Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka Szachy

Tygodniowy przegląd mass mediów: GieKSa z kolejnym zwycięstwem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki, hokeja i szachów GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Piłkarki pokonały na Bukowej drużynę Górnika Łęczna 2:0 (1:0). Następne spotkanie zespół rozegra w sobotę 12 października o 12:00 z Pogonią w Tczewie. Drużyna prowadzi w tabeli Orlen Ekstralidze z przewagą trzech punktów nad Śląskiem Wrocław. Piłkarze w 11. kolejce rozgrywek pokonali Puszczę Niepołomice 6:0 (2:0). Prasówkę po tym spotkaniu znajdziecie TUTAJ. Ze względu na mecze reprezentacji następny mecz ligowy zespół rozegra w niedzielę 20 października ze Śląskiem Wrocław. Märten Kuusk otrzymał powołanie do reprezentacji Estonii.

W swoim piątym występie w PlusLidze siatkarze doznali piątej porażki, tym razem z Wartą Zawiercie 1:3. Szansa na zdobycz punktową będzie dzisiaj: drużyna zmierzy się w hali w Szopienicach z przedostatnim zespołem w tabeli VC Barkom Każany Lwów. Mecz rozpocznie o 17:30. W tym tygodniu siatkarze rozegrają jeszcze jedno spotkanie 0 na wyjeździe z Resovią Rzeszów. Mecz rozpocznie się 11 października o 17:30.

W ubiegłym tygodniu hokeiści rozegrali trzy spotkania: z GKS-em Tychy (przegrany 4:5), z Podhalem (wygrany 9:1) i z Zagłębiem (wygrany po dogrywce 1:0). W rozpoczętym tygodniu drużyna rozegra dwa spotkania: jutro na wyjeździe z STS Sanok i w piątek (11 października) w Satelicie z Unią Oświęcim. Mecze rozpoczną się odpowiednio o godzinie 18:00 i 18:30. W ubiegłym tygodniu zmarło dwóch byłych hokeistów GieKSy: Maksymilian Lebek i Kordian Jajszczok.

Do sekcji szachowej dołączył arcymistrz Ruslan Ponomariov.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – GieKSa z kolejnym zwycięstwem

Piłkarki GKS-u Katowice podtrzymały zwycięską passę, zwyciężając 2:0 na swoim terenie z Górnikiem Łęczna. Do siatki trafiały Gabriela Grzybowska i Nikola Brzęczek.

Przebieg bieżących rozgrywek Orlen Ekstraligi, jak i historia ostatnich spotkań tych drużyn zdecydowanie przemawia na korzyść Katowiczanek. Podopieczne Karoliny Koch nie przegrały z Górnikiem od sierpnia 2021 roku.

W pierwszych minutach spotkania zarysowała się niewielka przewaga Górniczek. Już w 6. minucie Katja Skupień dograła z prawej strony, a Klaudia Lefeld oddała groźny strzał zza pola karnego, jednak piłka przeleciała obok słupka. Chwilę później, w odpowiedzi, Klaudia Słowińska z GKS Katowice przymierzyła z około 20 metrów, ale również nie trafiła w bramkę. W 14. minucie Górnik musiał dokonać wymuszonej zmiany – kontuzjowaną Annę Rędzię zastąpiła Agnieszka Jędrzejewicz.

W drugim kwadransie meczu GieKSa zintensyfikowała pressing, zmuszając rywalki do błędów w rozegraniu pod własnym polem karnym. W 21. minucie Anita Turkiewicz odebrała piłkę i dograła do Maciążki, która jednak nie zdołała skierować futbolówki do siatki. Coraz częściej gra toczyła się na połowie przyjezdnych. W 41. minucie Katowiczanki udokumentowały swoją przewagę bramką – po rzucie wolnym wykonywanym przez Kingę Kozak, piłka odbiła się od jednej z piłkarek Górnika, a Gabriela Grzybowska otworzyła wynik płaskim strzałem po ziemi.

Katowiczanki podwyższyły prowadzenie siedem minut po rozpoczęciu drugiej połowy. Anita Turkiewicz precyzyjnie dośrodkowała na głowę Nikoli Brzęczek, która skierowała piłkę do siatki. Po stracie drugiej bramki gospodynie starały się przejąć inicjatywę. Piłkarki GKS Katowice kontynuowały ofensywę, kreując kolejne sytuacje i dążąc do powiększenia przewagi. Zespół Patryka Błaziaka, szczególnie Klaudia Lefeld i Aleksandra Posiewka, próbował zdobyć bramkę kontaktową. W ostatniej akcji meczu Julia Włodarczyk obiła poprzeczkę, a dobitki Bińkowskiej i Hajduk nie przyniosły efektu. Ostatecznie GieKSa wygrała ósmy mecz z rzędu, utrzymując pozycję lidera.

 

dziennikwschodni.pl – Dobra seria piłkarek Górnika Łęczna skończyła się w Katowicach

Górnik Łęczna zakończył w Katowicach swoją serię 5 spotkań bez porażki. Lider rozgrywek dość łatwo ograł ekipę Patryka Błaziaka.

Pozytywny dla przyjezdnych był praktycznie tylko początek spotkania. Wówczas groźnie uderzała chociażby Klaudia Sowińska. Później jednak zaczęły się problemy.

W 14 min kontuzji doznała Anna Rędzia, która musiała opuścić plac gry. Gospodynie coraz mocniej akcentowały swoją przewagę, chociaż na pierwszego gola musiały poczekać do 42 min. Wówczas po dośrodkowaniu piłki z rzutu wolnego największym sprytem wykazała się Gabriela Grzybowska i płaskim strzałem dała ekipie z Górnego Śląska prowadzenie.

Gol na 2:0 padł tuż po zmianie stron. Tym razem w roli egzekutorki wystąpiła Nikola Brzęczek, która strzałem głową wykończyła znakomicie dośrodkowanie Anity Turewicz. W kolejnych minutach przyjezdne dążyły do zdobycia chociaż honorowego gola, ale rzadko zagrażały bramce gospodyń. Te drugie były bardziej konkretne, chociaż gola również nie zdobyły. Najbliżej była Julia Włodarczyk, która w końcówce meczu trafiła w poprzeczkę.

 

24kato.pl – Märten Kuusk z GKS Katowice znalazł się w kadrze Estonii na mecze UEFA Ligi Narodów

Piłkarz GKS Katowice Märten Kuusk otrzymał powołanie do reprezentacji Estonii na październikowe zgrupowanie UEFA Ligi Narodów.

Obrońca GKS Katowice Märten Kuusk otrzymał powołanie od selekcjonera Jürgena Henna na październikowe mecze UEFA Ligi Narodów. Kadra Estonii 11 października o 18:00 podejmie w Tallinie Azerbejdżan, natomiast 14 października o 20:45 w tym samym mieście zagra ze Szwecją.

Kuusk jest już 32-krotnym reprezentantem Estonii. Zadebiutował w niej 15 stycznia 2019 r., grając 90 minut na wyjeździe przeciwko Islandii (0:0) jeszcze jako zawodnik Flory Tallin. W ostatnich meczach swojej kadry nie grał, ostatni raz wybiegł na boisko 8 czerwca 2024 r., kiedy Estończycy pokonali u siebie w meczu towarzyskim Wyspy Owcze 4:1, a piłkarz GieKSy na boisku spędził 90 minut. Wciąż jednak czeka na swojego debiutanckiego gola.

Estonia po dwóch meczach zajmuje 4. miejsce w grupie 1 ligi C. Poległa do tej pory 0:1 ze Słowacją i 0:3 ze Szwecją. Do ligi B awansuje najlepsza drużyna z każdej grupy, drugie drużyny zagrają w play-offach, z kolei ostatnie reprezentacje spadną do ligi D (w przypadku dwóch najgorszych) bądź zagrają w barażach o utrzymanie (w przypadku dwóch najlepszych) z drugimi drużynami ligi D (tam są dwie grupy).

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Ciężka przeprawa Jurajskich Rycerzy

Aluron CMC Warty Zawiercie będą chcieli szybko wymazać z pamięci. Prawdziwy koszmar zgotowali im zawodnicy GKS-u Katowice, zaciekle walcząc o każdy punkt. Gospodarze pomimo wygranej 3:1 mogą czuć zawód, lecz na analizę błędów przyjdzie jeszcze czas. MVP powędrowało w ręce amerykańskiego przyjmującego – Aarona Russella.

Wyśmienicie w spotkanie weszli gospodarze, którzy po kontrach Patryka Łaby prowadzili 4:1. Zawiercianie solidnie pracowali w elemencie blok-obrona, punktowali kontrami (7:3). Wśród gości prym z prawego skrzydła wiódł Bartosz Gomułka. GKS nawiązał kontakt po błędzie Warty oraz dwóch autowych atakach Aarona Russella z rzędu (10:9). Po zbiciu z przechodzącej piłki Bartłomieja Krulickiego wszystko zaczęło się na nowo (11:11). Katowiczanie wywierali presję zagrywką, kontra Gomułki dała im prowadzenie 15:14. Umocnili się na nim po asie Łukasza Usowicza (18:16). Nawet kiedy wicemistrzowie Polski doganiali rywala, to Gomułka znajdował odpowiedź atakiem i asem (21:18). Przyjezdni mieli w sumie trzy piłki setowe, ale wykorzystali po autowej zagrywce Patryka Łaby ostatnią z nich (25:23).

Warta wygrywała 6:4 po dwóch punktowych blokach. Goście wyrównali za sprawą asa Joushuy Tuanigi (6:6). Po chwili gry punkt za punkt zza linii 9. metra odpowiedział Karol Butryn (10:8). Katowiczanie zaczęli się coraz częściej uciekać do gry z szóstej strefy, co przyniosło wymierne rezultaty (11:11). Przyjezdni objęli nawet prowadzenie, ale było im coraz trudniej dobić się do boiska, kontrataki kończył duet Russell-Butryn (17:15). Zawiercianie holowali przewagę, ale w porę dał o sobie znać solidny serwis GKS-u (20:20). W sumie dwukrotnie Warta prowadziła dwoma oczkami, by przyjezdni remisowali (22:22). Losy partii ważyły się w grze na przewagi. Zatrzymanie Bartosza Gomułki dało Jurajskim Rycerzom pierwszy triumf (27:25).

Początek trzeciej części należał do katowiczan, po asie i kontrze Gomułki było 5:2. Zawiercianie zaczęli lepiej zagrywać, złapali kontakt po asie Juriego Gladyra czy ataku Miłosza Zniszczoła ze środka (6:5, 8:7). Do Gomułki w ataku dołączył Jewgienij Kisiliuk, duet zaczął solidnie pracować na skrzydłach (10:8). Goście utrzymywali się na dwupunktowym prowadzeniu, grali wszechstronnie. Po asie Miguela Tavaresa tablica wyników wskazała na kolejny remis (14:14). Gra toczyła się punkt za punkt (19:19). Na siatce uaktywnił się portugalski rozgrywający, po jego atakach Warta odskoczyła (21:19). Gospodarze mieli jedną piłkę setową, ale ponownie byliśmy świadkami gry na przewagi. Obie ekipy myliły się w ważnych momentach. Po kontrze Russella wicemistrzowie Polski byli o krok od triumfu (26:24).

Czwartą odsłonę zainicjowały dwa punktowe bloki Warty oraz błąd GKS-u (7:4). Wicemistrzowie Polski zwiększyli zaliczkę do czterech oczek po asie Butryna (12:8). Podopieczni Michała Winiarskiego kontynuowali grę blokiem, zatrzymując akcję po akcji Usowicza i Kisiliuka (15:9). Reagował zmianami Grzegorz Słaby. W moment jak domek z kart posypała się gra katowiczan, punktował Russell, w dalszym ciągu stawiali szczelny blok zawiercianie (20:12). Sama końcówka należała do punktującego z lewej flanki Łaby. Zakończył on mecz asem (25:17).

Aluron CMC Warta Zawiercie – GKS Katowice 3:1(23:25, 27:25, 26:24, 25:17)

 

HOKEJ

hokej.net – Coś niesamowitego! Pięć goli tyszan w przewadze daje zwycięstwo w Katowicach

Popis skuteczności w przewadze dali hokeiści GKS-u Tychy w rozgrywanym awansem meczu TAURON Hokej Ligi z GKSem Katowice. Tyszanie zdobyli aż pięć goli grając w liczebnej przewadze. Gospodarze trzykrotnie odpowiadali na prowadzenie gości, lecz ostatecznie mecz wygrali tyszanie 5:4.

Derbowe konfrontacje mają w zwyczaju dostarczać kibicom nie lada emocji. W obecnym sezonie liczba podtekstów podgrzewających atmosferę katowicko-tyskich pojedynków rośnie jednak z meczu na mecz. Podczas wrześniowego spotkania, w centrum uwagi kibiców byli Joona Monto oraz Mathias Lehtonen, czyli duet ex katowiczan występujący po tyskiej stronie. W kolejnych derbach role się jednak odwróciły i to w barwach GieKSy debiutowali doskonale znani w Tychach Jean Dupuy oraz Christian Mroczkowski.

Dotychczas nazwisko Dupuy nie wzbudzało najlepszych wspomnień wśród katowickich kibiców. Kanadyjczykowi wystarczyło jednak tylko 39 sekund, aby wkupić się w łaski kibiców GieKSy. 30-latek w swoim pierwszym kontakcie z krążkiem postanowił zabrać się na bramkę Tomáša Fučíka i po indywidualnej akcji otworzył wynik spotkania. Szybko zdobyta bramka, okazała się być ledwie prologiem do derbowych emocji. W 3. minucie do boksu kar sędziowie odesłali Kacpra Maciasia. Podopieczni trenera Tirkkonena potrzebowali ledwie 24 sekund by wykorzystać liczebną przewagę.

Najprzytomniej w podbramkowym zamieszaniu odnalazł się Filip Komorski, dając swojej drużynie wyrównanie. Niespełna 20 sekund po wznowieniu gry, arbitrzy podjęli decyzję o wykluczeniu z gry Mateusza Michalskiego, a goście kolejny raz skrzętnie skorzystali z przewagi. 17 sekund przed powrotem Michalskiego na taflę, Bartłomiej Jeziorski wyprowadził tyszan na prowadzenie. W 10. minucie decyzje o strzale z prawego bulika podjął Pontus Englund, zasłonięty Fučík nie miał większych szans na interwencję, a sprawę zdawał się utrudnić jeszcze rykoszet.

Minęły 3 minuty od wznowienia gry… i zawodnik GieKSy melduje się w boksie kar. Tym razem przepisy przekroczył Marcus Kallionkieli. Rozgrywający przewagę goście zdołali rozklepać katowicką obronę. Sytuację próbował ratować jeszcze Murray, jednak wobec kolejnej dobitki Jeziorskiego pozostawał już bezsilny. Kolejna stracona w osłabieniu bramka nie podcięła jednak skrzydeł ambitnie walczących katowiczan i już w 27. minucie na tablicy znów widniał remis. Strzał z niebieskiej linii zbił Mateusz Bepieszcz i krążek niczym w zwolnionym tempie wpadł obok odprowadzającego go wzrokiem Fučíka.

W trzeciej tercji gra się nie zmieniła. Na prowadzenie wyszli ponownie tyszanie podczas … gry w przewadze huknął Olli Kaskinen a krążek kuriozalnie wpadł zza plecy zdezorientowanego Johna Murraya. Katowiczanie wyrównali pięć minut później. W 46. minucie Pontus Englund z bliska ulokował gumę w pustej bramce po tym jak idealnie zagrał mu na kija Marcus Kallionkieli. Wiatr w żagle złapali gospodarze i co rusz atakowali w tercji tyszan, lecz zabrakło wykończenia. Za to tyszanie po raz kolejny wyszli na prowadzenie podczas gry w przewadze. Piątego gola w tym elemencie hokejowego rzemiosła zdobył ponownie Olli Jakinen. Huknął fiński defensor spod niebieskiej a guma podbijała się od zawodników i wpadła do bramki. Do końca wynik się nie zmienił chociaż katowiczanie mieli kilka szans na wyrównanie.

 

Kanadyjczyk ma pecha! Kolejna kontuzja w ciągu pół roku

Napastnik GKS-u Katowice Ben Sokay nie dokończył ostatniego meczu z GKS-em Tychy (4:5). Kanadyjski środkowy doznał urazu, który wykluczy go z gry na kilka tygodni.

– Zawodnik doznał kontuzji dolnej części ciała i czeka go kilka tygodni przerwy – informuje oficjalny serwis internetowy wicemistrzów Polski.

Przypomnijmy, że Sokay opuścił lodowisko w 7. minucie przy pomocy kolegów z drużyny z podejrzeniem urazu kolana.

Warto wspomnieć, że Ben Sokay w pierwszym meczu finału play-off zRe-Plast Unią Oświęcim (3 kwietnia) nabawił się poważnej kontuzji. Nie zdążył w odpowiednim momencie wyhamować i uderzył łyżwami w bandę. Po tym zdarzeniu od razu został przewieziony do szpitala, w którym usłyszał diagnozę – złamana kostka. Do gry wrócił tuż przed inauguracją sezonu.

 

Niespodzianki nie było. GieKSa pokonuje Podhale

GKS Katowice pokonał przed własną publicznością Podhale Nowy Targ 9:1. Dwukrotnie na listę strzelców wpisywali się Marcus Kallionkieli, Stephen Anderson oraz Mateusz Bepierszcz. Z dobrej strony pokazali się również katowiccy młodzieżowcy, a premierową bramkę na taflach TAURON Hokej Ligi zdobył Jakub Hofman.

Trener Płachta w dzisiejszym spotkaniu po raz kolejny nie mógł zadysponować do gry pełni składu. Z urazami zmagają się w dalszym ciągu Arkadiusz Kostek, Ben Sokay oraz Dante Salituro. Do grona nieobecnych dołączył także notujący coraz lepsze występy Pontus Englund. Po dwumeczowej absencji wrócił za to kapitan GieKSy Grzegorz Pasiut. Bez czołowego napastnika radzić musieli sobie za to goście, bowiem uraz z gry eliminuje w dalszym ciągu Bartłomieja Neupauera. W meczowej kadrze zabrakło również Filipa Wielkiewicza.

Początek spotkania, zgodnie z przedmeczowymi przewidywaniami należał do gospodarzy. Na taki obraz gry wymiernie wpłynęła nałożona już w 32 sekundzie kara na Marcina Horzelskiego. GieKSa z każdą minutą na dłużej zadomowiała się w tercji rywala. Obrona gości nie wystrzegała się również błędów, po których nawet trójka zawodników w żółtych trykotach mogła bez asekuracji swobodnie zdobyć tercję Podhala. Z dobrej strony pokazywali się występujący w barwach GieKSy młodzieżowcy. Ich aktywność w mocnym forecheckingu dawała się we znaki graczom Podhala, którzy mieli coraz większe trudności aby wyprowadzić krążek z własnej tercji. Nie inaczej było w 7. minucie. Krążek na niebieskiej linii padł łupem zawodników GKS-u. Przechwycona guma została zaadresowana pod bramkę do Jakuba Hofmana, który ze stoickim spokojem wykończył akcję i po chwili mógł celebrować swoją pierwszą bramkę zdobytą na poziomie TAURON Hokej Ligi. W kolejnych minutach krążek pozostawał w posiadaniu podopiecznych Jacka Płachty, lecz do końca pierwszej odsłony nie przełożyło się to na zdobycie kolejnych bramek.

Druga tercja przyniosła zdecydowanie więcej emocji, jednak nie za sprawą wyrównania się obrazu gry, lecz rozwiązania przez graczy z Katowic worka z bramkami. W 28. minucie Aleksi Varttinen pokusił się o mocny strzał spod niebieskiej linii. Lot krążka przeciął Marcus Kallionkieli, tym samym stając się autorem drugiego trafienia. Następnie wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. W 29. minucie Piotr Bury został odesłany na ławkę kar. Do zamienienia liczebnej przewagi na bramkę katowiczanie potrzebowali ledwie 14 sekund. Tempo akcji nadał Grzegorz Pasiut, który świetnym podaniem obsłużył Stephena Andersona. Zegar odmierzył ledwie 12 sekund, a krążek znów znalazł się w bramce gości. Znów w centrum zamieszania pozostawał Anderson, gdy po jego strzale krążek do siatki skierował Jean Dupuy. Okazją dla gości aby zmienić obraz gry była kara 2+2 nałożona na Mateusza Michalskiego. Grający w osłabieniu katowiczanie zdołali jednak zadać kolejny cios. Kontrę zainicjował Marcus Kallionkieli, a za jej wzorowe wykończenie wziął się Mateusz Bepierszcz. W 36. minucie swoją przewagę wykorzystali górale. Mocnym strzałem Michała Kielera pokonał Patryk Wajda.

Trzecia tercja należała do GieKSy. Gospodarze pozostawali głodni kolejnych bramek. W 46. minucie na indywidualny rajd zdecydował się Marcus Kallionkieli. 23-latek wykańczając własną akcję posłał mocny strzał z nadgarstka, po którym krążek wręcz chciał wyrwać się z siatki. W 53. minucie kanadyjski tercet dał GieKSie kolejną bramkę. Podawali Mroczkowski i Dupuy – strzelał Anderson. Cztery minuty później swoje trafienie zanotował również Mroczkowski, wykańczając podanie „na nos” Vervedy. Ostatnim akcentem spotkania było przyjemne dla oka rozegranie kontry przez Bartosza Fraszko. Choć „Frachol” stanął już nie miał „twarzą w twarz”z Pawłem Bizubem, to zamiast szukać strzału, zdecydował się wycofać krążek do nadjeżdżającego Mateusza Bepierszcza. „Bepi” bez problemów zaaplikował krążek do siatki, notując swoje drugie trafienie i ustalając wynik spotkania na 9:1.

 

„Święta Wojna” dla GKS-u. Katowiczanie lepsi po dogrywce

Mimo tego, że tylko jedna bramka zadecydowała o wyniku hitowego starcia w Sosnowcu, to emocji z całą pewnością nie zabrakło. Hokeiści EC Będzin Zagłębia Sosnowiec ulegli w tym meczu GKS-owi Katowice 0:1 po dogrywce. Decydujące trafienie należało do Christiana Mroczkowskiego, który jeszcze do niedawna był łączony z sosnowiecką ekipą.

W pierwszej tercji obie drużyny miały problem z uspokojeniem gry i narzuceniem swojego stylu gry. Obie ekipy miały swoje okazje głównie po kontrach ale dobrze spisywali się golkiperzy, którzy zatrzymywali wszystkie próby napastników. Podczas pierwszej odsłony minimalnie więcej z gry mieli podopieczni Piotra Sarnika.

Druga tercja nie przyniosła diametralnej zmiany obrazu gry, swoje okazje znów miały obie drużyny, ale nie przyniosło to żadnych bramek. Golkiperom oprócz dobrych interwencji pomagało również szczęście, gdyż kilkukrotnie obijane były słupki i poprzeczki, ale wynik do końca drugiej tercji nie uległ zmianie,

Trzecia odsłona wyglądało już nieco inaczej, Zdecydowanie więcej z gry mieli goście, którzy w trzeciej odsłonie wyglądali nieco lepiej fizycznie od swoich adwersarzy, ale i tym razem Patrik Spěšný nie stracił czujności i trzymał miejscowych w grze.

Sosnowiczanie również mieli szanse na przełamanie katowickiej defensywy, ale w ostatnich spotkaniach skuteczność w sosnowieckiej ekipie wymaga poprawy. Na pewno nie pomógł fakt, że John Murray, podobnie jak jego przeciwnik po drugiej stronie tafli miał swój dzień i bronił, jak w transie.

W dogrywce obie ekipy były groźne pod bramką rywali, ale decydujący cios zadali katowiczanie w 64. minucie. Mroczkowski najlepiej odnalazł się w zamieszaniu podbramkowym i wepchnął gumę do siatki sosnowiczan, zapewniając podopiecznym Jacka Płachty drugi punkt.

Zawodnicy z Sosnowca znów muszą żałować niewykorzystanych sytuacji i notują drugą porażkę z rzędu, tym razem zdobywając jednak punkcik. Dla katowiczan to było bardzo istotne zwycięstwo w kontekście układu tabeli.

 

Nie żyje uczestnik historycznego meczu z ZSRR. Był legendą dwóch polskich klubów

Smutne wieści napłynęły z Katowic. Dziś w wieku 74 lat zmarł Kordian Jajszczok, były obrońca GKS-u Katowice i Zagłębia Sosnowiec, a także były reprezentant Polski.

Kordian Jajszczok urodził 4 września 1950 roku w Świętochłowicach. Występował na pozycji obrońcy i przez lata był filarem defensywy GKS-u Katowice i Zagłębia Sosnowiec. Cztery razy zdobywał tytuł mistrza Polski (1970, 1980, 1981, 1983), a trzy razy na jego szyi zawisł srebrny medal(1969, 1979, 1984). W polskiej lidze rozegrał około 500 meczów.

W reprezentacji Polski wystąpił 15 razy. Wziął udział w Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Innsbrucku w 1976 oraz w Mistrzostwach Świata w 1976 w Katowicach, gdzie wystąpił w legendarnym meczu przeciwko Związkowi Radzieckiemu, który nasza reprezentacja wygrała 6:4.

Hokejową karierę rozpoczął w GKS-ie Katowice pod kierunkiem trenera Waltera Bali. Już jako piętnastolatek pojechał na pierwszy obóz z pierwszą drużyną GieKSy. Z kolei w 1970 roku zdobył z katowiczanami pierwszy tytuł mistrzowski, a rok wcześniej srebrny medal.

Od sezonu 1978 roku był zawodnikiem Zagłębia Sosnowiec, w barwach którego grał do 1985 roku z krótkimi przerwami na występy w Austrii. Pracował też jako trener w niemieckich klubach.

Cześć jego pamięci!

 

Nie żyje legenda GKS-u Katowice. Był świetnym zawodnikiem i wychowawcą młodzieży

Kolejne smutne wieści napłynęły ze środowiska GKS-u Katowice. W wieku 81 lat zmarł Maksymilian Lebek, były zawodnik i trener. Czterokrotny mistrz Polski.

Maksymilian Lebek urodził się 29 sierpnia 1943 roku. Był rodowitym katowiczaninem i jako zawodnik występował w barwach Górnika i GKS-u Katowice (1959-63, 1965-76), a także Polonii Bydgoszcz (1963-1965) .

Grał na pozycji obrońcy, a najczęściej jego klubowymi partnerami byli Hubert Sitko i Henryk Reguła.

Lebek imponował dobrymi warunkami fizycznym, grał twardo i ambitnie, a także mógł pochwalić się silnym uderzeniem z dystansu.

Był czterokrotnym mistrzem Polski (1960, 1962, 1968, 1970), trzykrotnym wicemistrzem kraju, a pięć razy na jego szyi zawisł brązowy medal. Raz w górę wzniósł Puchar Polski (1970), był też powoływany do reprezentacji Polski.

Po zakończeniu kariery był wieloletnim trenerem zespołów młodzieżowych GieKSy i wychowawcą wielu zawodników. W sezonie 2014/2015 pełnił funkcję trenera GKS-u Katowice. Pracował też z Niemczech.

Maksymilian Lebek, będący członkiem „Galerii Sław” hokejowego GKS-u, w tym roku został odznaczony medalem 60-lecia Klubu. Warto dodać, że jego wnuk David Lebek przez ostatnie trzy lata reprezentował barwy GKS-u Katowice.

Cześć jego pamięci!

 

SZACHY

wkatowicach.eu – Nowy arcymistrz w składzie Hetmana GKS Katowice. Do klubu dołącza Ruslan Ponomariov

Ruslan Ponomariov, pochodzący z Ukrainy arcymistrz szachowy dołącza do Hetmana GKS Katowice. To mistrz świata w latach 2002-2004. Wybitny szachista będzie kolejnym bardzo mocnym ogniwem w składzie katowickiego klubu.

Hetman GKS Katowice, czyli szachowa sekcja katowickiej GieKSy, informuje o ważnym transferze. Do szachowych arcymistrzów reprezentujących barwy klubu z Katowic dołącza Ruslan Ponomariov. To arcymistrz szachowy, z pochodzenia Ukrainiec, mistrz świata w latach 2002-2004.

Z ogromną radością ogłaszamy, że w naszych barwach zagra Ruslan Ponomariov, mistrz świata w szachach z lat 2002-2004! Arcymistrz z Ukrainy odwiedził Polskę w tym roku na zaproszenie Śląskiego Związku Szachowego oraz firmy Mokate, biorąc udział w Festiwalu Szachowym w Ustroniu. To wyjątkowe wydarzenie stworzyło nam fantastyczną okazję do rozmów, które zakończyły się podpisaniem kontraktu! – informuje Hetman GKS Katowice

41-letni arcymistrz sukcesy w królewskiej grze zaczął odnosić już w dzieciństwie. W 1995 został mistrzem świata juniorów do 12 lat, w następnych latach kolejno: mistrzem Europy do 18 lat i mistrzem świata do lat 18 (jako trzynastolatek). W 1997 w wieku czternastu lat został nagrodzony tytułem arcymistrza, był wówczas najmłodszym arcymistrzem w historii szachów.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Blaszok Kibice

Blaszok – świąteczna oferta

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Oficjalny sklep kibiców GieKSy Blaszok zaprasza na świąteczne zakupy. W ofercie pojawiło się wiele nowości. Poniżej przedstawiamy wybrane produkty.

Hitem są bluzy GieKSiarze (wszystkie zdjęcia gadżetów poniżej tekstu) w cenie 249 złotych. Są to bluzy zapinane w stójce, posiadające kieszeń kangurkę zapinaną na zamek oraz zadrukowany kaptur. Dużym powodzeniem cieszy się także elegancka koszulka polo (149 złotych) z wyhaftowanym wizerunkiem Jana Furtoka świętującego gola charakterystycznym uniesieniem ręki. Na rękawie znalazł się haft małej trójkolorowej flagi. Dla każdego kibica GieKSy świetnym prezentem będzie także zgodowa koszulka GieKSa Banik (99 złotych) z klubowymi herbami, nawiązująca do oprawy naszych Przyjaciół w Warszawie. Wszystkie produkty dostępne są w pełnej rozmiarówce od XS do 5XL.

Na Boże Narodzenie nie mogło zabraknąć także asortymentu typowo świątecznego – swetrów (169 złotych) oraz skarpetek (25 złotych za parę). Wełniane swetry są w całości wykonane w Polsce i dostępne w rozmiarach od XS do 5XL (dla kobiet i mężczyzn) oraz 128, 140 i 152 cm (dla dzieci). Skarpety natomiast dostępne są w rozmiarach 35/37, 38/40, 41/43 i 44/46.

Sklep Blaszok mieści się w centrum Katowic na ulicy Świętego Stanisława 6 i jest otwarty w piątek (19.12) od 10:00 do 18:00, w sobotę (20.12) i niedzielę (21.12) od 10:00 do 15:00, w poniedziałek (22.12) i wtorek (23.12) od 10:00 do 18:00, a także w wigilię Bożego Narodzenia (24.12) od 10:00 do 14:00. Blaszok będzie także otwarty po świętach – w sobotę (27.12) od 10:00 do 14:00, w poniedziałek (29.12) i wtorek (30.12) od 10:00 do 18:00 oraz w sylwestra (31.12) od 10:00 do 14:00.

Zakupy można zrobić także w sklepie internetowym – na stronie www.Blaszok.pl. Sklep gwarantuje, że zamówienia złożone online do poniedziałku (22.12) do godziny 10:00 dotrą do Was (na terenie kraju) do wigilii. Zapraszamy również do obserwowania mediów społecznościowych sklepu – Facebooka oraz Instagrama.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Podcasty

GieKSa 2025 – Trójkolorowa Połowa #89

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy Was do obejrzenia oraz odsłuchania podcastu „Trójkolorowa Połowa”, w którym Shellu, Błażej i kosa porozmawiali o GieKSie. Nie tylko o bieżącym sezonie (choć stanowi to z oczywistych względów główny temat audycji), ale ogólniej pisząc – całym 2025 roku.

Audycja miała premierę 20 grudnia o godzinie 12:00 na YouTubie. Poniżej tekstu zamieszczamy player Spotify i Spreaker. Oprócz tego posłuchasz nas w takich aplikacjach, jak iHeartRadio, Amazon Music / Audible, Castbox, Deezer, Podcast Addict i Podchaser.

Pierwszy odcinek trójkolorowego podcastu został nagrany 2 marca 2018 roku przez Błażeja i kosę. Po kilku audycjach dołączył Shellu i to te trzy osoby mogliście najczęściej usłyszeć (a czasami także zobaczyć) w „Trójkolorowej Połowie” i „Trójkolorowym Szpilu”. Ostatni raz w tym składzie nagrywaliśmy 23 czerwca… 2020 roku, a GieKSa szykowała się do bardzo ważnego meczu z Widzewem Łódź… w drugiej lidze. Tak, były kiedyś takie czasy, że GKS Katowice występował na trzecim poziomie rozgrywkowym, a co więcej – nie awansowaliśmy wtedy na zaplecze Ekstraklasy. Nie nagrywaliśmy więc przez ponad 5 lat. Z różnych powodów – zniechęcenia do wszystkiego, czego jako kibice doświadczaliśmy, ale także z bardziej przyziemnych tematów, jak po prostu braku przestrzeni na podcast, spowodowany natłokiem spraw prywatnych i zawodowych.

Od mniej więcej 1,5 roku, już w trakcie fantastycznej końcówki ostatniego sezonu w pierwszej lidze, chodził nam po głowie plan, by się spotkać i „coś” nagrać. Pomysł pojawiał się bardzo nieśmiało, rzucany w rozmowach mimochodem („fajnie byłoby”), ale nigdy nie poszły za tym czyny. Aż do grudnia 2025 roku. Nie składamy deklaracji, co dalej (i czy w ogóle), choć – jeśli przesłuchacie cały, prawie dwugodzinny podcast – to o kolejnej audycji (oby!) też tam mówiliśmy.

Za nami wspaniały rok, który następuje po równie wspaniałych poprzednich 12 miesiącach. Piękne dwa lata bajki, która oddaje nam wszystkim to, co przeżywaliśmy przez dwie dekady. Doceniajmy to, gdzie jesteśmy i co mamy. Podcast, przy którym świetnie się bawiliśmy, niech będzie naszym takim małym prezentem dla wszystkich Was – za to, że jesteście i że wspieracie nie tylko GieKSę, ale także nas. Na ogólniejsze życzenia świątecznej jeszcze przyjdzie czas, ale… GieKSiarze, spokojnych i trójkolorowych Świąt Bożego Narodzenia!

Shellu, Błażej i kosa

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Runda pełna absurdów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Niesamowita była to runda jesienna, nie zapomnimy jej nigdy. Na zakończenie roku 2025 zapraszamy Was do przypomnienia sobie, z przymrużeniem oka, najbardziej absurdalnych zdarzeń z ostatnich miesięcy. Felieton przygotowałem wspólnie z redaktorem Flifenem. Jeśli coś jeszcze zasługuje na znalezienie się wśród tej listy – dajcie znać w komentarzu!

Tułający się po klubach Aleksander Buksa – według doniesień medialnych został wypchnięty z autokaru Górnika Zabrze wyjeżdżającego na zgrupowanie przedsezonowe wprost na listę wypożyczeń. Rzeczywistość brutalnie go zweryfikowała: w Katowicach rozegrał cztery fatalne spotkania i na tym jego wypożyczenie się zakończyło (może to był darmowy okres próbny?). Nie wniósł absolutnie nic do naszej gry i nawet Rafał Górak, znany z odbudowywania piłkarzy w dołku formy, nie był w stanie mu pomóc. Od czasów Sz.P. Daniela Krasuckiego jest to nasz najbardziej kuriozalny ruch na rynku transferowym. Tyle dobrze, że mieliśmy możliwość szybkiego zwrócenia zbędnego piłkarza.

Licznik wstydu redaktora Mietczyńskiego – Popularny Mietek prowadzący Uniwersum Ekstraklasy rok temu dostał solidną dwóję, typując 25 goli Makucha z Musiolikiem. Rozochocony swoimi farmazonami wypiął pierś, wskazał przed tym sezonem na Tsirigotisa z Barbossą i dumnie rzucił: “To będzie duet killerów!”. A jakie były tego efekty wszyscy wiemy… O komentarz poprosiliśmy samego przepowiadającego przyszłość: “Niestety nastąpiła fatalna pomyłka scoutingowa i wybrałem prawie najgorszy duet napastników, jaki tylko mogłem. W zasadzie bardziej ośmieszyć mógłbym się tylko wtedy, gdybym postawił na Aleksandra Buksę z Maciejem Rosołkiem. Serdeczne pozdrowienia dla redakcji!”. My również pozdrawiamy i życzymy powodzenia w świetlanej karierze tenisowej, z dala od typowania killerów.

Fot. Uniwersum Ekstraklasy na kanale Tetrycy

Dyrektorzy (ich brak) Legii – Pan Dariusz Mioduski zdołał niesamowicie uśrednić Legię Warszawa, jednak na pierwszy rzut oka ruchy dyrektorskie wyglądały rozsądnie, czego o trenerskich powiedzieć nie można. Fredi Bobić ma rozległe znajomości i podobnież angażuje się w obserwację młodych zawodników, naturalnie otwierając większość drzwi w Europie swoim nazwiskiem. Dyrektor Żewłakow z kolei świetnie radzi sobie w negocjacjach, a duet spisuje się razem doskonale, dzięki czemu udało się zakupić Rajovicia za okazyjne 3 miliony euro, sprowadzić wielki talent Kacpra Urbańskiego, wyciągnąć maszynę strzelecką Colaka i zatrudnić trenera na całe 15 minut przed wyjazdem na zgrupowanie. Dwie tak obeznane w dziedzinie osoby powinny sobie po prostu radzić znacznie lepiej, bo ksywka “dekodery” byłaby w tym momencie chyba nawet komplementem – decyzje nie wyglądają nawet na podjęte po zobaczeniu zatrudnionych osób w akcji.

Trenerzy (ich brak) Legii – Nieco więcej bitów poświęćmy wyborom trenerskim stołecznego klubu. Edward Niewyspanescu aka Iordanescu na szczęście miał do dyspozycji skład zbudowany w wakacje przez dwóch ekspertów. Prawda? Bynajmniej, z niektórymi piłkarzami miał czas jedynie na krótką rozmowę na gadu-gadu i już musiał wpisać ich na listę zgłoszonych do meczu. Przewijały się pogłoski, że zupełnie inaczej wyglądała Legia, którą mu obiecano… Inna sprawa jest taka, że do Legii liczącej (ależ to brzmi z perspektywy czasu) na walkę na trzech frontach zatrudniono człowieka, który historycznie absolutnie sobie z tym nie radził i było to jak najbardziej widoczne. Szybko postanowił publicznie wyrazić swój brak chęci do bycia w tym klubie i docenić trzeba fakt, iż mocno odpuścił swoją odprawę, walcząc o finansowe zabezpieczenie swojego sztabu. Duet dyrektorów postawił na własne rozwiązanie trenerskie, które nocą otrzymali z adresu [email protected]. Dzięki tej propozycji Inaki Astiz, kompletnie przerażony, został wrzucony na ławkę z jednym z najmniejszych sztabów, jakie ten klub widział i… zdołał pobić rekord Legii bez zwycięstwa oraz zaliczyć najgorszy wynik w historii klubu. A Marek Papszun, jak był w Rakowie, tak został tam aż do świąt. Nie ma to jak przemyślane decyzje!

Bojkot (jego brak) kibiców Legii Warszawa – W klubie stołecznym od jakiegoś czasu źle się dzieje i zauważają to nie tylko sympatycy Legii. Poza wynikami sportowymi, atmosferę psują relacje Nieznanych Sprawców z prezesem Dariuszem Mioduskim. Źli na brak aktywności transferowej fanatycy rozpoczęli tak zwany “Strajk ostrzegawczy”, w ramach którego mieli nie pojawiać się na domowych meczach, a tylko wspierać drużynę na wyjazdach. Początek bojkotu został ogłoszony 2 lipca, a informacja o zakończeniu wpłynęła na Facebooka NS 25 lipca. Sęk w tym, że bojkot potrwał cały jeden mecz, a dokładnie pierwsze spotkanie pierwszej rundy eliminacji do Ligi Europy. Domowe starcie z Piastem, zaplanowane na pierwszą kolejkę, zostało przełożone na grudzień. Ci, co nie oglądali pojedynku z Kazachami, mogliby pomyśleć, że piłkarze zagrali na tyle dobrze, że aż kibice odwołali bojkot, jednak test oka pokazywał, że wygrana 1:0 to był wynik bardzo na korzyść Legii. Strajk, tak czy inaczej, został przerwany i powrócił dopiero w ostatnim meczu roku, przeciwko pogromcom Lecha, czyli Lincoln Red Imps.

Kontrlogiczne odśnieżanie w Białymstoku Ciągle pada śnieg, już zasypał nas… Tak w Białymstoku śpiewano arbitrowi Wojciechowi Myciowi i trenerowi Rafałowi Górakowi. Cały świat obiegł filmik Rafała Kędziora przedstawiający nowatorskie metody łopatowania wbrew zasadom fizyki, a więcej o tym zdarzeniu pisaliśmy w naszych ocenach z przymrużeniem oka.

Tłity (a każdy z nich niby felieton) pana Alexa Haditaghiego – Gdyby zrobić ankietę wśród fanów Ekstraklasy w poszukiwaniu najsłabszego elementu ligi, to prawdopodobnie na górze byłaby jakość piłkarzy, brak zaufania właścicieli do trenerów i tym podobne pierdoły. Nikt jednak nie zaznaczyłby haczyka przy opcji “Brak interesujących postaci”. W Szczecinie jednak nie wpadli na pomysł takiej ankiety przed sprzedaniem klubu i na czele Portowców w okolicach połowy marca stanął Alex Haditaghi. Wydawać by się mogło na początku, że to nic nadzwyczajnego. Ot, kolejny właściciel klubu, zdarza się. Kanadyjsko-irański 47-latek okazał się jednak chodzącą machiną do kręcenia contentu na X (dawniej Twitter). Nie starczyłoby nam znaków na artykuł, żeby opisać każdą rzecz, dzięki której pan Alex żyje w naszych głowach bez czynszu, wystarczy wymienić najciekawsze z nich:

  1. With this new governance structure, the club will be managed with professionalism, accountability, and a commitment to excellence—both on and off the pitch” – wpis z początku jego pracy w Szczecinie
  2. W lipcu szanowny pan prezes przepowiadał wielką przyszłość przed Pogonią, a nadchodzący czas nazwał “Rokiem nieśmiertelności”.
  3. Zarzucał dziennikarzom krytykującym Pogoń służenie siłom ciemności oraz regularnie zabierał takimże łajdakom akredytacje. 
  4. 26 lipca udzielił pełnego poparcia trenerowi Kolendowiczowi, niezależnie, czy ten przegra jeden mecz czy osiem, co jeszcze potwierdził w połowie sierpnia. I tak w zasadzie to nie skłamał, gdyż Robert Kolendowicz został zwolniony po… czwartej porażce. Jak to skomentował prezes Haditaghi? “Fenerbache zwolniło Mourinho po serii niezłych, ale nie świetnych wyników. Dlaczego? Bo wielkość wymaga więcej niż to.”.
  5. Obiecał, że Eftimis Koulouris nie odejdzie z klubu przynajmniej do końca kontraktu. Wychodzi na to, że to klub odszedł z Koulourisa, innego wytłumaczenia nie mamy. Przecież Alex Haditaghi nie mógł kłamać.
  6. Stwierdził, że jego 97-letnia babcia, która myśli, że “ofsajd” to zupa, lepiej poradziłaby sobie na VARze od sędziów (ale czy skłamał?).
  7. Wszystkie te wpisy przeplatał podawaniem dalej wszelakich propalestyńskich i antysyjonistycznych wpisów.
  8. Transfery Sama Greenwooda oraz Benjamina Mendy’ego nazwał zwycięstwami dla polskiej piłki. Polska piłka musiała zwyciężyć nad jakimś bardzo słabym rywalem, gdyż odgruzowanie Mendy’ego do stanu, w którym mógł zacząć grać jako tako w wyjściowym składzie, zajęło ponad dwa miesiące. 
  9. Pan Alex Haditaghi poczuł potrzebę pogratulowania Mikaelowi Ishakowi setnej bramki dla Lecha i zrobił to, generując AI grafikę ze wcześniej wspomnianym sympatycznym brodaczem oraz nowym nabytkiem Portowców, Husseimem Alim. Husseim do tej pory rozegrał zatrważające 250 minut w lidze.
  10. W internetowej wojence oberwało się także znanemu koneserom piłkarskiego X’a (dawniej Twittera) kibicowi Lecha – Kevolowi. Tym razem poszło o użycie przez fana Kolejorza popularnego za oceanem słowa na “N”, określającego osoby czarnoskóre.
  11. Prawdopodobnie każdy fan Ekstraklasy słyszał o konflikcie pana Alexa oraz prezesa Cracovii, Mateusza Dróżdża. Zwyzywał on prezesa Cracovii od śmiecia bez kultury oraz patologicznych kłamców, klub od syjonistycznych organizacji, a kibiców od idiotów i środowiska znanego z dźgania ludzi nożami.
  12. W oświadczeniu krytykującym oczywistą symulkę Musy Juwary w meczu z Wisłą Płock poinformował, że porozmawia z zawodnikiem na ten temat i załatwi to wewnętrznie. Jak załatwianie spraw wewnętrznie ma się do publikowania postów na social mediach? To już wie sam pan prezes.
  13. Ujawnił szczegóły kontraktu Kamila Grosickiego oraz propozycję nowego kontraktu przygotowaną przez TurboGrosika – prawdopodobnie bez zgody drugiej strony konfliktu.

Rocha na X (dawniej Twitter) – Sympatyczny Portugalczyk od jakiegoś czasu upodobał sobie umilanie wolnego czasu, tworząc kolejne Tweety oraz odpisując pod nimi losowym kibicom. Większość jego twórczości pojawiała się w języku polskim, czym bardzo zbliżył się do fanów Rakowa oraz Zagłębia Lubin.

Kibice Pogoni o obrotach – intelektualnie angażujący elaborat gniazdowego Pogoni Szczecin mieli okazję wysłuchać piłkarze po zremisowanym 2:2 spotkaniu z Radomiakiem Radom. Podejdźmy do tego matematycznie – na trwającym 1,5 minuty filmiku padło 6 przekleństw, co daje jeden wulgaryzm na 15 sekund. Niezły wynik, a dodatkowo wszystkiemu przysłuchiwały się dzieci stojące przy barierkach. Całość w skrócie polegała na tym, że jeśli media obiegną jeszcze jakieś zdjęcia piłkarzy Pogoni bawiących się w klubach, to kibice przyjdą na trening i im… porachują kości. Ostatnią tak imponującą przemowę możemy pamiętać z treningu Arki, przed wiadomo jakim meczem.

Stabilność trenerska i projekt na lata w Widzewie – “Ja wiem, że inni bogaci dżentelmeni nie znają się na futbolu i podejmują pochopne decyzje – ja taki nie będę. Dlatego pan Zeljko Sopić ma moje pełne zaufanie, albowiem zatrudniliśmy go na lata, a budowa klubu łatwym zadaniem nie jest, i tak jak mówiłem, trenerem na lata będzie tylko Patryk Czubak. Pozwoliliśmy mu polecieć na wesele, ale dzisiaj mnie to oburzyło i wysłałem po niego mój prom kosmiczny, żeby mógł mi pokazać zdjęcia osobiście. Nie mam z tym żadnego problemu i w pełni popieram jego metody szkoleniowe, dlatego jeszcze raz powtarzam: moim trenerem jest Igor Jovicević i podejmuję tę jedną jedyną decyzję trenerską z chłodną głową” – mniej więcej tak mogłaby wyglądać wypowiedź Pana Dobrzyckiego obejmująca całą rundę jesienną. Dalej można się jednak nad tym głowić: po co ściągano trenera Czubaka z wesela, skoro wszystko było okej? Mamy telefony, można do siebie zadzwonić.

Wyrzucanie pieniędzy w transfermarkcie – Dodatkowo szanowany pan prezes wysyłał swój odrzutowiec tu i tam, co jest jak najbardziej wskazane przy negocjacjach z piłkarzami, reprezentując klub z biednej mimo wszystko ligi. Co było jednak niepokojące, to sama jakość (a raczej jej brak) tych sprowadzonych zawodników, wspomniana już rotacja trenerska i ponadprzeciętnie szeroki pion sportowy. Ostatecznie cztery litery wszystkim uratował Sebastian Bergier, bez którego Widzew spokojnie mógłby się już szykować na przyszłoroczne derby Łodzi. W zimowym okienku udało się już wydać 5 milionów euro i dzięki temu pozyskać jednego piłkarza, jakim jest pan Osman Bukari, a zawodnicy podobno ponadto dostają w kontraktach absurdalne kwoty na realia polskiej piłki. Ale kto bogatemu zabroni?

Lisy pola karnego – Czas na katastrofy transferowe do ofensyw “czołowych” klubów Ekstraklasy: Yannick Agnero, Musa Juwara, Mileta Rajewac aka Rajović, Andi Zeqiri i Mariusz Fornalczyk, a także Antonio Colak, który co prawda przyszedł bez kwoty odstępnego, ale Legia ściągnęła go z sesji zdjęciowej w Zabrzu za pomocą korzystniejszej oferty finansowej. Łączna kwota według portalu transfermarkt tych wzmocnień to 11.65 miliona euro, czyli około 50 milionów złotych. Łącznie wykręcili zabójcze liczby, przebijając wynik Pana Piłkarza Kacpra Sezonienko o jeden punkt w kanadyjce (uwaga) – 6 goli i 2 asysty. Na jeden punkt przypada zatem ponad 6 milionów złotych, a dysponując takimi środkami finansowymi możnaby było zakupić teoretycznie WSZYSTKICH zawodników Bruk-Betu Termalici i jeszcze pół zespołu Arki Gdynia – wtedy mielibyśmy 39 trafień i 29 oczek w tabeli… Zamiast tego sprowadzono piłkarzy, którzy absolutnie nie byli w stanie pokazać swoich umiejętności, a Julek Sipika wraz z resztą widzów co tydzień zalewali się łzami na wspomnienie o ich wyczynach boiskowych, choć częściej ze śmiechu.  

Lis lisów (tylko że nie) – Sz.P. Mileta Rajewac aka Rajović zasłużył sobie na osobny podpunkt. W pudłowanie wkładał całego siebie i robił to nie tylko z uwagi na swoją pracę, ale po prostu z pasji. Z Motorem Lublin po spektakularnych dwóch pudłach aż kopnął w przypływie euforii bloczek reklamowy, swoją drogą to chyba jego najlepsze uderzenie rundy. Jasne, docenić trzeba fakt, iż dobrze porusza się po boisku i stąd jego sytuacje strzeleckie, ale nogi w piłce nożnej nie służą tylko do przemieszczania się – szczególnie za 3 miliony euro (tak, naprawdę tyle kosztował).

Rafał Gikiewicz – Zagrał jeden słaby i jeden przyzwoity mecz w Widzewie, ale nie za to go zapamiętamy. Po miesiącach absurdalnych wywiadów i kompromitujących występów (a także przedłużeniu umowy) pożegnano się z bramkarzem, a ten udał się na transfer medyczny do Zagłębia Lubin. Od razu wskoczył do bramki i pomógł swojej drużynie golem w ostatnich minutach awansować do kolejnej fazy puch… Wróć, to już było po przenosinach. Tak, w 112. minucie zdołał samodzielnie wyrzucić Zagłębie Lubin z Pucharu Polski, odbijając za siebie (i wprost w siatkę) wręcz żenujący strzał z dalekiego rzutu wolnego. Włodarze szybko uzmysłowili sobie swoją porażkę i zesłali go na piłkarską banicję, teraz z ławki może obserwować młodego i perspektywicznego Jasmina Buricia.

Szymon Marciniak twierdzący, że dziennikarze ustalają przepisy Popularny sędzia o charakterystycznej fryzurze zaszokował opinię publiczną, twierdząc, że gdyby nie “dziennikarze i eksperci”, to nie byłyby gwizdane takie faule, jakie pan Marciniak gwiżdże teraz. Złośliwi zasugerowaliby, że to oznacza, że najbardziej znany polski sędzia nie gwiżdże według reguł gry, a pod publiczkę. Na szczęście my nie jesteśmy złośliwi!

PZPN wysyłający jednego maila ws. Maccabi – Z okazji trzeciej rundy kwalifikacyjnej Raków Częstochowa miał okazję dwukrotnie sprawdzić się przeciwko zespołowi z państwa, które w Europie znajduje się tylko futbolowo – Maccabi Hajfa. Niestety te mecze zapisały się w historii nie poziomem piłkarskim, a głupotą i ordynarnością kibiców klubu zza Morza Śródziemnego. Media obiegł kibic robiący niegodne rzeczy z lalką ubraną w polskie barwy, a relacje choćby Sz.P. Łukasza Ciony spotkały się z jednomyślnym odbiorem: niestety tylko w Polsce i tylko wśród osób niedecyzyjnych. Tomasz Kozłowski opowiedział o podjętych przez PZPN działaniach w rozmowie na kanale Weszło. Rzucił chyba trochę niechcący, że związek wysłał jednego maila i w sumie to nie wie, czy ktoś na niego odpowiedział… Tak, dyrektor ds. komunikacji nie wie, czy skomunikowano się z UEFA w sprawie o charakterze narodowym i historycznym, a nie tylko futbolowym. No bo po co.

Lechia pozywająca ligę i opowieści o transferowym zakazie-widmo – To nie był prosty off-sezon dla włodarzy Lechii. Nie dość, że zostali postraszeni utratą licencji i zakazem transferowym, to za niewypłacanie pensji zostali ukarani całymi pięcioma punktami ujemnymi w lidze. Docenić trzeba śmiałość osób decyzyjnych w klubie z Gdańska, gdyż wydało im się to i tak zbyt ostrą karą, w konsekwencji czego złożyli pismo do PKOI. Na całe szczęście ujemne punkty zostały podtrzymane – inna decyzja byłaby robieniem jeszcze większej parodii z naszej ligi. Warto przypomnieć, że problemy finansowe Lechistów nie zaczęły się nagle, bo już w lutym to Ekstraklasa musiała wyłożyć pieniądze za Tomasza Wójtowicza i stąd tytułowy zakaz transfeorwy. Lechia tak bardzo nie mogła przeprowadzać transferów, iż udało jej się jak dotąd ściągnąć dziesięciu zawodników (dane za Transfermarkt). Komisja licencyjna przyszła i powiedziała groźnym tonem: “Transferów ma nie być, chyba że będą bardzo fajne i pokażecie czek z pieniążkami: wtedy można”. Pół miliona euro za Kurminowskiego, całkiem nieźle jak na klub, który miał problemy z wypłacaniem pensji. Trybunał przy PKOl-u odwołał ten zakaz transferowy, inaczej Lechia znów musiałaby ograniczyć się do sprowadzania tylko takich zawodników, na których ją stać według komisji. Dawno już nie było na łamach naszej strony przypominane, że Lechia Gdańsk nie powinna znajdować się w Ekstraklasie, co niniejszym czynimy! 

Lider dzięki 5 remisom (aka Remis Płock) – Tabela Ekstraklasy viralem obiegła Europę, gdy tylko runda miała się ku końcowi. Biedna trójka robiła, co mogła, by tylko spaść jak najniżej w klasyfikacji generalnej: niestety, reszta stawki była po prostu zbyt silna w takiej grze. Ostatnia w tabeli Termalica traci do lidera jedynie 11 punktów, zatem spokojnie jeszcze może walczyć o mistrzostwo.

Źródło: Aplikacja Superscore, forma drużyn Ekstraklasy 2025/26.

Iban Salvador aka człowiek-prowokacja – Gra tak, jak Włosi mówią: więcej w jego przypadku jest pracy rękami i gestykulacji niż robienia pożytku ze swoich nóg. Jest to piłka nożna i dobrze by było, gdyby jednak na tym się skupił, bo piłkarzem jest całkiem niezłym. Chyba wszyscy zgodni są co do tego, że jest to najbardziej denerwujący wszystkich piłkarz w naszej lidze – a on sam jeszcze jest dumny ze swojego zachowania i tłumaczy się dla Weszło tym, że robi wszystko dla swojego zespołu.

Drony szpiegowskie, szpiegi Arkowskie – Dawid Szwarga na największą scenę wrócił z przytupem. Sezon tak naprawdę nawet nie zdążył się zacząć, bo na dwa tygodnie przed pierwszymi starciami viralem stał się post Motoru Lublin, przedstawiający zaiwanionego drona Arki Gdynia, który miał filmować ich w trakcie przedsezonowych przygotowań. Internauci często wspominali, że Szwarga może wyjść z Rakowa, ale Raków z niego nie. Nie trzeba być ostoją moralności ani mistrzem intelektu, żeby wpaść na to, że od podglądania treningów rywala jest gorsze tylko podkradnięcie jego półprawego stopera. Niegodny ruch, jednak koniec końców podobno obie strony wszystko sobie wyjaśniły, a dron został przekazany pierwotnemu właścicielowi. Po wszystkim do Arki przylgnęło urocze przezwisko “Droniarze Szwargi”.

Sauny transferowe – Zostańmy jeszcze na chwilę w Gdynii. We wrześniu Arka nie mogła pochwalić się świetnym wynikiem, po ośmiu meczach miała osiem punktów. Ekipa Dawida Szwargi na wyjeździe w Łodzi zaliczyła kolejną porażkę, a szkoleniowiec nie krył swoich żalów przed zebranymi na sali dziennikarzami, mówiąc “Należy pamiętać, że Widzew Łódź dokonał transferów za 6 mln euro, a nasz najdroższy transfer to była sauna”. Plotki głosiły, że nie do końca spodobało się to władzom klubu znad Bałtyku i atmosfera była naprawdę gorąca nie tylko w saunie (przepraszamy za nieśmieszny żart). 

Pan Kamil Kosowski i dzikie predykcje – W kwestii przewidywania przyszłości chyba nic nie jest w stanie przebić redaktora Mietczyńskiego, któremu poświęciliśmy cały osobny punkt. Rękawicę w rywalizacji o drugie miejsce podjął jednak Kamil Kosowski. Były reprezentant Polski, już po drugiej kolejce, wytypował zespół z największymi szansami na Mistrza Polski – Cracovię. Nazwać to pocałunkiem śmierci byłoby przesadą, gdyż do lidera zespołowi Luki Elsnera brakuje tylko trzech punktów. Tak czy siak, próba znalezienia złotego medalisty ligi na 32 kolejki przed końcem była bardzo odważna. 

Pan Jakubas: Celem są puchary – Świetny pierwszy sezon Motoru w Ekstraklasie tylko podsycił apetyty kibiców oraz osób związanych z klubem. Czasem jednak przydatna jest chłodna głowa i rzetelna ocena sytuacji, której chyba zabrakło panu Jakubasowi, gdy ten zapowiadał, że z tą kadrą reprezentanci Lublina są w stanie osiągnąć top 4 w lidze. To nie pan Jakubas jest bogaty, to bogactwo jest panem Jakubasem, a Motor na transfery wydał niecały milion euro. Jeśli ten skład faktycznie osiągnie europejskie puchary, to Mateusz Stolarski powinien dostać ulicę swojego imienia oraz pomnik przed stadionem. 

Sędzia Raczkowski kontra transparent – Podczas meczu Jagiellonii z Rakowem kibice dopuścili się karygodnego czynu, przekraczając wszelkie granice. Inscenizację tego zdarzenia przeprowadził kanał Weszło w swojej Lidze Minus. Transparenty wojenne, polityczne, prowokacyjne, nienawistne wobec innych narodów – to wszystko było zasadniczo akceptowane przez cały świat piłkarski (chyba że to sprawka Legii albo Evertonu, im zawsze się dostanie). Pojawiły się dwa transparenty: “Nie ma przypadków, są tylko znaki” okraszone karykaturą arbitra w trakcie popełnianego legendarnego już występku, a także drugi, nienadający się do cytowania, uderzający w tony lat przedustawowych nawiązujący do fatalnej decyzji sędziego Frankowskiego z poprzedniego spotkania. Insynuowanie czynów korupcyjnych jest oczywiście mocno nie na miejscu i umniejsza całym rozgrywkom, jednak zdarza się przy okazji każdego meczu. Zwalczać przemoc to rzecz słuszna, jednak nie można tego robić wybiórczo – wtedy jest to po prostu czysty absurd.

Zagubione kartki w meczu Jagielloni z Górnikiem – A za co tak kibice zdenerwowali się na pana Raczkowskiego? Na pewno powody mieli, gdyż podobno od razu po spotkaniu arbiter poszedł przeprosić zawodników z Białegostoku i nie był zbyt chętny do rozmowy. Josema po prostu powinien pożegnać się z murawą za faul taktyczny na wychodzącym sam na sam Rallisie, a odgwizdano… faul na bramkarzu kilka sekund później. Jak to mówi młodzież: XD. Josema, rozochocony takim obrotem spraw, postanowił zrównać z ziemią dryblującego go Mazurka kilka chwil później, sędzia i tym razem nie chciał wyciągnąć kartki. Szybki telefon od kolegi do Podolskiego i mistrz świata mocno poturbował Pietuszewskiego, zgodnie z Waszymi przewidywaniami: obyło się bez kartki.

Kontrakt Maxa Moldera na trzy lata – Pan Kleks, pseudonim “Max Molder”, swoją aparycją przywodził na myśli żeglugę i morze, jednak Piast pod jego banderą szybko osiadł na mieliźnie. W 10 ligowych spotkań sympatyczny brodacz wykręcił spektakularny wynik 0,7 punkta na mecz. Zwolnienia trenerów w Ekstraklasie zdarzają się regularnie, jednak nie każdy klub zdecydowałby się na trzyletni kontrakt z trenerem bez doświadczenia na najwyższym poziomie rozgrywkowym w… jakimkolwiek kraju. Co by jednak o nim nie mówić: posiadania piłki w kilka miesięcy nazbierał tyle, do ilu inni trenerzy potrzebowaliby całego kontraktu!

Saga Papszunowa – tu nie ma co pisać, tu trzeba… no właśnie, co? Cała sytuacja była skrajnie głupia: „Chcieć to połowa sukcesu. Niewystarczająca 😉”, malowanie po muralu (tak jakby Papszun nie wyciągnął tego klubu z 2. ligi), sam trener mówiący na miesiąc przed przenosinami, że chce być trenerem innego klubu. Cała ta saga to był czeski film, którego nie dało się śledzić inaczej niż z popcornem w ręku. Koniec końców Marek Papszun dopiął swego i trafił do Legii. Czas pokaże, komu to wyszło na dobre.

Wątpliwej moralności anegdota pana Świerczewskiego – “Kiedy żyjesz ze swoją partnerką, kochasz ją i nagle słyszysz od niej, że w zasadzie to chce odejść do innego i że w zasadzie to jej szkolna miłość, ta pierwsza, to jesteś zszokowany” oraz “Ale gdy wiesz, że twoja sąsiadka się w tobie od dawna podkochuje i jest atrakcyjna, no to bierzesz od razu i się nie zastanawiasz”. Nie wiemy, jaki jest aktualny stan matrymonialny właściciela Rakowa Częstochowa, ale jeśli ma żonę, to mogłaby być ona co najmniej delikatnie niezadowolona z tego tekstu. Oczywiście w tym kontekście partnerką był Marek Papszun, a atrakcyjną sąsiadką Łukasz Tomczyk.

Transfer Radomiaka z City – Nie regulujcie odbiorników! To nie FM, to nowe standardy Ekstraklasy. Jako liga jesteśmy już na takim poziomie, że zawodnicy z Manchesteru odbijają się od naszych klubów. Taki los spotkał Josha Wilsona-Esbranda, bocznego obrońcę, tułającego się po wypożyczeniach od dwóch lat. 23-latek rozegrał w Radomiaku tylko 113 minut, zaliczając w tym czasie jedną asystę. Fakty jednak pozostają faktami, zawodnicy The Citizens są za słabi na Ekstraklasę.

Feio podbija Europę (Polska jest w Europie) – Goncalo Feio chciał, by Legia Warszawa byłą jego ostatnim klubem w Polsce. Może chodziło mu po prostu o to, by znaleźć się tam jeszcze tuż przed emeryturą? W każdym razie Feio na zachodzie przepracował dwa tygodnie i na tym się jego wojaże zakończyły. Skończył jesienią niedaleko swojego poprzedniego pracodawcy, dołączając do Radomiaka Radom.


Honorable mentions

Powołanie Kapustki – Zgodzimy się wszyscy, że trener Jan Urban mógłby samodzielnie prowadzić dobranockę i swoim sympatycznym sposobem bycia (oraz rzecz jasna umiejętnościami) odbudował całą atmosferę i grę reprezentacji. Pomysł na Kapustkę przy formie mutant Bartosza Nowaka czy Oskara Repki słusznie spotkał się z negatywnym odbiorem kibiców, szczególnie przy jego występach w tonącej Legii.

Odebranie opaski Lewandowskiemu – Nie wiemy, czy trzeba coś tutaj dodawać. Michał Probierz spalił wszystkie mosty i został na wyspie, wytykany przez wszystkich palcami. Publicznie żaden z piłkarzy nie wziął jego strony i to, wraz ze słabymi wynikami, przekreśliło jego karierę selekcjonerską.

Tymoteusz Puchacz – Sprawić, by Rafał Górak publicznie wyjawiał swoje rozczarowanie, wcale nie jest łatwo. Wybrał zaskakujący kierunek zamiast szansy na odbudowę w solidnie budowanej ekipie, a umówmy się: to nasz trener wyciągnął rękę do zawodnika z kontrowersyjną prasą.

Odsprzedaż koszulek okolicznościowych Lecha – Pazerność ludzka nie zna granic: klub zrobił coś fajnego dla fanatyków, a skończyło się na reaktywacji instytucji bazarku. “Mam 15 koszulek z przebitką 2000 złotych i co mi pan zrobi” – klub na szczęście wypuścił kolejną serię i nieco okiełznał sytuację.

Pogoda w Słowenii – Armagedon pogodowy mocno opóźnił świętowanie naszych piłkarek po finale, takiej ulewy chyba nikt się nie spodziewał po wcześniejszych upalnych dniach. 30 minut po zakończeniu spotkania spokojnie można było rozpocząć trening pływacki na bocznym boisku, a biegi do autokaru i samochodów to niezapomniane przeżycie wszystkich obecnych podczas finału. W takich warunkach udało się przeprowadzić ponad minutowy wywiad z Klaudią Słowińską!

Wybór (ale taki nie za szybki) szefa sędziów – Marcin Szulc oczywiście przez te 113 dni był uznawany za szefa, ale jednak nie było to spisane na papierze i brakowało przez to nieco autorytetu. Z każdej strony dochodziły głosy, że takie bezkrólewie wpływa na pracę sędziów, którzy i bez problemów organizacyjnych mają sporo na głowie.

Głosowanie na organizatora Mistrzostw Europy kobiet – Polska otrzymała zawrotne 0 głosów, widać postęp: przynajmniej byliśmy wśród opcji do wyboru.

Przewidywane zwolnienie Leszka Ojrzyńskiego – Słynący z zabijania futbolu i wydobywaniu cech wolicjonalnych trener dokonał czegoś wręcz niemożliwego. Spora rzesza fanów nawet nie przewidywała przecież jego dłuższego pobytu w Lubinie i przyjmowano jego rychłe zwolnienie za drugi pewnik obok podatków. Strażak Sam Ojrzyński zamienił się w Boba Budowniczego i po prostu zrobił w Zagłębiu to, czego nie potrafili zrobić poprzednicy – zbudował solidnego średniaka w oparciu o młodych Polaków.

Mecz Pogoni z Jagiellonią i Górnika z Termalicą – Dwa niesamowicie podobne mecze. Jedne ekipy (Pogoń z Górnikiem) przeważały, i biły nawet nie jedną ale całym stadem głów w ścianę z kartonu, który miał jednak absurdalnego fuksa. Drugie drużyny, wcielające się w rolę kartonowej ściany, swoje spotkania wygrały, przecząc absolutnie optycznemu przebiegowi meczu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga