Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Koniec niepewności. Wiadomo, gdzie zagra GKS Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

Piłkarki kończą urlopy do treningów wrócą dzisiaj. Przed startem rozgrywek Orlen Ekstraligi drużyna rozegra pięć sparingów i będzie przebywać na tygodniowym zgrupowaniu w Busku-Zdroju. Do drużyny dołączyła Weronika Kaczor, z zespołem pożegnała się Partycja Kozarzewska. Anna Konkol zawiesiła karierę – zostanie mamą. Piłkarze rozegrali w sobotę sparing z Odrą Opole, którą pokonali 2-0 (0-0). Na sobotę zaplanowano ostatni sparing przed startem PKO BP Ekstraklasy z Zagłębiem Lubin. Do drużyny dołączył Sebastian Milewski a Grzegorz Janiszewski rozstał się z zespołem. W sekcji siatkarskiej i hokejowej podejmowane są decyzje dotyczące transferów.

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Wicemistrzynie Polski z planem przygotowań!

Wicemistrzynie Polski w sezonie 2023/2024, piłkarki GKS-u Katowice już niebawem rozpoczną przygotowania do zbliżającej się inauguracji rozgrywek Orlen Ekstraligi.

W najbliższy poniedziałek, 8 lipca, zawodniczki GieKSy rozpoczną pracę po letniej pauzie, w pierwszej kolejności przeprowadzając testy w siedzibie katowickiej AWF. Po testach treningi ruszą pełną parą, a pełen plan przygotowań prezentuje się następująco:

8 lipca – powrót do treningów

12 lipca – sparing z Czarnymi Antrans Sosnowiec

14-20 lipca – zgrupowanie w Busku-Zdroju

17 lipca sparing ze Skrą Częstochowa

20 lipca – sparing w trakcie potwierdzania

26 lipca – sparing z 1. FC Slovácko

3/4 sierpnia – sparing ze Spartakiem Myjava

10/11 sierpnia – inauguracyjna kolejka sezonu 2024/2025 Orlen Ekstraligi Kobiet

Transfer reprezentacyjnej pomocniczki do Wicemistrzyń Polski!

Zdobywczynie srebrnych medali Mistrzostw Polski w sezonie 2023/2024, GKS Katowice, pozyskały bardzo utalentowaną pomocniczkę – Weronikę Kaczor.

Zespół z Katowic do ostatniej kolejki sezonu 2023/2024 toczył bój o mistrzostwo Polski z rywalkami ze Szczecina, ostatecznie plasując się na drugiej pozycji w ligowej stawce. W kolejnym sezonie w barwach GieKSy będziemy mogli oglądać Weroniką Kaczor, która po sezonie rozegranym w niemieckim 1. FC Nürnberg zdecydowała się na powrót do kraju. W ekipie z Norymbergi 21-letnia zawodniczka rozegrała czternaście spotkań, w przeszłości występowała również w Olimpijczyku Wałbrzych, Zorzy Pęgów, Miedzi Legnica i UKS-ie SMS Łódź. Największe sukcesy w piłce klubowej mogła świętować w GKS Górniku Łęczna, z którym zdobywała srebrne i brązowe medale mistrzostw Polski. To właśnie szybki rozwój piłkarski w Łęcznej poskutkował występami w reprezentacji Polski.

Patrycja Kozarzewska odchodzi z GKS-u

Patrycja Kozarzewska nie przedłużyła umowy z drugim zespołem ubiegłego sezonu Orlen Ekstraligi GKS-em Katowice.

18-letnia piłkarka trafiła do GieKSy w 2022 roku z Ząbkovii Ząbki, której barw broniła w latach 2017-2022. W minionym sezonie reprezentantka Polski do lat 19 z powodu kontuzji rozegrała zaledwie dwa spotkania na poziomie Orlen Ekstraligi, co przełożyło się na dwadzieścia dwie minuty spędzone na boisku.

Patrycja Kozarzewska podczas pobytu w Katowicach wystąpiła w 24 meczach Orlen Ekstraligi, w których zdobyła 3 bramki. Niemal cały miniony sezon straciła z powodu kontuzji więzadła krzyżowego i zagrała tylko w dwóch meczach.

Zawodniczka GKS-u Katowice zawiesza karierę

Występująca w GKS Katowice Anna Konkol spodziewa się narodzin dziecka i z tego powodu zawiesiła karierę sportową.

Defensorka, która w zespole wicemistrzyń Polski występuję od 2018 roku, w ostatnim sezonie rozegrała osiemnaście ligowych spotkań. 22-latka wystąpiła również w pięciu spotkaniach Orlen Pucharu Polski i zdobyła w nich jednego gola.

Podczas swojego pobytu w Katowicach Konkol, która zapowiedziała powrót do gry, wystąpiła w 128 spotkaniach GKS-u, z którym świętowała zdobycie mistrzostwa i wicemistrzostwa Polski oraz Orlen Pucharu Polski.

Wiemy, jakie dofinansowania otrzymają kluby szczebla centralnego!

[…] Każdy z zespołów, który przystąpi do rozgrywek Orlen Ekstraligi kobiet otrzyma od PZPN dofinansowanie w wysokości 100 tysięcy złotych (netto). Jeżeli klub wycofa się z rozgrywek w trakcie trwania sezonu, zobowiązany będzie do zwrotu całej kwoty, jaką otrzymał od centrali.

Kluby otrzymają również nagrody finansowe za miejsca zajęte na koniec sezonu, a wygląda to następująco:

  1. miejsce – 300 000 zł*
  2. miejsce – 150 000 zł
  3. miejsce – 75 000 zł
  4. miejsce – 45 000 zł
  5. miejsce – 40 000 zł
  6. miejsce – 35 000 zł
  7. miejsce – 30 000 zł
  8. miejsce – 25 000 zł
  9. miejsce – 20 000 zł
  10. miejsce – 15 000 zł
  11. miejsce – 10 000 zł
  12. miejsce – 5 000 zł

* – podane kwoty są kwotami netto.

gol24.pl – GKS Katowice ma nowego pomocnika. To Sebastian Milewski z Arki Gdynia

GKS Katowice dokonał czwartego transferu przed nadchodzącym sezonem PKO Ekstraklasy. Beniaminek sięgnął po niedawnego rywala z 1 ligi. Po wypełnieniu kontraktu z Arką Gdynia dołączył bowiem środkowy pomocnik Sebastian Milewski. Związał się do czerwca 2025 roku z opcją przedłużenia o kolejny sezon.

Jeszcze w maju Milewski grał przeciw GieKSie. Jego nowa drużyna przyjechała wtedy do Gdyni. W finałowej kolejce musiała wygrać, żeby awansować bezpośrednio kosztem Arki. I wygrała – 1:0.

Milewski z końcem czerwca stał się wolnym zawodnikiem. Jak widać, długo nie był bezrobotny. Przed nim do beniaminka przyszli Borja Galan, Lukas Klemenz i Adam Zrelak.

Milewski rozegrał w Arce trzy pełne sezony. W 89 meczach do 3 goli dołożył 6 asyst. Wcześniej reprezentował barwy Piasta Gliwice. Występował także w Zagłębiu Sosnowiec. To dotąd jedyny arkowiec, który „awansował” do Ekstraklasy. Na zapleczu angielskiej Premier League zobaczymy za to Olafa Kobackiego.

Póki co Milewskiemu przepadł obóz GKS Katowice w Ustroniu. Przed startem ligi może za to zagrać w sparingach z Odrą Opole (6 lipca) oraz Zagłębiem Lubin (13 lipca).

sportowefakty.pl – Koniec niepewności. Wiadomo, gdzie zagra GKS Katowice

Przez kilka tygodni GKS Katowice nie wiedział, gdzie będzie rozgrywał domowe mecze w rundzie jesiennej PKO Ekstraklasy. Ostatecznie klub przekazał dobre wieści dla swoich kibiców.

W nadchodzącym sezonie GKS Katowice będzie beniaminkiem PKO Ekstraklasy. Śląski klub od wiosny domowe mecze ma rozgrywać na nowym stadionie, którego budowa dobiega końca. Niewiadomą było jednak to, gdzie GieKSa będzie grać jesienią.

GKS musiał wykonać szereg prac modernizacyjnych na stadionie, by dostosować go do wymogów transmisji telewizyjnych. Prace te udało się wykonać w terminie i kibice GKS-u mogą odetchnąć z ulgą. PKO Ekstraklasa już od lipca gościć będzie w Katowicach.

Ze stanem prac zapoznał się już przedstawiciel Ekstraklasa Live Park i nie wniósł do nich zastrzeżeń. To otwiera drogę do gry GieKSy przy Bukowej.

– Świętowanie sukcesu, jakim był awans piłkarzy było intensywne, ale dla klubu stosunkowo krótkie. Ostatnie tygodnie były czasem bardzo wytężonych prac. Dzięki wielotygodniowym staraniom, które związane były z toczącym się procesem licencyjnym, byliśmy przygotowani na podjęcie działań dotyczących modernizacji stadionu od razu po awansie – powiedział Krzysztof Nowak, prezes GKS-u Katowice.

– Kieruję słowa podziękowania w stronę gospodarza obiektu, czyli Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Katowicach, a także wszystkich zaangażowanych w ten proces pracowników GKS-u za wykonanie ogromu prac. Dzięki temu wypełnimy nasz cel, jakim było przygotowanie stadionu dla kibiców i to w jak największej liczbie. Jestem bardzo zadowolony, że mecze Ekstraklasy zagoszczą ponownie przy Bukowej – dodał Nowak.

Co zostało wykonane na stadionie? Najważniejsze prace wynikały z potrzeb dostosowania obiektu do wymagań telewizji. Tym samym na Trybunie Głównej zamontowane zostały nowe podesty na kamery, w tym na kamery główne, na liniach „16”, czy „goal line”.

Usprawniona została możliwość obsługi kamery zabramkowej. Na stadionie powstała, zgodnie z wymogami, strefa wozów transmisyjnych, co wiązało się z koniecznością usprawnienia wjazdu na stadion i wygrodzenia odpowiedniego obszaru przy sektorze 6 Trybuny Głównej. Aby ten sektor pozostał dostępny dla kibiców, wykonane zostały przejścia pomiędzy sektorami 5 i 6, które umożliwią zapełnienie ich obu, bez naruszania strefy TV.

Koniecznością stało się wyznaczenie nowego miejsca dla przedstawicieli mediów. Nowa loża prasowa została usytuowana na szczycie sektora nr 3. Wyznaczone zostały miejsca dla komentatorów i statystyków. Sektor 3 będzie teraz połączony z lożą VIP, aby spełniać wszystkie wymogi licencyjne, co do liczby dostępnych tam miejsc. Rozbudowana została trybunka dla kibiców niepełnosprawnych. Zwiększona została także dostępna dla tych fanów liczba miejsc parkingowych. Przy trybunie gości prowadzone były prace związane z wyznaczeniem nowego stanowiska m.in. dla straży pożarnej.

Bardzo ważna zmiana dotyczyła jupiterów. Po serwisie oświetlenia ich obecna moc wynosi średnio 1600 lux. Zmiany dotyczą też innego oświetlenia np. w strefie wozów transmisyjnych, strefie przyjazdu autokaru drużyny gości, czy w tunelu dla piłkarzy, którym towarzyszyć już wtedy będzie kamera. Podesty pod kamery pojawiły się też w sali konferencyjnej. Dodatkowo w sali pojawił się też system nagłośnienia wraz z możliwością dystrybucji sygnału dźwięku.

Prace prowadzone były w taki sposób, by umożliwić jak największej liczbie widzów możliwość obserwowania meczów. Dlatego podjęte została także działania, by powiększyć na „Blaszoku” sektor C, kosztem sektora D, który pełni rolę bufora.

Przed startem ligi będą jeszcze prowadzone prace związane z estetyką obiektu. Najważniejsze zadania zostały przy Bukowej wykonane, co oznacza, że klub uzyskał już informacje, co do liczby miejsc dostępnej dla widzów. W najbliższym czasie spodziewajcie się więc komunikatu dotyczącego uruchomienia dodatkowej puli karnetów oraz biletów na mecze GieKSy w PKO BP Ekstraklasie!

wkatowicach.eu – GKS Katowice na ostatniej prostej do Ekstraklasy. Katowiczanie wygrali sparing z Odrą Opole

GKS Katowice powoli kończy międzysezonowe przygotowania do występów w Ekstraklasie. W przedostatnim meczu kontrolnym przed zmaganiami na najwyższym szczeblu rozgrywkowym, GieKSa pokonała Odrę Opole 2-0.

W sobotnie południe, 6 lipca, GKS Katowice w piątym letnim sparingu zmierzył się przy Bukowej z pierwszoligową Odrą Opole.

W składzie drużyny gospodarzy znalazł się bramkarz Jakub Ojrzyński z Liverpool FC. Już na początku dobrym strzałem z rzutu wolnego popisał się Borja Galán. Bramkarz Odry odbił strzał na rzut wolny. Chwilę później Oskar Repka uderzył głową obok słupka po podaniu Marcina Wasielewskiego. Chwilę później Oskar Repka znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Golkiper Odry dobrze jednak zareagował i najpierw obronił strzał Oskara, a chwilę później zatrzymał dobitkę Galána.

W 25. minucie z boiska zszedł Mateusz Marzec z powodu urazu. Jego miejsce zajął Grzegorz Rogala. GKS był bliski objęcia prowadzenia w końcówce pierwszej połowy. Po wrzutce w pole karne piłka spadła pod nogi Aleksandra Komora ustawionego tuż przed bramkarzem. Dobra reakcja obrońcy powstrzymała katowickiego zawodnika od skutecznego strzału. W 51. minucie w pole karne wpadł Lukas Klemenz. Bramkarzowi udało się zatrzymać jego uderzenie. Chwilę później głową próbował Galán, ale nie trafił w światło bramki.

W okolicach 60 minuty GKS ruszył z kontratakiem, ale podanie Marcin Wasielewskiego zostało przerwane przez obrońcę i jedyną nagrodą tej akcji był rzut rożny. Chwilę później po raz pierwszy w barwach GKS-u zagrał Sebastian Milewski. Katowiczanie naciskali, stwarzając więcej zagrożenia na połowie przeciwnika.

W końcu w 76. minucie Sebastian Bergier wykończył podanie w polu karnym i dał gospodarzom prowadzenie. Pięć minut później podwyższył je Szymon Krawczyk, który w polu karnym wykorzystał doskonałe podanie Shuna Shibaty. Wynik już nie uległ zmianie.

SIATKÓWKA

plusliga.pl – Oficjalne transfery i aktualne kadry klubów PlusLigi

Sezon transferowy w PlusLidze długo nabierał rozpędu, bo kluby czekały na ogłoszenie nowych graczy do końca umów z poprzednimi pracodawcami. Teraz mamy już hity za hitami, które łatwo znaleźć w naszym zestawieniu, gdzie prezentujemy tylko oficjalnie potwierdzone transfery.

[…] GKS Katowice

Rozgrywający: Piotr Fenoszyn, Joshua Tuaniga;

Atakujący: Damian Domagała;

Przyjmujący: Aymen Bouguerra, Alexander Berger;

Środkowi: Łukasz Usowicz, Bartłomiej Krulicki, Maciej Wóz;

Libero: Bartosz Mariański, Dawid Ogórek;

Trener: Grzegorz Słaby;

Przychodzą: Aymen Bouguerra, Alexander Berger, Joshua Tuaniga;

Odeszli: Jakub Jarosz, Davide Saitta, Sebastian Adamczyk, Jonas Kvalen, Wiktor Mielczarek, Lukas Vasina, Marcin Waliński.

HOKEJ

hokej.net – Grał na zapleczach NHL, a teraz dołączył do GieKSy. Salituro ma wzmocnić katowicką ofensywę

Szefostwo GKS-u Katowice dokonało piątego transferu przed rozpoczęciem sezonu 2024/2025. Do ekipy wicemistrzów Polski dołączył Kanadyjczyk Dante Salituro, który podpisał roczny kontrakt.

Salituro (173 cm, 80 kg) urodził się w North York, w prowincji Ontario. Ma 27 lat i operuje prawym uchwytem kija. Jest graczem kreatywnym i uniwersalnym, bo może występować zarówno na środku ataku, jak i na skrzydle. Potrafi kreować grę, ale również zdobywać ważne bramki.

Jego poważna przygoda z hokejem zaczęła się od występów w Ontario Hockey League, stanowiącej jedną z trzech najlepszych lig juniorskich w Kanadzie.

Później grał na bezpośrednich zapleczach NHL. Rozegrał 19 meczów (3 bramki, 1 asysta) na taflach AHL i 169 spotkań w ECHL (50 goli, 80 kluczowych zagrań).

W hokejowym CV Dantego Salituro można znaleźć też występy na najwyższych szczeblach rozgrywkowych w Finlandii, Norwegii, we Francji i na Słowacji.

Dynamiczny napastnik ostatni sezon spędził w niemieckiej Oberlidze. Był czołowym zawodnikiem Hannover Indians, w którym miał okazję występować ze starszym Aleksiego Varttinena -Matiasem. Salituro w 51 meczach 23-krotnie pokonywał bramkarzy rywali i zanotował też 34 asysty. Na ławce kar spędził 38 minut, a w klasyfikacji plus/minus wypadł na -7. Okazał się najlepszym strzelcem i najlepiej punktującym zawodnikiem „Indian”.

– Chcąc zintensyfikować dynamikę i szybkość do naszych poczynań ofensywnych, zdecydowaliśmy się na zakontraktowanie Dante, który te atuty posiada. Jest to zawodnik, który potrafi skutecznie sfinalizować akcję zespołu, jak i samemu wykreować pozycję strzelecką, co powinno podnieść jakość i rywalizację wśród napastników – powiedział Roch Bogłowski, dyrektor sportowy hokejowej sekcji GieKSy.

Wszystko jasne! Jest decyzja GieKSy w sprawie Murraya

Długo trwały negocjacje działaczy GKS-u Katowice z Johnem Murrayem. Decyzja wreszcie zapadła! Czy doświadczony bramkarz zostanie w GieKSie?

Od kilku dobrych tygodni John Murray negocjował swoją umowę z działaczami GKS-u Katowice. Długo wydawało się, że impas będzie trwał w najlepsze. Jednak został on przełamany i obie strony doszły do porozumienia w sprawie nowej umowy i długości kontraktu.

37-letni bramkarz w najbliższych dniach podpisze nową roczną umowę z katowickim klubem, w którym występuje od trzech sezonów. W każdym z nich był czołową postacią w drużynie. Potrafił przygotować świetną formę na najważniejszą fazę sezonu, czyli play-offy. W nich bronił ze skutecznością oscylującą w granicach 93 procent.

Przez dziesięć lat gry w polskiej lidze tylko dwa razy, w zespole Orlika Opole, miał statystyki skuteczności obron poniżej 93%. W swojej karierze zdobył aż sześć mistrzostw Polski. Raz po złoto sięgnął z STS-em Sanok, trzykrotnie z GKS-em Tychy oraz dwa razy z GKS-em Katowice.

Popularny „Jasiu Murarz” był podstawowym bramkarzem reprezentacji Polski podczas Mistrzostw Świata Elity w Czechach. W grupie ostrawskiej rozegrał cztery spotkania i bronił ze skutecznością 88,55%. Biało-czerwoni po roku gry spadli do Dywizji IA, a nasz golkiper został wyróżniony za efektowną interwencję, która została uznana najefektowniejszą obroną fazy grupowej.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Post scriptum do Rakowa i Lecha

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Dwa wyjazdowe mecze za nami. Zapraszamy więc do tradycyjnego post scriptum. A potem już tylko Motor.

1. Na mecz z Rakowem, który miał być najważniejszym spotkaniem od dawna wybraliśmy się w 4 osoby – ja, Misiek, Kazik, Flifen. Jako że nie był to daleki wyjazd, mogliśmy wyjechać stosunkowo późno. Wiadomo – godzinka drogi i jesteśmy na miejscu.

2. Ciekawa zawsze jest to droga – wiadomo, najpierw autostrada, a potem jakieś lokalne drogi. Zawsze zastanawia się czy na tę ulicę Spalonienko czy jakoś tam wjeżdżają te wszystkie autoary przewożące piłkarzy.

3. Chyba nam ta mobilizacja mocno się udzieliła i organizm zareagował… odwrotnie. Bo dużo było… ziewania na trasie. Może tak czasem być, taka paradoksalna reakcja organizmu.

4. Ogólnie to widzieliśmy autokar Rakowa dojeżdżający na stadion. Oni też nie wiedzieli, w jakim widowisku przyjdzie im uczestniczyć.

5. O ile na poprzednich meczach w Częstochowie byliśmy dużo wcześniej, tym razem było to „zaledwie” jakieś półtorej godziny przed meczem. To spowodowało, że musieliśmy się z pewnymi ważnymi rzeczami sprężać.

6. Kazik chciał odpalić drona, żeby zrobić efektowne zdjęcia stadionu i pętli. Niestety jakieś zakłócenia w eterze spowodowały, że dron nie ruszył i musieliśmy zadowolić się zdjęciami naziemnymi. Potem drony latały nad stadionem i zrzucały piłki. Ciekawy pomysł.

7. Chcieliśmy szybko przemieścić się do budki z akredytacjami, ale… policja zablokowała główną ulicę. Casus podobnie jak na Cracovii. Bo zaraz mieli przyjechać kibice gości. Dlatego nie można było poruszać się wzdłuż ulicy.

8. Dodatkowo po przejściu na drugą stronę ulicy, też nie można było przejść. Policja więc kierowała przez jakiś park, potem przez jakieś domki i byliśmy naprzeciwko przejścia. Czekaliśmy, a wkrótce autokary z kibicami przejechały.

9. Szybko odebraliśmy akredytacje i mogliśmy wejść na stadion. Nie kombinowaliśmy już z VIP-ami tylko od razu udaliśmy się na nasze prawowite miejsca.

10. To znaczy, zanim poszliśmy na prasówkę, udaliśmy się do sklepiku klubowego. A potem już był jeden cel – tzw. gięta. Wiedzieliśmy, że przy jednym sektorze jest taka fajna krojona, z cebulką. Mieliśmy taki plan już od grudnia. Ale na następny sezon. Na Raków trafiliśmy jednak w Pucharze Polski.

11. W tym celu obeszliśmy ten stadion. Nie naśmiewając się, bo sami mamy nowy obiekt od niedawna, niektóre miejsca za trybunami wyglądają, jakby były przytwierdzone na trytytki. Ale są to trytytki mocne. Mnie się ostatecznie ten stadion podoba. W dobie tych wszystkich nowy – daje powiew dawnych czasów.

12. Obeszliśmy więc. Na koniec musieliśmy się wylegitymować, żeby wejść na miejsce sektorowe. I znaleźliśmy się pod kiełbasą.

13. No panie, powiem ci – klasyczek. Półtorej (?) chyba kiełby i mnóstwo cebulki takiej zgrillowanej, w duuuużych kawałach. Musztarda, bułeczka. Smakowite. Minusem był ogórek kiszony, który ani trochę nie był kwaśny.

14. Skierowaliśmy się z powrotem – już na sektor prasowy. To pierwszy stadion od powrotu do ekstraklasy, na którym zawitaliśmy po raz trzeci. Wiedzieliśmy więc co i jak – czym to się je. Nagrywka przedmeczowa i zajęliśmy miejsca. Takie bez stolików, ale z większą przestrzenią. Więc komputer wylądował na kolanach.

15. Najgorsze było podłączanie do kontaktu. Trzeba było uklęknąć i się schylić, co na tej kracianej posadzce przyprawiało o ból kolan. Ale dało radę i byliśmy podpięci.

16. Czekaliśmy na mecz. Gdzieś tam w międzyczasie mijałem Mateusza Borka i Grzegorza Mielcarskiego, którzy mieli komentować to spotkanie. Jeszcze nie wiedzieli, jakie emocje będą także ich udziałem.

17. Jakiż to był mecz. Mecz, który zapamiętamy na lata. To była wielka piłka. Dramaturgia, zwroty akcji i dla postronnego widza kapitalny mecz do oglądania. Objęliśmy prowadzenie po golu Jirki, a potem Jędrych podwyższył z rzutu karnego.

18. W przerwie więc mieliśmy dobre humory, ale czujność musiała być zachowana. To jeszcze przecież nie znaczyło, że meldujemy się w finale. Kibice Rakowa mieli się z pyszna. Ale ciągle wierzyli.

19. Początek drugiej połowy był jak nóż w serce. Jeszcze nie wybiła 49. minuta, a już mieliśmy wyrównanie. Stadion przy Limanowskiego w euforii, my nosy spuszczone na kwintę. Nadal jednak przecież to był remis, czyli dla obu stron podobna sytuacja. Ale morale lepsze miał Raków.

20. Wkrótce gospodarze mieli rzut karny. Przez chwilę byliśmy w radości, gdy Dawid Kudła obronił. Ale szybko Diaby-Fadiga dobił ten strzał. Sędzia VAR-ował tę kontrowersyjną sytuację i przy okazji potem poznaliśmy absurdalny przepis o niepostawieniu nogi na murawie. Nie znając go – widzieliśmy potężną kontrowersję.

21. To już był dramat. Przegrywaliśmy 2:3. Wydawało się, że w sposób bardzo frajerski przegramy ten półfinał. Ale Adam Zrelak w samej końcówce doprowadził do wyrównania i wprawił nas w euforię. To był drugi mecz z rzędu, kiedy strzeliliśmy gola w doliczonym czasie.

22. Dogrywka zapowiadała kolejne wielkie emocje. W drugiej połowie znów pokarał nas Rocha, choć ostatecznie okazało się, że to samobój Alana. Ale już ultra katem w tym sezonie jest dla nas Brunes, który w każdym z trzech meczów trafił do siatki.

23. I jeszcze raz wyrównaliśmy. Eman się nie certolił, tylko przywalił precyzyjnie z dystansu. Mateusz Borek godnie oddał to w komentarzu, fenomenalna euforyczna sytuacja i Eman ekspresyjnie cieszący się pod sektorem gości. Cudowny moment. Przyznam, że mimo porażki, potem oglądałem to wielokrotnie.

24. No i te nieszczęsne karne, które okazały się dla nas bezbarwne. Dwa pudła, a Raków strzelił wszystko. Odpadliśmy, a gospodarze cieszyli się z awansu do finału.

25. Zebraliśmy manatki, nagrałem nagrywkę i poszliśmy na konferencję prasową. Teraz inna droga prowadzi na salę konferencyjną, więc pani nie chciała nas wpuścić. Ale akurat przechodził Wojciech Cygan, który „po starej znajomości” pozwolił nam tędy przejść.

26. Na konferencji przynajmniej można było się posilić zupą i jakimiś przekąskami. Marne to było pocieszenie. Straciliśmy tak wielką szansę, było tak blisko i nasi piłkarze zrobili wszystko. Szkoda była wielka.

27. Wypowiedzieli się obaj trenerzy, a my po konferencji jeszcze zrobiliśmy swoje materiały. Internet huczał od kontrowersji. Pożegnał się z nami drugi trener Rakowa oraz rzecznik. Oni byli przeszczęśliwi.

28. Mieliśmy problem z wyjściem, bo brama była zamknięta. Jakiś gościu powiedział, że trzeba nacisnąć jakiś guzik, żeby otworzyła się furtka. Doszliśmy do auta i ruszyliśmy do Katowic.

29. W stolicy Górnego Śląska byliśmy gdzieś przed północą. Nie tym razem Narodowy. Ale czekał nas za trzy dni kolejny mecz. Bardzo ważny i bardzo trudny.

—–

30. Do Poznania to już większa logistyka. Wiadomo, trzeba wyjechać rano, a wrócić w nocy. Ale na szczęście nie bardzo rano. Dlatego też wyjazd mieliśmy zaplanowany na 11. Ostatecznie ruszyliśmy nieco spóźnieni.

31. Mecz opracowywaliśmy w cztery osoby: ja, Misiek, Kazik i Marcin, który dojechał we własnym zakresie i działał na miejscu.

32. Droga przebiegała spokojnie, ładna była pogoda, tylko trochę zimno, gdy wiało. Zrobiliśmy ze dwa postoje, by coś małego przekąsić i napić się herbaty lub kawy. Na większą szamkę upatrzyliśmy sobie jedną z knajpek nieopodal Bułgarskiej.

33. Mijaliśmy znów Tarczyński Arena we Wrocławiu. Czy dane nam tam będzie zawitać w przyszłym sezonie? Jest to całkiem możliwe, bo Śląsk spisuje się w pierwszej lidze bardzo dobrze.

34. W Poznaniu byliśmy przed 15, mieliśmy więc jak na nas czasu i dużo i mało. Ale zjeść było trzeba. Padło więc na „Burger Lokalnie”. Chłopaki wzięli loaded frytki, ja skusiłem się na burgera. Dość dziwny sposób płatności – blik przez telefon. Wiem oczywiście o takim sposobie, ale przyznam, że pierwszy raz się z tym spotkałem w knajpie.

35. Mieli dużo zamówień, więc trochę musieliśmy poczekać. Ponad pół godziny. Na telewizorze leciał mecz Parma – Napoli, a za oknem przejeżdżały zielone tramwaje. Cały czas miałem wrażenie, że to autokar GieKSy przejeżdża, a przecież jak wiemy – bardzo często go spotykamy na swojej drodze.

36. Po nasyceniu się ruszyliśmy do auta i udaliśmy się na stadion. Zapowiadana frekwencja ponad 35 tysięcy powodowała, że zastanawialiśmy się, czy uda nam się ominąć korki.

37. Jak się okazało, nie było żadnych problemów, ot jedne dłuższe światła na kilka razy i już byliśmy na ulicy Ptasiej, od której jest wjazd na parking. No to wjechaliśmy.

38. Kazik odpalił drona, który tu już nie odmówił posłuszeństwa. Ja przyznam, że pierwszy raz widziałem taką akcję, z patrzeniem się na obraz na żywo. Absolutnie fenomenalna sprawa i niesamowity widok oraz szybkość poruszania. Dzięki temu mamy z większości stadionu tak efektowne ujęcia.

39. Udaliśmy się po odbiór akredytacji. Poszło szybko i sprawnie, po czym mogliśmy pójść do bramy wejściowej już stricte na stadion. Jeść nie można.

40. Pamiętałem obiekt przy Bułgarskiej z poprzedniego sezonu, więc tu nie było żadnego błądzenia. Wiedzieliśmy, co jest gdzie. Najpierw więc poszliśmy do pomieszczenia pracy dziennikarzy i fotoreporterów. Były ciastka, nachosy i napoje. Chciałem zrobić herbatę, ale woda była letnia. Więc olałem.

41. Rozdzieliłem się z chłopakami i pojechałem windą na prasówkę. No i wyszedłem na trybuny i znów – wielkie wrażenie. No to jest potężny stadion. Wysokie trybuny, rozległe, a jednak  bardzo dobrą widocznością. Piękny czterdziestotysięcznik. A jeszcze miał być niemal zapełniony.

42. Nagrałem więc przedmeczową nagrywkę, a zanim zająłem miejsce musiałem ogarnąć tę… herbatę. Tutaj znowu był wrzątek, ale nie było saszetek. Co prawda w drugim werniku była gotowa herbka, ale to nie to samo. Zjechałem więc na dół po szaszetki i wróciłem.

43. Warunki do pracy na Lechu są doskonałe. Widoczność to raz. Stanowiska – kapitalne. Duże blaty, dużo kontaktów, świetny internet. Pracowanie na tym obiekcie to czysta przyjemność. Wszystko się tam zgadza.

44. Trybuny powoli się wypełniały, a piłkarze rozgrzewali. Była siedemnasta, więc światło dzienne. Ostatnio byliśmy tu już tylko przy sztucznym oświetleniu.

45. Ale pamiętamy przecież ten stadion bardzo dobrze. Graliśmy tutaj przecież kilka razy z Wartą Poznań. Dla nas swego czasu świętem było uczestnictwo w takim spektakularnym meczu Zielonych, gdy dowodziła nimi pani Łykomska-Pyżalska. Wtedy kilkanaście tysięcy Warciarzy zrobiło show. Kibice GKS również. Wówczas przegraliśmy, ale tylko na takie „święta” mogliśmy liczyć. Z Wartą przy Bułgarskiej też wygrywaliśmy 1:0 czy remisowaliśmy 2:2 i… 3:3.

46. Mecz poprzedziła minuta ciszy ku czci Jacka Magiery. Była cisza i szacunek. A przecież ani z Lechem, ani z GKS Jacek Magiera nie był związany. Podoba mi się to trzymanie szalików w górze podczas takich upamiętnień. Jest to dla mnie wyraz absolutnego szacunku jako społeczność.

47. Potem już zaczęło się wielkie granie. Zastanawialiśmy się jak to będzie wyglądało po Częstochowie. Niepotrzebnie. GieKSa zaprezentowała się po prostu kapitalnie. Nie ustrzegając się błędów w defensywie. Ale dzięki temu mieliśmy świetny mecz. Kibice też swoje zaprezentowali.

48. Naprawdę ten uśmiech Markovića z rozciętym łukiem  brwiowym jest epicki. Jego towarzysze również z jednej strony gratulujący, z drugiej troszczący się. Ranny wojownik na bitwie, ale święcący swój triumf. Można powiedzieć, że to bardzo pierwotne. Archetypowe.

49. Czy nie do tego została stworzona piłka nożna i sport w ogóle? Żeby te pierwotne instynkty związane z walką i rywalizacją rozwiązywać w uzgodniony i cywilizowany sposób? Używamy takich słów: taktyka, strategia, walka. Zwycięstwo i porażka.

50. W przerwie udałem się zobaczyć, co tam ciekawego do jedzenia w kuluarach. Jakaś meksykańska zupka była i kanapki. Też sympatycznie, można było lekko się posilić. Coś tam konsumowali też Mateusz Borek z Grzegorzem Mielcarskim, którzy drugi raz z rzędu mieli okazję komentować kapitalne widowisko z udziałem GieKSy.

51. Druga połowa to był już cios za cios. Poznański Kocioł przeżywał swoje euforie po wyrównujących bramkach i frustracje po golach straconych. A nasz sektor jeszcze dwukrotnie wybuchał radością po golach – najpierw Ilji, a potem Emana.

52. Co ciekawe, dla Ilji Szkurina nie była to pierwsza bramka w tym sezonie przy Bułgarskiej. Zawodnik trafił przecież w Superpucharze jeszcze w barwach Legii, gdy Wojskowi wygrali w Poznaniu 2:1. Strzelił na tę samą bramkę. Trochę ładniej – ale liczy się efekt.

53. Eman na razie strzela tylko na wyjeździe. Dublet w Niecieczy, gol w Częstochowie i teraz dwa trafienia w Poznaniu. Czekamy na pierwsze trafienie Norwega na Nowej Bukowej.

54. Ogólnie mecz przy 35 tysiącach kibiców to już naprawdę europejskie widowisko. A jeśli jeszcze piłkarze obu drużyn stworzyli spektakl, to trudno się dziwić zachwytom. Jeśli GieKSa gra w meczach, które są wizytówką ekstraklasy, to wiedz, że w Katowicach dzieje się coś dobrego.

55. Mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 3:3. Piłkarze GKS i kibice podziękowali sobie wzajemnie. Kibice Lecha wsparli swoich piłkarzy – docenili tę gonitwę.

56. Nagrywka i na konferencję prasową. Była ona wyjątkowo długa, bo trwała ponad 40 minut, zwłaszcza maglowali dziennikarze trenera Nilsa Frederiksena, z niebywale posępną miną. Szkoleniowiec nie był zadowolony po tym spotkaniu. Natomiast Rafał Górak mówił o pewnym niedosycie, ale też z szacunkiem podchodził do jednego punktu.

57. Jedynie tutaj pan podający mikrofon trochę wywierał presję, bo tak stał nad człowiekiem i po zadaniu pytania już sięgał, żeby mu oddać mikrofon. Powiedziałem mu więc, że jeszcze jedno pytanie chcę zadać. W sumie myślałem, żeby zadać cztery, ale stwierdziłem, że skoro stosuje taki wysoki pressing, to poprzestanę na dwóch.

58. Porobiliśmy jeszcze swoje materiały i w końcu zebraliśmy się. Czekała nas kilkugodzinna podróż powrotna do domu. Przejście przez lochy stadionu Lecha jest ciekawe.

59. Jeszcze zahaczyliśmy o kurczaki we Wrocławiu. Pierwszy raz spotkałem się w takim miejscu z tym, że wychodzi obsługa i mówi, co jeszcze jest dostępne, bo  niedługo zamykają. Ale przynajmniej było świeżutkie, świeżo usmażone.

60. W Katowicach byliśmy o drugiej. Widzieliśmy, jak pod stadion wjeżdża autokar z naszymi piłkarzami.

61. To był bardzo intensywny dwumecz. Nim się jednak nie obejrzymy, to już w piątek zagramy z Motorem. Kupujcie bilety i dopingujemy tę kapitalną drużynę.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga