Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Wielosekcyjny przegląd mediów: Liga Mistrzów. Szkoła życia

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

Ekstraliga ze względu na zgrupowanie kadry pauzuje. Kolejna runda spotkań zostanie rozegrana 15-16 października. Nasza drużyna zmierzy się w Katowicach ze Sportową Czwórką Radom. Piłkarze wygrali w ramach trzynastej kolejki spotkań z Chrobrym Głogów 1:0. Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Męska drużyna kolejne spotkanie rozegra na wyjeździe w Niepołomicach z Puszczą. Mecz zostanie rozegrany w najbliższą sobotę, o godzinie 15:00.

Drużyna siatkarzy rozpoczęła rozgrywki ligowe w sezonie 2022/23. W ubiegłym tygodniu drużyna rozegrała dwa spotkania, pierwsze z nich wygrała 3:0 z Projektem Warszawa. Drugie tym razem na wyjeździe w Olsztynie z AZS-em, przegrała 0:3. Następne spotkanie ligowe siatkarze zagrają z ukraińską drużyną VC Barkom Każany Lwów. Początek meczu w niedzielę (16.10) o 17:30 w hali w Szopienicach.

W minionym tygodniu hokeiści rozegrali dwa spotkania – niestety oba przegrane. We wtorek w CHL z Fehérvár AV19 (2:4), w niedzielę na wyjeździe z Unią Oświęcim (2:6). W bieżącym tygodniu drużyna zagra rewanż z Fehérvár AV19 (12.10 o godz. 18), następnie spotkania domowe z JKH GKS Jastrzębiem (w piątek, 14.10, o godz. 18:30) i w niedzielę (16.10 o godz. 17) z GKS-em Tychy.

 

PIŁKA NOŻNA

sportdziennik.com – Rogala po setce

Lewy obrońca ma za sobą okrągłe sto występów w barwach drużyny z Bukowej. Większą liczbą spośród obecnej kadry mogą pochwalić się jedynie dwaj zawodnicy.

To zawsze godny odnotowania jubileusz. Przy okazji sobotniego meczu ze Skrą Częstochowa w Bełchatowie, Grzegorz Rogala zaliczył swój setny oficjalny występ w GieKSie.

– Jestem z tego powodu bardzo zadowolony i dumny. Nie każdy piłkarz ma możliwość rozegrania stu meczów w barwach takiego klubu. Pozostaje mi tylko dalej pracować, by regularnie wychodzić na boisko. Zaczynam drugą setkę – mówi Rogala. Jubileusz okazał się udany, bo katowiczanie wygrali ze Skrą do zera, dlatego on jako nominalny obrońca mógł cieszyć się z wywiązania ze swoich obowiązków.

Lewy defensor, który w przyszłym tygodniu skończy 27 lat, gra w GKS-ie już czwarty sezon. Trafił tu latem 2019, gdy po spadku przy Bukowej budowano zespół na drugą ligę. Nie od razu został jednak zakontraktowany. Sięgnięto po niego, gdy podczas ostatniego wieczoru na zgrupowaniu w Kamieniu „zasiedzieli” się czterej zawodnicy, Mateusz Kamiński, Adrian Frańczak, Mateusz Mączyński i Bartłomiej Poczobut. Klub rozwiązał z nimi umowy, w kadrze zrobiło się kilka luk. Wtedy właśnie sięgnięto m.in. po Rogalę, będącego po trzech sezonach rozegranych na poziomie drugiej ligi w barwach Błękitnych Stargard, czyli klubu z rodzinnej miejscowości, którego jest wychowankiem. W Katowicach szybko wypracował sobie mocną pozycję.

– Trafiłem do GieKSy z klubu z nieco niższej półki. Każdy wie, jakie jest miejsce GKS-u w polskiej piłce. Jestem bardzo zadowolony z postępu, jaki poczyniłem w Katowicach. Ważniejsze były jednak dla mnie wyniki zespołu. Awans do pierwszej ligi, a teraz walka w górnej części tabeli pokazuje, że zmierzamy w dobrą stronę – przekonuje lewy defensor, który wcześniej grał nie tylko w Błękitnych, ale też rezerwach Lecha Poznań czy II-ligowym wówczas Rakowie Częstochowa.

Dłużej od niego grają w GieKSie jedynie trzej zawodnicy: Arkadiusz Jędrych, Adrian Błąd i Patryk Szwedzik. Równie długo – Grzegorz Janiszewski, Zbigniew Wojciechowski i Marcin Urynowicz, przy czym akurat żaden z tej trójki nie dobił jeszcze do granicy 100 rozegranych meczów (Janiszewski ma 66, Wojciechowski – 87, Urynowicz – 94). W przypadku Rogali składa się na to 95 meczów ligowych, 1 barażowy i 4 w Pucharze Polski. Zaliczył 9 asyst, ujrzał 8 żółtych kartek, strzelił 3 gole. Tego ostatniego – jeszcze w II lidze, w marcu 2021, podczas wygranego spotkania w Siedlcach. Trafieniem mógł uczcić swój sobotni jubileusz, po akcji Adriana Błąda i interwencji bramkarza Skry Jakuba Bursztyna trafił w boczną siatkę.

– Próbowałem uderzyć po krótkim słupku, jednak bramkarz Skry dobrze zamknął mi miejsce. Przed nami kolejne mecze i wierzę, że ta bramka w pierwszej lidze w końcu nadejdzie, bo cały czas na nią czekam – przyznaje Rogala.

W tym sezonie gra od deski do deski – w lidze nie opuścił jeszcze ani minuty, został jedynie zdjęty z boiska na 6 ostatnich minut w spotkaniu Pucharu Polski z III-ligowymi rezerwami Pogoni Szczecin. Tak naprawdę 26-latek nie ma dziś pełnowartościowego zmiennika na lewym wahadle. Mogą grać tam Dominik Brzozowski czy Marcin Wasielewski, ale obaj są prawonożni. Trener Rafał Górak próbował takiego wariantu w niedawnym sparingu z Sandecją Nowy Sącz (1:1), Rogalę ustawiając z kolei w trójce środkowych obrońców. Potrzebny jest jednak na boku. O ile w poprzednim sezonie zagrał tylko w 20 z 34 kolejek, o tyle zarówno wcześniej w II lidze, jak i teraz, jego pozycja jest niepodważalna, dlatego w jutrzejszym meczu z Chrobrym Głogów powinien rozpocząć drugą setkę.

– W poprzednim sezonie rywalizacja z Chrobrym różnie się dla nas układała, ale cel zawsze jest taki sam, czyli zdobycie 3 punktów na własnym boisku – deklaruje Rogala. Kontrakt z GieKSą, podpisany w styczniu 2021, obowiązuje go do końca czerwca i zawiera opcję prolongaty o 12 miesięcy.

100 MECZÓW w barwach GKS-u rozegrał Grzegorz Rogala (173 ma Adrian Błąd, 133 – Arkadiusz Jędrych).

 

SIATKÓWKA

siatka.org – GKS Katowice z kompletem punktów w meczu z Projektem Warszawa

Drużyny GKS Katowice i Projektu Warszawa rozegrały  między sobą  mecz w ramach drugiej kolejki. W pierwszej serii zmagań obie ekipy solidarnie przegrały swoje spotkania w stosunku 0:3. W tym starciu lepsi okazali się siatkarze ze stolicy Górnego Śląska, którzy wygrali całe spotkanie 3:1. Było to ich pierwsze zwycięstwo w obecnych rozgrywkach,  ekipa ze stolicy doznała drugiej porażki.

Po skutecznej kontrze w wykonaniu Jakuba Szymańskiego oraz dobrym bloku Georgi Seganowa katowiczanie prowadzili 4:1. Dobrze rozpoczął zwłaszcza Szymański, który na lewej flance był nie do zatrzymania. Jedynym ich mankamentem była spora liczba zepsutych zagrywek, dzięki czemu nie dawali sobie szansy na zwiększenie przewagi. Na dodatek przestrzelił Jakub Jarosz i dystans zmalał do punktu (11:12). Błędami własnymi roztrwonili całą swoją przewagę i musieli rozpocząć budowanie jej od nowa. To już nie było takie łatwe, gdyż warszawianie po słabym początku zaczęli punktować po swoich akcjach. Dopiero Szymański swoim zagraniem sprawił, że gracze Gieksy mieli dwa ,,oczka” więcej, dzięki czemu wszystko miało rozstrzygać się w samej końcówce. Goście cały czas świetnie bronili się blokiem, gdyż w przeciwnym przypadku przegrywaliby znacznie wyżej. Po autowym ataku Igora Grobelnego zrobiło się 20:23. Jak się później okazało do końca premierowej odsłony spotkania nic się już nie zmieniło i po zagraniu Jarosza miejscowi wygrali do 22.

Katowiczanie poszli za ciosem i po ustawieniu skutecznego bloku przez Jakuba Jarosza prowadzili 4:2. Szybko jednak je roztrwonili, gdyż asa serwisowego posłał Kamil Baranek, a Jarosz swój atak przestrzelił (4:5). Przyjezdni prowadzili nawet dwoma ,,oczkami”, ale po raz kolejny Jakub Szymański skończył posłaną do niego piłkę, czym doprowadził do wyrównania. Gracze Projektu uciekli przy zagrywce Linusa Webera. Zawodnik ten najpierw posłał dwa asy serwisowe, a następnie po jego zagrywce piłka przeszła na drugą stronę siatki, co wykorzystał Igor Grobelny (15:11). Katowiczanie mieli ogromne problemy w przyjęciu, a Niemiec na zagrywce nie zwalniał ręki i posłał kolejną punktową zagrywkę. Po wykorzystaniu przechodzącej piłki przez Gonzalo Quirogę miejscowi zmniejszyli straty do trzech ,,oczek”, a po autowym uderzeniu Baranka nawiązali kontakt punktowy. Jednak w tym momencie Piotr Nowakowski dwukrotnie powstrzymał ich blokiem i sytuacja powróciła do tej sprzed chwili. Drugą część spotkania zakończył Baranek, dzięki czemu podopieczni Roberto Santilliego doprowadzili do wyrównania.

Trzy pierwsze punkty trzeciej części meczu padły łupem siatkarzy GKS-u. Duża w tym zasługa Jakuba Jarosza, który posyłał zagrywki nie do przyjęcia. Dodatkowo Kamil Baranek zaatakował po antence, a przyjęcie na drugą stronę siatki wykorzystał Jakub Szymański i trener Santilli poprosił o czas (7:2). Gra jego podopiecznych całkowicie się załamała i nie funkcjonowali w żadnym siatkarskim elemencie. Po kiwce Igora Grobelnego w aut było już 3:9. Wysokie prowadzenie miejscowych utrzymywało się przez dłuższy czas i dopiero po bloku Jana Firleja oraz zagraniu Mateusza Janikowskiego gracze ze stolicy zmniejszyli nieco różnicę (10:15). Niemniej stan taki nie utrzymał się długo, gdyż w dalszym ciągu warszawianie mieli problemy w ofensywie. W tym secie bardzo widoczny był Jakub Jarosz, który udowadniał, że jest prawdziwym liderem swojego zespołu. Całego seta zakończył Gonzalo Quiroga punktową zagrywką. Licznik przyjezdnych zatrzymał się na 16 ,,oczkach”.

Katowiczanie, mimo iż przegrywali 0:2, szybko nie tylko doprowadzili do wyrównania, ale wyszli na prowadzenie. Stało się tak, gdyż ich rywale nie kończyli swoich ataków, a gospodarze nadarzające się kontrataki potrafili wykorzystać. Po krótkiej zagranej z Piotrem Hainem na tablicy wyników było już 7:4. Miejscowi zwiększyli dystans, gdy Jarosz wykorzystał kolejną nadarzającą się kontrę. Po stronie przyjezdnych najlepszym zawodnikiem był Linus Weber i to jego zagranie dawało jeszcze nadzieję jego ekipie na skuteczną pogoń. Udało im się to po zagraniu Igora Grobelnego, kiedy zrobiło się po 10. Wynik remisowy nie utrzymywał się długo, gdyż Jarosz posłał asa serwisowego, a dodatkowo powstrzymany został Weber (12:16). Każda próba zbliżenia się graczy Projektu była natychmiast niwelowana, dlatego czteropunktowa przewaga utrzymywała się przez dłuższy czas. Błędy własne gości także im nie pomagały. Po zagraniu blok-aut Jarosza gracze GKS-u mieli aż pięć meczboli. Wykorzystali już pierwszego, gdy Weber zaatakował w aut. Tym samym podopieczni Grzegorza Słabego odnieśli pierwsze zwycięstwo w lidze, a ich przeciwnicy zanotowali drugą porażkę.

MVP: Jakub Jarosz

GKS Katowice – Projekt Warszawa 3:1 (25:22, 20:25, 25:16, 25:19)

 

sportdzienniki.com – GieKSa wróciła z Olsztyna na tarczy

Katowiczanie w pierwszym secie roztrwonili wysoką przewagę i w efekcie do zera przegrali z Indykpolem AZS Olsztyn. Gospodarzy do sukcesu poprowadził Karol Butryn.

Katowiczanie w starciu z Indykpolem AZS nie stali na straconej pozycji. W poprzednich spotkaniach z Jastrzębskim Węglem (0:3) i Projektem Warszawa (3:1) pokazali, że są dobrze przygotowani do sezonu i powinni się liczyć w walce o play-ff. Gracze ze stolicy Warmii i Mazur natomiast dwa pierwsze mecze przegrali, ale grali z mistrzem i wicemistrzem kraju, czyli Grupą Azoty ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle oraz Jastrzębskim Węglem.

Przyjezdni zaczęli z dużym rozmachem. Od początku prowadzili. W końcówce mieli nawet sześć punktów więcej od rywali (22:16).  Wydawało się, że nic im nie jest w stanie zabrać wygranej. I wtedy zaczął się dramat. Katowiczanie nagle stanęli. Ich katem okazał się były gracz GieKSy Karol Butryn. Atakujący najpierw popisał się potężnym atakiem, a następnie serią zagrywek. Nie wszystkie były punktowe, ale były na tyle trudne, że ani Gonzalo Guiroga, ani Jakub Szymański nie byli w stanie dokładnie dograć piłki do rozgrywającego. Serię punktową gospodarzy przerwał dopiero Szymański. Olsztynianie poszli jednak za ciosem. Po dramatycznej końcówce zdołali złamać opór rywali. Decydujący punkt wywalczyli po błędzie Szymańskiego, który nie utrzymał piłki po zagrywce drugiego z bohaterów Indykpolu AZS Moritza Karlitzka.

W każdym kolejnym secie przewaga miejscowych była większa. W drugim kluczowe okazały się zagrywki i ataki Butryna. To głównie dzięki niemu ze stanu 12:12, olsztynianie wygrywali 19:15. Z kolei w trzeciej odsłonie serią asów serwisowych popisał się Karlitzek. Indykpol AZS wygrywał 6:0, od razu stawiając gości w bardzo trudnej sytuacji. Stać ich było jedynie na zmniejszenie strat (12:15).

Indykpol AZS Olsztyn – GKS Katowice 3:0 (28:26, 25:19, 25:21)

 

HOKEJ

sportdziennik.com – Liga Mistrzów. Szkoła życia

Mistrzowie Polski dzielnie walczyli, ale nie zdołali zdobyć punktów z Fehervarem. Gra w hokejowej LM to dla naszych drużyn prawdziwa szkoła życia i… przeżycia. Hokeiści GKS-u Katowice w 5. występie podejmowali węgierski Fehervar AV 19, który na co dzień gra w Ice HL. I od razu było widać różnice dotyczące poziomów, na których rywalizują. Katowicka ekipa takie mecze w takim tempie rozgrywa od święta, zaś goście mają w każdej kolejce ligowej. Iskry leciały, ale ostatecznie goście cieszyli się z kompletu punktów. Gospodarzom nie można odmówić ambicji, ale ciut, ciut zabrakło do pełni szczęścia.

Polak – Madziar dwa bratanki, ale przyjaźń będzie tylko na trybunach, bo na tafli będzie twarda walka – tak mówił przed meczem trener gospodarzy, Jacek Płachta. – Z GKS-em mam pewne rachunki do wyrównania, bo gdy prowadziłem zespół z Oświęcimia, przegrałem w ćwierćfinale play offu. Tak więc teraz nie mogę się doczekać, by zrewanżować się rywalom – stwierdził trener przyjezdnych, [Kevin Constantin].

Pod nieobecność dwóch czołowych napastników: Grzegorza Pasiuta i Patryka Krężołka trenerzy dokonali roszad w formacjach. Węgierski zespół rozpoczął z impetem i John Murray od pierwszych chwil miał sporo pracy. W 5 min uchronił zespół przed stratą gola, bo Istav Bartelis z bliskiej odległości nie zdołał go pokonać. W rewanżu wyśmienitą sytuację zmarnował Joona Monto, który zwiódł Oliviera Roya i dwa razy nie trafił niemal do pustej bramki. Gola nie strzelisz to gola dostaniesz – takie powiedzenie funkcjonuje w środowisku i znalazło potwierdzenie w tej potyczce. W 8 min goście bezkarnie wjechali do tercji GKS-u i Janos Hari pokonał Murraya. Goście byli w ciągłym natarciu i szukali kolejnych szans na podwyższenie rezultatu. W 16 min Natan Vertes miał dogodną sytuację, ale krążek został zatrzymany przez Murraya. Przyjezdni mieli przewagę i uwidoczniło się to w strzałach celnych 5-13. W tej sytuacji hokeiści GKS-u powinni się cieszyć, że stracili tylko jednego gola.

A w kolejnej odsłonie wiele się działo i zobaczyliśmy aż 4 gole. Goście przyśpieszyli tempo akcji i zaczęły się mnożyć błędy gospodarzy. Najpierw Brett Findlay wykorzystał pierwszą z podwójnej kary Mateusza Bepierszcza, a potem Akos Mihaly podwyższył na 3:0, wykorzystując błąd w ustawieniu. W szeregach gospodarzy zrobiło się nerwowo i atmosfera udzieliła się przede wszystkim Murrayowi. Reprezentacji golkiper 2 razy otrzymał karę mniejszą i było gorąco.

Gdy Pulkkinen zmniejszył straty była nadzieja na następne trafienia. Jednak na kolejne musieliśmy czekać do 40 min, kiedy to Bartosz Fraszko w osłabieniu po brawurowej akcji umieścił krążek w siatce. Kibice mieli nadzieję na korzystny rezultat. Na lód wyjechała rolba, by udoskonalić taflę, ale zepsuła się. Po kilku minutach ruszyła i uniknęliśmy kompromitacji.

Goście już na początku 3. tercji chcieli rozstrzygnąć losy tej potyczki. Ruszyli z impetem na bramkę GKS-u. Jednak napór trwał krótko i, co najważniejsze, nie było bramek. Gospodarze nie mieli nic do stracenia i ambitnie ruszyli do przodu, szukając swojej szansy. Gdy 45 min do boksu kar powędrował po raz drugi Daniel Szabo, była okazja doprowadzić do remisu. Kilka akcji w tej przewadze było dobrze rozegranych, ale krążek nie wpadł do siatki. A potem rozgorzał twardy bój i na tafli mocno iskrzyło. Jedni i drudzy wyciskali ostatnie soki spod wątroby, by uzyskać korzystny rezultat. W 51 min Murray interweniował w nadzwyczajnych okolicznościach i uratował GKS przed stratą gola. Ambitna gra gospodarzy nie została nagrodzona golem. Na 45 sek. przed końcem trener Płachta poprosił o czas i rozrysował akcję z wycofaniem bramkarza. I tak też się stało, ale na 4 sek. przed końcem Hari z dystansu trafił do pustej bramki.

 

Nieoczekiwany zwrot

Obrońcy tytułu mistrzowskiego do pewnego czasu mieli wszystko pod kontrolą, ale potem wszystko się rozsypało jak z domek z kart.

Drugie spotkanie pomiędzy Re-Plastem Unią i GKS-em Katowice w Oświęcimiu i tym razem wynik był odwrotny. W pierwszym obrońcy tytułu mistrzowskiego prezentowali dojrzałą grę i wygrali 4:1. W rewanżu było już znacznie gorzej, bowiem po 2. tercji gra gości się „rozsypała” i rezulatacie wyraźnie przegrali. Teraz trzeba będzie czekać na kolejną potyczkę już w „Satelicie”.

Hokeiści GKS-u przystąpili do meczu w Oświęcimiu już w pełnym składzie, bowiem Grzegorz Pasiut uporał się z chorobą, zaś Patryk Krężołek z kontuzją barku. Trener Jacek Płachta dokonał drobnych zmian w poszczególnych formacjach, ale to zrozumiałe skoro wróciły 2. ważne postacie tej drużyny. Natomiast gospodarze występują bez kontuzjowanego szwedzkiego golkipera Linusa Lundina. Jednak gwoli sprawiedliwości trzeba dodać, że zastępujący go Robert Kowalówka spisuje się więcej niż poprawnie.

Obie drużyny od początku nie zamierzały się oszczędzać i szukały swojej szansy w przemyślanych atakach. Było kilka spięć podbramkowych i Teddy Da Costa miał okazję zmienić rezultat. Z drugiej strony Mateusz Bepierszcz i Joona Monto mieli okazję otworzyć wynik tej potyczki. Jednak najmłodszy z braci Kowalówków zachował czyste konto. Jednak w 14 min Bartosz Fraszko, znajdujący się od początku sezonu w znakomitej formie, otrzymał krążek z własnej tercji do środkowej strefy i pomknął w stronę bramki.

„Fracho”, mimo asysty 2. obrońców, odjechał od nich i wyszedł sam na sam z bramkarzem. I nie dał mu najsmniejszcyh szans, posyłając go do siatki. Słowa uznania dla strzelca, ale również brawa dla autora podania – Brandona Magee. Gościę grali rozważnie i stworzyli więcej sytucji podbramkowych, ale wszystko skończyło się na jednym trafieniu.

Gdy Patryk Wajda precyzyjnym uderzeniem w „okienko” zdobył 2. gola dla GKS-u wydawało się, że goście opanowali sytuację. Nic z tego! Od tego momentu zaczęły się problemy gości. Mimo kilku dobrych sytuacji nie zdołali pokonać bramkarza Unii, ale stracili 2. bramki w krótkim odstępie czasowym. Najpierw Aleksandrs Jerofiejews zaskoczył Johna Murraya uderzeniem z niebieskiej linii, a potem Aleks Szczechura umieścił krążek w siatce. To nie było koniec nieszczęść goście. Na 24 sek. przed końcem 2. odsłony Krystina Dziubiński znalazł się w sytuacji sam na sam i takie sytuacje zwyczajowo wykorzystuje. Tak też się stało!

I karta odwróciła się na korzyść gospodarzy, którzy osiągnęli przewagę i uwidocznili ją zdobytymi golami. 2 zdobyli liczebnej przewadze, zaś Peter Bezuszka zaskoczył Murraya uderzeniem z daleka. Końcowe fragmenty były mało ciekawe, bo gospodarze wędrowali do boksu kar, ale przyjezdni nie potrafili tego wykorzystać. Tym razem gospodarze byli góra i rywalizacja między tymi drużynami zapowiada się ciekawie.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Co poprawić przed Igrzyskami Śmierci?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Igrzyska Śmierci, jak określił rundę wiosenną trener Motoru Lubin, zbliżają się wielkimi krokami. Za niecałe 30 dni GieKSa będzie już po pierwszym spotkaniu ligowym i miejmy nadzieję, że będziemy do tego meczu bardzo dobrze przygotowani. Runda jesienna to jedna wielka sinusoida – od nieudanego początku, przez niezłe mecze w środku, dobrą końcówkę i słabiutkie wykończenie akcji w Częstochowie. A to wszystko przeplatane świetnymi występami w Pucharze Polski.

Liga na wiosnę nie wybaczy błędów, drużyny będą chciały unikać spadku i kto wie, czy nie będziemy świadkami jednego z najciekawszych pod względem dramaturgii sezonu w Ekstraklasie od wielu lat. W grze GieKSy było sporo do poprawy, a ja postanowiłem się pochylić nad tymi najważniejszymi i przygotowałem dla trenera Rafała Góraka małą ściągawkę.

Co do poprawy? 

OBRONA – błędów w obronie Ekstraklasa nie wybacza i przekonaliśmy się o tym wiele razy w tym sezonie. GieKSa pod koniec rundy odnalazła swój rytm, a kulminacją był występ przeciwko Pogoni Szczecin. Zagraliśmy wtedy kapitalnie w defensywie i jeśli chcemy myśleć o utrzymaniu, to takie spotkania muszą nam się zdarzać częściej. Potrzeba większego zgrania, automatyzmów i przede wszystkim wyczulenia na niechlujne zagrania przy rozegraniu piłki.

GALAN – z przyjemnością się patrzy na tego zawodnika i jego panowanie z piłką. Kolejny raz Hiszpan jest w czołówce wygranych pojedynków, ale…. nie mogę znieść jednego w grze Hiszpana. Borja stanowczo za dużo aktorzy na boisku – przewracanie się, machanie do sędziego, wieczne pretensje o nieodgwizdane faule. GieKSa to zespół, który słynął z waleczności, nie ma tu miejsca na udawanie i pretensje. Życzę sobie, byś na wiosnę stał się naszym kolejnym zakapiorem, który pokaże nam trochę hiszpańskiej magii na boisku. Nie chcę aktora na boisku, ale – zachowując proporcję – katowickiego Sergio Ramosa. Trenerze – czas troszkę odmienić Borję i jego styl gry.

STAŁE FRAGMENTY GRY – ze stałymi fragmentami gry GieKSa miała problem w tym sezonie. Nieco został on przykryty przez świetne strzały z rzutów wolnych Bartosza Nowaka oraz spotkanie z Arką, w którym funkcjonowały one znakomicie. Może jeszcze rzut rożny na Motorze przy golu Zrelaka wyszedł świetnie. Problem w tym, że ogólnie brakuje nam goli ze stałych fragmentów. Czasem wydaje mi się, że nasze rzuty wolne są za bardzo przekombinowane, a czasem zbyt proste do rozczytania (cała liga już wie, że będzie wrzutka na długi słupek, wyblok jednego z obrońców i próba zgrania w pole karne przez drugiego).

Jak już mamy rzut rożny, to niewiele z niego wynikało i zamiast kombinować z wystawieniem piłki na woleje z 16 metra, przydałaby się mocna centra w pole karne – wzorem niech będzie gol Radka Dejmka ze spotkania z Resovią w Rzeszowie (2:2). Trener Górak, Adi Błąd czy Arek Jędrych na pewno będą pamiętać tego gola.

Trener Górak u redaktora Ćwiąkały przywołał świetnie rozegrany stały fragment gry ze spotkania z Błękitnymi w II lidze. Wszystko tam super zagrało, ale jak popatrzymy na to na chłodno, to poziom skomplikowania tego wykonania rożnego był naprawdę duży. Czasem większa prostota, czasem popatrzenie na to, co było w przeszłości, może dać lepsze efekty. Sugeruję spojrzeć na rozegranie od gwizdka przez PSG i gol Mbappe czy też na rzut wolny Szwecji z MŚ w 1994 roku w spotkaniu z Rumunią i gol Brolina. Można również spojrzeć na rzut wolny Argentyny w spotkaniu z Anglią z 1998. To są po prostu klasyki, które powinniśmy spróbować skopiować w tak prostych sytuacjach. Apeluję o większą prostotę trenerze.

Brakuje również rzutów karnych, które mogłyby ustawić nam spotkanie. Statystycznie jesteśmy coraz bliżej, ale tak się składa, że na Arenie Katowice nie mieliśmy jeszcze ani jednego rzutu karnego, a i na wyjazdach jakby ich mniej ostatnio. Warto się temu przyjrzeć, dlaczego tych karnych mamy tak mało i co można z tym zrobić.

MNIEJ EKSPERYMENTÓW – runda wiosenna nie wybaczy eksperymentów. Musimy być przygotowani a zawodnicy wiedzieć, co mają robić. To nie będzie czas na to, by testować Grzegorza Rogalę na stoperze, nie będzie to również czas, by stawiać w ataku na Rosołka, rotacje w środku pola również mogą nam nie dać dużo dobrego. Przed trenerem ciężkie zadanie, by w te niecałe 30 dni przygotować zespół do tego, by wiedział, co ma robić na boisku, a jednocześnie dobrze reagować na to, co nieprzewidywalne.

TRANSFERY – tutaj już kamień do ogródka dyrektora sportowego. Rynek w oknie zimowym ciężki, ale GieKSa nie może zostać w tyle pod tym względem. Pokusa będzie pewnie duża, by dać zaufać ekipie, którą zmontowano latem, ale jeśli ja widzę jeszcze małe braki kadrowe, to tym bardziej powinni widzieć je dyrektor sportowy oraz sztab szkoleniowy. Liczę na wzmocnienia składu przed jedną z najważniejszych rund dla GieKSy. Liczę, że uda się wyłowić ciekawych zawodników, którzy będą wzmocnieniem.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Spodek Super Cup 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do pierwszej galerii z Superbet Spodek Super Cup 2026. Turniej wygrała Reprezentacja Polski Socca, która w finale pokonała Wieczystą Kraków, a ostatnie miejsce na podium wywalczył ROW Rybnik. Autorem zdjęć jest Misiek. 

Kontynuuj czytanie

Hokej Kibice Wideo

Doping GieKSiarzy w Krynicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W niedzielę w Krynicy na półfinale Pucharu Polski w sektorze przeznaczonym dla kibiców GKS Katowice pojawił się komplet – 317 fanów (w tej liczbie wsparcie Banika Ostrava (50) oraz JKS Jarosław (1)). Oprócz tego trójkolorowi sympatycy zasiedli także na „neutralnych” sektorach. Zapraszamy do wideo z dopingu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga