Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Bardzo dobre widowisko przy Bukowej!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatnich dziesięciu dni, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

Mistrzynie Polski rozpoczęły sezon ligowy 2023/24 od domowego zwycięstwa nad Czarnymi Sosnowiec 4:1 (2:1). Następne spotkanie zespół rozegra na wyjeździe z beniaminkiem Orlen Ekstraligi drużyną Stomilanek Olsztyn. Mecz zostanie rozegrany w niedzielę, 27 sierpnia o godzinie 14:15 i będzie transmitowany na antenie TVP Sport. W poniedziałek piłkarze rozegrali kolejne ligowe spotkanie, ze Zniczem Pruszków 1:1. Nasz zespół prowadził do przerwy 1:0. Prasówkę po tym spotkaniu znajdziecie TUTAJ. Kolejny mecz nasza drużyna rozegra w sobotę, 26 sierpnia na Bukowej o godzinie 15:00 z Resovią. Trener Rafał Górak w meczu z Wisła Płock prowadził GieKSę po raz 226, co jest klubowym rekordem pod tym względem.

Siatkarze w miniony weekend wzięli udział w turnieju PreZero Grand Prix PLS. Zespół odpadł w ćwierćfinale po przegranej z Indykpolem AZS-em Olsztyn 0:2. W rozgrywkach grupowych siatkarze kolejno: przegrali z Immergas Warszawa 0:2, następnie pokonali Barkom Każany Lwów 2:1 i Aluron CMC Warta Zawiercie 2:0. Cały turniej wygrała drużyna Immergas Warszawa, zwycięzca z naszego meczu ćwierćfinałowego AZS Olsztyn zajął trzecie miejsce. Mistrzowie Polski w hokeju na lodzie, w minionym tygodniu rozegrali dwa sparingi – oba wygrane. W pierwszym z nich pokonali czeski AZ Havirov 7:0, w drugim Sokół Kijów 6:0.

W bieżącym tygodniu zespół rozegra dwa test-mecze z niemieckim Lausitzer Füchse z Weißwasser/Oberlausitz. Spotkania zostały zaplanowane na najbliższy piątek i sobotę. Rozgrywki Tauron Hokej Ligi wystartują ósmego września.

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Bardzo dobre widowisko przy Bukowej!

Nowy sezon Orlen Ekstraligi rozpoczyna się z wielkim przytupem, bowiem już w pierwszej kolejce jesteśmy świadkami hitowego pojedynku pomiędzy GKS-em Katowice a KKS-em Czarnymi Antrans Sosnowiec!

Zespół prowadzony przez Karolinę Koch staje przed nie lada wyzwaniem, obrona tytułu mistrzyń Polski nie będzie należeć do zadań najłatwiejszych, ale z pewnością nie niemożliwych. Pozytywnie “nakręcić” się na rozpoczynający się sezon katowiczanki mogły już dzisiaj, w hitowym pojedynku z Czarnymi, prowadzonymi przez Annę Szymańską. Spotkanie przy Bukowej prowadziła jako sędzia główna Angelika Gębka.

Pierwszy strzał na bramkę oddały piłkarki z Katowic w piątej minucie spotkania, jeszcze tym razem był to jednak strzał niecelny. Druga próba, po upływie kolejnych pięciu minut również zakończyła się niepowodzeniem, inicjatywa w tym fragmencie gry należała do GieKSy. Po raz pierwszy do interwencji zmuszona była Oliwia Szperkowska w 13. minucie rywalizacji. Kolejne minuty to okres twardej walki z obu stron, gra często przerywana była faulami. W 20. minucie rywalizacji katowiczanki wyszły na zasłużone prowadzenie za sprawą trafienia Karoliny Bednarz. Stracona bramka zmobilizowała Czarne do bardziej dynamicznych, odważniejszych ataków, w wyniku czego oddały w okolicach 28. minuty dwa strzały na bramkę, z czego jeden był celny.

Starania sosnowiczanek przyniosły efekt w 38. minucie meczu, kiedy bramkę wyrównującą zdobyła Anna Rędzia. Spotkanie toczyło się w bardzo dobrym tempie, przyjemnie oglądało się grę obu zespołów, wyrównująca bramka mogła tylko jeszcze bardziej przebieg boiskowych wydarzeń zdynamizować. Tak też się stało, bowiem jeszcze przed przerwą na prowadzenie swój zespół wyprowadziła Dżesika Jaszek! Na przerwę GKS zszedł przy jednobramkowym prowadzeniu.

Druga część spotkania rozpoczęta została przez oba zespoły w składach wyjściowych. Pierwsze celny strzał na bramkę po zmianie stron oddały katowiczanki, w 49. minucie meczu. Sosnowiczanki odpowiedziały niecelnym uderzeniem dwie minuty później. W kolejnych fragmentach spotkania gra toczyła się w bardzo dobrym tempie, brakowało jednak klarownych sytuacji do zdobycia bramki przez jedną lub drugą drużynę. Aż do sześćdziesiątej minuty gry, kiedy po raz drugi dzisiejszego popołudnia do siatki trafiła Dżesika Jaszek. GieKSa bardzo dobrze wyprowadziła akcję długim podaniem z własnej połowy do Julii Włodarczyk, która fantastycznie opanowała piłkę i wyłożyła ją jak na tacy Jaszek. Byłej zawodniczce Czarnych nie pozostało nic innego, jak wpakować futbolówkę do siatki.

Sosnowiczanki chciały szybko odpowiedzieć, jednak dwa kolejne strzały z 62. minuty zostały skutecznie zablokowane. Kolejne minuty to trzy zmiany w zespole KKS-u, Anna Szymańska starała się pomóc swojemu zespołowi, dać jakiś pozytywny impuls, jednak dzisiejszego dnia na katowiczanki nie było sposobu. Czarne próbowały, oddawały strzały na bramkę, z których kilka trafiło w światło bramki, futbolówka nie chciała wpaść jednak do siatki. GKS kontrolował przebieg boiskowych wydarzeń, rewelacyjnie w tym meczu spisywała się Dżesika Jaszek. Zwycięstwo aktualnych mistrzyń Polski przypieczętowała bramka Nikoli Brzęczek zdobyta w 85. minucie spotkania, kiedy świetnie zakończyła akcję ofensywną swojej drużyny, skutecznie wykorzystała prostopadłe podanie i bez kłopotu w pojedynku “jeden na jeden” pokonała Oliwię Szperkowską. Nic nie mogło odebrać zwycięstwa katowiczankom w tym spotkaniu. Angelika Gębka zakończyła spotkanie po siedmiu doliczonych minutach, GieKSa wkracza na zwycięską ścieżkę.

Pierwszy w tym sezonie mecz transmitowany przez TVP Sport stał na bardzo dobrym poziomie, oba zespoły pokazały naprawdę kawał bardzo ciekawego futbolu. Kibice zgromadzeni przy Bukowej i przed telewizorami z pewnością mogli być usatysfakcjonowani. Pojedynek jedynych kobiet na stanowisku trenerek w Orlen Ekstralidze zakończył się zwycięsko dla Karoliny Koch.

dziennikzachodni.pl – Kibice GKS Katowice i Czarnych Sosnowiec zobaczyli gorący mecz

Mistrzynie Polski, piłkarki GKS Katowice, nowy sezon rozpoczęły od efektownego zwycięstwa nad Czarnymi Sosnowiec. Spotkanie rozgrywano w upale, ale na trybunach kibice i tak tworzyli gorącą atmosferę.

Prowadzone przez Karolnę Koch piłkarki GKS Katowice efektownie rozpoczęły nowy sezon Orlen Ekstraligi. Mistrzynie Polski rozbiły 4:1 Czarne Sosnowiec po grze, która z pewnością podobała się kibicom, którzy licznie stawili się na Bukowej w upalne sobotnie późne południe.

Mecz rozpoczął się od mocnego uderzenia sosnowiczanek, które między innymi trafiły w słupek, ale w 20 minucie było już 1:0. Nowy nabytek GieKsy, czyli Karolina Bednarz, lobem pokonała bramkarkę gości. Czarne zdołały jednak odpowiedzieć. Anna Rędzia kilkakrotnie szukała szczęścia, aż posłała piłkę do siatki sprzed pola karnego.

Gospodynie wyszły na prowadzenie jeszcze przed przerwą. Asystę na swoje konto zapisała Kamili Tkaczyk, a gola w sytuacji sam na sam strzeliła Dżesika Jaszek.

Dobry mecz i głośny doping ze wsparciem instrumentów w drugiej połowie jeszcze mocniej nabrał tempa. Po godzinie gry było 3:1- po drugiej bramce Jaszek, która miała szansę na hattricka, ale przy kolejnej okazji była na spalonym, a później kopnęła piłkę w poprzeczkę. W 85 minucie czwarty cios posłał Czarne na deski, a zadała go Nikola Brzęczek wygrywając pojedynek z bramkarką.

sportdziennik.com – Przebił największych

Rafał Górak od poprzedniego piątku jest szkoleniowcem legitymującym się największą liczbą poprowadzonych meczów w dziejach GieKSy.

W piątkowy wieczór przeszedł do historii. Mecz z Wisłą Płock był 226 o stawkę, w którym GKS Katowice poprowadził [Rafał Górak]. Szkoleniowiec pochodzący z Bytomia niespełna dwa tygodnie temu wyrównał osiągnięcie Piotra Piekarczyka, mogącego pochwalić się 225 oficjalnymi spotkaniami na trenerskiej ławie GieKSy, a w ubiegłym tygodniu minął go już w tej dającej do myślenia klasyfikacji, przechodząc na zawsze do historii klubu z Bukowej, który w przyszłym roku obchodzić będzie 60-lecie istnienia.

– Trudno cokolwiek powiedzieć – przyznał poruszony trener Górak. – To taki dzień, który na zawsze zabiorę wiadomo gdzie, bo każdy ma jakiś koniec. Piękny moment dla mnie, ogromnie wzruszający. Jestem z tego powodu niesłychanie szczęśliwy. Wiadomo jacy trenerzy pracowali tu wcześniej, jakie GKS osiągał sukcesy na arenie polskiej i międzynarodowej. A ja, szary chłopak, mam teraz przyjemność wyjść na prowadzenie.

Dla Rafała Góraka to druga kadencja w GKS-ie. Pierwszy raz trafił tu w 2011 roku, z II-ligowego GKS-u Tychy. Zastąpił Wojciecha Stawowego, trafiając na trudny okres klubu i łącząc końcówkę burzliwych rządów Ireneusza Króla z przejęciem spółki przez miasto. Pierwszy sezon ukończył na 13 miejscu na zapleczu ekstraklasy, drugi – na 10. Został zwolniony, gdy zaczynało dziać się lepiej: po sześciu meczach trzeciego roku, z których 3 wygrał. Zadecydowało 0:5 w Bełchatowie.

Prezes Wojciech Cygan postawił wtedy na Kazimierza Moskala. Dla Góraka do dziś pozostaje to jedynym zwolnieniem, mimo że jego CV jest całkiem obfite. Z Ruchu Radzionków, Tychów, BKS-u Stali Bielsko-Biała odchodził na własnych warunkach, z Elany Toruń zaś w 2019 roku wykupiła go… GieKSa, odbudowująca się po spadku do II ligi i szukającego trenera po rozstaniu z Dariuszem Dudkiem. Cel w postawi powrotu na zaplecze elity został zrealizowany dwa lata później. Teraz zaczął piąty z rzędu, a trzeci w I lidze sezon w Katowicach. I z trzecim kolejnym asystentem, bo Dawid Szwarga i Tomasz Włodarek są dziś w Rakowie Częstochowa, a prawą ręką Góraka od tego lata jest Dariusz Mrózek. Niezmiennie w jego sztabie jest też Dariusz Okoń.

Warto zauważyć, że okres od zwolnienia z GKS-u do zatrudnienia w III-ligowym wtedy BKS-ie – 3 miesiące – to było ostatnie wolne szkoleniowca. Od tamtej pory pracuje nieprzerwanie. Biorąc pod uwagę zatrudnienie w jednym i tym samym klubie na szczeblu centralnym, to dłuższym stażem niż Górak w GieKSie może pochwalić się tylko Tomasz Tułacz w Puszczy Niepołomice.

– Wszystkim, którzy byli tu ze mną przez te lata, bardzo dziękuję. Trudno kogokolwiek wymienić z imienia i nazwiska, ale dzięki, że tyle ze mną żeście wytrzymali i wytrzymujecie. Mam nadzieję, że wspólnie razem będziemy pisać kolejną historię, która przed nami i będę miał w jakiś sposób szansę zbliżyć się do osiągnięć tych wszystkich wspaniałych osób, które pracowały tu przede mną – stwierdził Rafał Górak.

Jego pierwsza kadencja w Katowicach trwała niespełna 800 dni i 76 meczów. Teraz – już ponad 1500 dni i okrągłych 150 meczów. Jego kontrakt obowiązuje do 30 czerwca 2024. Nie będzie chyba kontrowersji w stwierdzeniu, że gdyby nie ważna umowa, latem pożegnałby się już z Bukową. Tego w trakcie bardzo słabej rundy wiosennej – i po dwóch z rzędu sezonach zakończonych jedynie utrzymaniem w I lidze – domagali się kibice. Nowy wiceprezes Krzysztof Nowak, obejmujący schedę po Marku Szczerbowskim, zdecydował, że zmiany nie będzie.

Na razie wychodzi na tym dobrze, bo GKS zaczął sezon obiecująco. W piątek rozbił Wisłę Płock 4:1, ma już na koncie 7 punktów.

– Dobrze, że rozmawiamy już w trochę uzdrowionej atmosferze – mówił Górak do przedstawicieli kibicowskich redakcji po zwycięstwie z „Nafciarzami”. – Musimy mieć głowę na karku. Czeka nas naprawdę dużo ciężkich spotkań. Tak jak teraz graliśmy ze spadkowiczem z ekstraklasy, tak teraz pojedziemy do beniaminka ligi, który radzi sobie bardzo dobrze. Nie będzie to wcale łatwiejszy mecz.

Rafał Górak nie został latem na stanowisku trenera zmieniony, ale za to zmienił się… on sam, bo w porównaniu do rundy wiosennej, teraz przy linii bocznej GieKSą dyryguje osoba, która gołym okiem straciła ze 20 kilogramów.

– Z pewnością nie dzieje się nic złego z moim zdrowiem. W pewnym momencie postanowiłem bardzo mocno wziąć się do roboty, również ze swoim „ja”. Być może pomogło mi to w spojrzeniu z innej perspektywy na pewne kwestie. Ostatni czas w moim życiu był czasem ogromnej refleksji, niektóre rzeczy trzeba było przemyśleć. Dziękuję wszystkim za miłe słowa i za to, że jest to zauważalne. To moja sprawa, dobrze mi z tym – uśmiechnął się szkoleniowiec.

Najczęściej prowadzili GieKSę

226 meczów – Rafał Górak (2011-13, 2019 – nadal)

225 meczów – Piotr Piekarczyk (1993-95, 1996-98, 2006-08, 2015)

143 mecze – Alojzy Łysko (1985-87, 1991-92)

126 meczów – Jerzy Nikiel (1964-67)

115 meczów – Władysław Żmuda (1980-81, 1987-89)

polsatsport.pl – Drugiego takiego w Fortuna 1 Lidze nie ma. „10 lat temu spadłbym z krzesła”

Rafał Górak jest najdłużej pracującym trenerem w klubie Fortuna 1 Ligi. Właśnie zaczął piąty sezon. Nieźle zaczął, bo drużyna GKS-u Katowice jest w czubie tabeli. – W tym roku mamy walczyć o baraże – powiedział szkoleniowiec. – Stać nas na to. Zresztą ja potrzebuję takiego sezonu, w którym zagramy o coś więcej – dodał w rozmowie z Polsatsport.pl.

Dariusz Ostafiński, Polsat Sport: Drugiego takiego trenera jak pan w pierwszej lidze nie ma.

Rafał Górak, trener GKS-u Katowice: Nie ma. Nie powiedzielibyśmy tego, gdyby w pierwszej lidze była nadal Puszcza Niepołomice. Tomasz Tułacz pracuje tam nieprzerwanie od połowy 2015 rok. Niedawno zaskoczył wszystkich i awansował do Ekstraklasy, choć rok wcześniej bronił się przed spadkiem.

Zaczyna pan piąty?

Tak. Piąty z rzędu, ale w sumie to siódmy, boi już pracowałem wcześniej w GKS-ie. Dla mnie to jest taki moment refleksji. Wyliczono, że w roli trenera GKS-u wystąpił już 226 razy na szczeblu centralnym. Ta liczba znaczy tyle, że wyprzedziłem Piotra Piekarczyka, który jako trener ma 225 meczów. To wielki honor dla mnie, bo wiadomo, jaką postacią jest w GKS-ie Piekarczyk.

Wiadomo.

Dlatego uważam, że ta moja historia w tym klubie jest niesamowita. Wiadomo, kim był Piekarczyk, ale wiadomo też, jacy trenerzy tu pracowali i jakie sukcesy odnosili. Także na arenie międzynarodowej. Ja przy nich jest szarym facetem z Bytomia, dla którego każdy dzień na Bukowej jest wyjątkowy. Piękna historia. Nikt mi tego nie zabierze. Zabiorę to ze sobą do grobu. Oczywiście, nie teraz, bo jeszcze chciałbym dalej pisać historię tego klubu.

A poza tym?

Poza tym to cieszę się, że tyle to trwa, bo trener pracujący tyle lat w jednym klubie, to ewenement. Jeśli do tego dodamy, że krzesło w Katowicach zawsze jest gorące, to jest się z czego cieszyć. Nie zawsze było w ciągu tych kilku sezonów różowo, ale jestem, pracuję i mam apetyt na więcej.

Mówi pan, że nie zawsze było różowo.

Dlatego każdemu życzę, żeby tak długo pracował w jednym miejscu. Wiadomo, że piłka, w każdym miejscu i w każdym klubie, niesie za sobą duży ładunek emocji. A z tymi emocjami idą przeróżne decyzje. Trener zawsze jest najbardziej narażony. On z porażką zostaje sam. Nie jest jednak sztuką prowadzić zespół, gdy jest łatwo i przyjemnie. To jest proste. Gorzej w momentach trudnych. Trochę ich przeżyłem, ale zawsze na końcu górę brała chęć mojej pracy z drużyną i uczciwe podejście do mnie drugiej strony.

A był taki moment, gdy czuł pan, że to może być koniec?

Trener zawsze czuje, gdy coś jest nie tak. Widać, gdy atmosfera staje się napięta, gdy ludzie z zewnątrz naciskają, żeby coś zrobić. Do tego dochodzi niezadowolenie kibiców i to jest prosta droga do utraty pracy.

Pan jej nie stracił.

Chciałem jednak powiedzieć, że wielu niepotrzebnie traciło. Nie w GKS-ie. W ogóle. Nie, żebym się porównywał do Fergusona, ale on kilka lat czekał na pierwsze trofeum. Bodaj siedem. A wspomniany przeze mnie Tomek Tułacz. Tyle lat w jednym klubie i zrobił awans na stulecie, choć rok temu był blisko spadku. Tak czasem w sporcie bywa. Przez ten rok nic się w Puszczy i Tułaczu nie zmieniło, a cierpliwość działaczy została nagrodzona.

Pan dotąd wszystkie cele w GKS-ie zrealizował?

Cztery cele zostały wykonane. Wiem, że może opinia publiczna czasem chciałaby czegoś więcej, najpewniej walki o Ekstraklasę, ale my idziemy swoim tempem.

A teraz jest ten moment?

Nie wiem. Natomiast prezes i wiceprezes mówią, że mamy walczyć o baraże. Ja to przyjąłem, chcę się tego podjąć. Mieliśmy długą i szczerą rozmowę po sezonie, wiele aspektów poruszyliśmy i mogę powiedzieć, że ja chcę ten kolejny krok zrobić.

To realny cel?

Mam przekonanie, że to się da zrobić. Ja nigdy nie mówię inaczej, niż jest, zawsze gram w otwarte karty i może dlatego jesteśmy w GKS-ie tak długo razem. Zresztą ja potrzebuję takiego sezonu, w którym zagramy o coś więcej. Była długa rozmowa z drużyną na ten temat, a teraz trzeba działać, zawalczyć o marzenia.

Z początku sezonu jest pan zadowolony?

Jest całkiem przyzwoity. Jeśli dalej będziemy grali na tym poziomie organizacyjnym, to kolejne mecze też będą udane. Organizacja gry to nasza siła. Do tego zawodnicy muszą zadbać o to, żeby dalej tak dobrze sprzedawać swoje umiejętności. Przegraliśmy mecz w Legnicy, ale tam graliśmy w dziesiątkę. W pozostałych wypadliśmy dobrze. Żeby jednak w pełni ocenić, na co będzie nas stać, to potrzeba siedmiu spotkań.

Żeby lepiej ocenić innych też trzeba czasu.

Już teraz widać jednak, że ta liga będzie pełna niespodzianek. Jak się zobaczy czub tabeli, to tam jest Odra i Motor. Kto się tego spodziewał. A GKS Tychy wygrywający cztery mecze, to też zaskoczenie.

Eksperci mówią, że tak mocnej ligi jeszcze nie było.

Ja widzę duży progres, jak chodzi o poziom piłki w Polsce w ogóle. Każdy oczywiście może narzekać, bo zdarzają się gnioty, ale ja oglądam mecze Ekstraklasy i pierwszej ligi. Są u nas fajne stadiony, ciekawi piłkarze i dobrze to wygląda.

Miernikiem wzrostu poziomu jest chyba wynik Rakowa w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów.

W słabej lidze taki zespół by się nie urodził. Wyeliminowanie Arisu to jest coś. Raków grał tam przy wilgotności sięgającej 80 procent. W Arisie grało ośmiu czarnoskórych zawodników, którzy lepiej znoszą grę w takich warunkach, są do tego przyzwyczajeni. Widać było po naszych, że cierpieli, ale jednak sforsowali kolejną przeszkodę.

Wróćmy do pierwszej ligi.

Pierwsza liga wykonała olbrzymi skok jakościowy. A w tym sezonie ten poziom jest wyższy, niż wcześniej. Podnieśli go beniaminkowie, jak Motor i Znicz, ale spadkowicze, jak Wisła Płock i Lechia Gdańsk też robią swoje. Dalej jest Wisła Kraków. To jest mocny zestaw.

A w tym zestawie jest GKS.

Już 18 sezonów poza Ekstraklasą, ale nie ma co grzebać. Wiemy, jak jest. Ruch awansował, Górnik z Piastem sobie radzą, więc i u naszych sympatyków pojawia się tęsknota, żeby wrócić.

Tyle że wy na razie w pierwszej lidze, a kobieca drużyna GKS-u została mistrzem Polski.

To jest jednak żadna konkurencja dla nas. My nasz żeński zespół wspieramy, dopingujemy. Ja się bardzo cieszę, że kobieca Gieksa się rozwija. Kiedyś grały na Podlesiance, teraz są na Bukowej i to jest ich miejsce. Za chwilę one grają w Lidze Mistrzów. Musimy to tak poukładać, żeby nic nikomu nie kolidowało.

Pan by chciał kiedyś poprowadzić kobiecy zespół?

Nad tym się nigdy nie zastanawiałem, choć dużo piłki kobiecej oglądam. Dziesięć lat temu jakby pan mnie spytał, to bym z krzesła spadł. I nie podjąłbym się, bo bym się bał. Teraz już nie. Marek Chojnacki dobrze radzi sobie w kobiecej piłce, więc takie wolty nie są złe.

Żeńską drużynę GKS-u prowadzi kobieta.

Karolina Koch. To pierwsza kobieta, która zdobyła z drużyną tytuł mistrza w żeńskiej lidze. W tamtym sezonie wygrała w lidze zdominowanej przez mężczyzn na trenerskich stołkach. Za chwilę gra z zespołem w Lidze Mistrzów. Najpierw z Anderlechtem Bruksela, a potem ze zwycięzcą w parze bułgarsko-norweskiej. Trzymam kciuki.

SIATKÓWKA

siatka.org – Grupa d zaczęła od tie-breaka, komplet oczek warszawian

W pierwszym meczu grupy D PreZero Grand Prix PLS Aluron CMC Warta Zawiercie pokonał Barkom Każany Lwów, ale nie przyszło mu to łatwo, bo potrzebował do tego trzech setów. W ostatnim z czwartkowych spotkań Immergas Warszawa bez większych problemów w dwóch setach pokonał GKS Katowice.

[…] Początek spotkania należał do warszawian, którzy po błędzie rywali prowadzili 4:1. Jednak dwa nieudane ataki Artura Szalpuka zmieniły obraz gry i po asie serwisowym Piotra Fenoszyna było 5:5. Przy serwisach Jędrzeja Gruszczyńskiego stołeczni odbudowali zaliczkę (10:5), potem z pola zagrywki zapunktował również Szalpuk (12:6). Jego zespół spokojnie kontrolował wydarzenia na boisku, kończyli swoją pierwszą akcję (20:16) i po zagraniu ze skrzydła mieli piłkę setową (24:19). Ostatni punkt w premierowej odsłonie zdobył Maciej Stępień, atakując z drugiej piłki.

Błędy katowiczan sprawiły, że początek kolejnej partii toczył się pod dyktando warszawian, którzy po asie Igora Grobelnego prowadzili 6:1. Gra GKS-u zaczęła wyglądać lepiej (3:6), jednak inicjatywa nieprzerwanie była po stronie stołecznych (13:9). Popełniali oni mniej błędów, dobrze grali w ofensywie (15:8). Podopieczni Piotra Grabana pewnie zmierzali w kierunku zwycięstwa, ze środka mocno zaatakował Gruszczyński (18:10). Co prawda Wiktor Mielczarek sprawił rywalom trochę problemów swoim serwisem, ale w ofensywie cały czas dobrze radził sobie Szalpuk (22:16). Długą akcję skończył jeszcze kiwką Mielczarek, ale warszawianie szybko doprowadzili do piłki meczowej i  po dobrej zagrywce Grobelnego triumfowali w całym spotkaniu.

Immergas Warszawa – GKS Katowice 2:0 (25:20, 25:19)

W grupie D wygrane GKS-u i Immergasu

W grupie D PreZero Grand Prix Polskiej Ligi Siatkówki drugiego dnia zmierzyły się ze sobą zespoły Barkom Każany Lwów i GKS Katowice oraz Aluron CMC Warta Zawiercie i Immergas Warszawa. W pierwszym spotkaniu lepsi byli katowiczanie, chociaż potrzebowali do zwycięstwa trzech setów. W drugim spotkaniu triumfowali warszawianie, którzy w trzech setach pokonali Wartę.

Świetnie rozpoczęli spotkanie z Barkomem siatkarze GKS Katowice. Po bloku Walińskiego prowadzili już 5:0 i o czas poprosili rywale. Przez moment oglądaliśmy serię zepsutych zagrywek po obu stronach, co nieco zmniejszyło dynamikę gry. Zbicie Gueye zmniejszyło straty Barkomu do trzech „oczek” (7:10). Francuz świetnie zagrał również w bloku, lwowianie dołożyli też punktową zagrywkę i zrobiło po 11. Tym razem o przerwę poprosił szkoleniowiec katowiczan. Mocne zbicie Mielczarka dało GKS-owi ponownie punkt przewagi (15:14). Na pierwsze prowadzenie w tym secie siatkarze Barkomu wyszli po asie serwisowym Gueye (19:18). Zapowiadała się interesująca końcówka. Skuteczniej w tej części seta grali siatkarze Barkomu. Piłkę setową dał im blok Gueye, a partię zakończył asem Holoven.

W drugiego seta nieco lepiej weszli lwowianie (2:0), ale GKS szybko wyrównał wynik (3:3). Z czasem na dwupunktowe prowadzenie osiągnęli zawodnicy z Katowic (10:8). Po mocnym ataku Walińskiego GKS miał już trzypunktową przewagę (14:11). Gdy siatki dotknął Gueye, zrobiło się 16:11 dla katowiczan. GKS-owi pomagali również rywale, popełniając błędy m.in. w ataku. W drugim secie katowiczanie wygrali 25:18 i wynik meczu musiał rozstrzygnąć tie-break.

Początek trzeciego seta należał do katowiczan. Atak Walińskiego dał GKS-owi prowadzenie 5:2 i o czas poprosili rywale. Kiwkę w aut wykonał Dardzāns i GKS miał już przewagę 8:3. Lekki plas dołożył Waliński, czym przybliżył swój zespół do zwycięstwa (13:6). Ostatecznie GKS triumfował 15:9 i w całym meczu 2:1.

Barkom Każany Lwów – GKS Katowice 1:2 (25:20, 18:25, 9:15)

Warszawianie i katowiczanie nie do zatrzymania

Siatkarze Immergas Warszawa znakomicie radzą sobie na boiskach PreZero Grand Prix PLS. W sobotnie przedpołudnie zdecydowanie pokonali oni Barkom Każany Lwów i z kompletem zwycięstw wygrali swoją grupę.  W kolejnym meczu turnieju GKS Katowice pokonał siatkarzy Aluron CMC Warty Zawiercie. Tym samym zawiercianie zakończyli swój udział w turnieju.

[…] Przy zagrywkach Patryka Łaby zawiercianie szybko przejęli kontrolę nad partią premierową (5:1). Po drugiej stronie dobrze spisywał się m.in. Mielczarek i GKS złapał kontakt punktowy z rywalami (4:5). Po kolejnych wymianach to katowiczanie byli na czele, a po błędzie na siatce Łaby prowadzili oni już 9:7. Na boisku było coraz ciekawie, obie drużyny wymieniały się atakami i żadna nie była w stanie przejąć wyraźnie inicjatywy.  Im bliżej końca, tym gra była coraz bardziej wyrównana (17:17). Celna zagrywka Ogórka pozwoliła mu ponownie prowadzić dwoma punktami. Ten po przerwie ponownie punktował serwisem, a GKS mocno zbliżył się do wygranej w secie (22:19) i nie oddał już przewagi do końca.

Katowicki zespół również w kolejnej odsłonie radził sobie bardzo dobrze i szybko odskoczył na 4:0. Po stronie zawiercian skuteczny i aktywny był Łaba, ale jego ekipi zdarzały się błędy i to GKS utrzymywał przewagę (7:3). Zespół z Katowic zdecydowanie lepiej radził sobie w polu i w kontrze, po uderzeniu Mielczarka prowadząc 11:6. On też punktował z pola zagrywki, co tylko pomagało GKS-owi utrzymać przewagę. Nie na długo, bowiem w kolejnych akcjach stracili skuteczność, wykorzystali to zawiercianie, którzy po udanej kontrze zbliżyli się na 12:13. Katowiczanie wytrzymali presję i wrócili do swojej dobrej gry. Szybko wrócili do wysokiego prowadzenia, po udanej kontrze i bloku (19:14). GKS trochę na własne życzenie zmniejszał dystans – błędami, ale utrzymał nadwyżkę i zakończył całe spotkanie  w drugim secie.

Aluron CMC Warta Zawiercie – GKS Katowice 0:2 (20:25, 20:25)

PreZero Grand Prix PLS: AZS ostatnim półfinalistą

O ostatnie miejsce w półfinale turnieju walczyły ze sobą drużyny z Katowic i z Olsztyna.

Na początku meczu obie drużyny miały sporo problemów w polu zagrywki. Nicolas Szerszeń bardzo dobrze czuł się w roli lidera swojego zespołu (7:6). Olsztynianie dysponowali nieco większą siłą ataku i z dobrej strony prezentował się Mateusz Janikowski. Dopiero czujność na siatce Jakubiszaka pomogła siatkarzom AZS-u zbudować lekką przewagę. Autowa kiwka Ogórka sprawiła, że przy zmianie stron to drużyna z Olsztyna prowadziła (16:13) i coraz pewniej kontrolowała wydarzenia na boisku. Katowiczan uratowało jeszcze dotknięcie siatki przez rywali. Nicolas Szerszeń kiwnął przez blok (25:19)

Plas Mateusza Janikowskiego otworzył drugą partię. Jego zespół bronił wręcz spektakularnie, ale Olsztynianie zapraszali rywali z Katowic do gry błędami własnymi. Po odbiciu Janikowskiego w siatkę to GKS prowadził (7:6). Katowiczanie znacznie lepiej pracowali również w polu zagrywki, ale to nie przekładało się na wykorzystane okazje w ataku. Wiktorowi Mielczarkowi brakowało wsparcia kolegów w ofensywie (14:11). Wtedy bezcenna okazała się obecność na boisku Damiana Domagały. Katowiczanie wywalczyli sobie zaciętą końcówkę seta głównie znakomitą pracą w obronie. Po dłuższej chwili „przeciągania liny” na boisku okazało się, że warto stawiać na grę blokiem. Skuteczna akcja na siatce Szymona Jakubiszaka zakończyła seta i mecz na korzyść akademików (29:27).

Indykpol AZS Olsztyn – GKS Katowice 2:0 (25:19, 29:27)

HOKEJ

hokej.net – Monto: Przed nami kolejny sezon, w którym będziemy się dobrze czuć razem

O miłości do golfa, potencjalnym pojedynku z Mariuszem Czerkawskim, życiu w Katowicach i pierwszych celach na nowy sezon porozmawialiśmy z Jooną Monto. – Czuję, że Katowice stały się dla mnie w pewnym sensie drugim domem – wyjaśnił fiński napastnik.

HOKEJ.NET: – Ostatnio można było waszą drużynę spotkać na polu golfowym. Wiem o tym, że jesteś zapalonym golfistą, zatem okiem wytrawnego gracza patrząc, który z zawodników ma największy potencjał w tym kierunku? Widziałem, że całkiem nieźle radził sobie Shigeki.

Joona Monto: – Ooo tak, Shigeki był naprawdę niezły. Część z chłopaków po raz pierwszy pojawiła się na polu, ale niektórzy mają całkiem sporą praktykę i pokazali swoje umiejętności. Nie ulega jednak wątpliwości, że to ja jestem najlepszym golfistą w drużynie (śmiech).

Skoro tak, to muszę cię zapytać, czy pamiętasz występującego przed laty na taflach NHL Mariusza Czerkawskiego?

– Oczywiście, że tak.

Obecnie Mariusz jest również aktywnym golfistą. Rozumiem, że w przypadku, gdyby zaproponował wspólną grę, jesteś gotów obronić swój tytuł najlepszego golfisty wśród hokeistów?

– Zdecydowanie. Jestem gotowy w każdym momencie.

Wracając do tematów hokejowych. Chciałbym zapytać o atmosferę w drużynie po powrocie. Mam wrażenie, że „teamspirit”w ostatnich sezonach zdecydowanie był atutem drużyny GKS-u. Wyglądaliście po prostu jak ekipa dobrych kumpli. Dwa lata temu wasza skandynawska grupa działała jako „Baildona boys”, rok temu ujawniliście się jako „Sokolska boys”. Czy w tym roku fiński pluton GKS-u ma swój kryptonim?

– Tak, kolejny raz będziemy „Sokolska boys”, a w nadchodzącym sezonie będzie nas nieco więcej. Do naszej fińskiej dwójki dołączyło dwóch Szwedów oraz Kanadyjczyków, więc w tym roku nasza szóstka żyjąca na Sokolskiej jest nieco bardziej międzynarodowa. Co prawda jesteśmy dopiero w pierwszych tygodniach przygotowań, jednak zaczyna to wyglądać dobrze na lodzie. A co najważniejsze to jestem przekonany, że przed nami kolejny sezon, w którym będziemy się dobrze czuć razem, jako drużyna.

To jeden z powodów dla których zdecydowałeś się spędzić kolejny sezon w Polsce?

– Podczas całego okresu mojego pobytu w Polsce, nie wydarzyło się absolutnie nic, abym miał powód mówić o Katowicach w zły sposób. Uważam, że to naprawdę świetne miejsce i wracając tutaj na kolejny sezon, czuję, że Katowice stały się dla mnie w pewnym sensie drugim domem.

Niejednokrotnie słyszałem ze strony fińskich zawodników, że Polska była dla nich bardzo dobrym miejscem do życia, a z Polakami było im wyjątkowo łatwo znaleźć wspólny język i to nie tylko ze względu na obopólną miłość do piwa.

– Tak, czujemy się tutaj naprawdę swobodnie i również uważam, że można znaleźć tutaj wiele podobieństw, do tego życie jest tutaj zwyczajnie tańsze niż w Finlandii.

Nie obyło się bez ruchów kadrowych w waszych szeregach, jednak trzeba przyznać, że tego lata żadna z drużyn nie próżnuje i próbuję zbudować silne, konkurencyjne zespoły. Nie masz wrażenia, że przed wami wyjątkowo trudny, ale również ciekawy sezon?

– Czeka nas naprawdę długi sezon, z wieloma wyzwaniami. Uważam, że w tym roku układ sił jaki znamy może się nieco przetasować. Przed startem sezonu naprawdę ciężko ocenić która z drużyn może być najlepsza, a która najsłabsza. Wystarczy popatrzeć chociażby na transfery Podhala, które może być naprawdę silną drużyną w nadchodzących rozgrywkach czy Zagłębia, któremu również udało się ściągnąć ciekawych graczy.

To świadczy o tym, że polska liga wciąż się rozwija i staje się bardziej atrakcyjna?

– Moim zdaniem nie brakuje tutaj dobrych zespołów i polska liga jest naprawdę silna. Wiem, że nie wszyscy się z tym zgodzą, ale wystarczy tylko popatrzeć na poziom reprezentantów Polski, którzy na co dzień występują w Polsce. Zagrali naprawdę świetny turniej Mistrzostw Świata i bardzo się cieszę, że będę mógł znowu z nimi się spotkać na jednej tafli. Przede wszystkim Polska wywalczyła w bardzo dobrym stylu awans do Elity i mam nadzieję, że teraz polski hokej będzie traktowany z należytym szacunkiem.

Pierwsze cele na nadchodzący sezon? Żaden z spośród zagranicznych graczy, nie jest w drużynie GKS-u tak długo tak jak Ty, więc z całą pewnością wpływa to również na Twoją rolę w drużynie.

– W najbliższym czasie czeka nas przede wszystkim dużo pracy nad tym, aby funkcjonować jak najlepiej jako drużyna i na tym skupiamy się podchodząc do gier kontrolnych. Będąc kolejny rok w drużynie naturalnym jest, że stajesz się coraz istotniejszym ogniwem i spełniasz ważniejszą rolę zarówno na lodzie jak i w szatni.

GieKSa rozbiła czeskiego drugoligowca

Już w pierwszej tercji hokeiści Mistrza Polski z Katowic odskoczyli na cztery bramki czeskiemu AZ Hawierzów. W kolejnych dwóch odsłonach dołożyli trzy gole i pewnie pokonali czeskiego drugoligowca 7:0. Podopieczni Jacka Płachta obronili wszystkie osiem osłabień swojego zespołu.

W pierwszych fragmentach spotkania więcej determinacji wydawali się przejawiać gospodarze. Niewiele później Czesi stworzyli sobie pierwszą dogodną sytuację do pokonania Johnego Murraya. Czekający w tercji gospodarzy na zagrany po bandzie krążek Bartosz Fraszko został uprzedzony przez Marcela Kunca, który zdecydował się na indywidualne rozwiązanie akcji i wprowadzając gumę do tercji katowiczan stanął oko w oko z bramkarzem GKS-u jednak ostatecznie musiał uznać jego wyższość. Wydawało się w utrzymaniu przewagi gospodarzom pomoże kara nałożona na Santeri Koponena, jednak wydarzenia na boisku pokazały, że wykluczenie zadziałało pobudzająco na podopiecznych Jacka Płachty. Po podaniu Hampusa Olssona okazję do otwarcia wyniku miał Sam Marklund jednak z najbliższej odległości nie zdołał sposobu aby zaskoczyć dobrze ustawionego Davida Sachra. Większych problemów z wykończeniem akcji nie miał jednak w 4 minucie Ryan Cook, który dobrze został wypatrzony przez Grzegorza Pasiuta. W 5 minucie na ławkę kar został wysłany Ondrej Sevcik. Grający w przewadze GKS Katowice sprawnie przeszedł do szybkiej pracy krążkiem w tercji gospodarzy i w 6 minucie rasowym strzałem spod niebieskiej linii prowadzenie Mistrzów Polski podwyższył Maciej Kruczek, po kolejnej asyście Pasiuta. W 10 minucie spotkania Bartosz Fraszko zdecydował się wprowadzić krążek za bramę skąd wypatrzył dobrą pozycje strzelecką dla Macieja Kruczka, a ten wyprowadził GieKSe na trzybramkowe prowadzenie. Koljne minuty spotkania upływały pod znakiem prowadzenia gry przez drużynę GKS-u. W 14 minucie dobrą pozycję strzelecką w okolicach koła bulikowego zdołał sobie wypracować Mateusz Michalski, a następnie nie myśląc długo, szybkim uderzeniem w okienko bramki zdobył czwartą bramkę dla Mistrzów Polski.

Wraz z początkiem drugiej odsłony spotkania w bramce gospodarzy pojawił się Martin Sindelka. W 22 minucie w dogodnej sytuacji na prawym skrzydle znalazł się Olli IIsakka i piąta bramka dla GKS-u Katowice stała się faktem. W tej sytuacji do na fińskim napastniku do końca pracował Simon Kratochvil, który dynamicznym atakiem nie oszczędził zawodnika GKS-u, jednak po chwili spędzonej na lodzie o własnych siłach zjechał do boksu. Najlepszą okazję do zdobycia pierwszej bramki dla gospodarzy miał Tomas Franek, jednak w trakcie gry w przewadze po jego strzale, guma odbiła się jedynie od słupka bramki Johna Murraya. Pomimo niekorzystnego wyniku Drużynie z Hawierzowa nie sposób było odmówić ambicji, która objawiała się fizyczną grą a momentami owocowała twardymi pojedynkami. W 32 minucie spotkania Mateusz Michalski wypatrzył pod bramką gospodarzy Mateusza Bepierszcza, a ten ostatecznie dograł krążek na kij Sama Marklunda, który dopełnił formalności wykończenia akcji.

Trzecia tercja to wyraźne wyhamowanie zapędów ofensywach GKSu Katowice. Obie strony pomimo towarzyskiego charakteru spotkania nie odpuszczały twardych pojedynków czego efektem były kolejne wykluczenia oraz zaogniająca się atmosfera na tafli Gascontrol Areny. Momentem kulminacyjnym był atak przy bandzie Jakuba Mrvy na Mateuszu Bepierszczu, który momentalnie postanowił pomścić Bartosz Fraszko. Arbitrom spotkania udało się jednak stosunkowo szybko zaprowadzić porządek nakładając obopólne wykluczenia. W trzeciej tercji z dobrej strony pokazali się młodzieżowi zawodnicy. Jonasz Hofman aktywnie pracował pokazując się na wolnych pozycjach, a w sytuacjach, kiedy sam posiadał krążek nie bał się go wyprowadzać. W 58 minucie w protokole sędziego asystą zapisał się Błażej Chodor, który przytomnie zagrał wzdłuż bramki do Grzegorza Pasiuta, a ten ustalił wynik końcowy spotkania na 7:0.

Mistrz Polski wypunktował mistrza Ukrainy. Sześć bramek GieKSy

Czwarty sparing i czwarte zwycięstwo! Hokeiści GKS-u Katowice pokonali w Tychach Sokił Kijów 6:0. Aż cztery bramki zdobyli w drugiej odsłonie.

Początek spotkania przebiegał bez wyraźnej dominacji żadnej ze stron. Drużyny skupiały się przede wszystkim na odpowiedzialnej pracy defensywnej, więc ofensywnych fajerwerków i okazji bramkowych było niewiele.

W 4. minucie na ławkę kar przez sędziów spotkania został odesłany Aleksi Varttinen. Pierwsza gra w osłabieniu okazała się bardzo pracowita dla defensywy katowiczan. Największym zagrożeniem był Roman Błahy, który dwukrotnie sprawdził gotowość Michała Kielera, raz próbując strzału przy krótkim słupku, drugi raz dobrze korzystając z podani Wsewołoda Tołstuszki. Po wyrównaniu liczby graczy zawodnicy Sokiła zdołali przez chwilę zamknąć GKS Katowice we własnej tercji, jednak bez efektu w postaci zagrożenia bramkowego.

Ze strony mistrzów Polski sporą aktywność wykazywał Mateusz Michalski, któremu udawało się dochodzić do sytuacji strzeleckich, jednak w żadnej nie był w stanie pokusić się o pokonanie Bogdana Diaczenki. W drużynie Sokiła indywidualnych ataków próbował Igor Slusar, który swoją dynamiką wdawał się we znaki defensywie GieKSy. W 13. minucie to właśnie na aktywnego napastnika drużyny z Kijowa została nałożona kara dwóch minut. Pierwsza grze w przewadze katowiczan upłynęła pod znakiem prób wypracowania pozycji strzeleckich dla Macieja Kruczka, jednak ten uderzając z dystansu nie zdołał zaskoczyć defensywy rywala.

Początek drugiej tercji przebiegał w świetle odpowiedzialności za defensywę. Gracze Sokoła ewidentnie mieli problem z przebiciem się przez szyki katowiczan, zaś mistrzowie Polski – próbując wychodzić na dobre pozycje – po długich podaniach musieli liczyć się z asystą czujnych kijowskich defensorów.

W miarę upływu czasu katowiczanie zaczęli przyspieszać rozegranie krążka, szczególnie o podkręcenie obrotów zadbała formacja z uprzedzającym rywali w walce o gumę Hampusem Olssonem. W 25. minucie cierpliwe rozegranie podopiecznych Jacka Płachty zaowocowało otwarciem wyniku meczu, za sprawą trafienia Olliego Issaka. Zdobycie bramki w żaden sposób nie ostudziło zapałów ofensywnych katowiczan. W 27. minucie spotkania Mateusz Michalski po podaniu Grzegorza Pasiuta podwyższył wynik spotkania, a minutę później Aleksi Varttinen zdobył trzecią bramkę. W 38. minucie krążek po wygranym buliku w tercji Sokiła trafił na kij Kacpra Maciasia , który podjął decyzję o wrzuceniu gumy na bramkę Bogdana Diaczenki, czym kompletnie zaskoczył mającego mocno ograniczoną widoczność golkipera, zdobywając czwartą bramkę.

W trzeciej tercji między słupkami bramki Sokoła zobaczyliśmy Conrada Möldera, a o to by nie pozostawał bezrobotny zawodnicy napastnicy GKS-u zadbali bardzo szybko. W 46. minucie spotkania przy piątej bramce na listę strzelców wpisał się Sam Marklund, a kilkanaście sekund później za sprawą trafienia Grzegorza Pasiuta, katowiczanie celebrowali zdobycie szóstej bramki.

Szansą na odpowiedź ze strony Sokiła Kijów mógł być okres gry w przewadze po karze nałożonej na Santeriego Koponena. Najbliżej zdobycia bramki był Wołodymyr Czedrak, którego obecność przy prawym słupku uciekła uwadze obrony GKS-u.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Jagi i Cracovii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.

1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.

2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.

3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.

4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.

5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.

6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.

7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.

8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.

9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.

10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.

11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.

12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.

13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.

14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.

15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.

16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.

17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.

18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.

19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.

20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.

21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.

22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.

23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.

24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.

25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.

—-

26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.

27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i  się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.

28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.

29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.

30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.

31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.

32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.

33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.

34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.

35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.

36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.

37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.

38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.

39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.

40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.

41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.

42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.

43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.

44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.

45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.

46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.

47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.

48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.

49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.

50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.

51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.

52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.

53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.

54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.

55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.

56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.

57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.

58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.

59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.

60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.

61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!

62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga