Felietony Piłka nożna
Tydzień, który powie, czy mamy poważną drużynę
Po wyjazdowych wygranych z Chojniczanką i Chrobrym wierzyliśmy, że to jest ten sezon. Że to jest ten moment, w którym wszelkie zło piłkarskie wszystkich ostatnich lat zostanie przełamane. GieKSa wytworzyła sobie dwupunktową przewagę nad trzecim miejscem i do końca sezonu miała mieć potyczki tylko z zespołami z dolnej połowy tabeli. Niestety już dwa pierwsze mecze z teoretycznie słabszymi rywalami zatarły w dużej mierze to, co udało się zrobić w rundzie wiosennej. Nie zatarły jednak jeszcze naszych marzeń, ale mocno zachwiały optymizmem.
Przed meczem z Puszczą byłem spokojny. Może nie tyle o zwycięstwo, co o dobrą grę i dużą szansę na pozytywny rezultat. Spotkanie w Niepołomicach okazało się jednak tak słabe, że odwrotnie – przed pojedynkiem z Bytovią miałem bardzo dużo niepokoju. Niepokoju o to, czy po raz drugi z rzędu nie będziemy przeżywać zaprzepaszczania w sposób spektakularny awansu, który jest na wyciągnięcie ręki.
Niestety niedzielny mecz okazał się drugim z rzędu meczem z gatunku żenujących. Nie słabszych, nie gorszych, tylko żenujących. Takich, do których przyzwyczailiśmy się w poprzednich sezonach, meczów, które odbierały nam nadzieję, wiarę, powodowały tylko frustrację. Złe wspomnienia powróciły (nie będziemy tu używać idiotycznych określeń typu „demony przeszłości”, bo mówimy wtedy językiem piłkarzy), obraz zwłaszcza poprzedniego sezonu pojawił się przed naszymi oczami. Gra w dwóch ostatnich meczach postawiła duży znak zapytania, czy jednak drużyna, którą już prawie przemianowaliśmy na „poważną”, w rzeczywistości taka jest. A czy trener, którego już ochrzciliśmy „twardo stąpającym po ziemi”, jednak nie buja w obłokach, poprzez swoje dziwne decyzje kadrowe w ostatnich spotkaniach.
Wielu kibiców uważa, że gorzej niż w zeszłym sezonie być nie może, w sensie dramatycznie przegranego awansu. Niestety obecne rozgrywki pokazują, że jak najbardziej może. Wówczas bowiem rundę wiosenną przegraliśmy z zespołami z czołówki, teraz możemy się wypieprzyć na outsiderach. Przypominam, że cztery z sześciu meczów gramy z najgorszymi drużynami tej ligi. Tak – najgorszymi, bo najprawdopodobniej trzy z nich pożegnają się z pierwszą ligą. Więc niewygrywając tych spotkań – naprawdę będzie gorzej niż rok temu.
Dwanaście miesięcy temu liczyliśmy, że ta drużyna się obudzi, że po jakichś dwóch wygranych, w ważnym meczu również zapunktuje. Za każdym razem lądowaliśmy głową na beton. Za każdym… Teraz mamy na razie dwukrotną powtórkę z rozrywki – raz atak (sic!) na lidera i próba odskoczenia od peletonu, za drugim razem kolejna szansa na powiększenie przewagi nad trzecim miejscem i resztą. Obie te okazje zostały zaprzepaszczone przez fatalną grę i chyba jednak brak należytego zaangażowania (mamy tu na myśli nie tylko walkę, ale koncentrację i przykładanie się do pojedynczych zagrań). GieKSa znów nie udokumentowała tego, co udokumentować powinna.
To nie jest moment, w którym skreślamy szanse. GKS jest na miejscu premiowanym awansem i wszystko nadal zależy od zawodników Jacka Paszulewicza. Naszą ostrożność opieramy jednak nie na na wyobrażeniach, ale na doświadczeniu – dodatkowo w sporej części powiązanym z tymi samymi zawodnikami, którzy rok temu byli głównymi „architektami” upadku teamu firmowanego przez Jerzego Brzęczka. Przecież forma na przykład Łukasza Zejdlera to jest wypisz wymaluj to, co było rok temu i na jesień. Takiemu Andreji Prokićowi rok temu się upiekło, bo kilka bramek strzelił, ale tak naprawdę w kluczowych meczach grał bardzo słabo. A teraz gra jeszcze gorzej. Gonzo jak nie strzelał, tak nie strzela, choć oddajmy, że z Bytovią jego wejście podciągnęło drużynę. I jedynie można powiedzieć, że Mateusz Kamiński poprawił się znacznie i mamy nadzieję, że do końca sezonu utrzyma dyspozycję.
GieKSa potknęła się dwa razy w dwóch ostatnich meczach. Teraz – po tygodniu przerwy – to jest właśnie ten moment, żeby coś zmienić, żeby jednak włączyć tę piłkarską ambicję, której części zawodników brakuje. Biegać szybciej, podawać celniej, a przede wszystkim CHCIEĆ to robić. Wszyscy rywale, z którymi katowiczanie się zmierzą są do ogrania. Jak nie z ataku pozycyjnego, to z kontry, jak nie z kontry, to ze stałego fragmentu gry. Drużyna Paszulewicza pokazała tej wiosny, że potrafi to robić. A jeśli umiała z mocniejszymi, to musi potrafić ze słabszymi. Naprawdę nie mówmy farmazonów, że przeciw zespołom z dołu tabeli z natury gra się trudniej, bo to jest robienie kurtyzany z matematyki i logiki. Jeśli ktoś ma więcej porażek niż remisów i zwycięstw, to oznacza, że po prostu jest słabszy i należy takiego rywala pokonać. Trzeba tylko chcieć i odpowiednio się przygotować do meczu.
Przed GieKSą tydzień prawdy, który powie, czy ten zespół stać na osiągnięcie sukcesu czy znów narobił nam apetytu kolejnymi wygranymi po to, żeby na koniec niczym Robin Hood – oddać biednym i potrzebującym. Gramy ze słabym jak barszcz Stomilem, niezłym Podbeskidziem i rozbitym Ruchem. Nie wyobrażam sobie, żeby GieKSa nie wygrała pierwszego i trzeciego z tych meczów. Jeśli jednak będzie grać tak, jak ostatnio, to może i nawet przegrać.
Trener Paszulewicz też zamiast asekurować się stwierdzeniem, że „startowaliśmy z ósmego miejsca, a proszę, gdzie jesteśmy teraz”, powinien się pazurami uczepić tej szansy, która się wytworzyła. To jest przecież wielka szansa także dla niego, by mieć w CV awans do ekstraklasy i zespół w tej ekstraklasie prowadzić. Naprawdę w tym sezonie – jak i w poprzednim – nie trzeba sobie wypruwać flaków, żeby zająć drugie miejsce. Wystarczy tylko odpowiedni poziom motywacji, sensowny pomysł i spokojne realizowanie planu. Żadna drużyna – oprócz Miedzi – nie potrafiła zrobić nawet tego. GieKSa była blisko, ale nie podołała temu prostemu wydawałoby się zadaniu.
Ekipy z czołówki dalej będą tracić punkty, to więcej niż pewne. Ważne jednak, żeby umieć to wykorzystać i w tej trzeciej próbie – gdy będzie okazja – odskoczyć od rywali, bo na razie to dogoniła nas Chojniczanka. Walczcie o te wygrane i dajcie w końcu powód, żeby uznać was za prawdziwych sportowców, a nie przypadkowych wyrobników głoszących zasadę „czy się stoi czy się leży”…
Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Lechii
GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.
Plusy:
+ Bartosz Nowak
Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.
+ Rafał Strączek
Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.
+ Skuteczność przy niskim posiadaniu
38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.
Minusy:
– Zmarnowane okazje
Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.
Podsumowanie:
2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.
GieKSiarz
Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: damy radę nawet bez prądu
W niedzielne popołudnie GKS Katowice wybiegnie na boisko w Radomiu, gdzie uskrzydleni czwartkowym zwycięstwem gospodarze będą chcieli podtrzymać zwycięską passę. O nadziejach związanych zarówno z najbliższym meczem, jak i dalszą częścią sezonu, najmocniejszych punktach „Zielonych”, trenerze Feio i pozasportowych „przygodach” w meczach z Arką i Koroną porozmawialiśmy z Bartłomiejem Jędrzejczakiem z futbolowarebelia.com i podgolebnikiem.pl
W ostatnich dniach my emocjonowaliśmy się Pucharem Polski. Radomiak już jakiś czas temu pożegnał się z tymi rozgrywkami, mimo to jak oceniasz rozstrzygnięcia, do których doszło na boisku i w czasie losowania półfinałów?
Radomiak odpadł z Pucharu już w pierwszej rundzie, z tego powodu szybko przestałem się interesować tymi rozgrywkami. Dla was półfinał to na pewno duża rzecz. Wylosowano ciekawe pary, bo Zawisza będzie się mierzył z Górnikiem, a wy zagracie małe derby województwa w Częstochowie. Dla niezaangażowanych kibiców ciekawostką jest obecność na tym etapie 3-ligowca, choć tutaj Górnik jest zdecydowanym faworytem. Z kolei GKS jest niewygodnym rywalem dla Rakowa, więc ta rywalizacja będzie ciekawsza. Gdybym miał typować, to postawiłbym na śląski finał Górnika z GKS-em.
Wracając jednak do Ekstraklasy, w tym sezonie można powiedzieć, że nie ma środka tabeli – albo bijesz się o puchary, albo „walczysz o spadek”. W której grupie jest dziś Radomiak?
Przed każdym sezonem naszym podstawowym celem jest jak najszybsze zapewnienie sobie utrzymania. Znamy swoje miejsce w szeregu i wiemy, że nie jesteśmy ligowym krezusem pod względem finansów. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia – jeśli w miarę regularnie punktujesz, to w pewnym momencie pojawia się chęć gry o coś więcej. Z drugiej strony liga się wyrównała i na przestrzeni 2-3 spotkań położenie zespołu może się radykalnie zmienić – będąc w czołówce nagle można zamieszać się w grę o utrzymanie. To utrzymanie Radomiaka jest więc celem minimum, a wszystko ponad będzie dodatkowym bonusem. Patrząc na ambicje włodarzy klubu i trenera Feio, a także indywidualną jakość sportową zawodników, mam nadzieję na szybkie utrzymanie, a wykorzystując sytuację w lidze możemy się zakręcić w okolicach strefy pucharowej. To jest takie ciche marzenie – moje, ale i pewnie każdego sympatyka Zielonych.
W ostatnim czasie w Radomiu tych punktów jednak brakowało, bo przez cztery kolejki nie potrafiliście wygrać. Przełamanie nastąpiło po nadrobieniu zaległości z Arką. Gdybyśmy tylko na jej tle mieli oceniać potencjał naszych zespołów, to w niedzielę bylibyście zdecydowanym faworytem.
W czwartek zadecydował bardzo dobry początek – prowadzenie 2:0 po ośmiu minutach ustawiło przebieg meczu pod dyktando Radomiaka. Z kolei Arka kreowała więcej po przerwie i w pewnym momencie wydawało się, że może wrócić do meczu, jednak dobra postawa Filipa Majchrowicza, który zrehabilitował się za błędy w poprzednich meczach, pozwoliła nam utrzymać, a następnie podwyższyć prowadzenie. Arka zdobyła wprawdzie bramkę kontaktową, a w pewnym momencie potrójna interwencja naszego bramkarza do spółki z Jankiem Grzesikiem uchroniła nas od straty drugiego gola. Gdyby ten padł, to moim zdaniem Radomiak by nie wygrał. Na szczęście dla nas gol Romário Baró z rzutu wolnego ostatecznie rozstrzygnął mecz na naszą korzyść.
Jesienią przed meczem z GieKSą do pełni formy wracał Capita Capemba – lider zespołu, strzelec jednego z goli w ostatnim meczu z Arką. W niedzielę zabraknie go z innego powodu: na ostatniej prostej jest jego transfer za ocean. Jaki będzie Radomiak bez niego?
Capita jest dla Radomiaka bardzo ważną postacią i jakość całego zespołu z nim w składzie idzie zdecydowanie do góry. Trzeba jednak mieć świadomość, że jego odejście było planowane od dłuższego czasu, więc nie jesteśmy tym ruchem zaskoczeni. Elves Baldé i Salifou Soumah to jego naturalni następcy, choć tego pierwszego w niedzielę zabraknie z powodu zawieszenia po wydarzeniach po meczu z Koroną Kielce. Szkoda, bo dał się wam już poznać jesienią zdobywając pierwszego gola. O Soumahu wiemy niewiele – dołączył do nas już po starcie rundy i czekamy, co pokaże na boisku. Wracając jednak do Capity uważam, że Ekstraklasa sporo traci na odejściu takich zawodników jak on. Mimo że liga rośnie, powstają piękne stadiony i coraz lepiej prezentujemy się w pucharach, to jeszcze nie jesteśmy w stanie konkurować z silniejszymi klubami o wyróżniających się zawodników. Oglądać Capitę na boisku było czystą przyjemnością, ale mam nadzieję, że uda się sprawnie i bezboleśnie zapełnić lukę po nim.
Wspomniałeś o meczu z Koroną zakończonym skandalem, który przełożył się m.in. na karę Baldé, ale i zawieszenie Gonçalo Feio na pięć meczów. Jak twoimi oczami wyglądały tamte wydarzenia?
Wiele negatywnych okoliczności nałożyło się na siebie przy okazji tego nieszczęsnego meczu z Koroną. Po pierwsze, błąd Filipa Majchrowicza przy rozegraniu piłki dał bramkę gościom, kolejny błąd przy stałym fragmencie gry i drugie trafienie. Z kolei Radomiak mimo mnóstwa sytuacji nie był w stanie zdobyć gola – albo zawodziła skuteczność, albo na wysokości zadania stawał Dziekoński. Słaba postawa sportowa Radomiaka przełożyła się na frustrację, zarówno na murawie, jak i na trybunach. Doszło do skandalicznych incydentów, które nie mają prawa dziać się na żadnym stadionie. Atmosfera była nerwowa, bo wiemy jakie stosunki panują między kibicami Korony i Radomiaka. Temperaturę dodatkowo podniosła decyzja Komisji Ligi o niewpuszczeniu kibiców gości. Atmosfera od początku była nerwowa, a porażka na własnym stadionie nie ostudziła emocji. Nie ulega jednak wątpliwości, że nigdy nie powinno dochodzić do wydarzeń, których świadkami byliśmy po meczu, a które zaowocowały surowymi karami.
A jak trener radzi sobie na „pracy zdalnej”?
Kara dla Gonçalo Feio jest surowa przede wszystkim ze względu jego przeszłość i łatkę, jaką mu przyklejono. On z tym mocno walczy, starając się przekonać wszystkich, że się zmienił. Osobiście nie znałem go wcześniej, natomiast gdyby nie doniesienia medialne, znając go teraz nigdy bym nie powiedział, że jest osobą konfliktową. Na co dzień jest otwartym i serdecznym gościem. W meczu z Koroną rzucił w stronę sędziów uwagę w stylu „zapłacili wam”, którą Komisja Ligi uznała za oskarżenia korupcyjne i surowo go ukarała. Tymczasem w tej samej kolejce trener Wisły Mariusz Misiura stwierdził, że wszystko jest ustawione pod Legię i Widzew, a nie spotkała go za to żadna kara. Trener Feio radzi sobie dobrze, bo w czasie meczów jest stale na łączach z asystentem Emanuelem Ribeiro. W Niecieczy miałem okazję siedzieć na trybunach obok niego i mimo że nic nie rozumiałem, bo panowie rozmawiali po portugalsku, to byłem pod wrażeniem, bo Gonçalo Feio mówił praktycznie bez przerwy i miałem odczucie, że słucham nie trenera, ale komentatora sportowego. W meczu z GKS-em jeszcze nie będzie go na ławce, ale jak sam podkreśla, perspektywa trybun też jest ciekawa i patrzy na mecz nieco inaczej niż z poziomu murawy.
Radomiak jest jedną z ekip, która zdecydowanie lepiej prezentuje się u siebie niż na wyjeździe. Co takiego jest przy Struga 63, co aż tak wam pomaga?
Kiedy w 2023 roku oddano do użytku nowy stadion Radomiaka, wówczas składający się z dwóch trybun, nie był naszym szczególnym atutem. Natomiast w tym sezonie, kiedy od listopada funkcjonują już cztery trybuny i po wielu latach oczekiwań wreszcie pojawiają się kibice gości, to atmosfera jest zupełnie inna. Doping jest fantastyczny – bywałem na wielu stadionach Ekstraklasy i w porównaniu do innych nie mamy się czego wstydzić. To na pewno motywuje piłkarzy i wpływa na ich dyspozycję. W tym sezonie tylko Jagiellonia i niestety Korona wygrały przy Struga. Zazwyczaj jednak jesteśmy bardzo mocni u siebie – wystarczy przypomnieć zwycięstwa 4:0 z Górnikiem, 5:1 z Pogonią, 3:0 z Cracovią i ostatnie 3:1 z Arką. Nikt nie ma łatwo w Radomiu i w niedzielę musicie się liczyć z ciężką przeprawą.
Od początku rundy wiele się mówi o kiepskim stanie murawy na większości stadionów Ekstraklasy. Jak będzie u was?
W porównaniu z czwartkowym meczem z Arką nie spodziewam się, aby stan murawy diametralnie się polepszył. Jest to problem wielu klubów, choć wiem, że wy możecie się pochwalić świetnie przygotowaną nawierzchnią i podobnie jest w Gliwicach. Gdzie indziej widać jednak trudy ciężkiej zimy – w Radomiu też nie jest idealnie, ale mogło być gorzej. W krótkim odstępie czasu gramy u siebie trzy mecze ligowe, a za chwilę będziemy gościć kadrę U-21 podczas meczu z Armenią. Nie wiem jak murawa to przetrzyma, ale mam nadzieję że z biegiem czasu będzie coraz lepiej. Nie można odmówić osobom zaangażowanym w utrzymanie boiska, że robią wszystko, co w ich mocy, aby w obecnych warunkach jak najlepiej przygotować boisko do gry. Radomiak jest zespołem technicznym, który lubi mieć piłkę przy nodze, więc boisko dobrej jakości jest naszym sprzymierzeńcem.
Kto będzie w niedzielę najlepszym piłkarzem z Radomia i dlaczego Bartek Nowak?
Bartek to piłkarz o olbrzymiej jakości piłkarskiej, mózg i serce GKS-u. Trener Górak powtarzał w wywiadach, że Nowak świetnie rozumie jego pomysł na grę i pomaga innym piłkarzom w realizowaniu go na boisku. Oby jak najwięcej zawodników, którzy do tego stopnia wyróżniają się na tle całej ligi. Bartek jest przecież Radomianinem, więc ten mecz może być dla niego inny niż wszystkie, bo przyjeżdża w rodzinne strony. Mimo to mam cichą nadzieję, że w niedzielę najlepszy piłkarz z Radomia zagra jednak w zielonej koszulce.
W ubiegłym sezonie to właśnie Radomiak witał nas w Ekstraklasie, jeszcze na starej Bukowej. Nie było to najmilsze powitanie.
Do tej pory nie miałem okazji zobaczyć waszego nowego stadionu, ale cieszę się, że tuż po waszym awansie mogłem zobaczyć mecz z wysokości trybun starego obiektu. Dość szybko na prowadzenie wyprowadził nas Rocha, dwukrotnie pokonując Kudłę i byłem wręcz zdumiony, jak duża jest różnica klas między naszymi zespołami. GKS zderzył się z Radomiakiem, który sezon wcześniej utrzymał się rzutem na taśmę, więc nie spodziewałem się takiej przewagi. W drugiej połowie obraz gry się zmienił, a Mateusz Marzec zdobył nawet gola po ładnym woleju i koniec końców GKS był bliski, aby tego meczu nie przegrać.
Jak oceniasz zmianę w postawie GKS-u, która od tamtego meczu zaszła na przestrzeni kolejnego 1,5 roku?
GKS był początkowo postrzegany jako typowy beniaminek, który jednak z pozycji underdoga punktował nadspodziewanie dobrze. Nie nazwałbym was czarnym koniem, ale przez cały sezon z powodzeniem utrzymywaliście się blisko środka tabeli. Podobnie radził sobie Motor, ale GKS był dla mnie większym zaskoczeniem. Pamiętam też nasz mecz rewanżowy, ostatni w 2024 roku, zakończony remisem 1:1 i to Radomiak musiał gonić wynik. Trener Górak mówił wtedy, że przyjmuje ówczesny dorobek GieKSy z całym dobrodziejstwem inwentarza. Z zadowoleniem śledziłem wasze dalsze losy, bo GKS to duża firma i dobrze, że zadomowiła się w Ekstraklasie. Początek nowego sezonu GKS miał jednak trudny i pamiętam, jak przed naszym meczem analizowałem tabelę. Pojedynek z Radomiakiem był dla was kluczowy i uważałem, że jeśli nie odbijecie się na nas, to mocno zakopiecie się w dolnych rejonach tabeli. Na szczęście dla was udało się odbić, zresztą po świetnym meczu. Macie dobrze skomponowany zespół: Rafał Strączek wygryzł ze składu Dawida Kudłę i radzi sobie bardzo dobre, solidna obrona na czele z Arkadiuszem Jędrychem, wspomniany wcześniej Nowak i – jak się z czasem okazało – jest też życie po Sebastianie Bergierze. W naszym ostatnim meczu z dobrej strony pokazał się też Marcin Wasielewski.
To właśnie on, do spółki z Nowakiem, przesądził o ostatecznym zwycięstwie z Radomiakiem przy Nowej Bukowej. Pamiętam ten pojedynek jako mecz pięknych goli i jeszcze lepszych parad bramkarzy. A jak ty wspominasz tamto spotkanie?
Mecz był rozgrywany w ramach Superpiątku jako świetna reklama Ekstraklasy. Z drugiej strony, oprócz pięknych goli były też kontrowersje, m.in. decyzja o nieuznaniu trzeciego gola Radomiaka. Jeśli dobrze pamiętam, w Lidze+ Ekstra uznano ją za błędną. Nasze mecze zwykle obfitują w gole, więc nie obraziłbym się, gdyby podobnie było w niedzielę. Radomiak u siebie jest drużyną usposobioną ofensywnie, więc w starciu z GKS-em, który jest uskrzydlony ostatnimi dobrymi wynikami, nie powinno być nudy i jestem przekonany, że w niedzielę przy Struga będzie się działo.
Którego z zawodników Radomiaka powinniśmy się obawiać najbardziej?
GKS musi uważać na Janka Grzesika i Rafała Wolskiego. Mam też nadzieję, że bardzo ładna bramka Romário Baró w meczu z Arką doda mu więcej pewności siebie. Jest też Vasco Lopes, który potrafi wypracować przewagę dryblingiem. Silnym punktem zespołu są grający z przodu Maurides i Abdoul Tapsoba. Nie będzie Capity, ale siłą Radomiaka jest to, że zespół wygląda coraz lepiej jako drużyna. Jeżeli mamy swój dzień, to jesteśmy groźni dla każdego w Ekstraklasie.
Jak twoim zdaniem będzie przebiegał niedzielny mecz i jakim wynikiem się zakończy?
Radomiak grający u siebie nie cofa się i nie czeka na kontry. Spodziewam się, że od początku ruszymy do ataku niesieni żywiołowym dopingiem. GKS być może zaczeka na to, co zaproponują gospodarze, natomiast w tej lidze trudno jest cokolwiek przewidzieć – jedna niespodziewana sytuacja może całkowicie wywrócić plan na mecz. Oczekuję dobrego widowiska i wielu goli, bo naprzeciw siebie stają bardzo dobre piłkarsko drużyny. Nigdy nie byłem dobry w typowanie wyników, ale biorąc pod uwagę formę Radomiaka u siebie stawiam na 2:1 dla gospodarzy.
Z rozbawieniem obserwowałem twitterowe zaczepki na oficjalnych kontach Radomiaka i Arki, nawiązujące do niedawnej awarii oświetlenia w Radomiu. W niedzielę prądu nie zabraknie?
To wstydliwa sytuacja dla Radomiaka, który jednak nie do końca miał na nią wpływ. Odbiór był jednak taki, a nie inny. Żałowaliśmy, że mecz z Arką nie odbył się w pierwotnym terminie, a szczególnie szkoda było kibiców z Gdyni, którzy na darmo przejechali przez pół Polski. Kolejne mecze w Radomiu przebiegły już jednak bez przeszkód i podobnie będzie w niedzielę. Ale dobrze, że gramy w miarę wcześnie, więc w razie czego damy sobie radę nawet bez prądu.
Piłka nożna
Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień
Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.
Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.
Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.
W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.


wierny
4 maja 2018 at 01:48
Awansu nie bedzie kuli stadion ni bedzie. Wezdzie to w koncu skumejcie. Jezu ludziska przeca sie nastawiac od lat ile mozna. Redakcyjo wezcie stonujcie abo wogole zero przemyslen nie piszcie.
AVE Gieksa.
Mecza
4 maja 2018 at 10:39
@wierny, co ma stadion do awansu? Tak samo idiotyczna uwaga jak to że Krupa zakazał. Jestem spokojny przed Stomilem. Po tygodniu resetu fizycznego będzie pewne zwycięstwo. Wyniki z Puszczą i Drutexem przewidziałem.
Irishman
4 maja 2018 at 11:14
Ten obecny sezon może być gorszy nie tylko dlatego, że przegramy awans z najsłabszymi drużynami I ligi ale także z Tychami, a co gorsza z chorzowskimi. Po Głogowie gadałem z kumplem, że możliwy jest scenariusz, w którym w Chorzowie zapewnimy sobie awans jednocześnie odbierając gospodarzom wszelkie szanse na utrzymanie. Zapomniałem niestety, że pycha kroczy przed upadkiem i dziś, to zaczynam mieć małe obawy, aby przypadkiem nie było odwrotnie…
Poza tym ten tydzień nie tylko powie nam dużo o drużynie ale także o trenerze. Oczywiście, tak czy inaczej nie będzie tak, że go pożegnamy po sezonie. Ale jednak dla mnie będzie to jakaś tam odpowiedź czego możemy spodziewać się z nim u sterów drużyny w przyszłości.
Cierpliwy
4 maja 2018 at 17:21
Ile tu znawców futbolu. Płaczą zanim mleko się wyleje. Powiem tak: przegrają 5 razy(z ruchem i tyskimi najwyżej) no i remis z Łęczna bo ta będzie potrzebować punktu do baraży.
wiesiek
4 maja 2018 at 17:39
Tydzien który powie czy mamy poważną drużyne juz byl. To mecze z Puszczą i Bytovią.
KaTe
4 maja 2018 at 18:01
Sami znawcy. Tacy jesteśmy. A najśmieszniejsze jest to, że większość wyżej stawia zwycięstwo nad Ruchem – niż awans.
Kuriozum
|Irishman
4 maja 2018 at 19:39
Ja tam się za jakiegoś „znawcę” bynajmniej nie uważam. No ale lubię sobie podyskutować z GieKSiarzami. Jakieś tam doświadczenie mam po tylu latach z GieKSa więc może zwrócę na coś uwagę, za to jeszcze więcej się nauczę od innych.
A co do chorzowskich, to oczywiście, że ogromna wszyscy chcielibyśmy, aby ich pokonać. No ale to zwycięstwo przybliży nas do awansu, a nie oddali! Natomiast nikt z nas NIE WYBACZY(!!!) tego gdybyśmy nie awansowali przez to, że oddamy im punkty pozwalając się utrzymać.
Bartolo
4 maja 2018 at 21:12
Osoby,które wierzą w awans są chyba upośledzone!Ludzie,ile razy można w kółko nabierać się na te same chwyty,no ile??Nie będzie ani awansu ani stadionu!Dziwię się,że w ogóle ktokolwiek na ten cyrk jeszcze chodzi.To urąga ludzkiej inteligencji i godności..Czy może być jeszcze ordynarniej niż w zeszłym sezonie z Kluczborkiem? Wszystko na to wskazuje że chyba tak..Szykują się po raz enty niezłe jajca,obawiam się,że ten maj przebije absolutnie wszystko!!GieKSa ma zakaz awansu,zrozumcie to wreszcie…i zareagujcie odpowiednio….
Mecza
4 maja 2018 at 23:02
@Bartolo brawo za wpis…po co się stresujesz GieKSą zwaną przez Ciebie „cyrkiem” 1 liga Ci nie odpowiada? Przestaw się na inny klub, najlepiej taki co awansuje. Najlepiej tak co roku bo to może pomoże Ci w życiu.