Dołącz do nas

Hokej Klub Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: GieKSa górą w meczu walki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

Z okazji 60-lecia Klubu zostały przygotowane okolicznościowe stroje.

W drużynach piłkarskich kobiecej i męskiej trwają przygotowania do startu rundy rewanżowej sezonu 2023/24. Ze względu na problemy żeńskiej drużyna Sparty Praga, planowany sparing na niedzielę, został odwołany. W minionym tygodniu piłkarze rozegrali spotkanie sparingowe z GKS-em Tychy, w którym przegrali 0:1 (0:0). W rozpoczętym tygodniu, w piątek (26.01) drużyna żeńska zmierzy się z zespołem Rekordu Bielsko-Biała, piłkarze z kolei rozegrają dwa test-mecze: z Kotwicą Kołobrzeg (24.01) i rezerwami Lecha Poznań (27.01). Do męskiej drużyny dołączył reprezentant Estonii Märten Kuusk.

W minionym tygodniu siatkarze rozegrali spotkanie ligowe z Projektem Warszawa, w którym przegrali 0:3. W tym tygodniu zespół rozegra dwa spotkania: w czwartek (25.01) wyjazdowe z drużyną Ślepsk Malow Suwałki oraz w niedzielę (28.01), domowe z Wartą Zawiercie. Początek spotkań odpowiednio o godzinie 21:00 i 17:30. Po siedemnastu rozegranych meczach nasz zespół zajmuje czternastą lokatę w tabeli z czternastoma punktami.

Mistrzowie Polski w hokeju na lodzie rozegrali dwa spotkania. Pierwsze w Satelicie z Energą Toruń, wygrany 4:3. W drugim hokeiści pokonali na wyjeździe Zagłębie Sosnowiec 3:1. W bieżącym tygodniu drużyna zmierzy się z Podhalem Nowy Targ (jutro, 23.01) oraz z GKS-em Tychy (w niedzielę, 28.01). Oba spotkania zostaną rozegrane w Katowicach i rozpoczną się odpowiednio o godzinie 18:30 i 17:00.

 

KLUB

katowickisport.pl – Wyjątkowe stroje GKS-u Katowice 

[…] Ważnym elementem obchodów 60-lecia GKS-u Katowice są okolicznościowe stroje, w których nasi sportowcy będą występować w całym jubileuszowym 2024 roku. Prezentujemy specjalne koszulki siatkarzy i hokeistów GKS-u Katowice, w którym zawodnicy wystąpią po raz pierwszy w piątek 19 stycznia – w domowym meczu PlusLigi z Projektem Warszawa (godz. 20:30) oraz w domowym meczu TAURON Hokej Ligi z KH Energą Toruń (godz. 18:30). Na koszulkach znalazł się oczywiście jubileuszowy znak GKS-u Katowice.

Wyjątkowe stroje hokeistów można już zakupić stacjonarnie w Oficjalnym Sklepie GKS-u Katowice znajdującym się na terenie Stadionu Miejskiego w Katowicach (ul. Bukowa 1A), a od piątku 19 stycznia także na sklep.gkskatowice.eu oraz przy okazji najbliższego meczu w „Satelicie”.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – GieKSa nie zagra z wicemistrzyniami Czech, sparing odwołany

W ramach zimowych przygotowań GKS Katowice miał rozegrać sparingowy mecz ze Spartą Praga. Dzisiaj mistrz Polski poinformował, że pojedynek ten nie dojdzie do skutku. Jest to związane z problemami czeskiej drużyny.

Do towarzyskiego starcia mistrzyń Polski i wicemistrzyń Czech miało dojść jutro, 21 stycznia w Pohořelicach. Dzisiaj jednak klub z Katowic poinformował, że spotkanie to zostało odwołane. Powodem są problemy kadrowe Sparty, w której przytrafiła się plaga kontuzji.

Zaledwie wczoraj aktualne wiceliderki ligi czeskiej grały towarzysko z niemieckim Wolfsburgiem i uległy Wilczycom aż 0:10. W meczu tym asystą przy ostatnim golu popisała się Ewa Pajor, o czym informowaliśmy TUTAJ (WIDEO).

W praskim zespole uznano, że rozgrywanie kolejnego sparingu przy dużych problemach kadrowych nie ma większego sensu i zdecydowano się na odwołanie potyczki z GieKSą.

[…] GKS Katowice ma już za sobą jeden zimowy mecz kontrolny. W minioną sobotę podopieczne Karoliny Koch zremisowały 0:0 z SMS-em Łódź. Następny sparing GieKSa rozegra w piątek, 26 stycznia na stadionie OS Kolejarz w Katowicach (godz. 16:30). Rywalem mistrzyń Polski będzie beniaminek Orlen Ekstraligi, Rekord Bielsko-Biała. To właśnie na tę ekipę trafiły katowiczanki w 1/8 finału Orlen Pucharu Polski. Pojedynek ten zaplanowano na 17 lutego.

Do ligowej rywalizacji GKS wróci natomiast w pierwszy weekend marca. Odbędą się wówczas wyjazdowe dla nich derby województwa śląskiego z Czarnymi Antrans Sosnowiec.

 

katowickisport.pl – GKS Katowice ma nowego piłkarza

Reprezentant Estonii dołączył do drużyny GKS-u Katowice.

Märten Kuusk trafił do GKS-u Katowice na zasadzie transferu definitywnego i związał się z Klubem kontraktem, który będzie obowiązywał do 30 czerwca 2025 roku z opcją przedłużenia.

27-letni obrońca pochodzi z Estonii i jest wychowankiem JK Kotkas Juunior. W swojej rodzimej lidze reprezentował JK Nõmme Kalju, Rakvere Tarvas oraz FC Flora Tallinn. W tym ostatnim klubie rozegrał 190 meczów, zdobywając cztery mistrzostwa Estonii, dwa Puchary Estonii, a także Superpuchar. FC Flora Tallinn to najbardziej utytułowany zespół w historii estońskiej piłki nożnej. W styczniu 2022 roku Märten Kuusk przeniósł się do grającego w najwyższej klasie rozgrywkowej węgierskiego Újpest FC. Do zespołu z Tallinna wrócił w styczniu 2023 roku na półroczne wypożyczenie. Rundę jesienną bieżącego sezonu spędził w Újpest FC.

Zawodnik regularnie występuje w reprezentacji Estonii, w której zadebiutował w styczniu 2019 roku. Dotąd rozegrał dla drużyny narodowej 29 meczów.

– Szukaliśmy zawodnika, który zwiększy rywalizację sportową w formacji defensywnej. W rundzie jesiennej bieżącego sezonu, w kilku fazach rozgrywek zmagaliśmy się z absencjami zawodników, spowodowanymi urazami oraz wykluczeniami za kartki. Wraz ze sztabem szkoleniowym zdefiniowaliśmy pozycję środkowego obrońcy, jako pozycję priorytetową do transferu zimą. Z wiadomych przyczyn, zimowe okna transferowe mają swoje uwarunkowania i specyfikę, stąd po licznych analizach rynku transferowego, podjęliśmy decyzję o transferze do Klubu Märtena Kuusk’a z Újpest FC. Märten jest reprezentantem Estonii, w piłce klubowej najwięcej sukcesów odnosił z Florą Tallinn, w której też rozegrał największą liczbę meczów. Zawodnik zbierał również cenne doświadczenie piłkarskie, grając w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów, Ligi Europy oraz Ligi Konferencji. Może występować na pozycji pół prawego i poł lewego środkowego obrońcy, co jest jego dodatkowym atutem. Po pozytywnym przejściu przedtransferowych badań medycznych oraz testów motorycznych, podpisaliśmy z zawodnikiem kontrakt – mówi Dawid Dubas, dyrektor sekcji piłki nożnej GKS-u Katowice.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Projekt zrobił swoje – trzy punkty faworyta

Spotkanie trzeciej drużyny PlusLigi z trzecią drużyną… od końca miało przebieg, który raczej łatwo można było przewidzieć. Projekt Warszawa nie miał większych problemów z pokonaniem GKS-u Katowice w trzech setach. Zatem przynajmniej do niedzieli warszawianie będą zasiadać na fotelu wicelidera.

Do wyjściowego składu warszawian powrócił Jan Firlej. Przyjezdni świetnie rozpoczęli ten pojedynek, gdyż po ataku z pipe`a Artura Szalpuka prowadzili 4:0. Miejscowi mieli spore problemy z kończeniem posyłanych do nich piłek, a w kontrataku skuteczni byli ich rywale. Po autowym uderzeniu Jakuba Jarosza przegrywali już sześcioma punktami, a gdy taki sam błąd popełnił Marcin Waliński – nawet siedmioma. Katowiczanie fatalnie pudłowali, byli blokowani lub bronieni, a po uderzeniach Kevina Tillie na tablicy wyników zrobiło się 16:7. Straty nieco zmalały, gdy Bartłomiej Bołądź dwukrotnie się pomylił, a Jarosz posłał asa serwisowego (11:16). Krótkotrwały zryw graczy Gieksy nie miał zbyt wielkiego wpływu na wynik. Warszawianie w pełni kontrolowali przebieg premierowej odsłony spotkania. Ponownie wyszli na siedmiopunktowe prowadzenie, ale po punktowej zagrywce Damiana Domagały było 17:21. Ostatecznie po wykorzystaniu przechodzącej piłki przez Jurija Semeniuka goście wygrali do 18.

Podobnie jak w pierwszej partii siatkarze Projektu zaczęli od prowadzenia 4:0. Po skończeniu krótkiej przez Andrzeja Wronę było nawet 6:0. Warszawianie dobrze zagrywali, a gospodarze w dalszym ciągu mieli problemy z kończeniem ataków. Po kolejnym dobrym serwisie Kevina Tillie dystans wzrósł do siedmiu ,,oczek”. Dopiero przy zagrywkach Lukasa Vasiny siatkarze GKS-u odrobili nieco straty, ale w dalszym ciągu ich gra daleka była od optymalnej. W pewnym momencie zbliżyli się na trzy ,,oczka”, ale ponownie nie potrafili tego utrzymać. Po zablokowaniu Jonasa Kvalena zrobiło się 9:15. Czas wzięty przez trenera Grzegorza Słabego na niewiele się zdał. Po powrocie na boisko kontrę skończył Wrona, a dodatkowo przyjezdni ustawili dwa bloki i losy tego seta należało uznać za rozstrzygnięte (9:18). Do końca jego trwania nic się nie zmieniło. Po ataku ze skrzydła Artura Szalpuka podopieczni Piotra Grabana prowadzili już w całym meczu 2:0.

Na boisku pozostał Damian Domagała, który zanotował bardzo dobre wejście w poprzednim secie. To właśnie on dał swojej drużynie prowadzenie 5:3, a kiedy Marcin Waliński dołożył asa serwisowego było 6:3. Przyjezdni nie pozwolili im jednak odskoczyć i szybko doprowadzili do wyrównania po zablokowaniu Lukasa Vasiny. Każda próba ucieczki katowiczan była natychmiastowo niwelowana. Zdecydowanie poprawili oni skuteczność w ataku, a przede wszystkim w polu serwisowym. Kolejne punktowe zagrywki Walińskiego oraz Bartłomieja Krulickiego sprawiły, że zrobiło się 16:13, ale trzy kolejne punkty zapisali na swoim koncie siatkarze Projektu. Końcówka zapowiadała się bardzo emocjonująco. W najważniejszym momencie siatkarze GKS-u jednak się zacięli. Po dwóch błędach w ataku już przegrywali. Dodatkowo nie przyjęli zagrywki Artura Szalpuka, a Damian Domagała został powstrzymany blokiem i na tablicy wyników było 19:22. W końcówce seta po stronie gości uaktywnił się blok i tym elementem zbudowali przewagę. Błąd serwisowy Jakuba Jarosza zakończył tą partię, a co za tym idzie cały mecz.

GKS Katowice – Projekt Warszawa 0:3 (18:25, 14:25, 21:25)

 

HOKEJ

hokej.net – GieKSa górą w meczu walki

Świetnym widowiskiem okazało się spotkanie pomiędzy GKS-em Katowice a KH Energą Toruń. Po niezwykle zaciętym pojedynku górą okazali się mistrzowie Polski, którzy pokonali „Stalowe Pierniki” 4:3. Bohaterem katowiczan został Mateusz Bepierszcz, który zdobył dwie bramki.

Na wysokich obrotach w piątkowe spotkanie weszli mistrzowie Polski, którzy już w pierwszej minucie za sprawą uderzenia Kacpra Maciasia sprawdzili gotowość Juliusa Pohjanoksy. Intensywne tempo gospodarzy już w 2. minucie zaprocentowało możliwością gry w przewadze. Jak po sznurku chodził krążek pomiędzy zawodnikami GieKSy, aż w końcu gubiąc toruńską defensywę trafił do Grzegorza Pasiuta. „Profesor” nie znalazł jednak miejsca, aby zmieścić krążek przy krótkim słupku, pieczętując jedynie obramowanie bramki Pohjanoksy.
Goście nie byli chętni do prowadzenia otwartej gry, trzeba im jednak przyznać, że dobrze pracowali w obronie, a kiedy już gościli w tercji rywala, nie przebierając w środkach szukali sobie sposobności, aby mocnymi strzałami zaskoczyć Johna Murraya. Ostatnie minuty pierwszej tercji to czas wzajemnych wykluczeń, skutkujący okresem gry 4/4. Gdy w 18. minucie na ławce kar zasiadł Atte Huhtela, grający w przewadze gospodarze zafundowali przejażdżkę rollercoasterem broniącym zawodnikom KH Energi, podkręcając tempo pracy krążkiem. Efektowna gra nie przyniosła jednak GieKSie bramki. Ostatnie słowo pierwszej tercji należało do podopiecznych Juhy Nurminena. Mirko Djumić wyprowadzając ekspresową kontrę zagrał do Daniły Larionovsa, który otworzył wynik spotkania.

Jeżeli gospodarze wyjechali na drugą tercję z mocnym postanowieniem odrobienia bramkowej straty, to już po 13. sekundach musieli swoje zapędy nieco ostudzić, bowiem na ławkę kar został oddelegowany Noah Delmas. Torunianom nie udało się wykorzystać okresu gry w przewadze do podwyższenia wyniku, a w 24. minucie stracili swoją zaliczkę z pierwszej odsłony gry. Mocno popracowała w forecheckingu czwarta formacja GieKSy. Przejmujący krążek Igor Smal nie zdołał zaskoczyć swoim strzałem Pohjanoksy, jednak wobec dobitki Mateusza Bepierszcza, toruński bramkarz nie miał już żadnych szans. W ciągu kolejnych minut większość wydarzeń skupiała się właśnie wokół bramki Juliusa Pohjanoksy, jednak fiński golkiper wychodził górą z tych pojedynków. W 31. minucie torunianie wygrali bulik w tercji GKS-u. Spod niebieskiej linii krążek wrzucił Jakub Gimiński, a jego lot zmienił Mikałaj Syty, czym zmylił interweniującego Murraya. Odpowiedź gospodarzy nadeszła już w 35. minucie. Sam Marklund otrzymał krążek zza bramką od Hampusa Olssona. Szwedzki napastnik postanowił wprowadzić go zza pleców Pohjanoksy, a następnie bez ostrzeżenie posłał uderzenie po lodzie, wyrównując stan spotkania.

W 42. minucie napięcie skoczyło między Hitosato a Jakubem Gimińskim. Między tą dwójką zawodników dochodziło do sporej ilości interakcji od samego początku spotkania i można było się spodziewać, że emocje w końcu wezmą górę. Sędziowie dwójkę zainteresowanych odesłali na dwuminutowe kary.

Dwie minuty później toruńska obrona, nie zdołała upilnować Bartosza Fraszki, który stanął twarzą w twarz z Juliusem Pohjanoksą, posyłając uderzenie, skrzydłowy GieKSy został zahaczony kijem, decyzja arbitrów mogła być tylko jedna: karny dla GKS-u. Sam poszkodowany chwilę później próbował cisnąć krążek między parkanami Pohjanoksy, jednak ten nie dał się zaskoczyć. Z każdą minuta spotkanie nabierało rumieńców. Katowiczanie wydawali się niezwykle zdeterminowani, aby zgarnąć pełną pulę i nawet kara nałożona na Mateusza Bepierszcza nie uniemożliwiła wykreowania im dogodnych sytuacji. W tej najlepszej po podaniu Bartosza Fraszki znalazł się Jakub Wanacki, na jego drodze do szczęścia stanął jednak świetnie dysponowany Pohjanoksa.

W 54. minucie raz jeszcze boks kar odwiedził Hitosato. Goście w przewadze wypracowali dogodną pozycję dla Mirko Djumicia, który uderzeniem z lewego bulika po raz trzeci wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. Ledwie 32sekundy trwała radość torunian z objętego prowadzenia, w 56. minucie Ryan Cook znalazł sposób aby pokonać Pohjanoksę. Wyrównująca bramka nie zaspokoiła apetytów mistrzów Polski, którzy ruszyli po kolejne trafienie.
W 57. minucie o soczyste wrzucenie krążka na bramkę pokusił się Aleksi Varttinen. To uderzenie przeciął Mateusz Bepierszcz, co nie pozwoliło w żaden sposób zareagować Pohjanoksie, który musiał kolejny raz szukać krążka we własnej siatce. Emocji nie zabrakło do samego końca. W 59. minucie Michalski i Gimiński zdaniem sędziów byli głównymi sprawcami kotłowaniny pod bramką Pohjanoksy i zostali obustronnie odesłani do odsiadywania kar. Na 45sekund przed końcem, torunianie mieli sporą sposobność, aby odwrócić losy spotkania. Na ławce kar obok Michalskiego zasiadł Varttinen,a trener Nurminen podjął ryzykowny manewr wycofania Pohjanoksy z bramki. Na nic to jednak się stało, trzy punkty tego wieczoru zostały w Katowicach.

 

GKS Katowice zwycięski w Sosnowcu

Hokeiści GKS-u Katowice pokonali w meczu 35. kolejki TAURON Hokej Ligi na wyjeździe Zagłębie Sosnowiec 3:1. O wyniku zdecydowała pierwsza tercja, w której goście zdobyli dwubramkowe prowadzenie, a głównym ojcem sukcesu był Ben Sokay, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców.

Od samego początku spotkania do wykonywania swoich zadań ofensywnych przystąpili przyjezdni. Już po kilku sekundach zadźwięczał słupek po strzale Shigekiego Hitosato. Goście szybko dopięli swego i w 3. minucie wyszli na prowadzenie za sprawą dobrego rajdu Bena Sokaya.
Podopieczni Piotra Sarnika byli dość mocno pogubieni w tej tercji i nie potrafili znaleźć skutecznej odpowiedzi, trafiając jedynie w słupek za sprawą Damiana Tyczyńskiego. Hokeiści GKS-u grali bardzo rozważnie w defensywie i nie pozwalali na zbyt wiele gospodarzom.
Podopieczni Jacka Płachty uderzyli po raz drugi w 18. minucie znów za sprawą Bena Sokaya, który skutecznie poprawił odbity strzał Kacpra Maciasia. Do końca pierwszej odsłony nie udało się już gospodarzom odpowiedzieć na to trafienie i na pierwszą przerwę zjeżdżaliśmy z dwubramkowym prowadzeniem gości.

Początek drugiej tercji nie przyniósł wielu zmian w obrazie gry, bo stroną dominującą nadal była ekipa GKS-u Katowice, jednak świetnie w bramce spisywał się Patrik Spěšný, który raz po raz ratował sosnowiczan przed stratą bramki.

Ta sytuacja zmieniła się w 32. minucie, gdy w końcu uderzyli gospodarze za sprawą Arkadiusza Karasińskiego, który trochę szczęśliwym rykoszetem zaskoczył Johna Murraya.
Bramka gospodarzy znacznie zmieniła obraz spotkania, oprócz pobudzenia trybun, pobudzili się również hokeiści Zagłębia, którzy raz za razem nacierali na bramkę rywali, jednak brakowało im trochę szczęścia lub precyzji by doprowadzić do wyrównania.

Kilka minut przed końcem drugiej odsłony przekonaliśmy się dlaczego spotkania między Zagłębiem a GKS-em są hokejowymi derbami. Po ogromnym zamieszaniu i bijatyce, na ławkach kar skończyło po trzech zawodników każdej z drużyn. Do końca drugiej odsłony wynik nie uległ już zmianie i przed ostatnią tercją mieliśmy wynik na styku, co zwiastowało ogromne emocje przed ostatnią tercją.

Na początku ostatniej odsłony sosnowiczanie zamiast ruszyć na rywali, zaczęli łapać kary, które skutecznie uniemożliwiały im nawiązania skutecznej walki. Co gorsza dla sosnowiczan, goście z Katowic uderzyli ponownie.
Tym razem bramkę zdobył Noah Delmas, który precyzyjnym strzałem z niebieskiej zaskoczył Patrika Spěšnego. Do końca spotkania gospodarze starali się znaleźć sposób na pokonanie Johna Murraya, ale katowicka defensywa i golkiper spisywali się bardzo dobrze.
W końcówce podopieczni Piotra Sarnika starali się zdobyć bramkę kontaktową grając bez bramkarza, jednak i ten manewr nie przyniósł spodziewanego rezultatu, co oznaczało, że trzy punkty jadą do Katowic, a w Sosnowcu muszą przełknąć gorycz porażki z liderem rozgrywek THL.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Marsz ku marzeniom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.

Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.

Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.

Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.

GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.

Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.

Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.

I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.

GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.

Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.

Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.

No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.

Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.

I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.

Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.

Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.

Niepojęte. Twierdza od samego startu.

Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.

W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.

Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.

Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.

Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.

Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.

Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.

A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga