Dołącz do nas

Piłka nożna

Suma drobiazgów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Życie redaktora GieKSa.pl jest dość różnorodne. Jeszcze w niedzielę o tej porze, w której piszę ten artykuł, czyli o godzinie 0.30, po meczu nagrywałem z Kosą i Błażejem kolejny odcinek podcastu. Tym razem chłopaki nagrają audycję w swoim gronie w czwartek rano, a mnie w środku nocy przypada felieton pomeczowy czy raczej międzymeczowy, bo taki schemat zakładamy sobie, gdy gramy co trzy dni.

Liga nie znosi próżni. I o ile po spotkaniu z Wigrami Suwałki byliśmy pełni optymizmu, a niektórzy kibice popadali w euforię, to mecz w Częstochowie wylał nam kubeł nie zimnej, lecz lodowatej wody na rozgrzaną głowę.

Nie – nie chodzi o to, że przegraliśmy. Bo przecież graliśmy na boisku lidera, który dodatkowo potwierdził swoje aspiracje. Raków wygrał w pełni zasłużenie, prezentując się z naprawdę niezłej strony, zwłaszcza z atomowymi skrzydłami, które działały z prędkością światła. Więc porażka z tym zespołem może nie tyle była wkalkulowana, co jednak należało się z nią liczyć. Możemy sobie wygadywać brednie, że musimy z każdym wygrywać, ale umówmy się – nie jesteśmy hegemonem tej ligi. I z niektórymi zespołami trzeba się liczyć z możliwością porażki.

Problem w tym, że mimo iż Raków był dużo lepszy, a GKS dużo słabszy to… tego meczu nie trzeba było przegrać. A nawet jeśli mieliśmy go przegrać – bo taka czasem jest piłka – to nie w takich okolicznościach. W okolicznościach, w których możemy powiedzieć – znów przegraliśmy na własne życzenie.

A mówiąc konkretniej. Wiele drobnych, ale widocznych czynników zaważyło na tym, że z Częstochowy wyjechaliśmy bez punktów. Nie będziemy rozpatrywać postawy Rakowa – zagrali dobry mecz i dzięki temu wygrali. Ale…

Wszystko rozpoczęło się od „dziwnego” składu i ustawienia trenera Jacka Paszulewicza. Oczywiście niektóre zmiany były wymuszone – nie mógł zagrać Bartłomiej Poczobut, którego zastąpił Kamil Kurowski. Natomiast o ile nie jesteśmy na razie fanami Simona Kupca, to wystawienie na lewej obronie Wojciecha Słomki, było jakąś zmianą na ten moment z księżyca.

Niestety ta zmiana okazała się brzemienna w skutkach. To, co bowiem zrobił Słomka przy drugiej bramce, to jak podał do przeciwnika wybiegającego hordą rozwścieczonych piłkarzy, zaskutkowało stratą bramki i utratą złudzeń. Zachowanie niezrozumiałe i bardzo źle świadczące o naszym zawodniku. Problem tym większy, że zdarzyło się to w jednym z bardzo nielicznych momentów, gdy GKS miał przewagę, a chyba w jedynym, w którym na poważnie przycisnął gospodarzy i mogliśmy myśleć o remisie. Ta bramka zamknęła mecz, obniżyła morale zespołu do zera i mogliśmy pakować manatki i jechać do Katowic już w 80. minucie. Oczywiście nie ma gwarancji, że taki Kupec czy Frańczak zachowaliby się lepiej, bo patrząc na ich „dokonania” z tej rundy mogliby zrobić to samo. No ale zrobił to Słomka i na jego konto (oraz trenera) idzie ten gol.

Ale Słomka Słomką – poza tą sytuacją nie zagrał jakoś szczególnie źle i próbował coś z przodu. Do „pomysłów” trenera jeszcze dojdziemy, ale warto zająć się przeciwną stroną boiska, czyli prawą obroną, a na niej to grał Wojciech Lisowski. O ile pierwsze mecze miał przyzwoite i jakichś błędów nie popełniał, to w Częstochowie odstawił dramat w dwóch aktach (pierwsza i druga połowa). Jego postawa ze stadionu Rakowa każe nam się zastanowić, czy przypadkiem postawa Lisowskiego nie była maskowana na początku przez błędy Frańczaka i Kupca. A nieudzielanie się w ofensywie, które rozpatrywaliśmy w kategoriach założeń taktycznych, czy nie było przypadkiem realną oceną możliwości zawodnika. Bez ogródek – Lisowski pokazał się w Częstochowie z tak drewnianej strony, że za chwilę cała Bukowa będzie opleciona boazerią. Wszelkie interwencje w defensywie pod presją sprawiały, że serce podchodziło nam do gardła, próby rozegrania na swojej połowie niosły ryzyko kontry – na połowie przeciwnika – również kontry tylko z trochę dalszym startem. Masakra techniczna i zdecydowanie musi wziąć to pod uwagę trener, bo wygląda na to, że na Wojciecha jesteśmy skazani. Oczywiście to za wcześnie, żeby dyskredytować jego wartość jako bocznego obrońcy, bo fakt faktem – kiksów a la Kupec czy Franiu nie popełnił – ale patrząc na całokształt sześciu kolejek, wyłania nam się obraz bardzo przeciętnego zawodnika, który jako tako sobie radzi przeciw średniemu rywalowi, ale jak przychodzi co do czego z silniejszym, to jest mega problem. Ale jeszcze poczekajmy, może to tylko takie wrażenie…

Bardziej trener Paszulewicz zaczął kombinować z przodu i można się zastanowić, czy nie przekombinował. Zamiast naprawdę kierować się jeden do jednego z meczem z Wigrami z kontekstem kolejnego przeciwnika – tutaj dokonał nazbyt „optymistycznych” zmian, jednocześnie chyba jednak coś zaniedbując. Otóż wystawienie w jednym czasie Woźniaka i Rumina może i by było fajne, ale… nie było. Rumin bardzo aktywny, ale również bardzo nieskuteczny – oczywiście dawał sygnał, żeby na niego stawiać. I to on wystąpił na szpicy. Na skrzydle natomiast zagrał Woźniak i już na wstępie odebrano mu część z jego atutów. Oczywiście można mówić, że zagrał super piłkę do Rumina, ale problem w tym, że Daniel tę sytuację klasycznie spartaczył. Nie trafił w piłkę, machnął się, skiksował, a mówiąc kolokwialnie – zawalił. Przymykaliśmy oko na to wcześniej, ale niestety to już trzeci mecz na cztery ostatnie, w którym Rumin marnuje setki, a gdy dodamy do tego, że robi to przy stanie 0:0 w Nowym Sączu i Częstochowie w początkowej fazie meczu – to możemy niestety jasno powiedzieć, że jest bardzo odpowiedzialny za straty punktów w dwóch ostatnich meczach wyjazdowych. Nawet możemy poteoretyzować, że prowadząc w 15. minucie obu meczów, moglibyśmy – przy czarnym scenariuszu – mieć dwa punkty, trzy lub cztery. Nie mówiąc o sześciu. Ale Rumin spartaczył i tu, i tam i jest ZERO.

Woźniakowi zostały odebrane pewne atuty, bo jednak można podejrzewać, że w takich sytuacjach Rumina – Arkadiusz by je wykorzystał, a przynajmniej jedną. Oczywiście w Nowym Sączu go nie było, a tutaj to właśnie on zagrywał do Daniela. Ale właśnie – patrząc na byłego zawodnika Zagłębia – naprawdę nawet w tym meczu było widać, że ma coś z umiejętności i z doświadczenia. I on po prostu MUSI GRAĆ NA SZPICY. Jeżeli będziemy kombinowali z ustawianiem go nie-wiadomo-gdzie to nic z tego będzie. Piłkarz sam mówi, że czuje się najlepiej w napadzie i nie odbierajmy mu tego wystawianiem go na skrzydle czy gdzie indziej.

Wracając jeszcze do Rumina – oprócz zmarnowanej setki, ten zawodnik nie radził sobie z agresywnym przeciwnikiem. Wydawało się, że jest młody i błyskotliwy, ale tu trochę został zjedzony. A mówiąc łagodniej – zderzył się z piłką na wyższym poziomie, niż grał dotychczas. To oczywiście bardzo perspektywiczny zawodnik, ale musi nabrać krzepy i nauczyć się pierwszoligowej piłki. Trener za długo trzymał tego zawodnika, bo było widać, że nie ogarnia w drugiej połowie kompletnie.

Niestety i Dominik Bronisławski, który dobrze się zaprezenotwał z Wigrami, tym razem zagrał bardzo słabo. Równiez i dla niego ten mecz powinien być nauką, że w pierwszej lidze tak łatwo nie będzie. Walczył, próbował, ale odbił się od ściany. Niech wyciągnie „mityczne” wnioski.

W zasadzie jedynymi, do których nie można mieć większych zastrzeżeń to wspomniany Woźniak i Piesio. Woźniak grał co prawda tak, jakby nie znał tej pozycji i starał się nadrobić, ale nie wychodziło mu to źle. Widać było momentami jakość, w walce, zastawianiu się, odegraniach. Ale to jednak musi być napastnik.

Grzegorz Piesio natomiast miał kilka naprawdę fajnych, udanych akcji. To jest zawodnik, u którego widać umiejętności, technikę, przegląd. Ale ten cholerny pech. Z Tychami poprzeczka, z Rakowem słupek – oba po pięknych technicznych strzałach. Szkoda. Ale na Piesiu trzeba ten zespół opierać, już się zaprezentował jako naprawdę dobry zawodnik i wiele może nam dać uciechy.

To, co jeszcze można w jakiś sposób zarzucić naszym zawodnikom w tym meczu od początku, to brak reakcji na agresję rywali – swoją agresją. Mimo że piłkarze GKS grali z zaangażowaniem, było widać, że bardzo się starali, to zabrakło tego zęba, twardości, takiego – jak to kibice mówią – pierdolnięcia. Przyjęliśmy warunki Rakowa raczej na miękko i rywalom w to było graj. Trener Paszulewicz musi wzmocnić tę twardość u naszych zawodników, bo wczoraj byli nie jak lwy Pawła Mandrysza, tylko jak ten pluszowy lew, którego zamieściliśmy wówczas na twitterze. Ale chcieli i tego im nie odmawiamy.

Jeszcze jednym tematem są stałe fragmenty gry, głównie w wykonaniu Adriana Błąda. Mając tyle rzutów rożnych, zawodnik 80% z nich grał na wysokość kolan przeciwników. Czy to jest kwestia niezjedzenia śniadania czy niechlujstwa nie wiemy. Wiemy jedynie, że rozgrywając kornery w taki sposób, ograniczamy sobie możliwości zdobycia gola nawet wtedy, gdy nie idzie nam z akcji.

Zawsze można przegrać po słabszej grze, wczoraj to się zdarzyło. Ale jest ten niedosyt z okoliczności i z sumy tych drobiazgów, które się na porażkę złożyły. Jest to nauka dla zawodników i trenera, że po takim meczu jak z Wigrami nic samo się nie wygra – tylko dlatego, że władujemy takich zawodników, a nie innych.

Szat nie rozdzieramy, rąk nie załamujemy. Oczywiście trzy porażki w sześciu meczach to bilans bardzo słaby, ale nadal musimy wierzyć, że ta drużyna się buduje i przede wszystkim, że z tego lodowatego prysznica skorzysta. Już w sobotę w meczu z Jastrzębiem, który znów będzie bardzo ważny z punktowego i prestiżowego znaczenia.

10 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

10 komentarzy

  1. Avatar photo

    Irishman

    23 sierpnia 2018 at 12:11

    Lisowskiego obserwuje jeszcze od sparingów i od początku nie wywarł on na mnie wrażenia takiego bardzo pewnego obrońcy. On tak trochę jak Abramowicz jakieś braki nadrabia twardą grą i ambicja. Ale też właśnie uważam, że poprzez tą swoją ambicję wyeliminuje braki.
    Shellu, nie widziałem meczu ale skoro piszesz, ze Słomka poza tą jedną, kluczową sytuacją nie zagrał jakoś szczególnie źle to wypada się zastanowić czy Kupec byłby w stanie zagrać choć tak dobrze? Bo to, że zagrał nieźle z Wigrami to nie jest bardzo miarodajne.
    Zgadzam się, że Woźniak powinien grać w ataku na zmianę z Ruminem. Ale znowu… skoro piszesz o „atomowych skrzydłach” Rakowa, to może trener wolał postawić tam na doświadczonego zawodnika?

    Na forum trwa właśnie dyskusje, czy mamy słabszy skład od Rakowa, a jeśli nie to dlaczego przegraliśmy. Dobrze to podsumował Kosa, że my oczywiście też mamy „nazwiska” ale w Częstochowie jest więcej dobrych piłkarzy. Ja dodałbym do tego, że to jest stan na dzisiaj. Ale jak damy spokojnie pracować i rozwijać się Ruminowi, Bronisławskiemu, Tabisiowi i innym to ten stan wkrótce się zmieni na naszą korzyść. Ba ja, jak sięgam pamięcią wstecz to nie pamiętam takich młodych chłopaków, już z takim potencjałem. Oczywiście, na tle bardzo wymagającego rywala widać różnice….. ale spokojnie!

    I to samo zdanie mam odnośnie naszego trenera. Choć tu aż tak bardzo bym się nie upierał, niemniej jakieś dyskusje o jego dymisji są póki co zupełnie pozbawione sensu.

  2. Avatar photo

    Mecza

    23 sierpnia 2018 at 12:34

    Od trenera trzeba się odczepić dopóki będzie szansa na awans. Dalej uważam, że strata 5pkt po rudzie jesiennej do 2 miejsca będzie optymistyczna po zmianach które nastąpiły. Pierwsze miejsce chyba trzeba sobie wybić z głowy. Jedyny pstryczek jest taki, że z taką jakością jaką niewątpliwie mamy powinniśmy spokojnie klepać atak pozytywny na połowie przeciwnika (z większością w 1 lidze) a tego nie ma, jest cały czas szarpana gra. To zależy od taktyki a nie zawodników. Przypominam, że Raków w zeszłym sezonie był beniaminkiem z większością nieznanych zawodników a już wtedy próbował/grał tak.

  3. Avatar photo

    PanGoroli

    23 sierpnia 2018 at 13:05

    Teraz dopiero widać, jak kiepskiego mieliśmy wczesniej prezesa. Zawodnicy, którzy u nas byli do d., wielu z nich błyszczy w innych drużynach. Dobrzy trenerzy nagle tracili swoją skuteczność, gdy przychodzili do nas. Dla mnie to oczywiste, że gdy poszła fama, że rozniosła się fama, że GieKSa jest pod rządami 'miękkich jaj’, to zaczęły do nas ściągać różne piłkarskie kurwy przed emeryturą, zdemoralizowane i bez ambicji. Miały tu cieplutki kurwidołek i na łychę na tankszteli też nigdy nie brakowało po udanie przegranym meczu.

    Dla mnie to wygląda teraz wszystko bardzo fajnie. Po pierwsze – ekipa. Dobra, przegrali, ale na razie chłopaki mają serio moją sympatię. Po drugie – rezerwy. Pora w końcu skaować absurdalną, idiotyczną decyzję pana Cygana. Stąd domyślam się, ze niektóre zaskakujące decyzje, jeśli chodzi o skład wyjściowy. Trener Paszulewicz pewnie dba, by obiecujący zawodnicy nie byli zbyt długo poza grą.

    No i wreszcie trener. Wg mnie ani dobry, ani zły. Podoba mi się, że zwraca uwagę na charakter, walkę. W końcu to sport, a walka to esencja! Tylko, że problemem u nas nie byli trenerzy – ci też sobie fajnie teraz radzą w innych klubach, tylko zawodnicy. Poczynając od Markowskiego, i jego chark na kibiców, w postaci 1:6 z Podbeskidziem, by zwolnić trenera, to zawodnicy u nas rządzili i decydowali, który trener będzie 'dobry’, a który nie. Nie tych trenerów kwalifikacje.

    I tu dochodzę do sedna. Mnie osobiście się marzy trener z zagranicy. Jak wygląda tzw 'polska myśl trenerska’ to widać od dekad. Świat nam uciekł. Wiem, że na takiego trenera trzeba by sięgnąć głębiej do kieszeni, ale… Mamy młody zespół. Ci zawodnicy mają potencjał, by ich wartość wzrosła pod okiem dobrego trenera. Wartość klubu też wzrośnie. Mnie się to widzi, jako dobra inwestycja. Z jakiego kraju widzielibyście trenera? Mnie z Niemiec. Ja tam nawet w 4 lidze widziałem siłę, technikę i taktykę.

  4. Avatar photo

    Mecza

    23 sierpnia 2018 at 13:36

    @PanGoroli, poza Trochimem żaden piłkarz który od nas odszedł nie wyróżnia się w tej lidze. Grają i są przeciętni albo siedzą na ławce. Trener uważam, że powinien być polakiem. No chyba że mówimy o kimś kto wiele lat w Polsce pracuje. Zresztą raczej powinniśmy na młody trenerów stawiać którym się chce, którzy chcą zaistnieć, mają ambicje. W ten schemat Paszul się wpisuje. Ja nie wiem czy np. taki Nawałka (wiem nierealne, to tylko jaskrawy przykład) miałby jeszcze siły i chęci. Pewnie rok będzie potrzebował na reset.

  5. Avatar photo

    Firek

    23 sierpnia 2018 at 21:46

    @Shellu: czemu zakładasz, że Woźniak wykorzystalby sytuację Rumina grając na szpicy? Jego liczby niestety są po prostu słabe… Co do Rumina, to w pamiętam, jak w którymś podcascie narzekaliscie, że Milik w gieksie zostałby odstawiony po 3 meczach i nikt nie dałby mu szansy, żeby odpalił… Teraz to samo sugerujesz zrobić z Ruminem;) też denerwuje mnie jego nieskutecznosc, ale generalnie gra fajnie, a chyba nie mamy lepszej alternatywy…

    @PanGoroli: a ty to nie wiem o czym mówisz… Winą prezesa jest to, że piłkarze grali słabo? I to tego samego prezesa, który teraz ograł nas z Rakowem i ma lidera?;)
    Jak dla mnie rola prezesa polega na zabezpieczeniu finansów i organizacji pracy w klubie, co przez ostatnie lata wzrosło u nas od (niemal) 0 do solidnego poziomu.

  6. Avatar photo

    pablo eskobar

    23 sierpnia 2018 at 23:52

    przegralismy bo treneiro chcial zaskoczyc lepszego przeciwnika dwoma napstnikami a z teoretycznie slabszymi zagramy jednym napastnikiem taka jego taktyka jedziesz do silniejszej druzyny i grasz dwoma napstnikami jakas masakra bo chyba lepiej kontratakowac jak sie wie ze dana druzyna jest lepsza niz atakowac i sie odkryc

  7. Avatar photo

    pablo eskobar

    23 sierpnia 2018 at 23:57

    mecza napisalem jaka taktyke wybral trener dlamnie to jakas masakra jechac na wyjazd do lepszej druzyny bo na papierze kazdy tak pisal ze jest lepsza dwoma napastnikami i grac otwarty futbol totalna masakra

  8. Avatar photo

    Irishman

    24 sierpnia 2018 at 01:27

    @Pan Goroli a ja właśnie uważam odwrotnie. mieliśmy słabych piłkarzy, którzy po odejściu od nas kariery nie zrobili. Wyjątek to Trochim i Czerwiński ale oni już grając u nas odstawali od reszty, wręcz tu nie pasowali. Więc jak mam jakieś pretensje do prezesa Cygana to raczej o to, że wywalał trenerów, a nie tych przez których traciliśmy kolejne szanse na awans.
    Dopiero teraz mamy ekipę, która jest w stanie coś osiągnąć. Ale pod warunkiem, że obecny prezes nie będzie słuchał niecierpliwych kibiców tylko zaciśnie zęby, wytrzyma to ciśnienie i da trenerowi i piłkarzom spokojnie pracować, najlepiej do końca sezonu.

    @Firek, masz rację! Nie wiadomo czy Woźniak na szpicy byłby lepszy, bo już z Wigrami strasznie pudłował. Tak samo jak nie wiemy czy Frańczak albo Kupec zagraliby lepiej niż Słomka. A może skończyłoby się pogromem???

  9. Avatar photo

    PanGoroli

    24 sierpnia 2018 at 03:18

    Ja miałem na myśli dawniejsze czasy. Jak tylko się ktoś zaczął pokazywać, to go puszczaliśmy, albo nie potrafiliśmy zatrzymać. Nie pamiętacie, jak przez lata GieKSa była ogrywalnią zawodników dla innych klubów? Faktem jest, że nie pamiętam, czy tak nadal było za Cygana. Za to pamiętam, że pierwszego dobrego piłkarza, którego zatrzymaliśmy, to Goncerz. I zaraz po dostaniu kontraktu zawodnik się skończył…
    @Firek, bardzo słabe argumenty. Z GieKSy zrobiono zakład geriatryczny. Całe forum się łapało za głowę z każdym kolejnym nabytkiem. I kto, jak nie prezes za taką strategię nie odpowiadał? Przez lata robiono tu ordynarne wałki z meczami. Pod nosem Cygana. A Raków? Przecież Cygan przyszedł tam już na gotowe. Ty jakaś jego rodzina, czy co? Ale, wątek Cygana był tu już wałkowany na 1000 sposobów, i nie warto roztrząsać historii. Jak dla mnie, to obecni sternicy prezentują się o kilka klas lepiej. Jestem optymistycznie nastawiony, że efekty przyjdą wcześniej, czy później.

  10. Avatar photo

    PanGoroli

    24 sierpnia 2018 at 03:26

    A taktyka na 2 napastników? Myślę, że to miala być recepta na brak Poczobuta. Wzmocnić atak, by odciążyć osłabioną defensywę. I jak widać, do końca to głupie nie było, bo obydwie bramki, które padły, wg relacji nie powinnybyły paść. A swoje sytuacje też mieliśmy.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga