Dołącz do nas

Felietony

Wahania nastroju

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Gdy GKS Katowice zakończył pierwszą połowę meczu z GKS Tychy, piłkarzy pożegnały rzęsiste brawa. Katowiczanie grali szybko, ambitnie, efektownie i mieli masę sytuacji bramkowych. Jak to mówił trener Górak „oklaski same składały się do rąk”. Rzeczywiście, tak „do przodu” grającej GieKSy nie widzieliśmy już bardzo dawno. Druga połowa była słabsza, mecz nie zakończył się zwycięstwem, ale nie przeszkodziło to w podziękowaniu piłkarzom przez Blaszok i okrzykom „byliście lepsi”.

Minął tydzień i GKS pojechał do Nowego Sącza. Znów nie był drużyną gorszą, znów stworzył sobie kilka bardzo dobrych okazji i znów… nie wygrał. Gra wieloma momentami naprawdę mogła się podobać, potrafiliśmy zdominować spadkowicza z Ekstraklasy na jego boisku. Niestety błędy w sytuacji bramkowej doprowadziły do tego, że nie udało się nawet zremisować.

Minął tydzień od meczu z Tychami i na forum zaczęła się „jazda”. Frustracja kibiców okazała się tak wielka, że nasze relacje o dobrej grze nie miały w tym wszystkim znaczenia. Mówimy o kibicach, którzy w Nowym Sączu nie byli, a swoją opinię opierali tylko o wynik z livescore’a. „Po co mi wiedzieć, jak grali, jak znowu jest w dupę, kolejny raz od tylu lat” – mniej więcej taki wydźwięk miały wypowiedzi na forum. W Nowym Sączu nie byli, ale przecież na mecze u siebie chodzą. I podobnie marudzą.

Na szczęście ci, którzy na stadionie Sandecji byli i widzieli zaangażowanie, nie mieli po meczu do piłkarzy pretensji.

Po zakończeniu poprzedniego sezonu i przed rozpoczęciem obecnego byłem mega zniechęcony. Do tego stopnia, że nawet nachodziły mnie myśli o rezygnacji z udzielania się, gdyby w klubie pozostało kilku zawodników. Ktoś powie, że uzależniam swoje działanie od „piłkarzyków”. Tak, bo działanie redakcji GieKSa.pl jest nierozerwalnie powiązane z boiskiem. To nie jest ultrasowanie niezależne od postawy piłkarzy (choć ja tam w ten brak związku nie wierzę), tylko opisywanie, analizowanie dokładnie tego, co wyprawiają zawodnicy na boisku. Po dwóch latach meczów, które z dużym prawdopodobieństwem były w ten czy inny sposób ustawione, moje dalsze działanie nie miałoby sensu. Bo jaki sens ma opisywanie postawy zawodnika, który potyka się o własne nogi i biega jak inwalida po boisku? Jaki ma sens wystawianie not piłkarzowi, który przegrywa z ostatnimi leszczami, którzy są przez wszystkich innych rozgromieni? Jaki w końcu ma sens merytoryczna ocena piłkarska zawodnika, który jestem pewien, że robi wałek?

Tak, takie myśli miałem (choć pewnie i tak bym nie zrezygnował, ku rozczarowaniu niektórych). Faktem jednak jest, że doszło do wietrzenia szatni na tak dużą skalę, że wiele rzeczy w moim pojmowaniu się zmieniło. Odeszli ci, których pożegnać należało już rok temu. Odeszli ci, którzy sabotowali działania nie tylko drużyny, ale i całego klubu. Którzy z dużym prawdopodobieństwem kręcili wałki, z graniem u buków na czele. Ci, którzy nie prowadzili się sportowo i gdy kibice GKS byli czerwoni ze złości i rozpaczy, chlali whisky i wpierdzielali hot dogi na stacji.

OK, nie wszyscy. Ale prawie wszyscy. Zostały niedobitki w klubie, bo wszystkich wyrzucić się nie da, z wszystkimi przedwcześnie rozwiązać kontraktów również. Ci zawodnicy są pod specjalnym nadzorem.

W ich miejsce przyszła masa nowych zawodników. Takich, którzy w tamtym chorym i przeżartym piłkarskim nowotworem układzie nie uczestniczyli. Przyszli piłkarze młodzi, ambitni, którzy od pierwszego meczu pokazują to na boisku. No dobra… od drugiego, spotkanie z Podbeskidziem wyrzućmy z pamięci.

I tu dochodzimy do sedna. Otóż mnie w zupełności na ten moment wystarczy to, co widzę w poczynaniach GieKSy. A widzę właśnie zaangażowanie i walkę – co oczywiście było warunkiem koniecznym, ale jest spełnione. Widzę też to, czego się nie spodziewałem. Czyli fajną grę do przodu, ładną dla oka, widzę pomysł i kreatywność zawodników. W życiu bym nie powiedział, że po czterech kolejkach z mizernym dorobkiem punktowym – będę doceniał tę grę. A jednak.

Mizerna zdobycz punktowa oczywiście mnie nie cieszy. Ale o ile w poprzednich sezonach porażki czy remisy trzeba było zrzucić na brak ambicji lub beznadziejne kwestie piłkarskie, to obecnie jedyną przyczyną takiego dorobku punktowego jest BRAK SKUTECZNOŚCI. Zmarnowane sytuacje Rumina czy innych zawodników. A to oznacza, że… nic tylko być spokojnym i chwile poczekać. Bo optymizm kibica nie powinien być związany ze skutecznością, tylko z liczbą stwarzanych sytuacji. Teraz jest blok w skuteczności, ale zaraz może się rozwiązać worek z bramkami. Wolę mieć dwa przegrane mecze z rzędu z masą niewykorzystanych sytuacji niż dwa fuksiarskie zwycięstwa 1:0 po wykorzystaniu jedynej okazji. Właśnie z tego powodu uważam, że lepsze mecze GieKSa rozegrała z Tychami i Sandecją niż z ŁKS, który to mecz wygrała.

Frustracja u kibiców po tych wielu latach gnicia na zapleczu Ekstraklasy jest więc tyleż zrozumiała, co… irracjonalna. Na przestrzeni 3-4 połów meczów u niektórych doszło do „wahnięcia” nastroju z euforii (pierwsza połowa z Tychami) do furii (wynik z Sandecją). Piłkarze GKS są teraz takimi dyrygentami nastrojów. I w ciągu jednego meczu mogą zadecydować czy będzie to radość, czy smutek i złość.

Irracjonalne jest to z powodów opisanych powyżej, czyli drastycznej zmiany naszej kadry. Bo z jednej strony nie można winić nowych piłkarzy za grzechy poprzedników, z drugiej – nawet jeśli zasadna byłaby po nich jazda, to tylko ze względu na to, że w pierwszych meczach kaleczą tę dyscyplinę tak jak Tomasz Mokwa rok temu. A tymczasem nowi grają całkiem dobrze – patrząc na ogół. Pawełek wymiata w bramce, Lisowski nieźle sobie radzi w obronie, Rumin jednak już dwa gole strzelił. Tabiś ma lepsze i gorsze momenty, Piesio fajnie się zaprezentował z Tychami. Czekamy jeszcze na Michalika, który musi poprawić swoją grę.

Oczywiście nie może być tak, że te wyniki nie przyjdą. Optymizm jest, ale w końcu GieKSa musi zacząć wygrywać. Jeśli po dajmy na to – ośmiu kolejkach będziemy mieli osiem punktów, to niestety wtedy będzie trzeba już głośno powiedzieć, że coś jest nie tak. Ale na razie należy zachować spokój i doceniać, że GKS gra jak gra. Nawet jeśli jeszcze nie ma zwycięstw.

Przed nami mecz z Wigrami, kolejny sprawdzian dla wszystkich zawodników w kadrze. Obawiam się trochę, żeby w przypadku utraty jakiejś bramki nie posypały się z trybun gromy. Ta drużyna na to nie zasługuje. Nic jeszcze nie zawaliła, nic nie spieprzyła, walczy i gryzie trawę – z efektem na razie średnim.

Ale jeśli kibicu drogi mówisz często, że dla Ciebie nie liczy się wynik, tylko zapierdalanie na boisku – bądź konsekwentny. Bo to piłkarze GieKSy robią, tak jak inni nie robili przez dwa lata.

Wyniki przyjdą.

5 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

5 komentarzy

  1. Avatar photo

    Irishman

    16 sierpnia 2018 at 13:03

    Ja też uważam, ze skala zmian była tak duża, że trzeba patrzeć na naszą drużynę jak na zupełnie nową. No jasne, że kilku piłkarzy pozostało ale są to tak nieliczne niedobitki, że jeśli cała reszta będzie się prezentowała porządnie, to raczej oni pójdą za tą większością niż odwrotnie!
    Szkoda, że nie można zrobić takiej „czystki” naszych, kibicowskich emocji. Niestety po tych wszystkich latach nagromadziło się wśród nas tyle frustracji, że nawet jak są jakieś podstawy do optymizmu to są skutecznie „neutralizowane” jakimiś fatalnymi wspomnieniami. Wystarczy poczytać forum. Jedna porażka spowodowała, że pojawiły się na nim wpisy, że nic z tego nie będzie, że miasto nie chce awansu itd. itp.

    No, ale z tym to już musimy sobie poradzić, każdy sam ze sobą. Każdy powinien sobie zadać pytanie, czy przychodzi na stadion albo wchodzi na forum z miłości do klubu, czy po to, aby wylać jakieś swoje życiowe frustracje… jak nieczystości do kibla? Musimy się zdecydować, czy chcemy fajnej walki w sportowej rywalizacji czy tylko suchych wyników, byle były pozytywne. Bo jeśli tego drugiego, tzn. że rację miał Ireneusz Król, który chciał kupić ekstraklasę dla Katowic albo ci, którzy kupowali mecze, aby „osiągnąć sukces”.

    Wiem, że to ostre słowa ale rozmawiajmy jak twardzi kibice GieKSy, którzy KIEDYŚ twierdzili, że „dopóki walczysz, jesteś zwycięzca”, a nie jak jacyś piz…waci kibice sukcesu!

  2. Avatar photo

    Mecza

    16 sierpnia 2018 at 13:30

    Przydałoby się efektowne 3:0 po dobrej grze w sobotę. Nie jest to niemożliwe a drużyna uwierzyłabym w siebie a kibice nawet jeśli by jeszcze nie chwalili to przestaliby płakać.

  3. Avatar photo

    artur

    16 sierpnia 2018 at 15:19

    Zaś towarzystwo wzajemnej adoracji tego bajzlu snuje wizje. Jeśli dla Irishmana 10 lat dostawiania od kogo się da, falstartów w pucharze jest tylko jedną porażką to wyjaśnia wszystko. Co do tekstu, to Gieksa nic nie musi, równie dobrze może grać tak „dobrze” przez rundę jesienną a dostawać w plecy bądź remisując. Ci, którzy krytykują widzą, że dalej jest jak było i nie zapowiada się na lepiej.

    • Avatar photo

      Mecza

      16 sierpnia 2018 at 21:15

      Ci którzy tylko krytykują mają bardzo nieszczęśliwe życie albo jednak wierzą… Bo po co interesować się Gieksą i komentować kolejną porażkę?

  4. Avatar photo

    PanGoroli

    16 sierpnia 2018 at 19:35

    Świetny tekst. Zgadzam się po całości! @artur, ci, ktorzy widzą, ze dalej jest, jak jest, to albo nie widzą, albo są głupkami.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Rafał Strączek: To duża sprawa

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok miała miejsce konferencja, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz bramkarz Rafał Strączek.

Michał Kajzerek: Witam wszystkich bardzo serdecznie na konferencji przed meczem 33. kolejki z Jagiellonią Białystok. Wszystkie bilety sprzedane, dlatego apelujemy o przekazanie/odsprzedanie biletów przez kibiców nie mogących przyjść na mecz, aby jak najwięcej pojawiło się nas na arenie.

Czego trener się spodziewa pod kątem tego meczu? O wielką rzecz walczą także piłkarki.
Rafał Górak:
Kobiety mają pierwszeństwo, więc zacznijmy od nich. Trzymamy kciuki, liczymy na następne trofea i medale w gablocie. Piękna sprawa, fajnie, że udało się to przenieść bliżej. Trzymamy kciuki bardzo mocno. My mamy swoje sprawy do załatwienia, musimy się koncentrować na spotkaniu z Jagiellonią – godzinę przed finałem mamy trening. My z racji tego, gdzie jesteśmy w tabeli, po prostu musimy być jak najlepiej przygotowani do rywala trudnego, wymagającego. Mieliśmy okazję się już spotkać w tym roku, graliśmy bardzo dobrze momentami. Jeśli zagramy tak przez cały mecz, zawiesimy poprzeczkę bardzo wysoko.

Zostałeś nominowany do nagrody dla najlepszego bramkarza sezonu.
Rafał Strączek:
To duża sprawa, jest to dla mnie ogromne wydarzenie. Cieszę się, że ta praca została doceniona.

Wczoraj Jagiellonia grała w rytmie niejako europejskich pucharów.
Rafał Górak:
Drużyna grająca w środę nie czuje żadnego zmęczenia, jest wystarczająco czasu do niedzieli na regenerację. Dla Jagiellonii wypadł bardzo ważny zawodnik, doświadczony. Trener Siemieniec ma w kim jednak wybierać.

Raków nie wykorzystał sytuacji, ale stłamsił Jagiellonię.
Było widać duży napór Rakowa, brakowało bramki. To też świadczy o jakimś braku. Jagiellonia wygrała zasłużenie, nie ma co dyskutować.

Mówicie o szansie na awans do pucharów?
Rafał Strączek:
Mamy świadomość tego, że zostały dwa mecze i jakie miejsce zajmujemy. Ta liga jest mega szalona, różnice między miejscami są bardzo małe. Patrzymy w górę i robimy wszystko, by zająć jak najwyższe miejsce.

Była obawa po powrocie?
Trzy mecze, bark mi doskwierał. W miarę szybko to wyleczyłem i dałem znać trenerowi, że dobrze się czuję.

Spodziewaliście się, że tak blisko będzie do podium?
Nikt o takich rzeczach nawet w Katowicach nie myślał. Tym bardziej się cieszymy z takiej okazji, spinamy się wszyscy w szatni, motywujemy. Musimy poświęcić całych siebie, by osiągnąć jak najlepszy wynik.

W Gliwicach nie grał Klemenz.
Rafał Górak:
Lukas dzisiaj zaczyna proces treningowy, będziemy się zastanawiać, czy wróci w niedzielę. Pozostali zawodnicy, poza Paluszkiem i Trepką, są do mojej dyspozycji.

Jak oglądasz takie mecze z nadchodzącym rywalem?
Rafał Strączek:
Podchodzę trochę zawodowo, trochę jednak na spokojnie. Staram się patrzeć na zachowania zawodników, poruszanie systemowe. Fajnie, że grali wczoraj, można się przypatrzeć i wyciągnąć więcej wniosków.

Jest presja na zwycięstwo?
Rafał Górak:
To nie presja, że chcemy wygrać. Chcemy podjąć rywalizację sportową. Od kilkunastu dni nie ma biletów, to daje do myślenia. Wczoraj z zawodnikami i zawodniczkami mieliśmy wielką imprezę, radosne dzieci, kobiety i mężczyźni. To jest wyzwanie, żeby tym ludziom zrobić fajny dzień. Po tym ile otrzymaliśmy od nich miłych słów… Zawodnicy byli pod wrażeniem. Ludzie kupują koszulki z ich nazwiskami, potem jeszcze chcą ich autograf. Dawno tego nie było, to niesamowite.

Odczuwacie mentalne zmęczenie na finiszu sezonu?
Nie będziemy się porównywać ze słowami piłkarzy Jagiellonii, oni mają swoje problemy. My w ogóle nie jesteśmy zmęczeni, na pewno każdy w jakiś sposób o wakacjach marzy. Zawodnicy się realizują, doskonale zdają sobie sprawę, że teraz czas świetnej, ciężkiej roboty.

Motywować drużyny nie trzeba, a trzeba im mówić, by cieszyli się grą?
Jest pula do zdobycia. Sześć punktów załatwi nam wszystko – będziemy grać w europejskich pucharach, taka jest prawda. Nie ma co kalkulować, przemotywowywać. Oni wypracowali to miejsce, wielu z nich nigdy tam nie grało. Dzisiaj mogą w nich zagrać, nie ma mowy o wakacjach, o zmęczeniu. Nie wolno się też presować, trzeba się radować. Musimy wykonywać nasze zadania taktyczne, pokazać momenty i błyski – wtedy będzie mnóstwo zabawy.

Jest pomysł na wymóg Polaków w kadrze, jak pan na to patrzy?
Wszystko, co związane z limitami, zaczyna mi się to robić niezgodne z tym, jak lubię żyć. To jakbym kazał dzieciom uczyć się polskiego, mówić po angielsku, a przy śniadaniu po francusku. To w klubie powinniśmy brać odpowiedzialność za to, jak one wyglądają. Ja swoją ideę mam i wiem, od jakich piłkarzy zyskujemy najwięcej. Wiem, co dają nasi piłkarze, chcę, by szatnia mówiła w języku polskim. Ja sam się uczę języka angielskiego, mam deficyty, ale jesteśmy u siebie.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga