Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Jubileuszowy mecz GieKSy na Arenie Katowice?
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Po przerwie reprezentacyjnej piłkarki rozegrały kolejne spotkanie ligowe ze Śląskiem Wrocław. UKOchane wygrały 3:0 (1:0). Następny mecz zespół rozegra 19 kwietnia o 11:45 w Katowicach z APLG Gdańsk. Klub przedłużył umowę z Anitą Turkiewicz. Piłkarze pokonali na Arenie Katowice Puszczę Niepołomice 3:1 (0:1). Prasówkę po tym meczu możecie przeczytać TUTAJ. Rozegranie kolejnego meczu ligowego zaplanowano na sobotę 19 kwietnia o 14:45 – GieKSa zmierzy się na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław. Radny Krzysztof Pieczyński złożył interpelację ws rozegrania jubileuszowego meczu z okazji debiutu piłkarzy w dawnej I lidze w 1965 roku.
W sekcji siatkarskiej trwają ruchy kadrowe. Klub poinformował o przedłużeniu umowy z Piotrem Fenoszyn oraz Damianem Domagała.
Hokeiści po zakończeniu sezonu THL i zdobyciu srebrnych medali zostali zaproszeni przez Prezydenta Katowice Marcina Krupę na uroczyste śniadanie. W rozmowie z Dziennikiem Zachodnim Prezydent Katowic stwierdził, że są analizowane możliwości rozbudowy Satelity. W mediach trwa podsumowanie sezonu.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Zwycięstwo GieKSy we Wrocławiu
Na inaugurację 17. kolejki Orlen Ekstraligi GKS Katowice pokonał na wyjeździe Śląsk Wrocław. Dubletem popisała się Anita Turkiewicz, a jedną bramkę dołożyła Klaudia Maciążka.
Mecz Śląska Wrocław z GKS-em Katowice był debiutem Przemysława Piekielnego w roli szkoleniowca wrocławianek. Na start trafiło mu się zadanie wręcz piekielnie trudne – zatrzymać rozpędzoną katowicką lokomotywę, pewnie zmierzającą po mistrzostwo kraju. Sprawy nie ułatwiała sytuacja kadrowa – z powodu urazów zabrakło aż czterech podstawowych zawodniczek: Eweliny Piórkowskiej, Aleksandry Dudziak, Kingi Wyrwas i Magdaleny Półrolniczak.
GKS Katowice prowadził grę, cierpliwie budując ataki pozycyjne, ale nie miał łatwego zadania – Śląsk skupił się na niskim pressingu, momentami ustawiając się w pięcioosobowej linii obrony. W 12. minucie Kinga Kozak znalazła się w dogodnej sytuacji bramkowej, jednak nie trafiła w bramkę. Tuż przed przerwą Katowiczanki wyszły na prowadzenie za sprawą Anity Turkiewicz.
W drugiej części meczu Katowiczanki kontynuowały ofensywę i szukały okazji na podwyższenie prowadzenia. Świetnie dysponowana była golkiperka Śląska, Hanna Wieczerzak. W 63. minucie Klaudia Maciążka stanęła przed doskonałą sytuacją na 2:0 – Klaudia Słowińska dograła w pole karne, jednak bramkarka zespołu z Wrocławia sparowała uderzenie Maciążki na rzut rożny. Cztery minuty później próba Maciążki okazała się już skuteczna – asystę przy jej trafieniu zanotowała Jagoda Cyraniak, która zapodała precyzyjną wrzutkę w pole karne. Zespół Karoliny Koch poszedł za ciosem i w 84. minucie było już 3:0 – Katarzyna Nowak zagrała wprost na głowę Anity Turkiewicz, a ta skompletowała dublet.
Po 17. seriach gier GKS Katowice ma komplet punktów.
Anita Turkiewicz na dłużej w Gieksie
Anita Turkiewicz pozostanie w GKSie Katowice na kolejne lata. Kapitanka katowickiego zespołu podpisała umowę obowiązującą do sezonu 2026/27 z opcją przedłużenia.
Anita Turkiewicz rozpoczęła karierę w Piaście Żmigród. W 2013 roku przeniosła się do AZSu Wrocław, w barwach którego zadebiutowała na poziomie Ekstraligi. W kolejnych latach występowała w UKSie SMS Łódź i nieistniejącym już AZSie PWSZ Wałbrzych. Od sierpnia 2020 roku broni barw GKSu Katowice, a od tego sezonu pełni funkcję kapitanki katowickiego zespołu.
Turkiewicz rozegrała łącznie 231 meczów w Ekstralidze, w których zdobyła 27 bramek. Ma na swoim koncie mistrzostwo i puchar Polski z GKSem Katowice.
wkatowicach.eu – Jubileuszowy mecz GKS-u Katowice na Arenie Katowice? Radny Krzysztof Pieczyński złożył interpelację
W tym roku piłkarski GKS Katowice będzie obchodził kolejny piękny jubileusz. Mija bowiem 60 lat od debiutu klubu w Ekstraklasie. Rozegrano wtedy mecz GKS Katowice – Górnik Zabrze. Radny Krzysztof Pieczyński złożył interpelację do prezydenta Katowic, by poparto inicjatywę, żeby w tym roku zorganizować jubileuszowy mecz na Arenie Katowice z tej okazji.
Za nami pierwszy mecz na Arenie Katowice. GKS Katowice walczył z Górnikiem Zabrze i wygrał 2:1. To było piękne otwarcie nowego obiektu sportowego w Katowicach, które zgromadziło wielu mieszkańców i kibiców. Niedługo szykuje się jubileusz 60-lecia ważnego spotkania. 8 sierpnia 1965 roku GKS Katowice zadebiutował w najwyższej piłkarskiej lidze naszego kraju. Rozegrał wtedy w roli gospodarza mecz na Stadionie Śląskim, a rywalem GieKSy był Górnik Zabrze. Nasi piłkarze przegrali wtedy 2:3 z ówczesnym Mistrzem Polski.
Radny Krzysztof Pieczyński przypomina, że w tym roku minie równe 60 lat od tego wydarzenia i złożył interpelację do prezydenta Katowic, Marcina Krupy, o zorganizowanie jubileuszowego meczu na Arenie Katowice.
Powoli opadają emocje po meczu GKS-u Katowice z Górnikiem Zabrze, który otworzył nowy stadion w Katowicach przy ul. Nowej Bukowej. Tego dnia wielu mieszkańców naszego miasta (i nie tylko) nie zapomni na długo i tym samym chciałbym pogratulować zarówno realizacji obiektu jak i organizacji tego wydarzenia! Wiadomo również, że na Arenie planowane jest kolejne uroczyste wydarzenie związane z nadaniem stadionowi imienia Jana Furtoka i również w tym wypadku pragnę pogratulować inicjatywy, zapowiedzianej przez Pana Prezydenta już w dniu odejścia legendy GieKSy. Jednocześnie chciałbym wystąpić z prośbą i zarazem propozycją organizacji jeszcze jednego ważnego wydarzenia na Arenie Katowice, związanego z jubileuszem klubu – czytamy w interpelacji do prezydenta Katowic napisanej przez radnego Krzysztofa Pieczyńskiego
Jak podkreśla radny, w tym roku 8 sierpnia przypada w piątek i będzie to dzień inaugurujący 4. kolejkę rozgrywek PKO BP Ekstraklasy w sezonie 2025/2026. Jak wskazuje, istnieje więc możliwość rozegrania w tym dniu domowego ligowego spotkania z tym samym rywalem co w historycznym meczu rozegranym 60 lat temu. Aby tak się stało, klub musi wystąpić o to do Ekstraklasy SA. Radny prosi więc prezydenta o udzielenie wsparcia dla tej inicjatywy.
Myślę, że tak symboliczny mecz, w tak symbolicznym dniu byłby znakomitym uczczeniem tego pięknego jubileuszu Górniczego Klubu Sportowego Katowice. W związku z powyższym zwracam się z prośbą o poparcie tego pomysłu i wsparcie klubu w organizacji kolejnego wielkiego wydarzenia na pięknej Arenie Katowice – dodaje radny Pieczyński.
SIATKÓWKA
siatka.org – GKS Katowice stawia na doświadczenie. Trzecie ogniwo zostaje
Ten sezon nie był udany dla GKS-u Katowice, który po dziewięciu latach pożegnał się z PlusLigą. Teraz zespół czekają spore roszady, ale niektórzy zawodnicy postanowili zostać w jego szeregach. Klub poinformował o przedłużeniu współpracy z Piotrem Fenoszynem.
Jasnym było, że po spadku z PlusLigi drużyna z Katowic będzie musiała przejść rewolucję. Tak się dzieje zawsze w przypadku drużyn, które zmieniają swoje położenie ligowe i nie dotknęło to także GKS-u. Do tej pory klub pożegnał już siedmiu siatkarzy: Bartosz Mariański, Łukasz Usowicz, Alexander Berger, Joshua Tuaniga, Bartosz Gomułka, Aymen Bouguerra i Jewgienij Kisiluk.
Kto więc zasili szeregi pierwszoligowca? Póki co władze klubu przekazują informacje o transferach, które mają dać im stabilizację i doświadczenie nabyte w PlusLidze. Ze strony GKS-u Katowice to już trzecia wiadomość o przedłużeniu kontraktu. Wcześniej taką decyzję podjęto w sprawie Bartłomieja Krulickiego, który występuje na pozycji środkowego oraz Krzysztofa Gibka – 32-letniego przyjmującego.
Rozgrywający z rocznika 1996 w GiEKSie spędził już dwa sezony. Do klubu przyszedł z pierwszej ligi, gdzie spędził kilka lat w AZS AGH Kraków i KPS Siedlce. Katowicka formacja była więc dla niego szansą na debiut w PlusLidze.
Piotr Fenoszyn posiada więc spore doświadczenie w rozgrywkach pierwszoligowych, a dla GKS-u poniekąd będzie to „nowa” sytuacja – po dziewięciu sezonach w ekstraklasie rzeczywistość będzie trochę inna. – Piotr od dwóch sezonów jest z nami i doskonale wywiązuje się z powierzonej sobie roli. Dla nas było oczywiste, aby tę współpracę kontynuować. Nie bez znaczenia jest także fakt, iż Piotr zna bardzo dobrze uwarunkowania pierwszoligowe, a doświadczenie na tym polu może być kluczowe w nadchodzącym sezonie – przyznał dyrektor klubu, Jakub Bochenek.
Dla rozgrywającego będzie więc to trzeci sezon z rzędu w GKS-ie. Do tej pory przez dwa lata rozegrał 44 spotkania. W pierwszym sezonie grał więcej, ale nie był pierwszym wyborem trenera. Również tegoroczną kampanię spędził w roli „tego drugiego”, bowiem był wsparciem dla Joshuy Tuanigi.
polsatsport.pl – Chcą szybko wrócić do PlusLigi! Siatkarski mistrz świata może im w tym pomóc
Po spadku z PlusLigi GKS Katowice szykuje skład na przyszły sezon. Poznaliśmy nazwisko kolejnego siatkarza, który zostanie w klubie – jest nim Damian Domagała. 26-letni atakujący, mistrz świata juniorów z 2017 roku, występuje w katowickim klubie od 2021 roku.
Damian Domagała (rocznik 1996) był zawodnikiem pamiętnej drużyny reprezentacji Polski, która w latach 2015–17 wygrała kolejno ME i MŚ kadetów oraz ME i MŚ juniorów. Z akademicką kadrą sięgnął również po srebro Uniwersjady 2019.
Atakujący reprezentował barwy klubów KS Wifama Łódź, SMS PZPS Spała, Tonno Callipo Vibo Valentia (2017–19), Cuprum Lubin (2019–20), Asseco Resovia (2020–21). W 2021 roku trafił do GKS Katowice, rozegra więc w tym klubie już piąty sezon z rzędu.
W PlusLidze grał dotychczas przez sześć sezonów. Zadebiutował w barwach Cuprum Lubin w sezonie 2019/20. Rozegrał 156 meczó, w których wywalczył 685 punktów. W minionym sezonie wystąpił w 30 spotkaniach ligowych, w których zdobył łącznie 121 punktów.
– Damian Domagała jest już z nami od kilku lat. Przez ten czas rozegrał wiele spotkań w naszych barwach, dojrzał jako zawodnik i stał się bardzo ważną częścią naszego zespołu. Wierzymy, że z Damianem w składzie jesteśmy w stanie powrócić w szybkim tempie do najwyższej klasy rozgrywkowej – powiedział dyrektor siatkarskiej sekcji GKS Jakub Bochenek.
GKS Katowice ogłosił wcześniej rozstanie z siedmioma zawodnikami ze składu z sezonu 2024/25. Z klubem pożegnali się: rozgrywający Joshua Tuaniga, atakujący Bartosz Gomułka, przyjmujący Alexander Berger, Aymen Bouguerra i Jewhenij Kisiliuk, środkowy Łukasz Usowicz oraz libero Bartosz Mariański.
Trenerem zespołu w przyszłym sezonie będzie Emil Siewiorek, który pełni tę rolę od listopada 2024 roku. W Katowicach zostanie doświadczony środkowy Bartłomiej Krulicki. Umowę z klubem przedłużył również przyjmujący Krzysztof Gibek. Kolejnym siatkarzem, który nadal będzie grał dla GKS jest rozgrywający Piotr Fenoszyn.
HOKEJ
hokej.net – Płachta zapewnił kibiców po finale. „Chcemy z tego wyjść mocniejsi na przyszły sezon”
Ostatnie sukcesu GKS-u Katowice mają twarz Jacka Płachty. 55-letni szkoleniowiec już czwarty rok z rzędu doprowadził GieKSe do finału fazy play-off. Choć tytuł mistrzowski padł łupem GKS-u Tychy, trener katowiczan nie krył słów uznania dla całego środowiska skupionego wokół hokeja w Katowicach. – Musi być dumni z tego co mamy. Jeszcze raz chciałbym podziękować kibicom, całej drużynie, ekipie – przyznał trener wicemistrzów Polski.
Niesamowitą wolą walki w finałowej rywalizacji wykazali się hokeiści GKS-u Katowice. Podopieczni Jacka Płachty zdołali odwrócić losy finałowej rywalizacji i ze stanu 1:3 dla rywali, doprowadzić do siódmego spotkania. W tym meczu lepsi okazali się jednak zawodnicy GKS-u Tychy i to oni ostatecznie sięgnęli po tytuł mistrzowski. Jak ten zwrot w finałowej batalii ocenił trener GieKSy?
– Powrót z 1:3 nie ma teraz najmniejszego znaczenia. Walczyliśmy w tej serii jak równy z równym. Na pewno jest w nas niedosyt, jak to zawsze po porażce, gdy się przegrywa siódmy mecz. Jest więc zatem niedosyt, jednak taki jest niekiedy sport. Walczyliśmy, podziękowania dla całej drużyny, dla wszystkich. Dla kibiców, którzy nas wspierali fantastycznie. Niestety, zeszliśmy z lodu jako przegrani. Chcemy wyciągnąć z tego pozytywne rzeczy i jeszcze mocniejsi wyjść z tej porażki na przyszły rok – zapewnił 55-latek.
Dla GKS-u Katowice rozgrywki sezonu 2024/2025 przyniosły wiele wyzwań. Przez cały sezon zasadniczy wicemistrzowie Polski toczyli bój o wywalczenie jak najwyższej lokaty w tabeli. Ponadto katowiczanie kolejny rok z rzędu reprezentowali polski hokej na europejskich salonach, biorąc udział w rozgrywkach Pucharu Kontynentalnego. To właśnie trofeum za zajęcie trzeciej lokaty w tych rozgrywkach stanie w klubowej gablocie obok pucharu za wicemistrzostwo Polski 2025. Czy trener ekipy ze stolicy województwa śląskiego pokusił się o ocenę świeżo zakończonego sezonu?
– Nie był to łatwy sezon dla nas. Walczyliśmy o dobrą pozycję w tabeli. Podczas turnieju w Aalborgu, staraliśmy się jak najlepiej wypaść na arenie międzynarodowej. Ciężko na gorąco ocenić cały sezon. Myślę, że zawodnicy dali z siebie wszystko, byliśmy blisko ale niestety musimy podjąć głowy i myśleć o kolejnym sezonie. Wiemy, że jest ciężko na gorąco, po przegranym finale. Jednak gdyby ktoś nam powiedział przed sezonem, że będziemy grać w siódmym meczu w finale, to wzięlibyśmy to w ciemno. Jednak będąc na drugim miejscu, jesteś na pierwszym przegranym. Musi być dumni z tego co mamy. Jeszcze raz chciałbym podziękować kibicom, całej drużynie, ekipie. Widzimy się w przyszłym sezonie – zakończył swoją wypowiedź trener Jacek Płachta
Najlepszy strzelec GieKSy docenił kibiców. „Są najlepsi w lidze”
GKS Katowice zakończył sezon na drugim miejscu. Podopieczni Jacka Płachty przegrali po siedmiu meczach rywalizację w finale play-off z GKS-em Tychy, ale jedną z najjaśniejszych postaci katowickiego zespołu był Jean Dupuy. Kanadyjczyk z 10 trafieniami został najlepszym strzelcem najważniejszej części rozgrywek.
Finał play-off to była prawdziwa wojna, która zakończyła się dopiero po siódmej bitwie. Ta padła łupem tyszan, którzy na własnym lodzie 4:2. Obie bramki dla GieKSy zdobył właśnie Kanadyjczyk
– Oczywiście, że chciałbym wygrać. Play-offy pokazały nasz charakter, rozwijaliśmy się jako zespół. Wróciliśmy ze stanu 1:3 do gry i walczyliśmy w siódmym meczu. W takim momencie nikt nie chce zdobyć srebra – zaznaczył 30-letni skrzydłowy.
I dodał: – Myślę, że w naszej drużynie są naprawdę dobrzy zawodnicy i jestem z nich dumny. Każdy wykonywał tu swoją pracę. Przychodził rano i chciał być najlepszy. Znaliśmy przeszkody, z którymi się mierzyliśmy, zwłaszcza te w finale.
Jean Dupuy docenił też wsparcie fanów, którzy byli z zespołem na dobre i na złe. Byli obecni też na rozgrywkach Pucharu Kontynentalnego zarówno w Aalborgu, jak i w Cardiff.
– Nasi fani są najlepsi. Dziękujemy im za wsparcie podczas turnieju w Danii, za każdy mecz wyjazdowy i za wszystkie wiadomości. Dziękujemy za ciepłe słowa podczas finału i za wsparcie przez cały okres play-offów. To najlepsi kibice w lidze i jesteśmy z was bardzo dumni –podkreślił Kanadyjczyk.
dziennikzachodni.pl – Pożegnanie sezonu w Satelicie. Kibice GKS Katowice gorąco podziękowali hokeistom za wicemistrzostwo Polski
We wtorek 8 kwietnia w Satelicie odbyło się oficjalne pożegnanie sezonu przez hokeistów i kibiców GKS Katowice. Na lodowisko przybyło ponad tysiąc fanów GieKSy, którzy gorąco podziękowali drużynie trenera Jacka Płachty za wielkie emocje, których dostarczyli im w zakończonych właśnie rozgrywkach Tauron Hokej Ligi.
Hokeiści GKS Katowice w zakończonych 7 kwietnia ligowych rozgrywkach wywalczyli srebrny medal dzielnie walcząc w finale Tauron Hokej Ligi i ulegając zespołowi z Tychów dopiero po siedmiu meczach. Podopieczni trenera Jacka Płachty dostarczyli w tym sezonie kibicom mnóstwa emocji i obronili srebrne krążki wywalczone w poprzednich rozgrywkach.
Fani GieKSy docenili to, że ich drużyna po raz czwarty z rzędu zagrała w finale mistrzostw Polski i na odbywającym się we wtorek 8 kwietnia pożegnaniu sezonu w Satelicie stawili się bardzo licznie. Trybuny lodowiska wypełniły się kibicami jak podczas ligowych spotkań, a atmosfera była bardzo gorąca.
Hokeiści oraz członkowie sztabu szkoleniowego byli indywidualnie wywoływani na lód, a ich wyjściu na taflę towarzyszyła efektowna oprawa świetlno-muzycznej. Zespół zaprezentował fanom puchar za tytuł wicemistrza Polski, a ci głośnymi śpiewami dziękowali zawodnikom za wiele wzruszeń i wspaniałych momentów.
Po zakończeniu części oficjalnej był czas na wspólne zdjęcia kibiców z zawodnikami oraz rozmowy i zebranie autografów graczy drużyny trenera Płachty. Hokeiści nie ukrywali wzruszenia tak gorącym przyjęciem przez ponad tysiąc fanów, którzy przyszli do Satelity.
Wcześniej na lodzie w małej hali Spodka swoje mecze rozegrali podopieczni Akademii „Młoda GieKSa” trenujący w tym klubie hokej na lodzie oraz wystąpiły młode łyżwiarki UKŁ Spin Katowice prezentując swoje popisowe programy.
Prezydent Katowic jest dumny z hokeistów GKS Katowice. Dostarczyli kibicom mnóstwo radości
W środę 8 kwietnia prezydent Katowic Marcin Krupa spotkał się z hokeistami GKS Katowice na uroczystym śniadaniu. Władze miasta dziękowały drużynie trenera Jacka Płachty za wywalczenie wicemistrzostwa Polski i za to, że dostarczyli kibicom mnóstwo radości.
Prezydent Katowic Marcin Krupa spotkał się z hokeistami GKS Katowice w restauracji „27th Floor” na ostatnim piętrze Altusa. Władze miasta na uroczystym śniadaniu dziękowały drużynie trenera Jacka Płachty za wywalczenie wicemistrzostwa Polski.
– Jestem dumny z tego co dokonaliście w tym sezonie. Dostarczyliście kibicom mnóstwo radości i za to w imieniu swoim oraz mieszkańców miasta bardzo serdecznie wam dziękuję. W finale nie byliście faworytem, ale dwa kolejne zwycięstwa rozbudziły nasze nadzieje. Zabrakło trochę szczęścia, ale będziemy walczyć dalej i jestem przekonany, że katowiccy hokeiści będą święcić kolejne triumfy – powiedział Marcin Krupa, prezydent Katowic.
Spotkania prezydenta Katowic z hokeistami GKS po zakończeniu sezonu stały się w ostatnich latach tradycją, bo katowiczanie wystąpili w czterech ostatnich finałach mistrzostw Polski.
– Co roku spotykamy się w najwyżej położonej restauracji w Katowicach, bo też nasza drużyna w ostatnich latach utrzymuje się w lidze hokeja u samej góry. Trudno jest się dostać na szczyt, ale każdy może mieć swoje pięć minut. Dużo trudniej jest na tej górze zostać na dłużej, a my w ostatnich latach jesteśmy cały czas u góry – stwierdził Jacek Płachta, trener GKS Katowice.
Katowiczanie w tym sezonie obronili srebrny medal Tauron Hokej Ligi, a finałową rywalizację przegrali dopiero po siódmym meczu.
– W imieniu swoim i drużyny mogę tylko podziękować za warunki jakie mamy w Katowicach. To, że GKS po raz czwarty z rzędu zagrał w finale mistrzostw Polski jest także zasługą wsparcia jakie hokejowi udzielają władze Katowic – powiedział Grzegorz Pasiut, kapitan drużyny GKS.
Prezes GKS Katowice Krzysztof Nowak dziękował miastu za stabilne budowanie hokeja, a drużynie za cały miniony sezon, w którym nie tylko zdobyła wicemistrzostwo Polski, ale pokazała się także w Europie awansując do turnieju finałowego Pucharu Kontynentalnego.
– Byliście w tym sezonie coraz lepsi i rozbudziliście wielkie nadzieje. Skończyliście sezon na drugim miejscu i po finale nie byliście w najlepszych humorach, ale mam nadzieję, że w miarę upływu czasu na waszych twarzach pojawi się uśmiech, bo kolejny medal jest wielkim sukcesem GKS. Katowiccy kibice kochają hokej oraz hokeistów GKS, czego dowód mieliśmy na wczorajszym pożegnaniu sezonu w Satelicie, i coraz częściej pytają o nową halę lodową w mieście – stwierdził Krzysztof Nowak, prezes katowickiego klubu.
Prezydent Katowic zastanawia się nad powiększeniem lodowiska w Spodku. Analizowane są różne koncepcje rozbudowy Satelity
Prezydent Katowic doskonale zdaje sobie sprawę, że Satelita jest za mała dla kibiców. Podczas śniadania z hokeistami GKS Katowice, które odbyło się po zdobyciu przez nich wicemistrzostwa Polski, Marcin Krupa zdradził, że poważnie zastanawia się nad powiększeniem lodowiska i analizowane są różne koncepcje rozbudowy małej hali Spodka.
Po zakończonym właśnie sezonie, a zwłaszcza meczach o złoto w śląskim finale z GKS Tychy, nikt nie ma chyba wątpliwości, że lodowisko w Katowicach jest za małe jak na skalę zainteresowania hokejem w stolicy regionu, a kibice coraz głośniej domagają się większego obiektu.
Lodowisko w Spodku ma pewien potencjał i zastanawiamy się nad jego powiększeniem oraz rozbudową Satelity tak, by mogła pomieścić na trybunach więcej osób. To jednak tylko półśrodek, bo docelowo w mieście powinien powstać nowy obiekt lodowy. Chcemy o tym rozmawiać z Ministerstwem Sporu i Turystyki pokazując potencjał nie tylko Katowic, ale i miast ościennych oraz liczbę tafli lodowych pod dachem w naszym regionie. U nas w mieście mamy trzy kryte lodowiska, są nowe hale w Sosnowcu i Bytomiu, jest obiekt w Tychach. Naprawdę możemy stać się prawdziwym centrum sportów lodowych w Polsce. Potencjał jest ogromny i brakuje tylko kropki nad „i” w postaci dużego lodowiska, które byłoby przeznaczone nie tylko do hokeja, ale także łyżwiarstwa figurowego, które wraca do łask i coraz więcej osób go uprawia, co pokazały chociażby niedawne mistrzostwa na Jantorze. Mam nadzieję, że wspólnymi siłami uda nam się do tego doprowadzić, a jeżeli nie przekonamy do tego ministerstwa to będziemy się zastanawiać jak to rozwiązać własnymi siłami.
Na czym ta ewentualna rozbudowa lodowiska w Spodku miałaby polegać?
Analizujemy w tej chwili różnie rozwiązania. Pierwszym elementem, który już mamy za sobą, było dostosowanie tego obiektu do najnowszych wymogów przeciwpożarowych i związanych z bezpieczeństwem oraz uzyskanie wszystkich pozwoleń na grę. Ja cały czas myślę o północnej części lodowiska od strony parkingu, którą ewentualnie można by wykorzystać na budowę dodatkowej trybuny za bramką. Kolejną analizowaną możliwości, o ile umożliwi nam to jeden z organów, jest podniesienie dachu Satelity i dobudowy kolejnego piętra trybun czy balkonu z następnymi miejscami dla kibiców. To jednak jest tylko wizja, która będzie analizowana zarówno pod względem możliwości technicznych jak i prawnych. Cały czas chcemy jednak pracować nad budową nowego obiektu, bo coraz więcej osób, chce chodzić na mecze hokejowej GieKSy.
O koncepcji Narodowego Centrum Sportów Lodowych, które mogłoby powstać w Katowicach, mówi się już od paru lat.
To ma być obiekt wielofunkcyjny, w którym po pierwsze znalazłoby się lodowisko z dużą widownią służące do organizacji meczów hokejowych i dużych imprez w innych dyscyplinach lodowych, a po drugie mniejsza tafla, która mogłaby służyć do trenowania łyżwiarstwa figurowego, curlingu czy short-tracku.
Marzy się panu w Katowicach taka hala jak mogąca pomieścić ponad 5 tys. kibiców Werk Arena w Trzyńcu, na której swoje mecze rozgrywa zespół Ocelari będący w dwóch poprzednich sezonach hokejowym mistrzem Czech?
Oczywiście, że mi się marzy, bo obiekt jest przepiękny nie tylko z dużą widownią, ale także lożami VIP i skyboxami oraz nowoczesnym zapleczem. Problem w tym, że hala w Trzyńcu została wybudowana za prywatne pieniądze, a u nas takich prywatnych inwestorów nie ma.
Hokeiści GKS Katowice znów dostarczyli kibicom mnóstwa emocji awansując do finału mistrzostw Polski, który pan oglądał. Skończyło się na srebrnym medalu. Tylko czy aż srebrnym?
Patrząc na to jak grał GKS w tym sezonie to można było powiedzieć, że dobrze będzie jak w ogóle staną na podium. Tymczasem walczyliśmy z GKS Tychy jak równy z równym o mistrzostwo Polski. W sporcie tak jest, że o wyniku decydują nie tylko umiejętności i determinacja zawodników, ale także szczęście i nam tego szczęścia w ostatnim spotkaniu finałowym w Tychach, zwłaszcza w II tercji, zabrakło. Nie można jednak mówić, że wicemistrzostwo Polski jest porażką. To wielki sukces całej drużyny, a także powód do radości dla kibiców i duma dla miasta, bo nawet jak się ktoś nie interesuje hokejem, ale usłyszy, że GKS Katowice po raz kolejny został wicemistrzem kraju to powie, że super, że znów zdobyli srebro.
Czy sukces katowickich hokeistów znajdzie odzwierciedlenie w premii dla nich z miasta?
Zawodnicy mają w kontraktach zapisane różne bonusy, ale ja w to nie wnikam, bo to rola prezesa klubu i jego rozmów z trenerem kto ma dostać premię i jaką. Na tę chwilę nie było takiego wniosku z klubu, więc miasto nie planuje przekazywać specjalnej premii dla drużyny, ale nie wykluczam, że jeżeli będą takie możliwości to wspólnie się wszyscy o to postaramy i podziękujemy hokeistom za udany sezon.
Piłka nożna Wywiady
Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji
Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.
Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?
Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.
A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.
Może, może (śmiech). Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.
Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje.
Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.
Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?
Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.
Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?
Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.
To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?
Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.
A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?
Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.
W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?
Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.
Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.
Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.
Biło serce, jak sprawdzali spalonego?
Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.
Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?
Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.
Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?
Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.
Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.
Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.
Felietony Piłka nożna
Realizacja piłkarskich mitów
Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”…
Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.
Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.
GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.
Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.
Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…
No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.
Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.
Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.
Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.
Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.
Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.
Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.
Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.
Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.
Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.
Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.
A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.
Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: damy radę nawet bez prądu
W niedzielne popołudnie GKS Katowice wybiegnie na boisko w Radomiu, gdzie uskrzydleni czwartkowym zwycięstwem gospodarze będą chcieli podtrzymać zwycięską passę. O nadziejach związanych zarówno z najbliższym meczem, jak i dalszą częścią sezonu, najmocniejszych punktach „Zielonych”, trenerze Feio i pozasportowych „przygodach” w meczach z Arką i Koroną porozmawialiśmy z Bartłomiejem Jędrzejczakiem z futbolowarebelia.com i podgolebnikiem.pl
W ostatnich dniach my emocjonowaliśmy się Pucharem Polski. Radomiak już jakiś czas temu pożegnał się z tymi rozgrywkami, mimo to jak oceniasz rozstrzygnięcia, do których doszło na boisku i w czasie losowania półfinałów?
Radomiak odpadł z Pucharu już w pierwszej rundzie, z tego powodu szybko przestałem się interesować tymi rozgrywkami. Dla was półfinał to na pewno duża rzecz. Wylosowano ciekawe pary, bo Zawisza będzie się mierzył z Górnikiem, a wy zagracie małe derby województwa w Częstochowie. Dla niezaangażowanych kibiców ciekawostką jest obecność na tym etapie 3-ligowca, choć tutaj Górnik jest zdecydowanym faworytem. Z kolei GKS jest niewygodnym rywalem dla Rakowa, więc ta rywalizacja będzie ciekawsza. Gdybym miał typować, to postawiłbym na śląski finał Górnika z GKS-em.
Wracając jednak do Ekstraklasy, w tym sezonie można powiedzieć, że nie ma środka tabeli – albo bijesz się o puchary, albo „walczysz o spadek”. W której grupie jest dziś Radomiak?
Przed każdym sezonem naszym podstawowym celem jest jak najszybsze zapewnienie sobie utrzymania. Znamy swoje miejsce w szeregu i wiemy, że nie jesteśmy ligowym krezusem pod względem finansów. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia – jeśli w miarę regularnie punktujesz, to w pewnym momencie pojawia się chęć gry o coś więcej. Z drugiej strony liga się wyrównała i na przestrzeni 2-3 spotkań położenie zespołu może się radykalnie zmienić – będąc w czołówce nagle można zamieszać się w grę o utrzymanie. To utrzymanie Radomiaka jest więc celem minimum, a wszystko ponad będzie dodatkowym bonusem. Patrząc na ambicje włodarzy klubu i trenera Feio, a także indywidualną jakość sportową zawodników, mam nadzieję na szybkie utrzymanie, a wykorzystując sytuację w lidze możemy się zakręcić w okolicach strefy pucharowej. To jest takie ciche marzenie – moje, ale i pewnie każdego sympatyka Zielonych.
W ostatnim czasie w Radomiu tych punktów jednak brakowało, bo przez cztery kolejki nie potrafiliście wygrać. Przełamanie nastąpiło po nadrobieniu zaległości z Arką. Gdybyśmy tylko na jej tle mieli oceniać potencjał naszych zespołów, to w niedzielę bylibyście zdecydowanym faworytem.
W czwartek zadecydował bardzo dobry początek – prowadzenie 2:0 po ośmiu minutach ustawiło przebieg meczu pod dyktando Radomiaka. Z kolei Arka kreowała więcej po przerwie i w pewnym momencie wydawało się, że może wrócić do meczu, jednak dobra postawa Filipa Majchrowicza, który zrehabilitował się za błędy w poprzednich meczach, pozwoliła nam utrzymać, a następnie podwyższyć prowadzenie. Arka zdobyła wprawdzie bramkę kontaktową, a w pewnym momencie potrójna interwencja naszego bramkarza do spółki z Jankiem Grzesikiem uchroniła nas od straty drugiego gola. Gdyby ten padł, to moim zdaniem Radomiak by nie wygrał. Na szczęście dla nas gol Romário Baró z rzutu wolnego ostatecznie rozstrzygnął mecz na naszą korzyść.
Jesienią przed meczem z GieKSą do pełni formy wracał Capita Capemba – lider zespołu, strzelec jednego z goli w ostatnim meczu z Arką. W niedzielę zabraknie go z innego powodu: na ostatniej prostej jest jego transfer za ocean. Jaki będzie Radomiak bez niego?
Capita jest dla Radomiaka bardzo ważną postacią i jakość całego zespołu z nim w składzie idzie zdecydowanie do góry. Trzeba jednak mieć świadomość, że jego odejście było planowane od dłuższego czasu, więc nie jesteśmy tym ruchem zaskoczeni. Elves Baldé i Salifou Soumah to jego naturalni następcy, choć tego pierwszego w niedzielę zabraknie z powodu zawieszenia po wydarzeniach po meczu z Koroną Kielce. Szkoda, bo dał się wam już poznać jesienią zdobywając pierwszego gola. O Soumahu wiemy niewiele – dołączył do nas już po starcie rundy i czekamy, co pokaże na boisku. Wracając jednak do Capity uważam, że Ekstraklasa sporo traci na odejściu takich zawodników jak on. Mimo że liga rośnie, powstają piękne stadiony i coraz lepiej prezentujemy się w pucharach, to jeszcze nie jesteśmy w stanie konkurować z silniejszymi klubami o wyróżniających się zawodników. Oglądać Capitę na boisku było czystą przyjemnością, ale mam nadzieję, że uda się sprawnie i bezboleśnie zapełnić lukę po nim.
Wspomniałeś o meczu z Koroną zakończonym skandalem, który przełożył się m.in. na karę Baldé, ale i zawieszenie Gonçalo Feio na pięć meczów. Jak twoimi oczami wyglądały tamte wydarzenia?
Wiele negatywnych okoliczności nałożyło się na siebie przy okazji tego nieszczęsnego meczu z Koroną. Po pierwsze, błąd Filipa Majchrowicza przy rozegraniu piłki dał bramkę gościom, kolejny błąd przy stałym fragmencie gry i drugie trafienie. Z kolei Radomiak mimo mnóstwa sytuacji nie był w stanie zdobyć gola – albo zawodziła skuteczność, albo na wysokości zadania stawał Dziekoński. Słaba postawa sportowa Radomiaka przełożyła się na frustrację, zarówno na murawie, jak i na trybunach. Doszło do skandalicznych incydentów, które nie mają prawa dziać się na żadnym stadionie. Atmosfera była nerwowa, bo wiemy jakie stosunki panują między kibicami Korony i Radomiaka. Temperaturę dodatkowo podniosła decyzja Komisji Ligi o niewpuszczeniu kibiców gości. Atmosfera od początku była nerwowa, a porażka na własnym stadionie nie ostudziła emocji. Nie ulega jednak wątpliwości, że nigdy nie powinno dochodzić do wydarzeń, których świadkami byliśmy po meczu, a które zaowocowały surowymi karami.
A jak trener radzi sobie na „pracy zdalnej”?
Kara dla Gonçalo Feio jest surowa przede wszystkim ze względu jego przeszłość i łatkę, jaką mu przyklejono. On z tym mocno walczy, starając się przekonać wszystkich, że się zmienił. Osobiście nie znałem go wcześniej, natomiast gdyby nie doniesienia medialne, znając go teraz nigdy bym nie powiedział, że jest osobą konfliktową. Na co dzień jest otwartym i serdecznym gościem. W meczu z Koroną rzucił w stronę sędziów uwagę w stylu „zapłacili wam”, którą Komisja Ligi uznała za oskarżenia korupcyjne i surowo go ukarała. Tymczasem w tej samej kolejce trener Wisły Mariusz Misiura stwierdził, że wszystko jest ustawione pod Legię i Widzew, a nie spotkała go za to żadna kara. Trener Feio radzi sobie dobrze, bo w czasie meczów jest stale na łączach z asystentem Emanuelem Ribeiro. W Niecieczy miałem okazję siedzieć na trybunach obok niego i mimo że nic nie rozumiałem, bo panowie rozmawiali po portugalsku, to byłem pod wrażeniem, bo Gonçalo Feio mówił praktycznie bez przerwy i miałem odczucie, że słucham nie trenera, ale komentatora sportowego. W meczu z GKS-em jeszcze nie będzie go na ławce, ale jak sam podkreśla, perspektywa trybun też jest ciekawa i patrzy na mecz nieco inaczej niż z poziomu murawy.
Radomiak jest jedną z ekip, która zdecydowanie lepiej prezentuje się u siebie niż na wyjeździe. Co takiego jest przy Struga 63, co aż tak wam pomaga?
Kiedy w 2023 roku oddano do użytku nowy stadion Radomiaka, wówczas składający się z dwóch trybun, nie był naszym szczególnym atutem. Natomiast w tym sezonie, kiedy od listopada funkcjonują już cztery trybuny i po wielu latach oczekiwań wreszcie pojawiają się kibice gości, to atmosfera jest zupełnie inna. Doping jest fantastyczny – bywałem na wielu stadionach Ekstraklasy i w porównaniu do innych nie mamy się czego wstydzić. To na pewno motywuje piłkarzy i wpływa na ich dyspozycję. W tym sezonie tylko Jagiellonia i niestety Korona wygrały przy Struga. Zazwyczaj jednak jesteśmy bardzo mocni u siebie – wystarczy przypomnieć zwycięstwa 4:0 z Górnikiem, 5:1 z Pogonią, 3:0 z Cracovią i ostatnie 3:1 z Arką. Nikt nie ma łatwo w Radomiu i w niedzielę musicie się liczyć z ciężką przeprawą.
Od początku rundy wiele się mówi o kiepskim stanie murawy na większości stadionów Ekstraklasy. Jak będzie u was?
W porównaniu z czwartkowym meczem z Arką nie spodziewam się, aby stan murawy diametralnie się polepszył. Jest to problem wielu klubów, choć wiem, że wy możecie się pochwalić świetnie przygotowaną nawierzchnią i podobnie jest w Gliwicach. Gdzie indziej widać jednak trudy ciężkiej zimy – w Radomiu też nie jest idealnie, ale mogło być gorzej. W krótkim odstępie czasu gramy u siebie trzy mecze ligowe, a za chwilę będziemy gościć kadrę U-21 podczas meczu z Armenią. Nie wiem jak murawa to przetrzyma, ale mam nadzieję że z biegiem czasu będzie coraz lepiej. Nie można odmówić osobom zaangażowanym w utrzymanie boiska, że robią wszystko, co w ich mocy, aby w obecnych warunkach jak najlepiej przygotować boisko do gry. Radomiak jest zespołem technicznym, który lubi mieć piłkę przy nodze, więc boisko dobrej jakości jest naszym sprzymierzeńcem.
Kto będzie w niedzielę najlepszym piłkarzem z Radomia i dlaczego Bartek Nowak?
Bartek to piłkarz o olbrzymiej jakości piłkarskiej, mózg i serce GKS-u. Trener Górak powtarzał w wywiadach, że Nowak świetnie rozumie jego pomysł na grę i pomaga innym piłkarzom w realizowaniu go na boisku. Oby jak najwięcej zawodników, którzy do tego stopnia wyróżniają się na tle całej ligi. Bartek jest przecież Radomianinem, więc ten mecz może być dla niego inny niż wszystkie, bo przyjeżdża w rodzinne strony. Mimo to mam cichą nadzieję, że w niedzielę najlepszy piłkarz z Radomia zagra jednak w zielonej koszulce.
W ubiegłym sezonie to właśnie Radomiak witał nas w Ekstraklasie, jeszcze na starej Bukowej. Nie było to najmilsze powitanie.
Do tej pory nie miałem okazji zobaczyć waszego nowego stadionu, ale cieszę się, że tuż po waszym awansie mogłem zobaczyć mecz z wysokości trybun starego obiektu. Dość szybko na prowadzenie wyprowadził nas Rocha, dwukrotnie pokonując Kudłę i byłem wręcz zdumiony, jak duża jest różnica klas między naszymi zespołami. GKS zderzył się z Radomiakiem, który sezon wcześniej utrzymał się rzutem na taśmę, więc nie spodziewałem się takiej przewagi. W drugiej połowie obraz gry się zmienił, a Mateusz Marzec zdobył nawet gola po ładnym woleju i koniec końców GKS był bliski, aby tego meczu nie przegrać.
Jak oceniasz zmianę w postawie GKS-u, która od tamtego meczu zaszła na przestrzeni kolejnego 1,5 roku?
GKS był początkowo postrzegany jako typowy beniaminek, który jednak z pozycji underdoga punktował nadspodziewanie dobrze. Nie nazwałbym was czarnym koniem, ale przez cały sezon z powodzeniem utrzymywaliście się blisko środka tabeli. Podobnie radził sobie Motor, ale GKS był dla mnie większym zaskoczeniem. Pamiętam też nasz mecz rewanżowy, ostatni w 2024 roku, zakończony remisem 1:1 i to Radomiak musiał gonić wynik. Trener Górak mówił wtedy, że przyjmuje ówczesny dorobek GieKSy z całym dobrodziejstwem inwentarza. Z zadowoleniem śledziłem wasze dalsze losy, bo GKS to duża firma i dobrze, że zadomowiła się w Ekstraklasie. Początek nowego sezonu GKS miał jednak trudny i pamiętam, jak przed naszym meczem analizowałem tabelę. Pojedynek z Radomiakiem był dla was kluczowy i uważałem, że jeśli nie odbijecie się na nas, to mocno zakopiecie się w dolnych rejonach tabeli. Na szczęście dla was udało się odbić, zresztą po świetnym meczu. Macie dobrze skomponowany zespół: Rafał Strączek wygryzł ze składu Dawida Kudłę i radzi sobie bardzo dobre, solidna obrona na czele z Arkadiuszem Jędrychem, wspomniany wcześniej Nowak i – jak się z czasem okazało – jest też życie po Sebastianie Bergierze. W naszym ostatnim meczu z dobrej strony pokazał się też Marcin Wasielewski.
To właśnie on, do spółki z Nowakiem, przesądził o ostatecznym zwycięstwie z Radomiakiem przy Nowej Bukowej. Pamiętam ten pojedynek jako mecz pięknych goli i jeszcze lepszych parad bramkarzy. A jak ty wspominasz tamto spotkanie?
Mecz był rozgrywany w ramach Superpiątku jako świetna reklama Ekstraklasy. Z drugiej strony, oprócz pięknych goli były też kontrowersje, m.in. decyzja o nieuznaniu trzeciego gola Radomiaka. Jeśli dobrze pamiętam, w Lidze+ Ekstra uznano ją za błędną. Nasze mecze zwykle obfitują w gole, więc nie obraziłbym się, gdyby podobnie było w niedzielę. Radomiak u siebie jest drużyną usposobioną ofensywnie, więc w starciu z GKS-em, który jest uskrzydlony ostatnimi dobrymi wynikami, nie powinno być nudy i jestem przekonany, że w niedzielę przy Struga będzie się działo.
Którego z zawodników Radomiaka powinniśmy się obawiać najbardziej?
GKS musi uważać na Janka Grzesika i Rafała Wolskiego. Mam też nadzieję, że bardzo ładna bramka Romário Baró w meczu z Arką doda mu więcej pewności siebie. Jest też Vasco Lopes, który potrafi wypracować przewagę dryblingiem. Silnym punktem zespołu są grający z przodu Maurides i Abdoul Tapsoba. Nie będzie Capity, ale siłą Radomiaka jest to, że zespół wygląda coraz lepiej jako drużyna. Jeżeli mamy swój dzień, to jesteśmy groźni dla każdego w Ekstraklasie.
Jak twoim zdaniem będzie przebiegał niedzielny mecz i jakim wynikiem się zakończy?
Radomiak grający u siebie nie cofa się i nie czeka na kontry. Spodziewam się, że od początku ruszymy do ataku niesieni żywiołowym dopingiem. GKS być może zaczeka na to, co zaproponują gospodarze, natomiast w tej lidze trudno jest cokolwiek przewidzieć – jedna niespodziewana sytuacja może całkowicie wywrócić plan na mecz. Oczekuję dobrego widowiska i wielu goli, bo naprzeciw siebie stają bardzo dobre piłkarsko drużyny. Nigdy nie byłem dobry w typowanie wyników, ale biorąc pod uwagę formę Radomiaka u siebie stawiam na 2:1 dla gospodarzy.
Z rozbawieniem obserwowałem twitterowe zaczepki na oficjalnych kontach Radomiaka i Arki, nawiązujące do niedawnej awarii oświetlenia w Radomiu. W niedzielę prądu nie zabraknie?
To wstydliwa sytuacja dla Radomiaka, który jednak nie do końca miał na nią wpływ. Odbiór był jednak taki, a nie inny. Żałowaliśmy, że mecz z Arką nie odbył się w pierwotnym terminie, a szczególnie szkoda było kibiców z Gdyni, którzy na darmo przejechali przez pół Polski. Kolejne mecze w Radomiu przebiegły już jednak bez przeszkód i podobnie będzie w niedzielę. Ale dobrze, że gramy w miarę wcześnie, więc w razie czego damy sobie radę nawet bez prądu.


Najnowsze komentarze