Dołącz do nas

Piłka nożna

Widzew z niczym!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Spotkanie odbyło się w odrobinę lepszych temperaturach niż podczas ostatniego wyjazdu do Lubina. Na stadionie pojawiło się ponad 10 tys. kibiców. Odwiedzić Nową Bukową w nowych barwach po raz pierwszy miał okazję Sebastian Bergier, który jako jeden z niewielu zawodników Widzewa ostał się w wyjściowej jedenastce na przełamie obu rund. Mecz zakończył się zwycięstwem GieKSy 1:0. Zapraszamy do zapoznania się z relacją z pierwszego starcia na Arenie Katowice w tym roku!

Pierwsze kopnięcie wykonali gospodarze, a chwilę potem spróbowali standardowego zagrania na wybiegających z połowy zawodników. Po chwili walki w środku pola wypuszczony został Sebastian Bergier, nie dał on rady jednak wyprzedzić Arkadiusza Jędrycha. Obrońca delikatnie ucierpiał w tym pojedynku, ale po kilkunastu sekundach wstał. Żaden z zawodników nie miał zamiaru odstawiać nogi w walce o piłkę, boleśnie przekonał się o tym Przemysław Wiśniewski po starciu z Adamem Zrel’akiem, skończyło się to jednak faulem Słowaka w środku pola. Prym przez pierwsze minuty wiedli gracze Widzewa, nie pozwalając GieKSie wyjść na dłużej z własnej połowy. W pressingu piłkę zdobył niezawodny w tym aspekcie Marcin Wasielewski, a tuż po tym wywalczył na sobie faul przy lewej linii bocznej, na wysokości do wrzucenia z głębi pola. Wrzutka Bartosza Nowaka spotkała się niestety z pięściami Bartłomieja Drągowskiego, lecz chwilę potem bliżej środka pola kolejny stały fragment gry wywalczył Mateusz Kowalczyk. Pierwszy rzut wolny został przerwany przez sędziego, bowiem Nowak nie poczekał na gwizdek i chciał wcześniej wrzucić piłkę w pole karne. Drugi, już poprawnie wykonany, nie znalazł niczyjej głowy i skoczył się rzutem bramkowym. Po raz kolejny w defensywie popracował Marcin Wasielewski, odzyskując w czysty sposób piłkę w środku pola przy próbie kontry Widzewa. Niedokładności w wyjściu z defensywy ponownie pojawiały się w ekipie Rafała Górak. W 13. minucie kibice serdecznie pozdrowili Sebastiana Bergiera i podzielili się swoimi przemyśleniami co do tego, jakie czynności w życiu były napastnik GieKSy powinien podjąć. Kontrowersyjna decyzja sędziego po raz pierwszy miała miejsce w 13. minucie, kiedy to przymknął oko na złapanie piłki przez Drągowskiego po podaniu nogą od obrońcy. Po raz kolejny trzeba wspomnieć o Wasielewskim, ciężko pracującym, aby zawodnikom Widzewa nie grało się za łatwo. Pierwszy celny strzał miał miejsce w 15. minucie, kiedy to Rafał Strączek złapał piłkę po strzale Baeny na ukos pola karnego. Solowej akcji spróbował Alan Czerwiński, przełożył zawodnika gości jak juniora i oddał płaski strzał z dystansu, niestety minimalnie niecelny. Sędzia Damian Kos nie pozwalał na ostrą walkę i gwizdał większość starć w środkowej strefie. Na skrzydle kiwki spróbowali Erik Jirka i Mateusz Kowalczyk, w efekcie wywalczyli korner. Wrzutka z rogu niestety nie znalazła adresata, a akcja w drugie tempo skończyła się w rękawicach golkipera po dośrodkowaniu. Gniazdowi chyba zirytowali Sebastiana Bergiera, bo ten wycelował metr nad bramką, za to prosto w bębny. Kolejna strata GieKSy na własnej połowie zaowocowała szansą dla Widzewa. Akcja skończyła się jednak rykoszetem od Jędrycha i rzutem rożnym. Do rogu podszedł Sebastian Bergier, który miał pecha, że akurat atakował bramkę przed młynem gospodarzy, którzy znowu przekazali mu prostą informację. Róg powtórzył się raz jeszcze i znowu piłka wylądowała na głowie Lukasa Klemenza. Chwilę oddechu dostali zawodnicy z Katowic, co szybko przerodziło się w kolejny korner, kolejny raz nieskuteczny. Po raz kolejny ostra walka w środku pola zakończyła się faulem na zawodniku Widzewa, a przynajmniej tak to zinterpretował sędzia, który chwilę potem przyczepił się do zakrwawionej skarpetki Wasielewskiego. Długimi piłkami próbowali rozegrać także piłkarze Jovicevica, w polu karnym królował jednak Rafał Strączek. Szybka kontra GieKSy, Bartosz Nowak świetnie wypuścił na flance Wasyla, ten jednak nie odnalazł podaniem nikogo w polu karnym. Sędzia definitywnie stracił panowanie nad meczem, razem z zespołem nie potrafili nawet podjąć decyzji co do autu. Brzydkie zachowanie Przemka Wiśniewskiego, niepotrzebnie zaatakował Strączka. Sędzia nie dopatrzył się tu przewinienia, jednak później  przez zamieszanie przerwał akcję i ukarał nowego Łodzianina żółtą kartką. Groźna akcja wyniknęła z ataku Widzewa, lecz Lukas Klemenz pokazał wszystkim, że wygrywa piłki nie tylko w powietrzu i odepchnął Bergiera tak, że ten poleciał kilka metrów. Nieustępliwy w powietrzu był także Zrel’ak, a jego walka w dalszym efekcie poskutkowała rzutem rożnym. Rzut rożny wykonał Bartosz Nowak, a do główki wyskoczył Lukas Klemenz, który pokonał bramkarza strzałem na dalszy słupek! W ten sposób zakończyła się pierwsza połowa.

Druga połowa rozpoczęła się szybko zmarnowanym atakiem Łodzian. W starciu z barkiem rywala ucierpiał Mateusz Kowalczyk, na szczęście szybko podniósł się z murawy. W Leo Messiego zabawił się Kowalczyk, który po odbiorze z zerowym miejscem dookoła siebie okiwał pięciu Widzewiaków, lecz potem strzał z okolic jedenastki nie zaskoczył Drągowskiego. Z kontrą wyszli Mateusz Wdowiak oraz Sebastian Milewski, nie dali oni niestety sobie rady z pięcioma graczami w czerwonych strojach. Charakterem po raz kolejny wykazał się Kowal, niestety nieustępliwa walka czasem skutkuje sfaulowaniem rywala. Stracha napędził nam Strączek, kiedy to po starciu z rywalem upadł na murawę na dobrą minutę. Na szczęście zaraz potem wstał zwarty i gotowy. Stratę Widzewa spróbował wykorzystać Marcin Wasielewski, z półprzestrzeni wszedł do w miarę pustego pola karnego rywali, piłka po jego strzale jednak nie doturlała się spod pachy Drągowskiego do brami i została wybita sprzed linii bramkowej. W 67. minucie okazję na pokazanie swoich umiejętności autowych dostał Kowalczyk, piłka po paru główkach wylądowała w rękach bramkarza. Rzut wolny z 30. metra – na ten widok Bartosz Nowak przypomniał sobie mecz z Radomiakiem, piłka niestety poszybowała nad bramką. Rzut wolny dostała GieKSa, szybko crossa przez całe boisko na ukos wykonał Lukas Klemenz. Piłkę na skrzydle przyjął Jirka, pod presją jednak stracił ją na koszt rywali. Na raz spróbował futbolówkę odebrać Czerwiński, co jednak zakończyło się wślizgiem prosto w kolano Chenga. Lekkie szczęście, że zakończyło się tylko żółtą. Groźną sytuację sprowokowali Kowalczyk oraz Czerwiński, na szczęście odbudował pozycję szóstki… Bartosz Nowak, z gracją przejmując futbolówkę. Niestety w interwencji po raz kolejny kontuzjowany został Alan Czerwiński, a w jego miejsce wszedł Marten Kuusk. Za żywiołową konwersację z sędzią żółtko zdobył Jirka. Centry z głębi pola spróbował Cheng, napastnicy Widzewa jednak znowu ostrzelali trybuny. Kowalczyk pięknie obsłużył wprowadzonego chwilę wcześniej Markovica, jego wrzutkę zablokował bokiem obrońca Łodzian, a potem piekielnie źle skiksował Nowak. W 80. minucie kolejny raz Markovic wziął na siebie piłkę i widowiskowo wywalczył aut ruletką. Prostopadłe podanie dotarło do aktywnego Emana, po pociągnięciu akcji zdecydował się on na strzał, Drągowski jednak spokojnie wyłapał piłkę, jakby na treningu. Piękną główką popisał się Wiśniewski – niepressowany przez nikogo zagrał do tyłu na rożny z 30. metra tak, że bramkarz nie zdążył tego uratować. Rzut rożny był blisko do zakończenia się olimpijczykiem, piłka ostatecznie została wybita z linii, a i tak faulowany był bramkarz. Sędzia przedłużył standardowy czas trwania meczu o 6 minut, a na murawie zameldował się Adrian Błąd, odpoczynek przypadł Nowakowi. Za opóźnianie czasu gry ukarany żółtym kartonikiem został Strączek. Niestety, w doliczonym czasie gry rzut karny został podyktowany za faul na Osmanie Bukarim… A jednak sędzia po obejrzeniu sytuacji na monitorze VAR odwołał swoją decyzję. Nie spodobało się to sztabowi Widzewa, a jeden z nich dostał czerwoną kartkę za protesty. Zaraz potem do ataków wróciła GieKSa, a do nowej reklamy Superbetu znowu zechciał trafić Błąd, jednak strzał po kiksie znalazł się daleko od bramki. Z niebezpiecznie zapowiadającą się akcją na swoim prawym skrzydle wyszedł Widzew, ale na straży czuwał wiecznie aktywny Wasielewski, który na wślizgu wywalczył rzut z autu dla swojej ekipy. Sędzia chyba zapomniał, ile minut doliczył, i ciągle dawał atakować Widzewowi.

Koniec meczu – GieKSa obroniła wygraną na Nowej Bukowej!


8.02.2026, Katowice
GKS Katowice 1:0 Widzew Łódź 
Bramki: Klemenz (45).
GKS Katowice: Strączek – Jirka, Czerwiński (76. Kuusk), Jędrych, Klemenz, Wasielewski – Wdowiak (71. Markovic), Kowalczyk, Milewski, Nowak (90. Błąd) – Zrel’ak (71. Szkurin).
Widzew Łódź: Drągowski – Isaac, Wiśniewski, Visus, Cheng – Bukari, Lerager, Shehu (74. Selahi), Baena (59. Fornalczyk) – Kornvig (59. Alvarez), Bergier  (74. Zeqiri).
Żółte kartki: Zrel’ak, Czerwiński, Jirka, Strączek – Wiśniewski.
Sędzia: Damian Kos (Wejherowo).
Frekwencja: 10594.

2 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

2 komentarze

  1. Avatar photo

    majkel

    9 lutego 2026 at 10:57

    czy ta relacja nie jest z czatu GPT?

    • Avatar photo

      Flifen

      10 lutego 2026 at 00:35

      A — klasyk 😄
      Najlepiej odpowiedzieć krótko, na luzie (albo trochę uszczypliwie — zależy jaki klimat chcesz). Oto kilka gotowych opcji po polsku:

      Na spokojnie / neutralnie

      „Nie — pisałem ją sam 🙂”

      „Nie, autorska robota 👍”

      „Bez ChatGPT — własna relacja z meczu.”

      Z lekkim humorem

      „Nie, jeszcze umiem pisać sam 😄”

      „ChatGPT dziś miał wolne — ja pisałem.”

      „Gdyby była z GPT, byłoby mniej emocji 😉”

      Trochę bardziej stanowczo

      „Nie, to moja własna relacja — byłem na meczu i sam ją przygotowałem.”

      „Doceniam porównanie, ale tekst jest w 100% mój.”

      Jeśli chcesz obrócić w żart

      „Nawet lepiej — pisane na żywo, nie przez AI ⚽”

      „AI by nie oddała klimatu trybun 😉”

      Jeśli chcesz — napisz mi jaki ton chcesz osiągnąć (żart, riposta, profesjonalnie itd.), to mogę dopasować dokładną odpowiedź pod komentarz 👍

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Plusy i minusy po Lechii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.

Plusy:

+ Bartosz Nowak

Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.

+ Rafał Strączek

Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.

+ Skuteczność przy niskim posiadaniu

38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.

Minusy:

– Zmarnowane okazje

Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.

Podsumowanie:

2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.

GieKSiarz

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.

Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.

Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.

W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga