Na zakończenie roku 2025 zapraszamy Was do przypomnienia sobie, z przymrużeniem oka, najbardziej absurdalnych zdarzeń z ostatnich miesięcy. Felieton przygotowałem wspólnie z redaktorem Flifenem. Jeśli coś jeszcze zasługuje na znalezienie się wśród tej listy – dajcie znać w komentarzu!

Tułający się po klubach Aleksander Buksa – według doniesień medialnych został wypchnięty z autokaru Górnika Zabrze wyjeżdżającego na zgrupowanie przedsezonowe wprost na listę wypożyczeń. Rzeczywistość brutalnie go zweryfikowała: w Katowicach rozegrał cztery fatalne spotkania i na tym jego wypożyczenie się zakończyło (może to był darmowy okres próbny?). Nie wniósł absolutnie nic do naszej gry i nawet Rafał Górak, znany z odbudowywania piłkarzy w dołku formy, nie był w stanie mu pomóc. Od czasów Sz.P. Daniela Krasuckiego jest to nasz najbardziej kuriozalny ruch na rynku transferowym. Tyle dobrze, że mieliśmy możliwość szybkiego zwrócenia zbędnego piłkarza.

Licznik wstydu redaktora Mietczyńskiego – Popularny Mietek prowadzący Uniwersum Ekstraklasy rok temu dostał solidną dwóję, typując 25 goli Makucha z Musiolikiem. Rozochocony swoimi farmazonami wypiął pierś, wskazał przed tym sezonem na Tsirigotisa z Barbossą i dumnie rzucił: “To będzie duet killerów!”. A jakie były tego efekty wszyscy wiemy… O komentarz poprosiliśmy samego przepowiadającego przyszłość: “Niestety nastąpiła fatalna pomyłka scoutingowa i wybrałem prawie najgorszy duet napastników, jaki tylko mogłem. W zasadzie bardziej ośmieszyć mógłbym się tylko wtedy, gdybym postawił na Aleksandra Buksę z Maciejem Rosołkiem. Serdeczne pozdrowienia dla redakcji!”. My również pozdrawiamy i życzymy powodzenia w świetlanej karierze tenisowej, z dala od typowania killerów.

Fot. Uniwersum Ekstraklasy na kanale Tetrycy

Dyrektorzy (ich brak) Legii – Pan Dariusz Mioduski zdołał niesamowicie uśrednić Legię Warszawa, jednak na pierwszy rzut oka ruchy dyrektorskie wyglądały rozsądnie, czego o trenerskich powiedzieć nie można. Fredi Bobić ma rozległe znajomości i podobnież angażuje się w obserwację młodych zawodników, naturalnie otwierając większość drzwi w Europie swoim nazwiskiem. Dyrektor Żewłakow z kolei świetnie radzi sobie w negocjacjach, a duet spisuje się razem doskonale, dzięki czemu udało się zakupić Rajovicia za okazyjne 3 miliony euro, sprowadzić wielki talent Kacpra Urbańskiego, wyciągnąć maszynę strzelecką Colaka i zatrudnić trenera na całe 15 minut przed wyjazdem na zgrupowanie. Dwie tak obeznane w dziedzinie osoby powinny sobie po prostu radzić znacznie lepiej, bo ksywka “dekodery” byłaby w tym momencie chyba nawet komplementem – decyzje nie wyglądają nawet na podjęte po zobaczeniu zatrudnionych osób w akcji.

Trenerzy (ich brak) Legii – Nieco więcej bitów poświęćmy wyborom trenerskim stołecznego klubu. Edward Niewyspanescu aka Iordanescu na szczęście miał do dyspozycji skład zbudowany w wakacje przez dwóch ekspertów. Prawda? Bynajmniej, z niektórymi piłkarzami miał czas jedynie na krótką rozmowę na gadu-gadu i już musiał wpisać ich na listę zgłoszonych do meczu. Przewijały się pogłoski, że zupełnie inaczej wyglądała Legia, którą mu obiecano… Inna sprawa jest taka, że do Legii liczącej (ależ to brzmi z perspektywy czasu) na walkę na trzech frontach zatrudniono człowieka, który historycznie absolutnie sobie z tym nie radził i było to jak najbardziej widoczne. Szybko postanowił publicznie wyrazić swój brak chęci do bycia w tym klubie i docenić trzeba fakt, iż mocno odpuścił swoją odprawę, walcząc o finansowe zabezpieczenie swojego sztabu. Duet dyrektorów postawił na własne rozwiązanie trenerskie, które nocą otrzymali z adresu [email protected]. Dzięki tej propozycji Inaki Astiz, kompletnie przerażony, został wrzucony na ławkę z jednym z najmniejszych sztabów, jakie ten klub widział i… zdołał pobić rekord Legii bez zwycięstwa oraz zaliczyć najgorszy wynik w historii klubu. A Marek Papszun, jak był w Rakowie, tak został tam aż do świąt. Nie ma to jak przemyślane decyzje!

Bojkot (jego brak) kibiców Legii Warszawa – W klubie stołecznym od jakiegoś czasu źle się dzieje i zauważają to nie tylko sympatycy Legii. Poza wynikami sportowymi, atmosferę psują relacje Nieznanych Sprawców z prezesem Dariuszem Mioduskim. Źli na brak aktywności transferowej fanatycy rozpoczęli tak zwany “Strajk ostrzegawczy”, w ramach którego mieli nie pojawiać się na domowych meczach, a tylko wspierać drużynę na wyjazdach. Początek bojkotu został ogłoszony 2 lipca, a informacja o zakończeniu wpłynęła na Facebooka NS 25 lipca. Sęk w tym, że bojkot potrwał cały jeden mecz, a dokładnie pierwsze spotkanie pierwszej rundy eliminacji do Ligi Europy. Domowe starcie z Piastem, zaplanowane na pierwszą kolejkę, zostało przełożone na grudzień. Ci, co nie oglądali pojedynku z Kazachami, mogliby pomyśleć, że piłkarze zagrali na tyle dobrze, że aż kibice odwołali bojkot, jednak test oka pokazywał, że wygrana 1:0 to był wynik bardzo na korzyść Legii. Strajk, tak czy inaczej, został przerwany i powrócił dopiero w ostatnim meczu roku, przeciwko pogromcom Lecha, czyli Lincoln Red Imps.

Kontrlogiczne odśnieżanie w Białymstoku Ciągle pada śnieg, już zasypał nas… Tak w Białymstoku śpiewano arbitrowi Wojciechowi Myciowi i trenerowi Rafałowi Górakowi. Cały świat obiegł filmik Rafała Kędziora przedstawiający nowatorskie metody łopatowania wbrew zasadom fizyki, a więcej o tym zdarzeniu pisaliśmy w naszych ocenach z przymrużeniem oka.

Tłity (a każdy z nich niby felieton) pana Alexa Haditaghiego – Gdyby zrobić ankietę wśród fanów Ekstraklasy w poszukiwaniu najsłabszego elementu ligi, to prawdopodobnie na górze byłaby jakość piłkarzy, brak zaufania właścicieli do trenerów i tym podobne pierdoły. Nikt jednak nie zaznaczyłby haczyka przy opcji “Brak interesujących postaci”. W Szczecinie jednak nie wpadli na pomysł takiej ankiety przed sprzedaniem klubu i na czele Portowców w okolicach połowy marca stanął Alex Haditaghi. Wydawać by się mogło na początku, że to nic nadzwyczajnego. Ot, kolejny właściciel klubu, zdarza się. Kanadyjsko-irański 47-latek okazał się jednak chodzącą machiną do kręcenia contentu na X (dawniej Twitter). Nie starczyłoby nam znaków na artykuł, żeby opisać każdą rzecz, dzięki której pan Alex żyje w naszych głowach bez czynszu, wystarczy wymienić najciekawsze z nich:

  1. With this new governance structure, the club will be managed with professionalism, accountability, and a commitment to excellence—both on and off the pitch” – wpis z początku jego pracy w Szczecinie
  2. W lipcu szanowny pan prezes przepowiadał wielką przyszłość przed Pogonią, a nadchodzący czas nazwał “Rokiem nieśmiertelności”.
  3. Zarzucał dziennikarzom krytykującym Pogoń służenie siłom ciemności oraz regularnie zabierał takimże łajdakom akredytacje. 
  4. 26 lipca udzielił pełnego poparcia trenerowi Kolendowiczowi, niezależnie, czy ten przegra jeden mecz czy osiem, co jeszcze potwierdził w połowie sierpnia. I tak w zasadzie to nie skłamał, gdyż Robert Kolendowicz został zwolniony po… czwartej porażce. Jak to skomentował prezes Haditaghi? “Fenerbache zwolniło Mourinho po serii niezłych, ale nie świetnych wyników. Dlaczego? Bo wielkość wymaga więcej niż to.”.
  5. Obiecał, że Eftimis Koulouris nie odejdzie z klubu przynajmniej do końca kontraktu. Wychodzi na to, że to klub odszedł z Koulourisa, innego wytłumaczenia nie mamy. Przecież Alex Haditaghi nie mógł kłamać.
  6. Stwierdził, że jego 97-letnia babcia, która myśli, że “ofsajd” to zupa, lepiej poradziłaby sobie na VARze od sędziów (ale czy skłamał?).
  7. Wszystkie te wpisy przeplatał podawaniem dalej wszelakich propalestyńskich i antysyjonistycznych wpisów.
  8. Transfery Sama Greenwooda oraz Benjamina Mendy’ego nazwał zwycięstwami dla polskiej piłki. Polska piłka musiała zwyciężyć nad jakimś bardzo słabym rywalem, gdyż odgruzowanie Mendy’ego do stanu, w którym mógł zacząć grać jako tako w wyjściowym składzie, zajęło ponad dwa miesiące. 
  9. Pan Alex Haditaghi poczuł potrzebę pogratulowania Mikaelowi Ishakowi setnej bramki dla Lecha i zrobił to, generując AI grafikę ze wcześniej wspomnianym sympatycznym brodaczem oraz nowym nabytkiem Portowców, Husseimem Alim. Husseim do tej pory rozegrał zatrważające 250 minut w lidze.
  10. W internetowej wojence oberwało się także znanemu koneserom piłkarskiego X’a (dawniej Twittera) kibicowi Lecha – Kevolowi. Tym razem poszło o użycie przez fana Kolejorza popularnego za oceanem słowa na “N”, określającego osoby czarnoskóre.
  11. Prawdopodobnie każdy fan Ekstraklasy słyszał o konflikcie pana Alexa oraz prezesa Cracovii, Mateusza Dróżdża. Zwyzywał on prezesa Cracovii od śmiecia bez kultury oraz patologicznych kłamców, klub od syjonistycznych organizacji, a kibiców od idiotów i środowiska znanego z dźgania ludzi nożami.
  12. W oświadczeniu krytykującym oczywistą symulkę Musy Juwary w meczu z Wisłą Płock poinformował, że porozmawia z zawodnikiem na ten temat i załatwi to wewnętrznie. Jak załatwianie spraw wewnętrznie ma się do publikowania postów na social mediach? To już wie sam pan prezes.
  13. Ujawnił szczegóły kontraktu Kamila Grosickiego oraz propozycję nowego kontraktu przygotowaną przez TurboGrosika – prawdopodobnie bez zgody drugiej strony konfliktu.

Rocha na X (dawniej Twitter) – Sympatyczny Portugalczyk od jakiegoś czasu upodobał sobie umilanie wolnego czasu, tworząc kolejne Tweety oraz odpisując pod nimi losowym kibicom. Większość jego twórczości pojawiała się w języku polskim, czym bardzo zbliżył się do fanów Rakowa oraz Zagłębia Lubin.

Kibice Pogoni o obrotach – intelektualnie angażujący elaborat gniazdowego Pogoni Szczecin mieli okazję wysłuchać piłkarze po zremisowanym 2:2 spotkaniu z Radomiakiem Radom. Podejdźmy do tego matematycznie – na trwającym 1,5 minuty filmiku padło 6 przekleństw, co daje jeden wulgaryzm na 15 sekund. Niezły wynik, a dodatkowo wszystkiemu przysłuchiwały się dzieci stojące przy barierkach. Całość w skrócie polegała na tym, że jeśli media obiegną jeszcze jakieś zdjęcia piłkarzy Pogoni bawiących się w klubach, to kibice przyjdą na trening i im… porachują kości. Ostatnią tak imponującą przemowę możemy pamiętać z treningu Arki, przed wiadomo jakim meczem.

Stabilność trenerska i projekt na lata w Widzewie – “Ja wiem, że inni bogaci dżentelmeni nie znają się na futbolu i podejmują pochopne decyzje – ja taki nie będę. Dlatego pan Zeljko Sopić ma moje pełne zaufanie, albowiem zatrudniliśmy go na lata, a budowa klubu łatwym zadaniem nie jest, i tak jak mówiłem, trenerem na lata będzie tylko Patryk Czubak. Pozwoliliśmy mu polecieć na wesele, ale dzisiaj mnie to oburzyło i wysłałem po niego mój prom kosmiczny, żeby mógł mi pokazać zdjęcia osobiście. Nie mam z tym żadnego problemu i w pełni popieram jego metody szkoleniowe, dlatego jeszcze raz powtarzam: moim trenerem jest Igor Jovicević i podejmuję tę jedną jedyną decyzję trenerską z chłodną głową” – mniej więcej tak mogłaby wyglądać wypowiedź Pana Dobrzyckiego obejmująca całą rundę jesienną. Dalej można się jednak nad tym głowić: po co ściągano trenera Czubaka z wesela, skoro wszystko było okej? Mamy telefony, można do siebie zadzwonić.

Wyrzucanie pieniędzy w transfermarkcie – Dodatkowo szanowany pan prezes wysyłał swój odrzutowiec tu i tam, co jest jak najbardziej wskazane przy negocjacjach z piłkarzami, reprezentując klub z biednej mimo wszystko ligi. Co było jednak niepokojące, to sama jakość (a raczej jej brak) tych sprowadzonych zawodników, wspomniana już rotacja trenerska i ponadprzeciętnie szeroki pion sportowy. Ostatecznie cztery litery wszystkim uratował Sebastian Bergier, bez którego Widzew spokojnie mógłby się już szykować na przyszłoroczne derby Łodzi. W zimowym okienku udało się już wydać 5 milionów euro i dzięki temu pozyskać jednego piłkarza, jakim jest pan Osman Bukari, a zawodnicy podobno ponadto dostają w kontraktach absurdalne kwoty na realia polskiej piłki. Ale kto bogatemu zabroni?

Lisy pola karnego – Czas na katastrofy transferowe do ofensyw “czołowych” klubów Ekstraklasy: Yannick Agnero, Musa Juwara, Mileta Rajewac aka Rajović, Andi Zeqiri i Mariusz Fornalczyk, a także Antonio Colak, który co prawda przyszedł bez kwoty odstępnego, ale Legia ściągnęła go z sesji zdjęciowej w Zabrzu za pomocą korzystniejszej oferty finansowej. Łączna kwota według portalu transfermarkt tych wzmocnień to 11.65 miliona euro, czyli około 50 milionów złotych. Łącznie wykręcili zabójcze liczby, przebijając wynik Pana Piłkarza Kacpra Sezonienko o jeden punkt w kanadyjce (uwaga) – 6 goli i 2 asysty. Na jeden punkt przypada zatem ponad 6 milionów złotych, a dysponując takimi środkami finansowymi możnaby było zakupić teoretycznie WSZYSTKICH zawodników Bruk-Betu Termalici i jeszcze pół zespołu Arki Gdynia – wtedy mielibyśmy 39 trafień i 29 oczek w tabeli… Zamiast tego sprowadzono piłkarzy, którzy absolutnie nie byli w stanie pokazać swoich umiejętności, a Julek Sipika wraz z resztą widzów co tydzień zalewali się łzami na wspomnienie o ich wyczynach boiskowych, choć częściej ze śmiechu.  

Lis lisów (tylko że nie) – Sz.P. Mileta Rajewac aka Rajović zasłużył sobie na osobny podpunkt. W pudłowanie wkładał całego siebie i robił to nie tylko z uwagi na swoją pracę, ale po prostu z pasji. Z Motorem Lublin po spektakularnych dwóch pudłach aż kopnął w przypływie euforii bloczek reklamowy, swoją drogą to chyba jego najlepsze uderzenie rundy. Jasne, docenić trzeba fakt, iż dobrze porusza się po boisku i stąd jego sytuacje strzeleckie, ale nogi w piłce nożnej nie służą tylko do przemieszczania się – szczególnie za 3 miliony euro (tak, naprawdę tyle kosztował).

Rafał Gikiewicz – Zagrał jeden słaby i jeden przyzwoity mecz w Widzewie, ale nie za to go zapamiętamy. Po miesiącach absurdalnych wywiadów i kompromitujących występów (a także przedłużeniu umowy) pożegnano się z bramkarzem, a ten udał się na transfer medyczny do Zagłębia Lubin. Od razu wskoczył do bramki i pomógł swojej drużynie golem w ostatnich minutach awansować do kolejnej fazy puch… Wróć, to już było po przenosinach. Tak, w 112. minucie zdołał samodzielnie wyrzucić Zagłębie Lubin z Pucharu Polski, odbijając za siebie (i wprost w siatkę) wręcz żenujący strzał z dalekiego rzutu wolnego. Włodarze szybko uzmysłowili sobie swoją porażkę i zesłali go na piłkarską banicję, teraz z ławki może obserwować młodego i perspektywicznego Jasmina Buricia.

Szymon Marciniak twierdzący, że dziennikarze ustalają przepisy Popularny sędzia o charakterystycznej fryzurze zaszokował opinię publiczną, twierdząc, że gdyby nie “dziennikarze i eksperci”, to nie byłyby gwizdane takie faule, jakie pan Marciniak gwiżdże teraz. Złośliwi zasugerowaliby, że to oznacza, że najbardziej znany polski sędzia nie gwiżdże według reguł gry, a pod publiczkę. Na szczęście my nie jesteśmy złośliwi!

PZPN wysyłający jednego maila ws. Maccabi – Z okazji trzeciej rundy kwalifikacyjnej Raków Częstochowa miał okazję dwukrotnie sprawdzić się przeciwko zespołowi z państwa, które w Europie znajduje się tylko futbolowo – Maccabi Hajfa. Niestety te mecze zapisały się w historii nie poziomem piłkarskim, a głupotą i ordynarnością kibiców klubu zza Morza Śródziemnego. Media obiegł kibic robiący niegodne rzeczy z lalką ubraną w polskie barwy, a relacje choćby Sz.P. Łukasza Ciony spotkały się z jednomyślnym odbiorem: niestety tylko w Polsce i tylko wśród osób niedecyzyjnych. Tomasz Kozłowski opowiedział o podjętych przez PZPN działaniach w rozmowie na kanale Weszło. Rzucił chyba trochę niechcący, że związek wysłał jednego maila i w sumie to nie wie, czy ktoś na niego odpowiedział… Tak, dyrektor ds. komunikacji nie wie, czy skomunikowano się z UEFA w sprawie o charakterze narodowym i historycznym, a nie tylko futbolowym. No bo po co.

Lechia pozywająca ligę i opowieści o transferowym zakazie-widmo – To nie był prosty off-sezon dla włodarzy Lechii. Nie dość, że zostali postraszeni utratą licencji i zakazem transferowym, to za niewypłacanie pensji zostali ukarani całymi pięcioma punktami ujemnymi w lidze. Docenić trzeba śmiałość osób decyzyjnych w klubie z Gdańska, gdyż wydało im się to i tak zbyt ostrą karą, w konsekwencji czego złożyli pismo do PKOI. Na całe szczęście ujemne punkty zostały podtrzymane – inna decyzja byłaby robieniem jeszcze większej parodii z naszej ligi. Warto przypomnieć, że problemy finansowe Lechistów nie zaczęły się nagle, bo już w lutym to Ekstraklasa musiała wyłożyć pieniądze za Tomasza Wójtowicza i stąd tytułowy zakaz transfeorwy. Lechia tak bardzo nie mogła przeprowadzać transferów, iż udało jej się jak dotąd ściągnąć dziesięciu zawodników (dane za Transfermarkt). Komisja licencyjna przyszła i powiedziała groźnym tonem: “Transferów ma nie być, chyba że będą bardzo fajne i pokażecie czek z pieniążkami: wtedy można”. Pół miliona euro za Kurminowskiego, całkiem nieźle jak na klub, który miał problemy z wypłacaniem pensji. Trybunał przy PKOl-u odwołał ten zakaz transferowy, inaczej Lechia znów musiałaby ograniczyć się do sprowadzania tylko takich zawodników, na których ją stać według komisji. Dawno już nie było na łamach naszej strony przypominane, że Lechia Gdańsk nie powinna znajdować się w Ekstraklasie, co niniejszym czynimy! 

Lider dzięki 5 remisom (aka Remis Płock) – Tabela Ekstraklasy viralem obiegła Europę, gdy tylko runda miała się ku końcowi. Biedna trójka robiła, co mogła, by tylko spaść jak najniżej w klasyfikacji generalnej: niestety, reszta stawki była po prostu zbyt silna w takiej grze. Ostatnia w tabeli Termalica traci do lidera jedynie 11 punktów, zatem spokojnie jeszcze może walczyć o mistrzostwo.

Źródło: Aplikacja Superscore, forma drużyn Ekstraklasy 2025/26.

Iban Salvador aka człowiek-prowokacja – Gra tak, jak Włosi mówią: więcej w jego przypadku jest pracy rękami i gestykulacji niż robienia pożytku ze swoich nóg. Jest to piłka nożna i dobrze by było, gdyby jednak na tym się skupił, bo piłkarzem jest całkiem niezłym. Chyba wszyscy zgodni są co do tego, że jest to najbardziej denerwujący wszystkich piłkarz w naszej lidze – a on sam jeszcze jest dumny ze swojego zachowania i tłumaczy się dla Weszło tym, że robi wszystko dla swojego zespołu.

Drony szpiegowskie, szpiegi Arkowskie – Dawid Szwarga na największą scenę wrócił z przytupem. Sezon tak naprawdę nawet nie zdążył się zacząć, bo na dwa tygodnie przed pierwszymi starciami viralem stał się post Motoru Lublin, przedstawiający zaiwanionego drona Arki Gdynia, który miał filmować ich w trakcie przedsezonowych przygotowań. Internauci często wspominali, że Szwarga może wyjść z Rakowa, ale Raków z niego nie. Nie trzeba być ostoją moralności ani mistrzem intelektu, żeby wpaść na to, że od podglądania treningów rywala jest gorsze tylko podkradnięcie jego półprawego stopera. Niegodny ruch, jednak koniec końców podobno obie strony wszystko sobie wyjaśniły, a dron został przekazany pierwotnemu właścicielowi. Po wszystkim do Arki przylgnęło urocze przezwisko “Droniarze Szwargi”.

Sauny transferowe – Zostańmy jeszcze na chwilę w Gdynii. We wrześniu Arka nie mogła pochwalić się świetnym wynikiem, po ośmiu meczach miała osiem punktów. Ekipa Dawida Szwargi na wyjeździe w Łodzi zaliczyła kolejną porażkę, a szkoleniowiec nie krył swoich żalów przed zebranymi na sali dziennikarzami, mówiąc “Należy pamiętać, że Widzew Łódź dokonał transferów za 6 mln euro, a nasz najdroższy transfer to była sauna”. Plotki głosiły, że nie do końca spodobało się to władzom klubu znad Bałtyku i atmosfera była naprawdę gorąca nie tylko w saunie (przepraszamy za nieśmieszny żart). 

Pan Kamil Kosowski i dzikie predykcje – W kwestii przewidywania przyszłości chyba nic nie jest w stanie przebić redaktora Mietczyńskiego, któremu poświęciliśmy cały osobny punkt. Rękawicę w rywalizacji o drugie miejsce podjął jednak Kamil Kosowski. Były reprezentant Polski, już po drugiej kolejce, wytypował zespół z największymi szansami na Mistrza Polski – Cracovię. Nazwać to pocałunkiem śmierci byłoby przesadą, gdyż do lidera zespołowi Luki Elsnera brakuje tylko trzech punktów. Tak czy siak, próba znalezienia złotego medalisty ligi na 32 kolejki przed końcem była bardzo odważna. 

Pan Jakubas: Celem są puchary – Świetny pierwszy sezon Motoru w Ekstraklasie tylko podsycił apetyty kibiców oraz osób związanych z klubem. Czasem jednak przydatna jest chłodna głowa i rzetelna ocena sytuacji, której chyba zabrakło panu Jakubasowi, gdy ten zapowiadał, że z tą kadrą reprezentanci Lublina są w stanie osiągnąć top 4 w lidze. To nie pan Jakubas jest bogaty, to bogactwo jest panem Jakubasem, a Motor na transfery wydał niecały milion euro. Jeśli ten skład faktycznie osiągnie europejskie puchary, to Mateusz Stolarski powinien dostać ulicę swojego imienia oraz pomnik przed stadionem. 

Sędzia Raczkowski kontra transparent – Podczas meczu Jagiellonii z Rakowem kibice dopuścili się karygodnego czynu, przekraczając wszelkie granice. Inscenizację tego zdarzenia przeprowadził kanał Weszło w swojej Lidze Minus. Transparenty wojenne, polityczne, prowokacyjne, nienawistne wobec innych narodów – to wszystko było zasadniczo akceptowane przez cały świat piłkarski (chyba że to sprawka Legii albo Evertonu, im zawsze się dostanie). Pojawiły się dwa transparenty: “Nie ma przypadków, są tylko znaki” okraszone karykaturą arbitra w trakcie popełnianego legendarnego już występku, a także drugi, nienadający się do cytowania, uderzający w tony lat przedustawowych nawiązujący do fatalnej decyzji sędziego Frankowskiego z poprzedniego spotkania. Insynuowanie czynów korupcyjnych jest oczywiście mocno nie na miejscu i umniejsza całym rozgrywkom, jednak zdarza się przy okazji każdego meczu. Zwalczać przemoc to rzecz słuszna, jednak nie można tego robić wybiórczo – wtedy jest to po prostu czysty absurd.

Zagubione kartki w meczu Jagielloni z Górnikiem – A za co tak kibice zdenerwowali się na pana Raczkowskiego? Na pewno powody mieli, gdyż podobno od razu po spotkaniu arbiter poszedł przeprosić zawodników z Białegostoku i nie był zbyt chętny do rozmowy. Josema po prostu powinien pożegnać się z murawą za faul taktyczny na wychodzącym sam na sam Rallisie, a odgwizdano… faul na bramkarzu kilka sekund później. Jak to mówi młodzież: XD. Josema, rozochocony takim obrotem spraw, postanowił zrównać z ziemią dryblującego go Mazurka kilka chwil później, sędzia i tym razem nie chciał wyciągnąć kartki. Szybki telefon od kolegi do Podolskiego i mistrz świata mocno poturbował Pietuszewskiego, zgodnie z Waszymi przewidywaniami: obyło się bez kartki.

Kontrakt Maxa Moldera na trzy lata – Pan Kleks, pseudonim “Max Molder”, swoją aparycją przywodził na myśli żeglugę i morze, jednak Piast pod jego banderą szybko osiadł na mieliźnie. W 10 ligowych spotkań sympatyczny brodacz wykręcił spektakularny wynik 0,7 punkta na mecz. Zwolnienia trenerów w Ekstraklasie zdarzają się regularnie, jednak nie każdy klub zdecydowałby się na trzyletni kontrakt z trenerem bez doświadczenia na najwyższym poziomie rozgrywkowym w… jakimkolwiek kraju. Co by jednak o nim nie mówić: posiadania piłki w kilka miesięcy nazbierał tyle, do ilu inni trenerzy potrzebowaliby całego kontraktu!

Saga Papszunowa – tu nie ma co pisać, tu trzeba… no właśnie, co? Cała sytuacja była skrajnie głupia: „Chcieć to połowa sukcesu. Niewystarczająca 😉”, malowanie po muralu (tak jakby Papszun nie wyciągnął tego klubu z 2. ligi), sam trener mówiący na miesiąc przed przenosinami, że chce być trenerem innego klubu. Cała ta saga to był czeski film, którego nie dało się śledzić inaczej niż z popcornem w ręku. Koniec końców Marek Papszun dopiął swego i trafił do Legii. Czas pokaże, komu to wyszło na dobre.

Wątpliwej moralności anegdota pana Świerczewskiego – “Kiedy żyjesz ze swoją partnerką, kochasz ją i nagle słyszysz od niej, że w zasadzie to chce odejść do innego i że w zasadzie to jej szkolna miłość, ta pierwsza, to jesteś zszokowany” oraz “Ale gdy wiesz, że twoja sąsiadka się w tobie od dawna podkochuje i jest atrakcyjna, no to bierzesz od razu i się nie zastanawiasz”. Nie wiemy, jaki jest aktualny stan matrymonialny właściciela Rakowa Częstochowa, ale jeśli ma żonę, to mogłaby być ona co najmniej delikatnie niezadowolona z tego tekstu. Oczywiście w tym kontekście partnerką był Marek Papszun, a atrakcyjną sąsiadką Łukasz Tomczyk.

Transfer Radomiaka z City – Nie regulujcie odbiorników! To nie FM, to nowe standardy Ekstraklasy. Jako liga jesteśmy już na takim poziomie, że zawodnicy z Manchesteru odbijają się od naszych klubów. Taki los spotkał Josha Wilsona-Esbranda, bocznego obrońcę, tułającego się po wypożyczeniach od dwóch lat. 23-latek rozegrał w Radomiaku tylko 113 minut, zaliczając w tym czasie jedną asystę. Fakty jednak pozostają faktami, zawodnicy The Citizens są za słabi na Ekstraklasę.

Feio podbija Europę (Polska jest w Europie) – Goncalo Feio chciał, by Legia Warszawa byłą jego ostatnim klubem w Polsce. Może chodziło mu po prostu o to, by znaleźć się tam jeszcze tuż przed emeryturą? W każdym razie Feio na zachodzie przepracował dwa tygodnie i na tym się jego wojaże zakończyły. Skończył jesienią niedaleko swojego poprzedniego pracodawcy, dołączając do Radomiaka Radom.


Honorable mentions

Powołanie Kapustki – Zgodzimy się wszyscy, że trener Jan Urban mógłby samodzielnie prowadzić dobranockę i swoim sympatycznym sposobem bycia (oraz rzecz jasna umiejętnościami) odbudował całą atmosferę i grę reprezentacji. Pomysł na Kapustkę przy formie mutant Bartosza Nowaka czy Oskara Repki słusznie spotkał się z negatywnym odbiorem kibiców, szczególnie przy jego występach w tonącej Legii.

Odebranie opaski Lewandowskiemu – Nie wiemy, czy trzeba coś tutaj dodawać. Michał Probierz spalił wszystkie mosty i został na wyspie, wytykany przez wszystkich palcami. Publicznie żaden z piłkarzy nie wziął jego strony i to, wraz ze słabymi wynikami, przekreśliło jego karierę selekcjonerską.

Tymoteusz Puchacz – Sprawić, by Rafał Górak publicznie wyjawiał swoje rozczarowanie, wcale nie jest łatwo. Wybrał zaskakujący kierunek zamiast szansy na odbudowę w solidnie budowanej ekipie, a umówmy się: to nasz trener wyciągnął rękę do zawodnika z kontrowersyjną prasą.

Odsprzedaż koszulek okolicznościowych Lecha – Pazerność ludzka nie zna granic: klub zrobił coś fajnego dla fanatyków, a skończyło się na reaktywacji instytucji bazarku. “Mam 15 koszulek z przebitką 2000 złotych i co mi pan zrobi” – klub na szczęście wypuścił kolejną serię i nieco okiełznał sytuację.

Pogoda w Słowenii – Armagedon pogodowy mocno opóźnił świętowanie naszych piłkarek po finale, takiej ulewy chyba nikt się nie spodziewał po wcześniejszych upalnych dniach. 30 minut po zakończeniu spotkania spokojnie można było rozpocząć trening pływacki na bocznym boisku, a biegi do autokaru i samochodów to niezapomniane przeżycie wszystkich obecnych podczas finału. W takich warunkach udało się przeprowadzić ponad minutowy wywiad z Klaudią Słowińską!

Wybór (ale taki nie za szybki) szefa sędziów – Marcin Szulc oczywiście przez te 113 dni był uznawany za szefa, ale jednak nie było to spisane na papierze i brakowało przez to nieco autorytetu. Z każdej strony dochodziły głosy, że takie bezkrólewie wpływa na pracę sędziów, którzy i bez problemów organizacyjnych mają sporo na głowie.

Głosowanie na organizatora Mistrzostw Europy kobiet – Polska otrzymała zawrotne 0 głosów, widać postęp: przynajmniej byliśmy wśród opcji do wyboru.

Przewidywane zwolnienie Leszka Ojrzyńskiego – Słynący z zabijania futbolu i wydobywaniu cech wolicjonalnych trener dokonał czegoś wręcz niemożliwego. Spora rzesza fanów nawet nie przewidywała przecież jego dłuższego pobytu w Lubinie i przyjmowano jego rychłe zwolnienie za drugi pewnik obok podatków. Strażak Sam Ojrzyński zamienił się w Boba Budowniczego i po prostu zrobił w Zagłębiu to, czego nie potrafili zrobić poprzednicy – zbudował solidnego średniaka w oparciu o młodych Polaków.

Mecz Pogoni z Jagiellonią i Górnika z Termalicą – Dwa niesamowicie podobne mecze. Jedne ekipy (Pogoń z Górnikiem) przeważały, i biły nawet nie jedną ale całym stadem głów w ścianę z kartonu, który miał jednak absurdalnego fuksa. Drugie drużyny, wcielające się w rolę kartonowej ściany, swoje spotkania wygrały, przecząc absolutnie optycznemu przebiegowi meczu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga