Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci? – po porażce w Spodku

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Euforia i uniesienie po zwycięstwie nad mistrzem Polski z Kędzierzyna, szybko prysła jak bańka mydlana, za sprawą wicemistrzów Polski z Bełchatowa, którzy pokazali co znaczy stabilność formy oraz gry na siatkarskich parkietach. O ile jeszcze pierwsze dwa sety były do wygrania przez GKS (właściwie to zostały przegrane na własne życzenie), to już w trzecim nie mieliśmy nic do powiedzenia. Te dwa mecze pokazały dobitnie dlaczego GieKSa nie jest w górnej połówce tabeli tylko w dolnej… niestety… no i ten Spodek… jakieś fatum czy co?… czwarta przegrana w tym sezonie, więc grać tam czy nie grać?… oto jest pytanie…

 

katowickisport.pl – Zaprzepaszczona szansa katowiczan

GKS Katowice nie podtrzymał dobrej passy zapoczątkowanej w Kędzierzynie-Koźlu. PGE Skra Bełchatów zaprezentowała dojrzalszą i skuteczniejszą siatkówkę. Po środowym triumfie nad mistrzem Polski ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle w katowickiej ekipie przed starciem z innym krajowym potentatem, tym razem z Bełchatowa, oczekiwania i nadzieje były spore. Siatkarze po cichu liczyli na sprawienie kolejnej niespodzianki, tym bardziej, że Skra jest jedynym zespołem z czołówki, którego ekipa trenera Piotra Gruszki jeszcze nie pokonała. Ten stan rzeczy się nie zmienił. Mimo walki w dwóch pierwszych setach górą byli goście. którzy w trzecim secie dopełnili dzieła. Katowiczanom nie udało się też osiągnąć innego z zaplanowanych celów. Bardzo chcieli zdobyć pierwsze w tym sezonie punkty w Spodku i znów się nie dało. Po porażkach z Łuczniczką Bydgoszcz, ZAKSĄ oraz Asseco Resovią teraz doszła kolejna. Spodek wciąż jest dla nich zaczarowany. Wynik spotkania może być nieco mylący, bowiem w dwóch pierwszych odsłonach miejscowi byli równorzędnymi rywalami dla siatkarzy Roberto Piazzy. Po ataku Pawła Pietraszki, a następnie skutecznym bloku objęli prowadzenie 18:16. Bełchatowianie szybko jednak odpowiedzieli i końcówka należała do nich. Dla losów starcia kluczowy okazał się drugi set. Seria zagrywek Karola Butryna dała GieKSie prowadzenie 13:9. Do stanu 18:14 wszystko przebiegało po myśli podopiecznych Piotra Gruszki. Wówczas jednak przytrafiła im się fatalna seria pięciu pomyłek. W nerwowej końcówce znów lepsi okazali się bełchatowianie. Po dziesięciominutowej przerwie siatkarze Skry szybki zbudowali przewagę i utrzymali ją do samego końca przerywając serię pięciu zwycięstw z rzędu GKS-u.  -W środę zwyciężyliśmy w Kędzierzynie-Koźlu i wszystkim wokoło wydawało się, że jesteśmy w stanie sprawić kolejną niespodziankę. Wiedzieliśmy jednak z kim gramy. Niestety, zabrakło w naszej grze jakości. Być może nie potrafimy jeszcze zagrać na wysokim poziomie dwóch meczów pod rząd z najlepszymi drużynami w kraju – przyznał Piotr Gruszka, trener katowiczan. – W meczu z ZAKSĄ siedziała nam zagrywka i blok. Dzisiaj niestety tego zabrakło. Mieliśmy kilka udanych serwisów, ale rywale wiedzieli jak tę zagrywkę przyjąć – dodał trener katowiczan. – Szkoda. Chcieliśmy powalczyć i przez pierwsze dwa sety to się udawało. Oczywiście najbardziej szkoda drugiego seta, bo gdyby nie ta seria pięciu punktów, to wynik mógł się potoczyć inaczej. Zabrakło w tym momencie trochę szczęścia – dodał Adrian Stańczak, libero katowickiego zespołu.  (…)

siatka.org – PL:  W katowickim Spodku górą PGE Skra Bełchatów

Siatkarze GKS-u Katowice nie poszli za ciosem po wygranej nad ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Podopieczni Piotra Gruszki w katowickim Spodku okazali się słabsi od PGE Skry Bełchatów jedynie momentami podejmując wyrównaną walkę.  Hala ta zatem po raz kolejny nie przyniosła szczęścia GieKSie.  Najlepszym zawodnikiem spotkania został Grzegorz Łomacz. GKS bardzo dobrze rozpoczął spotkanie. Po ataku Serhija Kapelusa katowiczanie objęli 3-punktowe prowadzenie (3:0). Bełchatowianie jednak szybko doprowadzili do remisu (6:6), a chwilę póżniej PGE Skra wyszła na pierwsze prowadzenie w tym meczu po świetnej kiwce Mariusza Wlazłego (9:8). Od tego momentu, oba zespoły prezentowały dobrą i równą grę przez co żadna z ekip nie potrafiła zbudować bezpiecznej przewagi (15:15). Tę serię przerwał Paweł Pietraszko, a po jego punktowym bloku o czas poprosił Roberto Piazza (18:16). Jednak Skra tak jak w początkowej fazie seta odrobiła straty z nawiązką. Skuteczny atak z krótkiej Karola Kłosa, zmusił Piotra Gruszkę do przerwania gry (20:19). W końcówce świetną zmianę dał Grzegorz Łomacz. Jego zagrywki sprawiły wiele problemów gospodarzom i dzięki nim bełchatowianie do końca seta nie stracili już żadnego punktu i pewnie zwyciężyli (25:20).  (…)

 

siatka.org – Marcin Komenda: Mecze w Spodku nam nie wychodzą

(…)  Ostatnio odnieśliście pięć zwycięstw z rzędu. Po raz czwarty wróciliście do Spodka i czwarty raz kończycie bez punktów. Chyba można powiedzieć, że w tym sezonie ta hala jest dla was pechowa?  Marcin Komenda: – Zgadza się. Mieliśmy ostatnio serię pięciu zwycięstw i na pewno było to coś fajnego. Dało nam to dużo motywacji i mogliśmy się dzięki temu poczuć trochę lepiej. Niestety, dzisiaj mecz nam nie wyszedł, ale Bełchatów zagrał swoją siatkówkę i wystarczyło to na nas. W tym sezonie mecze w Spodku nam nie wychodzą. Nie wiem z czego to wynika. My i goście mamy takie same warunki, więc nie tłumaczmy się halą. Po prostu tak się to wszystko układa, być może akurat wtedy trafia nam się ten słabszy dzień.

Między meczami ze Skrą i ZAKSĄ mieliście niecałe 48 godzin przerwy. Uważasz, że wpływ na to spotkanie mogła mieć ta niespotykanie krótka przerwa? – Myślę, że nie. My jako zawodnicy cieszymy się kiedy możemy często grać. Mecz daje nam mnóstwo frajdy, tym bardziej kiedy mierzymy się z takimi zespołami jak Skra i ZAKSA. Dlatego uważam, że nie miało to żadnego znaczenia. Wydaje mi się, że czuliśmy się dobrze. Skra wygrała z nami siatkarsko i nie ma co ukrywać, ten zespół ma inne cele niż my, więc trzeba przyjąć to z pokorą. Teraz musimy skoncentrować się na kolejnych spotkaniach, bo fajnie by było je wygrać.

Jeśli miałbyś określić to, który z elementów siatkarskiego rzemiosła najmocniej wpłynął na to zwycięstwo bełchatowian? – Na pewno zagrywka. Przeciwnicy zagrywali bardzo mądrze. Może nie były to jakieś bardzo mocne zagrywki, ale ich taktyczne założenia w tym elemencie sprawdzały się. To jest klasowy zespół. Oni wiedzą jak grać i jak poradzić sobie z tymi teoretycznie słabszymi zespołami. Dzisiaj większość naszych niedociągnięć wykorzystali i wygrali ten mecz 3:0. Uważam, że to jest zasłużone zwycięstwo, chociaż mamy lekki niedosyt, bo w jednym secie było naprawdę blisko.

Oglądacie się jeszcze za siebie patrząc na tabelę, czy uważasz że siedmiopunktowa przewaga jest wystarczająca, aby nie spaść na miejsce barażowe? – Na pewno każdy śledzi tabelę, ale nie powinno być to dla nas najistotniejsze. My mamy w każdym meczu dawać z siebie wszystko, a jeśli to się uda to jeszcze nie jedno zwycięstwo możemy odnieść. Musimy podchodzić do każdego meczu mocno skoncentrowani i cieszyć się z tego co robimy. Wtedy zwycięstwa przyjdą i nie będzie potrzeby, aby spoglądać się na tabelę.

Zostało wam pięć kolejek do rozegrania. Terminarz jest dla was dość trudny, bo między innymi mierzycie się u siebie z Jastrzębskim Węglem, czy wyjeżdżacie do Rzeszowa. Macie jakieś określone cele na te spotkania? – Myślę, że jak w większości spotkań w tym sezonie chcemy grać swoją najlepszą siatkówkę. Nasz potencjał i nasz poziom, daje nam duże szanse z większością zespołów. Musimy grać swoje i wtedy nie stoimy na straconej pozycji. W każdym z tych spotkań możemy pokusić się o satysfakcjonujący wynik. Musimy podejść do tych meczów z podniesioną głową i nie patrzeć na dzisiejszą porażkę, tylko po prostu cieszyć się z gry i dawać jak najwięcej radości naszym kibicom i sobie.

 

polsatsport.pl – PlusLiga: Nic dwa razy… GKS wyraźnie przegrał z PGE Skrą

W spotkaniu inaugurującym 25. kolejkę PlusLigi siatkarze GKS Katowice przegrali w Spodku z PGE Skrą Bełchatów 0:3. W dwóch pierwszych setach gospodarze mieli przewagę, jednak w końcówce dali sobie wydrzeć zwycięstwo; w trzecim bełchatowianie wygrali zdecydowanie. W środę ekipa trenera Piotra Gruszki sensacyjnie pokonała na wyjeździe ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle 3:1. Drugiej, podobnej niespodzianki nie udało się siatkarzom GKS sprawić. Konfrontacja w katowickim Spodku zakończyła się zdecydowanym zwycięstwem PGE Skry. Gospodarze dobrze rozpoczęli to spotkanie (3:0), jednak gra się szybko wyrównała i wynik długo oscylował wokół remisu (10:10, 14:14, 16:16). Później dwa punkty dla katowiczan wywalczył Paweł Pietraszko i gospodarze uzyskali przewagę (18:16). W końcówce inicjatywę przejęli jednak siatkarze PGE Skry, którzy dobrze prezentowali się w obronie i skutecznie kontrowali. Wygrali najpierw trzy akcje z rzędu (19:20), następnie kolejne pięć przy zagrywkach Grzegorza Łomacza i zwyciężyli w premierowej partii (20:25). Decydujące punkty dla gości zdobyli Srecko Lisinac i Karol Kłos. Set numer dwa miał podobny scenariusz. Po wyrównanym początku (8:8), gospodarze uzyskali wyraźną przewagę (12:8, 16:12) i znów pozwolili rywalom przejąć inicjatywę w końcowych fragmentach, popełniając przy tym proste błędy. Od stanu 18:14 przyjezdni wygrali pięć kolejnych piłek (18:19). Podopieczni trenera Roberto Piazza nie zmarnowali okazji i wygrali tę odsłonę 25:23. Seta skutecznym atakiem zakończył Patryk Czarnowski.  (…)

sportowefakty.wp.pl – GKS – PGE Skra: bez niespodzianki w katowickim Spodku, bełchatowianie umocnili się pozycji wicelidera

(…) Katowiczanie przystępowali do piątkowego pojedynku w bardzo dobrych humorach po środowej wiktorii z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle (3:1). Jednakże to bełchatowianie byli faworytami starcia w Spodku i chcieli umocnić się na pozycji wicelidera rozgrywek.   (…) Po zmianie stron drużyny walczyły punkt za punkt, a dopiero, gdy katowicki zespół wzmocnił zagrywkę i blok, odskoczył rywalom na cztery punkty (13:9). Nieźle rozgrywał Marcin Komenda, który dobrze współpracował między innymi z Serhiyem Kapelusem. Mimo niekorzystnego rezultatu, wicemistrzowie Polski nie zamierzali odpuszczać i w końcu dopięli swego, doprowadzając do remisu 19:19. Ostatecznie doszło do interesującej końcówki partii, którą ponownie lepiej rozegrali bełchatowscy siatkarze, zwyciężając 25:23. Po dziesięciominutowej przerwie bełchatowianie chcieli postawić kropkę nad „i”, a problemy przeciwnikom sprawiał Srecko Lisinac, który zmienił Czarnowskiego (7:10). Umiejętnie poczynaniami gości kierował Grzegorz Łomacz, zaś jego klubowi koledzy wykorzystywali swoje okazje w ofensywie (14:19). PGE Skra Bełchatów już tylko kontrolowała boiskowe wydarzenia i wygrała 3. część zawodów 25:18, natomiast cały mecz 3:0.  (…)

 

czassiatkowki.pl – PlusLiga: PGE Skra Bełchatów po trzech setach zwycięża w Katowicach

W meczu dwudziestej piątej kolejki PlusLigi zespół GKS-u Katowice podejmował ekipę PGE Skry Bełchatów. Mecz dostarczył kibicom wrażeń, ciekawych wymian i zwrotów akcji na korzyść bełchatowian. Po całkowitej kontroli trzeciego i ostatniego seta wicemistrzowie Polski dopisali do tabeli komplet punktów. MVP spotkania został wybrany Grzegorz Łomacz.  (…)  Trzeciego seta korzystniej rozpoczęli siatkarze z Bełchatowa, obejmując po pierwszych akcjach dwupunktowe prowadzenie (4:2). Katowiczanie nie tracili z nimi kontaktu, dosyć szybko doprowadzając do wyrównania (6:6). Bełchatowscy gracze szybko odzyskali swoją przewagę (9:6), utrzymując się na prowadzeniu. Czteropunktowa przewaga poskutkowała przerwą na żądanie trenera Piotra Gruszki (16:12). To jednak nie zdało się na nic. Bełchatowianie nie wypuszczali z rąk swojego prowadzenia, zapisując na swoim koncie zarówno te partię, jak i cały mecz (25:18).  (…)

skra.pl – Wygrywamy w Spodku 3:0

W 25 kolejce PlusLigi PGE Skra wygrała wyjazdowe spotkanie z GKS-em Katowice 3:0. Statuetkę MVP odebrał Grzegorz Łomacz. Premierowy set był wyrównany i rozstrzygnął się dopiero w końcówce. Na podwójną zmianę pojawili się Grzegorz Łomacz i Srećko Lisinac. Pierwszy przywitał się z publicznością asem serwisowym, drugi atakiem ze skrzydła i to przesądziło o zwycięstwie PGE Skry. Najjaśniejszą postacią w przekroju całej partii był jednak Milad Ebadipour (6 zdobytych punktów). W drugiej odsłonie przy prowadzeniu gospodarzy 12:8 trener Roberto Piazza powtórzył ten manewr… i raz jeszcze zaskoczył on rywali. Serb potwierdził, że atak ze skrzydła nie stanowi dla niego problemu, a chwilę później przy zagrywkach naszego rozgrywającego bełchatowianie wyszli na prowadzenie. Wspomniana dwójka pozostała na parkiecie na trzecią partię, ale Lisinac powrócił już na swoją nominalną pozycję środkowego. Gra bełchatowian była w tym fragmencie pewniejsza, a ich przewaga wyraźniejsza. Wygrali do 18 i całe spotkanie 3:0.  (…)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli.

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga