Siatkówka
Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci? – po porażce z Resovią
Kibice zgromadzeni w Spodku liczyli na przełamanie GieKSy, a tu spotkało ich kolejne rozczarowanie… piąta przegrana z rzędu nie napawa optymizmem.
katowickisport.pl – Siatkarze GieKSy w poważnym kłopocie. Z Asseco bez szans.
Siatkarze GKS znaleźli się w niezwykle trudnej sytuacji, bowiem przegrali pięć meczów z z rzędu, wygrywając zaledwie jeden set. Asseco Resovia na wiele katowiczanom nie pozwoliła, bo mecz zakończył się po 82. minutach. Siatkarze GKS po 4. porażkach mieli nieco dłuższą przerwę i czas nie tylko na regenerację fizyczną, ale również psychiczną. Resovia przyjechała do Katowic „odnowiona”, bowiem trenerskie rządy objął ponownie Andrzej Kowal, pełniący od początku sezonu funkcję dyrektora sportowego. Jedni i drudzy byli mocno zmotywowani więc nic dziwnego, że od początku rozgorzał twardy bój o każdy punkt. Oba zespoły nie ustrzegły się błędów, ale wynik oscylował wokół remisu. Przy stanie po 16 nastąpił jeden z kluczowych momentów I seta. Katowiczanie dotknęli siatki, chwilę potem Serhij Kapelus został powstrzymany blokiem i goście dołożyli jeszcze punkt skutecznym atakiem. Na tablicy pojawił się rezultat 16:19 i stratę trudno było już odrobić. Siatkarze z Rzeszowa to rutyniarze i takich okazji nie wypuszczają z rąk. Przewagę powiększyli, a partię efektownym asem serwisowym zakończył Jakub Jarosz, powoli powracający do reprezentacyjnej formy. Katowiczanie wcale się nie zrazili niepowodzeniem i zupełnie przyzwoicie rozpoczęli drugą partię. Wynik 8:8 nie zapowiadał poważnego przestoju. Goście dość łatwo zdobyli 5. „oczek” z rzędu i objęli prowadzenie 13:8. Potem tę przewagę systematycznie powiększali. Kiedy Aleksander Śliwka doprowadził do stanu 24:19 wszyscy byli przekonani, że rzeszowianom już nic nie może się stać. Tymczasem nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji. Emanuel Kohut zdobył punkt zagrywką, chwilę potem posłał trudny serwis, który goście z trudem przyjęli i nie wyprowadzili skutecznej akcji. Rzeszowianie w kolejnej akcji zostali zablokowani, a potem posłali piłkę 2 razy w aut. Katowiczanie doprowadzili do remisu 24:24. Jednak ostatnie słowo należało do przyjezdnych. Początek był znów całkiem udany, ale potem nastąpiła kolejna huśtawka nastrojów. Goście zdecydowanie lepiej przyjmowali i byli skuteczniejsi w kontrach. To właśnie one sprawiły, że goście objęli prowadzenie 15:13. As serwisowy Bartłomieja Lemańskiego sprawił, że gospodarze zupełnie się rozkleili i już nie miel szans odrobienia 6. punktów straty. Goście seryjnie zdobywali punkty, zaś na twarzach gospodarzy było widać zniechęcenie. GKS ma poważne kłopoty, a za chwilę trzeba będzie znów grac kolejny mecz ligowy tym razem z Cuprum Lubin. (…)
sportslaski.pl – Spodek wciąż nieodczarowany. Siatkarska Barbórka dla Resovii.
Fatalna passa GKS-u Katowice trwa dalej. Zawodnicy trenera Piotra Gruszki wciąż nie mogą odczarować legendarnego Spodka, a na dodatek przegrali swoje piąte spotkanie z rzędu. Tym razem pogromcą katowiczan okazała się będąca ostatnio w sporym kryzysie Asseco Resovia Rzeszów. (…) Goście rozochoceni zaistniałą sytuacją świetnie rozpoczęli drugą partię, prowadząc już (4:1) po udanych atakach Jarosza, Śliwki oraz punktowym bloku Bartłomieja Lemańskiego. GieKSa szybko otrząsnęła się po złym początku i po odrobieniu strat starała się wyjść na prowadzenie – katowiczanie mieli jednak problem z dobrze grającymi w obronie gośćmi. Ponadto w zespole Resovii bardzo dobrze funkcjonował blok, który często przeszkadzał Rafałowi Sobańskiemu i Emmanuelowi Kohutowi w sfinalizowaniu akcji. Z biegiem czasu przewaga Resovii zaczęła się coraz bardziej krystalizować, a momentami zespół gości prowadził nawet sześcioma punktami (10:16, 12:18). Gospodarze walczyli jednak bardzo ambitnie i w momencie, gdy gości dzielił już tylko jeden punkt od wygranego seta (24:19), odrobili straty i byli w stanie doprowadzić do walki na przewagi. Wściekli na siebie zawodnicy z Rzeszowa dopięli jednak swego i po celnym ataku Jarosza, fantastycznie w bloku zachował się Marcin Możdżonek. Po znakomitym zachowaniu reprezentanta Polski ekscytująca partia zakończyła się, jednak katowiczanie cały czas liczyli na przełamanie złej passy. (…)
sportslaski.pl – Kacper Stelmach: „Brakuje nam czasami postawienia kropki nad i”
(…) Siatkarze GKS-u Katowice ewidentnie nie mają szczęścia do Spodka. W tym sezonie w trzech meczach, rozegranych w tej legendarnej hali, podopieczni Piotra Gruszki nie zdobyli ani jednego punktu, urywając jedynie seta Łuczniczce Bydgoszcz. – Niestety te mecze w Spodku nie układają się dla nas tak, jakbyśmy chcieli. Wiadomo, że podchodzimy do każdego z zamiarem wygrania go, zważywszy na sporą ilość kibiców oraz rozreklamowanie spotkań. Chcemy się dobrze prezentować, a brakuje nam czasami takiej kropki nad „i” w postaci choćby jednego zdobytego punktu – przyznał po przegranym 0:3 meczu z Asseco Resovią przyjmujący GKS-u, Kacper Stelmach. (…) – Historia już niejednokrotnie pokazała, że zmiany trenera w klubie potrafią uskrzydlić zespół. Wiedzieliśmy, że Resovia się absolutnie przed nami nie wyłoży, bo tak jak nam są im potrzebne punkty, by piąć się w górę tabeli. Spodziewaliśmy się ciężkiego meczu i taki autentycznie był. Szkoda, że nie udało nam się wygrać drugiego seta, ponieważ mecz ułożyłby się zupełnie inaczej, a my zeszlibyśmy do szatni z dużo lepszym nastawieniem. Dzięki tej partii nie musielibyśmy pobudzać się na nowo i wszystko na parkiecie poszłoby nam znacznie łatwiej – dodaje 20-letni siatkarz. (…) – Meczu z Zawierciem bym nie nazwał wpadką, ponieważ ALURON zaprezentował się w naszej hali naprawdę dobrze, a zagrywką mogliby zawstydzić nie jeden klub z naszej ligi. Niemniej od pięciu spotkań nie potrafimy zdobyć punktu, co boli, pamiętając zeszły sezon, gdy w starciach z zespołami z górnej połowy tabeli byliśmy w stanie odebrać punkt, bądź zaskoczyć całą siatkarską Polskę i wygrać dany mecz – mówi Stelmach. (…) GKS bardzo szybko otrzymał szansę przełamania złej passy i powrotu na zwycięską ścieżkę. W najbliższą niedzielę katowiczanie zmierzą się w swojej szopienickiej hali z sąsiadem z ligowej tabeli – Cuprum Lubin. – Tak naprawdę to możemy się teraz przełamać z każdym, nieważne jaka to będzie drużyna. Najlepiej, żeby w najbliższą niedzielę udało nam się wygrać za 3 punkty, jednak zdajemy sobie sprawę, że Lubin ma w swojej kadrze klasowych zawodników. Nie będzie łatwo, ale z pewnością damy z siebie wszystko, żeby ich pokonać – przyznaje syn byłego reprezentanta Polski, Andrzeja Stelmacha.
siatka.org – PL: Kolejna porażka GKS-u w Spodku
GKS Katowice po raz kolejny przegrał mecz rozgrywany w katowickim Spodku. W środę podopieczni Piotra Gruszki ulegli Asseco Resovii Rzeszów 0:3. Najwięcej walki było w drugiej odsłonie spotkania. Rzeszowianie prowadzili w niej już 24:19, jednak gospodarze doprowadzili do wyrównania. W grze na przewagi lepsi okazali się przyjezdni, co tylko dodało im pewności. Najlepszym zawodnikiem spotkania wybrano Thibault Rossarda. Od początku pojedynku katowiczanie skuteczne akcje przeplatali błędami. Pomyłek nie ustrzegli się również goście, dlatego pierwsza faza seta toczyła się punkt za punkt (8:7). Gdy po błędzie Bartosza Mariańskiego goście odskoczyli na dwa punkty, o czas poprosił Piotr Gruszka (8:10). W kolejnych akcjach skutecznie punktowali Karol Butryn i Paweł Pietraszko, po drugiej stronie celnie atakował Thibault Rossard oraz Aleksander Śliwka (14:15). Katowiczanie mieli problem ze skutecznością w polu zagrywki, gdy blok dodali rzeszowianie drugi czas wykorzystał szkoleniowiec gospodarzy (16:19). Po czasie skutecznie zaatakował Kapelus a gdy asa dołożył Pietraszko, grę przerwał Andrzej Kowal (18:19). W decydującym momencie seta w ataku górowali siatkarze z Rzeszowa. Raz za razem punktowali Rossard i Śliwka a as Jakuba Jarosza przypieczętował zwycięstwo przyjezdnych. (…)
polsatsport.pl – Gruszka: Coś nie działa
(…) „Każda kolejna przegrana nas paraliżowała jeszcze bardziej. Weszliśmy w etap strasznego strachu. To było widać po naszych akcjach. W teorii próbujemy, chcemy, ale boisko tego nie odzwierciedla. Coś nie działa. Tak na gorąco nie wiem, o co chodzi” – powiedział PAP Gruszka. Katowiczanie wygrali w tych pięciu pojedynkach jednego seta. Zespół gości poprowadził trener Andrzej Kowal, który 3 grudnia zastąpił Roberto Serniottiego. Włoch szkoleniowcem Resovii został w maju w miejsce… Kowala, który został dyrektorem sportowym. Środowy mecz w Spodku był zorganizowany w duchu niedawnej „Barbórki”. Kibiców witały śląskie piosenki, podczas długiej przerwy przygrywała górnicza orkiestra dęta w mundurach, a spiker był ubrany we flanelową, roboczą koszulę i kask. Końcówka drugiej partii rozgrzała widownię, bowiem gospodarze przegrywali 19:24, przy zagrywce Emanuela Kohuta wyrównali, a potem przegrali do 25. Przed trzecim setem w hali pojawił się prezydent Katowic Marcin Krupa (samorząd ma w klubie ok. 80 proc. udziałów) i szybko mógł Spodek opuścić. „Resovia to rywal doświadczony, mocny. Ale dziś zagrał na tyle, ile wystarczyło, aby wygrać. Rywale nie musieli rozegrać super zawodów, bo nie było trzeba” – ocenił Piotr Gruszka. (…)
sportowefakty.wp.pl – GKS Katowice – Asseco Resovia Rzeszów: udany powrót trenera Kowala do PlusLigi
(…) Przed środowym starciem GKS Katowice liczył na to, że atmosfera Barbórki i wysoka frekwencja na trybunach pozwolą wyjść zespołowi z dołka, w który wpadł przegrywając ostatnie cztery mecze. Nic z tych rzeczy nie pomogło, bo katowiczanie okazali się na boisku zespołem słabszym. Spotkanie pokazało, że ich forma jest jak ukryte głęboko złoża węgla – potrzeba sporo pracy, by wydobyć ją na powierzchnię. Początkowo nic jednak nie wskazywało na szybką wygraną gości. Większą werwę na boisku pokazywali gospodarze, których rozgrywający od razu wykazał się finezją, kierując piłki na skrzydła w zmiennym tempie. Katowiczanie przeprowadzali akcje płynnie, czego mogli im zazdrościć przeciwnicy. Wejście w meczowy rytm chwilę zajęło zespołowi Resovii, ale zespół rozegrał się na dobre w środkowej części pierwszego seta. Nieźle w ataku spisywał się Jakub Jarosz, który sprytnie mijał blok rywali, punktował też Bartłomiej Lemański. To spowodowało, że goście prowadzili 21:18. Katowiczanie próbowali odrobić straty, stawiając na ataki ze środka, ale w parze z dobrą grą w ofensywnie nie szła ich defensywa. Dwa fatalne przyjęcia na drugą stronę przekreśliły szanse na doprowadzenie do remisu. Seta zakończył as Jarosza (20:25). (…)
czassiatkowki.pl – PlusLiga: Rzeszowianie zdobywają Spodek
W ramach trzynastej kolejki PlusLigi GKS Katowice podejmował Asseco Resovię Rzeszów. Mimo iż goście wygrali spotkanie w trzech setach, mecz był bardzo dynamiczny i pełen bardzo długich wymian, ale gospodarze byli w stanie zagrozić wynikowi tylko w drugiej odsłonie. MVP spotkania został wybrany Thibault Rossard, który zdobył 12 punktów dla swojej drużyny. (…) Trzecia partia już od samego początku była wyrównana, żadna z drużyn nie była w stanie wyjść na znaczące prowadzenie (5:4), obie ekipy prezentowały niezwykłe skupienie i popełniały niewiele błędów własnych, co dodawało dynamiczności spotkaniu (9:9). Dopiero bardzo dobra postawa Aleksandra Śliwki i jego popisowy atak po ciasnym skosie dały Asseco Resovii dwa „oczka” przewagi (14:12). As Bartłomieja Lemańskiego powiększył przewagę przyjezdnych (16:13) i mimo, że obie drużyny znów zaczęły grać punkt za punkt (14:17), to katowiczanie musieli odrabiać straty. Po kolejnym asie serwisowym gości, Piotr Gruszka poprosił o czas (19:14). Po przerwie jego zawodnicy byli w stanie zdobyć dwa punkty z rzędu (16:20), głównie dzięki bardzo dobrej zagrywce. Kolejne dwie kontry padły jednak łupem Asseco Resovii (22:16), szkoleniowiec gospodarzy nie miał wyboru i poprosił o czas. Asseco Resovia nie miała zamiaru oddawać tak dużego prowadzenia i bez trudu postawiła kropkę nad „i” wygrywając trzeciego seta i całe spotkanie (25:16). (…)
assecoresovia.pl – Wracamy z Katowic z kompletem punktów
Asseco Resovia Rzeszów w katowickim Spodku w trzech setach pokonała GKS Katowice. MVP spotkania 13. kolejki PlusLigi wybrany został Thibault Rossard.
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Lechii
GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.
Plusy:
+ Bartosz Nowak
Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.
+ Rafał Strączek
Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.
+ Skuteczność przy niskim posiadaniu
38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.
Minusy:
– Zmarnowane okazje
Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.
Podsumowanie:
2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.
GieKSiarz
Piłka nożna
Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień
Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.
Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.
Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.
W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.


Najnowsze komentarze