Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci? – po porażce w Warszawie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Spotkanie z ONICO miało troszkę dziwny przebieg, a jak oceniły go portale internetowe?

katowickisport.pl – GKS Katowice szybko zgasł i przegrał

Drugi mecz wyjazdowy okazał się dla GKS-u Katowice nieudany. Zaczęli imponująco i wygrali inauguracyjnego seta, jednak nie potrafili utrzymać poziomu gry i w rezultacie ponieśli drugą porażkę z rzędu. Katowiczanie nie mieli nic do stracenia i do I seta przystąpili niezwykle skupieni, ale również rozluźnieni. Od pierwszej piłki zaczęli silnie serwować i wszystko im doskonale wychodziło. Gospodarze nawet nieźle przyjmowali, ale byli zupełnie bezradni w ataku. A tymczasem podopieczni Piotra Gruszka nie tylko dobrze serwowali, ale nieźle działał blok-obrona, a przede wszystkim świetnie funkcjonowała kontra. Sierhiej Kapelus wręcz szalał i kończył niemal wszystkie ataki z 2. linii. Od stanu 4:2 katowiczanie systematycznie powiększali przewagę i gdy osiągnęli 12 pkt (19:7) już nikt nie miał wątpliwości, kto zostanie zwycięzcą tej partii. Jedyną niewiadomą było ile punktów zdobędą gospodarze. Ostatecznie „uciułali” zaledwie 10 pkt, w 3 z ataku oraz 7 po błędach rywali – to zestawienie jest wielce wymowne. Doskonale zdawaliśmy sobie sprawę, że tak wysokiego poziomu katowiczanie nie utrzymają. Stephane Antiga pod koniec I seta dokonywał różnych zmian w ustawieniu, ale w kolejnym powrócił do wyjściowego składu i to przyniosło efekt. Stołeczni siatkarze przełamali niemoc i zaczęli grać agresywniej. Przede wszystkim zaczęli odważnie oraz mocno serwować i to sprawiło, że zdecydowanie lepiej się prezentowali w ataku. Antoine Brizard, francuski rozgrywający ONICO, dokonywał właściwych wyborów i zaczął grać śmielej środkiem. W poprzedniej partii Andrzej Wrona i jego koledzy prezentowali jak słupy telegraficzne. Ani nie blokowali, ani nie atakowali, bo nie mieli ku temu okazji. Po zmianie stron byli już aktywniejsi, ale to zasługa rozgrywającego. Gospodarze nie mieli żadnych problemów z wyrównaniem stanu meczu i udali się na 10-minutową przerwę.
Ona dość często zmienia oblicze zespołu. Ale nie tym razem. Ekipa Antigi utrzymała poziom zarówno w przyjęciu, jak i w ataku. Przy stanie 19:15 trener Gruszka wziął czas i zaapelował do zawodników, by podjęli walkę, bo jeszcze nic straconego. Nic z tego! W ostatniej odsłonie było trochę walki, ale to stołeczny zespół dyktował warunki. Gdy pojawił się na parkiecie Rafał Sobański, katowiczanie się ożywili i zaczęli odrabiać straty. Jednak ich nie zdołali zniwelować i w rezultacie zaliczyli kolejną porażkę. Tym razem z zespołem, który jest stawiany w gronie faworytów do podium. Teraz przed GKS-em kolejne trudne zadanie, bo siatkarzy czeka wyjazd do innego silnego rywala – Trefla Gdańsk.  (…)

 

siatka.org/pl – PlusLiga: Trzy punkty ONICO w meczu z GKS-em Katowice

Siatkarze Onico Warszawa wygrali z GKS-em Katowice 3:1 i dopisali do swojego dorobku punktowego trzy punkty. Tylko w pierwszej partii podopieczni Stephane’a Antigi musieli uznać wyższość katowiczan, w pozostałych trzech byli górą i dzięki tej wygranej znaleźli się na trzecim miejscu w tabeli z siedmioma punktami. Zespół z Katowic doznał drugiej porażki z rzędu i zajmuje dziewiątą lokatę z dorobkiem trzech punktów. (…)

polsatsport.pl – Pierwsze zwycięstwo trenera Antigi w PlusLidze

(…)  Przed meczem obie ekipy miały na koncie po jednej wygranej i jednej porażce. Drużyna ze stolicy, jeszcze bez Antigi na ławce trenerskiej, na inaugurację pewnie ograła w Bydgoszczy Łuczniczkę 3:0. Francuski trener pojawił się w Polsce dopiero dzień przed drugim meczem, w którym siatkarze Onico ulegli w Ergo Arenie Treflowi Gdańsk 2:3. W poniedziałek po raz pierwszy w tym sezonie zaprezentowali się na parkiecie Torwaru, a ich rywalem była ekipa GKS Katowice.  (…) W premierowej odsłonie starcia Onico z katowiczanami doszło do rzadko spotykanego na tym poziomie pogromu gospodarzy. Przyjezdni przeważali od początku (2:6, 3:8) i powiększali dystans w dalszej części seta. Siatkarze GKS grali skutecznie w ataku, dołożyli dwa oczka zagrywką. Siatkarze ze stolicy w całej odsłonie zdobyli zaledwie trzy punkty! Pozostałe siedem podarowali im rywale… W efekcie set zakończył się wynikiem 10:25.  (…)

sportowefakty.wp.pl – ONICO Warszawa – GKS Katowice: Torwar nadal niezdobyty przez GKS. Pewna wygrana ONICO

Na zakończenie 3 kolejki PlusLigi naprzeciwko siebie stanęły drużyny ONICO Warszawa i GKS Katowice. W spotkaniu stojącym na dość nierównym poziomie, lepsi okazali się warszawianie, którzy wygrali 3:1.  (…) Początek drugiego seta wyglądał już zupełnie inaczej. Sygnał do ataku dał Bartosz Kwolek, który był głównym zdobywcą punktów w tej części spotkania, zarówno atakiem, jak i zagrywką. Potem do akcji włączali się kolejni zawodnicy ONICO. A katowiczanie stracili sporo ze swojej skuteczności i to Piotr Gruszka musiał dokonywać zmian w składzie. Jedna z nich przyniosła nawet częściowo rezultat. Gdy przy stanie 23:17 w polu zagrywki stanął Dominik Witczak, to zdobył trzy kolejne punkty. Ale chwilę później sam się pomylił i stołeczni mieli set na wyciągnięcie ręki. Szansę na doprowadzenie do remisu wykorzystał Nikola Gjorgiew, który skończył atak.  (…)

 

czassiatkowki.pl – PlusLiga: Mimo słabego początku warszawianie wygrywają za trzy punkty

(…) Trzecią partię lepiej rozpoczęli goście, popisując się punktowym atakiem oraz asem serwisowym (2:0). Po kilku sekundach, gospodarze doprowadzili do wyrównania dokładnie w ten sam sposób (2:2). Od stanu 5:5 obie drużyny wyrównały poziom swojej gry. Po bloku Antoine Brizarda, Piotr Gruszka poprosił o czas (9:11). As serwisowy Bartosza Kwolka, pozwolił warszawianom odskoczyć na pięć punktów (17:12). Prowadzenie gospodarzy było już na tyle wysokie, że bez przeszkód mogli kontrolować grę (22:15). Szkoleniowiec GKS-u Katowice wziął drugi czas w nadziei, że uda się jeszcze uratować tego seta. Błąd w zagrywce Barłomieja Krulickiego zakończył trzecią odsłonę na korzyść gospodarzy (17:25).  (…)

onicowarszawa.pl – Udana inauguracja przed warszawską publicznością. ONICO 3:1 GKS

(…)  Dalszy scenariusz nie mógł być inny – ONICO poszło za ciosem i rozpoczęło seta od prowadzenia 9:3. Najskuteczniejszym zawodnikiem naszej drużyny był Bartek Kwolek, który nie tylko skutecznie serwował i atakował, ale i łapał rywali na pojedynczy blok. Warszawianie niesieni dopingiem swoich kibiców nie mogli wypuścić z rąk takiej przewagi – choć siatkarze Piotra Gruszki mieli jeszcze swoje pięć minut – i zwyciężyli seta do 21, a cały mecz 3:1.  (…)

 

volleyworld.pl – Marcin Komenda: Myślę, że mamy potencjał, który możemy wykorzystać

(…) Jesteś nowym zawodnikiem w drużynie. Jak przyjął Cię zespół i jak układa się Wam współpraca na boisku?

Ze współpracą pod względem charakterologicznym nie mam żadnych problemów, z chłopakami rozumiemy się dobrze. Wiadomo, że na boisku jeszcze trzeba pewne rzeczy zgrać, bo to nie przychodzi od razu. Dlatego musimy cały czas na treningach ciężko pracować, żeby to wszystko szło we właściwym kierunku. Myślę, że z dnia na dzień jest coraz lepiej, ale musimy być cierpliwi, bo siatkówka to tak naprawdę sport błędów i sport, w którym trzeba być cierpliwym.

Jak po okresie przygotowawczym i pierwszych trzech meczach ligowych oceniłbyś GKS Katowice? Gdybyś miał wskazać słabe i mocne strony zespołu, byłyby to…?

Myślę, że w każdym elemencie musimy pracować, bo tylko to nam może pomóc w rozwijaniu się i stawaniu się coraz lepszym zespołem. Chcemy w każdym meczu grać jak najlepiej i myślę, że jeżeli to się uda, to będziemy mogli walczyć o wysokie pozycje. Ale najpierw musimy grać dobrze. Póki co w Radomiu wygraliśmy, później z Bydgoszczą i teraz z Warszawą wyszło jak wyszło, dlatego musimy skupić się na tym, by cały czas iść do przodu, cały czas się rozwijać jeżeli tak będzie, to wszystko przed nami. Myślę, że mamy potencjał, który możemy wykorzystać, tylko musimy znaleźć niedoskonałości i to, co jest niewłaściwe i właśnie nad tym popracować. Według mnie ten mecz pokazał, że zdarzają nam się przestoje, które wybijają nas z rytmu i nie pomagają nam w grze. W tym spotkaniu myślę, że te właśnie przestoje, które mieliśmy od drugiego seta, trochę nas wypchnęły z właściwych torów. Szkoda, że tak się stało. Jest to kolejna cenna i bolesna lekcja, ale myślę, że możemy naprawdę dużo z niej wynieść, jeśli dobrze do tego podejdziemy.

Obserwując Waszą grę w pierwszym secie wydawało się, że porażka z Bydgoszczą z poprzedniej kolejki zupełnie uciekła Wam z głowy. Graliście rewelacyjnie, co odzwierciedlał również wynik tej partii.  Później jednak mecz potoczył się zupełnie inaczej. Skąd to się wzięło?

Wydaje mi się, że w pierwszym secie Warszawa nie zagrała swojej siatkówki, którą potrafi, a my faktycznie zagraliśmy naprawdę rewelacyjnie. Potem, tak jak mówisz, wszystko się trochę zmieniło. Myślę, że Warszawa zaczęła grać lepiej, a my z kolei zaczęliśmy grać słabiej i wszystko poszło w kierunku tego, że Warszawa wygrała 3:1. Szkoda, że tak się stało, bo ten pierwszy set napawał optymizmem i dawał duże nadzieje na ten mecz. Niestety wyszło jak wyszło, teraz nic już z tym nie zrobimy, trzeba po prostu wyciągnąć wnioski na przyszłość.

A propos wyciągania wniosków – kolejny mecz gracie na wyjeździe z Treflem Gdańsk, który w ostatniej kolejce po tie-break’u pokonał ONICO Warszawę. Czego oczekujesz po kolejnym spotkaniu, jak Twoim zdaniem może ułożyć się ten pojedynek?

Jestem pewien, że to będzie trudny mecz, bo Trefl Gdańsk jest bardzo mocnym zespołem. Myślę, że w tym roku będzie walczył o najwyższe cele w PlusLidze. Dlatego musimy naprawdę zagrać na równym, stabilnym poziomie, żebyśmy mogli pokusić się o fajny wynik. Myślę, że gdybyśmy zagrali tak, jak w niektórych setach w tym sezonie, w których pokonywaliśmy rywali, chociażby jak w tym pierwszym secie tu na Torwarze, to wtedy można liczyć na fajny wynik. Tak naprawdę wszystko zależy od nas, bo jeżeli my będziemy grali średnio, bądź słabo, to pewnie będzie ciężko coś ugrać, dlatego musimy się skupić na swojej grze, docenić klasę rywala, ale wiemy też, po co tam jedziemy i co jest naszym priorytetem.

 

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Felietony Hokej

Czy możemy narzekać na najlepszą drużynę ostatnich pięciu lat?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.

Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.

Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.

Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?

Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.

Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.

Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?

Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga