Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska krótka przesunięta – [22] – Trzecia wygrana z rzędu GKS-u

Avatar photo

Opublikowany

dnia

STATYSTYKI MECZOWE GKS-u

Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z Dafi Społem trwał 84 minuty, z czego I set 24 min. – II set 30 min. – III set 30 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 19: zagrywka 12, atak 4, siatka 2, inne 1.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 16: zagrywka 10, atak 5, siatka 1, inne 0.

Ilość zdobytych punktów – GKS 56: Butryn 16, Quiroga 13, Kohut 12, Pietraszko 8, Kapelus 5, Witczak 1, Komenda 1,
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 27: Kohut 11, Quiroga 6, Butryn 4, Pietraszko 4, Witczak 1, Komenda 1,
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 29: Butryn 12, Quiroga 7, Kapelus 5, Pietraszko 4, Kohut 1,
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 34: Butryn 11, Kohut 9, Quiroga 7, Pietraszko 6, Kapelus 1,

Ilość zagrywek – GKS 73: Quiroga 18, Kapelus 16, Pietraszko 12, Butryn 11, Kohut 8, Komenda 6, Witczak 2,
Ilość błędów na zagrywce – GKS 10: Butryn 3, Pietraszko 2, Kohut 2, Quiroga 2, Witczak 1,
Ilość asów serwisowych – GKS 6: Quiroga 3, Witczak 1, Pietraszko 1, Kohut 1,

Ilość przyjęć – GKS 54: Quiroga 25, Kapelus 16, Mariański 12, Pietraszko 1,
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 6: Kapelus 3, Quiroga 3,
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 39%: Pietraszko 100%, Mariański 67%, Quiroga 32%, Kapelus 25%,
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 6%: Mariański 25%, Kapelus 0%, Pietraszko 0%, Quiroga 0%,

Ilość ataków – GKS 91: Butryn 32, Quiroga 22, Kapelus 14, Kohut 13, Pietraszko 8, Komenda 2,
Ilość błędów w ataku – GKS 5: Butryn 2, Komenda 1, Kohut 1, Quiroga 1,
Ilość ataków zablokowanych – GKS 1: Kapelus 1,
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 44: Butryn 16, Quiroga 10, Kohut 9, Kapelus 5, Pietraszko 4,
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 48%: Kohut 69%, Butryn 50%, Pietraszko 50%, Quiroga 45%, Kapelus 36%, Komenda 0%,

Ilość bloków punktowych – GKS 6: Pietraszko 3, Kohut 2, Komenda 1,
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 1: Kohut 1,

 

W pierwszym secie panowaliśmy nad wydarzeniami na parkiecie od samego początku do końca i liczby mówią o tym dobitnie. Zaczęliśmy od dobrej gry i prowadzenia 0:2, 1:4, 3:7, 4:9, 5:11, by następnie po okresie w miarę wyrównanej gry, spokojnie powiększyć swoją przewagę do siedmiu oczek (od 9:16), która została już utrzymana do ostatniej piłki. Zwycięstwo w tym secie nie podlegało żadnej dyskusji. Skuteczność w ataku – GKS miał 61% przy 50% Dafi Społem – w punktach wyszło tylko 14:13. W asach i blokach nasza pełna dominacja, wynik 6:0! Błędy własne na remis po 5. Przyjęcie prawie na równi – dokładne na poziomie 50% do 50%, a perfekcyjne na poziomie 14% do 23%. Punktowanie rozłożyło się na całą drużynę – najwięcej oczek zdobyli Butryn i Pietraszko po 5.

Po początkowym okresie wydawało się, że druga partia będzie miała taki sam przebieg. Szybko odskakujemy z wynikiem (od 0:2 poprzez 4:8, 9:14 do 11:15), potem jednak gospodarze doszli nas na jeden punkt straty (15:16) po czym znów robimy przewagę na trzy oczka (17:20), pozwalając w końcówce niepotrzebnie graczom kieleckim do wyrównania wyniku (23:23). Na szczęście gospodarze „zagotowali się” w niej i praktycznie sami podarowali nam dwa ostatnie punkty, poprzez atak w aut zawodnika rywali po bardzo długiej wymianie oraz błąd przekroczenia linii środkowej boiska w czasie akcji gospodarzy! Skuteczność w ataku – GKS miał 41% przy 37% Dafi Społem – punktacja wyszła 15:13 na naszą korzyść. W asach i blokach tym razem remisowo po 3. Błędy własne znów na remis, po 7. Przyjęcie troszkę lepsze u nas, ale bez rewelacji – dokładne na poziomie 45% do 40%, a perfekcyjne na poziomie 0% do 30%. Za punktowanie wzięli się Butryn 6 oczek (przy tylko 43% skuteczności) oraz Quiroga 5 punktów (przy 67% skuteczności).

To był dziwny set (trzeci) w wykonaniu naszych siatkarzy. Po początkowej wyrównanej grze, przy prowadzeniu kielczan 4:2 i 5:4, nastąpił niespodziewany przełom. Od tego momentu GKS zdobył aż 9 punktów z rzędu! Wszystko to odbywało się przy bardzo dobrej zagrywce Kapelusa, ale to co wyprawiał na środku siatki Kohut (zdobył w tym okresie aż 5 punktów) to bardzo rzadko się zdarza. Bardzo dobra gra GieKSy doprowadziła do wyniki 5:13! i wydawało się, że sprawa wygrania tego seta, a w konsekwencji całego meczu, była już rozstrzygnięta. Jakże szybko nasi siatkarze wyprowadzili nas z tego błędu! Rywale nie poddali się (pomogły zmiany w składzie) i systematycznie zaczęli niwelować te ogromne straty, doprowadzając do wyniku 18:19! Zamiast spokojnej gry i dociągnięcia rezultatu do końca seta, mieliśmy bardzo nerwową końcówkę, na szczęście z happy endem. Nasi siatkarze nie dopuścili już przeciwników bliżej, choćby do remisu i starali się w miarę kontrolować już przebieg do zwycięskiego końca. Skuteczność w ataku – GKS miał 48% przy 50% Dafi Społem – w punktach wyszło 15:15. W asach i blokach przegraliśmy 3:4. Resztę zrobiły błędy własne – GieKSa miała tylko 4 przy 7 kielczan. Przyjęcie lepsze po stronie rywali – dokładne na poziomie 25% do 48%, a perfekcyjne na poziomie 5% do 24%. Najwięcej punktów zdobyli Butryn i Kohut po 5 oraz Quiroga 4.

Ogólnie GKS zagrał „inaczej” w każdej z partii. W pierwszej była pełna dominacja, w drugiej też niby pod kontrolą, ale z niepotrzebną nerwową końcówką. Natomiast w trzeciej prowadząc aż ośmioma punktami przewagi, nie można „podać ręki” przeciwnikom, zezwalając na dość szybkie odrobienie strat. Na plus wygranie meczu bez straty seta i miejscami dobra oraz bardzo dobra gra, na minus roztrwonienie tak dużej przewagi w ostatnim secie, na szczęście z dobrze opanowaną nerwowo końcówką po dogonieniu wyniku przez gospodarzy. Skuteczność w ataku – GKS miał 48% przy 45% Dafi Społem – wynikowo wyliczono 44:41. W asach serwisowych był remis po 6, a w blokach punktowych wygraliśmy aż 6:1. Łącznie po skończeniu własnych akcji punktacja wyniosła 56:48. Błędy własne – GieKSa miała tylko 16 przy 19 kielczan. Przyjęcie było lepsze po stronie przeciwników – dokładne na poziomie 39% do 46%, a perfekcyjne na poziomie 6% do 25%. Najlepiej punktowali Butryn 16 punktów (przy 50% skuteczności) oraz Quiroga 13 oczek (przy 45% skuteczności). Ponownie trzeba pochwalić parę środkowych, którzy tym razem łącznie zdobyli 20 punktów. MVP spotkania został znów uznany rozgrywający Marcin Komenda, który zdobył 1 punkcik blokiem, bo w ataku na dwie próby nie skończył żadnej. Marcin zaserwował 6 razy, ale oczywiście to wyróżnienie otrzymał za umiejętne prowadzenie gry naszego zespołu. Teraz przed katowiczanami kolejny mecz z outsiderem tabeli, BBTS-em Bielsko-Biała i nie wyobrażamy sobie innego wyniku niż wygranej za trzy punkty!

 

ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 22 meczach (82 sety)

Bilans meczów łącznie – 10:12 – Bilans punktów – 29:37 – Bilans setów – 38:44 – Bilans małych punktów – 1817:1852
Bilans meczów „u siebie” – 4:7 – Bilans punktów – 12:21 – Bilans setów – 15:23 – Bilans małych punktów – 842:877
Bilans meczów „na wyjeździe” – 6:5 – Bilans punktów – 17:16 – Bilans setów 23:21 – Bilans małych punktów – 975:975

Rozegrane mecze – 22: Komenda, Butryn, Kapelus, Quiroga, 21: Witczak, Pietraszko, Kohut, Mariański, 16: Sobański, Fijałek, Stelmach, 14: Krulicki, 12: Kalembka, 11: Stańczak,

Rozegrane sety – 82: Quiroga, 77: Komenda, 75: Kohut, Butryn, 69: Mariański, Pietraszko, 67: Kapelus, 50: Witczak, 41: Sobański, 40: Fijałek, 36: Stańczak, 27: Stelmach, 26: Krulicki, 22: Kalembka,

Widzów na meczach GKS-u – „u siebie” / „na wyjeździe” – 13.560:17.520

Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u trwały 2077 minut, z czego I set 546 min. – II set 561 min. – III set 559 min. – IV set 349 min. – V set 62 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 532: zagrywka 307, atak 167, siatka 22, inne 36.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 570: zagrywka 376, atak 139, siatka 21, inne 34.

Ilość zdobytych punktów – GKS 1285: Butryn 308, Quiroga 267, Kohut 163, Kapelus 154, Pietraszko 149, Witczak 83, Sobański 49, Komenda 47, Krulicki 28, Kalembka 25, Fijałek 7, Stelmach 5.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 443: Butryn 111, Quiroga 79, Kohut 56, Pietraszko 52, Kapelus 47, Komenda 36, Witczak 24, Sobański 16, Krulicki 10, Stelmach 4, Kalembka 4, Fijałek 4.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 842: Butryn 197, Quiroga 188, Kohut 107, Kapelus 107, Pietraszko 97, Witczak 59, Sobański 33, Kalembka 21, Krulicki 18, Komenda 11, Fijałek 3, Stelmach 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 489: Butryn 154, Quiroga 114, Kohut 96, Pietraszko 66, Kapelus 46, Witczak 38, Krulicki 14, Kalembka 4, Stelmach 3, Sobański -3, Fijałek -4, Komenda -6, Stańczak -7, Mariański -26.

Ilość zagrywek – GKS 1818: Quiroga 310, Butryn 262, Pietraszko 252, Komenda 225, Kohut 221, Kapelus 212, Witczak 94, Sobański 77, Kalembka 56, Krulicki 53, Fijałek 51, Stelmach 5.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 376: Pietraszko 63, Butryn 60, Kohut 55, Quiroga 47, Komenda 45, Kapelus 36, Kalembka 16, Sobański 16, Witczak 16, Krulicki 10, Fijałek 10, Stelmach 2.
Ilość asów serwisowych – GKS 114: Butryn 24, Quiroga 24, Pietraszko 19, Komenda 11, Kohut 11, Witczak 9, Kapelus 7, Fijałek 4, Krulicki 3, Stelmach 1, Kalembka 1.

Ilość przyjęć – GKS 1544: Quiroga 544, Kapelus 369, Mariański 340, Sobański 151, Stańczak 84, Pietraszko 16, Kohut 12, Stelmach 6, Kalembka 6, Krulicki 6, Komenda 6, Butryn 2, Fijałek 1, Witczak 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 124: Quiroga 37, Kapelus 29, Mariański 26, Sobański 14, Stańczak 7, Pietraszko 3, Krulicki 3, Komenda 3, Fijałek 1, Kalembka 1,
Przyjęcie negatywne – GKS 320: Quiroga 106, Kapelus 85, Mariański 58, Sobański 43, Stańczak 18, Pietraszko 3, Stelmach 2, Komenda 1, Kalembka 1, Kohut 1, Krulicki 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 391: Quiroga 136, Mariański 108, Kapelus 85, Sobański 34, Stańczak 17, Kohut 2, Stelmach 2, Pietraszko 2, Kalembka 2, Krulicki 1, Witczak 1, Butryn 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 25%: Witczak 100%, Butryn 50%, Stelmach 33%, Kalembka 33%, Mariański 32%, Quiroga 25%, Kapelus 23%, Sobański 23%, Stańczak 20%, Krulicki 17%, Kohut 17%, Pietraszko 13%, Komenda 0%, Fijałek 0%,

Ilość ataków – GKS 2130: Butryn 552, Quiroga 526, Kapelus 326, Kohut 201, Witczak 158, Pietraszko 156, Sobański 112, Kalembka 32, Krulicki 32, Komenda 29, Stelmach 3, Fijałek 3.
Ilość błędów w ataku – GKS 139: Butryn 49, Quiroga 40, Kapelus 14, Witczak 11, Sobański 10, Pietraszko 5, Kohut 4, Komenda 3, Kalembka 2, Krulicki 1,
Ilość ataków zablokowanych – GKS 157: Butryn 45, Quiroga 29, Kapelus 29, Witczak 18, Sobański 12, Pietraszko 12, Kohut 8, Komenda 2, Kalembka 2.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 1013: Butryn 266, Quiroga 228, Kapelus 136, Kohut 121, Pietraszko 98, Witczak 70, Sobański 41, Kalembka 21, Krulicki 15, Komenda 11, Stelmach 3, Fijałek 3.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 48%: Fijałek 100%, Stelmach 100%, Kalembka 66%, Pietraszko 63%, Kohut 60%, Butryn 48%, Krulicki 47%, Witczak 44%, Quiroga 43%, Kapelus 42%, Komenda 38%, Sobański 37%,

Ilość bloków punktowych – GKS 158: Pietraszko 32, Kohut 31, Komenda 25, Butryn 18, Quiroga 15, Kapelus 11, Krulicki 10, Sobański 8, Witczak 4, Kalembka 3, Stelmach 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 21: Butryn 4, Quiroga 4, Kohut 4, Komenda 3, Pietraszko 2, Sobański 1, Kapelus 1, Kalembka 1, Fijałek 1.
MVP – GKS 10: Komenda 4, Butryn 3, Quiroga 1, Mariański 1, Fijałek 1.
Najlepsi siatkarze w przegranych meczach – GKS 11: Butryn 7, Kapelus 1, Sobański 1, Witczak 1, Quiroga 1, (oprócz meczu z ZAKSĄ)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga