Piłka nożna
[RELACJA] Mecz rożnych dla Wigier
Przerwa letnia nie jest tak długa jak przerwa zimowa mimo wszystko i tak wszyscy już stęskniliśmy się za rozgrywkami I ligi. Mamy nadzieję, że to już ostatni nasz sezon w tej lidze i w końcu wrócimy na swoje miejsce. Pierwszą przeszkodzą w tym celu był zespół z tzw. bieguna zimna czyli Wigry Suwałki. O tym rywalu mogliście już wcześniej przeczytać wiele na naszej stronie. Przechodząc do samego meczu w naszym wyjściowym zmianie doszło do kilku zmian. Na prawej obronie zagra Alan Czerwiński a Mateusz Kamiński został przesunięty na środek za Damiana Garbacika. Na skrzydle jako młodzieżowca obejrzymy Pawła Mandrysza w miejsce Andrei Prokicia oraz Tomasz Foszmańczyk za Kalinkowskiego. Z przodu natomiast zagra wielki nieobecny Grzegorz Goncerz w miejsce Wołkowicza. Oto składy w jakich obydwa zespoły rozpoczęły ten mecz:
GKS Katowice:
Nowak – Abramowicz, Kamiński, Praznovsky, Czerwiński – Bębenek, Pielorz, Foszmańczyk, Mandrysz – Sobków, Goncerz.
Wigry Suwałki:
Zoch – Cverna, Augustynia, Kozak, Gąska, Bucholc, Wichtowski, Kądzior, Bartkowski, Radecki, Adamek.
Pierwszą groźniejszą akcję stworzyli goście po małym zamieszaniu nasi obrońcy wybili piłkę na rzut rożny po którym bardzo dobrze wybijał Kamiński. Zaraz po tym dobrze z kontrą wychodził Mandrysz lecz został zatrzymany przez zawodnika Wigier. Nie trzeba było długo czekać na odpowiedź GieKSy bardzo dobre prostopadłe podanie Foszmańczyka doszło do Mandrysza ten lecz strzelając z ostrego kąta uderzył obok bramki. Bardzo groźnie było pod bramką GieKSy w 12 minucie gdy Praznovsky dał się minąć przeciwnikowi i ten z ostrego kąta ruszył na Nowaka lecz ten znakomicie obronił. Dwie minuty później znakomite przejęcie w środku pola Praznovskiego, który ruszył na bramkę Wigier. Oliver chciał uruchomić Goncerza niestety próba podania została zablokowana i Słowak spróbował uderzenia lecz obok bramki. Mecz od początku był dość agresywny i pierwszą kartką w tym meczu został ukarany Bucholc za ostry faul na Mandryszu. Kilka minut później zasłużoną kartkę dostał Bębenek za faul w środku pola. Po kilku minutach gry w środku pola dobrą akcję GieKSy strzałem zakończył Mandrysz, ale wprost z zawodnika Wigier, który wybił na rożny. Po rzucie rożnym goście mieli groźną kontrę zakończoną strzałem lecz znów dobrze bronił Nowak. W 22 minucie znów strzelał Mandrysz znów niecelnie obok bramki Zocha. GieKSa grała rozważnie i starała się powoli skonstruować dobrą akcję by zaskoczyć gości. Taką akcję mieliśmy w 24 minucie niestety Goncerz bo dobrym przyjęciu uderzał z pierwszej piłki bardzo niecelnie. Bardzo dobrą akcję mieliśmy w 29 minucie, gdy Abramowicz dostał piłkę na wolne pole od Foszmańczyka podał w pole karne do Sobkowa ten po przyjęciu uderzał lecz bramkarz sparował piłkę na słupek i złapał. Była to dotychczas najlepsza akcja katowiczan. Po kilku minutach posuchy idealny techniczny strzał oddał Czerwiński niestety jeszcze lepsza była obrona bramkarza Wigier. Następny minuty nie przyniosły nic ciekawego dopiero w 39 minucie zawodnik gości oddał strzał zza pola karnego lecz bez problemu obronił Nowak. Katowiczanie dobrą akcję przeprowadzili w 42 minucie lecz dośrodkowanie Czerwińskiego nie dotarło do Goncerza. Zaraz po tym z rzutu autu także było groźnie piłkę na prawej stronie dostał Bębenek dośrodkowywał lecz obrońca Wigier ubiegł Mandrysza. Był to ostatni dobry akcent tej połowy, która zakończyła się bezbramkowym remisie z lekkim wskazaniem na katowiczan.
Drugą połowę obydwie drużyny rozpoczęły bez zmian. Pierwszy strzał oddał Adamek w 50 minucie, ale znów pewnie Nowak. W 57 minucie po kilku minutach sennej gry goście mieli rzut rożny, który źle rozegrali katowiczanie próbowali wyjść z kontrą, ale Czerwiński został powstrzymany przez obrońców Wigier. Pierwszą zmianie przeprowadził trener Brzęczek, który zmienił trochę bezbarwnego Bębenka wpuszczając Prokicia. Katowiczanie w 62 minucie próbowali wyjść z kontrą, ale dośrodkowanie Prokicia zostało zblokowane i wybite na rzut rożny po którym nic nie wynikło. W 68 minucie tragiczne podanie w środku pola notuje Pielorz, który podaje idealnie do zawodnika gości, który od razu zagrywa tą piłkę do przodu do Adamka, który minął Nowaka i strzelił do pustej bramki. Piłkarze GieKSy w tej drugiej połowie byli wręcz niewidoczni i nieudaczni. Zaczynały się powoli frustrację wśród zawodników GieKSy czego wynikiem była żółta kartka dla Czerwińskiego. Trener Brzęczek widząc poczynania swoich zawodników szybko zmienił Foszmańczyka zastępując go Zejdlerem. Pierwszą konkretną akcję GieKSa miała w 73 minucie podanie z pierwszej piłki Goncerza do Prokicia lecz tego drugiego ubiegł bramkarz Wigier. Pierwszy strzał dla GKS-u oddał Sobków strzelając zza pola karnego, ale Zoch interweniując wybił piłkę na rzut rożny. Ostatnia zmiana w GieKSie miała miejsce w 76 minucie aktywnego lecz nieskutecznego Sobkowa zmienił Wołkowicz. Kolejną żółtą kartkę w GieKSie dostał wprowadzony na boisko Zejdler za faul w środku pola. Następne minuty nie przynosiły nic ciekawego oprócz następnej kartki dla katowiczan tym razem Kamińskiego.
Druga połowa była wręcz katastroficzna w wykonaniu piłkarzy GieKSy i zakończyła się wynikiem 1:0 dla Wigier. Postawa katowiczan nie napawa optymizmem przed następnymi meczami. Pierwsza połowa jeszcze jakoś wyglądała niestety druga była piłkarską pornografią.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?


Boss
30 lipca 2016 at 20:07
DRAMAT, mecz na fatalnym poziomie do czego juz zderzyliśmy sie przyzwyczaić przez 9 lat. Nie został zdobyty nawet jeden punkt. Z meczu można wyciągnąć jeden plus, każda porażka przybliża nas do dymisji zarządu i trenera! Czego tu oczekiwać skoro wzmocnienia słabe oprócz bramkarza, plus sparingi które nie dają żadnych wniosków oprócz przegranego z PDBB, mecze z sola czy Banikiem nic nie dają itd.. Drużyna która chce sie liczyć w walce o czołowe lokaty nie mówiąc o podium czy awansie, takie mecze wygrywa bez problemu. Jesteśmy od lat drużyna środka tabeli I ligi i trzeba sie z tym pogodzić. Frekwencja adekwatna do poziomu piłkarskiego klubu, schodzimy na dno. Trzeba sobie to powiedzieć jasno i nie oszukiwać. W skrócie te pare zdań: szkoda strzępić ryja. Lepiej nie bedzie, co najwyżej gorzej
lukasz
30 lipca 2016 at 20:23
Niesamowite to jest … mam pytanie do kopaczy – po HUJ tu jestescie po HUJ przychodzicie po HUJ pierdolicie o jakiejs walce o awansie o graniu ??? Kurwa miejscie jaja i idzcie grac gdzie indziej. Czy Wam nie jest wstyd??? Jestescie doroslymi ludzmi, „sportowcami”, gdzie Wasze profesjnalne podejscie to treningu, Wyjestescie zawodowcami? NIE chce mi sie czytac o tym wszystkim bo po raz kolejny (9) zaczyna sie albo konczy (??) to tak samo. Wiece co ? tak mi to zobojetnialo ze zamiast isc na mecz wolalem spedzic to popoludnie w domu … nie ominalem inauguracji przez ostatnie 15 lat ale pomyslalem – moze jeak teraz nie pojde cos sie zmieni. Idiota i naiwniak ze mnie … Smutne to jest naprawde ze to Wy reklamujecie swoja mizeria taka marke jak GKS … Wiem ze to pierwszy mecz wiem ze jeszcze 33 kolejki ale nie czarujmy siebie i Wy kopaczyny nie czarujcie Nas Kibicow. Juz wiem co powiecie przed nastepnym meczem – mozna to obejrzec na materialach wideo z ostatnich kilku lat – bez przerwy to samo a efekty takie jak zawsze … „Dziekuje” Wam za skuteczne obrzydzenie chodzenia na Bukowa – nie sadzilem ze to mozliwe ale jednak ….
Wlodek
30 lipca 2016 at 20:30
Wypierdalac wszyscy jeszcze sezon nie jest stracony tylko czas na was Wypierdalac ani jeden nie może zostać. Bo wirus który panuje w szatni tzn nierobstwo przejdzie szybko na każdego kto do nas zawita. A prezesa na taczkach bo taki już gruby że na jedną się nie zmieści. Jak widać kasa z miasta za nic nierobienie fest tuczy
janmir
30 lipca 2016 at 20:31
Dramat, Brzęczek wyp…
kibic bce
30 lipca 2016 at 21:06
Oby to byl tylko falstart.
Wstyd i kpina z nas wszystkich.
W….. z takimi ludzmi.
Dajcie Lenczyka lub Mandrysza moze jak im doo.. treningow to sie naucza.
Sparingi kpina. Ino z Banikiem bylo to cos ale tu liczyla sie zabawa nic wiecej.
cierpliwy
30 lipca 2016 at 21:07
Gonzo obudz sié w koncu !
1964
30 lipca 2016 at 21:25
Takiej chujni to naprawdę się nie spodziewałem!Nie mam nic do Brzęczka ale dzisiaj przeszedł samego siebie.Przy rożnych dla przeciwnika staliśmy całą drużyną w 16 tylko mandrysz na 30 metrze,chłopie daj 2-kę na linię środkową pociągną za sobą minimum 3 chopa.Wpuszczenie lebiody Wołka to strzał w kolano!A po meczu ów kopacz ma czelność swoimi gestami jeszcze bardziej wkurwić kibiców!Powiem tak!Panie Cygan skończ cyganić,Motała się zamotał a Brzęczek ino brzęczy!10 rok kompromitacji i wstydzenia się za nasz klub.Czas na porządek w naszej kochanej GieKSie,taczka dla Cygana!I nie mam zamiaru czekać 5 kolejek z nadzieją że coś się zmieni!!Amen!
Jooo
30 lipca 2016 at 21:28
Drużyna cienka trener słaby menedzer cienki tyle na temat
1964
30 lipca 2016 at 21:57
Człowiek czeka tyle lat że coś drgnie,a tu chuj!Kopacze,trenerzy i ZARZĄD rozjebali system w tydzień!Obym się mylił ale raczej nie grozi!”Dzięki”kopacze!
andreasw1959
30 lipca 2016 at 23:14
NIC DOdAC I UJAC PO TYCH POWIEDZIACH SZCZERA PRAWDA
Nic ujac i dodac po szczerych wypowiedziach kibicow plakac sie chce po takim zangazowaniu naszych kopaczy Niechce tu nikogo dobijac ale z taka gra to my daleko nie zajademy szkoda godac Tyla lot laza na gieksa ale przez ostatnie lata niewidziolech takiej padliny Nie dziwia sie ze i frekwecja jest slabo bo wto chce na to patrzyc POZDROWIENIA DO WSZYSTKICH GIEKSIAZY
Nn
Irishman
31 lipca 2016 at 00:14
@1964, nie wiem co się działo, bo natychmiast po ostatnim gwizdku wyszedłem! Ale jeśli Wołkowicz ośmielił się jeszcze „rzucać” to moim zdaniem powinien być w trybie pilnym usunięty z klubu, a wszyscy którzy będą temu przeciwdziałać działają na naszą niekorzyść.
Ale też nie mam zamiaru robić z Wołkowicza kozła ofiarnego tego wstyd, który przeżyliśmy – w końcu on sam nie wstawił się na boisko, no i (na szczęście) nie przebywał na boisku zbyt długo.
1964
31 lipca 2016 at 08:30
@Irishman!Najbardziej mnie boli to że Wołkowicz jest wychowankiem.I powinien mieć szacunek dla kibiców którzy muszą oglądać tą żenadę!Bez względu na wyniki i tak te darmozjady(zaczynając na prezesach kończąc na grajkach)mnie nie zniechęcą.Ja tam będe a Was już wkrótce nie!Oby!Szacun dla prawdziwych kibiców którzy chodzą na GieKSe pomimo tej chały!Ja kocham GieKSe a nie te galerianki snujące się po boisku!
pawelas197
31 lipca 2016 at 12:43
panowie sciepa na taczki i wywozimy ten gnoj