Piłka nożna
Rafał Górak: Na tę chwilę jesteśmy gotowi w 30%
Po długim zimowym okresie przygotowawczym odbyła się konferencja prasowa przed meczem ze Stalą Mielec, w której udział wzięli trener Rafał Górak i kapitan zespołu, Arkadiusz Jędrych.
Przed rozpoczęciem sportowej części konferencji rzecznik klubu Michał Kajzerek poinformował o sprzedaniu 5124 karnetów na rundę wiosenną Ekstraklasy. Podziękował także sponsorowi – firmie Superbet – za umożliwienie sprzedaży biletów także na sektorze „D” Blaszoka, na którym standardowo rozłożona jest plansza reklamowa. W sprzedaży ciągle zostało 120 biletów na piątkowy mecz.
Rafał Górak: Dzień dobry. To, że tyle kibiców chce oglądać starcia naszej drużyny to nie tyle wyróżnienie, co wielka radość. Zainteresowanie meczami jest spore i mam nadzieję, że każdy mecz odbędzie się przy pełnej publiczności – nie ma nic bardziej radosnego. Zostało się tylko cieszyć i grać po to, żeby ludzie wychodzili ze stadionu zadowoleni.
Arkadiusz Jędrych: Ciężko jednoznacznie określić, jak nasza drużyna zmieniła się w trakcie rundy jesiennej. Na pewno staramy się być cały czas powtarzalni i solidni. To są dwa mocne fundamenty, które chcemy powielać. Mamy też sporo mankamentów, nad którymi na obozie pracowaliśmy i mam nadzieję, że ta troszeczkę krótsza runda pokaże, że jesteśmy jeszcze bardziej powtarzalnym i solidnym zespołem niż w pierwszej rundzie.
Po wstępnych wypowiedziach nadszedł czas na pytania od dziennikarzy.
Czy Stal z pierwszego spotkania a Stal dzisiaj różnią się od siebie? Personalnie chyba nie zaszło dużo roszad, ale powinno być trudniej czy łatwiej?
Rafał Górak: Stal zdecydowanie się zmieniła. Po przyjściu trenera Niedźwiedzia Stal zaczęła grać o wiele odważniej. Na ile będzie dla nas to trudne spotkanie to już jest inna kwestia, ale widzę u przeciwnika inny styl atakowania i pod tym względem na pewno będzie to wymagający rywal.
Chciałbym się zapytać o różnicę w przygotowaniach przed poprzednią rundą, a tą. Wtedy była wielka euforia po awansie, pojawiło się dużo niewiadomych. Czy teraz nadszedł czas okrzepnięcia i większej pewności siebie?
RG: Jesteśmy bogatsi o całą pierwszą rundę i moment awansu. To zawsze dla beniaminków jest okres, kiedy jest dużo euforii, pojawia się dużo pozytywnej narracji wokół tego, co będzie, a często Ekstraklasa i boisko weryfikują. Po awansie było dużo euforii, chcieliśmy też, żeby piłkarze, którzy ten awans wywalczyli, dostali szansę na grę. Wiedzieliśmy przy tym, że musimy wzmocnić skład, poszerzyć kadrę i na tym mocno bazowaliśmy. Przygotowaliśmy zawodników po zeszłym sezonie do dużo wyższego poziomu grania i wydaje mi się, że oni to bardzo dobrze ogarnęli. Zawodników, których ściągnęliśmy do GKS-u Katowice także do tego przygotowaliśmy, przygotowaliśmy nowych zawodników też do bycia wsparciem zespołu i wniesieniem doświadczenia i ci zawodnicy to nam właśnie dali. Zespolenie zespołu w jeden twór to rola sztabu szkoleniowego, który również stanął na wysokości zadania. To, co już za nami, to już za nami, a teraz czeka nas batalia w tej kampanii o bardzo ważne stawki, czyli zespoły będą grały zarówno o Mistrzostwo Polski jak i o europejskie puchary, a równocześnie rozpocznie się równie mocna batalia o utrzymanie. Nie dostaniemy taryfy ulgowej, spodziewamy się jeszcze wyżej zawieszonej poprzeczki. Musimy być po prostu lepsi niż w rundzie jesiennej. Stąd też się wzięły przygotowania w ogromnej koncentracji, a także w wewnętrznej ciszy. Chcieliśmy też, żeby zawodnicy kontuzjowani do nas wracali. Liga startuje, jesteśmy gotowi, ale jej poziom będzie jeszcze wyższy.
Na ostatniej konferencji po rundzie jesiennej mówił Pan o nadchodzącym czasie analizy analiz i wyszukiwania wszystkich błędów. Długa była lista rzeczy, nad którymi trzeba pracować?
RG: Długa. Z analizy tych wszystkich rzeczy wyszło nam, że coś robimy na poziomie takim, co nas zadowala, ale sztuką jest to, żeby to jeszcze polepszyć. Nie chodzi o to, że lepsze jest wrogiem dobrego, ale drużynę trzeba cały czas rozwijać i szukać takich elementów, żeby nawet ten dobry element zaczął pracować jeszcze lepiej. Oczywiście były też rzeczy znalezione, które po prostu nam doskwierają i które musimy jeszcze poprawić, żeby być zespołem po prostu lepszym i skuteczniejszym, nad tym również żeśmy się koncentrowali. Tych detali na pewno jest dużo, priorytety też 2-3 by się znalazły. Fajnie, że drużyna również w sposób do tego podchodzi. Jeśli wskazywaliśmy na to, że coś w jakimś elemencie nas zawodzi, to drużyna to akceptuje, zakasa rękawy i wszyscy razem chcemy ten element poprawić.
Celem jest dalej utrzymanie się w Ekstraklasie czy coś się zmieniło w tym podejściu?
RG: Celem jest bezapelacyjnie mecz piątkowy i wszystkie siły koncentrują się na meczu ze Stalą. Nie ma celu w GKS-ie Katowice, żeby się utrzymać w Ekstraklasie. Takiej narracji nie było, nie ma i nie będzie. Dla nas najważniejszy będzie zawsze następny mecz. Ja już to często i głośno mówiłem: dla mnie Ekstraklasa powinna zawitać w Katowicach na wiele lat, ale to nie może być kosztem tego, że celem jest utrzymanie, bo to jest niesprawiedliwe względem zespołu. Oni w każdym meczu mają mieć szansę wygrać i być przeze mnie jak najlepiej przygotowani i tak będziemy do tego podchodzić. Uwierzcie mi, że mówienie o celach w sporcie nie jest dobre dla sportowca, bo cel, którym jest na przykład utrzymanie się w Ekstraklasie zamyka myślenie o czymś więcej i marzeniach. Także nie opowiadajmy, że celem dla GKS-u jest jak najszybsze utrzymanie, bo to jest nie fair w stosunku do zespołu. Trzeba twardo stąpać po ziemi i być przygotowanym na to, że drużyny, które są za nami w tabeli, będą chciały nas wyprzedzić. (Trener uderza dłonią w blat) Piątek i Stal Mielec, to dla mnie cel.
Pytanie do Arka o krótką ocenę okresu przygotowawczego ze strony zespołu i wasze oczekiwania przed rundą wiosenną.
Arkadiusz Jędrych: Myślę, że my jako zespół dawaliśmy na każdym treningu 120%. Po części to też jest pytanie do trenera, czy ten okres był przebiegł zgodnie z oczekiwaniami, ale na jednej z odpraw podsumowujących trener jednoznacznie nam wskazał, że wszystkie założenia, może poza jednym dniem, w którym pogoda nam trochę uprzykrzyła, zostały spełnione. My jesteśmy zadowoleni z tego, co przekazał nam sztab. Wszystko zweryfikuje liga i naszym celem nr 1 jest Stal Mielec i piątek.
Panie Trenerze, bardzo konkretnie. W sparingach brakowało paru twarzy. W przypadku Adama Zrelaka było wiadomo, że to pewnie będzie kwestia marca lub nawet późniejszych terminów, ale jak wygląda sytuacja z Lukasem Klemenzem? Zgrany i zwarty blok obronny był dużym atutem GieKSy w rundzie jesiennej. Wiem, że macie godnych następców, ale chciałbym się dopytać o jego stan zdrowia i rekonwalescencję.
RG: W zasadzie można powiedzieć, że Lukas Klemenz w 99,9% jest gotowy do gry i jeśli dzisiaj musiałbym podjąć taką decyzję, to nie bałbym się zaryzykować wystawienia go w następnym meczu. Natomiast wiadomo, że to jest proces, który trwa i w stosunku do zawodników, którzy przepracowali cały okres przygotowawczy, to tych jednostek treningowych Lukasa jest po prostu mniej, bo ten okres rehabilitacji trwał. Także cieszę się, że w taki sposób z punktu widzenia protokołu medycznego, jesteśmy tydzień wcześniej, tak dobrze była poprowadzona jego praca indywidualna i praca fizjoterapeutów. Mamy zawodnika w zajęciach treningowych i wydaje mi się, że do meczu w Częstochowie będzie już całkowicie gotowy.
Zmian w zimie z pieczątką było w zimie bardzo mało, właściwie była taka transakcja zrealizowana tylko jedna. Czy coś, o czym nie wiemy, nie wyszło? Czy miał trener w głowie, że potrzeba kogoś jeszcze na daną pozycję?
RG: Okienko transferowe jest w tym momencie otwarte i trzeba sobie zdawać sprawę, że jakieś rozmowy się jeszcze toczą, natomiast mieliśmy z dyrektorem strategię transferową na to okno. Zawsze chciałoby się być na gotowo na dzisiaj w 100%, natomiast trzeba sobie powiedzieć, że na tę chwilę jesteśmy gotowi w 30%. Być może za chwilę będziemy gotowi w 60%, a być może za chwilę będziemy nawet w 90%, a te 10% zawsze będę zostawiał na to, że „niech się dzieje”. Trzeba pamiętać, że to okienko jeszcze długo potrwa. Ja nie jestem niezadowolony, bo z tą grupy ludzi, którą mam w kadrze, mam jeszcze bardzo dużo do zrobienia i jestem im jeszcze dużo winien. Jestem przekonany, że oni są w stanie być lepsi. Rzeczywiście, jeden transfer już jest potwierdzony, czekamy jeszcze na dwa tematy, a co będzie potem, zobaczymy.
No wlaśnie pamiętam rozmowy sprzed paru sezonów o tym jednym człowieku, na którego pewnie czekacie. To już nie jest tajemica, wszyscy o tym piszą. Trener pewnie byłby zadowolony, gdyby udało się ponownie popracować z Filipem Szymczakiem.
RG: Filip jako młody człowiek trafił tutaj do nas i wydaje mi się, że ta współpracna była owocna dla wszystkich – i dla klubu, i dla sztabu, i dla niego samego. Przypatrywaliśmy się sytuacji Filipa w Lechu, rzeczywiście, te rozmowy trwały. Wspaniale, trzeba szczerze powiedzieć, układa się nasza współpraca z ekipą Lecha Poznań i z działaczami Lecha. Wydaje mi się i to bardzo mocno czuć, że jest taka potrzeba wszystkich. Jeśli to się podbije i pojawi się pieczątka, bo tylko podpis pod kontraktem to weryfikuje, to ja będę z tego powodu zadowolony, mając na uwadze sytuację Adama Zrelaka i sytuację na pozycji nr 9 w naszym zespole.
Nie wiem, czy był kontakt pana z Filipem, ale zna pan odczucia Filipa na myśl o ewentualnym powrocie nawet nie do GieKSy, ale do możliwości pracy z panem?
RG: Zawodnicy z Lecha Poznań, który u nas byli, nigdy ze mną tego kontaktu nie stracili. Ten kontakt nie jest codzienny, ale nigdy się nie oddaliliśmy ani z Antkiem [Kozubalem – przyp. red.], ani z Filipem, ani z Mroziem [Bartkiem Mrozkiem – przyp. red.] na tyle, aby nie wiedzieć, co się z nimi dzieje. Kontakt był, jest i wydaje mi się, że będzie, bo ci zawodnicy naprawdę tutaj się czuli dobrze i to po prostu czuć.
Nie wiem, czy Filip Szymczak ostatecznie przejdzie, ale w kontekście potencjalnego transferu: czy jesień w jego wykonaniu i mało rozegranych minut w jakiś sposób wpływa na jego przydatność, na jego przygotowanie?
RG: Wydaje mi się, że proces treningowy w Lechu Poznań jest na takim poziomie, że nawet zawodnik, który nie gra, a wiemy, że Filip był zmiennikiem dla podstawowego napastnika Lecha Poznań, to trzeba sobie zdać sprawę, że on musi być gotowy. Ja sobie nie wyobrażam, że przychodzi zawodnik, który w Lechu cały czas jest gotowy do tego, żeby naciskać, żeby wygrać rywalizację, może mi dzisiaj powiedzieć „Trenerze, ja nie grałem, nie jestem w dyspozycji, jakbym sobie życzył”. Co z niego byłby za profesjonalista? Wydaje mi się, że jakbym był na miejscu każdego z tych piłkarzy, to jestem 24/7 gotowy, żeby rozegrać 90 minut i cały czas doliczony i to jest główny cel młodego zawodnika. Nie uważam, żeby pojawił się jakikolwiek problem z przygotowaniem zawodnika.
Arku mieliście już okazję obejrzeć, a może nawet podeptać, murawę na Nowej Bukowej?
AJ: Jeszcze nie mieliśmy okazji. Ten temat się przejawia, jesteśmy pozytywnie zajawieni, ale przede wszystkim musimy się skupić na, nazwę to, starej Bukowej i na najbliższym meczu, bo jeśli będziemy odrzucać od najbliższego meczu, to nie będzie dobrze, a tego nie chcemy.
Masz już duże doświadczenie na różnych boiskach. Czy to jest tak, że jak się wchodzi na zupełnie nowy obiekt, to człowiek się czuje trochę nieswojo, czy to nie ma znaczenia dla dobrze przygotowanego piłkarza?
AJ: Myslę, że to nie ma większego znaczenia. Na pewno ten stadion tutaj na Bukowej jest zasłużony, wysłużony, kilka pięknych i trudniejszych chwil też przeżył. Wejście na nowy stadion to będzie łał, ale na razie musimy się skupić na starej Bukowej, żeby tu też jeszcze parę fajnych chwil przeżyć i przede wszystkim skupić się na meczu ze Stalą Mielec.
Wspomniał pan w swojej pierwszej wypowiedzi o mankamentach nad którymi pracowaliście w czasie zimowego okresu przygotowawczego. Z perspektywy czasu, z perspektywy kapitana, co było największym mankamentem GKS-u w rundzie jesiennej?
AJ: A nie chciałbym o tym szerzej mówić. Jestem ciekawy, czy państwo to dostrzeżecie w tej nadchodzącej rundzie, że te mini mankamenty się zmieniły i w tych kilku elementach będziemy w drugiej rundzie lepsi.
Mecz ze Stalą może się kojarzyć dobrze, bo to było pierwsze zwycięstwo na wyjeździe w Ekstraklasie od 19 lat, ale dobrze pamiętamy, jaki to był mecz – przesądziła bramka z rzutu karnego. Czy spodziewa się pan podobnego meczu?
RG: Faktem jest, że rozpoczynamy po przerwie i to zawsze jest lekki powiew świeżości, zobaczymy, jak będzie. My mamy tyle rzeczy wypracowanych, w taki sposób chcemy grać na boisku i gry sparingowe również potwierdziły, że jesteśmy bardzo powtarzalni. Chodzi o to, aby zagrać na największym swoim poziomie, jeśli chodzi o koncentrację, bo to już mecz ligowy, będą punkty, będzie to się odzwierciedlało w ligowej tabeli. Wobec tego zdajemy sobie sprawę, że każdy z zawodników będzie chciał wejść w mecz w sposób bardzo skoncentrowany i będzie dbał o każdy detal, aby był jak najlepiej wykonywany. Nie chcę zdradzać, czy to będzie otwarty czy zamknięty mecz. My w szatni wiemy, jaki mamy na ten mecz plan, zdajemy sobie sprawę, w jaki sposób chcemy rozpocząć tę batalię. Przeciwnik również da nam pewnego rodzaju uwarunkowania i zadania, które będziemy musieli pokonać w tym meczu. Sam jestem ciekaw, natomiast oczekuję, że będziemy grali z tym, co pokazaliśmy w Ekstraklasie. Można mówić o zamykaniu takich meczy, ale dużo też zagraliśmy bardzo otwarcie i prowadziło nas to strzelania goli, a to jest najważniejsze.
Czy nie brakowało panom w tym sezonie przygotowawczym wbiegu na Klimczoka?
AJ: Na pewno taka fajna historia idzie za tym wbiegiem, ale też śledząc media społecznościowe i rozmawiając z ludźmi w klubie wiem się, że jedna z sekcji tam się pojawiła, także myślę, że ta historia jest spełniona, well done, i to jest najważniejsze
RG: Najważniejsze, że GieKSa na Klimczoku była, wszystko jest tam podbite, dobre fluidy są utrzymane, Klimczok dalej jest z nami i bardzo się cieszę, że ktoś poszedł naszym śladem, traktując to jako bardzo ważny element przygotować i niech ta magia Klimczoka dalej z nami będzie.
Panie trenerze, wiem, że wszystkie ręce na pokład i teraz już skupiacie się na Stali, natomiast dla takiego mniej zainteresowanego kibica, co się działo u was przez te ostatnie tygodnie? Proszę podsumować ten okres przygotowawczy.
RG: Co u nas było słychać? Fajny okres przygotowawczy, bo rozpoczął się Spodkiem, a to było wydarzenie świetne dla ludzi. Ja do dzisiaj, gdzie nie pojawię się w Katowicach, to ludzie do mnie podchodzą i każdy opowiada, że był w Spodku i że to było coś pięknego. Wiadomo, święto kibiców, święto radości i to było czuć, bo Spodek był przecież pełny i na pewno zrobiło to na nas wrażenie. Nie było się nawet kiedy z tym oswoić, bo już potem byliśmy w autobucie i jechaliśmy do Turcji. Zawodnicy nie z racji tego, że jest tam morze, plaża, ciepełko, tylko z racji komfortowych warunków do przygotowania się do sezonu bardzo byli pozytywnie nastawieni. To był na pewno obóz długi, najdłuższy w historii mojej kadencji. Też byłem ciekawy, jak drużyna to zniesie, czy nie nastąpi to, co mnie bardzo drażni. Mówi się, że te dłuższe obozy nużą graczy, a tutaj tego nie widziałem. Widziałem radosnych ludzi uprawiających swoją dyscyplinę. Wracają kontuzjowani zawodnicy, nie pojawiły się żadne inne poważniejsze urazy, wobec tego, jeśli ktoś by mnie zapytał, co tam u nas słychać, odpowiedziałbym, że bardzo dobrze, very nice.
Wspomniał pan trener, że wspaniałe słońce, morze i tak dalej, teraz za oknem świetne słoneczko. Teraz mamy styczeń, czy to dla drużyny jest trudnością, że jeszcze mogą być dwa miesiące ciężkiej zimy?
RG: Zobaczymy, jak to się ułoży pod względem samej prognozy. Wczoraj byliśmy naprawdę bardzo mile zaskoczeni pracą MOSiR-u na naszym boisku głównym, bo zastaliśmy je w naprawdę dobrej formie. Boisko było skoszone, trawa lekko rośnie, widać, że te prace były na najwyższym poziomie. Boisko jest świetne przygotowane do tego, aby grać. Jeżeli ta temperatura się utrzyma, to nasze boiska treningowe będą w coraz lepszej kondycji. Lada moment będziemy mogli korzystać z boisk przy nowym stadionie, jak i z głównej płyty. Wydaje mi się, że około marca to podgrzewane boisko nas przywita, będziemy mogli czerpać z tego. Ta zima, która jest, może nas zakoczyć mrozami, w tym roku nie będzie dla nas taka straszna. Infrastruktura w Katowicach zrobiła krok milowy do przodu i jestesmy dzisiaj o to jedno podgrzewane boisko bardziej gotowi. To jest dla nas ważne, to przygotowanie do każdego meczu, bo bedziemy toczyć szalenie mocną batalię, by Ekstraklasa w Katowicach w całym roku kalendarzowym była.
Jest pan już w Katowicach kilka lat. Ma pan takie poczucie, że zagraniczny obóz pozwolił więcej wycisnąć z tych przygotowań?
RG: Każdy okres, w którym tutaj jestem, będzie miał swoją specyfikę. Każdy okres przygotowawczy jest inny, każdy moment był inny i każde możliwości były inne. Trzeba sobie szczerze powiedzieć, że te 5,5 roku temu byliśmy na 3. poziomie rogrywkowym. Jeśli chodzi o serwis, o to, jak zespół się przygotowuje, musi zwiększać swoje standardy, w stosunku do tego, co zawodnicy robią na boisku. Skoro oni pokazują, że te standardy są potrzebne coraz wyższe, to my, jako Klub, musimy się czuć zobowiązani do tego, żeby zapewniać im najlepszy serwis. Nienawidzę tandety, robienia czegoś na pół gwizdka i potem mówienia: „no, mogliście powiedzieć, że coś wam jest potrzebne”. Ludzie przyjdą oglądać jedenastku zawodników i żądają, by te igrzyska były na najwyższym poziomie. Uważam, że trafiliśmy w dziesiątkę, bo odzew jest bardzo dobry.
Felietony Piłka nożna
21 sekund mistrzowskich akcji
Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.
No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.
Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.
Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.
Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.
I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.
Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.
Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.
To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.
Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.
Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.
Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.
W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.
Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.
W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.
No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…
Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.
Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.
Piłka nożna
Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę
Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.
Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.
Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.
Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.
Felietony Piłka nożna
Trudność w podejściu do średniawki
Aaaa qrwa jego mać…
To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.
Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.
Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.
O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.
Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.
Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.
Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.
Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.
Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.
Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.
Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.
Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.
Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.
Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.
Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.


Najnowsze komentarze