Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska czapa czyli – Co słychać w sieci? – po wygranej z Espadonem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GKS wygrał drugi mecz z rzędu i oddalił się na 7 punktów od strefy barażowej. Również gra naszego zespołu była znacznie lepsza i tym razem po przegraniu pierwszego seta (odwrotnie niż dotychczas) to GKS pokazał chart ducha, w dwóch partiach górując wyraźnie nad rywalami. Oby podtrzymać ten trend i wygrać w kolejnych spotkaniach ligowych.

katowickisport.pl –Ważna wygrana GieKSy. Ucieczka do bezpiecznej strefy

Cenne zwycięstwo z Espadonem Szczecin odnieśli siatkarze GKS Katowice. Podopieczni trenera Piotra Gruszki po wygranej 3:1 we własnej hali z rywalem ze Szczecina odskoczyli nieco w tabeli od strefy zagrożonej barażami. Od pierwszych piłek widać było, że mecz będzie bardzo wyrównany. Katowiczanom udało się po asie serwisowym Emanuela Kohuta GieKSa prowadzić 15:12, ale po chwili było już 17:17 i trener Piotr Gruszka poprosił o czas. Na niewiele to się zdało, bo szczecinianie się rozpędzali – nie do zatrzymania był Malinowski i Espadon wygrał do 22. Taki obrót sprawy podrażnił siatkarzy GKS, co widać było w drugim secie. Wystarczyła chwila, by katowiczanie prowadzili 10:3. Karol Butryn, Gonzalo Quiroga… To m.in. dzięki nim Espadon nie miał wiele do powiedzenia i GKS wygrał tę parti 25:14. Najwięcej emocji dostarczył trzeci set. Pierwsza część należała bezdyskusyjnie do Espadonu, jednak gdy w polu zagrywki stanął Paweł Pietraszko, katowiczanie wrócili do gry. GieKSa znów wypracowała przewagę, która utrzymywała się do końca. Ostatni set był już dopełnieniem formalności. GieKSa nie zwalniała jednak tempa i pewnie utrzymała prowadzenie i cieszyła się ze zdobycia trzech bardzo ważnych punktów i kolejnego zwycięstwa nad Espadonem Szczecin.  (…)

siatka.org – PL: GKS pokonał Espadon i odskoczył od zagrożonej strefy

Cenne zwycięstwo z Espadonem Szczecin odnieśli siatkarze GKS Katowice. Podopieczni trenera Piotra Gruszki po wygranej 3:1 we własnej hali z rywalem ze Szczecina odskoczyli nieco w tabeli od strefy zagrożonej barażami. Mecz lepiej rozpoczęli przyjezdni, ale szczecinianie po wygraniu pierwszego seta w trzech kolejnych musieli już uznać wyższość gospodarzy. (…)  Przegrana w pierwszej partii nie zdemotywowała gospodarzy i po ataku po prostej Karola Butryna trener Mieszko Gogol musiał prosić o czas dla swojej drużyny (3:0). Zawodnik ten dołożył jeszcze asa serwisowego i przewaga miejscowych wzrosła do czterech „oczek”. U przyjezdnych gra się całkowicie posypała. Najpierw piłka wychodząca na aut obtarła jeszcze Marcina Wikę, a w kolejnych akcjach zawodnicy Espadonu dwukrotnie popełnili błąd przekroczenia linii ataku (9:2). Siatkarze GKS-u kontrolowali przebieg tego seta, powiększając cały czas swoją przewagę. W ekipie prowadzonej przez Piotra Gruszkę funkcjonowało wszystko, a kiedy Marcin Komenda skończył przechodzącą piłkę, na tablicy wyników było 17:8. As serwisowy Butryna w kolejnej akcji i punktowy blok Serhija Kapelusa nie pozostawiały złudzeń, że po dwóch setach stan rywalizacji się wyrówna. Tak też się stało po zagrywce w siatkę Jeffreya Menzela (25:14).  (…)

siatka.org – Paweł Pietraszko: Gramy ostatnio coraz lepiej

(…)  – Drugą partię rozpoczęliśmy dużo lepiej i do końca udało nam się ją dociągnąć – stwierdził Paweł Pietraszko. Co więc decydowało o zwycięstwie katowiczan? – To był mecz, w którym popełniliśmy dużo mniej błędów niż nasi przeciwnicy. Moim zdaniem prezentowaliśmy ogólnie lepszą siatkówkę niż nasi rywale – dodał. Trudno się nie zgodzić ze środkowym GKS-u, gdyż poza przyjęciem w każdym innym siatkarskim elemencie jego drużyna prezentowała się znacznie lepiej. Na uwagę zasługuje przede wszystkim wygrane w elemencie bloku 10-2, jak i w polu serwisowym 11-5. Wydaje się, że decydująca dla przebiegu spotkania była trzecia partia, która jako jedyna rozstrzygnęła się w końcówce. Katowiczanie dali się dogonić zawodnikom Espadonu i na tablicy wyników widniał remis po 22. Jednak bardzo długą i zaciętą wymianę skończył Gonzalo Quiroga, co pozwoliło gospodarzom wypracować sobie dwa „oczka” przewagi, których nie oddali już do końca. – Często jest tak, że przy wyrównanej końcówce seta jak się przegra jedną długą akcję, to jednak może to na chwilę w głowie zostać. Cieszę się, że to my wygraliśmy tę partię – ocenił środkowy GKS-u. Na uwagę zasługuje też skuteczność w ataku obu drużyn, przy niezbyt wysokim procencie przyjęcia. Wymuszało to kończenie ataków na tzw. wysokiej piłce. – Moim zdaniem dobrze radziliśmy sobie na wysokiej piłce. W decydujących momentach zadziałał też nasz blok. Na pewno gramy ostatnio coraz lepiej. Mieliśmy taką nieszczęsną dla nas serię porażek, ale z meczu na mecz prezentujemy się lepiej i moim zdaniem poprawiliśmy grę w każdym elemencie, dzięki czemu udało nam się zwyciężyć – zakończył Pietraszko. Szansę na poprawienie swojej zdobyczy punktowej będą mieć katowiczanie w najbliższą niedzielę, kiedy w Kielcach zmierzą się z miejscowymi zajmującymi przedostatnie miejsce w tabeli.  (…)

siatka.org – Marcin Komenda: Jestem optymistą

(…) Wasze spotkanie z Espadonem Szczecin było starciem, o którym mówiło się, że to mecz o „sześć punktów”. Świadomość celu i sytuacja w ligowej tabeli były dla was dodatkową motywacją przed tą konfrontacją? Marcin Komenda: Zgadza się, tak samo jak spotkanie z MKS-em Będzin, czy mecze które przed nami, a więc z BBTS-em Bielsko-Biała i zespołem z Kielc, to spotkanie było dla nas meczem o przysłowiowe sześc punktów. Bardzo się cieszymy, że to jest nasze drugie zwycięstwo z rzędu. Teraz złapiemy trochę spokoju, luzu, który pozwoli nam jeszcze lepiej i efektywniej pracować w najbliższym tygodniu. Tym bardziej cieszy, że w tym meczu po pierwszym, nie do końca dla nas udanym-przegranym secie, zdołaliśmy wrócić do gry i pokazaliśmy szczecinianom, że jesteśmy mocni. Udowodniliśmy również, że ta seria przegranych meczów i nie do końca dobrej gry jest już za nami, teraz wracamy na zwycięską ścieżkę. 

Uwagę w waszej grze zwracał jeden szczególny element, tzn. skuteczność w elemencie bloku. Dotyczy to nie tylko punktów zdobywanych bezpośrednio tym elementem, ale również licznych wybloków, dających początki kontratakom. Chyba wyjątkowo dobrze odczytywaliście intencje rywali. – Dokładnie, w tym elemencie rozegraliśmy naprawdę dobre spotkanie. Trzeba przyznać, że podczas treningów dużo pracujemy nad naszą grą w bloku. Trenerzy widzą, że nie do końca wszystko nam wychodzi w tym elemencie. Na pewno cieszymy się, że praca z treningów przełożyła się na mecz i można powiedzieć, że zamurowaliśmy rywali w tym spotkaniu.

Dwa ostatnie spotkania były tak naprawdę meczami, w których nie było miejsca na potknięcie. Chcąc walczyć o wyższej cele i chroniąc się przed strefą spadkową musieliście wygrać. Jako zespół „mający nóż na gardle” pokazaliście siłę charakteru i wolę walki. Paradoksalnie więc tego typu presja sprzyja wam? – Osobiście mogę powiedzieć, że lubię grać pod nazwijmy to presją, wtedy jest większa adrenalina, można pokazać co się potrafi, być może w nieco mniej sprzyjających warunkach. Z drugiej strony nie mówmy o jakiejś dużej presji, taką mogą mieć chociażby górnicy w swojej pracy codziennej. My robimy to co lubimy i mamy to szczęście, że to jest nasza praca. Te zwycięstwa przede wszystkim chciałbym zadedykować kibicom, którzy nas wspierają i to dla nich gramy, bo przychodzą do hali, kupują bilety, żeby zobaczyć ciekawy mecz.

O zainteresowanie fanów wciąż musicie walczyć. Jako dość młody klub w zestawieniu PlusLigi siatkarzy budujecie tę społeczność wokół siatkówki. Doping podczas meczu z Espadonem Szczecin był pierwszym dowodem, że jesteście na dobrej drodze… To dopiero zaczyna się budować, nie ma co ukrywać, że GKS jest nowym klubem na siatkarskiej mapie, także na pewno my musimy przyciągnąć kibiców nasza dobrą grą. Myślę, że walką najbardziej można przyciągnąć kibiców. Także myślę, że z roku na rok tych kibiców będzie więcej i niezależnie gdzie będziemy grali to hala będzie opanowana przez naszych fanów. Nam również wtedy będzie lepiej się grało, chociaż warto podkreślić, że podczas tego meczu z Espadonem atmosfera była naprawdę fajna.

Kibice, media wszyscy koncentrują się na sytuacji w ligowej tabeli. Nie tylko w czołówce zestawienia jest spory ścisk, w strefie miejsc 9-12 również dystans jest niewielki. W jakim stopniu odcinacie się od tych kalkulacji? Koncentrujecie się z meczu na mecz, czy gdzieś w tyle głowy są te myśli o ostatecznym rozdaniu, bo faza zasadnicza wkracza w decydujący etap? Na pewno zerka się na tą tabelę, patrzymy ile mamy punktów, jaka jest strata czy przewaga do poszczególnych drużyn w zestawieniu PlusLigi. Osobiście jednak staram się bardziej skupiać na tym, aby z każdego treningu wyciągać jak najwięcej i aby w poszczególnych meczach prezentować pełnię swoich możliwości. Cieszy też to, co mam nadzieję było widać w tym spotkaniu, że potrafimy bawić się tą siatkówką. Chcieliśmy zrobić coś z fantazją i finezją, być może nie mamy jeszcze takich umiejętności, aby wszystkie te zagrania były udane, sporo tego, co sobie założyliśmy jednak się udało. I myślę, że to może nas napawać optymizmem przed kolejnymi meczami.

Przed GKS-em kolejne spotkania z cyklu tych „o sześć punktów”, a więc starcia z Dafi Społem Kielce i BBTS-em Bielsko-Biała. Podejdziecie do spotkań na fali zwycięstw, z optymizmem patrzycie w przyszłość? – Nie ma co ukrywać, że w pierwszej rundzie fazy zasadniczej z obydwoma tymi zespołami wygraliśmy i łącznie zdobyliśmy w tych meczach sześć punktów. Wierzę, że także tym razem uda nam się zdobyć komplet punktów. Jeżeli zagramy na swoim dobrym poziomie, tak jak pokazaliśmy to w meczu z Espadonem od drugiego seta, to uważam, że nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy te najbliższe spotkania wygrali. Ja jestem optymistą i wierzę, że jeżeli nadal będziemy trenować tak, jak do tej pory to również zwycięstwa będą przychodzić.

sportowefakty.wp.pl – GKS – Espadon: cenny triumf katowiczan, szczecinianie bez zdobyczy punktowej

(…)  Po zmianie stron podrażnieni siatkarze z Katowic rzucili się do frontalnych ataków i wygrywali 10:3. Spokojnie rozgrywał Marcin Komenda, zaś skuteczni w ataku byli Karol Butryn i Gonzalo Quiroga. Podopieczni Piotra Gruszki mieli totalnie wszystko pod kontrolą i ostatecznie zwyciężyli 25:14. Na starcie III seta goście próbowali narzucić swój styl gry, a aktywny na środku siatki był Justin Duff (6:10). Z czasem z letargu przebudzili się gospodarze, którzy za sprawą Butryna prowadzili 13:11. Jednakże od tego momentu trwała wyrównana walka i doszło do emocjonującej końcówki partii. W niej katowiccy zawodnicy zachowali więcej zimnej krwi i po punktowym bloku na Marcinie Wice odnieśli wiktorię 25:23. GKS Katowice nie zamierzał zwalniać tempa, zaś ciężar gry brali na swoje barki Karol Butryn i Paweł Pietraszko (5:1). Gracze prowadzeni przez Michała Gogola popełniali sporo błędów własnych, przez co przegrywali 11:16. Już do zakończenia odsłony nic się nie zmieniło (25:18) i miejscowa drużyna sięgnęła po trzy punkty w tej potyczce.  (…)

czassiatkowki.pl – PlusLiga: Espadon Szczecin słabszy od katowiczan

GKS Katowice stracił tylko jednego seta w meczu przeciwko podopiecznym trenera Michała Gogola. Goście pewnie rozpoczęli spotkanie, wygrywając inauguracyjną partię, ale kolejne trzy sety zakończyły się po myśli zawodników prowadzonych przez Piotra Gruszkę, którzy dopisali do swojego konta w tabeli cenne trzy punkty.  (…)  W kolejną partię lepiej weszli gospodarze, którzy zapisali na swoje konto trzy punkty (3:0). Dobra gra blokiem katowiczan i błędy własne przyjezdnych spowodowały, że przewaga GKS-u wzrosła (9:2). W secie tym podopieczni trenera Michała Gogola nie potrafili znaleźć sposobu na dobrze dysponowanych rywali i w środkowej części seta wyraźnie przegrywali (8:16). W decydującą część odsłony zespoły wkraczały przy stanie 19:9 na korzyść gospodarzy, którzy pewnie zmierzali po zwycięstwo w tej partii. Ostatecznie set ten zakończył się wynikiem 25:14 dla zawodników prowadzonych przez trenera Piotra Gruszkę.  (…)

volleyespadon.pl – Espadon przegrywa w czterech setach

Miłe złego początki – tymi słowami można określić to, co przydarzyło się dziś ekipie z Pomorza Zachodniego. Szczecinianie prowadzili na wyjeździe 1:0 w setach, ale trzy kolejne partie padły łupem GKS-u Katowice. (…)  W pierwszej fazie inauguracyjnej partii ciężar ataku wzięli na siebie Wika oraz Malinowski. GKS odpowiadał punktami środkowego Pawła Pietraszki i przyjmującego Gonzalo Quirogi, a na tablicy wyników było remisowo. W połowie seta gospodarzom udało się odskoczyć (15:12), ale dwa dobre ataki Ruciaka pozwoliły znów doprowadzić do stanu równowagi (17:17). W następnych minutach znakomicie zaprezentował się Malinowski, który najpierw zapunktował zagrywką, a później kilka razy świetnie spisał się w ataku ze skrzydła. Zawodnik szczecinian zakończył inauguracyjną partię z dorobkiem dziesięciu punktów i w dużym stopniu przyczynił się do tego, że Espadon objął prowadzenie w meczu (25:22).  (…)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Felietony Hokej

Czy możemy narzekać na najlepszą drużynę ostatnich pięciu lat?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.

Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.

Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.

Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?

Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.

Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.

Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?

Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga