Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci? – po porażce w Warszawie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Spotkanie z ONICO miało troszkę dziwny przebieg, a jak oceniły go portale internetowe?

katowickisport.pl – GKS Katowice szybko zgasł i przegrał

Drugi mecz wyjazdowy okazał się dla GKS-u Katowice nieudany. Zaczęli imponująco i wygrali inauguracyjnego seta, jednak nie potrafili utrzymać poziomu gry i w rezultacie ponieśli drugą porażkę z rzędu. Katowiczanie nie mieli nic do stracenia i do I seta przystąpili niezwykle skupieni, ale również rozluźnieni. Od pierwszej piłki zaczęli silnie serwować i wszystko im doskonale wychodziło. Gospodarze nawet nieźle przyjmowali, ale byli zupełnie bezradni w ataku. A tymczasem podopieczni Piotra Gruszka nie tylko dobrze serwowali, ale nieźle działał blok-obrona, a przede wszystkim świetnie funkcjonowała kontra. Sierhiej Kapelus wręcz szalał i kończył niemal wszystkie ataki z 2. linii. Od stanu 4:2 katowiczanie systematycznie powiększali przewagę i gdy osiągnęli 12 pkt (19:7) już nikt nie miał wątpliwości, kto zostanie zwycięzcą tej partii. Jedyną niewiadomą było ile punktów zdobędą gospodarze. Ostatecznie „uciułali” zaledwie 10 pkt, w 3 z ataku oraz 7 po błędach rywali – to zestawienie jest wielce wymowne. Doskonale zdawaliśmy sobie sprawę, że tak wysokiego poziomu katowiczanie nie utrzymają. Stephane Antiga pod koniec I seta dokonywał różnych zmian w ustawieniu, ale w kolejnym powrócił do wyjściowego składu i to przyniosło efekt. Stołeczni siatkarze przełamali niemoc i zaczęli grać agresywniej. Przede wszystkim zaczęli odważnie oraz mocno serwować i to sprawiło, że zdecydowanie lepiej się prezentowali w ataku. Antoine Brizard, francuski rozgrywający ONICO, dokonywał właściwych wyborów i zaczął grać śmielej środkiem. W poprzedniej partii Andrzej Wrona i jego koledzy prezentowali jak słupy telegraficzne. Ani nie blokowali, ani nie atakowali, bo nie mieli ku temu okazji. Po zmianie stron byli już aktywniejsi, ale to zasługa rozgrywającego. Gospodarze nie mieli żadnych problemów z wyrównaniem stanu meczu i udali się na 10-minutową przerwę.
Ona dość często zmienia oblicze zespołu. Ale nie tym razem. Ekipa Antigi utrzymała poziom zarówno w przyjęciu, jak i w ataku. Przy stanie 19:15 trener Gruszka wziął czas i zaapelował do zawodników, by podjęli walkę, bo jeszcze nic straconego. Nic z tego! W ostatniej odsłonie było trochę walki, ale to stołeczny zespół dyktował warunki. Gdy pojawił się na parkiecie Rafał Sobański, katowiczanie się ożywili i zaczęli odrabiać straty. Jednak ich nie zdołali zniwelować i w rezultacie zaliczyli kolejną porażkę. Tym razem z zespołem, który jest stawiany w gronie faworytów do podium. Teraz przed GKS-em kolejne trudne zadanie, bo siatkarzy czeka wyjazd do innego silnego rywala – Trefla Gdańsk.  (…)

 

siatka.org/pl – PlusLiga: Trzy punkty ONICO w meczu z GKS-em Katowice

Siatkarze Onico Warszawa wygrali z GKS-em Katowice 3:1 i dopisali do swojego dorobku punktowego trzy punkty. Tylko w pierwszej partii podopieczni Stephane’a Antigi musieli uznać wyższość katowiczan, w pozostałych trzech byli górą i dzięki tej wygranej znaleźli się na trzecim miejscu w tabeli z siedmioma punktami. Zespół z Katowic doznał drugiej porażki z rzędu i zajmuje dziewiątą lokatę z dorobkiem trzech punktów. (…)

polsatsport.pl – Pierwsze zwycięstwo trenera Antigi w PlusLidze

(…)  Przed meczem obie ekipy miały na koncie po jednej wygranej i jednej porażce. Drużyna ze stolicy, jeszcze bez Antigi na ławce trenerskiej, na inaugurację pewnie ograła w Bydgoszczy Łuczniczkę 3:0. Francuski trener pojawił się w Polsce dopiero dzień przed drugim meczem, w którym siatkarze Onico ulegli w Ergo Arenie Treflowi Gdańsk 2:3. W poniedziałek po raz pierwszy w tym sezonie zaprezentowali się na parkiecie Torwaru, a ich rywalem była ekipa GKS Katowice.  (…) W premierowej odsłonie starcia Onico z katowiczanami doszło do rzadko spotykanego na tym poziomie pogromu gospodarzy. Przyjezdni przeważali od początku (2:6, 3:8) i powiększali dystans w dalszej części seta. Siatkarze GKS grali skutecznie w ataku, dołożyli dwa oczka zagrywką. Siatkarze ze stolicy w całej odsłonie zdobyli zaledwie trzy punkty! Pozostałe siedem podarowali im rywale… W efekcie set zakończył się wynikiem 10:25.  (…)

sportowefakty.wp.pl – ONICO Warszawa – GKS Katowice: Torwar nadal niezdobyty przez GKS. Pewna wygrana ONICO

Na zakończenie 3 kolejki PlusLigi naprzeciwko siebie stanęły drużyny ONICO Warszawa i GKS Katowice. W spotkaniu stojącym na dość nierównym poziomie, lepsi okazali się warszawianie, którzy wygrali 3:1.  (…) Początek drugiego seta wyglądał już zupełnie inaczej. Sygnał do ataku dał Bartosz Kwolek, który był głównym zdobywcą punktów w tej części spotkania, zarówno atakiem, jak i zagrywką. Potem do akcji włączali się kolejni zawodnicy ONICO. A katowiczanie stracili sporo ze swojej skuteczności i to Piotr Gruszka musiał dokonywać zmian w składzie. Jedna z nich przyniosła nawet częściowo rezultat. Gdy przy stanie 23:17 w polu zagrywki stanął Dominik Witczak, to zdobył trzy kolejne punkty. Ale chwilę później sam się pomylił i stołeczni mieli set na wyciągnięcie ręki. Szansę na doprowadzenie do remisu wykorzystał Nikola Gjorgiew, który skończył atak.  (…)

 

czassiatkowki.pl – PlusLiga: Mimo słabego początku warszawianie wygrywają za trzy punkty

(…) Trzecią partię lepiej rozpoczęli goście, popisując się punktowym atakiem oraz asem serwisowym (2:0). Po kilku sekundach, gospodarze doprowadzili do wyrównania dokładnie w ten sam sposób (2:2). Od stanu 5:5 obie drużyny wyrównały poziom swojej gry. Po bloku Antoine Brizarda, Piotr Gruszka poprosił o czas (9:11). As serwisowy Bartosza Kwolka, pozwolił warszawianom odskoczyć na pięć punktów (17:12). Prowadzenie gospodarzy było już na tyle wysokie, że bez przeszkód mogli kontrolować grę (22:15). Szkoleniowiec GKS-u Katowice wziął drugi czas w nadziei, że uda się jeszcze uratować tego seta. Błąd w zagrywce Barłomieja Krulickiego zakończył trzecią odsłonę na korzyść gospodarzy (17:25).  (…)

onicowarszawa.pl – Udana inauguracja przed warszawską publicznością. ONICO 3:1 GKS

(…)  Dalszy scenariusz nie mógł być inny – ONICO poszło za ciosem i rozpoczęło seta od prowadzenia 9:3. Najskuteczniejszym zawodnikiem naszej drużyny był Bartek Kwolek, który nie tylko skutecznie serwował i atakował, ale i łapał rywali na pojedynczy blok. Warszawianie niesieni dopingiem swoich kibiców nie mogli wypuścić z rąk takiej przewagi – choć siatkarze Piotra Gruszki mieli jeszcze swoje pięć minut – i zwyciężyli seta do 21, a cały mecz 3:1.  (…)

 

volleyworld.pl – Marcin Komenda: Myślę, że mamy potencjał, który możemy wykorzystać

(…) Jesteś nowym zawodnikiem w drużynie. Jak przyjął Cię zespół i jak układa się Wam współpraca na boisku?

Ze współpracą pod względem charakterologicznym nie mam żadnych problemów, z chłopakami rozumiemy się dobrze. Wiadomo, że na boisku jeszcze trzeba pewne rzeczy zgrać, bo to nie przychodzi od razu. Dlatego musimy cały czas na treningach ciężko pracować, żeby to wszystko szło we właściwym kierunku. Myślę, że z dnia na dzień jest coraz lepiej, ale musimy być cierpliwi, bo siatkówka to tak naprawdę sport błędów i sport, w którym trzeba być cierpliwym.

Jak po okresie przygotowawczym i pierwszych trzech meczach ligowych oceniłbyś GKS Katowice? Gdybyś miał wskazać słabe i mocne strony zespołu, byłyby to…?

Myślę, że w każdym elemencie musimy pracować, bo tylko to nam może pomóc w rozwijaniu się i stawaniu się coraz lepszym zespołem. Chcemy w każdym meczu grać jak najlepiej i myślę, że jeżeli to się uda, to będziemy mogli walczyć o wysokie pozycje. Ale najpierw musimy grać dobrze. Póki co w Radomiu wygraliśmy, później z Bydgoszczą i teraz z Warszawą wyszło jak wyszło, dlatego musimy skupić się na tym, by cały czas iść do przodu, cały czas się rozwijać jeżeli tak będzie, to wszystko przed nami. Myślę, że mamy potencjał, który możemy wykorzystać, tylko musimy znaleźć niedoskonałości i to, co jest niewłaściwe i właśnie nad tym popracować. Według mnie ten mecz pokazał, że zdarzają nam się przestoje, które wybijają nas z rytmu i nie pomagają nam w grze. W tym spotkaniu myślę, że te właśnie przestoje, które mieliśmy od drugiego seta, trochę nas wypchnęły z właściwych torów. Szkoda, że tak się stało. Jest to kolejna cenna i bolesna lekcja, ale myślę, że możemy naprawdę dużo z niej wynieść, jeśli dobrze do tego podejdziemy.

Obserwując Waszą grę w pierwszym secie wydawało się, że porażka z Bydgoszczą z poprzedniej kolejki zupełnie uciekła Wam z głowy. Graliście rewelacyjnie, co odzwierciedlał również wynik tej partii.  Później jednak mecz potoczył się zupełnie inaczej. Skąd to się wzięło?

Wydaje mi się, że w pierwszym secie Warszawa nie zagrała swojej siatkówki, którą potrafi, a my faktycznie zagraliśmy naprawdę rewelacyjnie. Potem, tak jak mówisz, wszystko się trochę zmieniło. Myślę, że Warszawa zaczęła grać lepiej, a my z kolei zaczęliśmy grać słabiej i wszystko poszło w kierunku tego, że Warszawa wygrała 3:1. Szkoda, że tak się stało, bo ten pierwszy set napawał optymizmem i dawał duże nadzieje na ten mecz. Niestety wyszło jak wyszło, teraz nic już z tym nie zrobimy, trzeba po prostu wyciągnąć wnioski na przyszłość.

A propos wyciągania wniosków – kolejny mecz gracie na wyjeździe z Treflem Gdańsk, który w ostatniej kolejce po tie-break’u pokonał ONICO Warszawę. Czego oczekujesz po kolejnym spotkaniu, jak Twoim zdaniem może ułożyć się ten pojedynek?

Jestem pewien, że to będzie trudny mecz, bo Trefl Gdańsk jest bardzo mocnym zespołem. Myślę, że w tym roku będzie walczył o najwyższe cele w PlusLidze. Dlatego musimy naprawdę zagrać na równym, stabilnym poziomie, żebyśmy mogli pokusić się o fajny wynik. Myślę, że gdybyśmy zagrali tak, jak w niektórych setach w tym sezonie, w których pokonywaliśmy rywali, chociażby jak w tym pierwszym secie tu na Torwarze, to wtedy można liczyć na fajny wynik. Tak naprawdę wszystko zależy od nas, bo jeżeli my będziemy grali średnio, bądź słabo, to pewnie będzie ciężko coś ugrać, dlatego musimy się skupić na swojej grze, docenić klasę rywala, ale wiemy też, po co tam jedziemy i co jest naszym priorytetem.

 

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do meczu z Pogonią

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz w Szczecinie był ostatnim w tym sezonie. Oczywiście jako redakcja pojawiliśmy się na każdym z 34 meczów ligowych i 5 spotkań Pucharu Polski. Nie będziemy tym razem pisać, że zamykamy temat meczu, bo będzie on w naszych sercach jeszcze bardzo długo. Ale post scriptum musi być.

1. Tym razem pojechaliśmy aż w 5 osób: Misiek, Flifen, Kazik, Marcin i moja skromna osoba. Mieliśmy więc bardzo mocny skład na ten daleki wyjazd. Po meczu więc mieliście okazję obejrzeć m.in. trzy galerie.

2. Wyjazd mieliśmy zaplanowany wcześnie, bo chcieliśmy jeszcze w Szczecinie mieć czas na Ziemniaka. Jak to mówi Misiek – od mojego powrotu trochę zmieniły się zwyczaje – wcześniej redakcja na wyjazdach była o kanapkach, a teraz stołujemy się w knajpach 😊

3. Na mecz wziąłem amulet. Akredytację z Gryfa Wejherowo, czyli pierwszego meczu wyjazdowego w drugiej kadencji Rafała Góraka. GKS wygrał wtedy 2:0. Siedem lat odbudowy. Doprowadziło nas to do europejskich pucharów.

4. Droga była długa, bardzo długa. Zarówno tam i powrót subiektywnie wydawał się dużo bardziej mozolny niż droga do Białegostoku czy Trójmiasta.

5. Oczywiście w tamtą stronę nie brakowało ultraabsurdalnych rozmów. Musiał nam jakoś ten czas zlatywać, w końcu późnym popołudniem już miała być pełna powaga i skupienie.

6. Mogliśmy podziwiać górującą nad Dolnym Śląskiem Ślężę, która zawsze pięknie prezentuje się z autostrady. No i przejeżdżaliśmy obok Świebodzina, gdzie posąg Jezusa jest wyższy niż w Rio.

7. Gdzieś tam po drodze mini postój na mini jedzenie. Pogoda była ładna, wszystko zapowiadało piękną aurę podczas tej ostatniej kolejki na polskich stadionach.

8. Do Szczecina dojechaliśmy nieco przed piętnastą. Mieliśmy już upatrzoną knajpę, w której byliśmy rok temu, czyli „Ziemniak i spółka”. Już wiele miesięcy wcześniej mówiliśmy, że w ostatniej kolejce to będzie obowiązkowy punkt programu.

9. No właśnie – rok temu byliśmy w niedzielę, więc była duża kolejka. Tym razem kolejki nie było żadnej, do tego chłopaki zgadali się z dwoma ziomkami, którzy zajęli nam miejsce. Wszystko więc poszło szybko i sprawnie.

10. Zamówienie też przebiegło sprawnie. Dostaliśmy swoje ziemniaki, względnie inne dania, jak Misiek, który miał piramidkę z placków ziemniaczanych i schabowych. Wyglądało wybitnie, więc to chyba będzie mój wybór w następnym sezonie.

11. Naprawdę wszystko przebiegło bardzo szybko. Dzięki temu nic nam się nie opóźniło, a też do stadionu mieliśmy niedaleko. Ponownie więc przejechaliśmy przez Plac Wolności Platz, czyli Platz, który do złudzenia przypomina nasz Plac Wolności w Katowicach.

12. Po chwili byliśmy pod stadionem Pogoni Szczecin. Tym razem wiedzieliśmy już, gdzie się kierować, więc od razu wjechaliśmy na parking. Obok oczywiście było boczne boisko, na którym GieKSa grała kilka lat temu mecz Pucharu Polski z Pogonią II. Ale o tym już pisaliśmy. Ten mecz pamiętają Arkadiusz Jędrych, Marcin Wasielewski i Adrian Błąd.

13. Tym razem akredytacje były do odbioru w innym miejscu. Rok temu odbieraliśmy je w takim czarnym budynku. Teraz normalnie były w kasie. Wszystko dużymi literami, dlatego poszło szybko i znów bardzo sprawnie.

14. Kibice zbierali się na mecz. Sympatycy Pogoni zadowoleni, że w poprzednim spotkaniu udało im się zapewnić ligowy byt. Chcieli godnie pożegnać swój zespół po tych – niezbyt udanych – rozgrywkach.

15. No i już też wiedzieliśmy, gdzie kierować się do wejścia na stadion. Rok temu pobłądziliśmy – z naszej winy, bo nie przeczytaliśmy informacji na akredytacjach. Teraz więc wszystko było wiadomo, co, jak i gdzie.

16. Weszliśmy, przetrzepali nas i się rozdzieliliśmy, każdy poszedł w swoją stronę. Ja najpierw zakupiłem proporczyk Pogoni. Na różnych stadionach czasem mają, a czasem nie. Udało mi się kupić na Arce czy Cracovii, ale na większości nie było.

17. Poszedłem na dół, znaczy najpierw na górę, bo popierniczyły mi się kierunki, do Sali konferencyjnej. Zazwyczaj podczas meczu wypijam kilka herbat, ale tym razem po tym jedzeniu, nie miałem za bardzo ochoty. Wziąłem więc składy i udałem się na prasówkę.

18. Gdy zobaczyłem, że prawie wszystkie miejsca są oklejone nazwami poszczególnych redakcji, trochę się zirytowałem. Zobaczyłem jednak, że po drugiej stronie też są miejsca ze stolikami, nawet wygodniejsze. Tam więc usiadłem, myśląc, że to nadal są miejsca prasowe.

19. Ku mojemu zdziwieniu przyszedł pan starszy z panem średnim i powiedzieli, że mają na te miejsca bilety. Moja irytacja się zwiększyła, no ale skoro mieli bilety, to co miałem zrobić. Sympatyczni byli. Mimo więc, że byłem już porozkładany i podłączony – musiałem się ewakuować.

20. Wróciłem na pierwotne miejsca i jednak dostrzegłem wolne, więc je zająłem. W takim najniższym rzędzie, przed barierką. To jeszcze jednak nie było problemem, bo widoczność była okej. Większym kłopotem było to, że przed stanowiskiem dosłownie było przejście, którym chodzili kibice i – co gorsza – stali se przy barierkach. Na szczęście podczas meczu się usunęli i nie zasłaniali.

21. I pewnie dobrze, bo był kilka miejsc dalej taki furiat, który, jak ktoś z rzędów już zwykłych kibicowskich przed nim wstawał, to darł się na niego i mocno przeklinał. Z jednej strony rozumiałem złość, ale z drugiej tak łatwo dać się podpalać to zdeczko niefajne.

22. Ten sam jegomość w pewnym momencie odwalił już mega słabą akcję. Jeszcze przed meczem chodził sobie jakiś długowłosy człowiek w tym miejscu. Jakiś chłopak poprosił go o zdjęcie, więc akurat selfiak był robiony dokładnie przed stanowiskiem tego furiata. I ten normalnie walnął tego długowłosego.

23. Nie rozpoznałem go wcześniej, ale po meczu na socialach Pogoni zobaczyłem, że to był Alex Gorgon, czyli były piłkarz Portowców, który zresztą w poprzednim sezonie strzelił nam bramkę na starej jeszcze Bukowej. No i wyobraźcie sobie to – przyjeżdża były piłkarz, lubiany piłkarz, a jakiś facet go wali po plecach, bo ten sobie robi zdjęcie z młodym kibicem.

24. Do meczu było coraz bliżej. Ostatecznie warunki do pracy nieidealne, ale dobre. Prąd jest, stolik wystarczający jest, widoczność okej. Pozostawało tylko czekać na rozpoczęcie spotkania.

25. Pierwsza połowa jaka była – każdy widział. Beznadziejna w naszym wykonaniu. Pogoń objęła prowadzenie. Kibice gospodarzy bardzo głośno dopingowali, kompletnie nie odpuścili ostatniego meczu. Sektor gości też głośno wspierał swoich zawodników.

26. W przerwie był niepokój. GKS przegrywał, Legia wygrywała, więc to piłkarze ze stolicy byli w pucharach. Czekało nas ciężkie 45 minut. Takie, w których trzeba było zagrać dużo lepiej.

27. Minuty mijały. Nadzieja była, ale czasu coraz mniej. Świetnych sytuacji nie wykorzystał Mateusz Wdowiak. Lukas trafił w poprzeczkę. Trener robił już ostateczne roszady w ustawieniu.

28. Czerwona kartka dla Kamińskiego wlała trochę nadziei. Gdyby do końca pozostawało pół godziny, ta nadzieja byłaby wielka. Tu mieliśmy 7-8 minut do końca, więc tliła się. Ale gospodarze grali w dziesiątkę i mieli napastnika w bramce. My też mieliśmy kontuzjowanego bramkarza.

29. Potem to już była tylko historia. Borja Galan przeprowadził kapitalną akcję, podał do Marcela, a ten z 16 metrów strzelił tak, że Cuić nie wiedział czy bronić ręką czy nogą. Ostatecznie w pewnym sensie to był strzał perfekcyjny, bo totalnie zdezorientował bramkarza.

30. Wybuch radości, ekstaza, na boisku i na trybunach. Kilka minut jeszcze przetrwaliśmy bez większego problemu i sędzia zakończył mecz.

31. Nie będę się powtarzał z felietonu z tym, że nie wiedziałem, w co ręce włożyć. Plus ten kontekst emocjonalny. Zrobiłem więc swoją robotę, Flifen wrzucił relację i można było udać się na konferencję prasową.

32. Zadziwiająco było na niej mało dziennikarzy. Znaczy większość to byliśmy my, z Katowic i tylko kilku Szczecinian. Wśród regionalnych mediów, w przeciwieństwie do kibiców, ten mecz jak widać nie wzbudził większego zainteresowania.

33. Co ciekawe – istnieje taka obiegowa opinia, że Szczecin był/jest dla nas bardzo trudnym terenem. Uwielbiam tę opinię, bo jest powielana z dawnych czasów, jeszcze z lat 90. A przecież w nowej historii GKS Katowiczanie wcześniej wygrali tam raz i przegrali dwa razy. Więc nie aż tak źle. Bardzo trudnym terenem to jest dla nas Widzew, gdzie na ileś prób nie wygraliśmy meczu, zaliczając jedynie dwa remisy.

34. No i po raz drugi przeżyliśmy euforię w doliczonym czasie gry. Pamiętamy słynne 4:3 z 2010 roku i remontadę z 1:3 na 4:3 w końcówce. To było jeszcze na starym stadionie. Teraz – już na nowym – znów to mieliśmy okazję przeżyć.

35. Porobiliśmy swoje na salce, oczekiwanie na konferencję się bardzo przedłużało. Wróciliśmy do auta i ruszyliśmy do Katowic. Po drodze jeszcze oczywiście Maczek 😊

36. W drodze powrotnej byliśmy radośni i zmęczeni. Snuliśmy plany. Zastanawialiśmy się, jak ogarniemy puchary, jako redakcja, głównie jeśli chodzi o mecze wyjazdowe. Wyzwania przed nami. Radosne wyzwania. Możemy być dumni.

37. W stolicy Górnego Śląska byliśmy już, gdy było jasno. Po piątej rano. Mogliśmy wrócić do domu i w radości położyć się spać.

38. GieKSa w Europie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Czerwiński: Jestem dumny z Wędrychowskiego

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po ostatnim gwizdku arbitra w Szczecinie porozmawialiśmy również z Alanem Czerwińskim.

Chyba takiego scenariusza nie dało się przewidzieć.

Alan Czerwiński: Ja czułem, że tak będzie. Powiem szczerze, że to musiało się skończyć w dziwnych okolicznościach.

Gdy już Kamiński schodził z boiska, to czułeś, że jedno uderzenie i ten remis będzie?

Uważam, że Marcel Wędrychowski zasłużył na tę bramkę, bo jestem mega dumny z tego, jak codziennie pracuje, to był moment, w którym życie mu oddało. Przysięgam wam, że na każdym treningu patrzy się na niego po prostu przemiło i bardzo zasłużył na taki moment. Wspieramy go wszyscy i dziękujemy, że dał nam tym europejskie puchary.

Co czujesz osobiście? Gdy powracałeś do GieKSy po latach to wiedziałeś, że to się tak musi skończyć?

Szczerze? Zagrałem już ponad 20 meczów w europejskich pucharach, więc dla mnie nie ma już rzeczy niemożliwych. Wierzyłem w to. Zobaczyłem, jak chłopaki się prezentują… Może nie spodziewałem się, że to nastąpi tak szybko. Bierzemy, co życie daje, nie?

Po meczu podrzucaliście Rafała Góraka, jak niedoceniona jest jego praca w GieKSie?

Wydaje mi się, że właśnie teraz jest doceniony tak, jak doceniony powinien być wcześniej. Rozwija się cały czas, myślę, że to nie jest ciągle jego sufit. Widzimy, jak ciężko pracuje. Sam jestem ciekawy, jak ta kariera trenera będzie się rozwijać. Jak ktoś myśli, że to jest jego sufit, to ja uważam inaczej.

Na drugą połowę wyszła inna GieKSa niż na pierwszą, w której drużyna nie oddała nawet jednego strzału. To aż wyglądało dziwnie.

Zgadza się, fatalnie weszliśmy w ten mecz. Mieliśmy bardzo dużo strat, które w środku pola napędzały rywali, a Pogoń ma bardzo jakościowych zawodników. Raz, drugi odebrali nam piłkę na naszej połowie i poczuli krew. W przerwie, wiadomo, zobaczyliśmy wyniki, jakie są. Brakowało nam tylko jednej bramki i stwierdziliśmy, że rzucamy wszystko, co mamy na te ostatnie 45 minut. Wiadomo, że powinno być tak od początku, ale czasami tak jest, że wejdzie się gorzej w mecz. Dzisiaj liczy się efekt końcowy.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Kolejne podium!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Trójkolorowe w ostatnim meczu sezonu pokonały AP Orlen Gdańsk, zapewniając sobie miejsce na podium sezonu 2025/26!

Mecz od zbyt głębokiej wrzutki rozpoczęła Klaudia Maciążka, Nicola Brzęczek bez odpuszczania zderzyła się z bramkarką, na szczęście bez żadnych uszczerbków na zdrowiu po obu stronach. Mimo oblężenia Geletova tak naprawdę nie musiała się zbytnio wysilać, najwięcej trudu sprawić mogły jedynie wycieczki po piłkę pod siatkę na końcu murawy. W 7. minucie przytomnie i z łatwością powstrzymała obiecującą kontrę GieKSy, Julia Włodarczyk zdecydowanie zbyt mocno dograła do Nicoli Brzęczek. Wcześniej zamiary rywalek odczytała Oliwia Malesa, niwecząc szybkie rozegranie Klaudii Fabovej. W 11. minucie Klaudia Maciążka obróciła się z piłką otrzymaną od Brzęczek na plecach rywalki, zwodem uniknęła odbioru, położyła bramkarkę drugim ruchem i pewnie kopnęła w środek bramki! Poprawić wynik sama strzelczyni próbowała celnym uderzeniem z dystansu, Geletova z trudem doskoczyła do dolnego narożnika bramki. Jeszcze bliżej była Brzęczek po mocnej, ciętej wrzutce Milovanović z prawej flanki, piłka była jednak zbyt podkręcona, by celnie zmieścić ją pod poprzeczkę. Nie minęła minuta, a Brzęczek obiła słupek po błędzie defensywy, znów upiekło się przyjezdnym. Po drugiej strony piłkę za plecy obrończyń skasowała Kinga Seweryn, dając przy okazji szansę na zorganizowanie wysokiego pressingu. Po kilku nieudanych podaniach Gdańszczanek już na bramkę gnała Maciążka, po kilku zwodach minimalnie mijając okienko z bardzo ostrego kąta. W 30. minucie lewą flanką uciekła Aleksandra Nieciąg po podaniu Oliwii Malesy, ale mimo zastawienia się z piłką, nie doczekała się jednak wbiegnięcia koleżanek w szesnastkę. W 38. minucie mocna centra Katarzyny Nowak została przekierowana przez Brzęczek i Maciążkę, która jednak znalazła się na pozycji spalonej. Minutę później rzut wolny z połowy boiska wykonała… Kinga Seweryn, co prawdopodobnie wprowadziło w szok zespół gościń – Galetova o ułamek sekundy spóźniła się z wyskokiem, równając z ziemią przeciwniczkę we własnym polu karnym. Katarzyna Nowak dość długo nie mogła się pozbierać, mocno odczuwając starcie. Do piłki na jedenastym metrze podeszła Aleksandra Nieciąg, jednak bramkarka odczytała jej zamiary i rzuciła się w dobrym kierunku. Chwilę później po kilku „kółeczkach” w końcu pod bramkę przedostała się Julia Włodarczyk, nieco bezczelnie próbując podcinki z bardzo bliska – wcale tak dużo nie zabrakło do szczęścia. Po jej odbiorze na skrzydle przez krótką chwilę z bramki cieszyła się Patrycja Kozarzewska, dopóki nie ujrzała uniesionej w górę chorągiewki.

Strzelanie na bramkę w drugiej połowie rozpoczęła Julia Włodarczyk, wariantem siłowym nie sprawiając wiele problemów golkiperce. W 55. minucie znów indywidualnie błysnęła Klaudia Maciążka, Geletova z trudem sparowała piłkę w jakimkolwiek kierunku, byleby nie wpadła do siatki. Inicjatywę na kilka minut przejęły przyjezdne, choć Kinga Seweryn nadal nie musiała testować swoich rękawic. W 64. minucie Julia Włodarczyk krótko prowadząc piłkę i zagrywając na obieg z Katarzyną Nowak przedarła się pod samo pole bramkowe, tam jej wszystkie próby strzału zostały zablokowane i skończyło się na rzucie rożnym. W 69. minucie druga linia GieKSy nie doceniła możliwości motorycznych rywalek, dając im wyjść na kontrę 5 na 3 – Zajmi mimo świetnej okazji przegrała starcie z Kingą Seweryn. Odpowiedź po drugiej stronie Oliwi Malesy również zakończyła się wyblokiem, choć miała równie dużo miejsca na przedpolu. W 74. minucie po rajdzie huknęła Julia Włodarczyk, po rykoszecie zatrzepotała boczna siatka. Poprawiała Klaudia Maciążka, a po dośrodkowaniu Katarzyny Nowak w 76. minucie GieKSa podwyższyła prowadzenie. Aleksandra Nieciąg wywalczyła sobie pozycję w szesnastce, pokonując bezradną bramkarkę. Od razu powinno być już 3:0, jednak Klaudia Maciążka po minięciu wszystkich piłkarek niepotrzebnie oszczędziła na sile strzału. W 81. minucie dwójkowo błysnęły Włodarczyk z Nieciąg, ta pierwsza zmusiła bramkarkę do interwencji precyzyjnym uderzeniem. Cztery minuty później na wolne pole przy kontrze wychodziły Nieciąg i Amelia Bińkowska, podanie Klaudii Maciążki skończyło w rękach Geletovej. W końcówce regulaminowego czasu gry na wolne pole z pierwszej piłki i nad głowami defensorek podanie otrzymała od Nieciąg Maciążka, arbiter od razu uniosła jednak chorągiewkę. W 91. minucie Klaudia Maciążka jeszcze wykrzesał resztki sił na sprint, urwała się skrzydłem i wystawiła futbolówkę na pustą bramkę Amelii Binkowskiej.

Kolejny sezon na podium – gratulacje i dziękujemy!

GKS Katowice – AP 2010 Orlen Gdańsk 3:0
Bramki:
Maciążka (11), Nieciąg (76), Binkowska (90).
GKS Katowice: Seweryn – Milovanović, Zawadzka, Nowak – Włodarczyk, Kozarzewska (90. Theodoraki), Vojtková (86. Kaláberová), Malesa – Maciążka, Brzęczek (62. Bińkowska), Nieciąg (90. Vuškāne).
AP Orlen Gdańsk: Geletova – Maskiewicz, Nowotny, Derus (86. Okoń), Fabova, Konat (86. Zimecka), Kołodziejek (58. Butlion), Siwińska (86. Myszk), Ostopinka, Jagodzińska, Charaszczak (46. Zajmi).
Kartki: Konat, Nowotny.
W 42. minucie Nieciąg nie wykorzystała rzutu karnego (Geletova obroniła).

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga