Piłka nożna Prasówka
Twierdza runęła. Bezpośredni awans oddala się od Katowic czyli opinie mediów po meczu GKS Katowice-Górnik Polkowice
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mass mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Górnik Polkowice 1:2 (0:1).
sportdziennik.com – GKS Katowice – Górnik Polkowice. Runęły fundamenty
Kibice, którzy pojawili się przy Bukowej pierwszy raz po wznowieniu rozgrywek, przeżyli srogi zawód. GieKSa poniosła zasłużoną porażkę z gośćmi z Dolnego Śląska. Bezpośredni awans się oddala.
Polkowiczanie, punktujący i strzelający w tym roku najwięcej w II lidze – niedzielni pogromcy Widzewa – zawitali na stadion drużyny, która w ostatnich 11 domowych występach straciła tylko 2 punkty, a w dodatku pierwszy raz od lutego mogła liczyć na wsparcie kibiców.
[…] Trener Rafał Górak, który mimo upału prowadził zespół w grubej bluzie, po niespodziewanej porażce z rezerwami Lecha zarotował składem.
[…] Goście do przerwy prowadzili zasłużenie, o czym przesądził gol Kamila Wacławczyka. Pomocnik z ekstraklasową przeszłością przymierzył lewą nogą, piłka odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do katowickiej bramki. Polkowiczanie grali z polotem, w ofensywie cechowała ich swoboda, której GKS mógł pozazdrościć. Wyrównać mogli Błąd czy Arkadiusz Woźniak, ale z naprawdę dobrych pozycji uderzali nad poprzeczką. Gdy sędzia zaprosił oba zespoły do szatni, gospodarzy pożegnały płynące z trybun gwizdy i okrzyki zniecierpliwienia.
Na II połowę GieKSa wybiegła z dwiema zmianami. Trener Górak ściągnął Habustę, Wrońskiego i… bluzę. Dobrze, bo w pierwszym kwadransie i tak miał prawo się zagrzać. Najpierw katowiczanie tak wycofywali piłkę, że w końcu… Arkadiusz Jędrych zagrał zbyt lekko do Bartosza Mrozka. Cudem uniknęli straty bramki. Drugi gol wisiał w powietrzu i szybko padł. Michał Bednarski pomknął w pole karne, uderzył, Mrozek zdołał odbić piłkę, ale ta i tak wpadła do siatki. Górak był już nie tylko bez bluzy, ale też czapki…
[…] To nie jest ta GieKSa, co jesienią. W tym roku częściej przegrywa niż wygrywa. Górak unikał określenia „twierdza”, dlatego trzymając się tej retoryki przyjmijmy, że przy Bukowej po 11 meczach runęły fundamenty. Przełamania jego drużyna poszuka w sobotę w Toruniu. Strata do Łęcznej zwiększyła się i jest to już dystans większy niż jednego meczu, a do końca sezonu zasadniczego zostało ich tylko pięć. Barażowa „dogrywka” przy Bukowej coraz bardziej prawdopodobna.
sportslaski.pl – Twierdza runęła. Bezpośredni awans oddala się od Katowic
[…] Biorąc pod uwagę tylko kształt ligowej tabeli, GieKSa zdawała się faworytem środowego starcia. Ci, którzy śledzą II-ligowe rozgrywki musieli mieć jednak świadomość, że Górnik Polkowice wysoko zawiesi poprzeczkę ekipie Rafała Góraka. Tym bardziej, że katowiczanie choć po „restarcie” ligi nieźle punktowali na swoim boisku z gry rzadko mogli być zadowoleni. Humory psuły im również wyniki przywożone z wyjazdów, w tym ostatnia porażka z rezerwami Lecha Poznań.
Kibice, którzy w końcu dostali możliwość powrotu na trybuny przy Bukowej liczyli na podtrzymanie świetnej, domowej serii Katowic, po końcowym gwizdku musieli być jednak mocno rozczarowani. Od pierwszego gwizdka przyjezdni tylko potwierdzali swoją wysoką formę. Bez zbędnego respektu przedostawali się pod pole karne Bartosza Mrozka, całkiem sprawnie konstruując kolejne ataki. Pierwsze, naprawdę poważne ostrzeżenie wysłał Filip Baranowski, ale jego strzał obronił Bartosz Mrozek. Młody golkiper GieKSy skapitulował jednak kilka minut później. Kamil Wacławczyk dostał piłkę w „szesnastce” katowiczan i efektownym precyzyjnym uderzeniem od słupka dał prowadzenie swojej drużynie. GieKSa próbowała odrabiać straty.
[…] Dziesięć minut po zmianie stron skuteczni byli za to polkowiczanie. Wyprowadzili piłkę ze środka boiska, futbolówka trafiła pod nogi Bednarskiego, a ten płaskim strzałem pod rękawicami Mrozka posłał ją do siatki.
Ekipa z Bukowej nie zamierzała wywieszać białej flagi i w końcu zaczęła stwarzać sobie klarowne okazje na bramki. Najpierw minimalnie przestrzelił Arkadiusz Jędrych, później katowiczanie dostali rzut karny. Do piłki podszedł Maciej Stefanowicz i pewnym uderzeniem zredukował stratę do rywala. Tuż po tym trafieniu Rafał Górak przeprowadził kolejne zmiany w ofensywie swojego zespołu. Za Szwedzika na placu gry pojawił się Dawid Rogalski, Woźniaka zastąpił Danian Pavlas. Na stratę gola zmianami zareagował również Enkeleid Dobi, a jego podopieczni solidnie bronili się przed natarciami gospodarzy.
Katowiczanie przeważali, ale wciąż nie oddawali zbyt wielu strzałów na bramkę Furtaka. Na kwadrans przed końcem golkipera Górnika sprawdził kąśliwym strzałem z dystansu Błąd, ale mimo kłopotów bramkarz Polkowic zdołał obronić tą próbę. Przyjezdni grali mądrze i konsekwentnie, a w ostatnich minutach powinni nawet postawić kropkę nad „i”. Wyprowadzili kontrę, po której piłkę dostał Bednarski. Napastnik Górnika „położył Rogalę, ale mając przed sobą już tylko Mrozka przegrał pojedynek z młodym bramkarzem „GieKSy”.
GKS Katowice przegrał dopiero trzeci ligowy mecz w sezonie przed własną publicznością. Poprzednie potknięcie przydarzyło się w sierpni, kiedy z Bukowej z kompletem punktów wyjechała Bytovia. Porażka z Górnikiem Polkowice utrudnia ekipie trenera Rafała Góraka grę o bezpośredni awans na zaplecze Ekstraklasy.
ksgornik.eu – GIEKSA pokonana
Rozpędzony Górnik nie zwalnia tempa. W jaskini lwa zielono-czarni pokonali GKS Katowice 2:1.
[…] Po wygranej z Widzewem Łódź przyszła pora na kolejną ekipę z czołówki 2. ligi – katowicki GKS. Podopieczni trenera Enkeleida Dobi jechali do Katowic tylko w jednym celu, czyli po kolejną wygraną. Tym razem na słynnym „Blaszoku” polkowiczanie odprawili z kwitkiem jednego z kandydatów do awansu, wygrywając 2:1.
infokatowice.pl – Powrót kibiców nie pomógł. Twierdza Bukowa zdobyta
[…] W wyjściowym składzie GieKSy zobaczyliśmy dającego ostatnio dobre zmiany Łukasza Wrońskiego, a także, niespodziewanie, 18-letniego Patryka Szwedzika, który zastąpił w ataku będących bez formy Rogalskiego i Kurbiela. Mecz rozpoczął się dość sennie. Na pierwszą akcję czekaliśmy do 10 min., kiedy Szwedzik nie doskoczył do dobrego dośrodkowania Błąda.
[…] Najbliżej pokonania golkipera gości był w 29 min. Woźniak, ale będąc ok. 10 metrów od bramki strzelił wysoko nad poprzeczką. W końcówce drugiego gola mógł zdobyć Górnik. Michalski nie po raz pierwszy w tej rundzie dał się łatwo w polu karnym wymanewrować przeciwnikowi, ale na posterunku stał na szczęście Mrozek. Po pierwszych 45 minutach było więc 1:0 dla przyjezdnych.
Druga połowa spotkania rozpoczęła się od mocnego uderzenia głową Woźniaka, który jednak trafił prosto w bramkarza. Później przez kilka minut na murawie niewiele się działo, aż do 55 min., kiedy fatalnie zagrał Jędrych, który zamiast oddać futbolówkę Mrozkowi, podał ją do przeciwnika. Na szczęście ten sam zawodnik chwilę później się zrehabilitował, pobiegł do opuszczonej bramki i wystrzelił zmierzającą do siatki piłkę. Minutę później katowicka obrona pogubiła się po raz kolejny i w sytuacji sam na sam z golkiperem Trójkolorowych znalazł się Bednarski, który podwyższył wynik spotkania. Ten gol w końcu obudził katowiczan, którzy już chwilę później mogli zdobyć kontaktowego gola po mocnym uderzeniu Jędrycha. W 60 min. było już jednak 2:1, a Furtaka z rzutu karnego pokonał Stefanowicz. Od tego momentu GieKSa szukała kolejnego trafienia, ale pomimo kilku dobrych sytuacji nie udało jej się doprowadzić do wyrównania. W końcówce trzecią bramkę po kolejnym kiksie katowickiego zawodnika mogli za to zdobyć polkowiczanie, ale tym razem w sytuacji sam na sam Mrozek okazał się lepszy od Bednarskiego.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice – Górnik Polkowice 1:2. Wielkie rozczarowanie na Bukowej
Piłkarze GKS Katowice z kibicami wracającymi na trybuny po czterech miesiącach przerwy, przywitali się porażką z Górnikiem Polkowice. Zespół marzący o bezpośrednim awansie do 1. ligi zaprezentował się bardzo słabo.
[…] Fani GKS-u wyraz swojej frustracji najdobitniej dawali tuż przed przerwą i tuż po niej, gdy goście punktowali bardzo słabo grających gospodarzy, strzelając im gole.
GKS Katowice: Wrócili kibice i… wróciły gwizdy
[…] Atmosfera na trybunach szybko jednak zmieniała temperaturę, bo gospodarze rozgrywali bardzo słaby mecz. Razem z kibicami wróciły więc także gwizdy, które żegnały piłkarzy schodzących na przerwę przy stanie 0:1, a potem nasiliły się po drugim golu dla Polkowic.
Po kontaktowym golu doping znów pomagał katowiczanom, ale to nie przełożyło się na wynik meczu, który GKS przegrał 1:2, znacząco oddalając się od marzeń o bezpośrednim awansie do I ligi. Całe spotkanie znów zostało z trybun skwitowane gwizdami…
sportowefakty.pl – II liga: GKS Katowice oddalił się od awansu. Legionovia Legionowo już spadła
Trzeci w tabeli GKS Katowice traci już cztery punkty do Górnika Łęczna. To efekt jego porażki 1:2 z Górnikiem Polkowice. Poznaliśmy drugiego spadkowicza, którym została Legionovia Legionowo.
[…] Do Katowic przyjechał beniaminek, który na początku rundy wiosennej zachwycał, po restarcie ligi zawodził, a ostatnio wznowił punktowanie i nawet zwyciężył 4:3 z Widzewem Łódź. Górnik Polkowice objął prowadzenie w 22. minucie dzięki strzałowi Kamila Wacławczyka, a podwoił je po przerwie najskuteczniejszy napastnik ligi Michał Bednarski. Trafienie z rzutu karnego Macieja Stefanowicza na 1:2 nic nie dało GieKSie.
e-legnickie.pl – Czwarta z rzędu wygrana Górnika. Baraże o 1. ligę coraz bliżej
[…] Mimo zwariowanego tempa rozgrywek w 2 lidze, podopieczni Enkeleida DOBI wygrali 4 (!!!) mecz z rzędu pokonując w Katowicach tamtejszy GKS 2:1. Po tej wygranej katowiczanie wciąż zajmują najniższy stopień podium ligowego, ale polkowiczanie wskoczyli na 7. miejsce. Górnik oderwał się od strefy spadkowej na sześć punktów i na zaledwie jeden punkcik zbliżył się do strefy barażowej o awans do 1 ligi…
miedziowe.pl – Górnicy – pogromcy faworytów
Po kiepskim powrocie do rozgrywek po pandemii nie ma już w Polkowicach śladu. Drużyna trenera Dobiego wygrała kolejny mecz i to nie z byle kim. Przed kilkoma dniami ograła u siebie lidera z Łodzi, a dziś przywiozła 3 punkty z boiska GKS-u Katowice – kolejnego pretendenta do awansu. Skazywany na pożarcie Górnik wygrał na Bukowej.
Felietony Piłka nożna
Projekt GKS Katowice
Latem 2019 roku na swoją drugą kadencję przybył do GieKSy Rafał Górak. Trener, który miał coś do udowodnienia wszystkim związanym z katowicką piłką. Zadania podjął się ekstremalnie trudnego. GieKSa właśnie spadła do drugiej ligi – po kilku latach marzeń i nadziei na awans do ekstraklasy, zakończyło się zmianą ligi – ale w drugą stronę. To był dla nas wszystkich koszmar. Zamiast do Warszawy, Poznania czy Zabrza mieliśmy jeździć do Legionowa, Wejherowa czy Stargardu. Marzenia o najwyższej klasie rozgrywkowej trzeba było odłożyć i ratować, co się da.
Jak wielką otchłanią była ta sytuacja… Pierwszy mecz w drugiej lidze u siebie ze Zniczem Pruszków został przegrany, a do przerwy dostaliśmy trzy gongi. Można było wtedy czuć spory niepokój, że na drugiej lidze się nie skończy. Że spotka nas los, którego doświadczają teraz choćby kibice Zagłębia Sosnowiec. Że o wzroście nie ma co marzyć, a jedyne, o co należy walczyć, to żeby nie pogrążać się coraz bardziej.
Trudne to były początki. GKS w pierwszym sezonie w drugiej lidze nie awansował, choć zabrakło zaledwie jednego punktu. Pamiętam ten mecz z Resovią, kiedy wiedzieliśmy już, że Widzew przegrał i do awansu wystarczył jeden gol. GKS nacierał, ale go nie wbił, a potem ze Stalą Rzeszów odpadł w półfinale baraży.
Awans był rok później. Z perturbacjami, ale ostatecznie dość spokojny, na kolejkę przed końcem rozgrywek. To był pierwszy mały sukces Rafała Góraka. Co by nie mówić – mimo wszystko stadiony pierwszoligowe to coś innego niż stadiony drugoligowe. Tu już pojawiają się spadkowicze z ekstraklasy, no i generalnie jest kilka uznanych firm. Więc tragedii nie ma. No chyba, że kisi się w niej kilkanaście lat i przewija się w niej kilkadziesiąt klubów, a GKS jak był, tak jest dalej.
Znów na tym zapleczu ekstraklasy byliśmy i po dwóch latach był to powiew świeżości. Znów branding pierwszej ligi, znów mecze w Polsacie i… marzenia o ekstraklasie. Coś zostało odbudowane, a klątwa Witana przestała obowiązywać, bo znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Było ciężko. Po dobrych początkach przychodziły rozczarowania, jak na przykład to, gdy po triumfie z ŁKS w Łodzi, GieKSa nie potrafiła utrzymać prowadzenia z grającą w dziesiątkę Termaliką. Bywały spore wtopy jak cztery bramki tracone w Głogowie czy Opolu albo pięć u siebie z ŁKS. Albo trzy porażki u siebie z rzędu, w ciągu praktycznie tygodnia. Nawet Borja Galan nam w barwach Odry potrafił strzelić bramkę na Bukowej. Czy Kowal w barwach ŁKS. Były też drobne momenty triumfu, jak zwycięstwo w doliczonym czasie gry z Ruchem. Ale to była tylko kwestia prestiżu. Potem i tak była wielka piłka (plażowa) w Chojnicach.
Trener łatwo nie miał. Ten projekt się budował i budował, ale nieraz w katuszach. W kolejnym sezonie wydawało się jesienią, że GieKSa już to ma. Efektowna wygrana z Wisłą Płock i Resovią, na wyjeździe w Pruszkowie. Wydawało się, że to ten sezon. Że w końcu GieKSa gra taką piłkę, że szanse na awans są naprawdę spore. Coś się jednak zacięło i nastały długie tygodnie bez wygranej. Nawet prowadząc w Krakowie z Wisłą, katowiczanie stracili dwa gole w doliczonym czasie i przegrali. Było coraz to gorzej, a GKS systematycznie osuwał się w tabeli. Oczywiście z racji baraży mogliśmy marzyć o załapaniu się do nich, ale przecież i to było trudne, jeśli zajmuje się 12. miejsce w tabeli.
Co było wiosną – wszyscy pamiętamy. Prawdziwy szturm, choć nie do końca zamierzony. To znaczy nikt na początku roku o ekstraklasie nie myślał. Była porażka w końcówce z Wisłą Płock. Ale potem GieKSa wygrywała, wygrywała i… zaczęliśmy na poważnie myśleć o barażach. Potem o tym, żeby zająć trzecie miejsce i mieć bonus gry u siebie. Aż w ostatniej kolejce – przy splocie niesamowitych okoliczności – nadarzyła się szansa na awans bezpośredni. Gdynia jest historią.
Piękną historią powrotu GieKSy na polskie salony. Pamiętam ten pierwszy mecz w ekstraklasie z Radomiakiem. Jakie to wszystko było inne niż to, co przeżywaliśmy przez 19 lat. Wszędzie napisy ekstraklasa, Canal+, świadomość, że patrzą na nas już nie tylko lokalne media, a cała piłkarska Polska. Że zainteresował się nami w końcu nie tylko pies z kulawą nogą. Rozpoczęła się piękna przygoda, która trwa od dwóch lat. Jednak nawet wtedy, gdy pokarał nas dwukrotnie Leonardo Rocha, nie byliśmy sobie w stanie wymarzyć, jak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że w dwa sezony GKS wygra ćwierć setki meczów, zdobędzie prawie sto punktów, strzeli równe sto goli, otrze się o Puchar Polski, a nasz zawodnik zostanie piłkarzem sezonu – zastanowilibyśmy się, czy wszystko z głową jest w porządku.
Jak mówił trener – wtedy sukcesem był każdy gol, każdy zdobyty jeden punkt. Duma, że wygraliśmy w Mielcu. Potem spektakularne zwycięstwo z Jagiellonią. Pogrom z Puszczą. Kilka innych bardzo wartościowych wyników. Potem wiosna i nowy stadion. Szybkie i spokojne utrzymanie. No i zakończony sezon, minimalnie lepszy punktowo od poprzedniego, zakończony awansem do europejskich pucharów.
Ta droga, którą przeszedł GKS Katowice jest naprawdę filmowa. Zarówno od spadku w 2005 roku z ekstraklasy i początków w IV lidze, ale właśnie przede wszystkim w te siedem ostatnich lat. To była droga bardzo trudna, z meczami i sytuacjami ważącymi się w doliczonym czasie gry. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie dwa gole przy Konwiktorskiej. Gdyby nie kapitalna akcja Jakuba Araka w Tychach. Decyzja VAR Tomasza Kwiatkowskiego w derbach Trójmiasta. A patrząc na ten sezon – gdyby nie gol Lukasa Klemenza z Wisłą Płock, no i oczywiście Marcela w Szczecinie.
Musieliśmy być cierpliwi. Zarówno długofalowo, jak i w kontekście pojedynczego meczu. Nieraz bowiem na ten pozytywny rezultat musieliśmy czekać do czasu grubo po dziewięćdziesiątej minucie. GieKSa dziubała te oczka, aż w końcu wyhaftowała na koniec korzystny wynik.
W przeszłości nieraz nam tej cierpliwości brakowało. A do dzisiaj pozostają takie „elementy”, które po jednym nieudanym meczu zaczynają śpiewkę, że GieKSa jest słaba, a „trener pewnego poziomu nie przeskoczy”. Chyba największy wysyp negatywnych komentarzy (eufemizm) był po jesiennym meczu z Lechem. Wtedy punkty były dość słabe, ale sam mecz z Kolejorzem (plus wcześniejszy remis i zwycięstwo pucharowe z Wisłą) dawało dużą nadzieję, że będzie lepiej. I potem było już bardzo dobrze.
Przede wszystkim ta drużyna ma niesamowity mental. Nie będąc zespołem idealnym, czysto piłkarsko znajdując się w środku ekstraklasowej stawki, razem z kilkoma innymi drużynami, ma te elementy, które powodują różnicę na plus. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak GieKSa w ostatnich dwóch latach gra mając lekki nóż na gardle. Mam na myśli sytuację, w których ze 2-3 mecze się nie powiodły, zaczyna to wyglądać bardzo ryzykownie i przychodzi mecz, w przypadku porażki w którym może się zrobić bardzo źle. I GieKSa permanentnie takie mecze wygrywa, najczęściej później poprawiając jakąś kapitalną serią.
Tak było w zeszłym sezonie kilkukrotnie. Choćby wtedy, gdy przegrywaliśmy w Lubinie i Zabrzu, przedzielone straconym zwycięstwem w doliczonym czasie z Widzewem. No to potem wygraliśmy z Pogonią, rozgromiliśmy Puszczę, awansowaliśmy w Pucharze Polski. Była porażka z Legią, Unią i Koroną. Robiło się nieciekawie, a jechaliśmy na wyjazd z bardzo mocną Cracovią. I tam spektakularne zwycięstwo. No a w tym sezonie właśnie te porażki z Lechią, Cracovią i Lechem, przedzielone punkcikiem z Wisłą. I wyjazd na „mecz prawdy” do Lublina. Pogrom Motoru i seria kolejnych zwycięstw.
Coś, co w przeszłości działało dokładnie odwrotnie. Jak było źle, to po kolejnym bardzo ważnym meczu było jeszcze gorzej. Zresztą, jak i katowiczanie mieli wskoczyć na czołowe miejsca, to również tego nie wykorzystywali (słynne sześć nieudanych prób wskoczenia na pozycję lidera za trenera Brzęczka). GieKSa przegrywała wszystkie zarówno bardzo ważne, jak i prestiżowe mecze. Wszyscy pamiętamy seryjne wtopy z Zagłębiem Sosnowiec, Tychami czy Ruchem.
Teraz to już nie ma miejsca. Nasz zespół już tyle razy uniósł ciężar ważnych meczów, że to jest bardziej regułą niż przypadkiem. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę końcówkę zakończonego sezonu. Pisałem o tym na trzy kolejki przed końcem – że trzy punkty powinny dać awans do pucharów. I to się sprawdziło, a GieKSa te trzy oczka uciułała. Ktoś powie, że można było wygrać z Piastem i zakończyć sprawę. Niby tak, ale z drugiej strony – patrząc na terminarz – to przecież wygranie jednego meczu z trzech: Jaga u siebie, wyjazd do Gliwic i Szczecina, jest totalnie nieoczywiste. Jakby takich meczów było dziesięć to tak – moglibyśmy powiedzieć, że klasowa drużyna powinna coś tam wygrać. Ale dokładnie te trzy spotkania to jest na tyle mało, że wcale nie jest oczywiste, że nawet taki Lech Poznań wygrałby jeden z nich.
A GieKSa żadnego z tych meczów nie przegrała i to był klucz do sukcesu. Przeżywaliśmy bardzo trudne chwile w Gliwicach i Szczecinie. A z Jagiellonią przecież też przegrywaliśmy. Uważam, że to, że GKS nie przegrał żadnego z tych trzech meczów, to wielki sukces tej drużyny. W lidze, w której każdy pojedynczy punkcik był na wagę złota. I właśnie m.in. jeden z tych punktów zaważył na sukcesie.
GieKSa wskoczyła na wyższy poziom wtajemniczenia w ekstraklasie. Tak jak pisałem w poprzednim felietonie – można grać w ekstraklasie, ale nie być ekstraklasową drużyną. Nią trzeba się dopiero stać – na placu boju. Wiele drużyn tego nie wytrzymuje i nawet awansując na najwyższy szczebel, dalej utrzymuje vibe pierwszoligowca. I my na początku, będąc beniaminkiem, też tym piłkarskim pierwszoligowcem nadal byliśmy. Ekstraklasa jawiła się jak „nasza Liga Mistrzów”, gdzie każdy gol, każdy remis, każde – daj Boże – zwycięstwo będzie czymś niesamowitym. Trochę na zasadzie, że przede wszystkim liczy się udział, a jak uda się coś ugrać to cudownie.
Wystarczy sobie przypomnieć sytuacje, kiedy w kilkunastu ostatnich latach trafialiśmy w Pucharze Polski na zespół z ekstraklasy. Mieliśmy wrażenie, że przyjeżdża do nas ekipa z innego zupełnie wymiaru. Walczyliśmy dzielnie i nawet czasem udało się wygrać (Podbeskidzie, Pogoń, Warta). Ale były też wtopy. A gdybyśmy sobie wtedy mieli wyobrazić, że gramy na wyjeździe, to już porażka byłaby niemal murowana.
Pisałem o tym kilkukrotnie – pierwszy zalążek tego, że GKS staje się drużyną ekstraklasową zobaczyłem rok temu w Lubinie. Co prawda wcześniej GKS wygrał po świetnym meczu z Jagiellonią, ale to właśnie spotkanie na stadionie Zagłębia pokazało mi coś więcej. GKS pojechał tam prowadzić grę, rządzić na boisku i na tle drużyny, która wiele lat gra w ekstraklasie, na jej obiekcie, nasz zespół nie odstawał, a wieloma momentami po prostu był lepszy. Nawet jeśli ostatecznie wtedy drużyna przegrała – ten pojedynek coś pokazał. I potem systematycznie wzmacniał ekstraklasową pozycję, coraz częściej punktując, coraz częściej wygrywając.
Dalsze umacnianie było w tym sezonie. Systematycznie wznosiliśmy się na coraz wyższy poziom. GieKSę zaczęto szanować i przestawaliśmy być – w opinii niektórych – pierwszoligowymi chłopcami do bicia. Zakończona wiosna jeszcze bardziej umocniła do przekonanie, bo przecież startując ze strefy spadkowej, zakończyliśmy w pucharach. GieKSa wiosną wygrała u siebie wszystko prócz dwóch meczów, które zremisowała. Na wyjazdach może wygraliśmy niewiele, bo tylko dwa spotkania, ale też poza tym nie przegrywaliśmy wszystkiego jak leci. Z najmocniejszymi w tej lidze może jeszcze nie wygrywamy seryjnie, ale gramy jak równy z równym. Na wiosnę zanotowaliśmy remisy z Lechem, Jagiellonią, Rakowem w Pucharze. Wygraliśmy z Górnikiem. W tych czterech meczach zdobyliśmy aż dwanaście goli, czyli po trzy na mecz. Tyle samo co prawda straciliśmy, ale to pokazuje, że GieKSa nie pęka, nie próbuje grać na 0:0, tylko chce grać na swoich warunkach. Taka postawa na pewno jest bardziej rozwojowa niż asekuranctwo.
Niebywała jest ta droga, ten projekt, który tak naprawdę jest możliwy właśnie dlatego, że jest projektem. Rafał Górak i ekipa wyszli z bardzo uniwersalnego założenia funkcjonowania świata, a jednocześnie tak rzadko mająca rację bytu. Że dobry, przemyślamy i konsekwentnie realizowany plan w sposób olbrzymi zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Ludzie generalnie działają chaotycznie i po łebkach. Za szybko, bez planu, bez przygotowania. Mowa o wszystkim: czy to założeniu firmy, czy planie na odchudzanie. A wystarczy naprawdę stosunkowo niewiele: trochę predyspozycji i właśnie ten rzetelny plan.
W piłce to również bardzo rzadkie. Podpalamy się wszyscy, kibice, trenerzy, piłkarze, a przede wszystkim ludzie zarządzający klubami. I nie twierdzę nawet, że czasem jedno czy drugie zwolnienie trenera jest złe. Bo i trenerzy bardzo często nie mają pomysłu na to wszystko, podejmują dziwne decyzję, zaraz mają syndrom oblężonej twierdzy. Są niecierpliwi. Tutaj wygląda na to, że było i jest inaczej. Że nawet, gdy wyników nie było, zespół przeżywał swoje kryzysy, to plan cały czas był i był aktualny. Wiadomo, że trochę szczęścia musiało w tym być, bo przecież nie było naszym planem pudło Adamczyka z karnego na śniegu. Ale nawet jeśli to szczęście nam się pojawiało, to zespół cisnął, by wyciągnąć z niego jak najwięcej.
Trener mówi o zgliszczach, które zastał w 2019. Porównanie oczywiście adekwatne, ale ja bym zaproponował ładniejszą metaforę. GieKSa wtedy po prostu może była takim noworodkiem, który nie umiał ani mówić, ani chodzić i potrzebował całodobowej opieki i czułości. Z czasem to dziecko zaczęło gaworzyć, wypowiadać swoje pierwsze słowa, potem raczkować, w końcu stanęło na dwie nóżki. I tak dalej… Obecnie jest to w pełni dojrzały młody człowiek, który ma siłę, intelekt i mnóstwo zasobów. Może iść przez życie i go smakować. Jednocześnie ten młody człowiek nadal ma potencjał, który warto by wykorzystać i ciągle się rozwijać. A nad tym wszystkim czuwa ojciec Rafał Górak i matka – cały sztab.
Rozwijaj się więc nasza kochana GieKSo, jedz zdrowo, trenuj i nigdy nie trać wiary w siebie. A wielkie rzeczy staną się coraz i coraz bardziej osiągalne.
Piłka nożna
Szymon Bartlewicz pierwszym transferem GieKSy
Pierwszym nowym piłkarzem, który dołącza do GKS Katowice na sezon 2026/27, został Szymon Bartlewicz.
Umowa obowiązywać będzie do 30 czerwca 2029 roku i zawiera opcję przedłużenia. 20-latkowi skończył się kontrakt z pierwszoligowym Chrobrym Głogów, z którym związany był od czasów juniorskich. W Chrobrym rozegrał 97 spotkań, zdobywając 13 bramek i 11 razy asystując. Powoływany jest także do młodzieżowych reprezentacji Polski.
Nominalnie występuje jako ofensywny pomocnik i jak sam przyznaje wyróżnia go kreatywność w środku pola.
Witamy w GieKSie i życzymy powodzenia w naszych barwac.
Felietony Piłka nożna
Felieton o Zagłębiu Lubin
„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.
Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.
Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.
Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.
We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.
Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.
Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.
I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.
W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.
Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…
Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.
Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.
Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.
Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.
Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.
Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.


Najnowsze komentarze