Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Kierunek: PlusLiga

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy. Prezentujemy naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

Piłkarki w Wielką Sobotę pokonały na wyjeździe lidera rozgrywek Czarnych Sosnowiec 2:0. Następny mecz nasza drużyna rozegra 25 kwietnia z Pogonią Szczecin. Piłkarze również w sobotę pokonali Wisłę Płock 1:0.Prasówkę po tym meczu przeczytacie TUTAJ. W rozpoczętym tygodniu drużyna męska rozegra dwa spotkania: w czwartek (9 kwietnia od godziny 18:30 w Częstochowie) z Rakowem w półfinale Pucharu Polski. Z kolei w niedzielę GKS zmierzy się w meczu ligowym w Poznaniu z Lechem (od godziny 17:30).

Zwycięstwem 3:1 ze Stalą Nysa siatkarze zakończyli rundę zasadniczą PLS 1. Lidze. Dzisiaj zespół rozpocznie zmagania w ćwierćfinale 1 ligi z KPS Siedlce. Mecz rozpocznie się o godzinie 20:00 w hali Arena Katowice. Następny mecz zaplanowano na sobotę 11 kwietnia w Siedlcach (początek o godzinie 18:00). Do półfinału play-off awansuje drużyna która wygra dwa spotkania.

W pierwszych dwóch meczach finałowych THL hokeiści przegrali z GKS-em Tychy 2:4 i 0:1. Trzeci i czwarty pojedynek zostaną rozegrane dzisiaj i jutro w Tychach. Początek meczy odpowiednio o 20:00 i 20:30. Ewentualne kolejne spotkania zostały zaplanowane na piątek (10 kwietnia w Satelicie, godz. 20:30) i niedzielę (12 kwietnia, w Tychach, godz. 14:15).

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – GKS z 3 punktami!

Orlen Ekstraliga: Mistrzynie Polski starły się liderem rozgrywek. W meczu na szczycie lepsze Mistrzynie Polski!

To miało być niesamowicie ciekawe spotkanie Orlen Ekstraklasa. Z jednej strony barykady stał obecny Mistrz Polski, z drugiej vicemistrz Polski i jednocześnie lider tabeli Czarne z Sosnowca.

Pierwsza połowa zaczęła się od wzajemnego badania się. Raz próbował jeden zespół raz drugi, ale efektów bramkowych nie było. Zmieniło się to w 16 minucie. Rzut wolny wykonała Hmirova. Słowaczka tak sprytnie uderzyła płaską piłkę obok muru, że kompletnie zaskoczyła Szperkowską. Mistrzynie Polski prowadziły od tego momentu jednym golem. Czarne próbowały odpowiedzieć, ale po strzałach Buszewskiej, Witek futbolówka do siatki wpaść nie chciała.

Do przerwy rezultat nie uległ więc zmianie.

Po wznowieniu gry, bardziej aktywne były gospodynie. Sosnowiczanki próbowały odwrócić wynik tego starcia, ale raziły nieskutecznością pod polem karnym Seweryn. Inna sprawa, że bramkarka w kadrze Niny Patalon spisywała się bardzo dobrze np przy wyjściach do górnych piłek. Próbowały Buszewska, Witek, Sarapata, Miksone a także wprowadzona po przerwie Burzan. Szczególnie atrakcyjnie wyglądał rogal Witek bezpośrednio z rzutu rożnego i strzał nad bramką podopiecznej Pauliny Kawalec z kadry U17.

Pod koniec spotkania GKS skontrował gospodynie i Włodarczyk ostatecznie pogrążyła lidera. To jest wynik niesamowicie ważny dla Mistrzyń Polski, bo one mają jeszcze do rozegrania dwa zaległe mecze. Tym samym Katowiczanki zrewanżowały się Sosnowiczankom za porażkę 1:2 w Katowicach we wrześniu.

W kolejnej serii spotkań Czarne pojadą do Tczewa, a Katowiczanki podejmą Pogoń Szczecin.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – W końcu wszystko jasne. Lider nie zostawił złudzeń

Podczas gdy w innych ligach trwa już play-off, w PLS 1. Lidze dopiero dobiegła końca runda zasadnicza. Na koniec obyło się bez niespodzianek. W starciu na szczycie nie było większych emocji. GKS Katowice szybko potwierdził swoją moc i zapewnił sobie zwycięstwo w tej części rozgrywek. Zgodnie z planem swój mecz wygrali również siatkarze BBTS-u Bielsko-Biała.

[…] Początek ostatniego meczu rundy zasadniczej był zacięty. Wysoką skuteczność utrzymywali Quiroga i Musiał. Dopiero po zagraniu z przechodzącej piłki Mordyla Stal odskoczyła na 11:9. Korzystając z błędów rywali GKS szybko wyrównał (12:12). Po serii przy zagrywkach Krulickiego to Katowiczanie odskoczyli na 16:13. Swoje akcje kończyli Superlak i Włodarczyk. Seria celnych zagrywek Szczurka pozwoliła zmniejszyć dystans. Mimo zrywu Kosiby gospodarze nie zdołali odwrócić biegu pierwszego seta. Partię zamknął błąd w polu zagrywki. Dopiero po czasie dla gospodarzy serię w drugim secie przy zagrywkach Hudzika przerwał Kosiba (1:4). Gospodarze wciąż musieli gonić wynik. Katowiczanie dobrze grali blokiem (7:11). Mimo starań Musiała dystans pozostawał wyraźny. Obu ekipom zdarzało się popełniać błędy. Ostatnie punkty ponownie padły po błędach.

Choć stracili już szansę na zwycięstwo w rundzie zasadniczej, gospodarze nie mieli zamiaru odpuszczać spotkania. Po kontrataku Kosiby Stal prowadziła 8:2. Wyraźny dystans utrzymywał się. Stopniowo katowicki szkoleniowiec zaczął sięgać po zmienników. Po kontrataku Truhtcheva było już 20:13. Obie ekipy nie ustrzegły się pomyłek, ale ostatnie słowo należało do Kosiby. W czwartej partii trener Siewiorek postawił w pełni na zmienników. Początkowo prowadzili gospodarze, jednak przez własne błędy stracili przewagę (7:5, 8:8). Po kolejnym katowickim bloku GKS wyszedł na prowadzenie 12:10. Goście grali konsekwentnie, dystans utrzymywał się. Skutecznie punktował Domagała. Pojedynek zakończył as Gibka.

MVP: Damian Domagała

Stal Nysa – GKS Katowice 1:3 (23:25, 19:25, 25:18, 17:25)

 

Kierunek: PlusLiga. Czy faworyt powie ostatnie słowo?

W poprzednich rozgrywkach PLS 1. Ligi choć ćwierćfinał obfitował w niespodzianki, to ostatecznie do PlusLigi awansował zespół, który był w gronie faworytów już w przedsezonowych przewidywaniach. Czy w tegorocznej walce o mistrzostwo I ligi ponownie zdarzą się zaskoczenia?

[…] W play-off tylko finał będzie toczyć się do trzech zwycięstw. W pozostałych rywalizacjach (ćwierćfinał, półfinał, mecze o 3. miejsce) gra będzie do dwóch zwycięstw. Po porażce w ćwierćfinale zespoły kończą rozgrywki na miejscach 5-8. Nie ma dodatkowych meczów o 5. i 7. lokatę. Ciekawą organizacyjną informację przekazał za pośrednictwem mediów społecznościowych Maciej Kaliciński, który w BBTS-ie Bielsko-Biała pełni między innymi rolę kierownika drużyny. Już w ćwierćfinałach będzie dostępny system challenge.

Jako ostatni rywalizację w rundzie zasadniczej zakończyli siatkarze GKS-u Katowice. Wygraną w Nysie przypieczętowali zwycięstwo w tej części rozgrywek. Czasu na zebranie sił przed ćwierćfinałami będą jednak mieli najmniej, bowiem już w poniedziałek rozpoczną rywalizację w play-off z KPS-em Siedlce. Katowiczanie byli i pozostają faworytem do awansu do PlusLigi. W tym sezonie Siedlczanie nie postawili im zbyt wysoko poprzeczki. GKS wygrywał 3:0 i 3:1. dodatkowo GKS ostatnio wrócił do wygrywania seriami meczów – wygrał 6 z rzędu i wszystkie za 3 punkty.

Katowiczanie to bardziej doświadczony zespół. KPS-u jednak nie można spisywać na straty. Podopieczni trenera Chwastyniaka mieli w tym sezonie swoje przebłyski. W poprzednim sezonie w półfinale napsuli krwi ChKS-owi. Jeśli KPS wróci do dobrej dyspozycji na zagrywce, również tym razem może okazać się niebezpiecznym przeciwnikiem. – Postaramy się zrobić jeszcze niespodziankę w play-off. Nie będziemy faworytem – przyznał w rozmowie na łamach mediów klubowych Witold Chwastyniak.

 

HOKEJ

hokej.net – Fiński atak zrobił różnicę. GKS Tychy lepszy w pierwszym meczu finału

Od zwycięstwa swój udział w finale play-off rozpoczęli hokeiści GKS-u Tychy. Podopieczni Pekki Tirkkonena pokonali na wyjeździe GKS Katowice 4:2, a znakomita w ich wykonaniu była zwłaszcza druga tercja.

Ekipa z piwnego miasta w przekroju całego meczu zaprezentowała więcej hokejowych konkretów. Grała mądrzej, ofiarniej, cierpliwiej i stwarzała pod bramką rywali większe zagrożenie. Wygrała jak najbardziej zasłużenie.

O ile Tyszanie przystąpili do meczu w swoim najmocniejszym składzie, to w zespole gospodarzy zabrakło Aleksiego Varttinena. Do gry wrócił za to Jean Dupuy, którego Jacek Płachta ustawił w drugiej formacji u boku Stephena Andersona i Patryka Wronki.

Premierowy mecz finału play-off od pierwszych minut toczone było w wysokim tempie i z dużą intensywnością. Obie drużyny starały się grać odważnie, nie brakowało fizycznych pojedynków i szybkich przejść z obrony do ataku. Jako pierwsi konkrety pokazali goście.

W 10. minucie ogromnym sprytem popisał się Alan Łyszczarczyk. Przebywający za bramką reprezentant Polski wrzucił gumę i nabił Olafa Bizackiego, który udem skierował gumę do siatki. Jesper Eliasson nie mógł w tej sytuacji wiele zrobić.

Katowiczanie starali się szybko odpowiedzieć i dopięli swego jeszcze przed zakończeniem pierwszej odsłony. Patryk Wronka popisał się kapitalną indywidualną akcją: ruszył z własnej tercji, minął rywala i sprytnym strzałem pokonał Tomáša Fučíka. GieKSa wyrównała i w końcówce wypracowała sobie optyczną przewagę, choć wynik już się nie zmienił.

Po przerwie obraz gry uległ zmianie. Tyszanie zaczęli grać szybciej, agresywniej w odbiorze i coraz częściej zamykali rywali w ich tercji. Efekty przyszły w 28. minucie. Rasmus Heljanko po szybkiej wymianie podań z Hannu Kuru huknął zza lewego bulika i nie dał szans Eliassonowi, któremu pole widzenia skutecznie zasłonił Joel Kerkkänen. Goście wrócili na prowadzenie, a kilka minut później zadali kolejny cios.

W 33. minucie Kuru posłał krążek spod bandy, a Kerkkänen znalazł się przed bramką i pewnym strzałem podwyższył na 3:1. Podopieczni Pekki Tirkkonena przejęli kontrolę nad meczem, a zespół z alei Korfantego coraz częściej musiał skupić się na defensywie. Tuż przed końcem tercji gospodarze wprawdzie umieścili krążek w siatce, ale trafienie Lauri Huhdanpy nie zostało uznane, bo padło już po wybrzmieniu syreny.

Trzecia odsłona rozpoczęła się od prób GieKSy, ale dobrze zorganizowana defensywa gości nie pozwalała na zbyt wiele. Spotkanie nabrało temperatury w 45. minucie, gdy Ian McNulty ostro potraktował Olafa Bizackiego, a między zawodnikami doszło do przepychanek. Sędziowie po analizie wideo nałożyli na Kanadyjczyka karę większą za atak w okolice głowy i odesłali go do szatni.

Kluczowy moment przyszedł w 49. minucie, bo na ławkę kar trafił też Travis Verveda. Zespół z piwnego miasta grał w podwójnej przewadze i błyskawicznie ją wykorzystali. Hannu Kuru i Joel Kerkkänen szybko wymienił krążek, a Rasmus Heljanko uderzył z lewego bulika.

Ale GieKSa walczyła do końca. Już na osiem minut przed końcem regulaminowego czasu gry trener Jacek Płachta zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza.

Ta pokerowa zagrywka przyniosła efekt w 57. minucie. Mateusz Bepierszcz zmniejszył straty po strzale z bulik, a Katowiczanie próbowali jeszcze wrócić do gry. Dobrze dysponowany Tomáš Fučík i uporządkowana defensywa tyszan nie pozwoliły na więcej.

 

Fučík zatrzymał wszystko! Tychy z drugą wygraną na lodzie rywali

GKS Tychy odniosło drugie zwycięstwo w finale play-off, prowadząc 2:0 w serii do czterech wygranych. Choć GKS Katowice oddał więcej strzałów na bramkę w całym meczu, a szczególnie w trzeciej tercji, nie udało im się znaleźć sposobu na świetnie dysponowanego Fučíka. Tyszanie skutecznie bronili prowadzenia i dowieźli wygraną do ostatniego gwizdka, pokazując mocną defensywę i niezawodnego bramkarza jako fundament swojej gry.

Pierwsza tercja była wyrównana, choć z lekką przewagą gospodarzy, którzy częściej dochodzili do groźnych sytuacji, jednak brakowało im skuteczności. Kluczowy moment przyszedł w 16. minucie, Heljanko wymanewrował obrońców i precyzyjnym strzałem w krótki róg zdobył bramkę. Po 20 minutach goście prowadzili 0:1.

Druga tercja była wyrównana i bardziej fizyczna, z niewielką liczbą groźnych sytuacji. W pierwszych sekundach goście trafili w poprzeczkę. W tej części meczu mieliśmy też pierwszą karę, GKS Katowice grał w przewadze, ale nie potrafił stworzyć sobie dobrej okazji i nie wykorzystał tej szansy. Ostatecznie wynik pozostał bez zmian do końca tej tercji.

Trzecia tercja upłynęła pod wyraźne dyktando GKSu Katowice, którzy oddali aż 14 strzałów przy zaledwie 2 próbach zawodników GKSu Tychy. Gospodarze długo utrzymywali rywali w ich tercji i w końcówce grali bez bramkarza, jednak mimo dużej przewagi nie potrafili pokonać świetnie dysponowanego Fučíka. Tyszanie skupili się na defensywie i skutecznie dowieźli prowadzenie do końca.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga