Piłka nożna
[TEKST KIBICA] Piłkarski TOP strzelców GKS Katowice
Zbiorcza klasyfikacja strzelców GKS Katowice powstała w efekcie zsumowania wszystkich 2456 bramek uzyskanych we wszystkich oficjalnych rozgrywkach, w jakich brała udział drużyna w latach 1964-2019.
Złożyło się na to 1014 bramek zdobytych w ekstraklasie, 969 w 2. lidze, 81 w 3. lidze, 80 w 4. lidze, 256 bramek zdobytych w pucharach Polski, Ligi i Superpucharze oraz 56 w europejskich pucharach. Na listę strzelców wpisało się 277 piłkarzy GieKSy (w tym 23 obcokrajowców) oraz 54 pechowców z innych klubów. W sumie bramek samobójczych padło 56. Siedemnastu piłkarzy zdobywało gole tylko w meczach pucharowych. Warto tu wspomnieć Andrzeja Nikodema, który jedyną swoją bramkę w trójkolorowych barwach strzelił Bayerowi Leverkusen w 1/8 finału Pucharu UEFA.
Jubileuszową tysięczną bramkę zdobył Krzysztof Walczak, dwutysięczną Bartosz Iwan. Jeżeli chodzi o samą ekstraklasę, wg niektórych źródeł autorem tysięcznej bramki był Krzysztof Gajtkowski. Tak wynika z prostego zsumowania bramek z końcowych tabel ligowych, które jednak uwzględniają dopisane trzy walkowery. Tych dziewięciu bramek nikt nie strzelił, zatem licząc tylko realnie zdobyte bramki, tą tysięczną uzyskał Artur Andruszczak.
Jak porównać gole zdobyte na różnych szczeblach ligowych i pucharowych? Powstał pomysł wprowadzenia przelicznika punktowego, ale ostatecznie został porzucony, aby zapobiec zdominowaniu listy przez piłkarzy z najwyższej ligi. Może byłoby sprawiedliwiej, ale to nie ma być wirtualny ranking. Gol to gol, każdy był w swoim czasie ważny, takie mieliśmy rozgrywki i takich piłkarzy.
TOP 100
Przy równej liczbie zdobytych goli kolejność wyznacza większa liczba bramek strzelonych w wyższej lidze. Po nazwisku lata zdobycia pierwszej i ostatniej bramki.
6 goli
100. Jerzy Kapias 1984-1989
Tuż za nim Paweł Brożek i Dariusz Rzeźniczek. W sumie 14 piłkarzy zdobyło po 6 goli, ale tylko Kapias zdobył wszystkie w ekstraklasie.
7 goli
99. Rafał Zuga 2006
98. Arkadiusz Woźniak 2018- ciągle w grze
97. Mateusz Sroka 2006-2009
95-96. Janusz Dziedzic 2010-2011
Mateusz Zachara 2011-2012
94. Jacek Kowalczyk 2002-2012. Zdobywca ostatniej bramki dla GieKSy w europejskich pucharach.
93. Zbigniew Churas 1981-1983
92. Krzysztof Hetmański 1983-1987
90-91. Roman Kuta 1977-1979
Dawid Plizga 2004-2017. Jeden z wielu powrotów po latach, będzie ich jeszcze kilka.
89. Bogdan Pikuta 1996-1997
8 goli
88. Dawid Rogalski 2019. Na razie strzela na trzecim poziomie, ale liczymy na więcej.
87. Łukasz Wijas 2006-2010. Strzelał w 4, 3 i 2 lidze
86. Jacek Góralczyk 1971-1975. Ojciec dyrektora sportowego GieKSy strzelał w 2 lidze i w PP.
85. Jan Nilipiuk 1974-1975
84. Grzegorz Oberaj 1998-2000
83. Zbigniew Krzyżoś 1981-1985
82. Adam Ledwoń 1993-1997
80-81. Andrzej Lesiak 1986-1992
Grzegorz Pawłuszek 1995
79. Moussa Yahaya 2000-2003
9 goli
77-78. Henryk Loska 1976-1978
Mateusz Kamiński 2009-2018
76. Stanisław Grzywaczewski 1979-1982
75. Arkadiusz Szczygieł 1994-1997
10 goli
70-74. Adrian Napierała 2009-2013
Michał Zieliński 2010-2014
Tomasz Foszmańczyk 2016-2017
Wojciech Kędziora 2017-2018
69. Joachim Olszówka 1964-1965. Tak jak poprzednicy strzelał tylko w 2. lidze, ale ma na koncie 6 goli rundy jesiennej sezonu 1963/64 jeszcze w barwach Rapidu.
68. Artur Andruszczak 1998-2004
67. Piotr Prabucki 1990-1991
66. Tomasz Moskal 1997-1998
11 goli
65. Sławomir Duda 2013-2016
64. Andreja Prokić 2017-2018
63. Grzegorz Fonfara 2003-2014
62. Krzysztof Zając 1981-1985
61. Paweł Glück 1964-1970. W jesiennej rundzie sezonu 1963/64 zdobył 5 goli.
60. Bartosz Karwan 1994-2010
12 goli
59. Krzysztof Wołkowicz 2012-2016
58. Jan Glück 1969-1978. Lepszy od starszego brata Pawła o jedną bramkę w 2 lidze
57. Zbigniew Konkolewski 1979-1981
56. Henryk Górnik 1976-1981
55. Jerzy Wijas 1981-1989
54. Tomasz Moskała 2001
53. Ryszard Bożyczko 1978-1980
52. Grzegorz Borawski 1993-1996. Także gol w zweryfikowanym meczu pucharowym z Ruchem.
13 goli
51. Stanisław Gzil 1972-1973
50. Janusz Nawrocki 1986-1991
49. Gia Guruli 1991-1992. Pierwszy obcokrajowiec na liście strzelców GieKSy.
14 goli
48. Damian Sadowski 2006-2008
47. Mariusz Muszalik 1996-2003
46. Krzysztof Markowski 2004-2008. Strzelał w trzech najwyższych ligach i Pucharze Polski, dodatkowo jedna bramka w przerwanym meczu z Odrą Wodzisław.
15 goli
45. Gražvydas Mikulėnas 2000-2009
16 goli
44. Paweł Banaś 1972-1975
43. Deniss Rakels 2011-2013. Najskuteczniejszy obcokrajowiec, ale strzelał tylko na drugim poziomie.
42. Hubert Fait 1977-1979
41. Kazimierz Węgrzyn 1993-1996
17 goli
40. Szymon Pasko 2005-2007
39. Lechosław Olsza 1968-1978
38. Krzysztof Maciejewski 1991-1995. Bez goli w Pucharze Polski, ale skuteczny w pucharach europejskich.
18 goli
37. Stanisław Wróbel 2002-2004
36. Stanisław Zuzok 1966-1973
35. Adam Bała 1996-2002
34. Roman Szewczyk 1990-1993
19 goli
33. Piotr Kapusczyński 1974-1977
21 goli
32. Adrian Błąd 2017- Najwyższa pozycja piłkarza z obecnej kadry
30-31. Krzysztof Kaliciak 2007-2010
Bartosz Iwan 2008-2016
29. Marcin Bojarski 2000-2003
23 gole
28. Krzysztof Gajtkowski 2001-2004. Najskuteczniejszy w Pucharze Ligi – 4 bramki.
27. Wiktor Morcinek 1983-1989
26. Zdzisław Strojek 1989-1996. Bohater dwumeczu z Bordeaux
25. Adam Kucz 1992-199
24 gole
24. Józef Łuczak 1976-1986
23. Piotr Piekarczyk 1980-1990
26 goli
22. Robert Sierka 2002-2007. Jedyny piłkarz GieKSy, który zdobywał bramki na wszystkich czterech poziomach ligowych. Ma też swoją bramkę w PP.
21. Marian Janoszka 1993-1995
27 goli
20. Hubert Jaromin 2005-2008. Skuteczny zarówno w 4 jak i w 2 lidze.
29 goli
19. Krzysztof Rzeszutek 1980-1986
32 gole
18. Sebastian Gielza 2005-2008. Najskuteczniejszy w 4 lidze, strzelał także na 2 i 3 poziomie.
33 gole
17. Przemysław Pitry 2010-2014
16. Sławomir Wojciechowski 1995-1998
34 gole
15. Marek Świerczewski 1989-2002. Razem z bratem Piotrem – bramka z Leverkusen – dali GieKSie 39 goli.
36 goli
14. Eryk Anczok 1964-1972. Jesienią 1963 zdobył 8 bramek
37 goli
13. Andrzej Strzelczyk 1964-1971. Jesienią 1963 zdobył 9 bramek
38 goli
12. Marek Kubisz 1997-2006
40 goli
11. Dariusz Wolny 1991-1994
45 goli
10. Jerzy Nowok 1967-1977
9. Marek Biegun 1980-1989
47 goli
8. Mirosław Kubisztal 1984-1990. Trzeci strzelec ekstraklasy w historii GieKSy.
48 goli
7. Gerard Rother 1965-1974. Na koncie m.in. bramka strzelona Barcelonie na Camp Nou.
51 goli
6. Krzysztof Walczak 1988-1995. Wicekról strzelców ekstraklasy – 40 goli.
51 goli
5. Marek Koniarek 1984-1998. Najskuteczniejszy strzelec GieKSy w europejskich pucharach.
59 goli
4. Grzegorz Goncerz 2009-2017. Drugi na liście drugoligowców, niestety bez gola w ekstraklasie.
60 goli
3. Zygmunt Schmidt 1964-1973. Zdobył 17 goli w ekstraklasie, 41 w drugiej lidze i 2 w PP. Na koncie też 6 bramek z jesieni 1963/64. Jedyny zdobywca pięciu goli w jednym meczu.
87 goli
2. Eugeniusz Pluta 1968-1980. W ekstraklasie 19 goli plus jeden anulowany po przerwanym meczu z Górnikiem, 64 gole w drugiej lidzie, 4 w PP.
121 goli
1. Król jest tylko jeden. Jan Furtok 1980-1997. Zdobywca 85 bramek w ekstraklasie, 14 w drugiej lidze, 21 w Pucharze Polski i jednej w Pucharze UEFA.
zebrał i policzył Tosiek (obserwuj na Twitterze – klik)
Specjalne podziękowania dla autora Monografii Sekcji Piłkarskiej GKS-u Katowice Tomasza Pikula, bez którego prac nie powstałoby to zestawienie.
Hokej
Kompromitacja w Tychach
W 20. kolejce THL nasza drużyna wyruszyła do Tychów żeby zmierzyć się z miejscowym GKS-em.
Pierwszą tercję rozpoczęliśmy od szarpanej gry w tercji neutralnej. Dopiero w 4. minucie strzał na bramkę Fucika zdołał oddać Wronka, ale jego uderzenie nie sprawiło problemów bramkarzowi gospodarzy. W 7. minucie miejscowi wyszli na prowadzenie. W drugiej połowie pierwszej odsłony nasza drużyna stanęła przed szansą wyrównania wyniku za sprawą liczebnej przewagi. Pomimo oddania kilku groźnych strzałów, to żaden z naszych zawodników nie zdołał pokonać Fucika. W 19. minucie fantastyczną interwencją popisał się Eliasson ratując nas przed utratą drugiej bramki. Chwilę przed syreną kończącą pierwszą tercję Eliasson ponownie zachował czujność i pewnie obronił kolejne strzały gospodarzy.
Drugą tercję rozpoczęliśmy od zdecydowanego ataku na bramkę Fucika, blisko zdobycia bramki był Wronka i Varttinen. W 24. minucie gospodarze zdobyli drugą bramkę, wykorzystując liczebną przewagę. Kilkanaście sekund później gospodarze ponownie podwyższyli. W 25. minucie nastąpiła zmiana bramkarza w naszej drużynie. W 28. minucie czwartą bramkę dla drużyny gospodarzy zdobył Drabik, wykorzystując bierną postawę naszych obrońców. W 33. minucie w sytuacji sam na sam z Fucikiem znalazł się Dupuy, ale jego strzał był za lekki, by pokonać bramkarza gospodarzy. Na sam koniec drugiej odsłony gospodarze po raz piąty wbili krążek do naszej bramki.
Trzecią odsłonę rozpoczęliśmy od kilku strzałów na bramkę Fucika. Jednak to gospodarze ponownie znaleźli drogę do naszej bramki, zdobywając szóstą bramkę w tym meczu. Minutę później po raz siódmy do bramki trafił Viinikainen. Na sam koniec meczu bramkę honorową dla naszej drużyny zdobył Jonasz Hofman.
GKS Tychy – GKS Katowice 7:1 (1:0, 4:0, 2:1)
1:0 Filip Komorski (Valtteri Kakkonen, Rafał Drabik) 06:16
2:0 Alan Łyszczarczyk (Rasmus Hejlanko, Valtteri Kakkonen) 23:23, 5/4
3:0 Mark Viitianen (Dominik Paś) 24:18
4:0 Rafał Drabik (Szymon Kucharski, Mateusz Bryk) 27:48
5:0 Mateusz Gościński (Hannu Kuru, Olli Kaskinen) 38:56
6:0 Hannu Kuru (Juuso Walli, Bartłomiej Pociecha) 45:23
7:0 Olli-Petteri Viinikainen (Alan Łyszczarczyk, Rasmus Hejlanko) 47:54
7:1 Jonasz Hofman
GKS Tychy: Fucik, Lewartowski – Viinikainen, Bryk, Łyszczarczyk, Komorski, Knuutinen – Kaskinen, Kakkonen, Jeziorski, Kuru, Heljanko- Walli, Pociecha, Karkkanen, Paś, Viitanen – Bizacki, Ubowski, Drabik, Kucharski, Gościński.
GKS Katowice: Eliasson, Kieler – Maciaś, Hoffman, Wronka, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Anderson, Monto, Dupuy – Runesson, Lundegard, Michalski, McNulty, Hofman Jo. – Chodor, Dawid, Hofman Ja.
Felietony Piłka nożna
Komu nie zależało, by zagrać?
Gdy wyjrzałem dziś za okno z pokoju hotelowego, zobaczyłem szron na pobliskich dachach. I tyle. Śniegu nie było ani grama, jedyne, co mogło nas przyprawiać o lekkie dreszcze to przymrozek i konieczność spędzenia tego meczu w tak niskiej temperaturze. Wiadomo jednak, że podczas dobrego widowiska można się porządnie rozgrzać i emocje sportowe niwelują jakiekolwiek atmosferyczne niedogodności. Głowiłem się, jak to jest, że w różnych rejonach Polski mamy atak zimy, a przecież okolice bieguna zimna, które teoretycznie najbardziej są narażone na popularny biały puch, tym razem są wolne od tego.
Gdy jechałem autobusem na mecz i zaczęło lekko prószyć – a było to o godz. 10.30 ani przez myśl nie przeszło mi, jak to się wszystko skończy. Po prostu – śnieg zaczął sobie padać, nie był to jakiś armagedon, a i same opady śniegu, choć były wyraźne, nie przypominały tych, które znamy z przeszłości.
Po wejściu na stadion zobaczyłem taką właśnie oprószoną murawę – niezasypaną. Białawo-zieloną lub zielonkawo-białą. Typowy widok, gdy mamy pierwsze opady śniegu w roku lub też szron po mroźnej nocy. Białe gunwo (że tak zejdziemy z romantycznej wersji o puchu) ciągle jednak z białostockiego nieba spadało. I w pewnym momencie rzeczywiście murawa stała się dość biała. Nie przeszkodziło to jednak obu drużynom oraz sędziom rozgrzewać się. Kibice wypełniali stadion, zwłaszcza ci z Jagiellonii jeszcze przed meczem głośno dopingując swój zespół. Sympatycy GieKSy powoli zaczęli wchodzić na sektor gości i też dali znać o sobie. Przyznam, że nie myślałem w ogóle o tym, że mecz może się nie odbyć. Nie miałem takiego konceptu w głowie.
Za łopaty wzięło się… kilka osób. Zaczęli odśnieżać pola karne. Wyglądało to tak, że na jednym skrzydle stało trzech chłopa i sami nie wiedzieli, jak się za to zabrać. „Gdzie kucharek sześć…” – powiedziałem Miśkowi. A na drugim skrzydle szesnastki jeden jegomość odśnieżył na kilka metrów szerokość pola karnego, pokazując, że „da się”. A tamci deliberowali. Do tej pory odśnieżone były tylko linie i wspomniany kawałek. Na drugim polu karnym natomiast jakiś artysta „odśnieżał” w taki sposób, że zagarniał, wręcz zdrapywał śnieg, zamiast go nabierać na łopatę. Nie trzeba być śnieżnym omnibusem, żeby wiedzieć, że średnio efektywna jest to metoda. Po niedługim czasie wszyscy położyli na to lachę i sobie poszli czy tam przestali działać.
Dopiero kilka minut przed meczem zorientowałem się, że sędzia się dziwnie zachowuje, wychodzi i sprawdza. Załączyłem Canal+, by nasłuchiwać wieści i tam było jasne, że arbiter Wojciech Myć sugerował, iż szanse na rozegranie tego spotkania są dość marne. Potem wyszedł na boisko jeszcze raz, ze swoimi asystentami i patrzyli, jak zachowuje się piłka. W moim odczuciu ta rzucana i turlana przez nich futbolówka reagowała normalnie, z odpowiednim odbiciem czy brakiem większego oporu przy toczeniu się po ziemi. Do końca miałem nadzieję, że mecz się odbędzie.
Sędzia jednak zadecydował inaczej. W wywiadzie dla Canal+ powiedział, że ze względu na zdrowie zawodników, a także ograniczoną widoczność – podejmuje decyzję o odwołaniu meczu. Podał też argument, że do pomarańczowej piłki przykleja się śnieg i tak jej nie widać. A linie, które zostały odśnieżone i tak za chwilę zostałyby zasypane.
Mecz się nie odbył.
Odniosę się więc najpierw do słów sędziego, bo już one są dla mnie kuriozalne. Odśnieżone linie po 40 minutach (także już po odwołaniu meczu) nadal były widoczne. I nie zanosiło się specjalnie na to, że mają zostać momentalnie zasypane. Nawet jeśli – to chwila przerwy w meczu lub po prostu w przerwie między dwiema połowami – pospolite ruszenie do łopat i gotowe. A argument o piłce to już kuriozum do kwadratu. Na Boga – przecież śnieg to nie jest jakiś klej czy oleista substancja. I nawet jeśli w statycznej sytuacji klei się do piłki, to jest ona cały czas KOPANA. Dla informacji pana Mycia – to powoduje drgania w futbolówce, a to (plus odbijanie się od ziemi) z piłki przyklejony kawałek śniegu strząsa. Więc naprawdę nie mówmy takich głodnych kawałków na głos, bo tylko wzmacniamy opinię o sędziach taką, a nie inną.
Trener Siemieniec już po decyzji mówił dla Canal Plus, że z punktu widzenia logistyki w rundzie jesiennej, nie na rękę jest im nie grać, w domyśle, że ten mecz trzeba będzie jeszcze gdzieś wcisnąć. Tylko przecież WIADOMO, że tego spotkania nie da się rozegrać jesienią, bo przecież po ostatnim meczu ligowym Jaga gra dwa razy w Lidze Europy plus jeszcze w środku grudnia zaległy mecz z Motorem. Więc z GKS musieliby zagrać tuż przed świętami, a przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie przedłuży rundy GieKSie o dwa tygodnie z powodu zaległego meczu. Niech więc trener Adrian nie robi ludziom wody z mózgu. Poza tym trener powiedział, że ze względu na stan boiska, była to jedyna i słuszna decyzja i trudno nie było odnieść wrażenia, że z powodu napiętego terminarza właśnie TERAZ, dłuższy oddech dla Jagiellonii to najlepsze, co może ich spotkać…
A Rafał Górak? Bardzo dyplomatycznie mówił, że rozumie decyzję sędziów, ale chyba trzy razy podczas wywiadu dał do zrozumienia, jakie miał zdanie… Panowie za zamkniętymi drzwiami rozmawiali, każdy dał swoje argumenty. Trener zwrócił uwagę, że ze względu na szczelnie wypełniony sektor gości mogło to wyglądać inaczej. Że białe linie widać i przy dobrej woli organizatora, boisko można byłoby doprowadzić do stanu używalności. Że taki wyjazd bez meczu to dodatkowe koszty dla klubu. Jakbym więc miał typować, to pewnie wyglądało to tak „ej Rafał, wiesz, jak jest, jaką mamy sytuację, wiem, że nie jest to wam na rękę, ale zgódź się na przełożenie meczu, odwdzięczymy się dobrym winkiem”… Być może więc ze względu na solidarność kolegów po fachu i gentelmen’s agreement, szkoleniowiec, mimo że wolałby zagrać – nie oponował.
No i właśnie. To jest pytanie – czy komuś zależało, żeby wykorzystać opady i meczu nie rozegrać? Powiem wprost – reakcja organizatora meczu na tę „zimę” jest mocno zastanawiająca i nie wiem, czy Jagiellonia nie powinna z tego tytułu ponieść konsekwencji. Powtórzę – klub nie zrobił absolutnie nic, żeby ten mecz rozegrać. Począwszy od prognoz – przecież atak zimy w Polsce był już wczoraj, więc nie można było nie zakładać, że podobna sytuacja powtórzy się w Białymstoku. A jeśli tak, to przygotowuje się zastępy ludzi – choćby na wszelki wypadek – do tego, żeby boisko odśnieżyć. Pamiętacie, co było w zeszłym sezonie w meczu Radomiaka z Zagłębiem? Momentalnie, w ciągu kilku minut płyta po nawałnicy zrobiła się biała. Tam też było ryzyko przerwania i odwołania meczu. Ale ludzie robili, co w swojej mocy, odśnieżali, jak tylko się da i spotkanie zostało dokończone. Wczoraj w Rzeszowie kompletnie zasypany stadion został odśnieżony i mecz również się odbył. A w Białymstoku? Nie było chętnych czy nie miało ich być? Mogli nawet tych żołnierzy wziąć, co to zawsze są na trybunach. Cokolwiek. A tutaj kilku ludzi z łopatą zaczęło nieskładnie machać, ale chyba ktoś im powiedział, że to bez sensu – no i przestali.
Nie będę wnikał, czy na takim boisku można grać czy nie. Jak bardzo wpływa to na zdrowie zawodników. Wiem, że w przeszłości takie mecze się odbywały i nikt nie płakał i nie zasłaniał się ani zdrowiem, ani terminarzem. GieKSa taki mecz rozgrywała z Arką Gdynia – pamiętny z niewykorzystanym karnym Adamczyka – i jakoś się dało. Nie jest to może najbardziej estetyczne widowisko, ale mecz jest rozegrany i jest z głowy.
Natomiast tu nie chodzi o to, czy na zaśnieżonym boisku można grać. Chodzi o to, że nikt nie zajął się odśnieżaniem. Dlatego cała ta sytuacja ostatecznie wydaje mi się po prostu skandaliczna. Dosłownie godzinkę śnieg poprószył – bez jakiejś większej nawałnicy – i odwołujemy mecz.
I tak – piłkarze pojechali sobie na drugi koniec polski, by pobiegać na murawie stadionu Jagiellonii. Klub zapłacił za hotel, wyżywienie, przejazd. Teraz będzie to musiał zrobić drugi raz – najpewniej na wiosnę. Kibice zrywali się o drugiej w nocy, niektórzy pewnie nawet nie poszli spać, by stawić się na zbiórkę w ciemnych Katowicach. Jechali w tak wielkiej liczbie przez cały kraj – też przecież zapłacili za bilety i przejazd. I dostali w bambuko, bo paru osobom nie chciało się wyjść i doprowadzić boisko do jako takiego stanu.
Uważam, że PZPN czy Ekstraklasa, czy kto tam zarządza tym całym grajdołkiem, nie powinien przyzwalać na taką fuszerkę. To jest kupa kasy i czas wielu ludzi, którzy zdecydowali się do Białegostoku przyjechać. To po prostu jest nie fair.
Nieraz bywały jakieś sytuacje czy to z pogodą, czy wybrykami kibiców i kapitanowie lub trenerzy obu drużyn zgodnie mówili – gramy/nie gramy. Była ta wyraźna jednogłośność. A czasem spór. Grano nawet po zapaści Christiana Eriksena – choć tam akurat uważam, że ta decyzja była fatalna (choć z drugiej strony to Euro, więc logistyka dużo trudniejsza). Tutaj zabrakło determinacji, żeby mecz rozegrać. Rozumiem trenera Góraka, że podszedł dyplomatycznie do sprawy. Ja tego protokołu dyplomatycznego trzymać nie muszę i wysuwam hipotezę, że komuś na rękę był ten niezbyt wielki opad śniegu.
Dotychczas wielokrotnie pisałem i mówiłem, że cenię Jagiellonię i Adriana Siemieńca za to, jak łączą ligę i puchary. Byłem pod wrażeniem, że rok temu Jaga nie przełożyła spotkania z GKS na jesień, gdy sama była pomiędzy meczami z Ajaxem – trener gospodarzy dzisiejszego niedoszłego pojedynku mówił, że poważna drużyna musi umieć grać co trzy dni. Tym razem jednak w obliczu meczu z KuPS i końcówki ligi, takie zdanie przestało już zobowiązywać.
Nam nie pozostaje nic innego, jak przygotować się do sobotniego spotkania z Pogonią. Oby piłkarze GKS również wykorzystali fakt, że nie będą mieli Jagi w nogach i jak najlepiej mentalnie i fizycznie przygotowali się do spotkania z Portowcami. A z Jagiellonią i tak się już niedługo zmierzymy, bo za jedenaście dni w Pucharze Polski.
Kups!
Piłka nożna
Mecz z Jagiellonią odwołany!
W związku z atakiem zimy w Białymstoku i niezdatnymi według sędziego warunkami do gry mecz Jagiellonia Białystok – GKS Katowice został odwołany.



WicioGieKSa
16 lutego 2020 at 13:54
Napierała ma na imię Adrian, nie Adam
Tosiek
16 lutego 2020 at 16:39
Dzięki za wszelkie uwagi i poprawki.
Tosiek
KaTe
17 lutego 2020 at 14:49
Fajnie powspominać. Taki Prabucki na luzie wprowadziłby nas do drugiej (czyli obecnie pierwszej) ligi.
Nerwus
17 lutego 2020 at 20:27
Ile bramek strzelił J.JOJKO ?
Tosiek
18 lutego 2020 at 09:46
Jojko strzelił jedną w 1994 w meczu pucharowym z Inter Cardiff.
Drugim bramkarzem ze strzelonym golem był Jacek Gorczyca w 2007, mecz w II lidze z ŁKS Łomża.
Robson
18 lutego 2020 at 19:43
Fajna lektura. Super i dzięki
Lizak
19 lutego 2020 at 05:31
Jojko strzelił karnego w finale PP na SŚ i w pucharach europejskich w meczu z Arisem.