Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Tydzień, który powie, czy mamy poważną drużynę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po wyjazdowych wygranych z Chojniczanką i Chrobrym wierzyliśmy, że to jest ten sezon. Że to jest ten moment, w którym wszelkie zło piłkarskie wszystkich ostatnich lat zostanie przełamane. GieKSa wytworzyła sobie dwupunktową przewagę nad trzecim miejscem i do końca sezonu miała mieć potyczki tylko z zespołami z dolnej połowy tabeli. Niestety już dwa pierwsze mecze z teoretycznie słabszymi rywalami zatarły w dużej mierze to, co udało się zrobić w rundzie wiosennej. Nie zatarły jednak jeszcze naszych marzeń, ale mocno zachwiały optymizmem.

Przed meczem z Puszczą byłem spokojny. Może nie tyle o zwycięstwo, co o dobrą grę i dużą szansę na pozytywny rezultat. Spotkanie w Niepołomicach okazało się jednak tak słabe, że odwrotnie – przed pojedynkiem z Bytovią miałem bardzo dużo niepokoju. Niepokoju o to, czy po raz drugi z rzędu nie będziemy przeżywać zaprzepaszczania w sposób spektakularny awansu, który jest na wyciągnięcie ręki.

Niestety niedzielny mecz okazał się drugim z rzędu meczem z gatunku żenujących. Nie słabszych, nie gorszych, tylko żenujących. Takich, do których przyzwyczailiśmy się w poprzednich sezonach, meczów, które odbierały nam nadzieję, wiarę, powodowały tylko frustrację. Złe wspomnienia powróciły (nie będziemy tu używać idiotycznych określeń typu „demony przeszłości”, bo mówimy wtedy językiem piłkarzy), obraz zwłaszcza poprzedniego sezonu pojawił się przed naszymi oczami. Gra w dwóch ostatnich meczach postawiła duży znak zapytania, czy jednak drużyna, którą już prawie przemianowaliśmy na „poważną”, w rzeczywistości taka jest. A czy trener, którego już ochrzciliśmy „twardo stąpającym po ziemi”, jednak nie buja w obłokach, poprzez swoje dziwne decyzje kadrowe w ostatnich spotkaniach.

Wielu kibiców uważa, że gorzej niż w zeszłym sezonie być nie może, w sensie dramatycznie przegranego awansu. Niestety obecne rozgrywki pokazują, że jak najbardziej może. Wówczas bowiem rundę wiosenną przegraliśmy z zespołami z czołówki, teraz możemy się wypieprzyć na outsiderach. Przypominam, że cztery z sześciu meczów gramy z najgorszymi drużynami tej ligi. Tak – najgorszymi, bo najprawdopodobniej trzy z nich pożegnają się z pierwszą ligą. Więc niewygrywając tych spotkań – naprawdę będzie gorzej niż rok temu.

Dwanaście miesięcy temu liczyliśmy, że ta drużyna się obudzi, że po jakichś dwóch wygranych, w ważnym meczu również zapunktuje. Za każdym razem lądowaliśmy głową na beton. Za każdym… Teraz mamy na razie dwukrotną powtórkę z rozrywki – raz atak (sic!) na lidera i próba odskoczenia od peletonu, za drugim razem kolejna szansa na powiększenie przewagi nad trzecim miejscem i resztą. Obie te okazje zostały zaprzepaszczone przez fatalną grę i chyba jednak brak należytego zaangażowania (mamy tu na myśli nie tylko walkę, ale koncentrację i przykładanie się do pojedynczych zagrań). GieKSa znów nie udokumentowała tego, co udokumentować powinna.

To nie jest moment, w którym skreślamy szanse. GKS jest na miejscu premiowanym awansem i wszystko nadal zależy od zawodników Jacka Paszulewicza. Naszą ostrożność opieramy jednak nie na na wyobrażeniach, ale na doświadczeniu – dodatkowo w sporej części powiązanym z tymi samymi zawodnikami, którzy rok temu byli głównymi „architektami” upadku teamu firmowanego przez Jerzego Brzęczka. Przecież forma na przykład Łukasza Zejdlera to jest wypisz wymaluj to, co było rok temu i na jesień. Takiemu Andreji Prokićowi rok temu się upiekło, bo kilka bramek strzelił, ale tak naprawdę w kluczowych meczach grał bardzo słabo. A teraz gra jeszcze gorzej. Gonzo jak nie strzelał, tak nie strzela, choć oddajmy, że z Bytovią jego wejście podciągnęło drużynę. I jedynie można powiedzieć, że Mateusz Kamiński poprawił się znacznie i mamy nadzieję, że do końca sezonu utrzyma dyspozycję.

GieKSa potknęła się dwa razy w dwóch ostatnich meczach. Teraz – po tygodniu przerwy – to jest właśnie ten moment, żeby coś zmienić, żeby jednak włączyć tę piłkarską ambicję, której części zawodników brakuje. Biegać szybciej, podawać celniej, a przede wszystkim CHCIEĆ to robić. Wszyscy rywale, z którymi katowiczanie się zmierzą są do ogrania. Jak nie z ataku pozycyjnego, to z kontry, jak nie z kontry, to ze stałego fragmentu gry. Drużyna Paszulewicza pokazała tej wiosny, że potrafi to robić. A jeśli umiała z mocniejszymi, to musi potrafić ze słabszymi. Naprawdę nie mówmy farmazonów, że przeciw zespołom z dołu tabeli z natury gra się trudniej, bo to jest robienie kurtyzany z matematyki i logiki. Jeśli ktoś ma więcej porażek niż remisów i zwycięstw, to oznacza, że po prostu jest słabszy i należy takiego rywala pokonać. Trzeba tylko chcieć i odpowiednio się przygotować do meczu.

Przed GieKSą tydzień prawdy, który powie, czy ten zespół stać na osiągnięcie sukcesu czy znów narobił nam apetytu kolejnymi wygranymi po to, żeby na koniec niczym Robin Hood – oddać biednym i potrzebującym. Gramy ze słabym jak barszcz Stomilem, niezłym Podbeskidziem i rozbitym Ruchem. Nie wyobrażam sobie, żeby GieKSa nie wygrała pierwszego i trzeciego z tych meczów. Jeśli jednak będzie grać tak, jak ostatnio, to może i nawet przegrać.

Trener Paszulewicz też zamiast asekurować się stwierdzeniem, że „startowaliśmy z ósmego miejsca, a proszę, gdzie jesteśmy teraz”, powinien się pazurami uczepić tej szansy, która się wytworzyła. To jest przecież wielka szansa także dla niego, by mieć w CV awans do ekstraklasy i zespół w tej ekstraklasie prowadzić. Naprawdę w tym sezonie – jak i w poprzednim – nie trzeba sobie wypruwać flaków, żeby zająć drugie miejsce. Wystarczy tylko odpowiedni poziom motywacji, sensowny pomysł i spokojne realizowanie planu. Żadna drużyna – oprócz Miedzi – nie potrafiła zrobić nawet tego. GieKSa była blisko, ale nie podołała temu prostemu wydawałoby się zadaniu.

Ekipy z czołówki dalej będą tracić punkty, to więcej niż pewne. Ważne jednak, żeby umieć to wykorzystać i w tej trzeciej próbie – gdy będzie okazja – odskoczyć od rywali, bo na razie to dogoniła nas Chojniczanka. Walczcie o te wygrane i dajcie w końcu powód, żeby uznać was za prawdziwych sportowców, a nie przypadkowych wyrobników głoszących zasadę „czy się stoi czy się leży”…

9 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

9 komentarzy

  1. Avatar photo

    wierny

    4 maja 2018 at 01:48

    Awansu nie bedzie kuli stadion ni bedzie. Wezdzie to w koncu skumejcie. Jezu ludziska przeca sie nastawiac od lat ile mozna. Redakcyjo wezcie stonujcie abo wogole zero przemyslen nie piszcie.
    AVE Gieksa.

  2. Avatar photo

    Mecza

    4 maja 2018 at 10:39

    @wierny, co ma stadion do awansu? Tak samo idiotyczna uwaga jak to że Krupa zakazał. Jestem spokojny przed Stomilem. Po tygodniu resetu fizycznego będzie pewne zwycięstwo. Wyniki z Puszczą i Drutexem przewidziałem.

  3. Avatar photo

    Irishman

    4 maja 2018 at 11:14

    Ten obecny sezon może być gorszy nie tylko dlatego, że przegramy awans z najsłabszymi drużynami I ligi ale także z Tychami, a co gorsza z chorzowskimi. Po Głogowie gadałem z kumplem, że możliwy jest scenariusz, w którym w Chorzowie zapewnimy sobie awans jednocześnie odbierając gospodarzom wszelkie szanse na utrzymanie. Zapomniałem niestety, że pycha kroczy przed upadkiem i dziś, to zaczynam mieć małe obawy, aby przypadkiem nie było odwrotnie…

    Poza tym ten tydzień nie tylko powie nam dużo o drużynie ale także o trenerze. Oczywiście, tak czy inaczej nie będzie tak, że go pożegnamy po sezonie. Ale jednak dla mnie będzie to jakaś tam odpowiedź czego możemy spodziewać się z nim u sterów drużyny w przyszłości.

  4. Avatar photo

    Cierpliwy

    4 maja 2018 at 17:21

    Ile tu znawców futbolu. Płaczą zanim mleko się wyleje. Powiem tak: przegrają 5 razy(z ruchem i tyskimi najwyżej) no i remis z Łęczna bo ta będzie potrzebować punktu do baraży.

  5. Avatar photo

    wiesiek

    4 maja 2018 at 17:39

    Tydzien który powie czy mamy poważną drużyne juz byl. To mecze z Puszczą i Bytovią.

  6. Avatar photo

    KaTe

    4 maja 2018 at 18:01

    Sami znawcy. Tacy jesteśmy. A najśmieszniejsze jest to, że większość wyżej stawia zwycięstwo nad Ruchem – niż awans.
    Kuriozum

  7. Avatar photo

    |Irishman

    4 maja 2018 at 19:39

    Ja tam się za jakiegoś „znawcę” bynajmniej nie uważam. No ale lubię sobie podyskutować z GieKSiarzami. Jakieś tam doświadczenie mam po tylu latach z GieKSa więc może zwrócę na coś uwagę, za to jeszcze więcej się nauczę od innych.
    A co do chorzowskich, to oczywiście, że ogromna wszyscy chcielibyśmy, aby ich pokonać. No ale to zwycięstwo przybliży nas do awansu, a nie oddali! Natomiast nikt z nas NIE WYBACZY(!!!) tego gdybyśmy nie awansowali przez to, że oddamy im punkty pozwalając się utrzymać.

  8. Avatar photo

    Bartolo

    4 maja 2018 at 21:12

    Osoby,które wierzą w awans są chyba upośledzone!Ludzie,ile razy można w kółko nabierać się na te same chwyty,no ile??Nie będzie ani awansu ani stadionu!Dziwię się,że w ogóle ktokolwiek na ten cyrk jeszcze chodzi.To urąga ludzkiej inteligencji i godności..Czy może być jeszcze ordynarniej niż w zeszłym sezonie z Kluczborkiem? Wszystko na to wskazuje że chyba tak..Szykują się po raz enty niezłe jajca,obawiam się,że ten maj przebije absolutnie wszystko!!GieKSa ma zakaz awansu,zrozumcie to wreszcie…i zareagujcie odpowiednio….

  9. Avatar photo

    Mecza

    4 maja 2018 at 23:02

    @Bartolo brawo za wpis…po co się stresujesz GieKSą zwaną przez Ciebie „cyrkiem” 1 liga Ci nie odpowiada? Przestaw się na inny klub, najlepiej taki co awansuje. Najlepiej tak co roku bo to może pomoże Ci w życiu.

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Plusy i minusy po Lechii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.

Plusy:

+ Bartosz Nowak

Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.

+ Rafał Strączek

Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.

+ Skuteczność przy niskim posiadaniu

38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.

Minusy:

– Zmarnowane okazje

Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.

Podsumowanie:

2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.

GieKSiarz

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.

Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.

Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.

W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga