Dołącz do nas

Hokej Klub Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów o GieKSie: W Nysie tie-break dla GKS-u

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują informacje dotyczące klubu oraz sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

W trakcie sesji Rady Miejskiej dyskutowano na tematy GieKSy. Wiceprezes GKS-u Łukasz Czopik został członkiem zarządu województwa śląskiego. Sekcje piłkarskie zakończyły rozgrywki, piłkarki przebywają na urlopach. Piłkarze rozpoczęli indywidualne treningi według rozpisek przygotowanych przez sztab szkoleniowy. W ubiegłym tygodniu siatkarze rozegrali jedno spotkanie w którym wygrali, na wyjeździe z PSG Stal Nysa 3:2.  Kolejne spotkanie drużyna rozegra w Gdańsku z Treflem, piątego grudnia. Hokeiści w ubiegłym tygodniu zmierzyli się z trzema przeciwnikami, w pierwszym spotkaniu przegrali na wyjeździe z Cracovią, 1:2. W kolejnych domowych meczach z KH Energą Toruń i STS-em Sanok zespół wygrał odpowiednio 8:4 oraz 3:1. W rozpoczętym tygodniu hokeiści rozegrają dwa domowe spotkania: dzisiaj z Zagłębiem i w najbliższy piątek z Podhalem.

 

KLUB

sportdziennik.com – O GieKSie na sesji

Radni i prezydent Marcin Krupa rozmawiali o GKS-ie Katowice i sporze włodarzy z kibicami.

Przed tygodniem na posiedzeniu Komisji Kultury, Promocji i Sportu katowiccy radni wysłuchali przedstawicieli kibiców GKS-u, którzy opowiadali o przyczynach trwającego bojkotu przeciwko prezesurze Marka Szczerbowskiego, a wczoraj temat GieKSy pojawił się na początku sesji rady miasta.

Prezydent Marcin Krupa podpisał symboliczną deklarację „Stop agresji w świecie sportu”, którą w listopadzie na konferencji prasowej zorganizowanej przez klub parafowali wcześniej przedstawiciele GieKSy, związków sportowych, policji i miasta, na czele z wiceprezydentami Waldemarem Bojarunem oraz Bogumiłem Sobulą. Nie uczynili wtedy tego przedstawiciele stowarzyszenia kibiców „SK1964”, zgłaszając zastrzeżenia do terminu i formy, w jakiej zostali zaproszeni na konferencję.
Przed radnymi wystąpił wczoraj prezes Szczerbowski, przypominając o wydarzeniach z kwietniowego meczu z Widzewem Łódź, podczas którego doszło do zadymy skutkującej zamknięciem stadionu przy Bukowej do końca poprzedniego sezonu.

– Staramy się monitorować i dokumentować wszelkie przejawy agresji. Mamy zarchiwizowany materiał liczony w tysiącach stron, który obecnie jest analizowany przez specjalistów z prawa cywilnego i karnego. Tam, gdzie sytuacja jest ewidentna, jesteśmy zmuszeni działać. Dlatego jako zarząd, dbając o poprawę bezpieczeństwa, jako zarząd wydaliśmy zakazy klubowe dla sprawców naruszenia porządku podczas meczu z Widzewem. Zakazy dotyczą 7 osób, jak również 2 osób wskazanych do darmowego wejścia na stadion przez przedstawiciela stowarzyszenia „SK1964” w celu przygotowania oprawy meczowej. Może to jest powodem, że dotychczas nie nastąpiło potępienie aktu agresji. Jestem gotowy do dialogu z każdym, zwłaszcza z tymi, którzy czują się reprezentantami określonej grupy. Jedynym warunkiem jest uprzednie potępienie aktów agresji i zobowiązanie się do ich potępiania w przyszłości, co w świecie zasad cywilizowanych powinno być oczywistością – podkreślał prezes GieKSy, której jesienne mecze przy Bukowej zwykle oglądało z trybun kilkaset osób.

Do podpisania symbolicznej deklaracji i potępienia agresji zostali zachęceni radni. Część z nich nie kryła zaskoczenia.

– Nie bardzo rozumiem, czemu ta deklaracja została wniesiona na poduszkach, w takiej formule, nieprzedyskutowana, za pięć dwunasta – mówił Bartosz Wydra.

– Nie wiem, czy byście się fajnie czuli, gdybym ja wprowadził tu deklarację „stop homofobii” i wymagał jej podpisania – dodawał Dawid Durał.

– Jedną z głównych zasad sportu jest zasada fair play. Takich deklaracji nie przedstawia się na 30 sekund przed podpisaniem, to zachowanie nie fair play – zaznaczał Dawid Kamiński.

Większość radych tę deklarację podpisało.

– Ten tekst niczego groźnego nie wnosi, a posuwa pewne rzeczy do przodu, by katowicki GKS był rzeczywiście klubem mieszkańców, a nie wąskiej grupy społecznej, która wokół tego podmiotu próbuje robić jakieś swoje interesy – podkreślał wiceprezydent Mariusz Skiba.

Prezydent Krupa:

– Spotkałem się z głosami, że deklaracja o nieagresji nie została podpisana przeze mnie, bo gdy była prezentowana, znajdowałem się akurat w delegacji. Ale popieram ją, dlatego podpisuję ją dziś. Nie było moją intencją zaskakiwanie kogokolwiek. Przewodniczący Biskupski zasugerował, że jeśli radni chcą, mogą też ją podpisać. Kto nie – ten nie musi. Kto chce chodzić na stadion, ten chodzi, kto nie – nie musi. Na tym polega demokracja. Próbujemy od wielu lat budować mocny klub sportowy. Bezwzględne jest bezpieczeństwo nie tylko zawodników, ale również widzów, osoby przychodzące z dziećmi na stadion. Chciałbym, choć wiem, że nie jest to do końca możliwe, by agresja, wulgaryzmy, zostały jednoznacznie zlikwidowane. Nie powinno się kibicować swojej ukochanej drużynie w atmosferze wzajemnej nienawiści. Buduje się nowy stadion. Zachęcamy mieszkańców, by uczestniczyli w imprezach sportowych, by odbywały się przy pełnych trybunach, ale muszą się czuć bezpieczni i to bezpieczeństwo chcemy zagwarantować.

Prezydent Krupa dodawał, że nie angażowałby radnych w tę sprawę między klubem a kibicami, gdyby nie ostatnie posiedzenie Komisji Kultury, Promocji i Sportu, na którym głos zabrali kibiców.

Radna Barbara Wnęk-Gabor przypominała, że kibice nie podpisali deklaracji na listopadowej konferencji, bo zostali na nią zaproszeni zbyt późno i zaapelowała o zgodę. – Jesteśmy jedynym klubem w Polsce, który ma taką sytuację. Dajemy na klub tyle pieniędzy, a mamy puste trybuny. Kibice to 12. zawodnik i wszyscy o tym wiemy. Bardzo proszę o zakończenie sporu i rozmowę – mówiła Wnęk-Gabor.

Prezydent Krupa podsumowywał:

– Środowisko kibiców, które usilnie zabiega, by spotkać się z zarządem, przedstawicielami miasta. Nic nie stoi na przeszkodzie, to tylko kwestia odcięcia się od sytuacji z meczu z Widzewem. Z każdym porozmawiam, pod warunkiem, że podpisze tę deklarację. Nic więcej nie potrzeba. A że kibice nie mogli uczestniczyć w konferencji? Z całej Polski zjechali przedstawiciele związków sportowych, a ludzie, którzy są na miejscu, nie mogli oddelegować jednego przedstawiciela do dyskusji dotyczącej bezpieczeństwa w sporcie? Proszę takich insynuacji nie robić. Kto chce, podpisze, kto nie chce, nie podpisze. Na tym polega demokracja.

 

Wicemarszałek z Bukowej

Łukasz Czopik został członkiem nowego zarządu województwa śląskiego. Wkrótce wiceprezes GieKSy pożegna się z klubem.

Poniedziałkowy przewrót i odsunięcie PiS od władzy w Urzędzie Marszałkowskim ma też piłkarskie zabarwienie. Łukasz Czopik, wiceprezes GKS-u Katowice, został członkiem nowego zarządu województwa śląskiego, powołanego przez nową koalicję Ruchu Samorządowego „Tak! Dla Polski!” oraz Platformy Obywatelskiej. Czopik objął funkcję wicemarszałka. Co oznacza to dla GieKSy?

Formalnie, Czopik mógłby łączyć obie te funkcje ale z nieoficjalnych informacji we wtorkowy ranek wynikało, że tak się nie stanie i z odpowiednim okresem wypowiedzenia rozstanie się z GKS-em. Na oficjalny komunikat trzeba było poczekać do popołudnia, co warunkowałam.in. obecność spółki na giełdzie NewConnect i to tam – a dopiero później w kanałach klubowych – GKS musi publikować tak kluczowe wieści. „W związku z decyzją Sejmiku, Łukasz Czopik na mocy porozumienia stron, zakończy współpracę z Klubem z końcem stycznia 2023 r.” – oświadczył klub z Bukowej. Bez odpowiedzi pozostaje póki co pytanie, czy zarząd GieKSy zostanie uzupełniony i nadal będzie dwuosobowy. W takiej formule egzystuje od stycznia br..

– Taka decyzja zapadła ze względu na ogrom obowiązków, jakie miał w tej chwili na głowie prezes Marek Szczerbowski. Jeśli zarząd jest 1-osobowy, to 1-osobowa jest też odpowiedzialność i w razie choroby, absencji prezesa, są problemy organizacyjne. Stąd też ruch z powołaniem nowego członka zarządu – tłumaczył na naszych łamach Sławomir Witek, naczelnik Wydziału Edukacji i Sportu Urzędu Miasta Katowice oraz członek rady nadzorczej GKS-u. Do formuły funkcjonowania w 2-osobowym zarządzie klub wrócił wtedy po ponad 4 latach.

Była to kwestia głównie nomenklatury, bo Czopik na Bukowej pojawił się już jesienią 2019 roku, czyli na początku kadencji prezesa Szczerbowskiego. Pełnił rolę dyrektora zarządzającego spółki, a przez rok był też prezesem fundacji „Sportowe Katowice” prowadzącej Akademię Młoda GieKSa (obecnie jej prezesem jest Kinga Pajerska-Krasnowska). Kibice, od lipca bojkotujący mecze w geście protestu przeciwko rządom Szczerbowskiego, w jednym z tekstów na swoim portalu gieksa.pl ironizowali: „My kojarzymy go jedynie z tego, że zorganizował juniorom w akademii pierwszą edycję Turnieju o Puchar Prezesa Łukasza Czopika. Trzeba mieć bardzo wysokie ego, żeby postawić się przed Furtokiem, Jojką, Piekarczykiem czy Górnikiem…”.

Nim trafił na Bukową, Łukasz Czopik był m.in. prezesem oraz dyrektorem generalnym Górnośląskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów. Sprawował kierowniczą funkcję w Hucie Baildon, no i już wcześniej był związany z Urzędem Marszałkowskim jako sekretarz województwa. Teraz wraca tam w roli wicemarszałka z rekomendacji Koalicji Obywatelskiej.

Tak przedstawia go Urząd Marszałkowski w oficjalnym komunikacie: „Prawnik z praktyką samorządową i biznesową. Specjalista w zakresie prowadzenia procesów restrukturyzacyjnych i zarządzania złożonymi strukturami kapitałowymi. Certyfikowany audytor finansowy z wieloletnim doświadczeniem w sektorze prywatnym i publicznym”.

– To osoba związana ze sportem, zarządzał GKS-em Katowice, działał w prywatnym biznesie, był sekretarzem w Urzędzie Marszałkowskim i zna go jak mało kto. Do zarządu musieli wejść fachowcy, broń Boże ludzie z pierwszych szeregów politycznych, a osoby związane wcześniej z biznesem, samorządem, znające sejmik i mogące szybko zacząć tu współpracę – mówił wczoraj na antenie Radia Piekary Arkadiusz Chęciński, prezydent Sosnowca i jeden z liderów Ruchu Samorządowego „Tak! Dla Polski!”.

Czopik na jednej z gali „Złotych Buków” podsumowującej rok w wykonaniu wielosekcyjnej GieKSy stwierdził: „ Do niedawna miałem przekonanie, że najwięcej emocji w życiu dostarcza małżeństwo, ale miniony rok i wydarzenia z boisk, parkietów, lodowisk pokazał, że wcale tak nie musi być”. Teraz przy Bukowej muszą obrać za dobrą monetę, że we władzach województwa, od którego przecież zależny jest szereg spółek będących automatycznie kandydatami na sponsorów dla wielu podmiotów, będą mieli „swojego człowieka”.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – W Nysie tie-break dla GKS-u

Siatkarze GKS-u Katowice prowadzili w meczu ze Stalą Nysa już 2:0 po naprawdę dobrej grze. W dwóch kolejnych partiach pałeczkę przejęli jednak gracze PSG Stali Nysa i to oni dominowali na boisku. Doszło tym samym do tie-breaka, w którym lepsi byli podopieczni Grzegorza Słabego i to oni zainkasowali cenne dwa punkty. MVP meczu został Jakub Jarosz.

W mecz lepiej weszli siatkarze GKS-u za sprawą dobrej gry w ataku Jakuba Jarosza, Marcina Kanii i Tomasa Rousseaux (4:0). Serię przerwał dopiero Wassim Ben Tara. Katowiczanie byli jednak skuteczniejsi w ataku, punktowali też blokiem (9:3. Kiedy efektownym pojedynczym blokiem popisał się Jarosz, a następnie tym samym elementem zapunktował Jakub Szymański było już 12:4 dla GKS. Katowiczanie spokojnie kontrolowali boiskowe wydarzenia, Daniel Pliński na słabszą postawę swojej ekipy reagował zmianami, ale nic to nie dawało. Zagrywką popracował wprawdzie Patryk Szczurek (10:16), ale siła ofensywna rywali była zbyt duża. Skuteczny był m. in. Jakub Szymański (17:10). Gospodarze robili, co mogli aby odrobić straty, przy dobrej zagrywce Zhukouskiego zbliżyli się na 17:20, ale po chwili blok na Kwasowskim dał już wynik 22:17. Katowiczanie nie pozwolili już sobie wyrwać wygranej w tym secie, as serwisowy Jarosza dał im piłki setowe (24:19). Atakujący GKS zakończył zmagania w tej partii udanym atakiem.

W ustawieniu z Piotrem Hainem na zagrywce GKS prowadził w secie drugim już 6:1. W ekipie z Katowic nie zawodził Szymański, punktował każdym elementem (13:7, 14:8).   Swój zespół atakiem i zagrywką próbował poderwać Wassim Ben Tara (11:14).  Skuteczne ataki katowiczan oraz błędy Stali  w ofensywie spowodowały, że na tablicy zrobiło się 19:12. Podopieczni Daniela Plińskiego wygrali trzy kolejne akcje, blokiem zapunktował m. in. Abramowicz, a po bloku na Jaroszu  i autowym ataku Szymańskiego było już tylko 20:18 dla GKS.  Zagrywką  i atakiem popracował Wassim Ben Tara, swoje w ataku robił Rafał Buszek co pozwoliło doprowadzić do stanu 24:23 dla Stali Nysa. W grze na przewagi po atakach Jarosza i Kanii lepsi okazali się jednak katowiczanie.

Znakomite zagrywki Jakuba Abramowicza dały w trzecim secie wynik 3:1 dla Stali. Na 5:5 zagrywką wyrównał Marcin Kania. Wynik oscylował wokół remisu do momentu, gdy znów w polu zagrywki popisał się Abramowicz, a następnie działał blok (11:8). Punktował także i w ataku i w zagrywce Ben Tara (13:9). Stal przejęła kontrolę nad wydarzeniami, dobrze spisywał się Buszek, działał blok (17;12). Po stronie GKS-u mnożyły się błędy, a w szeregach rywali dobrze do gry wprowadził się Zouheir El Graoui (21:13). Ben Tara dał swojej ekipie piłki setowe (24:16). Zmagania w tej odsłonie zakończyła zepsuta zagrywka Tomasa Rousseaux.

Ataki Zouheir El Graoui, blok Ben Tary i as serwisowy Zhukouskiego dały wynik 4:0 dla Stali w secie czwartym. Atak Jankowskiego dał im już wynik 9:4. Stal utrzymywała kilkupunktowy dystans, a  w ustawieniu z Ben Tarą na zagrywce odskoczyła  już na 16:10. GKS wzmocnił serwis i zaczął odrabiać straty (16:19).  Po ataku Abramowicza było już 22:18 i wszystko zmierzało w kierunku tie-breaka.  Ostatecznie po błędzie serwisowym Jakuba Jarosza było 25:22 i w meczu 2:2.

Na początku tie-breaka wynik oscylował wokół remisu. Dopiero udany blok pozwolił katowiczanom odskoczyć na 7:5. Po ataku Seganowa na tablicy było 11:8 dla gości i to oni byli bliżej zwycięstwa. Stal nie rezygnowała i  po bloku Buszka zbliżyła się na 10:11, ale zraz potem popełniła własne błędy i różnica ponownie wynosiła trzy oczka (10:13). Piłki meczowe katowiczanom dał atak Rousseaux. Mecz zakończył błąd zagrywki.

MVP: Jakub Jarosz

PSG Stal Nysa – GKS Katowice 2:3 (21:25, 24:26, 25:17, 25:22, 12:15)

 

HOKEJ

sportdziennik.com – Dogrywka rozstrzygnęła 

Drugi raz z rzędu hokeiści GKS-u rozegrali dobre spotkanie, ale zdobyli tylko punkt. Szczęście ich omija.

Obie drużyny stworzyły niezwykle ciekawe widowisko z wieloma sytuacjami bramkowymi. A wszystko skończyło się po jednym golu w regulaminowym czasie. Dogrywka przyniosła szybko rozstrzygnięcie, bo po 1:12 min Wojtech Polak zdobył zwycięskiego gola. Tak więc obrońcy tytułu mistrzowskiego z Katowic zaliczyli 4. porażkę z rzędu, choć wcale na nią nie zasłużyli.

Zespół GKS-u, choć pod Wawelem, pojawił się bez obrońcy Jakuba Waackiego oraz napastnika Matiasa Lehtonena to był mocno zdeterminowany. Od pierwszego gwizdka szukał swojej szansy, by w końcu przerwa kiepską serie porażek. Taki sam cel przyświecał gospodarzom, którzy nie zamierzali oddawać pola. Stąd też w 1. tercji wiele składnych akcji oraz soczystych strzałów. Bezbramkowy wynik to zasługa obu bramkarzy Roka Stojanoviciaoraz Johna Murraya. „Pasy” nie wykorzystały 2 razy liczebnej przewagi. Ba, druga z nich mogła się zakończyć stratą gola. W 9 min Bartosz Fraszko, najlepszy punktujący zawodnik GKS-u, otrzymał krążek z własnej strefy i samotnie popędził z nim na bramkę gospodarzy. Uderzył, ale Stojanović wyczuł intencje. W rewanżu Martin Kasperlik, najskuteczniejszy zawodnik gospodarzy, nie zdołał pokonać Murraya. Pod jedną i drugą bramką było gorąco. Shigeki Hitosato nie zdołał skierować krążka do pustej bramki, a w 18 min. Joona Monto trafił w poprzeczkę. Nieco wcześniej ani Radosław Sawicki ani też Roman Rac nie potrafili skierować krążka do siatki.

W 2. odsłonie może tempo akcji nieco spadło, ale to wcale nie oznacza, że nie brakowało okazji do zmiany rezultatu. Bardziej klarowne sytuacje mieli Patryk Wronka, Marek Raczuk oraz ponownie Kasperlik, ale krążek jak zaczarowany padł łupem Murray albo też dziwnym trafem mijał minimalnie bramkę. Goście wcale nie chcieli być dłużni i również groźnie atakowali. Mecz był prowadzony fair i tym razem obyło się bez żadnych wykluczeń. Pewnie między tercjami w obu w szatniach toczyły się ożywione rozmowy jaką akcją można zaskoczyć rywala.

I taka sytucja się pojawiła w 44 min Jirzi Gula podał, ale zmylił czujność rywali i w dogodnej sytuacji posłał krążek obok rozpaczliwie interweniującego Murraya do siatki. Stworzyła się arcyciekawa sytuacja, bo przecież goście chcieli za wszelką cenę zmienić niekorzystny wynik. Japończyk Hitosato po raz 2. w tym spotkaniu mógł wpisać do protokołu, ale znów posłał krążek obok słupka. Na 2:30 min trener Jacek Płachta wziął czas i manewr przyniósł efekt. Przez ponad minutę goście grali w tercji gospodarzy i w końcu Brandon Magee zdołał wepchnąć krążek do siatki. Do końca regulaminowego czasu wszelkie próby zmiany wyniku zakończyły się fiaskiem. A w dogrywce szczęście dopisało „Pasom” i one zapisały na swoim koncie zwycięstwo, ale tym razem za 2 pkt.

 

hokej.net – Koncertowa gra Pasiuta i Fraszki dała przełamanie GieKSie!

Mistrzowie Polski przełamali się po czterech porażkach z rzędu, wygrywając u siebie z KH Energą Toruń. Katowiczanie trzy razy pokonywali bramkarza gości w liczebnym osłabieniu, a Grzegorz Pasiut wraz z Bartoszem Fraszko zdobyli wspólnie cztery gole i zanotowali pięć asyst.

Szybko rozwiązał nam się worek z bramkami w Katowicach. Spotkanie znakomicie rozpoczęło się dla hokeistów KH Energii Toruń, którzy w 7. minucie wyszli na prowadzenie za sprawą braci Kalinowskich. Kamil zagrał do Michała, a ten sfinalizował akcję przyjezdnych w przewadze po wcześniejszej karze dla Teemu Pulkkinena. Na odpowiedź graczy GKS-u Katowice nie musieliśmy długo czekać i już w 8. minucie mieliśmy remis, do którego doprowadził Marcin Kolusz. Obrońca katowiczan zdecydował się wrzucić gumę z prawego bulika w kierunku bramki strzeżonej przez Mateusza Studzińskiego, a ta zatrzepotała w siatce obok bezradnego golkipera gości. W 14. minucie gospodarze wyszli na prowadzenie. Hampus Olsson był naciskany przez rywali i gdy wydawało się, że gubi krążek zdołał oddać jeszcze sprytny strzał, który znalazł drogę do bramki.

Ponownie początek nie był najlepszy w wykonaniu mistrzów Polski, którzy popełniali proste błędy i to zemściło się w 23. minucie, kiedy to Niki Koskinen doprowadził do wyrównania. „Stalowe Pierniki” poszły za ciosem i w 28. minucie Michał Kalinowski zakończył kontrę, wyprowadzając swój zespół drugi raz w tym meczu na prowadzenie. Dla zawodnika gości było to również drugie trafienie w tym meczu. Chwilę później na ławce kar wylądował Mateusz Bepierszcz i gra przyjezdnych się posypała. W rolach głównych wystąpili Bartosz Fraszko oraz Grzegorz Pasiut. Najpierw Fraszko asystował przy golu w osłabieniu Pasiuta, a po kilku sekundach kapitan GieKSy odwdzięczył się notując asystę po bramce w osłabieniu Fraszki. W 33. minucie Pasiut dopadł do bezpańskiego krążka i ustrzelił dublet w tym starciu. W 37. minucie swoje drugie trafienie zaliczył również Fraszko, a trzecie gospodarzy w osłabieniu. Napastnik katowiczan wyjechał sam na sam ze Studzińskim i efektownym strzałem spomiędzy nóg pokonał golkipera przyjezdnych.

W trzeciej tercji długo czekaliśmy na kolejne trafienia. Dopiero w 57. minucie Teemu Pulkkinen po raz pierwszy zdobył gola w meczu, a siódmego dla katowiczan. Chwilę przed końcem spotkania Olsson dołączył do Pasiut i Fraszki, zdobywając drugie trafienie. Jednak ostatnie słowo należało do przyjezdnych Illi Korenczuka, który zakończył strzelanie w Katowicach.

 

Doświadczenie górą. GieKSa lepsza od STS-u

W 25. kolejce Polskiej Hokej Ligi hokeiści GKS Katowice pokonali Marmę Ciarko STS Sanok 3:1. Osłabieni kadrowo goście dopiero w trzeciej tercji stracili dwa gole, które zdecydowały o trzech punktach GieKSy.

Do meczu GieKSa przystąpiła w pełnym składzie, do gry wrócił Jakub Wanacki. Odmiennie przestawiała się sytuacja w składzie gości, gdzie skład przetrzepała choroba. Na antybiotyku i z wysoką gorączką zmagają się Juho Mäkelä, Niko Ahoniemi, Karol Biłas, Szymon Dobosz i Johan Lorraine a kontuzjowany jest Bogusław Rąpała oraz Bartosz Florczak.

Katowiczanie bardzo dobrze weszli w niedzielne spotkanie, bo od gola Joony Monto w drugiej minucie meczu. Fin sprytnie przekierował strzał Shigekiego Hitosato do bramki Salamy i potwierdził dominację gospodarzy w pierwszych minutach spotkania. Jednak potem GieKSiarze pozwolili gościom na rozkręcenie się po karach dla Igora Smala i Brandona Magee. Jednak defensywa na czele z Johnem Murray’em nie pozwalała sanoczanom na wiele, ale i tak gospodarze musieli mocno pilnować szyków obronnych po akcjach Eliota Lorraine’a i Samiego Tamminena. Strzał na prowadzenie 2:0 miał aktywny Bartosz Fraszko, ale tym razem gości uratowała interwencja bramkarza. W ostatniej minucie Jere Karlsson uderzył w poprzeczkę bramki Murraya.

Katowiczanie wyszli na początku drugiej odsłony z opresji gdyż na ławce kar siedział Grzegorz Pasiut. GieKSa przeszła do kontrofensywy, w której nieraz brakowało nieco szczęścia. Swoje sytuacje na drugą bramkę dla GieKSy mieli Lehtonen, Pasiut i Fraszko, ale nie udawało się podwyższyć wyniku mimo wyraźnej przewagi w strefie rywala. Sanoczanie wysłali kilka ostrzeżeń w postaci solowych akcji, aż w 31. minucie doprowadzili do remisu po kontrze 2 na 1 i bramce Gindy z podania Tamminena. To trafienie wystarczająco podrażniło mistrzów Polski, gdyż ci w ostatnich minutach tercji dosłownie zamknęli Marmę Ciarko STS w jej tercji i walczyli o odzyskanie prowadzenia, a blisko powodzeni byli Pulkkinen i Bepierszcz.

Cel GieKSy stał się faktem w 43. minucie, kiedy Christian Blomqvist pewnie wykończył kontrę po błyskawicznych podaniach Lehtonena i Pulkkinena. Goście odpowiadali akcjami Lorraine’a i Heikkenena, ale tym razem GKS wykazywał się dużo większą determinacją i agresją niż w drugiej tercji. Sporym zagrożeniem dla obrony przeciwników był strzelec bramki Blomqvist, inicjujący kolejne groźne akcje GieKSy. W 57. minucie sytuację na dobre uspokoił Bartosz Fraszko, który spokojnie huknął spomiędzy bulików i dał trzeciego gola w meczu dla GieKSy.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga