Kibice Piłka nożna
Raport PZPN: kibicowska GieKSa wyjazdowo 5 w Polsce i najlepsza w I lidze
Polski Związek Piłki Nożnej zaprezentował dziś raport dotyczący organizacji i stanu bezpieczeństwa meczów piłki nożnej szczebla centralnego. Fani GKS Katowice po raz kolejny znajdują się w czołówce wielu klasyfikacji. Poprawił się też trochę nasz klub, który rzadziej pojawia się w ogonach, a coraz częściej w środkowej stawce. Dalej jest jednak wiele do poprawy.
Kibice GKS Katowice byli najliczniejszą grupą podróżującą za swoją drużyną w I lidze. Na wszystkich spotkaniach poza Bukową pojawiło się łącznie 6788 kibiców GieKSy. Co ciekawe – ta liczba plasuje nas na piątym miejscu w Polsce na szczebli centralnym (Ekstraklasa, I i II liga). Wyprzedzili nas jedynie kibice: Lecha Poznań (13920), Legii Warszawa (11018), Lechii Gdańsk (8581) i Ruchu Chorzów (7703). W pokonanym polu zostawiliśmy wszystkie pozostałe drużyny Ekstraklasy. Dzierżymy także rekord wyjazdowy na jednym spotkaniu w całej lidze – 2369 osób w Zabrzu. Wydatnie pomogliśmy też w ustanowieniu rekordu frekwencji na zapleczu Ekstraklasy, bo własnie mecz w Zabrzu z Górnikiem zgromadził 20 987 widzów.
Bukowa nie była zbyt często odwiedzana przez kibiców gości. W tej kategorii zajęliśmy dopiero szóste miejsce w swojej lidze (średnia 68 osób na jedno spotkanie). Średni czas wpuszczania kibiców gości wynosił u nas 26 minut i nie odbiega on znacząco od średniej w całej lidze (24 minuty). Gorzej wyglądamy na tle liczby kibiców wpuszczonej w jedną minutę. U nas to zaledwie 4 osoby, a czołówka potrafiła wtedy wpuścić 15 osób (Górnik Zabrze).
Jeśli chodzi o domowe spotkania było już trochę gorzej, choć dalej dobrze. Uplasowaliśmy się na piątym miejscu w I lidze pod kątem średniej frekwencji na swoim stadionie (3163 osoby na mecz). Wyprzedziły nas jedynie kluby z nowymi stadionami – Górnik Zabrze (10689), Podbeskidzie Bielsko-Biała (5830), GKS Tychy (5251) i Stal Mielec (3239).
W pozostałych kategoriach nasz klub plasował się raczej w środku lub pod koniec stawki. Niestety kolejny już raz zajęliśmy bardzo niskie miejsce w klasyfikacji wpuszczania kibiców gości – czwarte od końca w swojej lidze. O tym problemie alarmujemy już od dłuższego czasu, ale poprawy nie widać. Wysoko oceniono natomiast obsługę kibiców niepełnosprawnych – zajęliśmy trzecie miejsce w lidze. Paradoksalnie w ogólnej ocenie organizacji meczów zajęliśmy wysokie piąte miejsce. Pomogły w tym wysokie miejsce w ocenie kierownika ds. bezpieczeństwa (piąte) i spikera (trzecie).
Cały raport dostępny jest tutaj.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.


LYJO
13 lipca 2017 at 14:50
Spiker ex aequo 3 miejsce 🙂
Zico
13 lipca 2017 at 17:16
Smieszny ranking biorąc pod uwagę liczbę zakazów w sezonie dawanych przez pzpn a potem tworzeniu jakiegoś rankingu . W 1 lidze Górnik miał ich napewno 6 a moze 7 nawet nie mówiąc o zespołach ekstraklasowych .
Mecza
13 lipca 2017 at 17:26
@Zico, dlaczego śmieszny? Tu mowa o najlepszych kibicach a jeśli inne ekipy łapały zakazy czyli są do bani kibicowsko.
T
13 lipca 2017 at 18:36
Wyjazdowo to jest spoko, ale frekwencją u siebie to ustępujemy wsiom i drużynom z 2 i 3 ligi. W przyszlym sezonie bedzie jeszcze gorzej. Niestety, klub GKS Katowice jest martwy, a ostatni gwóźdź do trumny wbił ten sezon. Nie będzie stadionu, nie będzie awansu, nie będzie więcej (będzie mniej) kibiców. Piszę to z ogromnym żalem, ale piszę to uczciwie i szczerze. Nie widzę absolutnie żadnych realnych przesłanek do bycia optymistą. Zatrudnienie Mandrysza to próba reanimacji trupa. Jak widzę, ilu kibiców straciło resztki przywiązania do klubu bo tym samobóju, jakim była końcówka zeszłego sezonu, jak widzę jak bardzo młodzi mają w dupie GieKSę, to wiem że pozostanie tylko garstka najwierniejszych kibiców, którzy będą świętować mecze tego trupa, niczym Kaczyński miesięcznice smoleńskie. smutne
Irishman
13 lipca 2017 at 18:58
T…ale pierdzielisz smuty!
Chłopie strzel se mocna kawę (albo porządną setę), albo skończ podszywać się pod „zaniepokojonego kibica GieKSy”. Ja mogę tylko powtórzyć to co napisałem wcześniej:
1. Jest świetny, doświadczony trener
2. Drużyna wzmocniona
3. Szatnia poważnie wyczyszczona
4. Wszystkie osoby decyzyjne deklarują, że chcą awansu.
5. Organizacyjnie… prawie (bo stadion) Ekstraklasa!
No i kibice też w czołówce jeśli chodzi o kibiców w Polsce. No więc czego nam jeszcze brakuje??? No chyba tylko wiary we własne siły!
Jeśli serio kibicujesz GieKSie to nie pisz głupot ino leć po karnet!
Mecza
13 lipca 2017 at 19:01
@T, wina w 100% miasta bo mieszkamy na zadupiu piłkarskim w porównaniu z Kielcami, Lubinem, Białystokiem, Gdynią czy jeszcze większymi zadupiami jak Tychy, Gliwice, Bielsko i można by wymieniać. Wszędzie stworzyli warunki do delektowania się futbolem obojętnie na jakim poziomie a w Katowicach czekają na ligę mistrzów za kilka milionów rocznie i wtedy być może powstanie stadion w stolicy Górnego Śląska, wstyd !!!
Mecza
13 lipca 2017 at 19:19
@Irishman, rok temu pisałem że dla mnie najważniejszy jest rozwój drużyny i stały postęp w zdobyczy punktowej, było 52pkt i chciałem aby było 60pkt i bez znaczenia czy to by dało awans (teraz okazuje się że tak) Zdobyliśmy 54 pkt i wszystko wywrócone do góry nogami, pół kadry wymieniona, zmiana trenera. Jestem optymistą i liczę na dalszy rozwój sportowy, punktowy. W końcu się uda. Super to w Górniku wygląda że po awansie zaufali tej samej ekipie wzmacniając ich tylko perełkami typu Kądzior, Wieteska. Górnik będzie walczył o pierwszą 8 nie dlatego że są tak dobrzy ale mają mądrego trenera. Mam nadzieję że my po jesieni będziemy mieli max 5 pkt straty do 2 miejsca i na wiosnę powalczymy bo Mandrysz stworzy jeszcze mocniejszy i zgrany zespół.
Zico
13 lipca 2017 at 22:53
Pytanie jak to było liczone przez ten pzpn liczba 6788 kibiców GieKSy . Sumowane były wszystkie wyjazdy i taka liczba wyszła to napewno nie było kibiców Gieksy najwięcej bo wystarczy policzyć wyjazdy Górnika 1600 w Puławach , 1200 w Kluczborku , 1700 w Katowicach , 1700 w Bielsku ,250 w Bytowie , 357 w Olsztynie to już Liczba jest 6807 a to nie wszystkie wyjazdy ! Z wszystkim wyjazdami to Górnik ma grubo powyżej 7000 . A jesli chodzi o runde jesienną to tyle nie wychodzi .
kosa
14 lipca 2017 at 08:34
@Zico przeczytaj dokument, to się dowiesz jak to było liczone.
Zico
14 lipca 2017 at 10:21
Kosa właśnie tam pisze ze na wszystkich meczach po za bukowa . Więc ta liczba podana przez nich nie jest największą chyba że liczyli że Górnika na Puławach było 200 tyle ile dali biletow . Bo inaczej napewno ta liczba nie jest największą w 1 lidze.
kosa
14 lipca 2017 at 10:26
@Zico jak przeczytasz dokładnie to się dowiesz. Naprawdę nie trzeba do tego specjalnej bystrości umysłu.
Zico
14 lipca 2017 at 16:10
no to pokolei ; GKS KATOWICE GÓRNIK ZABRZE 428 KLUCZBORK 1200 114 ZNICZ 200 ( nie weszli ) 235 PUŁAWY 1500 180 BYTOVIA 250 816 TYCHY zakaz 360 STOMIL 360 200 GŁOGÓW 193 278 SIEDLCE zakaz zakaz MIELEC zakaz 160 WIGRY 250 ( nie weszli ) 758 BIELSKO 1700 zakaz GRUDZIĄDZ 250 285 CHOJNICE 108 616 LEGNICA 270 ( na zakazie )
zakaz SOSNOWIEC zakaz 216 NOWY SĄCz 150 ( na zakazie ) 2535 GÓRNIK – – GKS 1797
łącznie łącznie
= 7181 + 3 zakazy = 7778 + 250 wigry nie
weszli + 200 znicz nie weszli
= 8228 + 6 zakazów
Zico
14 lipca 2017 at 16:11
łącznie GKS KATOWICE
= 7181 + 3 zakazy
GÓRNIK ZABRZE
= 7778 + 250 wigry nie
weszli + 200 znicz nie weszli= 8228 + 6 zakazów
Kosa
14 lipca 2017 at 17:15
@Zico Ty dalej nic nie rozumiesz i dalej nie umiesz czytać. No nic. Ja kończę, bo mi się nie chce pisać z kimś kto nie umie poświęcić kilku minut na lekturę dokumentu.
adamGieKSa
14 lipca 2017 at 20:11
Irishman skończ już udawać że jest ok, piłkarzyny napluli nam w ryj, kurwa kibice w czołówce, ja pier…, nasze flagi płoną jak znicze 1 listopada, Blaszok komedia a ten że kibice w czołówce.
zobaczysz tą czołówkę na pierwszym meczu, jak będzie 1500 osób to będzie dużo. nie no jest czołówka, ja to widzę tak, europejska czołówka: Crvena Zvezda, potem PAOK Saloniki , Hajduk Split, na czwartym GieKSa, później Olimpiakos i Legia. Dałbym nas wyżej ale nie jeździmy kiedy wojewoda nie pozwala albo komendant nakazuje zostać w domu
tombotleg
15 lipca 2017 at 08:30
adamGieKSA opisał to do bólu.., wprowadzić zasady albo zakaz dopingu na 5 to co poniektórzy zejdą na ziemię i wrócą na blaszok a nie kurwa będą robić tam drugi blaszok a na pierwszym chuj wieje, słabo to wszystko wygląda,zostają kapcie i tv..
1964
15 lipca 2017 at 09:49
Tombotleg- A zadałeś sobie pytanie dlaczego ludzie przeszli z blaszoka na 4 i 5.Kiedyś na blaszoku nie było takiej patologii jak teraz.Młodym się w dupach poprzewracało i tyle!Zero szacunku dla drugiej osoby nic tylko zastraszanie i kasa misiu kasa!
Boss
15 lipca 2017 at 13:25
AdamGieKSa ma racje. Irishman żyje w wirtualnej rzeczywistości chyba. Ludzie z Blaszoka nie uciekli dlatego ze wyrośli tylko dlatego ze jest chamstwo i bezczelne dzieci, a pozostali na stadion nie chodzą dlatego ze im szkoda czasu na padlinę. Chyba zapominacie ze frekwencję na meczach nie tworzą fanatycy tylko pikniki którzy zjawiają się rodzinami żeby obejrzeć dobre widowisko i drużynę walczącą o awans. Jak tego nie ma to spokojnie można otworzyć piwo w domu i obejrzeć Polsat. Jeszcze jakby były warunki żeby miło spędzić czas (nowy stadion ) to by może było co mecz 5-6k … a tak bida i lepiej nie będzie.
T
15 lipca 2017 at 13:56
Ja na blaszok już nie łażę z10lat ale słyszałem te historie, ale robić prese na 5? raz wziąłem szefostwo z firmy właśnie na 5, siedzą i było tylko kuuurwaa czemu nie śpiewacie wy ciule..miejsce fanatyków jest do chuja na blaszoku a główna dla reszty, dziadków i VIP-ów.