Dołącz do nas

Hokej Klub Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: GieKSa górą w meczu walki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

Z okazji 60-lecia Klubu zostały przygotowane okolicznościowe stroje.

W drużynach piłkarskich kobiecej i męskiej trwają przygotowania do startu rundy rewanżowej sezonu 2023/24. Ze względu na problemy żeńskiej drużyna Sparty Praga, planowany sparing na niedzielę, został odwołany. W minionym tygodniu piłkarze rozegrali spotkanie sparingowe z GKS-em Tychy, w którym przegrali 0:1 (0:0). W rozpoczętym tygodniu, w piątek (26.01) drużyna żeńska zmierzy się z zespołem Rekordu Bielsko-Biała, piłkarze z kolei rozegrają dwa test-mecze: z Kotwicą Kołobrzeg (24.01) i rezerwami Lecha Poznań (27.01). Do męskiej drużyny dołączył reprezentant Estonii Märten Kuusk.

W minionym tygodniu siatkarze rozegrali spotkanie ligowe z Projektem Warszawa, w którym przegrali 0:3. W tym tygodniu zespół rozegra dwa spotkania: w czwartek (25.01) wyjazdowe z drużyną Ślepsk Malow Suwałki oraz w niedzielę (28.01), domowe z Wartą Zawiercie. Początek spotkań odpowiednio o godzinie 21:00 i 17:30. Po siedemnastu rozegranych meczach nasz zespół zajmuje czternastą lokatę w tabeli z czternastoma punktami.

Mistrzowie Polski w hokeju na lodzie rozegrali dwa spotkania. Pierwsze w Satelicie z Energą Toruń, wygrany 4:3. W drugim hokeiści pokonali na wyjeździe Zagłębie Sosnowiec 3:1. W bieżącym tygodniu drużyna zmierzy się z Podhalem Nowy Targ (jutro, 23.01) oraz z GKS-em Tychy (w niedzielę, 28.01). Oba spotkania zostaną rozegrane w Katowicach i rozpoczną się odpowiednio o godzinie 18:30 i 17:00.

 

KLUB

katowickisport.pl – Wyjątkowe stroje GKS-u Katowice 

[…] Ważnym elementem obchodów 60-lecia GKS-u Katowice są okolicznościowe stroje, w których nasi sportowcy będą występować w całym jubileuszowym 2024 roku. Prezentujemy specjalne koszulki siatkarzy i hokeistów GKS-u Katowice, w którym zawodnicy wystąpią po raz pierwszy w piątek 19 stycznia – w domowym meczu PlusLigi z Projektem Warszawa (godz. 20:30) oraz w domowym meczu TAURON Hokej Ligi z KH Energą Toruń (godz. 18:30). Na koszulkach znalazł się oczywiście jubileuszowy znak GKS-u Katowice.

Wyjątkowe stroje hokeistów można już zakupić stacjonarnie w Oficjalnym Sklepie GKS-u Katowice znajdującym się na terenie Stadionu Miejskiego w Katowicach (ul. Bukowa 1A), a od piątku 19 stycznia także na sklep.gkskatowice.eu oraz przy okazji najbliższego meczu w „Satelicie”.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – GieKSa nie zagra z wicemistrzyniami Czech, sparing odwołany

W ramach zimowych przygotowań GKS Katowice miał rozegrać sparingowy mecz ze Spartą Praga. Dzisiaj mistrz Polski poinformował, że pojedynek ten nie dojdzie do skutku. Jest to związane z problemami czeskiej drużyny.

Do towarzyskiego starcia mistrzyń Polski i wicemistrzyń Czech miało dojść jutro, 21 stycznia w Pohořelicach. Dzisiaj jednak klub z Katowic poinformował, że spotkanie to zostało odwołane. Powodem są problemy kadrowe Sparty, w której przytrafiła się plaga kontuzji.

Zaledwie wczoraj aktualne wiceliderki ligi czeskiej grały towarzysko z niemieckim Wolfsburgiem i uległy Wilczycom aż 0:10. W meczu tym asystą przy ostatnim golu popisała się Ewa Pajor, o czym informowaliśmy TUTAJ (WIDEO).

W praskim zespole uznano, że rozgrywanie kolejnego sparingu przy dużych problemach kadrowych nie ma większego sensu i zdecydowano się na odwołanie potyczki z GieKSą.

[…] GKS Katowice ma już za sobą jeden zimowy mecz kontrolny. W minioną sobotę podopieczne Karoliny Koch zremisowały 0:0 z SMS-em Łódź. Następny sparing GieKSa rozegra w piątek, 26 stycznia na stadionie OS Kolejarz w Katowicach (godz. 16:30). Rywalem mistrzyń Polski będzie beniaminek Orlen Ekstraligi, Rekord Bielsko-Biała. To właśnie na tę ekipę trafiły katowiczanki w 1/8 finału Orlen Pucharu Polski. Pojedynek ten zaplanowano na 17 lutego.

Do ligowej rywalizacji GKS wróci natomiast w pierwszy weekend marca. Odbędą się wówczas wyjazdowe dla nich derby województwa śląskiego z Czarnymi Antrans Sosnowiec.

 

katowickisport.pl – GKS Katowice ma nowego piłkarza

Reprezentant Estonii dołączył do drużyny GKS-u Katowice.

Märten Kuusk trafił do GKS-u Katowice na zasadzie transferu definitywnego i związał się z Klubem kontraktem, który będzie obowiązywał do 30 czerwca 2025 roku z opcją przedłużenia.

27-letni obrońca pochodzi z Estonii i jest wychowankiem JK Kotkas Juunior. W swojej rodzimej lidze reprezentował JK Nõmme Kalju, Rakvere Tarvas oraz FC Flora Tallinn. W tym ostatnim klubie rozegrał 190 meczów, zdobywając cztery mistrzostwa Estonii, dwa Puchary Estonii, a także Superpuchar. FC Flora Tallinn to najbardziej utytułowany zespół w historii estońskiej piłki nożnej. W styczniu 2022 roku Märten Kuusk przeniósł się do grającego w najwyższej klasie rozgrywkowej węgierskiego Újpest FC. Do zespołu z Tallinna wrócił w styczniu 2023 roku na półroczne wypożyczenie. Rundę jesienną bieżącego sezonu spędził w Újpest FC.

Zawodnik regularnie występuje w reprezentacji Estonii, w której zadebiutował w styczniu 2019 roku. Dotąd rozegrał dla drużyny narodowej 29 meczów.

– Szukaliśmy zawodnika, który zwiększy rywalizację sportową w formacji defensywnej. W rundzie jesiennej bieżącego sezonu, w kilku fazach rozgrywek zmagaliśmy się z absencjami zawodników, spowodowanymi urazami oraz wykluczeniami za kartki. Wraz ze sztabem szkoleniowym zdefiniowaliśmy pozycję środkowego obrońcy, jako pozycję priorytetową do transferu zimą. Z wiadomych przyczyn, zimowe okna transferowe mają swoje uwarunkowania i specyfikę, stąd po licznych analizach rynku transferowego, podjęliśmy decyzję o transferze do Klubu Märtena Kuusk’a z Újpest FC. Märten jest reprezentantem Estonii, w piłce klubowej najwięcej sukcesów odnosił z Florą Tallinn, w której też rozegrał największą liczbę meczów. Zawodnik zbierał również cenne doświadczenie piłkarskie, grając w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów, Ligi Europy oraz Ligi Konferencji. Może występować na pozycji pół prawego i poł lewego środkowego obrońcy, co jest jego dodatkowym atutem. Po pozytywnym przejściu przedtransferowych badań medycznych oraz testów motorycznych, podpisaliśmy z zawodnikiem kontrakt – mówi Dawid Dubas, dyrektor sekcji piłki nożnej GKS-u Katowice.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Projekt zrobił swoje – trzy punkty faworyta

Spotkanie trzeciej drużyny PlusLigi z trzecią drużyną… od końca miało przebieg, który raczej łatwo można było przewidzieć. Projekt Warszawa nie miał większych problemów z pokonaniem GKS-u Katowice w trzech setach. Zatem przynajmniej do niedzieli warszawianie będą zasiadać na fotelu wicelidera.

Do wyjściowego składu warszawian powrócił Jan Firlej. Przyjezdni świetnie rozpoczęli ten pojedynek, gdyż po ataku z pipe`a Artura Szalpuka prowadzili 4:0. Miejscowi mieli spore problemy z kończeniem posyłanych do nich piłek, a w kontrataku skuteczni byli ich rywale. Po autowym uderzeniu Jakuba Jarosza przegrywali już sześcioma punktami, a gdy taki sam błąd popełnił Marcin Waliński – nawet siedmioma. Katowiczanie fatalnie pudłowali, byli blokowani lub bronieni, a po uderzeniach Kevina Tillie na tablicy wyników zrobiło się 16:7. Straty nieco zmalały, gdy Bartłomiej Bołądź dwukrotnie się pomylił, a Jarosz posłał asa serwisowego (11:16). Krótkotrwały zryw graczy Gieksy nie miał zbyt wielkiego wpływu na wynik. Warszawianie w pełni kontrolowali przebieg premierowej odsłony spotkania. Ponownie wyszli na siedmiopunktowe prowadzenie, ale po punktowej zagrywce Damiana Domagały było 17:21. Ostatecznie po wykorzystaniu przechodzącej piłki przez Jurija Semeniuka goście wygrali do 18.

Podobnie jak w pierwszej partii siatkarze Projektu zaczęli od prowadzenia 4:0. Po skończeniu krótkiej przez Andrzeja Wronę było nawet 6:0. Warszawianie dobrze zagrywali, a gospodarze w dalszym ciągu mieli problemy z kończeniem ataków. Po kolejnym dobrym serwisie Kevina Tillie dystans wzrósł do siedmiu ,,oczek”. Dopiero przy zagrywkach Lukasa Vasiny siatkarze GKS-u odrobili nieco straty, ale w dalszym ciągu ich gra daleka była od optymalnej. W pewnym momencie zbliżyli się na trzy ,,oczka”, ale ponownie nie potrafili tego utrzymać. Po zablokowaniu Jonasa Kvalena zrobiło się 9:15. Czas wzięty przez trenera Grzegorza Słabego na niewiele się zdał. Po powrocie na boisko kontrę skończył Wrona, a dodatkowo przyjezdni ustawili dwa bloki i losy tego seta należało uznać za rozstrzygnięte (9:18). Do końca jego trwania nic się nie zmieniło. Po ataku ze skrzydła Artura Szalpuka podopieczni Piotra Grabana prowadzili już w całym meczu 2:0.

Na boisku pozostał Damian Domagała, który zanotował bardzo dobre wejście w poprzednim secie. To właśnie on dał swojej drużynie prowadzenie 5:3, a kiedy Marcin Waliński dołożył asa serwisowego było 6:3. Przyjezdni nie pozwolili im jednak odskoczyć i szybko doprowadzili do wyrównania po zablokowaniu Lukasa Vasiny. Każda próba ucieczki katowiczan była natychmiastowo niwelowana. Zdecydowanie poprawili oni skuteczność w ataku, a przede wszystkim w polu serwisowym. Kolejne punktowe zagrywki Walińskiego oraz Bartłomieja Krulickiego sprawiły, że zrobiło się 16:13, ale trzy kolejne punkty zapisali na swoim koncie siatkarze Projektu. Końcówka zapowiadała się bardzo emocjonująco. W najważniejszym momencie siatkarze GKS-u jednak się zacięli. Po dwóch błędach w ataku już przegrywali. Dodatkowo nie przyjęli zagrywki Artura Szalpuka, a Damian Domagała został powstrzymany blokiem i na tablicy wyników było 19:22. W końcówce seta po stronie gości uaktywnił się blok i tym elementem zbudowali przewagę. Błąd serwisowy Jakuba Jarosza zakończył tą partię, a co za tym idzie cały mecz.

GKS Katowice – Projekt Warszawa 0:3 (18:25, 14:25, 21:25)

 

HOKEJ

hokej.net – GieKSa górą w meczu walki

Świetnym widowiskiem okazało się spotkanie pomiędzy GKS-em Katowice a KH Energą Toruń. Po niezwykle zaciętym pojedynku górą okazali się mistrzowie Polski, którzy pokonali „Stalowe Pierniki” 4:3. Bohaterem katowiczan został Mateusz Bepierszcz, który zdobył dwie bramki.

Na wysokich obrotach w piątkowe spotkanie weszli mistrzowie Polski, którzy już w pierwszej minucie za sprawą uderzenia Kacpra Maciasia sprawdzili gotowość Juliusa Pohjanoksy. Intensywne tempo gospodarzy już w 2. minucie zaprocentowało możliwością gry w przewadze. Jak po sznurku chodził krążek pomiędzy zawodnikami GieKSy, aż w końcu gubiąc toruńską defensywę trafił do Grzegorza Pasiuta. „Profesor” nie znalazł jednak miejsca, aby zmieścić krążek przy krótkim słupku, pieczętując jedynie obramowanie bramki Pohjanoksy.
Goście nie byli chętni do prowadzenia otwartej gry, trzeba im jednak przyznać, że dobrze pracowali w obronie, a kiedy już gościli w tercji rywala, nie przebierając w środkach szukali sobie sposobności, aby mocnymi strzałami zaskoczyć Johna Murraya. Ostatnie minuty pierwszej tercji to czas wzajemnych wykluczeń, skutkujący okresem gry 4/4. Gdy w 18. minucie na ławce kar zasiadł Atte Huhtela, grający w przewadze gospodarze zafundowali przejażdżkę rollercoasterem broniącym zawodnikom KH Energi, podkręcając tempo pracy krążkiem. Efektowna gra nie przyniosła jednak GieKSie bramki. Ostatnie słowo pierwszej tercji należało do podopiecznych Juhy Nurminena. Mirko Djumić wyprowadzając ekspresową kontrę zagrał do Daniły Larionovsa, który otworzył wynik spotkania.

Jeżeli gospodarze wyjechali na drugą tercję z mocnym postanowieniem odrobienia bramkowej straty, to już po 13. sekundach musieli swoje zapędy nieco ostudzić, bowiem na ławkę kar został oddelegowany Noah Delmas. Torunianom nie udało się wykorzystać okresu gry w przewadze do podwyższenia wyniku, a w 24. minucie stracili swoją zaliczkę z pierwszej odsłony gry. Mocno popracowała w forecheckingu czwarta formacja GieKSy. Przejmujący krążek Igor Smal nie zdołał zaskoczyć swoim strzałem Pohjanoksy, jednak wobec dobitki Mateusza Bepierszcza, toruński bramkarz nie miał już żadnych szans. W ciągu kolejnych minut większość wydarzeń skupiała się właśnie wokół bramki Juliusa Pohjanoksy, jednak fiński golkiper wychodził górą z tych pojedynków. W 31. minucie torunianie wygrali bulik w tercji GKS-u. Spod niebieskiej linii krążek wrzucił Jakub Gimiński, a jego lot zmienił Mikałaj Syty, czym zmylił interweniującego Murraya. Odpowiedź gospodarzy nadeszła już w 35. minucie. Sam Marklund otrzymał krążek zza bramką od Hampusa Olssona. Szwedzki napastnik postanowił wprowadzić go zza pleców Pohjanoksy, a następnie bez ostrzeżenie posłał uderzenie po lodzie, wyrównując stan spotkania.

W 42. minucie napięcie skoczyło między Hitosato a Jakubem Gimińskim. Między tą dwójką zawodników dochodziło do sporej ilości interakcji od samego początku spotkania i można było się spodziewać, że emocje w końcu wezmą górę. Sędziowie dwójkę zainteresowanych odesłali na dwuminutowe kary.

Dwie minuty później toruńska obrona, nie zdołała upilnować Bartosza Fraszki, który stanął twarzą w twarz z Juliusem Pohjanoksą, posyłając uderzenie, skrzydłowy GieKSy został zahaczony kijem, decyzja arbitrów mogła być tylko jedna: karny dla GKS-u. Sam poszkodowany chwilę później próbował cisnąć krążek między parkanami Pohjanoksy, jednak ten nie dał się zaskoczyć. Z każdą minuta spotkanie nabierało rumieńców. Katowiczanie wydawali się niezwykle zdeterminowani, aby zgarnąć pełną pulę i nawet kara nałożona na Mateusza Bepierszcza nie uniemożliwiła wykreowania im dogodnych sytuacji. W tej najlepszej po podaniu Bartosza Fraszki znalazł się Jakub Wanacki, na jego drodze do szczęścia stanął jednak świetnie dysponowany Pohjanoksa.

W 54. minucie raz jeszcze boks kar odwiedził Hitosato. Goście w przewadze wypracowali dogodną pozycję dla Mirko Djumicia, który uderzeniem z lewego bulika po raz trzeci wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. Ledwie 32sekundy trwała radość torunian z objętego prowadzenia, w 56. minucie Ryan Cook znalazł sposób aby pokonać Pohjanoksę. Wyrównująca bramka nie zaspokoiła apetytów mistrzów Polski, którzy ruszyli po kolejne trafienie.
W 57. minucie o soczyste wrzucenie krążka na bramkę pokusił się Aleksi Varttinen. To uderzenie przeciął Mateusz Bepierszcz, co nie pozwoliło w żaden sposób zareagować Pohjanoksie, który musiał kolejny raz szukać krążka we własnej siatce. Emocji nie zabrakło do samego końca. W 59. minucie Michalski i Gimiński zdaniem sędziów byli głównymi sprawcami kotłowaniny pod bramką Pohjanoksy i zostali obustronnie odesłani do odsiadywania kar. Na 45sekund przed końcem, torunianie mieli sporą sposobność, aby odwrócić losy spotkania. Na ławce kar obok Michalskiego zasiadł Varttinen,a trener Nurminen podjął ryzykowny manewr wycofania Pohjanoksy z bramki. Na nic to jednak się stało, trzy punkty tego wieczoru zostały w Katowicach.

 

GKS Katowice zwycięski w Sosnowcu

Hokeiści GKS-u Katowice pokonali w meczu 35. kolejki TAURON Hokej Ligi na wyjeździe Zagłębie Sosnowiec 3:1. O wyniku zdecydowała pierwsza tercja, w której goście zdobyli dwubramkowe prowadzenie, a głównym ojcem sukcesu był Ben Sokay, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców.

Od samego początku spotkania do wykonywania swoich zadań ofensywnych przystąpili przyjezdni. Już po kilku sekundach zadźwięczał słupek po strzale Shigekiego Hitosato. Goście szybko dopięli swego i w 3. minucie wyszli na prowadzenie za sprawą dobrego rajdu Bena Sokaya.
Podopieczni Piotra Sarnika byli dość mocno pogubieni w tej tercji i nie potrafili znaleźć skutecznej odpowiedzi, trafiając jedynie w słupek za sprawą Damiana Tyczyńskiego. Hokeiści GKS-u grali bardzo rozważnie w defensywie i nie pozwalali na zbyt wiele gospodarzom.
Podopieczni Jacka Płachty uderzyli po raz drugi w 18. minucie znów za sprawą Bena Sokaya, który skutecznie poprawił odbity strzał Kacpra Maciasia. Do końca pierwszej odsłony nie udało się już gospodarzom odpowiedzieć na to trafienie i na pierwszą przerwę zjeżdżaliśmy z dwubramkowym prowadzeniem gości.

Początek drugiej tercji nie przyniósł wielu zmian w obrazie gry, bo stroną dominującą nadal była ekipa GKS-u Katowice, jednak świetnie w bramce spisywał się Patrik Spěšný, który raz po raz ratował sosnowiczan przed stratą bramki.

Ta sytuacja zmieniła się w 32. minucie, gdy w końcu uderzyli gospodarze za sprawą Arkadiusza Karasińskiego, który trochę szczęśliwym rykoszetem zaskoczył Johna Murraya.
Bramka gospodarzy znacznie zmieniła obraz spotkania, oprócz pobudzenia trybun, pobudzili się również hokeiści Zagłębia, którzy raz za razem nacierali na bramkę rywali, jednak brakowało im trochę szczęścia lub precyzji by doprowadzić do wyrównania.

Kilka minut przed końcem drugiej odsłony przekonaliśmy się dlaczego spotkania między Zagłębiem a GKS-em są hokejowymi derbami. Po ogromnym zamieszaniu i bijatyce, na ławkach kar skończyło po trzech zawodników każdej z drużyn. Do końca drugiej odsłony wynik nie uległ już zmianie i przed ostatnią tercją mieliśmy wynik na styku, co zwiastowało ogromne emocje przed ostatnią tercją.

Na początku ostatniej odsłony sosnowiczanie zamiast ruszyć na rywali, zaczęli łapać kary, które skutecznie uniemożliwiały im nawiązania skutecznej walki. Co gorsza dla sosnowiczan, goście z Katowic uderzyli ponownie.
Tym razem bramkę zdobył Noah Delmas, który precyzyjnym strzałem z niebieskiej zaskoczył Patrika Spěšnego. Do końca spotkania gospodarze starali się znaleźć sposób na pokonanie Johna Murraya, ale katowicka defensywa i golkiper spisywali się bardzo dobrze.
W końcówce podopieczni Piotra Sarnika starali się zdobyć bramkę kontaktową grając bez bramkarza, jednak i ten manewr nie przyniósł spodziewanego rezultatu, co oznaczało, że trzy punkty jadą do Katowic, a w Sosnowcu muszą przełknąć gorycz porażki z liderem rozgrywek THL.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Runda pełna absurdów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Niesamowita była to runda jesienna, nie zapomnimy jej nigdy. Na zakończenie roku 2025 zapraszamy Was do przypomnienia sobie, z przymrużeniem oka, najbardziej absurdalnych zdarzeń z ostatnich miesięcy. Felieton przygotowałem wspólnie z redaktorem Flifenem. Jeśli coś jeszcze zasługuje na znalezienie się wśród tej listy – dajcie znać w komentarzu!

Tułający się po klubach Aleksander Buksa – według doniesień medialnych został wypchnięty z autokaru Górnika Zabrze wyjeżdżającego na zgrupowanie przedsezonowe wprost na listę wypożyczeń. Rzeczywistość brutalnie go zweryfikowała: w Katowicach rozegrał cztery fatalne spotkania i na tym jego wypożyczenie się zakończyło (może to był darmowy okres próbny?). Nie wniósł absolutnie nic do naszej gry i nawet Rafał Górak, znany z odbudowywania piłkarzy w dołku formy, nie był w stanie mu pomóc. Od czasów Sz.P. Daniela Krasuckiego jest to nasz najbardziej kuriozalny ruch na rynku transferowym. Tyle dobrze, że mieliśmy możliwość szybkiego zwrócenia zbędnego piłkarza.

Licznik wstydu redaktora Mietczyńskiego – Popularny Mietek prowadzący Uniwersum Ekstraklasy rok temu dostał solidną dwóję, typując 25 goli Makucha z Musiolikiem. Rozochocony swoimi farmazonami wypiął pierś, wskazał przed tym sezonem na Tsirigotisa z Barbossą i dumnie rzucił: “To będzie duet killerów!”. A jakie były tego efekty wszyscy wiemy… O komentarz poprosiliśmy samego przepowiadającego przyszłość: “Niestety nastąpiła fatalna pomyłka scoutingowa i wybrałem prawie najgorszy duet napastników, jaki tylko mogłem. W zasadzie bardziej ośmieszyć mógłbym się tylko wtedy, gdybym postawił na Aleksandra Buksę z Maciejem Rosołkiem. Serdeczne pozdrowienia dla redakcji!”. My również pozdrawiamy i życzymy powodzenia w świetlanej karierze tenisowej, z dala od typowania killerów.

Fot. Uniwersum Ekstraklasy na kanale Tetrycy

Dyrektorzy (ich brak) Legii – Pan Dariusz Mioduski zdołał niesamowicie uśrednić Legię Warszawa, jednak na pierwszy rzut oka ruchy dyrektorskie wyglądały rozsądnie, czego o trenerskich powiedzieć nie można. Fredi Bobić ma rozległe znajomości i podobnież angażuje się w obserwację młodych zawodników, naturalnie otwierając większość drzwi w Europie swoim nazwiskiem. Dyrektor Żewłakow z kolei świetnie radzi sobie w negocjacjach, a duet spisuje się razem doskonale, dzięki czemu udało się zakupić Rajovicia za okazyjne 3 miliony euro, sprowadzić wielki talent Kacpra Urbańskiego, wyciągnąć maszynę strzelecką Colaka i zatrudnić trenera na całe 15 minut przed wyjazdem na zgrupowanie. Dwie tak obeznane w dziedzinie osoby powinny sobie po prostu radzić znacznie lepiej, bo ksywka “dekodery” byłaby w tym momencie chyba nawet komplementem – decyzje nie wyglądają nawet na podjęte po zobaczeniu zatrudnionych osób w akcji.

Trenerzy (ich brak) Legii – Nieco więcej bitów poświęćmy wyborom trenerskim stołecznego klubu. Edward Niewyspanescu aka Iordanescu na szczęście miał do dyspozycji skład zbudowany w wakacje przez dwóch ekspertów. Prawda? Bynajmniej, z niektórymi piłkarzami miał czas jedynie na krótką rozmowę na gadu-gadu i już musiał wpisać ich na listę zgłoszonych do meczu. Przewijały się pogłoski, że zupełnie inaczej wyglądała Legia, którą mu obiecano… Inna sprawa jest taka, że do Legii liczącej (ależ to brzmi z perspektywy czasu) na walkę na trzech frontach zatrudniono człowieka, który historycznie absolutnie sobie z tym nie radził i było to jak najbardziej widoczne. Szybko postanowił publicznie wyrazić swój brak chęci do bycia w tym klubie i docenić trzeba fakt, iż mocno odpuścił swoją odprawę, walcząc o finansowe zabezpieczenie swojego sztabu. Duet dyrektorów postawił na własne rozwiązanie trenerskie, które nocą otrzymali z adresu [email protected]. Dzięki tej propozycji Inaki Astiz, kompletnie przerażony, został wrzucony na ławkę z jednym z najmniejszych sztabów, jakie ten klub widział i… zdołał pobić rekord Legii bez zwycięstwa oraz zaliczyć najgorszy wynik w historii klubu. A Marek Papszun, jak był w Rakowie, tak został tam aż do świąt. Nie ma to jak przemyślane decyzje!

Bojkot (jego brak) kibiców Legii Warszawa – W klubie stołecznym od jakiegoś czasu źle się dzieje i zauważają to nie tylko sympatycy Legii. Poza wynikami sportowymi, atmosferę psują relacje Nieznanych Sprawców z prezesem Dariuszem Mioduskim. Źli na brak aktywności transferowej fanatycy rozpoczęli tak zwany “Strajk ostrzegawczy”, w ramach którego mieli nie pojawiać się na domowych meczach, a tylko wspierać drużynę na wyjazdach. Początek bojkotu został ogłoszony 2 lipca, a informacja o zakończeniu wpłynęła na Facebooka NS 25 lipca. Sęk w tym, że bojkot potrwał cały jeden mecz, a dokładnie pierwsze spotkanie pierwszej rundy eliminacji do Ligi Europy. Domowe starcie z Piastem, zaplanowane na pierwszą kolejkę, zostało przełożone na grudzień. Ci, co nie oglądali pojedynku z Kazachami, mogliby pomyśleć, że piłkarze zagrali na tyle dobrze, że aż kibice odwołali bojkot, jednak test oka pokazywał, że wygrana 1:0 to był wynik bardzo na korzyść Legii. Strajk, tak czy inaczej, został przerwany i powrócił dopiero w ostatnim meczu roku, przeciwko pogromcom Lecha, czyli Lincoln Red Imps.

Kontrlogiczne odśnieżanie w Białymstoku Ciągle pada śnieg, już zasypał nas… Tak w Białymstoku śpiewano arbitrowi Wojciechowi Myciowi i trenerowi Rafałowi Górakowi. Cały świat obiegł filmik Rafała Kędziora przedstawiający nowatorskie metody łopatowania wbrew zasadom fizyki, a więcej o tym zdarzeniu pisaliśmy w naszych ocenach z przymrużeniem oka.

Tłity (a każdy z nich niby felieton) pana Alexa Haditaghiego – Gdyby zrobić ankietę wśród fanów Ekstraklasy w poszukiwaniu najsłabszego elementu ligi, to prawdopodobnie na górze byłaby jakość piłkarzy, brak zaufania właścicieli do trenerów i tym podobne pierdoły. Nikt jednak nie zaznaczyłby haczyka przy opcji “Brak interesujących postaci”. W Szczecinie jednak nie wpadli na pomysł takiej ankiety przed sprzedaniem klubu i na czele Portowców w okolicach połowy marca stanął Alex Haditaghi. Wydawać by się mogło na początku, że to nic nadzwyczajnego. Ot, kolejny właściciel klubu, zdarza się. Kanadyjsko-irański 47-latek okazał się jednak chodzącą machiną do kręcenia contentu na X (dawniej Twitter). Nie starczyłoby nam znaków na artykuł, żeby opisać każdą rzecz, dzięki której pan Alex żyje w naszych głowach bez czynszu, wystarczy wymienić najciekawsze z nich:

  1. With this new governance structure, the club will be managed with professionalism, accountability, and a commitment to excellence—both on and off the pitch” – wpis z początku jego pracy w Szczecinie
  2. W lipcu szanowny pan prezes przepowiadał wielką przyszłość przed Pogonią, a nadchodzący czas nazwał “Rokiem nieśmiertelności”.
  3. Zarzucał dziennikarzom krytykującym Pogoń służenie siłom ciemności oraz regularnie zabierał takimże łajdakom akredytacje. 
  4. 26 lipca udzielił pełnego poparcia trenerowi Kolendowiczowi, niezależnie, czy ten przegra jeden mecz czy osiem, co jeszcze potwierdził w połowie sierpnia. I tak w zasadzie to nie skłamał, gdyż Robert Kolendowicz został zwolniony po… czwartej porażce. Jak to skomentował prezes Haditaghi? “Fenerbache zwolniło Mourinho po serii niezłych, ale nie świetnych wyników. Dlaczego? Bo wielkość wymaga więcej niż to.”.
  5. Obiecał, że Eftimis Koulouris nie odejdzie z klubu przynajmniej do końca kontraktu. Wychodzi na to, że to klub odszedł z Koulourisa, innego wytłumaczenia nie mamy. Przecież Alex Haditaghi nie mógł kłamać.
  6. Stwierdził, że jego 97-letnia babcia, która myśli, że “ofsajd” to zupa, lepiej poradziłaby sobie na VARze od sędziów (ale czy skłamał?).
  7. Wszystkie te wpisy przeplatał podawaniem dalej wszelakich propalestyńskich i antysyjonistycznych wpisów.
  8. Transfery Sama Greenwooda oraz Benjamina Mendy’ego nazwał zwycięstwami dla polskiej piłki. Polska piłka musiała zwyciężyć nad jakimś bardzo słabym rywalem, gdyż odgruzowanie Mendy’ego do stanu, w którym mógł zacząć grać jako tako w wyjściowym składzie, zajęło ponad dwa miesiące. 
  9. Pan Alex Haditaghi poczuł potrzebę pogratulowania Mikaelowi Ishakowi setnej bramki dla Lecha i zrobił to, generując AI grafikę ze wcześniej wspomnianym sympatycznym brodaczem oraz nowym nabytkiem Portowców, Husseimem Alim. Husseim do tej pory rozegrał zatrważające 250 minut w lidze.
  10. W internetowej wojence oberwało się także znanemu koneserom piłkarskiego X’a (dawniej Twittera) kibicowi Lecha – Kevolowi. Tym razem poszło o użycie przez fana Kolejorza popularnego za oceanem słowa na “N”, określającego osoby czarnoskóre.
  11. Prawdopodobnie każdy fan Ekstraklasy słyszał o konflikcie pana Alexa oraz prezesa Cracovii, Mateusza Dróżdża. Zwyzywał on prezesa Cracovii od śmiecia bez kultury oraz patologicznych kłamców, klub od syjonistycznych organizacji, a kibiców od idiotów i środowiska znanego z dźgania ludzi nożami.
  12. W oświadczeniu krytykującym oczywistą symulkę Musy Juwary w meczu z Wisłą Płock poinformował, że porozmawia z zawodnikiem na ten temat i załatwi to wewnętrznie. Jak załatwianie spraw wewnętrznie ma się do publikowania postów na social mediach? To już wie sam pan prezes.
  13. Ujawnił szczegóły kontraktu Kamila Grosickiego oraz propozycję nowego kontraktu przygotowaną przez TurboGrosika – prawdopodobnie bez zgody drugiej strony konfliktu.

Rocha na X (dawniej Twitter) – Sympatyczny Portugalczyk od jakiegoś czasu upodobał sobie umilanie wolnego czasu, tworząc kolejne Tweety oraz odpisując pod nimi losowym kibicom. Większość jego twórczości pojawiała się w języku polskim, czym bardzo zbliżył się do fanów Rakowa oraz Zagłębia Lubin.

Kibice Pogoni o obrotach – intelektualnie angażujący elaborat gniazdowego Pogoni Szczecin mieli okazję wysłuchać piłkarze po zremisowanym 2:2 spotkaniu z Radomiakiem Radom. Podejdźmy do tego matematycznie – na trwającym 1,5 minuty filmiku padło 6 przekleństw, co daje jeden wulgaryzm na 15 sekund. Niezły wynik, a dodatkowo wszystkiemu przysłuchiwały się dzieci stojące przy barierkach. Całość w skrócie polegała na tym, że jeśli media obiegną jeszcze jakieś zdjęcia piłkarzy Pogoni bawiących się w klubach, to kibice przyjdą na trening i im… porachują kości. Ostatnią tak imponującą przemowę możemy pamiętać z treningu Arki, przed wiadomo jakim meczem.

Stabilność trenerska i projekt na lata w Widzewie – “Ja wiem, że inni bogaci dżentelmeni nie znają się na futbolu i podejmują pochopne decyzje – ja taki nie będę. Dlatego pan Zeljko Sopić ma moje pełne zaufanie, albowiem zatrudniliśmy go na lata, a budowa klubu łatwym zadaniem nie jest, i tak jak mówiłem, trenerem na lata będzie tylko Patryk Czubak. Pozwoliliśmy mu polecieć na wesele, ale dzisiaj mnie to oburzyło i wysłałem po niego mój prom kosmiczny, żeby mógł mi pokazać zdjęcia osobiście. Nie mam z tym żadnego problemu i w pełni popieram jego metody szkoleniowe, dlatego jeszcze raz powtarzam: moim trenerem jest Igor Jovicević i podejmuję tę jedną jedyną decyzję trenerską z chłodną głową” – mniej więcej tak mogłaby wyglądać wypowiedź Pana Dobrzyckiego obejmująca całą rundę jesienną. Dalej można się jednak nad tym głowić: po co ściągano trenera Czubaka z wesela, skoro wszystko było okej? Mamy telefony, można do siebie zadzwonić.

Wyrzucanie pieniędzy w transfermarkcie – Dodatkowo szanowany pan prezes wysyłał swój odrzutowiec tu i tam, co jest jak najbardziej wskazane przy negocjacjach z piłkarzami, reprezentując klub z biednej mimo wszystko ligi. Co było jednak niepokojące, to sama jakość (a raczej jej brak) tych sprowadzonych zawodników, wspomniana już rotacja trenerska i ponadprzeciętnie szeroki pion sportowy. Ostatecznie cztery litery wszystkim uratował Sebastian Bergier, bez którego Widzew spokojnie mógłby się już szykować na przyszłoroczne derby Łodzi. W zimowym okienku udało się już wydać 5 milionów euro i dzięki temu pozyskać jednego piłkarza, jakim jest pan Osman Bukari, a zawodnicy podobno ponadto dostają w kontraktach absurdalne kwoty na realia polskiej piłki. Ale kto bogatemu zabroni?

Lisy pola karnego – Czas na katastrofy transferowe do ofensyw “czołowych” klubów Ekstraklasy: Yannick Agnero, Musa Juwara, Mileta Rajewac aka Rajović, Andi Zeqiri i Mariusz Fornalczyk, a także Antonio Colak, który co prawda przyszedł bez kwoty odstępnego, ale Legia ściągnęła go z sesji zdjęciowej w Zabrzu za pomocą korzystniejszej oferty finansowej. Łączna kwota według portalu transfermarkt tych wzmocnień to 11.65 miliona euro, czyli około 50 milionów złotych. Łącznie wykręcili zabójcze liczby, przebijając wynik Pana Piłkarza Kacpra Sezonienko o jeden punkt w kanadyjce (uwaga) – 6 goli i 2 asysty. Na jeden punkt przypada zatem ponad 6 milionów złotych, a dysponując takimi środkami finansowymi możnaby było zakupić teoretycznie WSZYSTKICH zawodników Bruk-Betu Termalici i jeszcze pół zespołu Arki Gdynia – wtedy mielibyśmy 39 trafień i 29 oczek w tabeli… Zamiast tego sprowadzono piłkarzy, którzy absolutnie nie byli w stanie pokazać swoich umiejętności, a Julek Sipika wraz z resztą widzów co tydzień zalewali się łzami na wspomnienie o ich wyczynach boiskowych, choć częściej ze śmiechu.  

Lis lisów (tylko że nie) – Sz.P. Mileta Rajewac aka Rajović zasłużył sobie na osobny podpunkt. W pudłowanie wkładał całego siebie i robił to nie tylko z uwagi na swoją pracę, ale po prostu z pasji. Z Motorem Lublin po spektakularnych dwóch pudłach aż kopnął w przypływie euforii bloczek reklamowy, swoją drogą to chyba jego najlepsze uderzenie rundy. Jasne, docenić trzeba fakt, iż dobrze porusza się po boisku i stąd jego sytuacje strzeleckie, ale nogi w piłce nożnej nie służą tylko do przemieszczania się – szczególnie za 3 miliony euro (tak, naprawdę tyle kosztował).

Rafał Gikiewicz – Zagrał jeden słaby i jeden przyzwoity mecz w Widzewie, ale nie za to go zapamiętamy. Po miesiącach absurdalnych wywiadów i kompromitujących występów (a także przedłużeniu umowy) pożegnano się z bramkarzem, a ten udał się na transfer medyczny do Zagłębia Lubin. Od razu wskoczył do bramki i pomógł swojej drużynie golem w ostatnich minutach awansować do kolejnej fazy puch… Wróć, to już było po przenosinach. Tak, w 112. minucie zdołał samodzielnie wyrzucić Zagłębie Lubin z Pucharu Polski, odbijając za siebie (i wprost w siatkę) wręcz żenujący strzał z dalekiego rzutu wolnego. Włodarze szybko uzmysłowili sobie swoją porażkę i zesłali go na piłkarską banicję, teraz z ławki może obserwować młodego i perspektywicznego Jasmina Buricia.

Szymon Marciniak twierdzący, że dziennikarze ustalają przepisy Popularny sędzia o charakterystycznej fryzurze zaszokował opinię publiczną, twierdząc, że gdyby nie “dziennikarze i eksperci”, to nie byłyby gwizdane takie faule, jakie pan Marciniak gwiżdże teraz. Złośliwi zasugerowaliby, że to oznacza, że najbardziej znany polski sędzia nie gwiżdże według reguł gry, a pod publiczkę. Na szczęście my nie jesteśmy złośliwi!

PZPN wysyłający jednego maila ws. Maccabi – Z okazji trzeciej rundy kwalifikacyjnej Raków Częstochowa miał okazję dwukrotnie sprawdzić się przeciwko zespołowi z państwa, które w Europie znajduje się tylko futbolowo – Maccabi Hajfa. Niestety te mecze zapisały się w historii nie poziomem piłkarskim, a głupotą i ordynarnością kibiców klubu zza Morza Śródziemnego. Media obiegł kibic robiący niegodne rzeczy z lalką ubraną w polskie barwy, a relacje choćby Sz.P. Łukasza Ciony spotkały się z jednomyślnym odbiorem: niestety tylko w Polsce i tylko wśród osób niedecyzyjnych. Tomasz Kozłowski opowiedział o podjętych przez PZPN działaniach w rozmowie na kanale Weszło. Rzucił chyba trochę niechcący, że związek wysłał jednego maila i w sumie to nie wie, czy ktoś na niego odpowiedział… Tak, dyrektor ds. komunikacji nie wie, czy skomunikowano się z UEFA w sprawie o charakterze narodowym i historycznym, a nie tylko futbolowym. No bo po co.

Lechia pozywająca ligę i opowieści o transferowym zakazie-widmo – To nie był prosty off-sezon dla włodarzy Lechii. Nie dość, że zostali postraszeni utratą licencji i zakazem transferowym, to za niewypłacanie pensji zostali ukarani całymi pięcioma punktami ujemnymi w lidze. Docenić trzeba śmiałość osób decyzyjnych w klubie z Gdańska, gdyż wydało im się to i tak zbyt ostrą karą, w konsekwencji czego złożyli pismo do PKOI. Na całe szczęście ujemne punkty zostały podtrzymane – inna decyzja byłaby robieniem jeszcze większej parodii z naszej ligi. Warto przypomnieć, że problemy finansowe Lechistów nie zaczęły się nagle, bo już w lutym to Ekstraklasa musiała wyłożyć pieniądze za Tomasza Wójtowicza i stąd tytułowy zakaz transfeorwy. Lechia tak bardzo nie mogła przeprowadzać transferów, iż udało jej się jak dotąd ściągnąć dziesięciu zawodników (dane za Transfermarkt). Komisja licencyjna przyszła i powiedziała groźnym tonem: “Transferów ma nie być, chyba że będą bardzo fajne i pokażecie czek z pieniążkami: wtedy można”. Pół miliona euro za Kurminowskiego, całkiem nieźle jak na klub, który miał problemy z wypłacaniem pensji. Trybunał przy PKOl-u odwołał ten zakaz transferowy, inaczej Lechia znów musiałaby ograniczyć się do sprowadzania tylko takich zawodników, na których ją stać według komisji. Dawno już nie było na łamach naszej strony przypominane, że Lechia Gdańsk nie powinna znajdować się w Ekstraklasie, co niniejszym czynimy! 

Lider dzięki 5 remisom (aka Remis Płock) – Tabela Ekstraklasy viralem obiegła Europę, gdy tylko runda miała się ku końcowi. Biedna trójka robiła, co mogła, by tylko spaść jak najniżej w klasyfikacji generalnej: niestety, reszta stawki była po prostu zbyt silna w takiej grze. Ostatnia w tabeli Termalica traci do lidera jedynie 11 punktów, zatem spokojnie jeszcze może walczyć o mistrzostwo.

Źródło: Aplikacja Superscore, forma drużyn Ekstraklasy 2025/26.

Iban Salvador aka człowiek-prowokacja – Gra tak, jak Włosi mówią: więcej w jego przypadku jest pracy rękami i gestykulacji niż robienia pożytku ze swoich nóg. Jest to piłka nożna i dobrze by było, gdyby jednak na tym się skupił, bo piłkarzem jest całkiem niezłym. Chyba wszyscy zgodni są co do tego, że jest to najbardziej denerwujący wszystkich piłkarz w naszej lidze – a on sam jeszcze jest dumny ze swojego zachowania i tłumaczy się dla Weszło tym, że robi wszystko dla swojego zespołu.

Drony szpiegowskie, szpiegi Arkowskie – Dawid Szwarga na największą scenę wrócił z przytupem. Sezon tak naprawdę nawet nie zdążył się zacząć, bo na dwa tygodnie przed pierwszymi starciami viralem stał się post Motoru Lublin, przedstawiający zaiwanionego drona Arki Gdynia, który miał filmować ich w trakcie przedsezonowych przygotowań. Internauci często wspominali, że Szwarga może wyjść z Rakowa, ale Raków z niego nie. Nie trzeba być ostoją moralności ani mistrzem intelektu, żeby wpaść na to, że od podglądania treningów rywala jest gorsze tylko podkradnięcie jego półprawego stopera. Niegodny ruch, jednak koniec końców podobno obie strony wszystko sobie wyjaśniły, a dron został przekazany pierwotnemu właścicielowi. Po wszystkim do Arki przylgnęło urocze przezwisko “Droniarze Szwargi”.

Sauny transferowe – Zostańmy jeszcze na chwilę w Gdynii. We wrześniu Arka nie mogła pochwalić się świetnym wynikiem, po ośmiu meczach miała osiem punktów. Ekipa Dawida Szwargi na wyjeździe w Łodzi zaliczyła kolejną porażkę, a szkoleniowiec nie krył swoich żalów przed zebranymi na sali dziennikarzami, mówiąc “Należy pamiętać, że Widzew Łódź dokonał transferów za 6 mln euro, a nasz najdroższy transfer to była sauna”. Plotki głosiły, że nie do końca spodobało się to władzom klubu znad Bałtyku i atmosfera była naprawdę gorąca nie tylko w saunie (przepraszamy za nieśmieszny żart). 

Pan Kamil Kosowski i dzikie predykcje – W kwestii przewidywania przyszłości chyba nic nie jest w stanie przebić redaktora Mietczyńskiego, któremu poświęciliśmy cały osobny punkt. Rękawicę w rywalizacji o drugie miejsce podjął jednak Kamil Kosowski. Były reprezentant Polski, już po drugiej kolejce, wytypował zespół z największymi szansami na Mistrza Polski – Cracovię. Nazwać to pocałunkiem śmierci byłoby przesadą, gdyż do lidera zespołowi Luki Elsnera brakuje tylko trzech punktów. Tak czy siak, próba znalezienia złotego medalisty ligi na 32 kolejki przed końcem była bardzo odważna. 

Pan Jakubas: Celem są puchary – Świetny pierwszy sezon Motoru w Ekstraklasie tylko podsycił apetyty kibiców oraz osób związanych z klubem. Czasem jednak przydatna jest chłodna głowa i rzetelna ocena sytuacji, której chyba zabrakło panu Jakubasowi, gdy ten zapowiadał, że z tą kadrą reprezentanci Lublina są w stanie osiągnąć top 4 w lidze. To nie pan Jakubas jest bogaty, to bogactwo jest panem Jakubasem, a Motor na transfery wydał niecały milion euro. Jeśli ten skład faktycznie osiągnie europejskie puchary, to Mateusz Stolarski powinien dostać ulicę swojego imienia oraz pomnik przed stadionem. 

Sędzia Raczkowski kontra transparent – Podczas meczu Jagiellonii z Rakowem kibice dopuścili się karygodnego czynu, przekraczając wszelkie granice. Inscenizację tego zdarzenia przeprowadził kanał Weszło w swojej Lidze Minus. Transparenty wojenne, polityczne, prowokacyjne, nienawistne wobec innych narodów – to wszystko było zasadniczo akceptowane przez cały świat piłkarski (chyba że to sprawka Legii albo Evertonu, im zawsze się dostanie). Pojawiły się dwa transparenty: “Nie ma przypadków, są tylko znaki” okraszone karykaturą arbitra w trakcie popełnianego legendarnego już występku, a także drugi, nienadający się do cytowania, uderzający w tony lat przedustawowych nawiązujący do fatalnej decyzji sędziego Frankowskiego z poprzedniego spotkania. Insynuowanie czynów korupcyjnych jest oczywiście mocno nie na miejscu i umniejsza całym rozgrywkom, jednak zdarza się przy okazji każdego meczu. Zwalczać przemoc to rzecz słuszna, jednak nie można tego robić wybiórczo – wtedy jest to po prostu czysty absurd.

Zagubione kartki w meczu Jagielloni z Górnikiem – A za co tak kibice zdenerwowali się na pana Raczkowskiego? Na pewno powody mieli, gdyż podobno od razu po spotkaniu arbiter poszedł przeprosić zawodników z Białegostoku i nie był zbyt chętny do rozmowy. Josema po prostu powinien pożegnać się z murawą za faul taktyczny na wychodzącym sam na sam Rallisie, a odgwizdano… faul na bramkarzu kilka sekund później. Jak to mówi młodzież: XD. Josema, rozochocony takim obrotem spraw, postanowił zrównać z ziemią dryblującego go Mazurka kilka chwil później, sędzia i tym razem nie chciał wyciągnąć kartki. Szybki telefon od kolegi do Podolskiego i mistrz świata mocno poturbował Pietuszewskiego, zgodnie z Waszymi przewidywaniami: obyło się bez kartki.

Kontrakt Maxa Moldera na trzy lata – Pan Kleks, pseudonim “Max Molder”, swoją aparycją przywodził na myśli żeglugę i morze, jednak Piast pod jego banderą szybko osiadł na mieliźnie. W 10 ligowych spotkań sympatyczny brodacz wykręcił spektakularny wynik 0,7 punkta na mecz. Zwolnienia trenerów w Ekstraklasie zdarzają się regularnie, jednak nie każdy klub zdecydowałby się na trzyletni kontrakt z trenerem bez doświadczenia na najwyższym poziomie rozgrywkowym w… jakimkolwiek kraju. Co by jednak o nim nie mówić: posiadania piłki w kilka miesięcy nazbierał tyle, do ilu inni trenerzy potrzebowaliby całego kontraktu!

Saga Papszunowa – tu nie ma co pisać, tu trzeba… no właśnie, co? Cała sytuacja była skrajnie głupia: „Chcieć to połowa sukcesu. Niewystarczająca 😉”, malowanie po muralu (tak jakby Papszun nie wyciągnął tego klubu z 2. ligi), sam trener mówiący na miesiąc przed przenosinami, że chce być trenerem innego klubu. Cała ta saga to był czeski film, którego nie dało się śledzić inaczej niż z popcornem w ręku. Koniec końców Marek Papszun dopiął swego i trafił do Legii. Czas pokaże, komu to wyszło na dobre.

Wątpliwej moralności anegdota pana Świerczewskiego – “Kiedy żyjesz ze swoją partnerką, kochasz ją i nagle słyszysz od niej, że w zasadzie to chce odejść do innego i że w zasadzie to jej szkolna miłość, ta pierwsza, to jesteś zszokowany” oraz “Ale gdy wiesz, że twoja sąsiadka się w tobie od dawna podkochuje i jest atrakcyjna, no to bierzesz od razu i się nie zastanawiasz”. Nie wiemy, jaki jest aktualny stan matrymonialny właściciela Rakowa Częstochowa, ale jeśli ma żonę, to mogłaby być ona co najmniej delikatnie niezadowolona z tego tekstu. Oczywiście w tym kontekście partnerką był Marek Papszun, a atrakcyjną sąsiadką Łukasz Tomczyk.

Transfer Radomiaka z City – Nie regulujcie odbiorników! To nie FM, to nowe standardy Ekstraklasy. Jako liga jesteśmy już na takim poziomie, że zawodnicy z Manchesteru odbijają się od naszych klubów. Taki los spotkał Josha Wilsona-Esbranda, bocznego obrońcę, tułającego się po wypożyczeniach od dwóch lat. 23-latek rozegrał w Radomiaku tylko 113 minut, zaliczając w tym czasie jedną asystę. Fakty jednak pozostają faktami, zawodnicy The Citizens są za słabi na Ekstraklasę.

Feio podbija Europę (Polska jest w Europie) – Goncalo Feio chciał, by Legia Warszawa byłą jego ostatnim klubem w Polsce. Może chodziło mu po prostu o to, by znaleźć się tam jeszcze tuż przed emeryturą? W każdym razie Feio na zachodzie przepracował dwa tygodnie i na tym się jego wojaże zakończyły. Skończył jesienią niedaleko swojego poprzedniego pracodawcy, dołączając do Radomiaka Radom.


Honorable mentions

Powołanie Kapustki – Zgodzimy się wszyscy, że trener Jan Urban mógłby samodzielnie prowadzić dobranockę i swoim sympatycznym sposobem bycia (oraz rzecz jasna umiejętnościami) odbudował całą atmosferę i grę reprezentacji. Pomysł na Kapustkę przy formie mutant Bartosza Nowaka czy Oskara Repki słusznie spotkał się z negatywnym odbiorem kibiców, szczególnie przy jego występach w tonącej Legii.

Odebranie opaski Lewandowskiemu – Nie wiemy, czy trzeba coś tutaj dodawać. Michał Probierz spalił wszystkie mosty i został na wyspie, wytykany przez wszystkich palcami. Publicznie żaden z piłkarzy nie wziął jego strony i to, wraz ze słabymi wynikami, przekreśliło jego karierę selekcjonerską.

Tymoteusz Puchacz – Sprawić, by Rafał Górak publicznie wyjawiał swoje rozczarowanie, wcale nie jest łatwo. Wybrał zaskakujący kierunek zamiast szansy na odbudowę w solidnie budowanej ekipie, a umówmy się: to nasz trener wyciągnął rękę do zawodnika z kontrowersyjną prasą.

Odsprzedaż koszulek okolicznościowych Lecha – Pazerność ludzka nie zna granic: klub zrobił coś fajnego dla fanatyków, a skończyło się na reaktywacji instytucji bazarku. “Mam 15 koszulek z przebitką 2000 złotych i co mi pan zrobi” – klub na szczęście wypuścił kolejną serię i nieco okiełznał sytuację.

Pogoda w Słowenii – Armagedon pogodowy mocno opóźnił świętowanie naszych piłkarek po finale, takiej ulewy chyba nikt się nie spodziewał po wcześniejszych upalnych dniach. 30 minut po zakończeniu spotkania spokojnie można było rozpocząć trening pływacki na bocznym boisku, a biegi do autokaru i samochodów to niezapomniane przeżycie wszystkich obecnych podczas finału. W takich warunkach udało się przeprowadzić ponad minutowy wywiad z Klaudią Słowińską!

Wybór (ale taki nie za szybki) szefa sędziów – Marcin Szulc oczywiście przez te 113 dni był uznawany za szefa, ale jednak nie było to spisane na papierze i brakowało przez to nieco autorytetu. Z każdej strony dochodziły głosy, że takie bezkrólewie wpływa na pracę sędziów, którzy i bez problemów organizacyjnych mają sporo na głowie.

Głosowanie na organizatora Mistrzostw Europy kobiet – Polska otrzymała zawrotne 0 głosów, widać postęp: przynajmniej byliśmy wśród opcji do wyboru.

Przewidywane zwolnienie Leszka Ojrzyńskiego – Słynący z zabijania futbolu i wydobywaniu cech wolicjonalnych trener dokonał czegoś wręcz niemożliwego. Spora rzesza fanów nawet nie przewidywała przecież jego dłuższego pobytu w Lubinie i przyjmowano jego rychłe zwolnienie za drugi pewnik obok podatków. Strażak Sam Ojrzyński zamienił się w Boba Budowniczego i po prostu zrobił w Zagłębiu to, czego nie potrafili zrobić poprzednicy – zbudował solidnego średniaka w oparciu o młodych Polaków.

Mecz Pogoni z Jagiellonią i Górnika z Termalicą – Dwa niesamowicie podobne mecze. Jedne ekipy (Pogoń z Górnikiem) przeważały, i biły nawet nie jedną ale całym stadem głów w ścianę z kartonu, który miał jednak absurdalnego fuksa. Drugie drużyny, wcielające się w rolę kartonowej ściany, swoje spotkania wygrały, przecząc absolutnie optycznemu przebiegowi meczu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Co poprawić przed Igrzyskami Śmierci?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Igrzyska Śmierci, jak określił rundę wiosenną trener Motoru Lubin, zbliżają się wielkimi krokami. Za niecałe 30 dni GieKSa będzie już po pierwszym spotkaniu ligowym i miejmy nadzieję, że będziemy do tego meczu bardzo dobrze przygotowani. Runda jesienna to jedna wielka sinusoida – od nieudanego początku, przez niezłe mecze w środku, dobrą końcówkę i słabiutkie wykończenie akcji w Częstochowie. A to wszystko przeplatane świetnymi występami w Pucharze Polski.

Liga na wiosnę nie wybaczy błędów, drużyny będą chciały unikać spadku i kto wie, czy nie będziemy świadkami jednego z najciekawszych pod względem dramaturgii sezonu w Ekstraklasie od wielu lat. W grze GieKSy było sporo do poprawy, a ja postanowiłem się pochylić nad tymi najważniejszymi i przygotowałem dla trenera Rafała Góraka małą ściągawkę.

Co do poprawy? 

OBRONA – błędów w obronie Ekstraklasa nie wybacza i przekonaliśmy się o tym wiele razy w tym sezonie. GieKSa pod koniec rundy odnalazła swój rytm, a kulminacją był występ przeciwko Pogoni Szczecin. Zagraliśmy wtedy kapitalnie w defensywie i jeśli chcemy myśleć o utrzymaniu, to takie spotkania muszą nam się zdarzać częściej. Potrzeba większego zgrania, automatyzmów i przede wszystkim wyczulenia na niechlujne zagrania przy rozegraniu piłki.

GALAN – z przyjemnością się patrzy na tego zawodnika i jego panowanie z piłką. Kolejny raz Hiszpan jest w czołówce wygranych pojedynków, ale…. nie mogę znieść jednego w grze Hiszpana. Borja stanowczo za dużo aktorzy na boisku – przewracanie się, machanie do sędziego, wieczne pretensje o nieodgwizdane faule. GieKSa to zespół, który słynął z waleczności, nie ma tu miejsca na udawanie i pretensje. Życzę sobie, byś na wiosnę stał się naszym kolejnym zakapiorem, który pokaże nam trochę hiszpańskiej magii na boisku. Nie chcę aktora na boisku, ale – zachowując proporcję – katowickiego Sergio Ramosa. Trenerze – czas troszkę odmienić Borję i jego styl gry.

STAŁE FRAGMENTY GRY – ze stałymi fragmentami gry GieKSa miała problem w tym sezonie. Nieco został on przykryty przez świetne strzały z rzutów wolnych Bartosza Nowaka oraz spotkanie z Arką, w którym funkcjonowały one znakomicie. Może jeszcze rzut rożny na Motorze przy golu Zrelaka wyszedł świetnie. Problem w tym, że ogólnie brakuje nam goli ze stałych fragmentów. Czasem wydaje mi się, że nasze rzuty wolne są za bardzo przekombinowane, a czasem zbyt proste do rozczytania (cała liga już wie, że będzie wrzutka na długi słupek, wyblok jednego z obrońców i próba zgrania w pole karne przez drugiego).

Jak już mamy rzut rożny, to niewiele z niego wynikało i zamiast kombinować z wystawieniem piłki na woleje z 16 metra, przydałaby się mocna centra w pole karne – wzorem niech będzie gol Radka Dejmka ze spotkania z Resovią w Rzeszowie (2:2). Trener Górak, Adi Błąd czy Arek Jędrych na pewno będą pamiętać tego gola.

Trener Górak u redaktora Ćwiąkały przywołał świetnie rozegrany stały fragment gry ze spotkania z Błękitnymi w II lidze. Wszystko tam super zagrało, ale jak popatrzymy na to na chłodno, to poziom skomplikowania tego wykonania rożnego był naprawdę duży. Czasem większa prostota, czasem popatrzenie na to, co było w przeszłości, może dać lepsze efekty. Sugeruję spojrzeć na rozegranie od gwizdka przez PSG i gol Mbappe czy też na rzut wolny Szwecji z MŚ w 1994 roku w spotkaniu z Rumunią i gol Brolina. Można również spojrzeć na rzut wolny Argentyny w spotkaniu z Anglią z 1998. To są po prostu klasyki, które powinniśmy spróbować skopiować w tak prostych sytuacjach. Apeluję o większą prostotę trenerze.

Brakuje również rzutów karnych, które mogłyby ustawić nam spotkanie. Statystycznie jesteśmy coraz bliżej, ale tak się składa, że na Arenie Katowice nie mieliśmy jeszcze ani jednego rzutu karnego, a i na wyjazdach jakby ich mniej ostatnio. Warto się temu przyjrzeć, dlaczego tych karnych mamy tak mało i co można z tym zrobić.

MNIEJ EKSPERYMENTÓW – runda wiosenna nie wybaczy eksperymentów. Musimy być przygotowani a zawodnicy wiedzieć, co mają robić. To nie będzie czas na to, by testować Grzegorza Rogalę na stoperze, nie będzie to również czas, by stawiać w ataku na Rosołka, rotacje w środku pola również mogą nam nie dać dużo dobrego. Przed trenerem ciężkie zadanie, by w te niecałe 30 dni przygotować zespół do tego, by wiedział, co ma robić na boisku, a jednocześnie dobrze reagować na to, co nieprzewidywalne.

TRANSFERY – tutaj już kamień do ogródka dyrektora sportowego. Rynek w oknie zimowym ciężki, ale GieKSa nie może zostać w tyle pod tym względem. Pokusa będzie pewnie duża, by dać zaufać ekipie, którą zmontowano latem, ale jeśli ja widzę jeszcze małe braki kadrowe, to tym bardziej powinni widzieć je dyrektor sportowy oraz sztab szkoleniowy. Liczę na wzmocnienia składu przed jedną z najważniejszych rund dla GieKSy. Liczę, że uda się wyłowić ciekawych zawodników, którzy będą wzmocnieniem.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Pucharowa klątwa trwa

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do galerii z Krynicy, gdzie GieKSa mierzyła się z Zagłębiem Sosnowiec w ramach Pucharu Polski. Niestety, kolejny raz odpadaliśmy w półfinale.  

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga