Piłka nożna
[TRANSFERY] 10 piłkarzy odchodzi z GieKSy
Dziś poznaliśmy pierwsze posunięcia kadrowe w klubie. Z GKS Katowice odchodzi 10 piłkarzy, a 1 zostanie wypożyczony.
Kontrakty: Dominika Bronisławskiego, Kamila Bętkowskiego, Dawida Rogalskiego, Łukasza Wrońskiego i Tomasza Skiby, które zakończyły się 31 lipca 2020, nie zostały przedłużone.
Do swoich macierzystych klubów wracają także wypożyczeni: Bartosz Mrozek, Łukasz Konefał i Maciej Dampc.
Michał Szymała odszedł do trzecioligowego LKS-u Goczałkowice Zdrój. Największym zaskoczeniem jest zapewne odejście Kacpra Michalskiego – Górnik Zabrze skorzystał z klauzuli w kontrakcie zawodnika gwarantującej prawo odkupu.
Oprócz odejść definitywnych klub poinformował także, że Tomasz Spałek zostanie na rok wypożyczony do czwartoligowego Gwarka Ornontowice.
Galeria Piłka nożna
Feta na Arenie Katowice
Wspaniałe zakończenie weekendu! Piłkarze i sztab szkoleniowy GKS Katowice spotkali się dziś na Nowej Bukowej z kibicami GieKSy, aby razem świętować wielki powrót do europejskich pucharów po 23 latach. Zapraszamy do fotorelacji z tego wydarzenia.
Felietony Piłka nożna
Esencja piłki nożnej
Kurz już lekko opadł. Wczoraj na Nowej Bukowej świętowaliśmy i już samo to wydarzenie było czymś szczególnym. Kibice w liczbie kilku tysięcy pojawili się na stadionie, aby podziękować drużynie za ten kapitalny sezon. Organizacyjnie i eventowo wyszło top. Fajnie, konkretnie, bez zbędnego przedłużania. Były też stoiska gastronomiczne i atrakcje. Zarówno zagorzali kibice, jak i całe rodziny mogły spędzić tę ciepłą, słoneczną majową niedzielę relaksując się i świętując sukces.
Dziś mamy już nowy tydzień. Część naszej ekipy pojedzie na galę Canal Plus, gdzie – mamy nadzieję – kilka nagród nasi ludzie otrzymają. Rafał Strączek, Arek Jędrych, Bartek Nowak, Rafał Górak – są w nominacjach i liczymy na to, że nagrody wpadną w ich ręce. Faworytem do tytułu Piłkarza Sezonu jest Bartek i oby tak się stało, bo byłoby to niesamowite wyróżnienie dla naszego zawodnika.
Wróćmy jednak do soboty. Przyznam szczerze, że stresowałem się jak nigdy. To znaczy pierwszy stres mnie złapał tydzień wcześniej, bo gdy Colak strzelił dla Legii bramkę w doliczonym czasie gry w Gdańsku – zaczęły się dla nas ciężary. Wówczas ze złości cisnąłem jakąś koszulką o ziemię i cały wieczór miałem zepsuty. Bo wyjściowo mieliśmy się oglądać tylko na Zagłębie Lubin, a jego zwycięstwo w Białymstoku było przecież stosunkowo mało prawdopodobne. Wygrana Legii w Gdańsku spowodowała, że w Szczecinie MUSIELIŚMY zremisować, by Warszawianie nas nie dogonili. Bo w takie cuda, że Legia nie wygra z Motorem nie było co wierzyć.
W samym tygodniu ten stres nieco opadł. Wiadomo, życie się toczyło, praca i różne inne sprawy. Jednak w sobotę rano po pobudce emocje znowu wróciły. Ten dzień był jak egzamin. To nie był mecz jak jeden z wielu – w środku sezonu, że z mniejszymi lub większymi emocjami, ale względnie na luzie do niego podchodzisz. Wiadomo, że mieliśmy kilka takich kluczowych spotkań, głównie w Pucharze Polski. Mieliśmy kilka mega ważnych meczów, gdy znajdowaliśmy się tuż nad lub tuż pod kreską. Jesienny Motor czy chociażby pierwszy mecz w tym roku w Lubinie. Mecz z Rakowem w półfinale Pucharu Polski to był już wielki bonus tej pięknej przygody. I oczywiście żal było braku awansu do finału, ale zaszliśmy tak daleko, że i tak byliśmy zadowoleni. Mecz w Szczecinie miał innego rodzaju rangę. Graliśmy o coś więcej niż tylko super wrażenie wynikające z zajęcia takiego czy innego miejsca w tabeli. Graliśmy o realny cel, którym była przepustka do Europy. Dodatkowo ten cel był tak bliski, bo przecież wystarczyło zremisować, co praktycznie dałoby grę w europejskich pucharach.
A puchary to było wielkie marzenie nas wszystkich. To jest wyjście poza Polskę, poza nasze uniwersum krajowe. To trochę egzotyka, poznanie czegoś nowego, a jeśli się powiedzie – wejście na europejskie salony.
No i najpierw była ta długa i mozolna droga do Szczecina. Tam oczywiście zahaczyliśmy o znaną nam knajpkę z poprzedniego sezonu (więcej w PS). No i pojechaliśmy na mecz. Gdy już byłem na stadionie i usadowiłem się na miejscu na prasówce, czułem, jak stres robi się coraz większy. Zaraz miał się rozpocząć ten decydujący mecz. Zero przyjemności, maksimum skupienia. Oraz nadziei i wiary. To jest ten moment, którego osoba nie do końca zaangażowana nigdy nie zrozumie. Nie chcę tu oczywiście dzielić kibiców na takich i takich, no ale… tak się kibice dzielą. Są te słynne pikniki, które są bardzo potrzebne klubowi. I dla mnie to określenie „piknik” nie jest pejoratywne. To jest specyfika, a nie ocena. To są właśnie te rodziny z dziećmi, kibice, którzy na przykład pojawili się dopiero po otwarciu stadionu, którzy chcą, żeby GKS wygrywał, ale raczej traktują kibicowanie w kategorii relaksu i przyjemności. łapali modę na GKS. Piękna sprawa, też bym tak czasem chciał, ale chyba bym tak nie umiał.
Dla mnie ta identyfikacja z klubem, coś tak mocno wpojonego, wiąże się z tym, że porażki przeżywam boleśnie, a zwycięstwa euforycznie. Nawet jeśli przez jakiś czas emocjonalnie zdystansowałem się – to raczej w formie mechanizmu obronnego, żeby już tak nie cierpieć, a nie jakiejś chęci odejścia. Bo odejść się nie da. Jak 30 lat temu GieKSa pojawiła się w moim sercu i głowie, tak zostanie już na zawsze. To jest jeden z głównych aspektów życia.
Czekałem więc z niepokojem na pierwszy gwizdek, no i on wybrzmiał. Liczyłem na dobrą grę GKS i to, że wynik będzie korzystny. Oczywiście sama dobra gra go nie gwarantowała. Tak to jest w piłce, że gdy dwie wyrównane drużyny grają, to prawdopodobieństwo rozkłada się w jakiś określony sposób. I nawet jeśli na to, że GKS nie przegra szanse wynosiłyby 60-70% to wcale by mnie to nie uspokajało.
Pierwsza połowa… załamała mnie. Zamiast drużyny walczącej o marzenia widziałem zespół bezradny. Jak wydawało mi się, że nie da się zagrać gorzej niż pierwsza połowa z Piastem, tak… dało się jak najbardziej. I to jest ta nasza kochana, ale czasem niesforna GieKSa, która potrafi zagrać świetne zawody przeciw najlepszym zespołom w Polsce, ale czasem prezentuje nam taką kaszanę, że nie ma co zbierać. To co mnie czasem jeszcze wkurza to to, że przeciwnicy jakoś dziwnie potrafią przeciw nam się mobilizować i nagle przypominają się, jak się gra w piłkę. Tak było i w przypadku Pogoni. Od początku Szczecinianie cisnęli i wszelkie teorie, że się podłożą widać było, że nie mają racji bytu. Grali szybko, stworzyli kilka sytuacji i byliśmy w bardzo poważnych opałach.
W końcu stało się nieuniknione – straciliśmy bramkę. Gol sytuacyjny, raczej taki, jakie strzelamy, a nie tracimy, bo po wyrzucie z autu. Za chwilę dostaliśmy informację, że Legia strzeliła i zrobiło się bardzo źle. Do końca pierwszej połowy nie zdziałaliśmy nic. Zero strzałów, xG równe 0. Niezrozumiała była to niemoc.
Wiary nie traciłem, choć czułem, że jesteśmy w ciężkiej sytuacji. Tu już nie mieliśmy bronić – musieliśmy gonić. Co z tą grą było trudne. Ale GKS wielokrotnie po przerwie się budził i wyglądało to lepiej. Pozostawało mieć nadzieję, że tak będzie i tym razem.
I rzeczywiście gra się trochę poprawiła, choć dalej nie był to wybitny mecz. Natomiast Pogoń trochę stonowała, a GKS zaczął atakować i kilka sytuacji sobie wykreował. Mateusz Wdowiak miał setkę, ale strzelił tuż obok słupka. Lukas Klemenz trafił w poprzeczkę. Bartek Nowak główkował pięknie, ale Kamiński wyciągnął to spod poprzeczki. Minuty mijały, trenerzy robili zmiany.
No i zamarliśmy. Portowcy wyprowadzili akcję, po której strzelili drugiego gola. Stadion w euforii. My w rozpaczy. Miałem jednak wrażenie, że jest spalony – ale w początkowej fazie tej akcji, znaczy w okolicach środka boiska. Liczyłem, że sędzia podniesie rękę, więc od razu na niego popatrzyłem. Ludzie jeszcze byli w amoku, z trybun rozległ się tyfon i triumfalna melodia, ale ja już widziałem, że ręka arbitra Sylwestrzaka jest w górze. Czułem więc, że kamień spadł mi z serca. Jak później się okazało, spalony był też w sytuacji samego strzału w polu karnym, gdzie później wybitą piłkę dobijał Kamil Grosicki. O tym już nie wiedziałem i nie wiem, który moment był VAR-owany. W telewizji tej pierwszej sytuacji – gdy Grosik jest na spalony niemal na środku boiska – nie widać. Ja natomiast byłem na żywo przekonany, że ofsajd jest. Któryś z naszych zawodników leżał na murawie i nie wiedział, że gol nie został uznany. Drugi podszedł do niego i mówi – wstawaj.
Byliśmy już totalnie przemeblowani, Arek i Lukas gdzieś tam szaleli w ataku, Adrian na stoperze. Pomieszanie z poplątaniem.
Nie byliśmy jeszcze pogrzebani. Ale czasu było coraz mniej, Powoli kończył się ten regulaminowy. Przerw trochę było i zastanawiałem się, ile doliczy sędzia. Myślałem o sześciu. Dostaliśmy aż osiem. Nadal mnóstwo czasu.
Problem polegał na tym, że atak atakiem, ale bez ręki grał Rafał Strączek. Po którejś interwencji znów mu się odezwał bark i widać było, jak cierpi z bólu. Potem znów padł na murawę. W szale trener Górak kazał mu wstawać i grać, sam Rafał też odesłał fizjoterapeutów, którzy wbiegli na murawę. Było naprawdę nerwowo.
Szczerze mówiąc nie widziałem dobrze tej interwencji Kamińskiego. Znaczy nie byłem pewien, czy to ręce czy klatka, a już tym bardziej, czy było to poza polem karnym. Zdziwiłem się więc, że sędzia znów coś sprawdza na VAR, bo nie miałem pojęcia co, usłyszałem, że tę potencjalną rękę. Pojawił się promyk nadziei. Zaraz sędzia skierował się w stronę bramkarza i już wiedziałem, że to będzie czerwona kartka. Pogoń dokonała pięć zmian? Chyba tak! Jeszcze patrzę w swoje składy i liczę zmiany gospodarzy. Liczę: raz, dwa, trzy, cztery, pięć. Jest! Będzie musiał wejść zawodnik z pola. Więc trzeba zrobić wszystko, by na naszą bramkę z jednorękim Strączkiem nie strzelano, a sami musimy po prostu uderzać na bramkę przeciwnika, ile wlezie.
Padło na Cuića. Napastnika, który strzelił nam gola w pierwszej połowie.
Dobra, z tym „ile wlezie” to przesadziłem. Trzeba dobrze i rozsądnie rozegrać akcję, żeby jako taką pozycję do strzału sobie wyrobić. Nic na hurra. Musimy dojść do okazji, żeby móc oddać celny strzał na bramkę, a to nie musi być takie łatwe. Najpierw rzut wolny po ręce Kamińskiego. Bartek Nowak trafia w mur, potem tracimy piłkę. Nic z tego. Kibice Pogoni w euforii, złapanie piłki i wykop Ciuića fetują niesamowitą wrzawą. Minuty upływają, choć ta przerwa z czerwoną kartką była długa.
W końcu odzyskaliśmy którąś piłkę pod naszym polem karnym i rozprowadziliśmy akcję. Kapitalnie zachował się Borja, który podprowadził piłkę i podał do niepilnowanego Marcela. Świetnie pokazywał się Mateusz Wdowiak, ale jednak były Portowiec zdecydował się na strzał. Dokładnie tak, jak należy. Z szesnastu metrów trzeba uderzyć mocno, gdy w bramce nie stoi w bramkarz.
Piłka wpadła do siatki! GOL! EUFORIA na ławce, sektorze gości, najmniejsza chyba… na boisku. Nasi zawodnicy tym razem wytrawni, cieszą się tak, by spowolnić tę grę i schłodzić rozgrzane głowy wszystkich.
Ja sam wyskakuję z radości na tej prasówce. Zazwyczaj powiem pod nosem „jest”, jakiś lekki gest radości wykonam. Tutaj nie umiałem się pohamować, więc po prostu zacząłem skakać z tej euforii. Coś co wydawało się tak nierealne, żeby w takich okolicznościach wyrównać, stało się faktem. Scenariusz nieprawdopodobny. Teraz pozostawało to tylko utrzymać. Te kilka minut. Pogoń na szczęście już nie atakowała, no i przecież grała w osłabieniu. Jeszcze chwilkę…
Koniec! GieKSa remisuje, nie przegrywa ósmego meczu i zapewnia sobie miejsce w pucharach. Ławka wyskakuje z radości, kibice w ekstazie, GKS Katowice osiąga historyczny sukces.
Ja sam nie widziałem, w co ręce włożyć. Tu zmieniłem tytuł live na „Mamy to!”, tu wrzucam na FB, zaraz nagrywam filmiki z radości. Ręce trzęsą mi się z emocji, przecież dopiero co byliśmy w piłkarskim piekle i nagle znaleźliśmy się w niebie. Niesamowita radość.
Tak jak pisałem w którymś felietonie – były takie mecze, po których nawet nie czułem jakiejś wielkiej radości, bo byłem tak wypruty nerwowo i emocjonalnie. Wówczas czułem raczej ulgę. Tym razem było inaczej. To była czysta, niezmącona radość. Autentycznie byłem przeszczęśliwy każdą komórką ciała.
Tu mnie jakiś dziennikarz ze Szczecina zaczepił, tu znajome twarze, równie radosne jak ja trybunach, na VIP-ach. Mamy to – po 23 latach GieKSa wraca na europejskie boiska.
Nie puszczały mnie te emocje długo. Oczywiście nagrywkę swoją tradycyjną zrobiłem, a w końcu udałem się na salkę konferencyjną. Tam spotkałem tę naszą i nie naszą katowicką ekipę, naszych fotografów, chłopaków z oficjalnej, pofatygował się też Kacper Janoszka, dziennikarz Sportu. Były piąteczki i radość. Gdzieś tam w tle też podśmiechujki, takie wiadomo nie prima sort, bo ktoś do tych pucharów awansował, a ktoś nie. Cóż, kibicowanie bywa nieco małostkowe, nikt nam tego zabronić nie może.
Bardzo się to wszystko przeciągało, długo czekaliśmy na trenerów. Był czas, żeby sobie odpalić fragmenty z Multiligi i zobaczyć na podzielonym ekranie, jak Marcel strzela gola dla GieKSy i jak reagują na to przy Łazienkowskiej. Był czas, żeby emocje opadły, ale opaść nie chciały. W końcu pojawił się trener i konferencja się rozpoczęła.
Mały prztyczek oczywiście dam, jednocześnie znów doceniając nas wszystkich, skromnych chłopaków z Katowic. Byliśmy oczywiście zadowoleni i było to po nas widać, ale naprawdę byliśmy na tej salce stonowani i po prostu wręcz cicho się zachowywaliśmy. Już sobie wyobraziłem, gdyby tam w takich okolicznościach byli „dziennikarze Widzewa” czy „dziennikarze Arki”. Podejrzewam, że ich zajebistość i narcystyczne ego roz…bałoby tę salkę w drobny mak. Byłoby pieprzenie o swoje wspaniałości i że w ogóle Liga Mistrzów, żarty, żarciki i tysiącprocentowy poziom kumatości. Boże, jak ja sobie przypominam te uniwersa, to żenadometr wywala mi poza skale.
Kilka pytań do trenera, już trochę innych, trochę bardziej na luzie, niekoniecznie merytorycznych. Widać było, że Rafał Górak też jest wzruszony, przecież to dla niego kolejny sukces w trenerskiej karierze, ale sukces większy niż taki zwykły, bo od podstaw stworzony i mający swoją kontynuację – najpierw był awans, potem super sezon i spokojne utrzymanie, a teraz puchary. Wszystko stworzone od zera. Absolutnego zera.
Popracowaliśmy jeszcze na salce. Fotografowie wrzucili galerię, ja konferencję, w międzyczasie Flifen zbierał wywiady. W końcu się ogarnęliśmy i ruszyliśmy do samochodu. Radośni i szczęśliwi. Nie zabrakło śpiewów w aucie. Czekała nas długa podróż do domu.
To był bardzo emocjonujący i ekscytujący dzień. Wiedzieliśmy, że musimy osiągnąć konkretny wynik, ale nikt z nas nie spodziewał się, że stanie się to w takich okolicznościach. W 97. minucie. Że obie drużyny na koniec będą grały praktycznie bez bramkarzy. Że otworzy nam się taka szansa.
Było blisko, żebyśmy wracali z nosem spuszczonym na kwintę. Wracaliśmy w wielkiej radości.
W piłce każdy klub ma czasem taką sytuację, że przechyla swoją szalę w doliczonym czasie gry. Każdy klub też mecze w taki sposób przegrywa. To jest czysta statystyka, grając dziesiątki czy setki meczów – coś takiego co jakiś czas się musi przydarzyć. Nie jest natomiast dane każdemu, żeby taki gol decydował o sukcesie czy klęsce w całym sezonie. To dotyka tylko niektórych. I niesamowite jest to, że my doświadczyliśmy tak potężnej klęski, gdy Witan nam strzelał gola w ostatniej minucie ostatniej kolejki. A teraz los nam oddał i to my na sam koniec, w tym horrorze okazaliśmy się zwycięzcami. To jest unikatowe doświadczenie. Coś, co w naszych kibicowskich sercach pozostanie już na zawsze.
Dłużyła się ta podróż bardzo. Śledziłem, co tam w necie na nasz temat piszą. A gdy po piątej wróciłem do domu, to zamiast pójść spać, zaparzyłem herbatkę i siedziałem jeszcze godzinę i oglądałem fragmenty Multiligi z kluczowymi momentami. Człowiek naprawdę jest chory psychicznie. Chory na punkcie swojego klubu.
Ten sezon doświadczył nas kilkoma bardzo trudnymi momentami. Stracony gol w doliczonym czasie gry przy Łazienkowskiej czy porażka w karnych z Rakowem. Straszna frustracja po meczu z Cracovią. Żal po Arce. Sama inauguracja sezonu bardzo słaba – punkt w dwóch meczach. Trochę tego było. Ale dużo więcej było momentów radosnych. Takich, że wracaliśmy z meczu i byliśmy bardzo zadowoleni. Gol Marcela i końcowy gwizdek to była wisienka na torcie.
Teraz nadszedł czas odpoczynku. Będziemy śledzić różne newsy dotyczące GieKSy. Terminarzowe czy transferowe. W połowie czerwca zasiądziemy z wielką ciekawością do internetu czy gdzie tam to losowanie będzie można śledzić. I zobaczymy gdzie nas wywieje. Czy do dalekiego Kazachstanu, a może po sąsiedzku Słowacja? A może Bałkany? Będzie to bardzo, bardzo ekscytujące.
Ale na razie odpoczywajmy. Zobaczymy jeszcze sobie baraże, żeby poznać komplet uczestników ekstraklasy w przyszłym sezonie. Oczywiście z naszym udziałem. Bo GieKSa już nie jest w ekstraklasie na dorobku. GieKSa jest z ekstraklasą zrośnięta. Jesteśmy jedną z twarzy najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Nadajemy jej kolorytu – rodzinną postawą, kultem pracy, niesamowitą determinacją i widowiskową grą. GieKSa robi wszystko, by na nowo stać się marką. Solidną marką piłkarską. I wygląda na to, że już za chwilę to stanie się rzeczywistością.
Galeria Piłka nożna
Z drugiej ligi do Europy
Zapraszamy do drugiej galerii ze Szczecina. GieKSa, po szalonej końcówce, zremisowała z Pogonią 1:1 i dostała się do europejskich pucharów. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek.


Kejta
1 sierpnia 2020 at 18:25
No to ilu mamy teraz pilkarzy w kadrze? 11ska bedzie na pierwszy sparing? Piekna przyszlosc przed nami. Nie mamy bramkarza I prawego obroncy
bulwa84
2 sierpnia 2020 at 07:46
czesc, dwa sezony mielismy za kapitana Blada i co osiagnelismy? nic!!! dajcie pograc i budujcie zespol na wychowankach. taki Frankowski bedzie wiecznym rezerwowym jak dobrolinski az odejdzie i rozwinie sie bo nikt w klubie nie dal mu szansy a tak nazekali na mrozka. uwazam ze szwedzik tez ma potencjal, fakt nie zagral dobrze jak byl wystawiany ale kto zagral dobrze, nikt!!!
Piko
2 sierpnia 2020 at 09:49
Nie ma kogo żałować . Trochę szrotu odeszło . Przyjdzie nowy
tomassi
2 sierpnia 2020 at 10:53
Frankowski powinien dostać więcej szans.
jezyk
2 sierpnia 2020 at 11:09
No i prosze 10 odchodzi a jak pisalem ze gorak powinien odejsc to pisaliscie jakies pierdoly o stabilizacji. No to mamy stabilizacje i argument ze trzeba to zgrywac bo to nowa druzyna.
KaTe
2 sierpnia 2020 at 12:15
Dlaczego odejście Michalskiego jest zaskoczeniem? Klauzula odstępnego była zapewne niska. Zawodnik 20-to letni grał cały sezon na trzecim poziomie, a Górnik da mu pewnie następne szanse. Może po dobrym przygotowaniu zagra jak jesienią?
Bętkowski nie miał placu u Góraka (podobnie jak nie wiadomo czemu wiosną – Grychtolik). A można go było zostawić do momentu sprowadzenia kogoś lepszego – co nie jest wcale takie pewne.
Odnośnie Mrozka: pewnie jest szansa, że u nas zostanie – bo po co on Lechowi? W pierwszym zespole nie ma szans, a w rezerwach Mleczko jest od niego lepszy…
Crossfit76
2 sierpnia 2020 at 14:04
W ll lidze GKS KATOWICE powinien grać i zdać sobie radę wychowankami.No ale w katowicach się nie trenuje młodzieży z myślą wyszkolenia piłkarza tylko zgarnięcie kasy z miasta.Wystarczy popatrzeć w jakich ligach grają trampkarze lub juniorzy.Śmiech na sali. Może by rozliczać trenerów grup .młodzieżowych z ich pseudo roboty.
Rafał
2 sierpnia 2020 at 15:01
Tak się zastanawiam po co wogóle Gks podpisał umowę z Rozwojem Katowice skoro Rozwój utalentowanych trzymał u siebie a do Gks dawał miernoty i jeszcze za to kasę brał tylko poto by się z tych pinedzy utrzymać, a Gks został bez rezerw i odpowiedniego szkolenia, dlaczego to tak zostało zrobione i w hokej podobna umowa z Naprzodem Janów ogarnijcie się tam na górze bo jeśli masz cały system szkolenia od juniora do I drużyny to takie dziwaczne umowy są niepotrzebne a klub tylko kase traci, zamiast inwestować w młodzież czy nowy narybek. BEZ SENSU!!!!
wyszo
2 sierpnia 2020 at 15:31
powinien odejsc w pierwszej kolejnosci Blad i Woźniak. To, że szarpali i chcieli to za mało. Tu trzeba konkretów. Ilu w ostatnich latach było liderów, którzy mieli dać jakość doświadczenie i punkty ? Który z nich nie zawiodł ? Piesio Wawrzyniak Bębenek Foszmanczyk Lebedynski Plizga Pitry … mozna by wymieniac. Poza Pitrym (momentami) nikt nie byl zadnym liderem, nie dal nic a plany byly wielkie. Zmiana trenera nie da nic ani nic nie zagwarantuje. Gorak ma jakis plan tylko wykonawcy sa niestety mentalnie na takim poziomie na jakim gramy. Jesli nie zmieni sie myslenie tych zawodnikow, nie zacznie wykraczac poza 2 lige to bedziemy tkwic tam tak samo dlugo jak w pierwszej …
Kuba
2 sierpnia 2020 at 15:35
Ktoś robi to celowo.Bez stadionu,bez zawodników i coraz mniej kibiców.
jezyk
2 sierpnia 2020 at 17:27
Jak tak patrzę na to wszystko to chyba zaczynam rozumieć dlaczego tu nie ma żadnych sukcesów ani widoków na nie. Tu każdy robi sobie co chce i nikt z niczego nie jest rozliczany. Trener zjebał popisowo awans i co i nic. Wśród kibiców zaczyna się jakieś pierdolenie o jego wielkiej wizji i stabilizacji. Problem w tym ze tu jednak nie chodzi o stabilizację. Gdyby o to chodziło to nie odeszłoby 10 zawodników a wcale nie jest powiedziane ze to koniec. Wiec nie o to raczej chyba chodzi. Zaraz pan Górak ogłosi że buduje nowa drużynę i powie ze potrzeba czasu by się zgrała wiec nie oczekujcie wyników. I znowu ma rok roboty za dobra kasę. Na koniec sezonu okaże się znowu że wiele brakło do awansu no ale nic ważne ze jest stabilizacja i trener bez wyników ale za to taki fajny. Prezes schował się gdzieś i unika wszystkich a może go nie ma bo pojechał na paradę lgbt. Nijakość w zarzadzie bylejakość trenerska brak jakosci wsrod kontraktowanych zawodnikow i wszystkim z tym dobrze. To że tym co czerpia z tego zyski to pasuje to ja rozumiem ale że i kibicom też to juz nie kumam. Brzeczka wszyscy chcieli zwolnic choc byl duzo lepszym trenerem niż górak i mimo wszystko za jego czasu jakos to wygladalo. Trzeba bylo jemu dac taka taryfe ulgowa to pewnie w jego przypadku by sie awans udal. No wiec jesli tak traktowalismy innych trenerow ze o mandryszu nie wspomnę to niby czemu pan Górak ma miec taryfe ulgowa. Powiem tak ja nie mam najmniejszych watpliwosci ze w takich uwarunkowaniach w przyszlym sezonie tez awansu nie bedzie. Stadionu teZ nie bedzie bo niby po co go budowac i utrzymywac w sytuacji gdy poziom rogrywkowy na ktorym jestesmy mozna obsluzyc bukowa. Gdzie ci mlodzi zawodnicy z akedemii gieksy. Moze czas sie zajac tymi ktorzy tam baki zbijaja i twonia kase tylko. Moze czas zaczac stawiac wymagania i egzekwowac ich osiagniecie. Moze i czas tylko ze po co skoro na gieksie nikomu juz nie zalezy nawet jej kibicom
Piko
2 sierpnia 2020 at 17:35
No właśnie … pisałem już po słowach „nie daliśmy rady” – no i co ??? Dlaczego ? Jakie były przyczyny ? Jakie błędy ? Jaki system motywacji ? Dlaczego nie zadziałał ? Co zrobić żeby uniknąć tych samych błędów w przyszłości ? Rozumiem że trener przygotował taki raport i że był na tyle wiarygodny że spokojnie może pracować dalej . Czy tak ???
jezyk
2 sierpnia 2020 at 17:43
Piko jak znam kulture organizacyjna gks to zadnego raportu nie napisal Gorak tylko chodzil od gabinetu do gabinetu i bajki opowiadal. Tez uwazam ze powinien byc precyzyjny raport a do tego budzet ile wydano na zawodnikow ich place placa trenera zarzadu itd. To sa publiczne pieniadze wiec mamy prawo wiedziec
Piko
2 sierpnia 2020 at 17:50
Jezyk. Pełna zgoda . Przykład – Dampc , Konefał , Bętkowski – pół roku w klubie – pewnie nie za darmo . Ile grali ?
Kto rekomendował ich sprowadzenie ? Trzeba brać odpowiedzialność za swoje decyzje.
Kato
2 sierpnia 2020 at 19:17
Jak to zmienić, aby ku zadowoleniu Kibiców GIEKSA odnosiła znowu sukcesy?!
JAK ?????
Co możemy zmienić my jako Kibice.
Rafał
2 sierpnia 2020 at 19:54
Ci Co odeszli teraz, a byli ściągani na sezon który się właśnie skończył, powinni oddać kasę za to że tu grali i za hańbę jaką przynieśli!!!!!
jezyk
2 sierpnia 2020 at 19:59
Kato pytasz jak to zmienic. Trzeba zacząc od małych rzeczy. Własnie takie kompleksowe sprawozdanie wraz z danymi finansowymi dało by jakis obraz a nadto wprowadzaloby jakas forme kontroli kibicow nad tym calym bajzlem. Mysle ze szanowna redakcja moglaby w trybie ustawy o dostepie do informacji publicznej o takie dane wystapic. Dalsze dzialania sa juz zalezne od tego co tam jest. Nawet bez tych danych juz widac golym okiem niegospodarnosc bo czym wytlumaczyc sciaganie zawodnikow ktorzy nie graja a trzeba im placic. Po co byl konefal na wypozyczeniu. Nie ma w akademii bramkarza na uzupelnienie skladu. Takich przypadkow jest wiecej. Jezeli takie marnotrastwo odbywalo sie kosztem prywatnych srodkow to nic mi do tego bo kazdy moze robic ze swoja kasa to co uwaza ale to sa pieniadze publiczne.
Piko
2 sierpnia 2020 at 20:11
Kato. Nie tracić nadziei i … zainteresowania . Zadawać pytania ,wymagać odpowiedzi.
Ciągle czekam na odpowiedź na „banalne” pytanie – dlaczego nie awansowaliśmy ?
i bynajmniej nie oczekuję banalnej odpowiedzi typu „nie daliśmy rady” .
To nie był jeden mecz w którym wszystko się może zdarzyć . Widzew , Stalowa Wola , Resovia i Stal …. i kilka wcześniejszych . To jest kwestia przygotowania , mentalności , motywacji i wielu innych kwestii – więc ???
Irishman
3 sierpnia 2020 at 11:48
@jezyk ale się rozkręciłeś! 😀
No jeszcze nie słyszałem, żeby w jakimś klubie trener zdawał sprawozdanie PRZED KIBICAMI ze swej pracy! 😀 😀 😀
A decyzje kadrowe? Tak naprawdę to poza Mrozkiem i Michalskim (na odejście których nie mieliśmy wpływu) odchodzą ci, którzy byli zaledwie dublerami i niczym się nie wyróżnili, aby dawać im kolejną szansę. Bardzo mądra decyzje, tak się buduje silną drużynę.
Zobaczymy co będzie dalej ale póki co to życzę więcej mniej czarnowidztwa Panowie!
Kato
3 sierpnia 2020 at 12:08
Czyli uważasz że budujemy obecnie silną drużyne na nowy sezon.
Ksawery
3 sierpnia 2020 at 14:41
Przeanalizowałem obie rundy w wykonaniu GKS i tak:
Runda 1 (kolejki 1 do 17) zdobyliśmy 34 pkt (tylko 3 porażki)
Runda 2 (kolejki 18 do 34) zdobyliśmy 25 pkt (aż 6 porażek)
Tak więc widać ewidentnie że to runda rewanżowa była znacznie słabsza i dlatego nie było awansu. No nic zobaczymy jakie będą wzmocnienia.
@Irishman – jeszcze nie zapominaj o Rogalskim że odchodzi a strzelił w sezonie 10 goli (7 w pierwszej rundzie a 3 w rewanżowej)
jezyk
3 sierpnia 2020 at 19:29
Irishman jestes znanym tu naiwniakiem i pamietam twoje bezsensowne tyrady co najmniej od czasu brzeczka. Ty niewiele slyszales jak zawsze i zawsze wspierasz nawet najwieksze dziadostwo. Przypomnij sobie nawałkę który złozył stosowne sprawozdanie i to jest dobra praktyka. Zreszta jak cos jest finansowane z publicznej kasy to nikt tu nikomu laski nie robi. Z odejsciem 10 zawodnikow tez nie ma problemu a gdzie promowana od zawsze przez ciebie stabilizacja. Skoro byli nie potrzebni to ktos sie dopuscil niegospodarnosci skoro za to placil. Po co sa zawodnicy w akademii skoro nie koga stanowic nawet uzupelnienia skladu.
Piko
3 sierpnia 2020 at 20:31
Gang Olsena w Gieksie :
Egon – czyli trener/dyrektor sportowy (tu wpisać aktualne nazwiska) po kolejnym „udanym” skoku (sezonie) – MAM PLAN !
Właściciel (Miasto) , piłkarze i niektórzy Kibice (np. Irishman) – KLAWO JAK CHOLERA Egon !!!
Irishman
4 sierpnia 2020 at 19:08
Kochana Redakcjo gieksa.pl! Życzę Wam, abyście mieli mniej więcej o 50% mniej wpisów, bo to by oznaczało, że nasz klub odnosi sukcesy!
Szczerze powiedziawszy nie rozumiem tego „samobiczowania się” ale może za stary jestem i pamiętam czasy, gdy wszyscy nas skreślali, a my wbrew wszystkiemu staliśmy się jednym z czołowych klubów w Polsce?
jezyk
4 sierpnia 2020 at 20:08
Irishman cieszmy sie bo jest z czego wszak jestesmy az na III poziomie rozgrywkowym. Poczekajmy 10 lat a awans/a predzej kolejny spadek zrobi sie sam. Glaszczmy sie po pupciach i opowiadajmy sobie jaki trener jest cudowny choc wynikow brak jaki prezes rewelacyjny choc wynikow brak, dyrektor choc wynikow brak. Generalnie jest swietnie gdyby nie niektorzy upierdliwi kibice, którzy maja odwage powiedziec prawde ze jestesmy w czarnej dupie. Jak jest zle i to od wielu lat to trzeba szukac przyczyn takiego stanu rzeczy a nie pierdzielic glupot. Malo mnie obchodzi czy prezes dyrektor trener jest lubiany. Za nim maja stac wyniki.
Afera
4 sierpnia 2020 at 20:14
Jeżyk, wyniki przyjdą w tym sezonie,nie bądź w gorącej wodzie kąpany.
jezyk
4 sierpnia 2020 at 20:38
Afera chcialbym ale niestety po tym co tu sie dzieje bardzo w to watpie. Sukcesy nie spadaja z nieba
Dudek
4 sierpnia 2020 at 22:29
Jerzyk, czepiasz się piłkarzy, trenera, prezesa i Irishmana 🙂 chcesz sprawozdań itp. Tylko nie wspomniałeś o WŁAŚCICIELU czyli URZĘDASACH Z MIASTA Katowice którzy mają to wszystko gdzieś. Tu nie ma i nie będzie wyników dopóki właściciel nie zacznie wymagać stawiać warunków rzadać raportów. Ja nie mogę się nadziwić jak po tylu klęskoch nie ma konferencji prasowej konkretnych działań WŁAŚCICIELA. Wydaje się że po prostu miastu taki stan rzeczy odpowiada i póki nie ma stadionu to wyżej nie będą się pchać. Czy stadion powstanie też nie wiadomo. Nic się nie zmieni dopóki Właściciel nie będzie chciał….
Irishman
5 sierpnia 2020 at 07:28
@jezyk, no faktycznie to wyraz niesamowitej odwagi powiedzieć, że jesteśmy w czarnej dupie. 😉 Zresztą wielu malkontentów mówiło tak już rok temu oraz że nic z tego nie będzie, że spadek albo co najwyżej środek ligi. Tymczasem no naprawdę o włos otarliśmy się o awans kosztem Widzewa, któremu budżetu czy stadionu, a nawet tych tłumów na meczach możemy tylko pozazdrościć. No i oczywiście, że nie jest to sukces ale też nie jakaś wielka porażka, po której trzeba by żądać rozliczeń, dymisji i Bóg wie tam jeszcze czego. W życiu, a szczególnie w sporcie bywa, że trzeba czasu aby osiągnąć sukces i tym większy jest on wtedy i tym lepiej smakuje. Oczywiście, że też mi kurcze ciężko pogodzić się z brakiem awansu. Ale podejrzewam, że gdybyśmy teraz ten awans zrobili, trochę fartem, to w I lidze ta drużyna byłaby chłopcem do bicia. A dużych zmian też nie moglibyśmy zrobić, bo kilku piłkarzom, którzy obecnie często zawodzili kontrakty przedłużyłyby się automatycznie. No więc jeśli się nie udało, to trzeba wycisnąć maksymalnie ile się da z tego co wypracowaliśmy, pozbyć się najsłabszych ogniw i dalej robić swoje, aż będziemy na tyle silni, że za rok zrobimy ten awans z palcem w nosie. Tylko to trzeba cierpliwości i WŁAŚNIE ODWAGI, aby pomimo porażki się nie poddać, a nie walić na oślep łopatą we wszystkich dookoła wylewając swoje żale.
@Dudek, wiesz może to i lepiej, że Miasto nie chce żadnych raportów, bo wątpię, aby się tam znalazł ktoś na tyle znający się na sporcie, aby zrobił z nich jakiś dobry użytek. 😉 Zresztą o ile wiem, to zdaje się Magistrat bardzo naciskał, aby naszym trenerem został półtora roku temu Dudek, a jak to się skończyło wszyscy dobrze pamiętamy. Tak więc moim zdaniem to jest bardzo dobre, że urzędnicy nie wpieprzają się pozwalając spokojnie pracować sztabowi szkoleniowemu.
Kato
5 sierpnia 2020 at 08:16
Aby nam starczyło naszego życia, bo ja już mam z górki, a chęć zobaczenia jeszcze GIEKSY i nacieszenia w ex jest olbrzymia.
A raporty to powinny być do wglądu bardziej dla Stowarzyszenia Kibica, bo to jest główna grupa zainteresowanych.
Wydaje mi się (może źle), że jest dużo niedoinformowania nas ze strony Klubu.
Przecież jeżeli w myśl zasady Cała Gieksa Razem, mamy wspólny jeden cel, to powinniśmy działać wspólnie. A i Kibice wykazują się dużą wiedzą czym mogą służyć pomocą, tylko przepływ informacji może trochę wzmocnić.
Może to coś da,