Piłka nożna
Sprintem przez rundę, cholera, kurde
Czas na tradycyjne szybkie przeprawienie się przez wszystko to, co wydarzyło się w rundzie jesiennej. Jak zawsze opisujemy to w pigułce. Tym razem „tytuły” meczów będą wierszem i prosimy o wyrozumiałość – chcieliśmy „dorównać” ich poziomem, do poziomu naszych piłkarzy. I chyba się to udało.
Wakacyjne leżenie, na boisku lenie
Spotkanie z Podbeskidziem miało dać nam nadzieję, że po gruntownych zmianach kadrowych – będzie lepiej. Niestety spotkanie okazało się żenujące w wykonaniu GKS. Beznamiętne, słabe, bezbarwne, z kuriozalnymi interwencjami Kupca. Podbeskidzie wygrało 1:0 i Grzegorz Goncerz w końcu mógł się cieszyć z wygranej na Bukowej.
Osiem rąk Mariusza, trzy punkty Łodzi wydusza
Spektakularne interwencje Mariusza Pawełka pozwoliły zapobiec utracie jednej, dwóch czy tam pięciu bramek z ŁKS. Zawodnik swoimi interwencjami i nieprawdopodobnym refleksem dał możliwość wygranej, którą udało się odnieść po chyba jednej sensownej akcji ofensywnej, gdy po podaniu Michalika, Rumin strzelił gola.
Z fajerwerkami i podzielonymi punktami
Pierwsza połowa meczu z Tychami była najlepsza w tym sezonie. Wiele sytuacji, szybka, dynamiczna, efektowna gra. Dało się widzieć postęp i mieć nadzieję. Problem w tym, że to Tychy zdobyły bramkę, a nas stać było tylko na jednego gola. Po przerwie ta gra już siadła i mecz, który powinien zakończyć się wysokim zwycięstwem, zakończył się lekką klapą.
Rumin pudłuje, Sandecja na tróję
Gdyby Daniel Rumin wykorzystał dwusetkę z początku meczu z Sandecją, moglibyśmy ze spadkowiczem z ekstraklasy wygrać. Niestety ta (najlepsza) plus kilka innych sytuacji, mimo że dawały nadzieję na przyszłość, nie dały nam tak potrzebnych punktów. Dodatkowo kolejny rywal wykorzystał nasze wielbłądy w obronie.
Błąd od poprzeczki, trzy punkty do teczki
Spotkanie z Wigrami nie było już tak niezłe, jak dwa poprzednie, ale przynajmniej zakończone wygraną. Ozdobą meczu była piękna bramka Adriana Błąda zza pola karnego. W drugiej połowie – gdy Wigry się już odkryły – katowiczanie stworzyli sobie sporo dobrych sytuacji, ale i tu zabrakło szczęścia i precyzji.
Jak w Częstochowie, sabotaż rozpoczął człowiek
To właśnie od meczu z Rakowem rozpoczęło się wszystko, co najgorsze. Jacek Paszulewicz zamiast utrzymać dobry trend, zaczął mieszać, dokonywać dziwnych, niezrozumiałych i nielogicznych zmian. GKS w Częstochowie zagrał słabo, stracił gole frajerskie, ale i tak przy odrobinie szczęścia mógł coś wycisnąć.
Derbowe spotkanie, tradycyjnie lanie
Po latach spotkaliśmy się z Jastrzębiem i marzyliśmy w końcu o przełamaniu derbowych klęsk. Nic z tych rzeczy. Kolejny rywal z regionu przyjechał jak po swoje. GKS pozwolił rywalom na radość, prestiż, sobie znów serwując upokorzenie.
Poczobuta czerwona, końcówka ustawiona
Śmieszne były wypowiedzi, jakoby czerwona kartka Poczobuta w końcówce meczu miała wpływ na końcowy wynik i była jego główną przyczyną. Tym bardziej, że to GKS grał przez chwilę w przewadze i wtedy już „ustawić” sobie meczu nie mógł. GKS frajersko nie utrzymał remisu i sytuacja zaczęła się robić coraz gorsza.
Dwa gongi w Głogowie, znów dostaliśmy po głowie
I tutaj można było pokusić się o punkt, ale kolejne kuriozalne błędy w obronie dały rywalom w końcówce dwa gole. Czwarta porażka z rzędu stała się faktem, a GKS zaczął mieć problemy ze strzelaniem jakichkolwiek bramek.
Cztery minuty, samobójcze Poczobuty
GKS długo prowadził z Odra dwiema bramkami, ale do roboty wzięli się nasi obrońcy. W ciągu 240 sekund straciliśmy dwie bramki, a druga strzelił efektownym wślizgiem nasz „przecinak” Bartłomiej Poczobut. Z wygranego meczu w chwilę zrobił się mecz zremisowany.
Zremisowali, choć nic nie grali
Kolejny beznadziejny mecz, znów z prowadzeniem, którego nie udało się wygrać. Spotkanie z Puszczą było jednak dużo słabsze niż to z Odrą. Bez wyrazu, bez sensownego podejścia, z chaosem, brakiem taktyki i ogólną beznadzieją.
Odnieśli glorię, wprawiając stadion w euforię
Tak naprawdę ekstraklasowo grająca Pogoń powinna wygrać w Katowicach pięcioma bramkami. Tylu setek, ilu nie wykorzystali goście, można było policzyć na palcach dwóch rąk. Mieliśmy jednak Krzysztofa Barana w bramce i mnóstwo szczęścia, jak wtedy, gdy w 90. minucie Benedyczak nie trafił do pustej bramki. A potem dogrywka, karne i Lisowski, niczym Fabio Grosso w finale 2006.
Gong na koniec po leżakowaniu w obronie
Również z Niecieczą można było osiągnąć lepszy rezultat. Nasi zawodnicy postanowili jednak olać ordynarnie swoje obowiązki w polu karnym i zaproponować rywalom strzelenie gola. Nieciecza dzięki temu po raz trzydziesty siódmy wygrała w Katowicach.
Jak to się stało, że wam się w końcu udało?
Całe szczęście, że Olsztynie udało się wygrać, bo bez wygranej tak, na dziś mielibyśmy jeszcze trudniejszą sytuację. Na szczęście Stomil sfrajerzył się równie mocno, co GKS w wielu innych spotkaniach.
W debiucie Dudka, wystrychnięci na dudka
Kopacze na klepisku. Piłki nożnej bowiem to nie przypominało. Żenujące spotkanie z jednym tylko (niecelnym!) strzałem z naszej strony. Do tego swoje popisy kontynuował Lisowski, który podał piłkę Prokićowi, by ten mógł się przełamać. Od tego meczu Stal poszła w górę i będzie się bić o awans.
Czerwona latarnia, czyli Garbarnia, trzy punkty frajerom wygania
Najgorszy zespół ligi, zbierający bęcki regularnie, przyjechał sobie na Bukową, jak po swoje. Niesamowite jest to, że GKS i ten mecz potrafił przegrać. Dodatkowo po paralitycznym zderzeniu Lisowskiego i Pawełka. Nie udało sie wykorzystać kilku okazji. Pogrążyliśmy się.
Warta poprawia, można puścić pawia
Nawet tak przeciętna ekipa jak Warta Poznań, dzieliła i rządziła w Katowicach. GKS był kompletnie bezradny, nie potrafił zrobić absolutnie nic, a fatalne – po raz kolejny – błędy w obronie mogły zakończyć się jeszcze wyższym wynikiem do przerwy.
Maszyna pracuje, Lisowski z pucharu eliminuje
Ultradefensywna taktyka w meczu z Jagiellonią zdawała rezultat do 120. minuty. Wtedy to mózg odłączyło na chwilę Lisowskiemu, który kompletnie bez sensu sfaulował rywala w polu karnym. Była szansa na sensację, ale obrońca standardowo postanowił inaczej.
Wawrzyniak tu, Wawrzyniak tam, Wawrzyniak punkcik daje nam
Tutaj odwrotnie niż w poprzednich meczach, tym razem to GieKSa odrobiła w końcówce straty. Mecz nie był wybitny, ale przynajmniej zremisowany. Główną postacią był Jakub Wawrzyniak, który trafił do obu bramek. A GieKSie udało się zdobyć dwa gole po rzutach rożnych, co jest ewenementem.
GieKSa pod Klimczokiem, Góralom wychodzi bokiem
Mało kto dawał szansę katowiczanom w Bielsku. I zagrali oni znów ultradefensywnie, ale po szczęściu Śpiączki i dobrej jego akcji z Błądem udało się zdobyć dwa gole i po raz trzeci z rzędu wygrać w Bielsku. Zdecydowanie szczęśliwy ten stadion.
Raz, dwa, trzy, tyskie…cztery, co się dzieje do cholery?
Zachwycony wygraną w Bielsku Dudek postanowił dać coś ekstra, czyli ofensywę w Tychach. Gospodarze wypunktowali nas strasznie, aplikując cztery bramki. Ofensywa była widoczna, ale nieefektywna, jeśli natomiast chodzi o defensywę, to był dramat nad dramaty.
Pechowo nie wygrali, szczęśliwe nie przegrali
Mecz z ŁKS był spotkaniem paradoksów. GKS do 90. minuty prowadził i tylko pech mógł nam odebrać wygraną. Tak się stało, rzut karny wykorzystał Radionow i był remis. Od tego momentu tylko szczęście mogło nam zapewnić remis i tak się stało, bo rywale nie wykorzystali dwóch stuprocentowych okazji w końcówce.
Błąd z karnego, remis do niczego
Bezbramkowy rezultat z Sandecją nikogo w Katowicach nie zadowolił. GKS zagrał średnio z niezrozumiale defensywnie usposobionym rywalem. Była znów szansa na wygraną, ale Adrian popełnił Błąd wykonując jedenastkę. I na tym skończył się ten smutny dla nas wszystkich piłkarski rok.
Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Lechii
GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.
Plusy:
+ Bartosz Nowak
Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.
+ Rafał Strączek
Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.
+ Skuteczność przy niskim posiadaniu
38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.
Minusy:
– Zmarnowane okazje
Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.
Podsumowanie:
2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.
GieKSiarz
Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: damy radę nawet bez prądu
W niedzielne popołudnie GKS Katowice wybiegnie na boisko w Radomiu, gdzie uskrzydleni czwartkowym zwycięstwem gospodarze będą chcieli podtrzymać zwycięską passę. O nadziejach związanych zarówno z najbliższym meczem, jak i dalszą częścią sezonu, najmocniejszych punktach „Zielonych”, trenerze Feio i pozasportowych „przygodach” w meczach z Arką i Koroną porozmawialiśmy z Bartłomiejem Jędrzejczakiem z futbolowarebelia.com i podgolebnikiem.pl
W ostatnich dniach my emocjonowaliśmy się Pucharem Polski. Radomiak już jakiś czas temu pożegnał się z tymi rozgrywkami, mimo to jak oceniasz rozstrzygnięcia, do których doszło na boisku i w czasie losowania półfinałów?
Radomiak odpadł z Pucharu już w pierwszej rundzie, z tego powodu szybko przestałem się interesować tymi rozgrywkami. Dla was półfinał to na pewno duża rzecz. Wylosowano ciekawe pary, bo Zawisza będzie się mierzył z Górnikiem, a wy zagracie małe derby województwa w Częstochowie. Dla niezaangażowanych kibiców ciekawostką jest obecność na tym etapie 3-ligowca, choć tutaj Górnik jest zdecydowanym faworytem. Z kolei GKS jest niewygodnym rywalem dla Rakowa, więc ta rywalizacja będzie ciekawsza. Gdybym miał typować, to postawiłbym na śląski finał Górnika z GKS-em.
Wracając jednak do Ekstraklasy, w tym sezonie można powiedzieć, że nie ma środka tabeli – albo bijesz się o puchary, albo „walczysz o spadek”. W której grupie jest dziś Radomiak?
Przed każdym sezonem naszym podstawowym celem jest jak najszybsze zapewnienie sobie utrzymania. Znamy swoje miejsce w szeregu i wiemy, że nie jesteśmy ligowym krezusem pod względem finansów. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia – jeśli w miarę regularnie punktujesz, to w pewnym momencie pojawia się chęć gry o coś więcej. Z drugiej strony liga się wyrównała i na przestrzeni 2-3 spotkań położenie zespołu może się radykalnie zmienić – będąc w czołówce nagle można zamieszać się w grę o utrzymanie. To utrzymanie Radomiaka jest więc celem minimum, a wszystko ponad będzie dodatkowym bonusem. Patrząc na ambicje włodarzy klubu i trenera Feio, a także indywidualną jakość sportową zawodników, mam nadzieję na szybkie utrzymanie, a wykorzystując sytuację w lidze możemy się zakręcić w okolicach strefy pucharowej. To jest takie ciche marzenie – moje, ale i pewnie każdego sympatyka Zielonych.
W ostatnim czasie w Radomiu tych punktów jednak brakowało, bo przez cztery kolejki nie potrafiliście wygrać. Przełamanie nastąpiło po nadrobieniu zaległości z Arką. Gdybyśmy tylko na jej tle mieli oceniać potencjał naszych zespołów, to w niedzielę bylibyście zdecydowanym faworytem.
W czwartek zadecydował bardzo dobry początek – prowadzenie 2:0 po ośmiu minutach ustawiło przebieg meczu pod dyktando Radomiaka. Z kolei Arka kreowała więcej po przerwie i w pewnym momencie wydawało się, że może wrócić do meczu, jednak dobra postawa Filipa Majchrowicza, który zrehabilitował się za błędy w poprzednich meczach, pozwoliła nam utrzymać, a następnie podwyższyć prowadzenie. Arka zdobyła wprawdzie bramkę kontaktową, a w pewnym momencie potrójna interwencja naszego bramkarza do spółki z Jankiem Grzesikiem uchroniła nas od straty drugiego gola. Gdyby ten padł, to moim zdaniem Radomiak by nie wygrał. Na szczęście dla nas gol Romário Baró z rzutu wolnego ostatecznie rozstrzygnął mecz na naszą korzyść.
Jesienią przed meczem z GieKSą do pełni formy wracał Capita Capemba – lider zespołu, strzelec jednego z goli w ostatnim meczu z Arką. W niedzielę zabraknie go z innego powodu: na ostatniej prostej jest jego transfer za ocean. Jaki będzie Radomiak bez niego?
Capita jest dla Radomiaka bardzo ważną postacią i jakość całego zespołu z nim w składzie idzie zdecydowanie do góry. Trzeba jednak mieć świadomość, że jego odejście było planowane od dłuższego czasu, więc nie jesteśmy tym ruchem zaskoczeni. Elves Baldé i Salifou Soumah to jego naturalni następcy, choć tego pierwszego w niedzielę zabraknie z powodu zawieszenia po wydarzeniach po meczu z Koroną Kielce. Szkoda, bo dał się wam już poznać jesienią zdobywając pierwszego gola. O Soumahu wiemy niewiele – dołączył do nas już po starcie rundy i czekamy, co pokaże na boisku. Wracając jednak do Capity uważam, że Ekstraklasa sporo traci na odejściu takich zawodników jak on. Mimo że liga rośnie, powstają piękne stadiony i coraz lepiej prezentujemy się w pucharach, to jeszcze nie jesteśmy w stanie konkurować z silniejszymi klubami o wyróżniających się zawodników. Oglądać Capitę na boisku było czystą przyjemnością, ale mam nadzieję, że uda się sprawnie i bezboleśnie zapełnić lukę po nim.
Wspomniałeś o meczu z Koroną zakończonym skandalem, który przełożył się m.in. na karę Baldé, ale i zawieszenie Gonçalo Feio na pięć meczów. Jak twoimi oczami wyglądały tamte wydarzenia?
Wiele negatywnych okoliczności nałożyło się na siebie przy okazji tego nieszczęsnego meczu z Koroną. Po pierwsze, błąd Filipa Majchrowicza przy rozegraniu piłki dał bramkę gościom, kolejny błąd przy stałym fragmencie gry i drugie trafienie. Z kolei Radomiak mimo mnóstwa sytuacji nie był w stanie zdobyć gola – albo zawodziła skuteczność, albo na wysokości zadania stawał Dziekoński. Słaba postawa sportowa Radomiaka przełożyła się na frustrację, zarówno na murawie, jak i na trybunach. Doszło do skandalicznych incydentów, które nie mają prawa dziać się na żadnym stadionie. Atmosfera była nerwowa, bo wiemy jakie stosunki panują między kibicami Korony i Radomiaka. Temperaturę dodatkowo podniosła decyzja Komisji Ligi o niewpuszczeniu kibiców gości. Atmosfera od początku była nerwowa, a porażka na własnym stadionie nie ostudziła emocji. Nie ulega jednak wątpliwości, że nigdy nie powinno dochodzić do wydarzeń, których świadkami byliśmy po meczu, a które zaowocowały surowymi karami.
A jak trener radzi sobie na „pracy zdalnej”?
Kara dla Gonçalo Feio jest surowa przede wszystkim ze względu jego przeszłość i łatkę, jaką mu przyklejono. On z tym mocno walczy, starając się przekonać wszystkich, że się zmienił. Osobiście nie znałem go wcześniej, natomiast gdyby nie doniesienia medialne, znając go teraz nigdy bym nie powiedział, że jest osobą konfliktową. Na co dzień jest otwartym i serdecznym gościem. W meczu z Koroną rzucił w stronę sędziów uwagę w stylu „zapłacili wam”, którą Komisja Ligi uznała za oskarżenia korupcyjne i surowo go ukarała. Tymczasem w tej samej kolejce trener Wisły Mariusz Misiura stwierdził, że wszystko jest ustawione pod Legię i Widzew, a nie spotkała go za to żadna kara. Trener Feio radzi sobie dobrze, bo w czasie meczów jest stale na łączach z asystentem Emanuelem Ribeiro. W Niecieczy miałem okazję siedzieć na trybunach obok niego i mimo że nic nie rozumiałem, bo panowie rozmawiali po portugalsku, to byłem pod wrażeniem, bo Gonçalo Feio mówił praktycznie bez przerwy i miałem odczucie, że słucham nie trenera, ale komentatora sportowego. W meczu z GKS-em jeszcze nie będzie go na ławce, ale jak sam podkreśla, perspektywa trybun też jest ciekawa i patrzy na mecz nieco inaczej niż z poziomu murawy.
Radomiak jest jedną z ekip, która zdecydowanie lepiej prezentuje się u siebie niż na wyjeździe. Co takiego jest przy Struga 63, co aż tak wam pomaga?
Kiedy w 2023 roku oddano do użytku nowy stadion Radomiaka, wówczas składający się z dwóch trybun, nie był naszym szczególnym atutem. Natomiast w tym sezonie, kiedy od listopada funkcjonują już cztery trybuny i po wielu latach oczekiwań wreszcie pojawiają się kibice gości, to atmosfera jest zupełnie inna. Doping jest fantastyczny – bywałem na wielu stadionach Ekstraklasy i w porównaniu do innych nie mamy się czego wstydzić. To na pewno motywuje piłkarzy i wpływa na ich dyspozycję. W tym sezonie tylko Jagiellonia i niestety Korona wygrały przy Struga. Zazwyczaj jednak jesteśmy bardzo mocni u siebie – wystarczy przypomnieć zwycięstwa 4:0 z Górnikiem, 5:1 z Pogonią, 3:0 z Cracovią i ostatnie 3:1 z Arką. Nikt nie ma łatwo w Radomiu i w niedzielę musicie się liczyć z ciężką przeprawą.
Od początku rundy wiele się mówi o kiepskim stanie murawy na większości stadionów Ekstraklasy. Jak będzie u was?
W porównaniu z czwartkowym meczem z Arką nie spodziewam się, aby stan murawy diametralnie się polepszył. Jest to problem wielu klubów, choć wiem, że wy możecie się pochwalić świetnie przygotowaną nawierzchnią i podobnie jest w Gliwicach. Gdzie indziej widać jednak trudy ciężkiej zimy – w Radomiu też nie jest idealnie, ale mogło być gorzej. W krótkim odstępie czasu gramy u siebie trzy mecze ligowe, a za chwilę będziemy gościć kadrę U-21 podczas meczu z Armenią. Nie wiem jak murawa to przetrzyma, ale mam nadzieję że z biegiem czasu będzie coraz lepiej. Nie można odmówić osobom zaangażowanym w utrzymanie boiska, że robią wszystko, co w ich mocy, aby w obecnych warunkach jak najlepiej przygotować boisko do gry. Radomiak jest zespołem technicznym, który lubi mieć piłkę przy nodze, więc boisko dobrej jakości jest naszym sprzymierzeńcem.
Kto będzie w niedzielę najlepszym piłkarzem z Radomia i dlaczego Bartek Nowak?
Bartek to piłkarz o olbrzymiej jakości piłkarskiej, mózg i serce GKS-u. Trener Górak powtarzał w wywiadach, że Nowak świetnie rozumie jego pomysł na grę i pomaga innym piłkarzom w realizowaniu go na boisku. Oby jak najwięcej zawodników, którzy do tego stopnia wyróżniają się na tle całej ligi. Bartek jest przecież Radomianinem, więc ten mecz może być dla niego inny niż wszystkie, bo przyjeżdża w rodzinne strony. Mimo to mam cichą nadzieję, że w niedzielę najlepszy piłkarz z Radomia zagra jednak w zielonej koszulce.
W ubiegłym sezonie to właśnie Radomiak witał nas w Ekstraklasie, jeszcze na starej Bukowej. Nie było to najmilsze powitanie.
Do tej pory nie miałem okazji zobaczyć waszego nowego stadionu, ale cieszę się, że tuż po waszym awansie mogłem zobaczyć mecz z wysokości trybun starego obiektu. Dość szybko na prowadzenie wyprowadził nas Rocha, dwukrotnie pokonując Kudłę i byłem wręcz zdumiony, jak duża jest różnica klas między naszymi zespołami. GKS zderzył się z Radomiakiem, który sezon wcześniej utrzymał się rzutem na taśmę, więc nie spodziewałem się takiej przewagi. W drugiej połowie obraz gry się zmienił, a Mateusz Marzec zdobył nawet gola po ładnym woleju i koniec końców GKS był bliski, aby tego meczu nie przegrać.
Jak oceniasz zmianę w postawie GKS-u, która od tamtego meczu zaszła na przestrzeni kolejnego 1,5 roku?
GKS był początkowo postrzegany jako typowy beniaminek, który jednak z pozycji underdoga punktował nadspodziewanie dobrze. Nie nazwałbym was czarnym koniem, ale przez cały sezon z powodzeniem utrzymywaliście się blisko środka tabeli. Podobnie radził sobie Motor, ale GKS był dla mnie większym zaskoczeniem. Pamiętam też nasz mecz rewanżowy, ostatni w 2024 roku, zakończony remisem 1:1 i to Radomiak musiał gonić wynik. Trener Górak mówił wtedy, że przyjmuje ówczesny dorobek GieKSy z całym dobrodziejstwem inwentarza. Z zadowoleniem śledziłem wasze dalsze losy, bo GKS to duża firma i dobrze, że zadomowiła się w Ekstraklasie. Początek nowego sezonu GKS miał jednak trudny i pamiętam, jak przed naszym meczem analizowałem tabelę. Pojedynek z Radomiakiem był dla was kluczowy i uważałem, że jeśli nie odbijecie się na nas, to mocno zakopiecie się w dolnych rejonach tabeli. Na szczęście dla was udało się odbić, zresztą po świetnym meczu. Macie dobrze skomponowany zespół: Rafał Strączek wygryzł ze składu Dawida Kudłę i radzi sobie bardzo dobre, solidna obrona na czele z Arkadiuszem Jędrychem, wspomniany wcześniej Nowak i – jak się z czasem okazało – jest też życie po Sebastianie Bergierze. W naszym ostatnim meczu z dobrej strony pokazał się też Marcin Wasielewski.
To właśnie on, do spółki z Nowakiem, przesądził o ostatecznym zwycięstwie z Radomiakiem przy Nowej Bukowej. Pamiętam ten pojedynek jako mecz pięknych goli i jeszcze lepszych parad bramkarzy. A jak ty wspominasz tamto spotkanie?
Mecz był rozgrywany w ramach Superpiątku jako świetna reklama Ekstraklasy. Z drugiej strony, oprócz pięknych goli były też kontrowersje, m.in. decyzja o nieuznaniu trzeciego gola Radomiaka. Jeśli dobrze pamiętam, w Lidze+ Ekstra uznano ją za błędną. Nasze mecze zwykle obfitują w gole, więc nie obraziłbym się, gdyby podobnie było w niedzielę. Radomiak u siebie jest drużyną usposobioną ofensywnie, więc w starciu z GKS-em, który jest uskrzydlony ostatnimi dobrymi wynikami, nie powinno być nudy i jestem przekonany, że w niedzielę przy Struga będzie się działo.
Którego z zawodników Radomiaka powinniśmy się obawiać najbardziej?
GKS musi uważać na Janka Grzesika i Rafała Wolskiego. Mam też nadzieję, że bardzo ładna bramka Romário Baró w meczu z Arką doda mu więcej pewności siebie. Jest też Vasco Lopes, który potrafi wypracować przewagę dryblingiem. Silnym punktem zespołu są grający z przodu Maurides i Abdoul Tapsoba. Nie będzie Capity, ale siłą Radomiaka jest to, że zespół wygląda coraz lepiej jako drużyna. Jeżeli mamy swój dzień, to jesteśmy groźni dla każdego w Ekstraklasie.
Jak twoim zdaniem będzie przebiegał niedzielny mecz i jakim wynikiem się zakończy?
Radomiak grający u siebie nie cofa się i nie czeka na kontry. Spodziewam się, że od początku ruszymy do ataku niesieni żywiołowym dopingiem. GKS być może zaczeka na to, co zaproponują gospodarze, natomiast w tej lidze trudno jest cokolwiek przewidzieć – jedna niespodziewana sytuacja może całkowicie wywrócić plan na mecz. Oczekuję dobrego widowiska i wielu goli, bo naprzeciw siebie stają bardzo dobre piłkarsko drużyny. Nigdy nie byłem dobry w typowanie wyników, ale biorąc pod uwagę formę Radomiaka u siebie stawiam na 2:1 dla gospodarzy.
Z rozbawieniem obserwowałem twitterowe zaczepki na oficjalnych kontach Radomiaka i Arki, nawiązujące do niedawnej awarii oświetlenia w Radomiu. W niedzielę prądu nie zabraknie?
To wstydliwa sytuacja dla Radomiaka, który jednak nie do końca miał na nią wpływ. Odbiór był jednak taki, a nie inny. Żałowaliśmy, że mecz z Arką nie odbył się w pierwotnym terminie, a szczególnie szkoda było kibiców z Gdyni, którzy na darmo przejechali przez pół Polski. Kolejne mecze w Radomiu przebiegły już jednak bez przeszkód i podobnie będzie w niedzielę. Ale dobrze, że gramy w miarę wcześnie, więc w razie czego damy sobie radę nawet bez prądu.
Piłka nożna
Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień
Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.
Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.
Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.
W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.


q2
11 grudnia 2018 at 18:32
Warto wspomnieć, że przed laty,
przeciwnicy dostawali od nas baty.
Rywale mieli minę nietęgą,
klub przez dekadę był potęgą.
Twierdza „Bukowa”, mur, obrona,
pressing, atak, rywal kona.
Piłkarze dla GieKSy serce oddali,
cholernie twardzi, zdrowie ze stali.
Grali starsi, grali młodzi,
walczyli, nikt nie zawodził.
Piękne czasy, mecze, puchary,
wspomni nie jeden kibic stary.
Dzisiejsza GieKSa to jakaś farsa,
dyrektor ściąga piłkarzy z Marsa.
Serwuje kontrakty kosmiczne,
gramy jak laicy, jakoś anemicznie.
Irishman
11 grudnia 2018 at 21:11
No, a sam prezes ma Klub Biznesu
Więc nie obejdzie się bez sukcesu!
Tylko, ze kurde… patrzę w tabelę
A nasza GieKSa nie jest na czele.
Szukam i szukam, a jej ciągle nie ma
Czyżby ta presja tak nas złamała?
bonik
12 grudnia 2018 at 00:16
Nie zgadzam się z 80% opinii o tych meczach w pierwszej połowie rundy. Pomieszanie z poplątaniem. Końcówka łatwa do oceny ale pierwsza połowa…. tam gdzie dostawaliśmy w dupę komentarze że mało brakło, tam gdzie mało brakło komentarze, że dostawaliśmy w dupę. Teoria relatywizmu w 100% a my ładujemy pod prędkość światła- gdzie:
E= ilość punktów straty do miejsca z awansem, m= brakująca ilość kibiców na Blaszoku, c2 = gradient poziomu kopaczy