Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: GieKSa pozostaje na zwycięskim szlaku!
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Mistrzynie Polski mają przerwę w rozgrywkach ze względu na mecze reprezentacji Polski. Najbliższe spotkanie drużyna rozegra w Katowicach z APLG Gdańsk, czwartego listopada o godzinie 12:45. Bezpośrednią transmisję z tego meczu będzie można zobaczyć na kanale TVP Sport. Piłkarze przegrali kolejne spotkanie ligowe, tym razem z Polonią Warszawa 0:2. Prasówkę po tym spotkaniu możecie przeczytać TUTAJ. W najbliższą niedzielę (piątego listopada) o godzinie 15:00 zespół rozpocznie kolejne spotkanie ligowe, na wyjeździe ze Stalą Rzeszów.
Siatkarze po dwóch ligowych przegranych 0:3 (z Treflem i w ubiegłym tygodniu z Projektem) dzisiaj podejmą w hali w Szopienicach Ślepsk Malow Suwałki. Spotkanie rozpocznie się o 17:30, transmisję przeprowadzi kanał Polsat Sport. W rozpoczętym tygodniu drużyna zmierzy się jeszcze z Wartą Zawiercie (w niedzielę, piątego listopada od godziny 17:30).
W ubiegłym tygodniu zespół hokeistów rozegrał dwa spotkania, z Ciarko Sanok oraz z Energą Toruń. W obu spotkaniach wygrała GieKSa, odpowiednio 5:2 i 3:2. W tym tygodniu drużyna rozegra jedno spotkanie, w piątek (trzeciego listopada) z Zagłębiem w Sosnowcu. Nasz zespół przewodzi w ligowej tabeli, do tej pory nie zaznał goryczy porażki.
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.com – Sytuacja GieKSy nie jest katastrofalna!
Prezes GKS-u Katowice Krzysztof Nowak przekonuje, że drużyna poradzi sobie z kryzysem.
Po zremisowanym meczu z Górnikiem Łęczna trener Rafał Górak pojawił się na konferencji prasowej w nieco lepszym humorze niż po poprzednich spotkaniach, w których GKS nie wygrywał. Remis został wywalczony przez katowiczan, którzy odrobili straty, co z pewnością ucieszyło sztab szkoleniowy. Opiekun GieKSy stwierdził, że chciałby widzieć tak grający zespół w każdym kolejnym spotkaniu, bo to przyniesie w końcu upragnioną wygraną. Tak duży powiew optymizmu oczywiście był nieco przytłumiony przez wynik, jednak widać było w trenerze Góraku ulgę. Zapytaliśmy prezesa klubu Krzysztofa Nowaka, czy on również podziela odczucia trenera po niedzielnym meczu, który koniec końców był szóstym spotkaniem bez zwycięstwa w lidze dla GKS-u.
– Czuję ten powiew optymizmu. Przegraliśmy cztery mecze (w tym pucharowy z Górnikiem Zabrze – red.) z różnych przyczyn. Mało kto analizuje to w taki sposób, że mieliśmy sporo żółtych, czerwonych kartek. Chodziło o podstawowych zawodników. Mieliśmy też kontuzje, więc w zasadzie rozsypała nam się cała linia obrony – powiedział sternik katowickiego klubu.
– Nie zwraca się na to uwagi, że Górnik nie przegrał żadnego meczu, że to my byliśmy drużyną przeważającą i zdobyliśmy bramkę wyrównującą. Do końca chcieliśmy ten mecz wygrać, bo trener Górak stawiał na zawodników ofensywnych. Nasza klubowa ocena rozmija się trochę z oceną kibiców, którzy chcieliby, żeby GKS wygrywał każdy mecz. Przypomnę tylko, że przed sezonem postawiłem cel, aby drużyna znalazła się w strefie barażowej, a w barażach można dokonać wszystkiego. Na teraz mamy 4 punkty straty do tego miejsca.
Z jednej strony 4 punkty straty to niewiele, z drugiej natomiast GKS rozbudził nadzieje kibiców na awans po bardzo udanym początku rozgrywek. Nagły spadek formy spowodował, że fani zespołu z Bukowej zaczęli myśleć o tym, czy nie powinno dojść do zmiany trenera. Rafał Górak na swoim stanowisku jest od 2019 roku i kibice w mediach społecznościowych zaczęli głośno zastanawiać się nad tym, czy nie przyszedł już moment na zmiany.
– Ja biorę pod uwagę wszystkie opinie. Jednak to ja zostałem powołany na funkcję prezesa przez Radę Nadzorczą z polecenia pana prezydenta Marcina Krupy. To ja odpowiadam przede wszystkim za sytuację finansową spółki. Żeby zmieniać trenera, żeby zmieniać sztab szkoleniowy, trzeba mieć plan „B”, plan „C” i tak dalej. Na tę chwilę nie uważam, że trzeba dokonywać jakichkolwiek drastycznych zmian. Jeżeli jakiekolwiek tego typu zmiany mają być podjęte, to musi się to stać tylko i wyłącznie po bardzo dogłębnej analizie i w momencie, gdy będziemy w katastrofalnej sytuacji, w której nie jesteśmy – zaznaczył Krzysztof Nowak.
– Oczywiście rozumiem kibiców, rozumiem ich oczekiwania, bo 20at czekają na ekstraklasę l. Jednak powiem jedno – nie przychodziłem z AZS-u AWF-u Katowice (tam Krzysztof Nowak był dyrektorem przez 12 lat – red.), z klubu, z którym odnieśliśmy międzynarodowe sukcesy, włącznie z medalami olimpijskimi, do GKS-u po to, żeby trwać. Problem jest jednak bardziej złożony, wielowarstwowy. Problem nie leży w potencjalnej zmianie trenera – zakończył prezes GKS-u Katowice, który oficjalnie od sierpnia znajduje się na tym stanowisku. Wcześniej, od lutego 2023 roku, pełnił funkcję wiceprezesa.
To oznacza, że na wielkie zmiany przy Bukowej na razie się nie zapowiada. Polityka powściągliwości często przynosi bardzo korzystne skutki. Niejednokrotnie zauważamy, że polskim klubom, niezależnie od poziomu rozgrywkowego, na jakim grają, brakuje cierpliwości wobec trenerów. Po spotkaniu w Łęcznej znów widać, że GieKSa zmierza w dobrym kierunku. Z pewnością potrzebuje zwycięstwa, żeby odblokować się i zakończyć rok 2023 w dobrych nastrojach. Czy uda się to osiągnąć w najbliższy piątek? Na Bukową przyjedzie beniaminek z Warszawy. Polonia nie radzi sobie najgorzej. Jednak z pewnością jest zespołem, z którym katowiczanie muszą wygrać, jeśli marzą o awansie do ekstraklasy.
– Drużyna jest mocno zmotywowana, jest wkurzona na siebie za to, że w Łęcznej się nie udało. Wchodzimy powoli w kolejną fazę rozgrywek, jestem optymistą i myślę, że ta drużyna wyjdzie z kryzysu – zapewnił Krzysztof Nowak.
SIATKÓWKA
siatka.org – Pewna wygrana Projektu z GKS-em Katowice
Siatkarze Projektu Warszawa zapisali na swoim koncie drugie zwycięstwo w sezonie. W meczu 2. kolejki PlusLigi podejmowali przed własną publicznością GKS Katowice. Stołeczni nie dali przyjezdnym większych szans. Podopieczni Piotra Grabana dość pewnie wygrali spotkanie w trzech setach. Najwięcej emocji dostarczyła ostatnia partia spotkania, która rozstrzygnęła się dopiero po grze na przewagi.
Spotkanie zaczęło się od wyrównanej gry punkt za punkt. Przełamanie nastąpiło dopiero po błędzie przełożenia ręki po stronie GKS-u (7:9). Przewaga gospodarzy zaraz się powiększyła, gdyż wśród nich asem serwisowym popisał się Bartłomiej Bołądź. Nie na długo, gdyż katowiczanie dobrze pograli blokiem (10:11). W ataku musiał więc popracować Artur Szalpuk, aby Projekt znów miał cenne trzy oczka z przodu. Jego rywale nie odpuszczali i zbliżyli się po raz kolejny, gdy udaną akcję zanotował na swoim koncie Damian Domagała (13:14). Cały czas to jednak gospodarze utrzymywali się na prowadzeniu i w okolicach końcówki byli bliżej wygranej po nieudanej próbie przebicia piłki na drugą stronę przyjezdnych (14:18). Szczególnie, że kolejnego asa w tej partii dołożył Bołądź. Obyło się zatem bez niespodzianek w końcówce i to Projekt Warszawa triumfował po pewnym ataku Bołądzia (25:18).
Blokiem otworzyli warszawianie partię numer dwa. Po ataku Bołądzia to więc oni znaleźli się jako pierwsi na dwupunktowym prowadzeniu (6:4). Dobrze popracował jednak Lukas Vasina, co w połączeniu z punktową zagrywką Domagały sprawiło, że tym razem to GKS miał dwa oczka z przodu. Nie cieszył się nimi długo, gdyż błąd popełnił Marcin Waliński (12:12). Przez pewien czas trwała wyrównana walka, ale w okolicach końcówki gospodarze popracowali blokiem, dzięki czemu znaleźli się bliżej kolejnej wygranej (19:17). Kontynuowali dobrą grę w tym elemencie, co powiększyło ich przewagę o dodatkowe oczko. Poszli więc za ciosem i znów cieszyli się ze zwycięstwa, o którym zdecydował atak Szalpuka z drugiej linii (25:22).
Od dwupunktowego prowadzenia Projektu zaczęła się kolejna odsłona. Duży udział miał w tym as w wykonaniu Jurija Semeniuka. Do tego doszły skuteczne ataki gospodarzy, po których ich przewaga wzrosła w szybkim tempie do czterech oczek (5:1). Szczególnie, że katowiczanie nie pomagali sobie, popełniając błędy własne. Dzięki Vasinie zdołali się na chwilę zbliżyć do rywali, ale po ataku Szalpuka Projekt znów miał bezpieczną sytuację (12:7). W kontrataku musiał więc popracować Domagała, aby jego zespół zdołał zmniejszyć dystans. Po asie Walińskiego wynosił on zaledwie jeden punkt (13:14). Było to jednak zbyt mało, aby ekipa z Katowic przejęła prowadzenie. W jednej z kolejnych akcji wdarło się bowiem do jej gry nieporozumienie, a do tego Projekt „poczęstował” ją blokiem (18:14). Nie był to jednak koniec emocji, gdyż w aut posłał piłkę Bołądź, przez co drużyny dzieliło tylko oczko. W decydującym momencie asa dołożył Domagała, wobec czego konieczna okazała się gra na przewagi. Mimo tego katowiczanie nie odwrócili losów spotkania i musieli pogodzić się ze swoją porażką po autowym ataku Domagały (24:26).
Projekt Warszawa – GKS Katowice 3:0 (25:18, 25:22, 26:24)
sportdziennik.com – Siła wodospadu
Fragmenty dobrej gry to stanowczo za mało, by zdobyć seta z tak renomowanym rywalem.
Siatkarze Projektu Warszawa po wygranej w Rzeszowie na własnym parkiecie pokazali wszystkie swoje walory i dość pewnie wygrali z GKS-em Katowice 3:0. Wszystkie walory były po stronie gospodarzy, którzy atakowali z całą mocą i nie mieli, zwłaszcza w pierwszych dwóch odsłonach, problemów z wypracowanie przewagi. Siatkarzom GKS-u Katowice trudno było odmówić ambicji i wieloma fragmentami nawiązywali wyrównaną grę. W ostatniej odsłonie nawet doprowadzili do gry na przewagi, ale to było stanowczo za mało, by myśleć o urwaniu seta.
Siatkarze GKS-u Katowice doskonale zdawali sobie sprawę ze skali trudności jakie ich czeka w stolicy. Zespół Projektu rozpoczął sezon z wysokiego „C” i wygrał w Rzeszowie. Teraz też uchodził za faworyta, a tymczasem „GieKSiarze” wcale nie zamierzali oddawać pola. Od początku pierwszego seta do stanu 14:13 trwała zacięta walka i gra toczyła się punkt za punkt. W końcu jednak siła ofensywna gospodarzy wzięła górę. Bartłomiej Bołądź i Artur Szalpuk byli niezwykle skuteczni, a na dodatek ten pierwszy był niezwykle groźny w polu serwisowym. Gospodarze w tym elemencie popełnili trzy błędy, ale zaliczyli trzy asy serwisowe. Natomiast goście mieli cztery pomyłki i ani jednego punktu. Gospodarze objęli prowadzenie 18:14 najpierw trzymali tę przewagę, a potem ją tylko powiększyli.
A w kolejnej odsłonie scenariusz się powtórzył znów trwała twarda walka. Dwa skuteczne blok i jeden skuteczny atak sprawił, że gospodarze objęli prowadzenie 21:18 i już go nie oddali do samego końca. Zespół z Katowic wzmocnił nieco siłę zagrywki (jeden as przy pięciu błędach), ale to było stanowczo za mało na tak dobrze dysponowanych gospodarzy.
Po dwóch wygranych odsłon siatkarze Projektu nabrali pewności siebie i z jeszcze większą mocą rozpoczęli. Prowadzili już 7:2 i 13:8, ale goście nie dawali za wygraną i zbliżyli się na punkt (14:13). Wystarczyło chwila słabości i gospodarze prowadzili 18:14. Jednak wszystko się skończyło grą na przewagi, bo Damian Domagała dwoma udanymi atakami doprowadził do remisu 24:24. Jednak ostatnie słowo należało do gospodarzy. Niemniej goście zaprezentowali się znacznie lepiej niż w inauguracyjnym meczu na własnym parkiecie z Treflem Gdańsk.
HOKEJ
hokej.net – Trwa zła passa STS-u. 15. z rzędu zwycięstwo GieKSy!
Dziewiątej porażki z rzędu doznali hokeiści Marmy Ciarko STS Sanok. W piątkowy wieczór ulegli mistrzom Polski z Katowic 2:5, a nie najlepiej w bramce gospodarzy zaprezentował się Kristian Tamminen. Dla GieKSy, która jest niepokonana w tym sezonie to 15. zwycięstwo z rzędu.
Po urazach i chorobach do składu drużyny gospodarzy wrócił Lauri Huhdanpää, Mark Viitanen i Sami Tamminen. W ekipie gości zabrakło Grzegorza Pasiuta, Bartosza Fraszko oraz Maciej Kruczka.
Pierwsza akcja w meczu mogła się zakończyć golem dla gospodarzy, lecz Krzysztof Bukowski nie zdołał dobić krążka, który stanął przed Michałem Kielerem. Katowicki bramkarz zdołał położyć się na krążek zanim sanoczanin go trącił w kierunku bramki. W 4. minucie katowiczanie objęli prowadzenie. Strzał Ryana Cooka odbił Kristian Tamminen, lecz dobitka Joony Monto była już skuteczna.
W 15. minucie sanoczanie powinni wyrównać gdy Christian Lindberg wyłożył gumę Konradowi Filipkowi, lecz ten w doskonałej sytuacji nie zdołał pokonać Kielera. Dobitka Alexa Binnera, również padła łupem katowickiego bramkarza.
Na trzy sekundy przed syreną kończącą pierwszą tercję aktualni mistrzowie Polski podwyższyli wynik. Kontrę 3 na 2 wykończył strzałem nad parkanem Sam Marklund.
Na początku drugiej odsłony sanoczanie ponownie powinni zdobyć gola, ale fatalna skuteczność Samiego Tamminena, ponownie dała o sobie znać. W osłabieniu gumę w kontrze 2 na 1 wyłożył mu Mark Viitanen, ale kapitan sanoczan nie może się przełamać kolejny mecz.
Trzeci gol padł w 33 minucie gdy Joona Monto idealnym podanie podczas gry w przewadze obsłużył Santeriego Koponona. Fiński defensor był niepilnowany i mimo wyciągnięcia się jak długi Kristiana Tamminena, bez problemu skierował gumę do bramki.
Dopiero w 35. minucie gola zdobyli gospodarze podczas okresu gry w podwójnej przewadze. Strzał Christiana Lindberga z pierwszego krążka z okolicy bulika wylądował w bramce Michała Kielera.
Czwarty gol dla katowiczan padł na początku trzeciej tercji. Ben Sokay najpierw próbował z jednej strony słupka, następnie z drugiej zdołał zdobyć gola od zakrystii. Kristian Tamminen nie zdołał przypilnować swojego słupka i zostawił lukę co wykorzystał kanadyjski napastnik. 31 sekund później dystans do dwóch goli zmniejszył Lauri Huhdanpää, który trafił w okienko po tym jak gumę mu wyłożył Saku Kivinen po zabraniu jej Cookowi pod bandą.
Wynik ustalił Joona Monto, który w 55 minucie idealnie przymierzył i mocnym strzałem po krótkim rogu z bulika pokonał sanockiego bramkarza.
GKS pozostaje na zwycięskim szlaku. 16. zwycięstwo mistrzów Polski!
GKS Katowice pokonał przed własną publicznością KH Energe Toruń 3:2. Dla gospodarzy było to 16. z rzędu ligowe zwycięstwo w obecnym sezonie. Bohaterem GieKSy został Hampus Olsson, który zdobył dwie bramki w niedzielnym spotkaniu.
W niedzielnym spotkaniu do głosu pierwsi doszli mistrzowie Polski. Drużyna Jacka Płachty dawała popis szybkiego rozegrania krążka, czując się bardzo swobodnie w tercji gości. Nadążenie za forsowanym przez GieKSe tempem było sporym wyzwaniem dla defensywy torunian, czego efektem były wykluczenia nałożone w 6. minucie na Jakuba Gimińskiego oraz w 7. minucie na Eryka Schafera. Pomimo ponad trzyminutowej gry w osłabieniu, drużyna Juhy Nurminena zdołała obronić dostęp do własnej bramki. Walnie przyczynił się do tego swoją dobrą postawą w bramce Mateusz Studziński. Przewaga GKS-u Katowice narastała z każdą sekundą, a większość wydarzeń skupiała się w tercji gości. Wbrew wydarzeniom na lodzie, w 11. minucie trzeci atak „Stalowych Pierników” wyprowadził trójkową akcję. Walkę o krążek na bandzie wygrał Kamil Kalinowski, który do spółki z Patrykiem Kogutem i Michałem Kalinowskim zdołał rozpracować obronę gospodarzy. Inicjator kontry otrzymał świetne podanie i nie miał większych problemów, aby pokonać Johna Murraya. Po zdobytej bramce torunianie nabrali dużo większej pewności siebie, szukając swoich szans w ofensywie. W 18. minucie świetnie w kontrze pograli ze sobą Issakka, Monto oraz Varttinen, jednak przy wykończeniu akcji fińskie trio pokusiło się o jedno podanie za dużo. W 19. minucie krążek po bandzie za bramkę zagrał Jakub Wanacki. Do gumy dopadł Ben Sokay, który indywidualnie wyprowadził grę, a następnie precyzyjnym podaniem obsłużył Hampusa Olssona, który wyrównał stan rywalizacji.
Od obrony osłabienia zmuszeni byli rozpocząć drugą tercję torunianie, bowiem 11 sekund przed końcem pierwszej odsłony spotkania, karą mniejszą został ukarany Szymon Maćkowski. Goście zdołali jednak kolejny raz postawić się sile ofensywnej mistrzów Polski i wybronić kolejną grę w osłabieniu. Swoją dobrą dyspozycję podkreślał Ben Sokay, który pozostawał niezwykle aktywny, szukając kolejnych sposobów na przełamanie toruńskiej defensywy. W 29. minucie katowiczanie w odstępie 30 sekund złapali dwa wykluczenia, za sprawą przewinień Mateusza Bepierszcza oraz Olli Iisakki. Drużyna Juhy Nurminena nie miała większych trudności w zamknięciu broniącej katowickiej trójki. „Stalowe Pierniki” oddały serię strzałów w kierunku katowickiej bramki, jednak albo były to uderzenia niecelne, albo takie z którymi nie miał większych problemów John Murray. W 32. minucie Kacper Maciaś wrzucił krążek spod niebieskiej linii na toruńską bramkę. Tor lotu strzału przeciął zasłaniający golkipera gości Hampus Olsson. Mający ograniczoną widoczność Mateusz Studziński próbował interweniować, jednak ostatecznie po kontakcie z bramkarzem gości krążek wpadł do bramki.
W 43. przewinienie Kamila Kalinowskiego zostało przez arbitrów spotkania wycenione na dwuminutową karę. Kolejny okres gry w przewadze w dzisiejszym spotkaniu nie przyniósł i tym razem bramek. Odpowiednio w 48. i 49. minucie GKS Katowice, kolejny raz wyciągnął rękę do próbujących odrobić straty torunian, łapiąc wykluczenia skutkujące ponad półminutową grą w podwójnym osłabieniu. „Stalowe Pierniki” podtrzymały jednak serię niewykorzystanych przewag i przed wyrównaniem formacji na lodzie nie zdołały wyrównać wyniku spotkania. W 55. minucie Jakub Wanacki wyprowadzał kolejny atak mistrzów Polski. Gdy wydawało się, że akcja straciła na swoim tempie i inicjatywa zostanie przejęta przez defensywę gości, to do krążka doszedł Igor Smal, który podwyższył prowadzenie GieKSy. Trzecie trafienie gospodarzy nie oznaczało jednak końca emocji. W 58. minucie drużynie Juhy Nurminena udało się zamknąć gospodarzy we własnej tercji. Goście próbowali strzałów i pracy na bramkarzu, doszło do zamieszania w którym najlepiej odnalazł się Michał Kalinowski, zdobywając kontaktową bramkę. Niespełna pół minuty po zdobyciu bramki na ławkę kar zawędrował Noah Delmas. Trener Nurminen próbował podwoić przewagę, poprzez wycofanie z bramki Mateusza Studzińskiego, jednak jego podopieczni nie zdołali już odwrócić losów spotkania i musieli uznać wyższość mistrzów Polski, którzy mogli celebrować szesnaste ligowe zwycięstwo w obecnym sezonie!
Felietony Piłka nożna
Trudność w podejściu do średniawki
Aaaa qrwa jego mać…
To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.
Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.
Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.
O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.
Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.
Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.
Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.
Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.
Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.
Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.
Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.
Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.
Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.
Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.
Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.
Galeria Kibice Piłka nożna
Kibicowskie święto w Kielcach
Zapraszamy do galerii z Kielc, gdzie GieKSa podzieliła się punktami z Koroną. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek.
Piłka nożna
Górak: Nie będę przesadzał z ubolewaniem
Po meczu Korona Kielce – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Jacek Zieliński i Rafał Górak. Poniżej prezentujemy główne opinie szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Przyjmujemy i szanujemy tę zdobycz punktową – jednopunktową. Wydaje mi się, że nie byliśmy dzisiaj najlepszą wersją siebie, na pewno mogliśmy grać lepiej, szczególnie w działaniach, gdy mieliśmy piłkę. Trochę to szwankowało i z tego może troszkę jestem niezadowolony. Jednak z samego przebiegu meczu, gdzie uważam, że remis jest sprawiedliwy, nie będę zbytnio przesadzał z ubolewaniem nad tym punktem. Bo to jest trudny teren i nikomu się łatwo tutaj nie gra. Był pełny stadion i to też chyba fajne dla kibiców, bo ci ludzie dzisiaj dużo dawali, widać dużo walki i zaangażowania. Były momenty lepsze i gorsze zarówno w jednej, jak i drugiej drużynie, dlatego uważam, że jest okej. Cieszę się również, że drużyna jako całość zdaje egzamin, w takim momencie, bo dzisiaj przyjechaliśmy bez sześciu ważnych zawodników. Ta głębia kadry, chciałem to podkreślić, daje radę i zawodnicy, którzy grali mniej wchodzą i realizują swoje zadania. Remis przyjmuję ze zrozumieniem, uważam, że jest to wynik zasłużony.
Jacek Zieliński (trener Korony Kielce):
Nie wiem jak ocenić ten mecz i ten punkt, czy on jest zdobyty czy są dwa stracone. Ale jak się goni wynik i ma się punkt w końcówce, to jest to w miarę zdobycz. Natomiast liczyliśmy na więcej, trochę inaczej miała wyglądać pierwsza połowa, oddaliśmy za dużo przestrzeni przy stałych fragmentach. Wiedząc, że GKS jest w tym groźny, to najbardziej boli, jak się traci taką bramkę. No nic, w piątek kolejny mecz u siebie i tu już nie będzie półśrodków, tu po prostu trzeba wygrywać.


Najnowsze komentarze