Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Wielosekcyjny przegląd mediów: Liga Mistrzów. Szkoła życia

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

Ekstraliga ze względu na zgrupowanie kadry pauzuje. Kolejna runda spotkań zostanie rozegrana 15-16 października. Nasza drużyna zmierzy się w Katowicach ze Sportową Czwórką Radom. Piłkarze wygrali w ramach trzynastej kolejki spotkań z Chrobrym Głogów 1:0. Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Męska drużyna kolejne spotkanie rozegra na wyjeździe w Niepołomicach z Puszczą. Mecz zostanie rozegrany w najbliższą sobotę, o godzinie 15:00.

Drużyna siatkarzy rozpoczęła rozgrywki ligowe w sezonie 2022/23. W ubiegłym tygodniu drużyna rozegrała dwa spotkania, pierwsze z nich wygrała 3:0 z Projektem Warszawa. Drugie tym razem na wyjeździe w Olsztynie z AZS-em, przegrała 0:3. Następne spotkanie ligowe siatkarze zagrają z ukraińską drużyną VC Barkom Każany Lwów. Początek meczu w niedzielę (16.10) o 17:30 w hali w Szopienicach.

W minionym tygodniu hokeiści rozegrali dwa spotkania – niestety oba przegrane. We wtorek w CHL z Fehérvár AV19 (2:4), w niedzielę na wyjeździe z Unią Oświęcim (2:6). W bieżącym tygodniu drużyna zagra rewanż z Fehérvár AV19 (12.10 o godz. 18), następnie spotkania domowe z JKH GKS Jastrzębiem (w piątek, 14.10, o godz. 18:30) i w niedzielę (16.10 o godz. 17) z GKS-em Tychy.

 

PIŁKA NOŻNA

sportdziennik.com – Rogala po setce

Lewy obrońca ma za sobą okrągłe sto występów w barwach drużyny z Bukowej. Większą liczbą spośród obecnej kadry mogą pochwalić się jedynie dwaj zawodnicy.

To zawsze godny odnotowania jubileusz. Przy okazji sobotniego meczu ze Skrą Częstochowa w Bełchatowie, Grzegorz Rogala zaliczył swój setny oficjalny występ w GieKSie.

– Jestem z tego powodu bardzo zadowolony i dumny. Nie każdy piłkarz ma możliwość rozegrania stu meczów w barwach takiego klubu. Pozostaje mi tylko dalej pracować, by regularnie wychodzić na boisko. Zaczynam drugą setkę – mówi Rogala. Jubileusz okazał się udany, bo katowiczanie wygrali ze Skrą do zera, dlatego on jako nominalny obrońca mógł cieszyć się z wywiązania ze swoich obowiązków.

Lewy defensor, który w przyszłym tygodniu skończy 27 lat, gra w GKS-ie już czwarty sezon. Trafił tu latem 2019, gdy po spadku przy Bukowej budowano zespół na drugą ligę. Nie od razu został jednak zakontraktowany. Sięgnięto po niego, gdy podczas ostatniego wieczoru na zgrupowaniu w Kamieniu „zasiedzieli” się czterej zawodnicy, Mateusz Kamiński, Adrian Frańczak, Mateusz Mączyński i Bartłomiej Poczobut. Klub rozwiązał z nimi umowy, w kadrze zrobiło się kilka luk. Wtedy właśnie sięgnięto m.in. po Rogalę, będącego po trzech sezonach rozegranych na poziomie drugiej ligi w barwach Błękitnych Stargard, czyli klubu z rodzinnej miejscowości, którego jest wychowankiem. W Katowicach szybko wypracował sobie mocną pozycję.

– Trafiłem do GieKSy z klubu z nieco niższej półki. Każdy wie, jakie jest miejsce GKS-u w polskiej piłce. Jestem bardzo zadowolony z postępu, jaki poczyniłem w Katowicach. Ważniejsze były jednak dla mnie wyniki zespołu. Awans do pierwszej ligi, a teraz walka w górnej części tabeli pokazuje, że zmierzamy w dobrą stronę – przekonuje lewy defensor, który wcześniej grał nie tylko w Błękitnych, ale też rezerwach Lecha Poznań czy II-ligowym wówczas Rakowie Częstochowa.

Dłużej od niego grają w GieKSie jedynie trzej zawodnicy: Arkadiusz Jędrych, Adrian Błąd i Patryk Szwedzik. Równie długo – Grzegorz Janiszewski, Zbigniew Wojciechowski i Marcin Urynowicz, przy czym akurat żaden z tej trójki nie dobił jeszcze do granicy 100 rozegranych meczów (Janiszewski ma 66, Wojciechowski – 87, Urynowicz – 94). W przypadku Rogali składa się na to 95 meczów ligowych, 1 barażowy i 4 w Pucharze Polski. Zaliczył 9 asyst, ujrzał 8 żółtych kartek, strzelił 3 gole. Tego ostatniego – jeszcze w II lidze, w marcu 2021, podczas wygranego spotkania w Siedlcach. Trafieniem mógł uczcić swój sobotni jubileusz, po akcji Adriana Błąda i interwencji bramkarza Skry Jakuba Bursztyna trafił w boczną siatkę.

– Próbowałem uderzyć po krótkim słupku, jednak bramkarz Skry dobrze zamknął mi miejsce. Przed nami kolejne mecze i wierzę, że ta bramka w pierwszej lidze w końcu nadejdzie, bo cały czas na nią czekam – przyznaje Rogala.

W tym sezonie gra od deski do deski – w lidze nie opuścił jeszcze ani minuty, został jedynie zdjęty z boiska na 6 ostatnich minut w spotkaniu Pucharu Polski z III-ligowymi rezerwami Pogoni Szczecin. Tak naprawdę 26-latek nie ma dziś pełnowartościowego zmiennika na lewym wahadle. Mogą grać tam Dominik Brzozowski czy Marcin Wasielewski, ale obaj są prawonożni. Trener Rafał Górak próbował takiego wariantu w niedawnym sparingu z Sandecją Nowy Sącz (1:1), Rogalę ustawiając z kolei w trójce środkowych obrońców. Potrzebny jest jednak na boku. O ile w poprzednim sezonie zagrał tylko w 20 z 34 kolejek, o tyle zarówno wcześniej w II lidze, jak i teraz, jego pozycja jest niepodważalna, dlatego w jutrzejszym meczu z Chrobrym Głogów powinien rozpocząć drugą setkę.

– W poprzednim sezonie rywalizacja z Chrobrym różnie się dla nas układała, ale cel zawsze jest taki sam, czyli zdobycie 3 punktów na własnym boisku – deklaruje Rogala. Kontrakt z GieKSą, podpisany w styczniu 2021, obowiązuje go do końca czerwca i zawiera opcję prolongaty o 12 miesięcy.

100 MECZÓW w barwach GKS-u rozegrał Grzegorz Rogala (173 ma Adrian Błąd, 133 – Arkadiusz Jędrych).

 

SIATKÓWKA

siatka.org – GKS Katowice z kompletem punktów w meczu z Projektem Warszawa

Drużyny GKS Katowice i Projektu Warszawa rozegrały  między sobą  mecz w ramach drugiej kolejki. W pierwszej serii zmagań obie ekipy solidarnie przegrały swoje spotkania w stosunku 0:3. W tym starciu lepsi okazali się siatkarze ze stolicy Górnego Śląska, którzy wygrali całe spotkanie 3:1. Było to ich pierwsze zwycięstwo w obecnych rozgrywkach,  ekipa ze stolicy doznała drugiej porażki.

Po skutecznej kontrze w wykonaniu Jakuba Szymańskiego oraz dobrym bloku Georgi Seganowa katowiczanie prowadzili 4:1. Dobrze rozpoczął zwłaszcza Szymański, który na lewej flance był nie do zatrzymania. Jedynym ich mankamentem była spora liczba zepsutych zagrywek, dzięki czemu nie dawali sobie szansy na zwiększenie przewagi. Na dodatek przestrzelił Jakub Jarosz i dystans zmalał do punktu (11:12). Błędami własnymi roztrwonili całą swoją przewagę i musieli rozpocząć budowanie jej od nowa. To już nie było takie łatwe, gdyż warszawianie po słabym początku zaczęli punktować po swoich akcjach. Dopiero Szymański swoim zagraniem sprawił, że gracze Gieksy mieli dwa ,,oczka” więcej, dzięki czemu wszystko miało rozstrzygać się w samej końcówce. Goście cały czas świetnie bronili się blokiem, gdyż w przeciwnym przypadku przegrywaliby znacznie wyżej. Po autowym ataku Igora Grobelnego zrobiło się 20:23. Jak się później okazało do końca premierowej odsłony spotkania nic się już nie zmieniło i po zagraniu Jarosza miejscowi wygrali do 22.

Katowiczanie poszli za ciosem i po ustawieniu skutecznego bloku przez Jakuba Jarosza prowadzili 4:2. Szybko jednak je roztrwonili, gdyż asa serwisowego posłał Kamil Baranek, a Jarosz swój atak przestrzelił (4:5). Przyjezdni prowadzili nawet dwoma ,,oczkami”, ale po raz kolejny Jakub Szymański skończył posłaną do niego piłkę, czym doprowadził do wyrównania. Gracze Projektu uciekli przy zagrywce Linusa Webera. Zawodnik ten najpierw posłał dwa asy serwisowe, a następnie po jego zagrywce piłka przeszła na drugą stronę siatki, co wykorzystał Igor Grobelny (15:11). Katowiczanie mieli ogromne problemy w przyjęciu, a Niemiec na zagrywce nie zwalniał ręki i posłał kolejną punktową zagrywkę. Po wykorzystaniu przechodzącej piłki przez Gonzalo Quirogę miejscowi zmniejszyli straty do trzech ,,oczek”, a po autowym uderzeniu Baranka nawiązali kontakt punktowy. Jednak w tym momencie Piotr Nowakowski dwukrotnie powstrzymał ich blokiem i sytuacja powróciła do tej sprzed chwili. Drugą część spotkania zakończył Baranek, dzięki czemu podopieczni Roberto Santilliego doprowadzili do wyrównania.

Trzy pierwsze punkty trzeciej części meczu padły łupem siatkarzy GKS-u. Duża w tym zasługa Jakuba Jarosza, który posyłał zagrywki nie do przyjęcia. Dodatkowo Kamil Baranek zaatakował po antence, a przyjęcie na drugą stronę siatki wykorzystał Jakub Szymański i trener Santilli poprosił o czas (7:2). Gra jego podopiecznych całkowicie się załamała i nie funkcjonowali w żadnym siatkarskim elemencie. Po kiwce Igora Grobelnego w aut było już 3:9. Wysokie prowadzenie miejscowych utrzymywało się przez dłuższy czas i dopiero po bloku Jana Firleja oraz zagraniu Mateusza Janikowskiego gracze ze stolicy zmniejszyli nieco różnicę (10:15). Niemniej stan taki nie utrzymał się długo, gdyż w dalszym ciągu warszawianie mieli problemy w ofensywie. W tym secie bardzo widoczny był Jakub Jarosz, który udowadniał, że jest prawdziwym liderem swojego zespołu. Całego seta zakończył Gonzalo Quiroga punktową zagrywką. Licznik przyjezdnych zatrzymał się na 16 ,,oczkach”.

Katowiczanie, mimo iż przegrywali 0:2, szybko nie tylko doprowadzili do wyrównania, ale wyszli na prowadzenie. Stało się tak, gdyż ich rywale nie kończyli swoich ataków, a gospodarze nadarzające się kontrataki potrafili wykorzystać. Po krótkiej zagranej z Piotrem Hainem na tablicy wyników było już 7:4. Miejscowi zwiększyli dystans, gdy Jarosz wykorzystał kolejną nadarzającą się kontrę. Po stronie przyjezdnych najlepszym zawodnikiem był Linus Weber i to jego zagranie dawało jeszcze nadzieję jego ekipie na skuteczną pogoń. Udało im się to po zagraniu Igora Grobelnego, kiedy zrobiło się po 10. Wynik remisowy nie utrzymywał się długo, gdyż Jarosz posłał asa serwisowego, a dodatkowo powstrzymany został Weber (12:16). Każda próba zbliżenia się graczy Projektu była natychmiast niwelowana, dlatego czteropunktowa przewaga utrzymywała się przez dłuższy czas. Błędy własne gości także im nie pomagały. Po zagraniu blok-aut Jarosza gracze GKS-u mieli aż pięć meczboli. Wykorzystali już pierwszego, gdy Weber zaatakował w aut. Tym samym podopieczni Grzegorza Słabego odnieśli pierwsze zwycięstwo w lidze, a ich przeciwnicy zanotowali drugą porażkę.

MVP: Jakub Jarosz

GKS Katowice – Projekt Warszawa 3:1 (25:22, 20:25, 25:16, 25:19)

 

sportdzienniki.com – GieKSa wróciła z Olsztyna na tarczy

Katowiczanie w pierwszym secie roztrwonili wysoką przewagę i w efekcie do zera przegrali z Indykpolem AZS Olsztyn. Gospodarzy do sukcesu poprowadził Karol Butryn.

Katowiczanie w starciu z Indykpolem AZS nie stali na straconej pozycji. W poprzednich spotkaniach z Jastrzębskim Węglem (0:3) i Projektem Warszawa (3:1) pokazali, że są dobrze przygotowani do sezonu i powinni się liczyć w walce o play-ff. Gracze ze stolicy Warmii i Mazur natomiast dwa pierwsze mecze przegrali, ale grali z mistrzem i wicemistrzem kraju, czyli Grupą Azoty ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle oraz Jastrzębskim Węglem.

Przyjezdni zaczęli z dużym rozmachem. Od początku prowadzili. W końcówce mieli nawet sześć punktów więcej od rywali (22:16).  Wydawało się, że nic im nie jest w stanie zabrać wygranej. I wtedy zaczął się dramat. Katowiczanie nagle stanęli. Ich katem okazał się były gracz GieKSy Karol Butryn. Atakujący najpierw popisał się potężnym atakiem, a następnie serią zagrywek. Nie wszystkie były punktowe, ale były na tyle trudne, że ani Gonzalo Guiroga, ani Jakub Szymański nie byli w stanie dokładnie dograć piłki do rozgrywającego. Serię punktową gospodarzy przerwał dopiero Szymański. Olsztynianie poszli jednak za ciosem. Po dramatycznej końcówce zdołali złamać opór rywali. Decydujący punkt wywalczyli po błędzie Szymańskiego, który nie utrzymał piłki po zagrywce drugiego z bohaterów Indykpolu AZS Moritza Karlitzka.

W każdym kolejnym secie przewaga miejscowych była większa. W drugim kluczowe okazały się zagrywki i ataki Butryna. To głównie dzięki niemu ze stanu 12:12, olsztynianie wygrywali 19:15. Z kolei w trzeciej odsłonie serią asów serwisowych popisał się Karlitzek. Indykpol AZS wygrywał 6:0, od razu stawiając gości w bardzo trudnej sytuacji. Stać ich było jedynie na zmniejszenie strat (12:15).

Indykpol AZS Olsztyn – GKS Katowice 3:0 (28:26, 25:19, 25:21)

 

HOKEJ

sportdziennik.com – Liga Mistrzów. Szkoła życia

Mistrzowie Polski dzielnie walczyli, ale nie zdołali zdobyć punktów z Fehervarem. Gra w hokejowej LM to dla naszych drużyn prawdziwa szkoła życia i… przeżycia. Hokeiści GKS-u Katowice w 5. występie podejmowali węgierski Fehervar AV 19, który na co dzień gra w Ice HL. I od razu było widać różnice dotyczące poziomów, na których rywalizują. Katowicka ekipa takie mecze w takim tempie rozgrywa od święta, zaś goście mają w każdej kolejce ligowej. Iskry leciały, ale ostatecznie goście cieszyli się z kompletu punktów. Gospodarzom nie można odmówić ambicji, ale ciut, ciut zabrakło do pełni szczęścia.

Polak – Madziar dwa bratanki, ale przyjaźń będzie tylko na trybunach, bo na tafli będzie twarda walka – tak mówił przed meczem trener gospodarzy, Jacek Płachta. – Z GKS-em mam pewne rachunki do wyrównania, bo gdy prowadziłem zespół z Oświęcimia, przegrałem w ćwierćfinale play offu. Tak więc teraz nie mogę się doczekać, by zrewanżować się rywalom – stwierdził trener przyjezdnych, [Kevin Constantin].

Pod nieobecność dwóch czołowych napastników: Grzegorza Pasiuta i Patryka Krężołka trenerzy dokonali roszad w formacjach. Węgierski zespół rozpoczął z impetem i John Murray od pierwszych chwil miał sporo pracy. W 5 min uchronił zespół przed stratą gola, bo Istav Bartelis z bliskiej odległości nie zdołał go pokonać. W rewanżu wyśmienitą sytuację zmarnował Joona Monto, który zwiódł Oliviera Roya i dwa razy nie trafił niemal do pustej bramki. Gola nie strzelisz to gola dostaniesz – takie powiedzenie funkcjonuje w środowisku i znalazło potwierdzenie w tej potyczce. W 8 min goście bezkarnie wjechali do tercji GKS-u i Janos Hari pokonał Murraya. Goście byli w ciągłym natarciu i szukali kolejnych szans na podwyższenie rezultatu. W 16 min Natan Vertes miał dogodną sytuację, ale krążek został zatrzymany przez Murraya. Przyjezdni mieli przewagę i uwidoczniło się to w strzałach celnych 5-13. W tej sytuacji hokeiści GKS-u powinni się cieszyć, że stracili tylko jednego gola.

A w kolejnej odsłonie wiele się działo i zobaczyliśmy aż 4 gole. Goście przyśpieszyli tempo akcji i zaczęły się mnożyć błędy gospodarzy. Najpierw Brett Findlay wykorzystał pierwszą z podwójnej kary Mateusza Bepierszcza, a potem Akos Mihaly podwyższył na 3:0, wykorzystując błąd w ustawieniu. W szeregach gospodarzy zrobiło się nerwowo i atmosfera udzieliła się przede wszystkim Murrayowi. Reprezentacji golkiper 2 razy otrzymał karę mniejszą i było gorąco.

Gdy Pulkkinen zmniejszył straty była nadzieja na następne trafienia. Jednak na kolejne musieliśmy czekać do 40 min, kiedy to Bartosz Fraszko w osłabieniu po brawurowej akcji umieścił krążek w siatce. Kibice mieli nadzieję na korzystny rezultat. Na lód wyjechała rolba, by udoskonalić taflę, ale zepsuła się. Po kilku minutach ruszyła i uniknęliśmy kompromitacji.

Goście już na początku 3. tercji chcieli rozstrzygnąć losy tej potyczki. Ruszyli z impetem na bramkę GKS-u. Jednak napór trwał krótko i, co najważniejsze, nie było bramek. Gospodarze nie mieli nic do stracenia i ambitnie ruszyli do przodu, szukając swojej szansy. Gdy 45 min do boksu kar powędrował po raz drugi Daniel Szabo, była okazja doprowadzić do remisu. Kilka akcji w tej przewadze było dobrze rozegranych, ale krążek nie wpadł do siatki. A potem rozgorzał twardy bój i na tafli mocno iskrzyło. Jedni i drudzy wyciskali ostatnie soki spod wątroby, by uzyskać korzystny rezultat. W 51 min Murray interweniował w nadzwyczajnych okolicznościach i uratował GKS przed stratą gola. Ambitna gra gospodarzy nie została nagrodzona golem. Na 45 sek. przed końcem trener Płachta poprosił o czas i rozrysował akcję z wycofaniem bramkarza. I tak też się stało, ale na 4 sek. przed końcem Hari z dystansu trafił do pustej bramki.

 

Nieoczekiwany zwrot

Obrońcy tytułu mistrzowskiego do pewnego czasu mieli wszystko pod kontrolą, ale potem wszystko się rozsypało jak z domek z kart.

Drugie spotkanie pomiędzy Re-Plastem Unią i GKS-em Katowice w Oświęcimiu i tym razem wynik był odwrotny. W pierwszym obrońcy tytułu mistrzowskiego prezentowali dojrzałą grę i wygrali 4:1. W rewanżu było już znacznie gorzej, bowiem po 2. tercji gra gości się „rozsypała” i rezulatacie wyraźnie przegrali. Teraz trzeba będzie czekać na kolejną potyczkę już w „Satelicie”.

Hokeiści GKS-u przystąpili do meczu w Oświęcimiu już w pełnym składzie, bowiem Grzegorz Pasiut uporał się z chorobą, zaś Patryk Krężołek z kontuzją barku. Trener Jacek Płachta dokonał drobnych zmian w poszczególnych formacjach, ale to zrozumiałe skoro wróciły 2. ważne postacie tej drużyny. Natomiast gospodarze występują bez kontuzjowanego szwedzkiego golkipera Linusa Lundina. Jednak gwoli sprawiedliwości trzeba dodać, że zastępujący go Robert Kowalówka spisuje się więcej niż poprawnie.

Obie drużyny od początku nie zamierzały się oszczędzać i szukały swojej szansy w przemyślanych atakach. Było kilka spięć podbramkowych i Teddy Da Costa miał okazję zmienić rezultat. Z drugiej strony Mateusz Bepierszcz i Joona Monto mieli okazję otworzyć wynik tej potyczki. Jednak najmłodszy z braci Kowalówków zachował czyste konto. Jednak w 14 min Bartosz Fraszko, znajdujący się od początku sezonu w znakomitej formie, otrzymał krążek z własnej tercji do środkowej strefy i pomknął w stronę bramki.

„Fracho”, mimo asysty 2. obrońców, odjechał od nich i wyszedł sam na sam z bramkarzem. I nie dał mu najsmniejszcyh szans, posyłając go do siatki. Słowa uznania dla strzelca, ale również brawa dla autora podania – Brandona Magee. Gościę grali rozważnie i stworzyli więcej sytucji podbramkowych, ale wszystko skończyło się na jednym trafieniu.

Gdy Patryk Wajda precyzyjnym uderzeniem w „okienko” zdobył 2. gola dla GKS-u wydawało się, że goście opanowali sytuację. Nic z tego! Od tego momentu zaczęły się problemy gości. Mimo kilku dobrych sytuacji nie zdołali pokonać bramkarza Unii, ale stracili 2. bramki w krótkim odstępie czasowym. Najpierw Aleksandrs Jerofiejews zaskoczył Johna Murraya uderzeniem z niebieskiej linii, a potem Aleks Szczechura umieścił krążek w siatce. To nie było koniec nieszczęść goście. Na 24 sek. przed końcem 2. odsłony Krystina Dziubiński znalazł się w sytuacji sam na sam i takie sytuacje zwyczajowo wykorzystuje. Tak też się stało!

I karta odwróciła się na korzyść gospodarzy, którzy osiągnęli przewagę i uwidocznili ją zdobytymi golami. 2 zdobyli liczebnej przewadze, zaś Peter Bezuszka zaskoczył Murraya uderzeniem z daleka. Końcowe fragmenty były mało ciekawe, bo gospodarze wędrowali do boksu kar, ale przyjezdni nie potrafili tego wykorzystać. Tym razem gospodarze byli góra i rywalizacja między tymi drużynami zapowiada się ciekawie.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kibice Piłka nożna

Legia Warszawa kibicowsko

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Legia Warszawa to ekipa, której nie trzeba nikomu w Polsce przedstawiać. Również godnie reprezentują rodzimą scenę kibicowską na arenie międzynarodowej. Regularna gra w Europie oraz fenomenalna forma ultrasów sprawiły, że są doceniani przez ekipy z całego świata oraz jednocześnie nienawidzeni przez struktury UEFA.

Są prekursorami polskiej sceny kibicowskiej, organizując wszystko już w latach 70. W 1970 roku podejmowali Feyenoord Rotterdam i zobaczyli na własne oczy przyjazd kilkuset Holendrów wyposażonych w takie gadżety jak trąbki, szale, czapki i flagi. W tym dniu zadebiutowała także gazeta klubowa „Nasza Legia”, która na przestrzeni lat stała się fenomenem i wzorem do naśladowania dla innych klubów. W połowie lat 70. na Legię potrafiło przychodzić średnio kilkanaście tysięcy widzów, z czego na samą Żyletę około 2000 osób. Fani CWKS nie dość, że zaczęli jeździć na wyjazdy po całej Polsce, to od strony chuligańskiej stali się prekursorami obstawiania dworców kolejowych i atakowania ekip przyjezdnych lub przejeżdżających przez stolicę.

W tamtych latach dorobili się zgód z takimi ekipami jak: Pogoń Szczecin, Śląsk Wrocław, Wisła Kraków, Zagłębie Sosnowiec, Ruch Chorzów i Lechia Gdańsk. Z perspektywy czasu niektóre zgody brzmią niewiarygodnie (szczególnie ta z Ruchem), ale takie były wtedy realia. Sposób zawierania sojuszy był zupełny inny niż znany obecni. Niektóre relacje zostaną później odnowione i nabiorą powagi, a pozostałe przepadną i często przekształcą się w kosę.

W 1980 roku Legioniści rozegrali finał Pucharu Polski w Częstochowie ze znienawidzonym Lechem Poznań. Jadąc w 2000 osób mogli liczyć na wsparcie Śląska, Pogoni i Zagłębia okupując wszystkie knajpy w mieście od porannych godzin. Przyjazd kibiców Kolejorza w sile… 6000 (!) osób doprowadził do potężnych burd w mieście. Skala awantury przerosła wszystkich – skończyło się na co najmniej kilkudziesięciu osobach w szpitalu, w tym kilku w ciężkim stanie. Do dzisiaj niektórzy mówią, że ofiary śmiertelne zostały zatuszowane przez władze.

W późniejszych latach 80. fani Legii jeździli już składem nastawionym na przygody. Byli wszędzie znienawidzeni do tego stopnia, że miejscowe ekipy potrafiły zawierać jednodniowe sojusze byle obić Legię.

Legioniści mieli w tamtych czasach także zgody z Radomiakiem Radom i Motorem Lublin.

Ciężko to nazwać zgodą, ale fani Legii mieli bardzo dobre mieli nastawienie do… Manchesteru United, wspierając w 1980 roku Anglików podczas meczu z Widzewem w Łodzi. W 1991 roku rozegrali między sobą mecz w ramach Pucharu Zdobywców Pucharów i przyjezdni zostali ciepło przyjęci przez CWKS. Jeszcze w 1998 roku część fanów Legii, która sympatyzowała z Czerwonymi Diabłami, wsparła United na w Lodzi, ale tym razem na meczu z ŁKS. Do Miasta Włókniarzy przyjechało 700 kibiców z Anglii, a Legia zawitała w 100 osób. Rodowici Łodzianie przygotowali komitet powitalny na Kaliskiej i tam doszło do starcia.

Legia jeszcze miała zgodę czy kontakty, naprawdę ciężko to dzisiaj właściwie nazwać, z Juventusem Turyn. Ekipa Clan ’06, zrzeszająca fanów Juve z Rzymu, była głównym „odbiorcą” tych relacji, ale wzajemne odwiedzanie również nie przetrwało próby czasu. Wydaje się, że relacje powstały głównie poprzez ADO Den Haag, które z Juve trzyma od 1988 roku.

Lata 90. to chuligańskie el dorado w całej Polsce, a Legia walczyła o palmę pierwszeństwa rywalizując z kilkoma innymi czołowymi ekipami. Przyjazd Legii na Górny Śląsk zawsze był wyjątkowy, bo o ile prawie wszystkie śląskie ekipy wzajemnie się nienawidziły, to Legia miała taką „magię” w sobie, że czasem dochodziło do jednodniowych paktów. Atrakcją naszych spotkań było także Zagłębie Sosnowiec, które wspierało Legię, a na Górnym Śląsku było i jest znienawidzone (ze wzajemnością).

Nie inaczej bywało na meczach kadry. W tamtym okresie reprezentacja Polski rozgrywała swoje domowe spotkania także w Zabrzu i pojawiała się na nich Legia z Zagłębiem. To właśnie na takich pojedynkach Górnik Zabrze i Ruch Chorzów potrafili przybić zgodę pod nazwą „Śląska siła”.

Chuligani Legii byli oczywiście aktywni, kiedy mecze reprezentacji rozgrywano w Warszawie, szczególnie dużo działo się, kiedy pojawiała się koalicja ALC (Arka, Lech i Cracovia).

Dochodziło także do walk wszystkich ekip z policją, np. podczas pojedynku z Czechami. Rodzima scena chuligańska miała już taki rozgłos, że „Pepików” reprezentował praktycznie sam Banik Ostrava, bo pozostałe ekipy wystraszyły się wyczynach Polaków w Ostrawie.

Mecz z Anglią w 1999 roku na Stadionie Legii był jednym z ważniejszych w historii polskiego ruchu kibicowskiego. Został wtedy obalony mit, że Synowie Albionu rządzą i wyjaśniają wszystkich. Umówiona została walka z polskimi chuliganami (głównie Legia, Zagłębie Sosnowiec, Wisła Kraków i Lechia Gdańsk) w Parku Saski, którą Brytyjczycy przegrali.

Chyba każdy w Polsce zdaje sobie sprawę z siły Legii w dziedzinie ultras. Opraw Żyleta miała co nie miara, ale prezentacja „Witamy w piekle” na meczu z Widzewem Łódź „przebiła sufit”. Wtedy rozkwitał w kraju ruchu ultras, a Legia zaczęła w tym rzemiośle wszystkim odjeżdżać. Uprawę tworzyła grupa „Cyberfani”, którą w 2005 roku zastąpili Nieznani Sprawcy.

Obecnie jedyną zagraniczną zgodą Legii jest holenderskie ADO Den Haag. Relacje powstały niewinnie, bo w 1983 roku jeden z holenderskich kibiców zaczął korespondować z fanem Legii. Jednym z bardziej pamiętnych momentów był wyjazd fanów Legii do Utrechtu w 2002 roku w ramach europejskich pucharów. ADO wsparło swoją zgodę, a gospodarze przywitali Legię „Fuck Poland”, co przełożyło się na atmosferę na trybunach i próbę starcia. W 2010 roku zorganizowano towarzyski mecz Legii z ADO dla stołecznego kibica Wojtka, który zapoczątkował relacje obu ekip.

Aktualnie Legia ma trzy zgody w Polsce – Zagłębie Sosnowiec, Olimpię Elbląg i Radomiak Radom.

Z Sosnowiczanami zgoda miała początek w połowie lat 70., ale po spadku Zagłębia sztama przepadła przez brak kontaktów. W 1991 roku w Piotrkowie Trybunalskim podczas finału, kiedy drugi raz w historii sięgnęliśmy po Puchar Polski, zgoda Legii i Zagłębia została oficjalnie odnowiona i trwa do dzisiaj. Legia próbowała pogodzić Pogoń i Zagłębie, co przerodziło się w chwilową sztamę, ale dość szybko zmieniło się w trwającą do dziś kosę między tymi dwiema ekipami. W 2013 roku Pogoń wspierała Legionistów na prestiżowym wyjeździe w Rzymie i doszło do sytuacji, która zaważyła o końcu starej sztamy. Zaczepki „Double Trouble” (Zagłębie i BKS Stal Bielsko-Biała) w stronę Portowców i bierność stołecznych fanów sprawiły, że Pogoń poczuła się niechciana i zakończyła relację z Legią. Po obu stronach pilnowano, żeby rozstać się z szacunkiem i nie przerodzić tego w kosę, ale MKS obierając drogę ku WRWE kupił „bilet w jedną stronę”. Od tego momentu Legia ma z Pogonią kosę. Kończąc temat Zagłębia warto odnotować, że w tym roku będą oni świętować 35-lecie zgody z Legionistami.

W połowie lat 80. Legionistom kilka zgód odpadło. Starą zgodą Lechii była Olimpia Elbląg, z którą trzymali się od lat 70. Równolegle od połowy lat 70. kibice Lechii mieli sztamę z Legią i naturalnie pojawiły się pozytywne relacje Olimpii z CWKS-em. Po upadku piłkarskiego ZKS-u fani Olimpii jeździli do Warszawy prywatnie, ale część odpuściła, ponieważ nie chciała być postrzegana jako FC Elbląg. W starych zinach Legii można było o nich tak przeczytać (tak ich wtedy postrzegano), a niektórzy przedstawiali ich także jako…Polonię Elbląg, ponieważ klub wielokrotnie zmieniał nazwę. Po 2000 roku wszystko wróciło do normy i zostało przypieczętowane zgodą. Olimpia wspierała Legię najliczniej, kiedy do stolicy przyjeżdżał Stomil Olsztyn lub w momentach, kiedy Legia wybierała się na Warmię. W Sosnowcu zgoda Olimpii i Zagłębia została oficjalnie ogłoszona w 2004 roku, ale kontakty trwały już wcześniej.

W sezonie 1984/1985 Radomiak zawarł zgodę z Legią, jadąc do stolicy w 1000 osób. Przyjaźń nie przetrwała ze względu na ostatnią kolejkę sezonu, w której Legia zremisowała z Pogonią Szczecin, przez co Portowcy utrzymali się w elicie a Warchoły spadły z ligi. Były wtedy takie realia, że wynik na boisku miał wpływ na kibicowskie relacje. W 1994 roku Radomiak próbował ponownie nawiązać sztamę z Legią, ale kością niezgody była Pogoń, z którą Legioniści kilka miesięcy wcześniej odnowili zgodę. Potem fani Radomiaka związali się jedynie układem chuligańskim z GKS-em Bełchatów i Stalą Rzeszów, ale czas zweryfikował, że do siebie nie pasowali i relacje zostały zakończone. Okres bycia osamotnioną ekipą nie oznaczał, że stali w miejscu. Klub piął się w górę i grał na zapleczu Ekstraklasy, a dzięki temu, że polska scena kibicowska się mocno rozwijała, to dorobili się solidnych fan clubów, takich jak: Polonia Iłża, Proch Pionki czy Szydłowianka Szydłowiec (wszystkie już wymarły), które w swoim „primie” mocno się udzielały w regionie i rywalizowaly z koalicją Broni Radom i Powiślanki Lipsko. Wiosną 2016 roku Radomiak zawarł układ chuligański z Legią, a jesienią 2017 roku podczas meczu Radomiak – Siarka Tarnobrzeg ogłoszono, że Radom i Warszawę łączy sztama.

Kończąc wątek zgód Legii należy podkreślić, że pod Legią przez cały okres działalności przewinęło się lub trwa do dnia dzisiejszego kilkadziesiąt ekip, które im podlegają, dzięki czemu kontakty Legionistów sięgają całej Europy. Takim klubem jest między innymi Olimpia Warszawa, która od 2005 roku ma zgodę z Olimpiją Lublaną, która składem w 50 osób wsparła Legię na meczu z NK Celje. Ogólnie wszystkie ekipy z Mazowsza, nie licząc Wisły Płock i Polonii Warszawa, to składy pro Legia. Był okres, że niektóre z nich miały między sobą wojnę, ale Legia odgórnie to wyhamowała i… „zanudziła” scenę z Mazowsza.

Nasza piłkarska i kibicowska rywalizacja jest bardzo długa. Swój pierwszy mecz w Katowicach rozegraliśmy już jesienią 1965 roku i wygraliśmy 2:0.

Sezon później jesienią 1966 roku wygraliśmy w Warszawie aż 3:0, co do dnia dzisiejszego jest naszą najwyższą wygraną z CWKS-em na jej ziemi.

Do początku lat 70. nasza rywalizacja stała się regularna i potrafiliśmy nie raz pokonać Legię, ale po tym sezonie spadliśmy na siedem lat z ligi.

W 1978 roku wróciliśmy ponownie do elity, ale tylko na dwa sezony.

W 1982 roku wróciliśmy do najwyższej klasy rozgrywkowej i na dzień dobry wygraliśmy z Legią 3:1 przy obecności 10000 widzów. Czasy były takie, że… czerwone stroje były naszymi domowymi. Warto odnotować, że już wtedy do Katowic zawitało 150 kibiców Legii. U nas wszystko zaczynało dopiero raczkować.

Jesienią 1984 roku wciąż graliśmy na czerwono, ale nowością był świeżo postawiony Blaszok.

Wiosną 1985 roku przegraliśmy w Warszawie 0:1, wciąż grając w czerwonych koszulkach.

W tym samym roku w czerwcu również zagraliśmy swój pierwszy finał Pucharu Polski z Widzewem Łódź na stadionie Legii Warszawa. Liczba wspierających nas ekip była zadziwiająca: Avia Świdnik, Arka Gdynia, Broń Radom, GKS Jastrzębie, GKS Tychy, Górnik Zabrze, Hutnik Kraków, Lech Poznań, ŁKS Łódź, Polonia Warszawa, Stal Mielec, Śląsk Wrocław czy Korona Kielce. Nasza liczba tego dnia to 900 osób, z czego samej GieKSy 700. Resztę stanowiły ekipy, które na stadionie CWKS-u „określały” się po czyjej stronie stoją. Legia, której mecz nie dotyczył, postawiła na swoim zajmując Żyletę. Mecz zgromadził 12000 widzów.

W listopadzie 1985 roku w ćwierćfinale polegliśmy 2:3 z Legią, ale w całym w dwumeczu awansowaliśmy i finalnie zdobyliśmy swój pierwszy w historii Puchar Polski. Na Blaszoku zasiadało wtedy kilkunastu najwierniejszych Legionistów ze świeżo uszytą flagą „Żyleta”. Sitek i Elwira byli autorami płótna, które namalowali w czerwcu 1985 roku. Cytując pomysłodawcę Jacka: „W jakiejś gazecie władze powiedziały, że sektor z tą reklamą to jest siedlisko zła i że jak zdejmą reklamę, to to siedlisko zniszczą… No i zdjęli, ale w to miejsce, w ramach buntu, zrobiliśmy flagę”. Tak się narodziła legendarna Żyleta, której nazwa związana jest z reklamą żyletek Iridium-Polsilver, która w latach 80. wisiała nad centralnym sektorem trybuny odkrytej.

Jesienią 1986 roku, jako świeżo upieczony triumfator Pucharu Polski, pokonaliśmy Wojskowych 5:2, a do Katowic zawiało 100 fanów Legii. GieKSa zaczynała pisać swoją „Złotą dekadę” w obecności 10000 widzów. Warto odnotować, że GKS – jako pierwszy klub w historii – zdobył trzy punkty w lidze. PZPN dla urozmaicenia ligi wprowadził do regulaminu, że jeśli klub wygra z rywalem co najmniej 3 bramkami, to dopisuje sobie trzy oczka (normalnie za zwycięstwo były dwa punkty).

W rewanżu na Łazienkowskiej wiosną 1987 roku zremisowaliśmy 0:0, a GieKSiarze w stolicy zameldowali się w 100 osób. Jest to nasza pierwsza udokumentowana eskapada wyjazdowa na Legię.

Jesienią 1988 roku graliśmy w Warszawie, a 100 fanatyków GieKSy było świadkiem wygranej 2:0.

Wiosną 1989 roku graliśmy rewanż na Bukowej, który wygraliśmy 1:0, ale wydarzeniem był przyjazd Legii w 1000 (!) osób.

Dwa tygodnie później Legia grała na wyjeździe z GKS-em, ale Jastrzębie. Warto odnotować, że łączyła nas wtedy zgoda i GieKSiarze z flagą wspierali Jastrzębian.

Jesienią 1989 roku graliśmy w Warszawie. Wybrało się 150 fanów GieKSy, co było wtedy naszym rekordem, a warto wspomnieć, że otrzymaliśmy wsparcie GKS-u Jastrzębie, który swój mecz ligowy grał wcześniej na Gwardii Warszawa. Na zdjęciu widać, że GieKSa już na dobre przyjęła żółte stroje, które będą nas wyróżniać na tle wszystkich drużyn. Piłkarze zremisowali 0:0.

Wiosną 1990 roku również zremisowaliśmy 0:0 w obecności 8000 widzów.

W czerwcu 1990 roku na stadionie Widzewa Łódź rozegraliśmy między sobą swój pierwszy finał. Z Katowic wybrało się 350 fanatyków GieKSy, a Legia, jako częsty triumfator tych rozgrywek i faworyt, mogła liczyć na wsparcie 2000 gardeł. Gospodarze z RTS wystawili 200 osób. Ciekawostką była obecność kilkunastu fanów Zawiszy Bydgoszcz, którzy na własne oczy chcieli zobaczyć mecz, licząc że GieKSa wygra, bo wtedy z 4. miejsca w lidze zagraliby w europejskich pucharach. Pod kasami trafili jednak na Legię i musieli ratować się ucieczką, ale pomogliśmy im wejść na stadion i obejrzeć mecz. Na zdjęciu stoją małą grupą obok naszej ekipy wyjazdowej. Legia wygrała 2:0.

Rok później w Piotrkowie Trybunalskim ponownie zagraliśmy finał. Tym razem Legia, która tego dnia odnowiła zgodę z Zagłębiem, zameldowała się w 1800 osób. Z kolei GieKSiarze, mając wsparcie między innymi z… Chorzowa i Tychów, świętowali w 2000 osób swój drugi Puchar Polski, wygrywając 1:0.

Jesienią 1991 roku w listopadzie GieKSiarze pokonali Legię 4:2.

W czerwcu 1992 roku znowu spotkaliśmy się w finale Pucharu Polski, ale… nie na swoim meczu. Finał rozegrał Górnik Zabrze z Miedzią Legnica. Był to okres kiedy z KSG mieliśmy kosę, zaś sztamę z Miedzianką. Była to pijacka sztama, ale nasza 23 osobowa ekipa wyruszyła do stolicy z flagą, która debiutowała na meczu z FC Motherwell. W pociągu doszło dwukrotnie do walki z Górnikiem. Na stadionie obóz KSG siedział po prawej stronie Żylety, natomiast Miedź z nami i ŁKS-em Łódź zasiadła łącznie w 200 osób tam, gdzie w późniejszym czasie będą na stałe zasiadać kibice gości. Na stadionie chuligani Legii byli gospodarzem i zajęli całą Żyletę, mając wsparcie Lechii Gdańsk. Nasza flaga wisiała pierwsza z brzegu, a że gospodarze swobodnie przemieszali się po całym stadionie, to nasze płótno zostało zerwane. Bierność Miedzi, która nawet nie podjęła próby odbicia flagi, doprowadziła do wściekłości GieKSiarzy, którzy na znak zerwania zgody opuścili stadion.

Wiosną 1993 roku pojawiliśmy się w Warszawie, tym razem w 30 osób. Legia wygrała pewnie 3:1, maszerując po Mistrza Polski, który po „niedzieli cudów” zostanie jej odebrany.

Jesienią 1993 na Bukowej zremisowaliśmy 1:1, a Legię wspierało 250 osób, w tym 150 Zagłębie Sosnowiec.

W rewanżu zremisowaliśmy 0:0, a GieKSiarze zawitali na Łazienkowską w 50 osób.

Jesienią 1994 roku podejmowaliśmy Legię. Mecz rozegrano o… 11:00, ale Bukowa się zapełniła i była świadkiem niesamowitego zwycięstwa. Legioniści zameldowali się w 340 osób, w tym 180 Zagłębie i kilku Portowców, z którymi również niedawno odnowili zgodę.

W styczniu 1995 roku rozegrany został pierwszy turniej halowy w Spodku pod nazwą „EB Sport Cup”, a obok GieKSy, Górnika, Ruchu, ŁKS-u Łódź wystąpiła także Legia, która pojawiła się w 90 osob z flagą. GieKSiarze wystawili 1000 młyn, a triumfował Górnik, którego także solidnie wspierali kibice z Roosevelta.

W kwietniu 1995 jechaliśmy na Łazienkowską rekordowym składem w 180 osób. Legia wygrała 1:0 i finalnie zdobyła mistrzostwo. Ostatnia kolejka z Górnikiem Zabrze do dnia dzisiejszego dnia budzi kontrowersje.

W czerwcu rozegraliśmy finał Pucharu Polski na Łazienkowskiej. Mecz oficjalnie zgromadził 15000 widzów, nieoficjalnie kilka tysięcy więcej. Tego dnia nikt nie panował nad wejściem na stadion, każdy kibic Legii chciał ten mecz zobaczyć i fani wchodzili na wszystkie możliwe sposoby. Do Warszawy wybrało się łącznie 600 GieKSiarzy. Sam przebieg meczu to dominacja Legii i jej zwycięstwo 2:0. Feta i wjazd na murawę kilku tysięcy Legionistów nie mógł się inaczej zakończyć niż próbą ataku na nasz sektor. Nasze pojedyncze flagi zostały skrojone, ale cały gniew poszedł w stronę policji i doszło do jednej z największych awantur w historii polskiego ruchu kibicowskiego. Brak ofiar śmiertelnych można tego dnia uznać za sukces.

We wrześniu 1995 roku na stadionie Stali w Rzeszowie zdobyliśmy swoje ostatnie trofeum – Superpuchar Polski. Sam mecz nie miał prestiżu i wybrali się na niego tylko najwierniejsi kibice. Legię reprezentowało jedynie 30 osób, a od nas pojechało 60 kibiców, którzy zapoczątkowali pierwsze kontakty z JKS-em Jarosław (w tym samym roku JKS przybił zgodę z Sovią). W tym dniu mocno zmobilizowały się rzeszowskie obozy. Stal i Resovia wystawiły 300 osobowe składy. Doszło do sytuacji, w której Stal dopingowała GieKSę, zaś Resovia wspierała Legię (CWKS-y). Jednak, gdy Legia postanowiła „pozdrowić” ŁKS Łódź, Resovii odechciało się już trzymania kciuków za stołeczny klub. GKS wygrał 1:0.

W maju 1996 roku Trybuna Północna na Bukowej została oficjalnie oddana do użytku (zamontowano na niej krzesełka). Legioniści zawitali w 750 osób, mając wsparcie 400 kibiców Zagłębia i siedzieli zbici między pełną Trybuną Główną i Północną. Nabity Blaszok musiał przełknąć gorzką pigułkę – lanie 0:5. W tym dniu przyjechało do Katowic dwóch kibiców Avii Świdnik, którzy dowiedzieli się, że nasza zgoda przeszła do historii i od tego czasu zaczęliśmy bazować na haśle „Sami przeciw wszystkim”.

Jesienią 1996 roku do stolicy wybrało się 90 fanatyków GieKSy. Piłkarze przegrali 1:2.

Rewanż rozegraliśmy pod koniec czerwca 1997 roku. Do Katowic zawitało 250 fanów Legii, w tym 100 Zagłębia, które oglądało skrojone płótno swoich przyjaciół z BKS-u Stal Bielsko-Biała. Zostało ono trafione przez naszych chuliganów, kiedy jechaliśmy na Odrę Wodzisław. Legia wygrała 3:1.

Chwilę później znowu graliśmy ze sobą. Tym razem nasz ostatni finał Pucharu Polski, rozegrany na stadionie ŁKS-u Łódź. Na stadionie obecne były 4 ekipy, z których każda z każdą miała kosę. Z Katowic wyruszyło 1000 GieKSiarzy, wspieranych przez Banik. Legioniści zasiedli na przeciwko w 1500 osób, ze wsparciem Pogoni i Zagłębia. ŁKS, jako gospodarz stadionu, zasiadł na Galerze w 500 osób i „pożegnał” tam naszą flagę z 1995 roku. Ciekawostką jest fakt, że po tym, gdy ją nam skroili, to wieszali… jako swoją. Nawet na derbach Łodzi. Widocznie jednak eŁKaeSiacy uznali, że chcą nam zrobić na złość i flaga „The best of hooligans”, którą znowu my skroiliśmy ekipie Club Brugge w 1992 roku, została potargana. Na meczu zjawiła się również banda RTS-u w 150 osób, która zasiadła po naszej lewej stronie. W upalnym finale górą była Legia, wygrywając 2:0.

Jesienią 1997 graliśmy na Bukowej. Legia ponownie wygrała 1:0, a wspierało ją 270 kibiców gości, z czego 200 samego Zagłębia. Na płocie wisiała skrojona flaga CKS-u Czeladź, które zostało trafione tydzień wcześniej, kiedy graliśmy z Widzewem Łódź, a nasza banda obstawiała perony.

Wiosną 1998 roku przegraliśmy 0:2. To nie był także udany dzień dla naszych kibiców, których pojechało do Warszawy jedynie 28 (nie wypalił pociąg specjalny). Po meczu połączony skład Teddy Boys ’95 i Turyści ’97 wpadł do pociągu i obił naszą ekipę, która musi uznać wyższość warszawiaków.

Jesienią 1998 roku graliśmy w Katowicach. Legia ponownie wygrała 3:1 i nie będzie to tajemnicą, że stawało się to już naszą niechlubną tradycją. Tego dnia Legioniści zawitali w 700 osób, z czego 100 stanowiło Zagłębie. Bohaterem trybun tego dnia był Bartosz Karwan, który opuścił GKS na rzecz Legii, a Blaszok nie mógł mu tego darować.

W kwietniu 1999 roku jechaliśmy do Warszawy. Skład liczył 50 osób, w tym 8 Banik Ostrava. W Żyrardowie zaatakował RTS kamieniami, ale bez urazów. Pod stadionem połowa naszych nie miała kasy na bilet, a ochrona była nieugięta, więc reszta uniosła się honorem i nikt nie wszedł na stadion. GKS zremisował niespodziewanie 0:0, ale nie uchroniło nas to od spadku, który już wcześniej wisiał w powietrzu.

Rok 2000 był dla nas szczęśliwy. Po rocznej banicji wróciliśmy do elity i ponownie mogliśmy rozgrywać mecze z Legią, która w swojej historii jest jedyną polską drużyną, która nie miała „okazji” opuścić szeregów Ekstraklasy. W tym sezonie oprócz ligi graliśmy Puchar Ligi. Pierwszy mecz miał miejsce w sierpniu 2000 roku i na wtorkowym wyjeździe pojawiło się 38 fanatyków, którzy odpaleniem 10 rac zostawili po sobie dobre wrażenie, bo na meczu wiało nudą, a Legia wygrała skromnie 1:0.

Na rewanż goście zawitali w 300 osób, w tym 150 Zagłębie i – jak na środę i godzinę 18:00 – to była znakomita liczba. Legia wygrała 2:1. Karwan znów przypomniał się kibicom ładując nam gola.

W październiku 2000 roku rozegraliśmy jeden z naszych najlepszych pojedynków z Legią. Goście zawitali w 500 osób, z czego 200 stanowiło Zagłębie. U nas nabity młyn palił „dorobek” starć z Legią i Zagłębiem, a na meczu doszło do walki z ochroną, która został zlana i wygoniona ze stadionu. Policja dostała takiej furii, że wpadła na Blaszok ze strzelbami i uspokoiła sytuację. W trakcie meczu odpalono sporo rac, co stawało się już u nas tradycją. Piłkarze, po niesamowitym meczu pełnym dramaturgii, wygrali 1:0.

ACD Systems Digital Imaging

W maju 2001 roku niespodziewanie znów wygraliśmy z Legią, a na wyjeździe zameldowało się 110 GieKSiarzy, w tym 2 Banik. Żyleta nie oszczędzała swoich zawodników wyzwiskami, często śpiewając „Legia to my!”.

W październiku 2001 roku gospodarze wygrali 1:0, a nas ponownie reprezentowało 110 fanatyków. Tym razem nie było nam dane wejść przez upierdliwą ochronę, która od każdego wymagała dowodu osobistego. Decyzją grupy wszyscy wrócili do Katowic.

W marcu 2002 roku graliśmy na Bukowej. Legia zawitała w 800 osób, będąc wspierana przez 300 osób z Zagłębia. Mecz zakończył się wynikiem 3:3 i jest to jedno z najczęściej przywoływanych spotkań w rozmowach między trójkolorowymi fanami.

Jesienią 2002 roku również spotkaliśmy się na Bukowej. Legia tym razem pojawiła się w 450 osób i mimo że goście wygrali 2:1, show skradła grupa Net Fans GieKSa, prezentując kolorową pirotechnikę i balony na wzór NBA.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wiosną 2003 roku przegraliśmy 0:3. Od nas 118 osób, w tym 5 Banik. Na meczu po obu stronach pokaz pirotechniczny i choreografia z kartonów. To tylko pokazywało jak nasza scena w tej dziedzinie parła naprzód.

Jesień 2003 roku to ogólny dramat dla polskiej sceny kibicowskiej, szczególnie ekip wyjazdowych. PZPN wprowadził idiotyczne zmiany, czyli karty kibica niezbędne do wejścia na stadion dla fanów przyjezdnych. GieKSa, jako pierwsza ekipa w Polsce, postanowiła przeciwko temu zaprotestować z transparentem „Nie jesteśmy zwierzętami, precz z kartami, przecz z chipami”. W Warszawie obecnych było 4 reprezentantów GieKSy, którzy przyjechali jedynie po to, by wywiesić wspomniane płótno. Legia wygrała 1:0.

W 2004 roku na koniec sezonu graliśmy z Legią na Bukowej. Goście zawitali w 700 osób, świętując zwycięstwo 4:2, jednak Blaszok mimo porażki także miał powody do radości. Po blisko dwóch latach wojny z pseudo sponsorem spod Częstochowy, mogliśmy firmie Dopsel zadedykować oprawę „The end”, wyganiając ich z klubu. Była to jedna z trudniejszych batalii kibiców GieKSy w walce o swój klub. Po końcowym gwizdku nastąpił wjazd na murawę po koszulki zawodników (co wtedy było tradycją), a po chwili próbowaliśmy się przedostać w kierunku Legii, ale policja szybko ostudziła nasz zapał.

Jesienią 2004 roku graliśmy u siebie. Legia zawitała w 550 osób, z czego 150 to bylo Zagłębie. Goście odpalili sporo rac, a ich drużyna pewnie wygrała 3:0. Blaszok świętuje sezon „czterdziestolatka” pirotechniką i napisem ze styropianu. Na meczu żywot skończyła flaga BKS-u, z którym Legioniści, przez zgodę z Zagłębiem, mieli dobre kontakty.

 

W czerwcu 2005 roku pojechaliśmy do Warszawy ostatni raz przed spadkiem z Ekstraklasy. Tych 101 fanatyków na pewno nie zakładało, że będziemy czekać aż 19 lat na powrót do elity. Legia wygrała 2:0.

Te 19 lat trwało dla nas wieki. Rok 2024 był dla nas powrotem z zaświatów. Pierwszy mecz rozegraliśmy w Warszawie. Na Łazienkowskiej ostatecznie zawitało nas 1735 głów! W tej licznie było wsparcie fanów Banika (55), JKS (24) i ROW (1). Zaprezentowaliśmy oprawę „GieKSiarze atakują!”. Legia pokonała nas 4:1.

Wiosną 2025 roku Ultras GieKSa ’03 zaprezentowała oprawę „Nasze miasta – W nich nasze ulice – Mówi się na nas GKS Katowice!” w asyście sporej ilości pirotechniki. W tym dniu zadebiutowały flagi na kijach z nazwami dzielnic i fan clubów, w których wyznaje się kult GieKSy. Fani Legii, przez brak drogi dojazdowej pod sektor gości na nowowybudowanym obiekcie, niestety nie mogli zawitać. Legia wygrała 3:1.

Ostatni nasz pojedynek to jesień 2025 roku. Legioniści chwilę wcześniej odwiesili swój bojkot, więc mecz mógł żyć pełnią wzajemnych „uprzejmości”. W niedzielny wieczór obecnych w Warszawie było 734 fanatyków GieKSy, w tym 17 JKS i 13 FCB. Legia, dosłownie rzutem na taśmę, pokonała nas 3:1.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Mecz z Jagiellonią znów odwołany

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz Jagiellonia Białystok – GKS Katowice, który miał się odbyć w środę 4 lutego o 20:30 został odwołany na wniosek obu zainteresowanych klubów.

Pierwotnie spotkanie miało się odbyć w niedzielę 23 listopada, ale wówczas zostało odwołane ze względu na zalegającą na boisku warstwę świeżo napadanego śniegu.

„W Białymstoku panują i przez kilka najbliższych dni prognozowane są silne mrozy, sięgające w poniedziałek i wtorek nawet –25°C, a dodatkowo w dniu meczu możliwe są opady śniegu. To najgorsze przewidywane warunki, jeszcze bardziej niekorzystne niż panujące w weekend. Obecnie na terenie województwa podlaskiego obowiązuje ostrzeżenie drugiego stopnia IMiGW w związku z silnymi mrozami. Niestety, zapowiada się, w najbliższą środę warunki na Podlasiu będą nadal bardzo złe. Ponieważ GKS Katowice już raz nie ze swojej winy nie mógł rozegrać spotkania w terminie, a Jagiellonia Białystok potwierdziła, iż przychyli się do wniosku GKS, Departament Logistyki Rozgrywek, mając na uwadze zgodne stanowisko klubów, wyznaczy nowy termin zawodów. Mecz będzie rozegrany w pierwszym możliwym terminie, a jego data zależy od wyników obydwu klubów w rozgrywkach Ligi Konferencji UEFA i Pucharu Polski” – powiedział na łamach strony ekstraklasa.org Marcin Stefański, dyrektor operacyjny Ekstraklasy SA.

Nowy termin przekładanego już dwa razy meczu poznamy wkrótce.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Z Widzewem we wtorek

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po przerwie zimowej wznowione zostaną rozgrywki Pucharu Polski. GieKSa otworzy rundę  ćwierćfinałową meczem przy Nowej Bukowej we wtorek 3 marca o godzinie 20:45.

Nasza poprzednia potyczka z Widzewem zakończyła się wyjazdową porażką 0:3.

STS Puchar Polski – 1/4 finału

wtorek, 3 marca 2026

20:45 GKS Katowice – Widzew Łódź

środa, 4 marca 2026

17:30 Zawisza Bydgoszcz – Chojniczanka Chojnice
20:30 Lech Poznań – Górnik Zabrze

czwartek, 5 marca 2026

13:30 Avia Świdnik – Raków Częstochowa

Przypominamy, że za tydzień, 8 lutego o godzinie 17:30 również rozegrany zostanie domowy mecz z Widzewem w ramach rozgrywek Ekstraklasy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga