Hokej Klub Piłka nożna Prasówka Stadion
Tygodniowy przegląd mediów: Stadion w marcu?
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Drużyny kobieca i męska zakończyły rundę jesienną. Piłkarki wrócą do rozgrywek na początku marca przyszłego roku. Piłkarze z kolei pierwszy mecz na wiosnę rozegrają 31 stycznia 2025 roku. Ruszyła sprzedaż karnetów na mecze w rundzie wiosennej GieKSy w PKO BP Ekstraklasy. Upamiętniając zmarłego niedawno Jana Furtoka klub stworzył serię gadżetów, które są do kupienia m.in. w klubowym sklepie oraz Blaszoku. Wiceprezydent Katowic Maciej Biskupski w programie TVP Katowice powiedział, że nowy stadion zostanie oddany do użytku w marcu przyszłego roku. W trakcie styczniowego turnieju Spodek Super Cup będzie można zobaczyć m.in. Jerzego Dudek, Martina Skrtel i Marka Jankulowski.
Do zespołu siatkarzy dołączył libero Patryk Waloch. Został również uzupełniony sztab szkoleniowy – dołączył statystyk Jakub Zabielny. Drużyna rozegrała w ubiegłym tygodniu jedno spotkanie – z MKS-em Będzin. Wygraliśmy 3:2. Następny mecz zespół rozegra 22 grudnia o 20:30 na wyjeździe ze Stalą Nysa.
Hokeiści w ubiegłym tygodniu nie rozegrali żadnego spotkania. W rozpoczętym tygodniu zespół rozegra trzy mecze: pojutrze (18.12) wyjazdowe z GKS-em Tychy, w piątek (20.12) z JKH GKS-em Jastrzębie (w Satelicie) oraz w niedzielę (na wyjeździe) z Energą Toruń. Mecze rozpoczną się odpowiednio o godz. 18:00, 18:30 i 17:00. W sobotę hokeiści wzięli udział w Jarmarku Bożonarodzeniowym na Rynku.
PIŁKA NOŻNA
dziennikzachodni.pl – Kiedy piłkarze GKS Katowice będą mogli korzystać z nowego stadionu? „Zakładamy, że w marcu przyszłego roku stadion będzie gotowy do użytku”
Inwestycja związana z budową nowego stadionu dedykowanego drużynie GKS Katowice została zakończona. – Obecnie trwają odbiory. Zakładamy, że w marcu przyszłego roku stadion będzie gotowy do użytku – mówi Maciej Biskupski, wiceprezydent Katowic, który był gościem Marcina Zasady w programie TVP3 Katowice „Protokół rozbieżności”.
Nowy Stadion Miejski, dedykowany GKS Katowice, będzie miał trybuny na 14.896 osób plus halę dla 2.792, dwa trawiaste boiska treningowe, parkingi oraz małą infrastrukturę.
Obiekt powstał na Załęskiej Hałdzie, obok autostrady A4, a ulica przy której jest położony otrzyma nazwę Nowa Bukowa, nawiązującą do „matecznika” GKS Katowice.
Inwestycja miała być gotowa na jesień i rzeczywiście – przynajmniej według wiceprezydenta Katowic – została już zakończona. Nie oznacza to jednak, że piłkarze mogą od razu wbiec na boisko.
– Inwestycja została już zakończona. Obecnie trwają odbiory – mówił Maciej Biskupski, wiceprezydent Katowic, który był gościem Marcina Zasady w programie TVP3 Katowice „Protokół rozbieżności”.
Jego zdaniem, wszystko zostało zrealizowane zgodnie z terminem. Na razie jednak obiekt nie został jeszcze oddany do użytku. Dlaczego?
– W przypadku stadionów wymagana jest specyficzna procedura odbiorowa. Swoje ćwiczenia wkrótce będzie też tam realizować policja – wyjaśnił.
Pierwszy wiosenny domowy mecz Ekstraklasy piłkarze GKS rozegrają 31 stycznia 2025. Ich rywalem będzie Stal Mielec. Mecz ten zostanie rozegrany na „starej” Bukowej i być może jeszcze nie będzie – jak początkowo zakładano – oficjalnym pożegnaniem z tą areną. Dlaczego? Bo nowy obiekt może być gotowy nieco później.
– Zakładamy, że w marcu przyszłego roku stadion będzie gotowy do użytku. Liczymy na to, że GKS znaczącą część rundy wiosennej będzie rozgrywał na stadionie przy ulicy Nowej Bukowej – przyznał Maciej Biskupski.
Przy tej okazji warto wspomnieć, że podczas gali 60-lecia GKS Katowice prezes klubu Krzysztof Nowak zaproponował, by nowy Stadion Miejski nosił imię Jana Furtoka, legendarnego piłkarza, który w ostatnich latach cierpiał na chorobę Alzheimera. Ten niestety tego momentu już nie doczekał – zmarł 26 listopada w wieku 62 lat.
Pomysł z zaproponowaną nazwą wzbudził jednak aplauz wśród zgromadzonych gości. „Podłapał” go również prezydent Katowic, Marcin Krupa.
– To bardzo dobry pomysł, ale myślę, że warto zapytać społeczności, więc na pewno zrobimy jakiś konkurs albo publiczne zapytanie w sprawie imienia dla stadionu – komentował wówczas prezydent Katowic Marcin Krupa.
Po śmierci legendarnego piłkarza temat powrócił.
– Środowisko mieszkańców i kibiców zareagowało na tę propozycję pozytywnie. Teraz to więc kwestia czasu, kiedy stadion zostanie oddany do użytku. Ale będzie on nosił imię Jana Furtoka – mówił Maciej Biskupski, zastępca prezydenta Katowic.
Koszt inwestycji związanej z nowym stadionem to 285,9 milionów złotych brutto (pierwotnie zakładano 248,8 mln, ale podwyżka została zaakceptowana przez radnych).
Legendy FC Liverpool w Katowicach. Jerzy Dudek i Martin Skrtel w Spodek Super Cup
W styczniowym turnieju Spodek Super Cup kibice będą mogli zobaczyć Jerzego Dudka. Poza polskim bramkarzem FC Liverpool w Katowicach pojawi się także inna legenda „The Reds” Martin Skrtel, a także była gwiazda AC Milan Marek Jankulovski.
Legendy FC Liverpool i AC Milan to kolejne piłkarskie gwiazdy, które będzie można zobaczyć po Nowym Roku w Katowicach. 11 stycznia w Spodku poza piłkarzami GKS Katowice, Górnika Zabrze z Lucasem Podolskim na czele czy Sławomirem Peszko i jego zespołem gwiazd „Superbet” pojawią się piłkarskie legendy – Jerzy Dudek, Martin Skrtel i Mark Jankulowski.
– To turniej stworzony dla kibiców. Chcemy, aby każdy miłośnik futbolu, niezależnie od wieku, poczuł się częścią tej piłkarskiej uczty. Jestem ogromnie dumny, że do katowickiego Spodka sprowadzimy prawdziwe legendy piłki nożnej. I dodam tylko, że jeszcze nie powiedzieliśmy ostatniego słowa – powiedział Grzegorz Górski. organizator Spodek Super Cup.
Jerzego Dudka nikomu na Śląsku nie trzeba przedstawiać. Kariera pochodzącego z Knurowa bramkarza była pełna sukcesów, a jednym z najważniejszych momentów było zwycięstwo w Lidze Mistrzów UEFA w 2005 roku z drużyną Liverpool FC przeciwko AC Milan. Dudek wykonał serię kluczowych interwencji w meczu oraz w rzutach karnych, stosując tzw. „Dudek dance”, co pomogło drużynie wygrać. Na koniec kariery grał jako rezerwowy bramkarz w jednym z największych klubów na świecie, Realu Madryt, zdobywając doświadczenie na najwyższym poziomie. Dudek rozegrał 60 meczów w barwach reprezentacji Polski w latach 1998–2013, a prywatnie jest kibicem Górnika i tej drużynie będzie kibicował w Spodku.
Martin Skrtel to słowacki piłkarz, który w sezonie 2011/2012 został najlepszym piłkarzem Liverpoolu w Premier League, a zdecydowali o tym sam kibice w specjalnym głosowaniu.
Marek Jankulowski to były gracz AC Milan, który rozegrał w nim 117 spotkań, a razem z zespołem „Rossonerich” w 2007 roku triumfował w rozgrywkach Ligi Mistrzów, Superpucharu Europy oraz Klubowych Mistrzostw Świata.
Skrtel i Jankulowski raczej nie wybiegną na boisko, ale będą dostępni dla kibiców w fanzonie, gdzie będą rozdawać autografy i pozować do pamiątkowych zdjęć z kibicami.
Na płycie Spodka z pewnością pojawi się natomiast Szymon Marciniak. Najlepszy polski arbiter, a zdaniem wielu także najlepszy sędzia na świecie prowadzić będzie mecze w turnieju Spodek Super Cup 2025.
Przypomnijmy, że 11 stycznia w legendarnej katowickiej hali rywalizować będą Górnik Zabrze, GKS Katowice, Spartak Trnava, Banik Ostrava, Wisłoka Dębica, ROW 1964 Rybnik, JKS Jarosław oraz Drużyna Gwiazd SuperBet prowadzona przez Sławomira Peszkę.
Mecze rozgrywane będą na boisku z bandami o wymiarach 40 m x 21 m. Organizatorzy spodziewają się, że na trybunach Spodka zasiądzie 9 tysięcy widzów. Bilety na Spodek Super Cup 2025 są do nabycia na stronie www.spodeksupercup.pl.
wkatowicach.eu – Karnety na rundę wiosenną meczów GKS-u Katowice już w sprzedaży. Kiedy pierwszy mecz?
[…] Teraz pora na odpoczynek dla piłkarzy i kibiców. Mecze w ramach PKO PB Ekstraklasy wrócą po przerwie. W rundzie wiosennej GKS rozegra osiem domowych spotkań. Przed katowiczanami mecze ze:
Stalą Mielec,
Piastem Gliwice,
Zagłębiem Lubin,
Górnikiem Zabrze,
Puszczą Niepołomice,
Legią Warszawa,
Cracovią
i Lechem Poznań.
Runda wiosenna rozpocznie się dla naszych piłkarzy w Katowicach. Spotkanie w ramach 19. kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy zostanie rozegrane pomiędzy GKS-em Katowice a Stalą Mielec w piątek 31 stycznia o godz. 18:00.
6 grudnia rozpoczęła się pierwsza faza sprzedaży zamkniętej karnetów skierowana dla kibiców, którzy posiadali karnety w rundzie jesiennej. Mogą oni kupić karnety na to samo miejsce do 13 grudnia do godz. 10:00. Od 13 grudnia o godz. 10:00 do 20 grudnia do godz. 10:00 potrwa druga faza sprzedaży zamkniętej karnetów – dla kibiców, którzy chcą zmienić swoje miejsca z jesiennych karnetów.
Sprzedaż otwarta dla wszystkich kibiców rozpocznie się 20 grudnia o godz. 10:00.
Karnety sprzedawane są, tak jak dotychczas, na Stadion Miejski przy ul. Bukowej. A co, jeśli GKS przeniesie się na nowy stadion? Wówczas karnetowicze otrzymają łatwą możliwość przeniesienia swojego miejsca na nowy obiekt. O szczegółach będziemy informować – przekazuje GKS Katowice
Ceny karnetów na rundę wiosenną sezonu 2024/2025 wynoszą:
180 zł („Blaszok”),
250 zł (Trybuna Główna),
140 zł (ulgowy na cały stadion),
500 zł (rodzinny na sektor 1 lub 2 Trybuny Głównej).
Specjalne ceny przygotowano dla kibiców, którzy posiadali karnety w rundzie jesiennej. Dla nich ceny wynoszą:
140 zł („Blaszok”),
200 zł (Trybuna Główna),
115 zł (ulgowy na cały stadion),
400 zł (rodzinny na sektor 1 lub 2 Trybuny Głównej).
Karnet ulgowy przysługuje osobom powyżej 65 lat oraz młodzieży w wieku 5-18 lat. Ulgowe karnety mogą też nabyć studenci za okazaniem legitymacji (przy zakupie stacjonarnym) lub przesłaniem jej skanu na [email protected] (przy zakupie internetowym). Dzieci do lat 5 wchodzą na mecze na podstawie darmowego karnetu odebranego w Systemie Biletowym GieKSy w łącznej transakcji nabycia karnetu przez osobę pełnoletnią.
Karnety można zakupić: na stronie bilety.gkskatowice.eu, w Regionalnym Centrum Informacji Turystycznej (Katowice, Rynek 13) – od poniedziałku do piątku w godz. 9:00 – 18:00 i w soboty oraz niedziele w godz. 9:00 – 13:00, w Oficjalnym Sklepie GKS-u Katowice (Katowice, Bukowa 1A).
Kibice GKS-u Katowice mogą kupić klubowe gadżety, które upamiętniają Jana Furtoka
Klubowe gadżety GKS-u Katowice upamiętniające Jana Furtoka można kupić w oficjalnych sklepach klubu. Pamięć o legendarnym zawodniku GieKSy stała się motywacją do stworzenia m.in. specjalnych t-shirtów i szalików. Jeden z najlepszych zawodników w historii GKS-u zmarł 26 listopada w wieku 62 lat.
W oficjalnym sklepie GKS-u Katowice (ul. Bukowa 1A) oraz w sklepie kibiców „Blaszok” (ul. Św. Stanisława 6) można już kupić gadżety upamiętniające śp. Jana Furtoka.
Oba sklepy oferują swoje modele t-shirtów oraz wspólny model szalika. Ceny są jednakowe: koszulki kosztują 79 zł (niezależnie od modelu), a szalik 49 zł. Co ważne, zysk ze sprzedaży tych pamiątek zostanie przeznaczony na specjalny cel, uzgodniony z rodziną śp. Jana Furtoka. Zachęcamy do zakupów wszystkich pamiątkowych gadżetów w sklepach stacjonarnych oraz na stronach internetowych sklep.gkskatowice.eu i blaszok.pl.
Dodajmy, że w sklepie „Blaszok” wystawiona została księga kondolencyjna ku pamięci Jana Furtoka, w której można zostawić swój wpis. Księga jest także cały czas dostępna na Stadionie Miejskim przy Bukowej.
Byliśmy w kinie na filmie „Bukowa. Nasz dom”. Co mówią o nim kibice i trenerzy?
W Katowicach w Multikinie odbyła się prapremiera filmu „Bukowa. Nasz dom”, który będzie miał swoją oficjalną premierę na kanale GieKSa TV w okresie świąt Bożego Narodzenia.
Prace nad filmem pt. „Bukowa. Nasz dom” dobiegły końca. W czwartek, 12 grudnia, w Multikinie w Galerii Katowickiej odbyła się prapremiera dla kibiców i zaproszonych gości. Realizacji filmu podjął się Michał Muzyczuk, który w dorobku reżyserskim ma m.in. „Dekadę GieKSy”.
Dla mnie to wyjątkowy projekt, bo nigdy dotychczas tematyka, którą poruszałem w swoich filmach, nie była mi aż tak bliska. Fenomen kibicowania to coś, co mnie osobiście dotyczy. Co do samego stadionu przy Bukowej to jest on wyjątkowy, bo w dzisiejszej Polsce niewiele jest już obiektów tego typu. Film opowiada o ludziach, którzy tworzyli historię tego miejsca przez 60 lat. To opowieść m.in. o trzypokoleniowej rodzinie z Bogucic. Poznamy historię dziadka, syna i wnuka, z których każdy na swój sposób jest związany z GKS-em. Mam nadzieję, że film będzie godnym uhonorowaniem wyjątkowego obiektu przy Bukowej – podkreśla Muzyczuk.
Oczywiście w filmie nie zabrakło też wątków stricte sportowych.
Nie da się opowiadać o stadionie bez opowiadania o piłce nożnej. Przypominamy więc czasy Rapidu Wełnowiec, lata 80. i 90. gdy GKS święcił triumfy, a także czasy kryzysu na początku obecnego wieku. Oczywiście nie zabraknie także wydarzeń z poprzedniego, bajkowego sezonu. On sam w sobie był gotowym scenariuszem na film – dodaje reżyser.
Zdjęcia do filmu realizowane były przy okazji tegorocznych, niezapomnianych meczów GieKSy. Filmowcy towarzyszyli drużynie i dopingującym im fanom m.in. podczas spotkań w Katowicach z Wisłą Kraków w 1 lidze, czy Lechią Gdańsk z PKO BP Ekstraklasie, ale także przy okazji pamiętnego starcia wyjazdowego z Arką Gdynia. W poszukiwaniu ciekawych wątków autorzy wyruszyli także za granicę.
Film będzie miał swoją oficjalną premierę na kanale GieKSa TV w okresie świąt Bożego Narodzenia.
SIATKÓWKA
katowickisport.pl – Nowy trener w sztabie GKS-u Katowice
Do sztabu trenerskiego siatkarskiej drużyny GKS-u Katowice dołączył statystyk. To pozwoliło objąć Marcinowi Barczyńskiemu rolę drugiego trenera drużyny.
Nowym statystykiem w siatkarskim GKS-ie Katowice został Jakub Zabielny. Rozpoczął pracę w takiej roli w 2020 roku w MKS-ie Będzin. Większość swojej dotychczasowej kariery w siatkówce spędził on w klubach siatkówki kobiecej, kolejno Trans-Ann Płomieniu Sosnowiec, IŁ Capital Legionovii Legionowo, #Volley Wrocław i ITAS Tools Stali Mielec. W tym sezonie Jakub Zabielny pełnił funkcję statystyka w zespole Hospel Płomienia Sosnowiec.
Dzięki pojawieniu się w sztabie nowego statystyka rolę drugiego trenera objął Marcin Barczyński, który pracuje w klubie od początku poprzedniego sezonu. Barczyński będzie prawą ręką trenera Emila Siewiorka.
Tak prezentuje się obecnie sztab GKS-u:
Emil Siewiorek – I trener
Maciej Barczyński – II trener
Piotr Karlik – trener przygotowania motorycznego
Tomasz Szpunar – fizjoterapeuta
Jakub Zabielny – statystyk.
siatka.org – GKS Katowice nie próżnuje. Wakatu nie ma, a nowym libero 29-letni wychowanek Skry Bełchatów
Patryk Waloch dołączył do GKS-u Katowice. 29-letni libero zastąpił Dawida Ogórka, który w zamian za Pawła Zatorskiego postanowił przenieść się do Asseco Resovii Rzeszów. Nowy defensor katowickiej drużyny ma wesprzeć zespół w walce o utrzymanie w siatkarskiej ekstraklasie.
Po tym jak ogłoszono, że kontuzja biodra Pawła Zatorskiego wymaga operacji w szeregach rzeszowskiej drużyny zrobił się wakat. Wciąż na posterunku znajduje się Michał Potera, lecz Asseco Resovia Rzeszów postanowiła ściągnąć drugiego defensora, zwłaszcza, że klubowi przysługuje prawo do transferu medycznego. Nowym libero przeciętnie grających rzeszowian został Dawid Ogórek, który dotychczas reprezentował barwy GKS-u Katowice. Na jego miejsce w GiKSie z kolei wskoczył 29-letnie Patryk Waloch.
Nowy zawodnik katowickiej drużyny swoją przygodę z siatkówką rozpoczął od młodzieżowej drużyny EKS-u Skry Bełchatów. W kolejnych latach reprezentował Hutnik Wandę Kraków, Kęczanina Kęty i PSG KPS Siedlce. W ostatnim sezonie Waloch występował w CM SOLEUS KS-ie Rudziniec, z którym wywalczył awans do rozgrywek I ligi. 29-latek w nowym klubie na pozycji libero będzie rywalizował z Bartoszem Mariańskim, który w zespole gra już łącznie 8 lat. GKS Katowice czeka walka o utrzymanie. Ostatnie miejsce w tabeli nie jest dobrą prognozą na półmetku zmagań. Następne spotkanie katowiczanie zagrają w piątek, 13 grudnia. Wówczas na wyjeździe zmierzą się z Nowak-Mosty MKS-em Będzin i dla obu ekip będzie to typowy mecz za 'sześć’ punktów.
Plusligowy pięciosetowy rollercoaster dla gości
GKS Katowice zacięcie walczył o swoją drugą w sezonie wygraną. Choć siatkarze z Katowic przegrywali w meczu 0:2, zdołali wyjść z opresji i finalnie triumfowali w całym starciu. MKS Będzin musiał zadowolić się punktem.
MKS pomyślnie wszedł w spotkanie. Po atakach Brandona Koppersa i środkowych wygrywał 5:3. Katowiczanie wyrównali po bloku na Dominiku Depowskim (5:5). Po zatrzymaniu Damiana Schulza i Koppersa to GieKSa miała trzy oczka do przodu (11:8). Wynik był cały czas remisowy, zmieniał się niczym w kalejdoskopie. Gospodarze odpowiedzieli blokiem, po kontrach wygrywali 15:13, by po chwili znowu remisować (15:15). Po okresie gry punkt za punkt miejscowi postawili blok, a dwoma asami z rzędu popisał się Koppers (22:18). Nie schodził z zagrywki po sam koniec odsłony, dokładając w kontrze atak z drugiej piłki z szóstej strefy. Będzinianie zdobyli siedem punktów z rzędu po zatrzymaniu Aymena Bouguerry (25:18).
Przyjezdni zbudowali dwupunktową zaliczkę po ataku Joshuy Tuanigi z piłki przechodzącej (5:3). Będzinianie mieli remis po kontrze Schulza (5:5). Gra w dalszym ciągu toczyła się punkt za punkt. Po technicznym zagraniu Schulza i asie Artura Ratajczaka MKS miały trzy oczka do przodu (14:11). Nie był bierny katowicki blok, który dzięki dwukrotnemu zapunktowania doprowadził do remisu (16:16). 100% skuteczność na podwójnej zmianie zachowywał Patryk Szwaradzki (18:16, 19:18). Gospodarzy cechowała cierpliwa gra, po technicznej kontrze Schulza tablica wyników wskazywała 22:19. Asem złapał kontakt Bartosz Gomułka, ale chwilę później został zatrzymany. Zepsuta zagrywka Damiana Domagały zamknęła odsłonę (25:22).
GieKSa do trzeciej partii przystąpiła na ataku z Domagałą i na przyjęciu z Jewgienijem Kisiliukiem. Podopieczni Emila Siewiorka od stanu 5:3 utrzymywali dwupunktową zaliczkę. Obie ekipy często psuły zagrywki. Presja w tym elemencie ze strony Bouguerry poskutkowała słabszym przyjęciem MKS-u i blokiem na Schulzu oraz błędzie odbicia (12:8). Kolejny błąd miejscowych oznaczał przegrywanie przez nich 11:15. Gospodarze nie zwiesili głów i naciskali, ale nie zdołali przebić granicy dwupunktowej przewagi (18:16). W końcówce GKS dołożył blok oraz zagrywkę, był na ostatniej prostej do wygrania partii (23:17). Po autowym serwisie Mateusza Siwickiego katowiczanie złapali kontakt (25:19).
Na starcie czwartej części wynik prowadzący zmieniali się. Najpierw po atakach Domagały GKS wygrywał 4:2, by po kontratakach i błędzie rywala to MKS miał dwa oczka przewagi (6:4). Tablica wyników szybko wskazała na remis, zespoły raz jeszcze toczyły wyrównany bój punkt za punkt. Gospodarze jeszcze dwukrotnie wysunęli się na dwupunktową zaliczkę, ale wynik wciąż był remisowy (11:11, 15:15). Seria zagrywek Bartłomieja Krulickiego okazała się punktem zwrotnym partii, brylował w kontratakach Kisiliuk (20:16). Goście dołożyli jeszcze blok wzorem z poprzedniej części, a tie-break stał się faktem po autowym serwisie Szwaradzkiego (25:19).
Do tie-breaka Radosław Kolanek desygnował Lukę Tadicia. Jego dwa ataki z wykorzystaniem bloku dały MKS-owi prowadzenie 5:3. Po dwóch błędach i kontratakach Bouggery to GieKSa miała trzy oczka do przodu (10:7). Katowiczanie nie utrzymali rytmu, po serii autowych ataków był remis (12:12). Po błędzie MKS-u, a także bloku na Schulzu przyjezdni mieli piłki setowe (14:12). Blok na Ratajczaku dał drugi triumf GKS-owi w sezonie.
MVP: Aymen Bouguerra
[…] Skład GKS: Krulicki (7), Gomułka (10), Bouguerra (21), Berger (3), Usowicz (10), Tuaniga (3)
Nowak-Mosty MKS Będzin – GKS Katowice 2:3 (25:18, 25:22, 19:25, 19:25, 12:15)
HOKEJ
hokej.net – Hokejowy Jarmark GieKSy
Kolejny rok hokeiści GKS-u Katowice swoją obecnością uświetnili Jarmark Bożonarodzeniowy w Katowicach. Na lodowisku przy katowickim rynku, sympatycy trójkolorowych oprócz spotkania ze swoimi ulubieńcami mogli także liczyć na ogrom konkursów sprawnościowych.
GKS Katowice kontynuuje zapoczątkowaną przed rokiem serię spotkań z kibicami na lodowiskuprzy Katowickim Jarmarku Bożonarodzeniowym.
W tym roku fani wicemistrzów Polski mogli stanąć na lodowej tafli wspólnie z Michałem Kielerem, Jeanem Dupuy, Marcusem Kallionkielim, Benem Sokayem, Travisem Vervedą czy Aleksim Varttinenem. Nie mogło również zabraknąć maskotki GKS-u Katowice – GieKSika.
Możliwość zebrania autografów czy zrobienia zdjęcia nie była jednak jedyną atrakcją. Kibice mogli wziąć udział w konkursach sprawnościowych, a także nabyć GieKSiarskie prezenty bożonarodzeniowe na oficjalnym stanowisku klubu.
Felietony Piłka nożna
Runda pełna absurdów
Niesamowita była to runda jesienna, nie zapomnimy jej nigdy. Na zakończenie roku 2025 zapraszamy Was do przypomnienia sobie, z przymrużeniem oka, najbardziej absurdalnych zdarzeń z ostatnich miesięcy. Felieton przygotowałem wspólnie z redaktorem Flifenem. Jeśli coś jeszcze zasługuje na znalezienie się wśród tej listy – dajcie znać w komentarzu!
Tułający się po klubach Aleksander Buksa – według doniesień medialnych został wypchnięty z autokaru Górnika Zabrze wyjeżdżającego na zgrupowanie przedsezonowe wprost na listę wypożyczeń. Rzeczywistość brutalnie go zweryfikowała: w Katowicach rozegrał cztery fatalne spotkania i na tym jego wypożyczenie się zakończyło (może to był darmowy okres próbny?). Nie wniósł absolutnie nic do naszej gry i nawet Rafał Górak, znany z odbudowywania piłkarzy w dołku formy, nie był w stanie mu pomóc. Od czasów Sz.P. Daniela Krasuckiego jest to nasz najbardziej kuriozalny ruch na rynku transferowym. Tyle dobrze, że mieliśmy możliwość szybkiego zwrócenia zbędnego piłkarza.
Licznik wstydu redaktora Mietczyńskiego – Popularny Mietek prowadzący Uniwersum Ekstraklasy rok temu dostał solidną dwóję, typując 25 goli Makucha z Musiolikiem. Rozochocony swoimi farmazonami wypiął pierś, wskazał przed tym sezonem na Tsirigotisa z Barbossą i dumnie rzucił: “To będzie duet killerów!”. A jakie były tego efekty wszyscy wiemy… O komentarz poprosiliśmy samego przepowiadającego przyszłość: “Niestety nastąpiła fatalna pomyłka scoutingowa i wybrałem prawie najgorszy duet napastników, jaki tylko mogłem. W zasadzie bardziej ośmieszyć mógłbym się tylko wtedy, gdybym postawił na Aleksandra Buksę z Maciejem Rosołkiem. Serdeczne pozdrowienia dla redakcji!”. My również pozdrawiamy i życzymy powodzenia w świetlanej karierze tenisowej, z dala od typowania killerów.

Fot. Uniwersum Ekstraklasy na kanale Tetrycy
Dyrektorzy (ich brak) Legii – Pan Dariusz Mioduski zdołał niesamowicie uśrednić Legię Warszawa, jednak na pierwszy rzut oka ruchy dyrektorskie wyglądały rozsądnie, czego o trenerskich powiedzieć nie można. Fredi Bobić ma rozległe znajomości i podobnież angażuje się w obserwację młodych zawodników, naturalnie otwierając większość drzwi w Europie swoim nazwiskiem. Dyrektor Żewłakow z kolei świetnie radzi sobie w negocjacjach, a duet spisuje się razem doskonale, dzięki czemu udało się zakupić Rajovicia za okazyjne 3 miliony euro, sprowadzić wielki talent Kacpra Urbańskiego, wyciągnąć maszynę strzelecką Colaka i zatrudnić trenera na całe 15 minut przed wyjazdem na zgrupowanie. Dwie tak obeznane w dziedzinie osoby powinny sobie po prostu radzić znacznie lepiej, bo ksywka “dekodery” byłaby w tym momencie chyba nawet komplementem – decyzje nie wyglądają nawet na podjęte po zobaczeniu zatrudnionych osób w akcji.
Trenerzy (ich brak) Legii – Nieco więcej bitów poświęćmy wyborom trenerskim stołecznego klubu. Edward Niewyspanescu aka Iordanescu na szczęście miał do dyspozycji skład zbudowany w wakacje przez dwóch ekspertów. Prawda? Bynajmniej, z niektórymi piłkarzami miał czas jedynie na krótką rozmowę na gadu-gadu i już musiał wpisać ich na listę zgłoszonych do meczu. Przewijały się pogłoski, że zupełnie inaczej wyglądała Legia, którą mu obiecano… Inna sprawa jest taka, że do Legii liczącej (ależ to brzmi z perspektywy czasu) na walkę na trzech frontach zatrudniono człowieka, który historycznie absolutnie sobie z tym nie radził i było to jak najbardziej widoczne. Szybko postanowił publicznie wyrazić swój brak chęci do bycia w tym klubie i docenić trzeba fakt, iż mocno odpuścił swoją odprawę, walcząc o finansowe zabezpieczenie swojego sztabu. Duet dyrektorów postawił na własne rozwiązanie trenerskie, które nocą otrzymali z adresu [email protected]. Dzięki tej propozycji Inaki Astiz, kompletnie przerażony, został wrzucony na ławkę z jednym z najmniejszych sztabów, jakie ten klub widział i… zdołał pobić rekord Legii bez zwycięstwa oraz zaliczyć najgorszy wynik w historii klubu. A Marek Papszun, jak był w Rakowie, tak został tam aż do świąt. Nie ma to jak przemyślane decyzje!
Bojkot (jego brak) kibiców Legii Warszawa – W klubie stołecznym od jakiegoś czasu źle się dzieje i zauważają to nie tylko sympatycy Legii. Poza wynikami sportowymi, atmosferę psują relacje Nieznanych Sprawców z prezesem Dariuszem Mioduskim. Źli na brak aktywności transferowej fanatycy rozpoczęli tak zwany “Strajk ostrzegawczy”, w ramach którego mieli nie pojawiać się na domowych meczach, a tylko wspierać drużynę na wyjazdach. Początek bojkotu został ogłoszony 2 lipca, a informacja o zakończeniu wpłynęła na Facebooka NS 25 lipca. Sęk w tym, że bojkot potrwał cały jeden mecz, a dokładnie pierwsze spotkanie pierwszej rundy eliminacji do Ligi Europy. Domowe starcie z Piastem, zaplanowane na pierwszą kolejkę, zostało przełożone na grudzień. Ci, co nie oglądali pojedynku z Kazachami, mogliby pomyśleć, że piłkarze zagrali na tyle dobrze, że aż kibice odwołali bojkot, jednak test oka pokazywał, że wygrana 1:0 to był wynik bardzo na korzyść Legii. Strajk, tak czy inaczej, został przerwany i powrócił dopiero w ostatnim meczu roku, przeciwko pogromcom Lecha, czyli Lincoln Red Imps.
Kontrlogiczne odśnieżanie w Białymstoku – Ciągle pada śnieg, już zasypał nas… Tak w Białymstoku śpiewano arbitrowi Wojciechowi Myciowi i trenerowi Rafałowi Górakowi. Cały świat obiegł filmik Rafała Kędziora przedstawiający nowatorskie metody łopatowania wbrew zasadom fizyki, a więcej o tym zdarzeniu pisaliśmy w naszych ocenach z przymrużeniem oka.

Tłity (a każdy z nich niby felieton) pana Alexa Haditaghiego – Gdyby zrobić ankietę wśród fanów Ekstraklasy w poszukiwaniu najsłabszego elementu ligi, to prawdopodobnie na górze byłaby jakość piłkarzy, brak zaufania właścicieli do trenerów i tym podobne pierdoły. Nikt jednak nie zaznaczyłby haczyka przy opcji “Brak interesujących postaci”. W Szczecinie jednak nie wpadli na pomysł takiej ankiety przed sprzedaniem klubu i na czele Portowców w okolicach połowy marca stanął Alex Haditaghi. Wydawać by się mogło na początku, że to nic nadzwyczajnego. Ot, kolejny właściciel klubu, zdarza się. Kanadyjsko-irański 47-latek okazał się jednak chodzącą machiną do kręcenia contentu na X (dawniej Twitter). Nie starczyłoby nam znaków na artykuł, żeby opisać każdą rzecz, dzięki której pan Alex żyje w naszych głowach bez czynszu, wystarczy wymienić najciekawsze z nich:
- “With this new governance structure, the club will be managed with professionalism, accountability, and a commitment to excellence—both on and off the pitch” – wpis z początku jego pracy w Szczecinie
- W lipcu szanowny pan prezes przepowiadał wielką przyszłość przed Pogonią, a nadchodzący czas nazwał “Rokiem nieśmiertelności”.
- Zarzucał dziennikarzom krytykującym Pogoń służenie siłom ciemności oraz regularnie zabierał takimże łajdakom akredytacje.
- 26 lipca udzielił pełnego poparcia trenerowi Kolendowiczowi, niezależnie, czy ten przegra jeden mecz czy osiem, co jeszcze potwierdził w połowie sierpnia. I tak w zasadzie to nie skłamał, gdyż Robert Kolendowicz został zwolniony po… czwartej porażce. Jak to skomentował prezes Haditaghi? “Fenerbache zwolniło Mourinho po serii niezłych, ale nie świetnych wyników. Dlaczego? Bo wielkość wymaga więcej niż to.”.
- Obiecał, że Eftimis Koulouris nie odejdzie z klubu przynajmniej do końca kontraktu. Wychodzi na to, że to klub odszedł z Koulourisa, innego wytłumaczenia nie mamy. Przecież Alex Haditaghi nie mógł kłamać.
- Stwierdził, że jego 97-letnia babcia, która myśli, że “ofsajd” to zupa, lepiej poradziłaby sobie na VARze od sędziów (ale czy skłamał?).
- Wszystkie te wpisy przeplatał podawaniem dalej wszelakich propalestyńskich i antysyjonistycznych wpisów.
- Transfery Sama Greenwooda oraz Benjamina Mendy’ego nazwał zwycięstwami dla polskiej piłki. Polska piłka musiała zwyciężyć nad jakimś bardzo słabym rywalem, gdyż odgruzowanie Mendy’ego do stanu, w którym mógł zacząć grać jako tako w wyjściowym składzie, zajęło ponad dwa miesiące.
- Pan Alex Haditaghi poczuł potrzebę pogratulowania Mikaelowi Ishakowi setnej bramki dla Lecha i zrobił to, generując AI grafikę ze wcześniej wspomnianym sympatycznym brodaczem oraz nowym nabytkiem Portowców, Husseimem Alim. Husseim do tej pory rozegrał zatrważające 250 minut w lidze.
- W internetowej wojence oberwało się także znanemu koneserom piłkarskiego X’a (dawniej Twittera) kibicowi Lecha – Kevolowi. Tym razem poszło o użycie przez fana Kolejorza popularnego za oceanem słowa na “N”, określającego osoby czarnoskóre.
- Prawdopodobnie każdy fan Ekstraklasy słyszał o konflikcie pana Alexa oraz prezesa Cracovii, Mateusza Dróżdża. Zwyzywał on prezesa Cracovii od śmiecia bez kultury oraz patologicznych kłamców, klub od syjonistycznych organizacji, a kibiców od idiotów i środowiska znanego z dźgania ludzi nożami.
- W oświadczeniu krytykującym oczywistą symulkę Musy Juwary w meczu z Wisłą Płock poinformował, że porozmawia z zawodnikiem na ten temat i załatwi to wewnętrznie. Jak załatwianie spraw wewnętrznie ma się do publikowania postów na social mediach? To już wie sam pan prezes.
- Ujawnił szczegóły kontraktu Kamila Grosickiego oraz propozycję nowego kontraktu przygotowaną przez TurboGrosika – prawdopodobnie bez zgody drugiej strony konfliktu.
Rocha na X (dawniej Twitter) – Sympatyczny Portugalczyk od jakiegoś czasu upodobał sobie umilanie wolnego czasu, tworząc kolejne Tweety oraz odpisując pod nimi losowym kibicom. Większość jego twórczości pojawiała się w języku polskim, czym bardzo zbliżył się do fanów Rakowa oraz Zagłębia Lubin.


Kibice Pogoni o obrotach – intelektualnie angażujący elaborat gniazdowego Pogoni Szczecin mieli okazję wysłuchać piłkarze po zremisowanym 2:2 spotkaniu z Radomiakiem Radom. Podejdźmy do tego matematycznie – na trwającym 1,5 minuty filmiku padło 6 przekleństw, co daje jeden wulgaryzm na 15 sekund. Niezły wynik, a dodatkowo wszystkiemu przysłuchiwały się dzieci stojące przy barierkach. Całość w skrócie polegała na tym, że jeśli media obiegną jeszcze jakieś zdjęcia piłkarzy Pogoni bawiących się w klubach, to kibice przyjdą na trening i im… porachują kości. Ostatnią tak imponującą przemowę możemy pamiętać z treningu Arki, przed wiadomo jakim meczem.
Stabilność trenerska i projekt na lata w Widzewie – “Ja wiem, że inni bogaci dżentelmeni nie znają się na futbolu i podejmują pochopne decyzje – ja taki nie będę. Dlatego pan Zeljko Sopić ma moje pełne zaufanie, albowiem zatrudniliśmy go na lata, a budowa klubu łatwym zadaniem nie jest, i tak jak mówiłem, trenerem na lata będzie tylko Patryk Czubak. Pozwoliliśmy mu polecieć na wesele, ale dzisiaj mnie to oburzyło i wysłałem po niego mój prom kosmiczny, żeby mógł mi pokazać zdjęcia osobiście. Nie mam z tym żadnego problemu i w pełni popieram jego metody szkoleniowe, dlatego jeszcze raz powtarzam: moim trenerem jest Igor Jovicević i podejmuję tę jedną jedyną decyzję trenerską z chłodną głową” – mniej więcej tak mogłaby wyglądać wypowiedź Pana Dobrzyckiego obejmująca całą rundę jesienną. Dalej można się jednak nad tym głowić: po co ściągano trenera Czubaka z wesela, skoro wszystko było okej? Mamy telefony, można do siebie zadzwonić.
Wyrzucanie pieniędzy w transfermarkcie – Dodatkowo szanowany pan prezes wysyłał swój odrzutowiec tu i tam, co jest jak najbardziej wskazane przy negocjacjach z piłkarzami, reprezentując klub z biednej mimo wszystko ligi. Co było jednak niepokojące, to sama jakość (a raczej jej brak) tych sprowadzonych zawodników, wspomniana już rotacja trenerska i ponadprzeciętnie szeroki pion sportowy. Ostatecznie cztery litery wszystkim uratował Sebastian Bergier, bez którego Widzew spokojnie mógłby się już szykować na przyszłoroczne derby Łodzi. W zimowym okienku udało się już wydać 5 milionów euro i dzięki temu pozyskać jednego piłkarza, jakim jest pan Osman Bukari, a zawodnicy podobno ponadto dostają w kontraktach absurdalne kwoty na realia polskiej piłki. Ale kto bogatemu zabroni?
Lisy pola karnego – Czas na katastrofy transferowe do ofensyw “czołowych” klubów Ekstraklasy: Yannick Agnero, Musa Juwara, Mileta Rajewac aka Rajović, Andi Zeqiri i Mariusz Fornalczyk, a także Antonio Colak, który co prawda przyszedł bez kwoty odstępnego, ale Legia ściągnęła go z sesji zdjęciowej w Zabrzu za pomocą korzystniejszej oferty finansowej. Łączna kwota według portalu transfermarkt tych wzmocnień to 11.65 miliona euro, czyli około 50 milionów złotych. Łącznie wykręcili zabójcze liczby, przebijając wynik Pana Piłkarza Kacpra Sezonienko o jeden punkt w kanadyjce (uwaga) – 6 goli i 2 asysty. Na jeden punkt przypada zatem ponad 6 milionów złotych, a dysponując takimi środkami finansowymi możnaby było zakupić teoretycznie WSZYSTKICH zawodników Bruk-Betu Termalici i jeszcze pół zespołu Arki Gdynia – wtedy mielibyśmy 39 trafień i 29 oczek w tabeli… Zamiast tego sprowadzono piłkarzy, którzy absolutnie nie byli w stanie pokazać swoich umiejętności, a Julek Sipika wraz z resztą widzów co tydzień zalewali się łzami na wspomnienie o ich wyczynach boiskowych, choć częściej ze śmiechu.
Lis lisów (tylko że nie) – Sz.P. Mileta Rajewac aka Rajović zasłużył sobie na osobny podpunkt. W pudłowanie wkładał całego siebie i robił to nie tylko z uwagi na swoją pracę, ale po prostu z pasji. Z Motorem Lublin po spektakularnych dwóch pudłach aż kopnął w przypływie euforii bloczek reklamowy, swoją drogą to chyba jego najlepsze uderzenie rundy. Jasne, docenić trzeba fakt, iż dobrze porusza się po boisku i stąd jego sytuacje strzeleckie, ale nogi w piłce nożnej nie służą tylko do przemieszczania się – szczególnie za 3 miliony euro (tak, naprawdę tyle kosztował).

Rafał Gikiewicz – Zagrał jeden słaby i jeden przyzwoity mecz w Widzewie, ale nie za to go zapamiętamy. Po miesiącach absurdalnych wywiadów i kompromitujących występów (a także przedłużeniu umowy) pożegnano się z bramkarzem, a ten udał się na transfer medyczny do Zagłębia Lubin. Od razu wskoczył do bramki i pomógł swojej drużynie golem w ostatnich minutach awansować do kolejnej fazy puch… Wróć, to już było po przenosinach. Tak, w 112. minucie zdołał samodzielnie wyrzucić Zagłębie Lubin z Pucharu Polski, odbijając za siebie (i wprost w siatkę) wręcz żenujący strzał z dalekiego rzutu wolnego. Włodarze szybko uzmysłowili sobie swoją porażkę i zesłali go na piłkarską banicję, teraz z ławki może obserwować młodego i perspektywicznego Jasmina Buricia.
Szymon Marciniak twierdzący, że dziennikarze ustalają przepisy – Popularny sędzia o charakterystycznej fryzurze zaszokował opinię publiczną, twierdząc, że gdyby nie “dziennikarze i eksperci”, to nie byłyby gwizdane takie faule, jakie pan Marciniak gwiżdże teraz. Złośliwi zasugerowaliby, że to oznacza, że najbardziej znany polski sędzia nie gwiżdże według reguł gry, a pod publiczkę. Na szczęście my nie jesteśmy złośliwi!
PZPN wysyłający jednego maila ws. Maccabi – Z okazji trzeciej rundy kwalifikacyjnej Raków Częstochowa miał okazję dwukrotnie sprawdzić się przeciwko zespołowi z państwa, które w Europie znajduje się tylko futbolowo – Maccabi Hajfa. Niestety te mecze zapisały się w historii nie poziomem piłkarskim, a głupotą i ordynarnością kibiców klubu zza Morza Śródziemnego. Media obiegł kibic robiący niegodne rzeczy z lalką ubraną w polskie barwy, a relacje choćby Sz.P. Łukasza Ciony spotkały się z jednomyślnym odbiorem: niestety tylko w Polsce i tylko wśród osób niedecyzyjnych. Tomasz Kozłowski opowiedział o podjętych przez PZPN działaniach w rozmowie na kanale Weszło. Rzucił chyba trochę niechcący, że związek wysłał jednego maila i w sumie to nie wie, czy ktoś na niego odpowiedział… Tak, dyrektor ds. komunikacji nie wie, czy skomunikowano się z UEFA w sprawie o charakterze narodowym i historycznym, a nie tylko futbolowym. No bo po co.
Lechia pozywająca ligę i opowieści o transferowym zakazie-widmo – To nie był prosty off-sezon dla włodarzy Lechii. Nie dość, że zostali postraszeni utratą licencji i zakazem transferowym, to za niewypłacanie pensji zostali ukarani całymi pięcioma punktami ujemnymi w lidze. Docenić trzeba śmiałość osób decyzyjnych w klubie z Gdańska, gdyż wydało im się to i tak zbyt ostrą karą, w konsekwencji czego złożyli pismo do PKOI. Na całe szczęście ujemne punkty zostały podtrzymane – inna decyzja byłaby robieniem jeszcze większej parodii z naszej ligi. Warto przypomnieć, że problemy finansowe Lechistów nie zaczęły się nagle, bo już w lutym to Ekstraklasa musiała wyłożyć pieniądze za Tomasza Wójtowicza i stąd tytułowy zakaz transfeorwy. Lechia tak bardzo nie mogła przeprowadzać transferów, iż udało jej się jak dotąd ściągnąć dziesięciu zawodników (dane za Transfermarkt). Komisja licencyjna przyszła i powiedziała groźnym tonem: “Transferów ma nie być, chyba że będą bardzo fajne i pokażecie czek z pieniążkami: wtedy można”. Pół miliona euro za Kurminowskiego, całkiem nieźle jak na klub, który miał problemy z wypłacaniem pensji. Trybunał przy PKOl-u odwołał ten zakaz transferowy, inaczej Lechia znów musiałaby ograniczyć się do sprowadzania tylko takich zawodników, na których ją stać według komisji. Dawno już nie było na łamach naszej strony przypominane, że Lechia Gdańsk nie powinna znajdować się w Ekstraklasie, co niniejszym czynimy!
Lider dzięki 5 remisom (aka Remis Płock) – Tabela Ekstraklasy viralem obiegła Europę, gdy tylko runda miała się ku końcowi. Biedna trójka robiła, co mogła, by tylko spaść jak najniżej w klasyfikacji generalnej: niestety, reszta stawki była po prostu zbyt silna w takiej grze. Ostatnia w tabeli Termalica traci do lidera jedynie 11 punktów, zatem spokojnie jeszcze może walczyć o mistrzostwo.

Źródło: Aplikacja Superscore, forma drużyn Ekstraklasy 2025/26.
Iban Salvador aka człowiek-prowokacja – Gra tak, jak Włosi mówią: więcej w jego przypadku jest pracy rękami i gestykulacji niż robienia pożytku ze swoich nóg. Jest to piłka nożna i dobrze by było, gdyby jednak na tym się skupił, bo piłkarzem jest całkiem niezłym. Chyba wszyscy zgodni są co do tego, że jest to najbardziej denerwujący wszystkich piłkarz w naszej lidze – a on sam jeszcze jest dumny ze swojego zachowania i tłumaczy się dla Weszło tym, że robi wszystko dla swojego zespołu.
Drony szpiegowskie, szpiegi Arkowskie – Dawid Szwarga na największą scenę wrócił z przytupem. Sezon tak naprawdę nawet nie zdążył się zacząć, bo na dwa tygodnie przed pierwszymi starciami viralem stał się post Motoru Lublin, przedstawiający zaiwanionego drona Arki Gdynia, który miał filmować ich w trakcie przedsezonowych przygotowań. Internauci często wspominali, że Szwarga może wyjść z Rakowa, ale Raków z niego nie. Nie trzeba być ostoją moralności ani mistrzem intelektu, żeby wpaść na to, że od podglądania treningów rywala jest gorsze tylko podkradnięcie jego półprawego stopera. Niegodny ruch, jednak koniec końców podobno obie strony wszystko sobie wyjaśniły, a dron został przekazany pierwotnemu właścicielowi. Po wszystkim do Arki przylgnęło urocze przezwisko “Droniarze Szwargi”.
Sauny transferowe – Zostańmy jeszcze na chwilę w Gdynii. We wrześniu Arka nie mogła pochwalić się świetnym wynikiem, po ośmiu meczach miała osiem punktów. Ekipa Dawida Szwargi na wyjeździe w Łodzi zaliczyła kolejną porażkę, a szkoleniowiec nie krył swoich żalów przed zebranymi na sali dziennikarzami, mówiąc “Należy pamiętać, że Widzew Łódź dokonał transferów za 6 mln euro, a nasz najdroższy transfer to była sauna”. Plotki głosiły, że nie do końca spodobało się to władzom klubu znad Bałtyku i atmosfera była naprawdę gorąca nie tylko w saunie (przepraszamy za nieśmieszny żart).
Pan Kamil Kosowski i dzikie predykcje – W kwestii przewidywania przyszłości chyba nic nie jest w stanie przebić redaktora Mietczyńskiego, któremu poświęciliśmy cały osobny punkt. Rękawicę w rywalizacji o drugie miejsce podjął jednak Kamil Kosowski. Były reprezentant Polski, już po drugiej kolejce, wytypował zespół z największymi szansami na Mistrza Polski – Cracovię. Nazwać to pocałunkiem śmierci byłoby przesadą, gdyż do lidera zespołowi Luki Elsnera brakuje tylko trzech punktów. Tak czy siak, próba znalezienia złotego medalisty ligi na 32 kolejki przed końcem była bardzo odważna.
Pan Jakubas: Celem są puchary – Świetny pierwszy sezon Motoru w Ekstraklasie tylko podsycił apetyty kibiców oraz osób związanych z klubem. Czasem jednak przydatna jest chłodna głowa i rzetelna ocena sytuacji, której chyba zabrakło panu Jakubasowi, gdy ten zapowiadał, że z tą kadrą reprezentanci Lublina są w stanie osiągnąć top 4 w lidze. To nie pan Jakubas jest bogaty, to bogactwo jest panem Jakubasem, a Motor na transfery wydał niecały milion euro. Jeśli ten skład faktycznie osiągnie europejskie puchary, to Mateusz Stolarski powinien dostać ulicę swojego imienia oraz pomnik przed stadionem.
Sędzia Raczkowski kontra transparent – Podczas meczu Jagiellonii z Rakowem kibice dopuścili się karygodnego czynu, przekraczając wszelkie granice. Inscenizację tego zdarzenia przeprowadził kanał Weszło w swojej Lidze Minus. Transparenty wojenne, polityczne, prowokacyjne, nienawistne wobec innych narodów – to wszystko było zasadniczo akceptowane przez cały świat piłkarski (chyba że to sprawka Legii albo Evertonu, im zawsze się dostanie). Pojawiły się dwa transparenty: “Nie ma przypadków, są tylko znaki” okraszone karykaturą arbitra w trakcie popełnianego legendarnego już występku, a także drugi, nienadający się do cytowania, uderzający w tony lat przedustawowych nawiązujący do fatalnej decyzji sędziego Frankowskiego z poprzedniego spotkania. Insynuowanie czynów korupcyjnych jest oczywiście mocno nie na miejscu i umniejsza całym rozgrywkom, jednak zdarza się przy okazji każdego meczu. Zwalczać przemoc to rzecz słuszna, jednak nie można tego robić wybiórczo – wtedy jest to po prostu czysty absurd.

Zagubione kartki w meczu Jagielloni z Górnikiem – A za co tak kibice zdenerwowali się na pana Raczkowskiego? Na pewno powody mieli, gdyż podobno od razu po spotkaniu arbiter poszedł przeprosić zawodników z Białegostoku i nie był zbyt chętny do rozmowy. Josema po prostu powinien pożegnać się z murawą za faul taktyczny na wychodzącym sam na sam Rallisie, a odgwizdano… faul na bramkarzu kilka sekund później. Jak to mówi młodzież: XD. Josema, rozochocony takim obrotem spraw, postanowił zrównać z ziemią dryblującego go Mazurka kilka chwil później, sędzia i tym razem nie chciał wyciągnąć kartki. Szybki telefon od kolegi do Podolskiego i mistrz świata mocno poturbował Pietuszewskiego, zgodnie z Waszymi przewidywaniami: obyło się bez kartki.
Kontrakt Maxa Moldera na trzy lata – Pan Kleks, pseudonim “Max Molder”, swoją aparycją przywodził na myśli żeglugę i morze, jednak Piast pod jego banderą szybko osiadł na mieliźnie. W 10 ligowych spotkań sympatyczny brodacz wykręcił spektakularny wynik 0,7 punkta na mecz. Zwolnienia trenerów w Ekstraklasie zdarzają się regularnie, jednak nie każdy klub zdecydowałby się na trzyletni kontrakt z trenerem bez doświadczenia na najwyższym poziomie rozgrywkowym w… jakimkolwiek kraju. Co by jednak o nim nie mówić: posiadania piłki w kilka miesięcy nazbierał tyle, do ilu inni trenerzy potrzebowaliby całego kontraktu!
Saga Papszunowa – tu nie ma co pisać, tu trzeba… no właśnie, co? Cała sytuacja była skrajnie głupia: „Chcieć to połowa sukcesu. Niewystarczająca 😉”, malowanie po muralu (tak jakby Papszun nie wyciągnął tego klubu z 2. ligi), sam trener mówiący na miesiąc przed przenosinami, że chce być trenerem innego klubu. Cała ta saga to był czeski film, którego nie dało się śledzić inaczej niż z popcornem w ręku. Koniec końców Marek Papszun dopiął swego i trafił do Legii. Czas pokaże, komu to wyszło na dobre.
Wątpliwej moralności anegdota pana Świerczewskiego – “Kiedy żyjesz ze swoją partnerką, kochasz ją i nagle słyszysz od niej, że w zasadzie to chce odejść do innego i że w zasadzie to jej szkolna miłość, ta pierwsza, to jesteś zszokowany” oraz “Ale gdy wiesz, że twoja sąsiadka się w tobie od dawna podkochuje i jest atrakcyjna, no to bierzesz od razu i się nie zastanawiasz”. Nie wiemy, jaki jest aktualny stan matrymonialny właściciela Rakowa Częstochowa, ale jeśli ma żonę, to mogłaby być ona co najmniej delikatnie niezadowolona z tego tekstu. Oczywiście w tym kontekście partnerką był Marek Papszun, a atrakcyjną sąsiadką Łukasz Tomczyk.
Transfer Radomiaka z City – Nie regulujcie odbiorników! To nie FM, to nowe standardy Ekstraklasy. Jako liga jesteśmy już na takim poziomie, że zawodnicy z Manchesteru odbijają się od naszych klubów. Taki los spotkał Josha Wilsona-Esbranda, bocznego obrońcę, tułającego się po wypożyczeniach od dwóch lat. 23-latek rozegrał w Radomiaku tylko 113 minut, zaliczając w tym czasie jedną asystę. Fakty jednak pozostają faktami, zawodnicy The Citizens są za słabi na Ekstraklasę.
Feio podbija Europę (Polska jest w Europie) – Goncalo Feio chciał, by Legia Warszawa byłą jego ostatnim klubem w Polsce. Może chodziło mu po prostu o to, by znaleźć się tam jeszcze tuż przed emeryturą? W każdym razie Feio na zachodzie przepracował dwa tygodnie i na tym się jego wojaże zakończyły. Skończył jesienią niedaleko swojego poprzedniego pracodawcy, dołączając do Radomiaka Radom.
Honorable mentions
Powołanie Kapustki – Zgodzimy się wszyscy, że trener Jan Urban mógłby samodzielnie prowadzić dobranockę i swoim sympatycznym sposobem bycia (oraz rzecz jasna umiejętnościami) odbudował całą atmosferę i grę reprezentacji. Pomysł na Kapustkę przy formie mutant Bartosza Nowaka czy Oskara Repki słusznie spotkał się z negatywnym odbiorem kibiców, szczególnie przy jego występach w tonącej Legii.
Odebranie opaski Lewandowskiemu – Nie wiemy, czy trzeba coś tutaj dodawać. Michał Probierz spalił wszystkie mosty i został na wyspie, wytykany przez wszystkich palcami. Publicznie żaden z piłkarzy nie wziął jego strony i to, wraz ze słabymi wynikami, przekreśliło jego karierę selekcjonerską.
Tymoteusz Puchacz – Sprawić, by Rafał Górak publicznie wyjawiał swoje rozczarowanie, wcale nie jest łatwo. Wybrał zaskakujący kierunek zamiast szansy na odbudowę w solidnie budowanej ekipie, a umówmy się: to nasz trener wyciągnął rękę do zawodnika z kontrowersyjną prasą.
Odsprzedaż koszulek okolicznościowych Lecha – Pazerność ludzka nie zna granic: klub zrobił coś fajnego dla fanatyków, a skończyło się na reaktywacji instytucji bazarku. “Mam 15 koszulek z przebitką 2000 złotych i co mi pan zrobi” – klub na szczęście wypuścił kolejną serię i nieco okiełznał sytuację.
Pogoda w Słowenii – Armagedon pogodowy mocno opóźnił świętowanie naszych piłkarek po finale, takiej ulewy chyba nikt się nie spodziewał po wcześniejszych upalnych dniach. 30 minut po zakończeniu spotkania spokojnie można było rozpocząć trening pływacki na bocznym boisku, a biegi do autokaru i samochodów to niezapomniane przeżycie wszystkich obecnych podczas finału. W takich warunkach udało się przeprowadzić ponad minutowy wywiad z Klaudią Słowińską!
Wybór (ale taki nie za szybki) szefa sędziów – Marcin Szulc oczywiście przez te 113 dni był uznawany za szefa, ale jednak nie było to spisane na papierze i brakowało przez to nieco autorytetu. Z każdej strony dochodziły głosy, że takie bezkrólewie wpływa na pracę sędziów, którzy i bez problemów organizacyjnych mają sporo na głowie.
Głosowanie na organizatora Mistrzostw Europy kobiet – Polska otrzymała zawrotne 0 głosów, widać postęp: przynajmniej byliśmy wśród opcji do wyboru.
Przewidywane zwolnienie Leszka Ojrzyńskiego – Słynący z zabijania futbolu i wydobywaniu cech wolicjonalnych trener dokonał czegoś wręcz niemożliwego. Spora rzesza fanów nawet nie przewidywała przecież jego dłuższego pobytu w Lubinie i przyjmowano jego rychłe zwolnienie za drugi pewnik obok podatków. Strażak Sam Ojrzyński zamienił się w Boba Budowniczego i po prostu zrobił w Zagłębiu to, czego nie potrafili zrobić poprzednicy – zbudował solidnego średniaka w oparciu o młodych Polaków.
Mecz Pogoni z Jagiellonią i Górnika z Termalicą – Dwa niesamowicie podobne mecze. Jedne ekipy (Pogoń z Górnikiem) przeważały, i biły nawet nie jedną ale całym stadem głów w ścianę z kartonu, który miał jednak absurdalnego fuksa. Drugie drużyny, wcielające się w rolę kartonowej ściany, swoje spotkania wygrały, przecząc absolutnie optycznemu przebiegowi meczu.
Zapraszamy do galerii z Krynicy, gdzie GieKSa mierzyła się z Zagłębiem Sosnowiec w ramach Pucharu Polski. Niestety, kolejny raz odpadaliśmy w półfinale.
Hokej
W Pucharze bez zmian – odpadamy
Ostatnim hokejowym akcentem 2025 roku jest tradycyjnie turniej o Puchar Polski. Półfinałowym rywalem GieKSy było ECB Zagłębie Sosnowiec, a miejscem rywalizacji Krynica-Zdrój.
Od początku meczu obie drużyny skupione były na walce i tworzeniu zamieszania pod bramkami. Nieco spóźniony do potencjalnej dobitki był Koivusaari, a po chwili sosnowiczanie wyszli na prowadzenie – Sozanski precyzyjnie przymierzył spod niebieskiej. W 8. minucie sędziowie podyktowali pierwszą karę – Sirkia wylądował na ławce za uderzanie. Formacja złożona z obcokrajowców na koniec swojej zmiany dotarła z krążkiem pod pole bramkowe Zagłębia, ale wszystkie próby parkanami blokował Halonen. Po zmianie na ,,polski atak” doprowadziliśmy do wyrównania – Fraszko wystawił Jonaszowi Hofmanowi krążek do pustej bramki. Kolejne minuty to brak klarownych sytuacji, choć nieco częściej w ofensywie aktywni byli sosnowiczanie. W 17. minucie Chmielewski trafił kijem Wronkę w twarz i otrzymał karę 2+2, gdyż doszło do rozcięcia skóry. Do końca tercji wynik jednak nie uległ zmianie.
Po rozpoczęciu drugiej odsłony spotkania niemal równo z zakończeniem kary Chmielewskiego groźnie na odsłoniętą bramkę uderzał Wronka, ale krążek nie dotarł do celu. W 25. minucie Ian McNulty postanowił powtórzyć wyczyn Hampusa Olssona z finału przeciwko Unii Oświęcim i uderzył rywala kijem w krocze, za co otrzymał karę meczu, a GKS musiał przez pełne 5 minut grać w osłabieniu. Przez pierwsze 2 minuty GieKSa broniła bezbłędnie, ale później sosnowiczanie wymanewrowali naszą formację, a na koniec Piiponen umieścił krążek obok leżącego już Eliassona. Na 55 sekund przed końcem kary McNulty’ego strzelec gola otrzymał karę, dzięki czemu siły na lodzie się wyrównały, a po chwili ręka sędziego znów powędrowała do góry – do Piiponena dołączył Sirkia za trafienie wysokim kijem Koivusaariego. Z bronienia niemal 5-minutowego osłabienia przeszliśmy więc do gry 5 na 3. Nie stworzyliśmy praktycznie żadnego zagrożenia w podwójnej przewadze, jednak po powrocie Piiponena na lód Dupuy wykorzystał fantastyczne podanie Andersona i znów mieliśmy remis. Taki stan nie trwał jednak długo – Enlund strzałem z bliska dał Zagłębiu trzecie prowadzenie w tym meczu. 35. minuta to kara dla Koivusaariego. Przetrwaliśmy osłabienie bez straty bramki, ale na 2 minuty i 2 sekundy przed końcem tercji na ławce kar wylądował Monto. Do syreny sygnalizującej 40. minutę meczu wynik nie uległ zmianie, ale w tym momencie ręka sędziego znów była w górze, co oznaczało, że trzecią tercję także rozpoczniemy od gry w osłabieniu.
W boksie kar ostatnie 20 minut rozpoczął Verveda, ale już po niecałej minucie gry Sozanski nieprzepisowo zatrzymywał Fraszkę, więc dalej graliśmy 4 na 4. Niewiele brakowało Andersonowi, by wykorzystał błąd Halonena, ale został przyblokowany przez obrońcę. Skupione na obronie korzystnego wyniku Zagłębie nie pozwalało na zbyt wiele we własnej tercji. GieKSa próbowala mniej groźnych strzałów z dalszych odległości. Halonen miał co prawda sporo pracy, ale spisywał się bardzo solidnie. Napór katowiczan pozwolił dojść do dobrej sytuacji w 55. minucie, ale strzał Wronki trafił w bark bramkarza. Później jednak kontrolę nad sytuacją przejęli sosnowiczanie – groźnie uderzał Bernacki, a chwilę później po naszej stracie w tercji ofensywnej kontra Zagłębia zakończyła się skuteczną dobitką Seppali, co praktycznie zakończyło mecz. Przegraliśmy 2:4 i zgodnie z „tradycją” odpadliśmy w półfinale Pucharu Polski.
ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 4:2 (1:1, 2:1, 1:0)
1:0 Matt Sozanski (Michał Bernacki, Dominik Nahunko) 4:49
1:1 Jonasz Hofman (Bartosz Fraszko, Patryk Wronka) 9:47 5/4
2:1 Joni Piiponen (Miika Roine, Aron Chmielewski) 26:59 5/4
2:2 Jean Dupuy (Stephen Anderson, Joona Monto) 30:35 5/4
3:2 Jonas Enlund (Aron Chmielewski, Miika Roine) 32:26
4:2 Erkka Seppala (Sebastian Brynkus, Jere Jokinen) 58:45
ECB Zagłębie Sosnowiec: Halonen – Sozanski, Ciura, Jokinen, Seppala, Piiponen – Naróg, Wanacki, Chmielewski, Enlund, Roine – Bjorkung, Biłas, Bernacki, Alanen, Brynkus – Sołtys, Kotlorz, Sirkia, Nahunko, Gromadzki
GKS Katowice: Eliasson – Runesson, Lundegard, Wronka, Pasiut, Fraszko – Maciaś, Verveda, Michalski, Anderson, Dupuy – Chodor, Hoffman, Bepierszcz, Monto, Koivusaari – Varttinen, Dawid, Hofman Jo., McNulty, Hofman Ja.


Najnowsze komentarze