Dołącz do nas

Hokej Kibice Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Wielosekcyjny przegląd mediów: Niespodzianka w półfinale! Torunianie pokonali GieKSę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ostatnich dziesięciu dni dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.

Drużyny piłkarskie GieKSy odpoczywają po trudach rundy jesiennej, trwają pierwsze rozmowy w sprawie transferów. Siatkarze w ubiegłym tygodniu rozegrali spotkanie na wyjeździe w 1/16 rozgrywek Pucharu Polski z ZAKSĄ Strzelce Opolskie. GieKSa wygrała z I-ligowcem 3:0. Hokeistom wyraźnie szkodzi okres świąteczno – noworoczny: przed świętami drużyna rozegrała jedno spotkanie ligowe, w którym uległa JKH GKS-owi Jastrzębie, w poniedziałek przegrała w półfinale Pucharu Polski z KH Energą Toruń 4:5…

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Znamy już wstępny terminarz kobiecych rozgrywek! Ekstraliga wróci na początku marca

Najbliższe miesiące będą dla kibiców rozbratem z ligową piłką na trawie. Kobiece rozgrywki do gry wrócą w pierwszy weekend marca, a zakończenie sezonu ligowego nastąpi trzy miesiące później. Finał Pucharu Polski wstępnie zaplanowano na sobotę, 11 czerwca.

Ekstraliga oraz I liga według obecnych ustaleń rozegrają 12. kolejkę 5 i 6 marca. II liga natomiast powinna wrócić do gry tydzień później. Ostatnia kolejka ligowa na dwóch najwyższych szczeblach odbędzie się w pierwszy weekend czerwca. Tydzień wcześniej powinna zakończyć się gra na trzecim poziomie rozgrywkowym.

16 marca będziemy świadkami pierwszych przyszłorocznych spotkań w ramach Pucharu Polski, który obecnie jest już na etapie 1/8 finału. Ćwierćfinały zaplanowano na 19/20 kwietnia, półfinały na 11 maja, a równo miesiąc później powinniśmy poznać ekipę, która wzniesie krajowe trofeum.

 

GKS Katowice z planami przygotowań przed wiosną

Kolejny klub z boisk Ekstraligi przedstawił swoich rywali w okresie przygotowawczym do rundy wiosennej. Katowicką “GieKSę” czeka osiem sparingowych spotkań.

Piłkarki GKS-u do treningów powrócą 10 stycznia, a w dniach 11-12 stycznia zostały zaplanowane testy i badania. W pierwszym sparingowym meczu katowiczanki zagrają z Respektem Myślenice. Spotkanie z małopolskimi zawodniczkami ma się odbyć 15 stycznia. Tego samego dnia podopieczne trenera Witolda Zając podejmą także Skrę Ladies Częstochowa. Z częstochowskim zespołem drużyna GKS-u Katowice zagra także na sam koniec przygotowań, 26 lutego. Oprócz tego zawodniczki z województwa śląskiego cztery razy zagrają z ekstraligowymi ekipami. Katowiczanki czekają spotkania ze Śląskiem Wrocław, Medykiem POLOmarket Konin, Tarnovią Tarnów oraz Rekordem Bielsko-Biała. W planach “GieKSy” jest także rozegranie sparingu z jednym rywalem zagranicznym. Na przeciw drużynie z Katowic 13 lutego ma stawić się słowacki klub MSK Żylina. Piłkarki z Żyliny zajmują obecnie drugą lokatę w najwyższej słowackiej lidze.

Za to zawodniczki katowickiego zespołu po rundzie jesiennej są sklasyfikowane na czwartym miejscu w Ekstralidze. GKS Katowice na swoim koncie ma 20 “oczek”, na co składa się: sześć zwycięstw, dwa remisy, a także trzy porażki. Pierwszym wiosennym rywalem drużyny z Katowic będzie GKS Górnik Łęczna, spotkanie 12. kolejki Ekstraligi odbędzie się w Katowicach.

Plan sparingów GKS-u Katowice:

15 stycznia – Respekt Myślenice

15 stycznia – KS Skra Ladies Częstochowa

22 stycznia – WKS Śląsk Wrocław

30 stycznia – KKPK Medyk POLOmarket Konin

6 luty – MSK Żylina

13 luty – MKS Tarnovia Tarnów

19 luty – BTS Rekord Bielsko-Biała

26 lutego – KS Skra Ladies Częstochowa

 

sportdziennik.com – Wzmocnienie nr 1

Jakub Karbownik ma być pierwszym tej zimy zawodnikiem sprowadzonym na Bukową. To kolejny ruch na linii Katowice – Poznań.

Ma 20 lat, jest zawodnikiem ogranym na szczeblu centralnym i będzie pierwszym zimowym wzmocnieniem GieKSy. To w zasadzie przesądzone, że klub z Bukowej wkrótce ogłosi pozyskanie Jakuba Karbownika z rezerw Lecha Poznań.

Karbownik najczęściej wystawiany był ostatnio na lewym skrzydle, a w ustawieniu z trójką środkowych obrońców, stosowanych w drugiej części rundy jesiennej przez katowiczan, może być też jednym z wahadłowych. Jest praktycznie obunożny, swobodnie operuje zarówno lewą, jak i prawą. Umie rozpędzić się wzdłuż linii i dośrodkować, ale też zbiec do środka i poszukać uderzenia. Pochodzi z Bełchatowa, do Lecha trafił jako junior. Kilka dni po 18. urodzinach debiutował w zespole rezerw, które awansowały do II ligi. W niej rozegrał łącznie 68 meczów, strzelił 9 goli, z czego jednego… GieKSie na Bukowej. Na początku sezonu 2020/21 trafił głową na 1:0, ostatecznie katowiczanie wygrali wtedy 3:1. GKS poważnie myślał o sprowadzeniu Karbownika już latem. Piłkarz był wtedy po dobrym sezonie, zdobył 8 bramek. Ostatecznie został w Lechu, w którym nie dane mu było przebić się do pierwszego zespołu, wystąpić w ekstraklasie. Ostatnią ligową rundę liczbowo miał mniej udaną. Zagrał w 13 spotkaniach, tylko 7-krotnie wybiegał w podstawowym składzie, po raz ostatni – w październiku. Nie zdobył bramki, nie zaliczył asysty, „Kolejorz” stawiał już na 3 lata młodszego Jakuba Antczaka. A temat Karbownika na Bukowej odżył.

To kolejny gracz Lecha, który przemierza trasę Poznań – Katowice; po Kamilu Jóźwiaku, Tymoteuszu Puchaczu, Bartoszu Mrozku czy Filipie Szymczaku, aktualnie wypożyczonym do GieKSy. Różnica jest taka, że Karbownik trafi tu definitywnie – nadal jako piłkarz ze sporymi papierami na poważne granie, ale też znajdującym się na drobnym zakręcie, z którego na Śląsku ma wyjść i nabrać rozpędu. Jako przedstawicielowi rocznika 2001, status młodzieżowca będzie mu przysługiwał jeszcze tylko przez pół roku, co dowodzi, że dla GKS-u jest planem nie na już, ale też na przyszłość. To potwierdzenie polityki personalnej GieKSy, sprowadzającej ostatnio wyłącznie Polaków i zwykle nie starszych niż 26-27 lat. Karbownik stanowi zarazem naturalne uzupełnienie kadry w odniesieniu do ruchów, jakie poczyniono przy Bukowej tej zimy. Wolną rękę na poszukiwanie nowego pracodawcy otrzymał Paweł Gierach, skrócono wypożyczenie Piotra Samca-Talara ze Śląska Wrocław. Obaj są młodzieżowcami. Klubu może też szukać sobie Szymon Kiebzak, czyli nominalny boczny pomocnik. Po zakontraktowaniu Karbownika ich liczba w kadrze nie zmieni się. Jednocześnie wiosna będzie dostatecznie długa, by nowy nabytem mógł rozegrać (minimum) 10 spotkań i móc zapunktować w klasyfikacji Pro Junior System, w której GieKSa plasuje się wysoko i ma szansę na nagrodę finansową z PZPN.

Jednocześnie przy Bukowej pracują też nad kolejnymi wzmocnieniami. Nie ma ich być zimą wiele, ale powiny być konkretne: by drużyna sukcesywnie się rozwijała i dawała nadzieję, że w perspektywie 1-2 sezonów będzie walczyć w I lidze o coś więcej niż tylko utrzymanie. M.in. na celowniku GieKSy znaleźli się piłkarze znający już smak awansu do ekstraklasy.

9 GOLI w II lidze strzelił Jakub Karbownik dla rezerw Lecha Poznań, notując przy tym 6 asyst (dane za transfermarkt.de). Teraz zasili ofensywę GieKSy.

 

Górak: Jesteśmy w ciągłym ogniu

Rozmowa z Rafałem Górakiem, trenerem GKS-u Katowice

GieKSa spędza zimę na 13. miejscu w pierwszoligowej tabeli. Czy jest pan zadowolony z zakończonej jesieni?

Rafał GÓRAK: Generalnie tak, ale zadowolenie też ma różne oblicza. Jestem zadowolony, że daliśmy sobie radę z tym, co działo się w tej rundzie. A działo się bardzo dużo. Wiemy, że ona w Katowicach powinna być dzielona na dwie części: do momentu pucharowego meczu w Zambrowie i po nim. Albo do ligowego spotkania ze Stomilem i po nim. Od dziesiątej kolejki – i do dziesiątej kolejki. Dwie fazy, dwie różne zdobycze punktowe, dwa różne stosunki bramek. My przecież po 10 kolejkach mieliśmy w lidze 7 punktów! Zdajemy sobie sprawę, przez co przeszliśmy i z czym się mierzyliśmy. Po awansie z drugiej ligi założyliśmy sobie, że ta grupa zawodników dostanie swoją szansę. Podeszliśmy do tematu bardzo optymistycznie. Pierwsze mecze były dla wszystkich bardzo atrakcyjne, świetnie się je oglądało. Po pięciu kolejkach, z których cztery graliśmy u siebie, mieliśmy 6 punktów. Z krzesła to nie zwalało. Wygrana z Zagłębiem Sosnowiec po rollercoasterze sprawiała, że wiele mogło nam się wydawać. Ale w tym wszystkim pojawiała się też refleksja, że może gramy zbyt odważnie. W pewnym momencie dotarło do mnie, że tak dalej nie mogę prowadzić zespołu, bo prowadzę go na rzeź. Że jeśli tak dalej będziemy grać, to w tej lidze zginiemy.

[…] Trzeba było zakodować w głowach „panowie, walczymy o utrzymanie”?

Rafał GÓRAK: Przyszedł taki moment, ale od samego początku byłem przekonany, że ten sezon w Katowicach należy poświęcić na to, by drużyna się w lidze utrzymała. To jest nasz plan nr 1.

Mimo wszystko życie zaskoczyło, że jest w pierwszej lidze aż tak ciężko? Że odnieśliście ledwie 5 zwycięstw w 20 meczach, ani razu różnicą większą niż jednej bramki?

Rafał GÓRAK: Szału nie ma. Mamy za sobą trudny rok, w szczególności – półrocze w pierwszej lidze. Uważam, że poziom w niej podnosi się w odniesieniu do wcześniejszych sezonów. I to bardzo mocno.

OK, ale patrząc na papier, macie w ofensywie kawałek piłkarzy. Szwedzik, Szymczak, Błąd… Czy nie ma poczucia, że z tą grupą ludzi szłoby ugrać więcej niż 23 punkty?

Rafał GÓRAK: Niedosyt na pewno mam. Zdaję sobie sprawę, że nasz dorobek mógł być okazalszy. Jeśli miałbym teraz analizować to wszystko, rozdrabniać każdy mecz, to zdecydowanie powiem, że bliżsi byliśmy zrobienia czegoś więcej niż uzyskaliśmy wynik ponad stan. W odniesieniu do wielu spotkań mam odczucie, że mogliśmy wygrać – ale zarazem zdaję sobie sprawę, że choćby u siebie z Podbeskidziem i Zagłębiem równie dobrze mogłoby skończyć się zdobyciem 1 punkty, a nie czterech. Bilans jest, jaki jest. Można mówić o niedosycie, trzeba być pokornym względem tego, czego się dokonało. Realizujemy się z młodymi ludźmi. Tych doświadczonych aż tylu u nas nie ma, chociaż ci, których mamy są bardzo ważni. Ta liga moim zdaniem bardzo potrzebuje doświadczenia. Wydaje mi się, że sobie poradziliśmy.

Tak skonstruowaliście kadrę, że najstarszy jest 31-letni Arkadiusz Woźniak. Na mecz z Koroną Kielce wyszliście pięcioma zawodnikami urodzonymi po 1999 roku.

Rafał GÓRAK: Nie zakładamy batalii o Pro Junior System, bo i takie ambicje w niektórych klubach są. Nami kieruje tylko i wyłącznie chęć szukania dość młodych ludzi, umiejętne wprowadzanie ich do zespołu, dawanie szansy nie tylko doświadczonym i czerpanie satysfakcji z tego, że kogoś rozwiniemy. Taką ogromną satysfakcję daje Patryk Szwedzik. Jest z nami od początku, sukcesywnie wprowadzamy go do grania i cieszymy się z efektów. Filip Szymczak to zawodnik Lecha, ale teraz rozwija się u nas. Wiemy, że opinia z Poznania odnośnie naszej pracy jest pozytywna. To dla nas ważne. Mamy chłopaków z rocznika 2000, którzy młodzieżowcami byliby jeszcze tylko w ekstraklasie, ale oni też nadal robią progres. To nie są znane nazwiska. Jakaś idea w tym wszystkim jest. W tabeli PJS skończyliśmy jesień na czwartym miejscu, co jeszcze niedawno trudno było sobie w Katowicach wyobrazić. Nie było mowy, by grało tu tak wielu młodych ludzi.

Co nie zmienia faktu, że gdy do Poznania wróci Szymczak, a ze statusu młodzieżowca wyrośnie za kilka miesięcy Szwedzik, to z młodzieżowcami znów będzie problem.

Rafał GÓRAK: I to duży. Ma go nie tylko nasz klub, bo tak dzieje się też w wielu innych miejscach. Do tego, by sukcesywnie wprowadzać na tym poziomie wychowanków do pierwszego zespołu – nawet mając najlepszych fachowców i stając na głowie – potrzebna jest infrastruktura. To rzecz nr 1. Wiadomo, że my na tę infrastrukturę dla młodzieży musimy jeszcze poczekać. Mam nadzieję, że się doczekamy. Teraz musimy dbać o ludzi w zakresie szkolenia. Wiem, że dyrektor Pańpuch i dyrektor Góralczyk bardzo mocno nad tym pracują.

[…] Kibiców irytowała dość często powtarzana przez pana fraza, że uczycie się tej ligi. Jak to tak, GieKSa? Pierwszej ligi?

Rafał GÓRAK: Kibice muszą zdawać sobie sprawę, że nie zawsze będę mówił te rzeczy, które oni akceptują i lubią. Jeśli od czas do czasu czymś ich zdenerwuję, to… dobrze, bo będzie znaczyło, że nie jestem jakąś marionetką do mówienia tylko fajnych rzeczy. Ja ich bardzo cenię, oni o tym doskonale wiedzą, ale też nie muszę nikomu nic na siłę udowadniać.

[…] Gdyby zapytać bywalca Blaszoka, gdzie potrzebne są wzmocnienia, to natychmiast odpowie, że na środku obrony. Przytaknąłby pan?

Rafał GÓRAK: Po pierwszych 10 meczach, w których straciliśmy 23 bramki, to i ja bym w takie coś uwierzył. Później zawodnicy też uczyli się tej ligi, w jakiś sposób nieraz obrywali, ale nie było już ta źle. Wydaje mi się, że nie jesteśmy aż tak przyparci do muru, by mówić, że na pewno musimy wzmocnić środek obrony i bez tego sobie nie poradzimy. Szukamy zawodników w różnych miejscach i na różne pozycje.

[…] Sporej grupie zawodników GKS-u 30 czerwca kończą się kontrakty. To dla pana problem czy wręcz przeciwnie?

Rafał GÓRAK: Dyrektor Góralczyk ma w swoich rękach wiele kart. Wreszcie mamy ten komfort, że to my możemy decydować – a nie decyduje ktoś inny, podczas gdy my możemy tylko bezradnie wzruszyć ramionami. Taki stan zastaliśmy, przychodząc do klubu. Teraz zapanował porządek w papierach. Wydaje mi się też, że jesteśmy coraz lepiej postrzegani na rynku piłkarskim. Dla zawodników, menedżerów, jesteśmy solidnym partnerem.

Nie tylko dobrze płacącym, ale takim, u którego można się rozwinąć?

Rafał GÓRAK: Na pewno nie płacimy dziś najlepiej w swojej lidze, ale jesteśmy szalenie solidni. Nie rzucamy słów na wiatr. Nie sądzę, by ktoś przez ostatnie 2,5 roku mógł narzekać na solidność organizacyjno-finansową GKS-u.

Niekoniecznie chcecie kontraktować obcokrajowców i zawodników powyżej 26. roku życia. Tak będzie nadal?

Rafał GÓRAK: Jakość w stosunku do ceny! Tego szukamy. Nie zamykamy drogi dla obcokrajowców czy zawodników starszych niż 26 lat. Najważniejsza jest jakość i cena, tego twardego szkieletu nic nie może nam wywrócić. Obraliśmy drogę nie maksymalnej oszczędności, ale racjonalizacji.

Gdyby zimowe okienko udało się w 100 procentach, to ilu nowych zawodników dołączy do GKS-u?

Rafał GÓRAK: Nie chcę mówić w taki sposób. Jeśli się uda w 100 procentach, to powiemy o tym już w styczniu.

[…] Zimą czekają was dwa zgrupowania w Bielsku-Białej.

Rafał GÓRAK: Pierwsze – krótkie, od czwartku do soboty, z kultową „akcją Klimczok”. Mam nadzieję, że warunki będą na tyle dobre, byśmy mogli śmiało tam wejść – a na tyle trudne, by zdobycie tego szczytu było dla zawodników na jakiś czas wydarzeniem. To naprawdę wysiłek, 22 kilometry z hotelu na obiekcie Rekordu aż na samą górę i z powrotem. Trzeba najpierw wbiec przez Dębowiec na Szyndzielnię, stamtąd na Klimczok, a potem jeszcze wrócić. Fajna wyprawa.

Nie kusiło, by polecieć gdzieś za granicę?

Rafał GÓRAK: To nie ten moment. Mamy założone, kiedy taki wyjazd nadejdzie. Przyjdzie na to czas.

Pamiętając, że Stomil ma jeszcze do rozegrania zaległy mecz z GKS-em Jastrzębie, wasza przewaga nad strefą spadkową wynosi 7 punktów. To tyle, co strata do strefy barażowej. I co wy na to?

Rafał GÓRAK: (śmiech). Ale nie jesteśmy w połowie rundy tylko dalej, dlatego najpierw oglądajmy się za siebie. Jedziemy mocno do przodu, zerkając jednak raczej do tyłu niż wypatrujemy tych, którzy jadą przed nami… Na to też przyjdzie czas.

dziennikzachodni.pl – Kibice GieKSy i Banika Ostrawa mają wspólny kalendarz

[…] 25-lecie kibicowskiej sztamy GieKSy i Banika przypadło w 2021 roku i z tej okazji we wrześniu przy Bukowej rozegrano mecz przyjaźni tych klubów oraz ich fanów. Na 2022 rok przygotowano wyjątkowy kalendarz nawiązujący do tego jubileuszu.

Co jest wyjątkowego w tym kalendarzu? To wydawnictwo przygotowane i wydane przez kibiców. W Katowicach jest do kupienia w sklepie kibiców GieKSy „Blaszok” przy ulicy Stanisława oraz na stronie internetowej tego sklepu. W Ostrawie można go kupić w sklepie kibiców Banika.

GKS Katowice jako klub nie wydał kalendarza na 2022 rok, ale nie zawiedli kibice GieKSy. Przygotowali kalendarz z efektownymi zdjęciami. Nazwy miesięcy są po polsku i czesku, tak samo jak skróty dni tygodnia. Na zdjęciach pokazano wspólne oprawy i akcje kibicowskie obu zaprzyjaźnionych grup, m.in. na meczu przy Bukowej 4 września.

Kalendarz kosztuje 35 zł. W sklepie kibiców Banika (nie klubowym) i GKS-u jest jedynym dostępnym wydawnictwem kalendarzowym na 2022 rok.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – GKS szybko uporał się z ZAKSĄ

Siatkarze GKS-u Katowice nie mieli problemu, by awansować do 1/8 finału Pucharu Polski. Na inaugurację zmagań w tych rozgrywkach gładko pokonali na wyjeździe ZAKSĘ Strzelce Opolskie 3:0, tylko w jednym secie pozwalając rywalom przekroczyć barierę 20 oczek.

Początek meczu należał do GKS-u, który po asie serwisowym Damiana Domagały objął prowadzenie 6:3. Jednak gospodarze nie dali się zepchnąć do defensywy, a po udanej kontrze Krystiana Walczaka wrócili do gry (7:7). W kolejnych minutach oba zespoły grały zrywami.

W grze katowiczan było mnóstwo błędów, dzięki czemu ZAKSA dotrzymywała im kroku. Dopiero dwa zbicia Gonzalo Quirogi spowodowały, że goście ponownie przejęli inicjatywę na boisku (16:13). Zaczęli dokładać bloki, a błędy rywali ułatwiały im zadanie (20:14). W końcówce kontrolowali przebieg premierowej odsłony. Krzysztof Zapłacki próbował jeszcze niwelować straty po stronie strzelczan, ale Quiroga przypieczętował ich pewną wygraną (25:21).

W drugiej odsłonie nie zamierzali zwalniać tempa. Błyskawicznie wykorzystali błędy rywali, sami punktowali w bloku, a po kontrze Quirogi zbudowali sobie znaczące prowadzenie (8:2). ZAKSA próbowała odpowiadać blokiem, a po kontrze Walczaka zbliżyła się na 8:11, ale na więcej nie było jej stać. Po akcji Marcina Kani przedstawiciel PlusLigi kontrolował boiskowe wydarzenia (16:11). Na środku pokazał się Piotr Hain, a pojedyncze udane ataki Ernesta Kaciczaka nie odmieniły obrazu gry po stronie ZAKSY. W końcówce GKS dominował na boisku, a skuteczna kontra Tomasa Rousseauxa postawiła kropkę nad „i” w tej części spotkania (25:17).

W trzeciej partii po asie serwisowym Domagały podopieczni Grzegorza Słabego zaczęli budować sobie przewagę. Po błędach rywali wzrosła ona do czterech oczek (10:6). To nie był koniec emocji, bo po dwóch punktowych zagrywkach Macieja Woza strzelczanie zbliżyli się do przeciwników na 10:12. Na więcej nie było ich stać, bo przy serwisie Jakuba Lewandowskiego ponownie przewaga katowiczan wzrosła (16:10). Asy dokładali jeszcze Domagała i Quiroga, a GKS zbliżał się do sukcesu. W końcówce w ataku z dobrej strony pokazali się jeszcze Kamil Drzazga i Damian Kogut, a przyjezdni triumfowali 25:16, meldując się w kolejnej rundzie Pucharu Polski.

MVP: Tomas Rousseaux

ZAKSA Strzelce Opolskie – GKS Katowice 0:3 (21:25. 17:25, 16:25)

 

HOKEJ

sportdziennik.com – Mistrz zdobył Katowice

W jastrzębskim zespole ponownie wystąpił Dominik Paś, który wrócił do macierzystego klubu po krótkiej przygodzie w czeskim Hawirzowie.

Już w pierwszej tercji wychowanek JKH GKS-u mógł wpisać się na listę strzelców, ale nieznacznie chybił. To była szybka i dobra w wykonaniu obu drużyn odsłona. Nieco więcej z gry mieli katowiczanie, którzy częściej strzelali, ale klarowniejsze sytuacje stworzyli sobie przyjezdni. Ozdobą tercji były dwie znakomite interwencje Johna Murraya, który m.in. zatrzymał krążek, gdy jastrzębianie już widzieli go w bramce.

W drugiej odsłonie, w której działo się na tafli nieco mniej, gole również nie padły, a worek rozwiązali – dopiero w 48 minucie – gospodarze. Martin Kasperlik postanowił wstrzelić krążek przed bramkę, gdzie znajdował się Dominik Jarosz, który strącił „gumę” i zmylił Murraya. Krótko jednak, bo niecałe dwie minuty, goście cieszyli się z prowadzenia. Katowiczanie wygrali wznowienie, a potężnym strzałem popisał się Mateusz Bepierszcz. Odpowiedź jastrzębian była jeszcze szybsza. Najlepszy na tafli Kasperlik znalazł się przed bramką i zdołał wrzucić do niej krążek. Tym razem gospodarze nie wyrównali, choć robili wszystko by tego dokonać.

Znakomicie jednak w jastrzębskiej bramce spisywał się Patrik Nechvatal. Czech uwijał się niczym w ukropie, zatrzymując m.in. najskuteczniejszych graczy katowickich, czyli Patryka Wronkę i Grzegorza Pasiuta. Gospodarze w końcówce trzeciej tercji grali w przewadze, ale jej nie wykorzystali, za co zostali skarceni. Roman Rac z neutralnej tercji trafił do pustej bramki i mistrz Polski, po raz pierwszy w tym sezonie – po trzech wcześniejszych porażkach – pokonał GieKSę, bo Joona Monto drugiego gola dla gospodarzy strzelił na sekundę przed finałową syreną.

GKS Katowice – JKH GKS Jastrzębie 2:3 (0:0, 0:0, 2:3)

Ale numer!

To już pewne. Puchar Polski – po pięciu latach – opuszcza Górny Śląsk. GKS Katowice nie stanął na wysokości zadania.

GKS Katowice był zdecydowanym faworytem pierwszego spotkania turnieju o Puchar Polski, który dzisiaj rozpoczął się na lodowisku im. Braci Nikodemowiczów w Bytomiu. Tak naprawdę kibice „GieKSy” zastanawiali się nad tym, z kim przyjdzie im się mierzyć w finale, bo uważali – jak zresztą wielu ekspertów – że rywala z Torunia szybko „odpalą”. Sęk jednak w tym, że przeciwnik z grodu Kopernika był zupełnie innego zdania. Energa, którą po ostatnich ligowych wyczynach nikt by o takie szaleństwa nie podejrzewał, postawiła się. Mało tego. Wygrała mecz i wystąpi jutro w decydującej rozgrywce, która – na tym samym obiekcie – rozpocznie się o godz. 20.15.

Jak do tego doszło? Nie wiem! Mogą sobie zaśpiewać kibice GKS-u Katowice w rytm piosenki Zenka Martyniuka. Wszystko bowiem rozpoczęło się zgodnie z planem. Katowiczanie nacisnęli na rywala od pierwszych minut i na efekty nie trzeba było długo czekać. Kalle Valtola uderzył z niebieskiej, a tor lotu krążka zmienił sprytnie Patryk Wronka i GKS objął prowadzenie. Wydawało się na początku spotkania, że kolejne bramki będą kwestią czasu. Sędziowie, słusznie zresztą, nie uznali drugiej bramki dla Katowic, bo krążek uderzył w słupek. W drugiej fazie pierwszej tercji rozpoczął się jednak koszmar drużyny z Katowic. Który polegał na tym, że hokeiści Jacka Płachty byli wybitnie rozkojarzeni. Trudno bowiem wytłumaczyć to, że dwa gole wicelider rozgrywek PHL stracił w… osłabieniu, ale po kolei.

Najpierw niefrasobliwość „GieKSy” wykorzystał Michał Kalinowski, który pognał na bramkę Johna Murraya i doprowadził do wyrównania. Chwilę później katowiczanie znów prowadzili, ale na początku drugiej tercji popełnili kolejny koszmarny błąd podczas gry w przewadze. „Artystą” odpowiedzialnym za drugie trafienie dla Torunia okazał się Carl Hudson. Zabrał mu bowiem krążek Robert Arrak i znów był remis. Niedługo potem GKS nie popełnił już takiego błędu, wykorzystał grę w przewadze, i trzeci raz w tym spotkaniu „GieKSa” objęła prowadzenie. Jak się później okazało po raz ostatni, bo reszta meczu należała do Torunia. Konsternacja w katowickim obozie nastąpiła na początku trzeciej tercji. Kiedy to Kamil Kalinowski potrzebował zaledwie 12 sekund od wznowienia gry, by wpisać się na listę strzelców. Miała Energa w tej sytuacji sporo szczęścia, bo krążek po strzale napastnika trafił w Grzegorza Pasiuta i kompletnie zmylił Murraya.

Katowiczanie szybko odrobili straty, bo Jakub Wanacki zachował najwięcej zimnej krwi w podbramkowym zamieszaniu. Remis 4:4 wskazywał na to, że końcówka spotkania będzie niezwykle zacięta. I tak taż było. GKS starał się dominować, stwarzał sytuacje, ale po raz kolejny nadział się na kontrę. Którą, tym razem, skutecznym strzałem wykończył Kamil Kalinowski, który zasłużył na miano bohatera toruńskiego zespołu. Co oznacza porażka GKS-u Katowice poza tym, że drużyna ta nie zagra w finale Pucharu Polski? To, że po pięciu latach trofeum opuści Górny Śląsk. W 2016 i 2017 roku po Puchar sięgał bowiem GKS Tychy. A trzy ostanie edycje zmagań należały do JKH GKS-u Jastrzębie.

GKS Katowice – Energa Toruń 4:5 (2:1, 1:2, 1:2)

 

hokej.net – Niespodzianka w półfinale! Torunianie pokonali GieKSę

[…] Katowiczanie na początku byli stroną aktywniejszą i bardziej kreatywną. Conrad Mölder nie mógł narzekać na brak pracy i skapitulował już po 159 sekundach. Spod linii niebieskiej uderzył Kalle Valtola, a tor lotu krążka sprytnie zmienił Patryk Wronka.

Ten gol jeszcze mocniej zmotywował GieKSę, która chwilę później stworzyła sobie kilka dobrych okazji. Po uderzeniu Anthona Erikssona, któremu dogrywał Patryk Krężołek, guma ostemplowała słupek i wyszła w pole. Arbitrzy dla pewności sprawdzili jeszcze zapis wideo, a po analizie rozłożyli ręce, obwieszczając, że gola nie było.

Torunianie, schowani za podwójną gardą, swoich szans szukali w kontratakach. Po jednym z nich, wykonanym w 16. minucie podczas gry w osłabieniu, doprowadzili do wyrównania. Pięknym uderzeniem z prawego bulika popisał się Michał Kalinowski, a John Murray nie zdołał w porę zareagować.

Podopieczni Jacka Płachty już po 74 sekundach wrócili na prowadzenie po efektownej akcji Bartosza Fraszki. 26-letni skrzydłowy przejechał z krążkiem połowę tafli i popisał się precyzyjnym uderzeniem ze slotu.

Tuż przed zakończeniem pierwszej odsłony karę zarobił Robert Korczocha. To wykluczenie przeszło na drugą część gry i katowiczanie mieli okazję do tego, by podwyższyć prowadzenie. Tymczasem, po raz drugi w tym spotkaniu, stracili gola w liczebnej przewadze. Błąd Carla Hudsona we własnej tercji wykorzystał Robert Arrak, który w sytuacji sam na sam skutecznie wymanewrował Johna Murraya i umieścił gumę w siatce.

Później wykluczenie zarobił Michał Kalinowski i wielu toruńskich kibiców z pewnością liczyło na to, że katowiczanie popełnią jeszcze jeden błąd podczas rozgrywania przewagi. Nie pozwolił na to Patryk Wronka, który zaskoczył Conrada Möldera precyzyjnym uderzeniem w okienko i przywrócił prowadzenie GieKSie.

Golkiper „Stalowych Pierników” chwilę później do końca drugiej odsłony miał co robić. Udało mu się obronić choćby dwie sytuacje sam na sam: najpierw z Bartoszem Fraszką, a następnie z Grzegorzem Pasiutem i kilka kąśliwych strzałów.

W końcówce podopieczni Jussiego Tupamäkiego wykorzystali okres gry w przewadze i na tablicy świetlnej znów był remis. Johna Murraya uderzeniem z nadgarstka pokonał Henri Limma.

W trzeciej odsłonie mecz toczył się według zasady cios za cios. Już 12 sekund po jej rozpoczęciu torunianie wyszli na prowadzenie. Patryk Kogut wywalczył krążek za bramką, zagrał do Kamila Kalinowskiego, który uderzył z bekhendu. Guma odbiła się jeszcze od łyżwy Grzegorza Pasiuta i wpadła do siatki.

Trzy minuty później mieliśmy znów remis. Do akcji ofensywnej ładnie podłączył się Jakub Wanacki i zdobył dla swojego zespołu czwartego gola.

Kluczowa dla losów spotkania okazała się 54. minuta. Wówczas katowiczanie popełnili błąd w obronie, a Patryk Kogut zagrał do Kamila Kalinowskiego. Kapitan „Stalowych Pierników” zaskoczył Johna Murraya.

Trener Jacek Płachta starał się ratować sytuację i na minutę przed końcem zdecydował się wykonać manewr z wycofaniem bramkarza. Nie przyniósł on jednak zamierzonego efektu. Do finału awansowali torunianie!

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Od Krakowa do Warszawy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Poznaliśmy terminarz Ekstraklasy na sezon 2026/27. GKS Katowice rozpocznie zmagania w niedzielę 26 lipca od meczu z Wisłą w Krakowie, a zakończy 22 maja z Legią w Warszawie.

Terminarz pierwszej kolejki zostanie podany po losowaniu europejskich pucharów (17 czerwca), ale już wiemy, że w Krakowie zagramy w niedzielę 26 lipca (do ustalenia została godzina). Z racji tego, że Arena Katowice jest jednym ze stadionów, na których rozgrywane będą Mistrzostwa Świata Kobiet U-20, to jesienią zagramy trzy mecze wyjazdowe z rzędu, z czego dwa bliskie (Zabrze i Gliwice). Nim GieKSa rozpocznie zmagania ligowe to w czwartek 23 lipca czeka nas pierwszy mecz w II rundzie eliminacyjnej do Ligi Konferencji.

Kluby uczestniczące w rozgrywkach UEFA będą mogły przełożyć dwa mecze ligowe: jeden podczas rund kwalifikacyjnych Q1–Q3 oraz jeden w okresie pomiędzy rundą play-off a fazą ligową. Na 5. kolejkę, pomiędzy fazą play-off europejskich pucharów, zaplanowano nasz domowy mecz z Wisłą Płock, który w razie przełożenia odbędzie się najwcześniej 15-16 września. Pozostałe terminy rezerwowe to 15-16 i 19-20 grudnia oraz 2-3 i 9-10 lutego. Przypomnijmy także, że GieKSa jako drużyna reprezentująca Polskę w Europie, rozgrywki Pucharu Polski rozpocznie dopiero od 1/16 finałów, które zaplanowano na 28 października.

Jesienią zostanie rozegranych 18 spotkań, z czego połowa na wyjeździe. Na wiosnę zaplanowano 16 kolejek i tutaj też połowę zagramy w delegacji. Tym razem Wielkanoc (28 marca) wypada w trakcie przerwy na reprezentację. Nie będzie też żadnej kolejki rozgrywanej w środku tygodnia (poza terminami rezerwowymi).

Terminarz GKS Katowice w Ekstraklasie w sezonie 2026/27 (dokładne daty i godziny spotkań zostaną dopiero ustalone):

1. kolejka, 26 lipca 2026 Wisła Kraków – GKS Katowice
2. kolejka, 1 sierpnia 2026 GKS Katowice – Radomiak Radom
3. kolejka, 8 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wieczysta Kraków
4. kolejka, 15 sierpnia 2026 Motor Lublin – GKS Katowice
5. kolejka, 22 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wisła Płock
6. kolejka, 29 sierpnia 2026 Górnik Zabrze – GKS Katowice
7. kolejka, 5 września 2026 Piast Gliwice – GKS Katowice
8. kolejka, 12 września 2026 KGHM Zagłębie Lubin – GKS Katowice
9. kolejka, 19 września 2026 GKS Katowice – Cracovia
10. kolejka, 10 października 2026 Raków Częstochowa – GKS Katowice
11. kolejka, 17 października 2026 GKS Katowice – Pogoń Szczecin
12. kolejka, 24 października 2026 Korona Kielce – GKS Katowice
13. kolejka, 31 października 2026 GKS Katowice – Widzew Łódź
14. kolejka, 7 listopada 2026 Jagiellonia Białystok – GKS Katowice
15. kolejka, 21 listopada 2026 GKS Katowice – Lech Poznań
16. kolejka, 28 listopada 2026 Śląsk Wrocław – GKS Katowice
17. kolejka, 5 grudnia 2026 GKS Katowice – Legia Warszawa
18. kolejka, 12 grudnia 2026 GKS Katowice – Wisła Kraków
19. kolejka, 30 stycznia 2027 Radomiak Radom – GKS Katowice
20. kolejka, 6 lutego 2027 Wieczysta Kraków – GKS Katowice
21. kolejka, 13 lutego 2027 GKS Katowice – Motor Lublin
22. kolejka, 20 lutego 2027 Wisła Płock – GKS Katowice
23. kolejka, 27 lutego 2027 GKS Katowice – Górnik Zabrze
24. kolejka, 6 marca 2027 GKS Katowice – Piast Gliwice
25. kolejka, 13 marca 2027 GKS Katowice – KGHM Zagłębie Lubin
26. kolejka, 20 marca 2027 Cracovia – GKS Katowice
27. kolejka, 3 kwietnia 2027 GKS Katowice – Raków Częstochowa
28. kolejka, 10 kwietnia 2027 Pogoń Szczecin – GKS Katowice
29. kolejka, 17 kwietnia 2027 GKS Katowice – Korona Kielce
30. kolejka, 23 kwietnia 2027 Widzew Łódź – GKS Katowice
31. kolejka, 1 maja 2027 GKS Katowice – Jagiellonia Białystok
32. kolejka, 8 maja 2027 Lech Poznań – GKS Katowice
33. kolejka, 15 maja 2027 GKS Katowice – Śląsk Wrocław
34. kolejka, 22 maja 2027 Legia Warszawa – GKS Katowice

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Co matematyka mówi o futbolu? Szanse GieKSy na LKE

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Choć Mundial nabiera tempa, my w przyszłym tygodniu bardziej niż zza Wielkiej Wody nasłuchiwać będziemy wieści ze Szwajcarii, bo 17 czerwca w Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji, podczas którego swojego rywala pozna GKS Katowice. Czego możemy się spodziewać w tej i kolejnych rundach i jak nasze szanse widzi jeden z najlepszych ekspertów od piłkarskich cyferek na polskim Twitterze? Zapytaliśmy Piotra Klimka o drogę GieKSy do Europy przez pryzmat matematycznych modeli i scenariusze na najbliższe tygodnie w kwalifikacjach do europejskich pucharów.

Twoje konto na Twitterze obserwuje ponad 35 tysięcy ludzi, głównie ze środowiska futbolowego. Tymczasem, jak sam zaznaczasz w opisie konta, nie znasz się na kopaniu piłki.
Faktycznie sądzę, że się nie znam. Przez większą część sezonu uważałem na przykład, że Raków będzie mistrzem Polski, typowałem też, że Motor zakręci się koło miejsc spadkowych, tymczasem praktycznie wcale nie był zagrożony degradacją. „Na czuja” nie udaje mi się trafiać konkretnych rozstrzygnięć skuteczniej niż przeciętnemu twitterowiczowi. Nie jest więc tak, że zarabiam miliony u bukmachera. Jeśli natomiast chodzi o trendy poparte danymi, na pewnym etapie sezonu można było np. zakładać, że Termalica już się nie odkręci i spadnie.

W przeciwieństwie do wielu kibiców patrzących na futbol przez pryzmat emocji, ty próbujesz go definiować za pomocą liczb. Da się wytłumaczyć piłkę nożną językiem matematyki?
Próbuję, ale piłka nożna jest jednym z najbardziej losowych sportów. Zupełnie inny jest na przykład baseball, gdzie rzadko zdarza się, aby niżej notowany zespół pokonywał faworyta. Tymczasem u nas niespodzianki zdarzają się praktycznie w każdej kolejce, np. Termalica wygrywa w Białymstoku albo ktoś niespodziewany awansuje do Ekstraklasy, tak jak Warta Poznań kilka lat temu. W innych sportach nie zdarza się to tak często – czołówka bywa zwykle stabilna i rzadko trafiają się niespodzianki.

O niedawno zakończonym sezonie Ekstraklasy mówiło się jako o szczególnie zwariowanym. Tymczasem cofnąłem się do pierwszej z twoich tabel, publikowanych na Twitterze jeszcze przed pierwszą kolejką. Chciałbym przytoczyć dwa komentarze tego posta. Pierwszy: „Coś Panu styki przegrzało. Motor, Widzew i Lechia będą znacznie wyżej!”. Ty typowałeś je odpowiednio na 12., 13. i 16. miejscu, a sezon zakończyli odpowiednio na 12., 14., i 16. Drugi ciekawy komentarz: „Przewidywanie Widzewa na 13. miejscu pokazuje tylko, że cyferki z komputera są bez sensu”. Jak to skomentować?
Trafił się chyba dobry sezon pod kątem przewidywań. Pamiętam za to, że we wrześniu próg utrzymania wychodził mi na poziomie 35/36 punktów. Ta prognoza skompromitowała się już w okolicach listopada.

Na czym więc opierasz swoje wyliczenia? Na każdym kroku pojawia się tajemnicze słowo Elo, które mnie kojarzy się bardziej z podwórkowym zawołaniem sprzed 15 lat.
Do sporządzenia kalkulacji pobierana jest baza wyników mniej więcej 50 poprzednich meczów każdego zespołu. Na tej podstawie wyliczana jest „moc” poszczególnych klubów. Stąd najsilniejszą drużyną w Polsce jest Lech, dalej Jagiellonia i Raków, a Górnik na drugim miejscu to w tym sezonie pewna anomalia, grający ponad swój potencjał. Z kolei najsłabsze w Ekstraklasie są Termalica i Arka, co znalazło potwierdzenie w tabeli. W ten sposób powstaje baza do procentowych wyliczeń wyników starcia np. GieKSy z Zagłębiem Lubin. Na podstawie pojedynczych meczów powstaje oczekiwane zestawienie ligowe – co by było, gdyby wszyscy grali tak jak do tej pory. Takie zestawienie jest aktualizowane po każdej kolejce. Stąd wspomniane wcześniej trafienia, np. Motor grał dokładnie tak jak do tej pory – nie zrobił ani kroku w przód, ani w tył. Tutaj najwłaściwszym parametrem bardziej niż miejsce w tabeli jest oczekiwana liczba punktów.

Michał Trela z Canal+ robi podobne zestawienie według swojego przekonania, a na koniec sezonu zestawia je z twoimi wyliczeniami. Tym razem zdecydowanie dokładniejszy był model matematyczny.
Michał Trela jako jedyny z ekspertów, których obserwuję, ma odwagę podjąć się takiego typowania. Lubię takie zabawy – na ile bazowanie na rankingu Elo ma sens w porównaniu z obserwacjami ekspertów, którzy na co dzień śledzą i analizują Ekstraklasę. W tym roku wyliczenia były wyjątkowo dokładne, nie jest jednak tak, że mój model wygrywa co sezon. O ile dobrze pamiętam, w ubiegłym roku górą był człowiek. Najlepszym przykładem jest tutaj drużyna awansująca do Ekstraklasy przez baraże – ją maszyna wskazuje zwykle jako najsłabszą. Tymczasem w ostatnich sezonach ekipy z trzecich miejsc w pierwszej lidze radzą sobie całkiem przyzwoicie na najwyższym poziomie. Z kolei zespół gromiący rywali w 1. Lidze często spada potem z Ekstraklasy, jak choćby Arka czy kilka lat temu Miedź Legnica.

Przed sezonem typowałeś GieKSę na 48 oczekiwanych punktów, więc pomyliłeś się niewiele. Dawało to ok. 21% szans na europejskie puchary. W miarę upływu kolejnych tygodni, jak zmieniało się twoje postrzeganie naszego klubu?
Pamiętam, że mieliście bardzo słaby start sezonu. W pewnym momencie byłem wręcz przekonany, że GKS będzie walczył o utrzymanie. Koło października widać było wasz wyraźny dołek i jeśli wtedy nie zaczęlibyście się odkręcać, to mogło być naprawdę gorąco. Tym bardziej nikt w Katowicach nie mówił wtedy o Europie. Tymczasem bardzo udana wiosna w tym dziwnym sezonie z wyjątkowo zagęszczonym środkiem tabeli, po kilku zwycięstwach pozwoliła wyskoczyć do góry. Można było zauważyć, że w pewnym momencie procenty dla GieKSy, szczególnie w kontekście szans na Europę, z kolejki na kolejkę rosły znacząco.

Na Twitterze ukuło się określenie „rankingorze” dla użytkowników śledzących europejskie rozgrywki pod kątem jak najmocniejszej pozycji Polski w rankingu UEFA. Niektórzy z nich ubolewali nad rozstrzygnięciami ostatniej kolejki Ekstraklasy. Jak ty patrzysz na sytuację Polski na progu nowych rozgrywek w Europie?
Śledzę ten ranking intensywnie, co widać na moim Twitterze, a każdy awans Polski jest dla mnie powodem do radości. Przekłada się to na fakt, że wypuszczamy do Europy coraz więcej klubów, dochodzących do coraz dalszych faz. Musimy jednak dostrzec także drugą stronę: ranking nie jest celem samym w sobie. Właśnie po to go nabijamy, aby dać szansę na europejską przygodę właśnie takim klubom jak GieKSa. Innym przykładem jest Jagiellonia, która dwa lata temu niespodziewanie została mistrzem i dzięki temu dostała mecze z FK Bodø/Glimt, a na stulecie klubu grała z Ajaxem. Kolejne karty tej historii zapisali w Lidze Konferencji, zwieńczone ćwierćfinałem z Betisem. Po to rok temu wywalczyliśmy piąty slot dla Polski, aby dać szansę innym klubom napisać podobną historię. Być może i GieKSa w sierpniu zagra z Ajaxem.

W ostatnich latach wiele napisano o rankingowym TOP15, które dało nam piąty slot w Europie. O co gramy w tym sezonie?
Dzięki TOP15 dziś w Europie gra GieKSa, a nie Brøndby, bo m. in. Duńczyków przeskoczyliśmy w rankingu. W tym sezonie osiągnęliśmy miejsce dwunaste, co w kolejnych rozgrywkach pozwoli zwycięzcy Pucharu Polski grać od razu w 4. rundzie kwalifikacji Ligi Europy. Zespół z dobrym współczynnikiem będzie więc miał jeden łatwy krok do tych rozgrywek, a gwarantowana będzie Liga Konferencji. Z kolei Mistrz Polski zacznie od ostatniej rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów, z pełną oprawą Champions League, a w razie niepowodzenia ląduje w Lidze Europy. Gdzieś w tle są jeszcze pieniądze – w LE da się zarobić ok 15 mln euro, natomiast w Lidze Mistrzów kasa leje się już strumieniami. Wicemistrz tak jak dziś gra w drugiej rundzie kwalifikacji LM, czwarty w lidze gra w kwalifikacjach Ligi Europy, a piąty bez zmian. Teraz celujemy w miejsce dziesiąte, które dziś jest dla nas wyjściowe. Aby je utrzymać, nie możemy dać się wyprzedzić ani Czechom, ani Grekom, którzy będą większym zagrożeniem niż nasi południowi sąsiedzi. Nawet w przypadku gorszych scenariuszy powinniśmy utrzymać dwunaste miejsce, a piętnaste jest w zasadzie zapewnione na kilka lat do przodu.

Nabicie wysokiego współczynnika umożliwiła nam przede wszystkim reforma europejskich rozgrywek i utworzenie Ligi Konferencji. Dla ciebie są to wartościowe rozgrywki czy – jak mówią niektórzy – „puchar pasztetowej”?
Dla mnie jest to odpowiednie narzędzie do zbudowania siły naszej ligi w Europie. Dotychczas było tak, że o sile ligi nie świadczył hegemon dobrze radzący sobie w pucharach, np. Crvena Zvezda. Musiał być jeszcze równie silny Partizan i kolejne zespoły, które dokładały punkty w rankingu. Liga Konferencji pozwoliła wyrównać te szanse i uwypuklić znaczenie innych niż mocny mistrz zespołów w danych ligach. Nie mamy klubu na tyle silnego, aby regularnie kwalifikował się do Ligi Mistrzów, ale mamy kilka w miarę mocnych drużyn, które są w stanie zostawiać w tyle zespoły drugie, trzecie czy czwarte w swoich ligach. Nie odpadamy już ze słabeuszami, a na europejskich średniaków patrzymy jak na ekipy w naszym zasięgu. W moim odczuciu ten ranking jest dziś bardziej sprawiedliwy niż wcześniej.

Napisałeś niedawno, że druga runda kwalifikacji do Ligi Konferencji to w zasadzie runda amatorska. Co czeka GieKSę na tym etapie? Awans to nasz obowiązek?
Zdecydowanie jest to obowiązek zarówno Rakowa, jak i GieKSy. Potencjalnych rywali jest 44 i są wśród nich zespoły typowo amatorskie, np. z Gibraltaru, Andory, Walii czy Irlandii Północnej. Z drugiej strony są rywale z lig średnich, które mogą nam sprawić trochę kłopotów, ale i tak widzę tu polskie zespoły w roli faworyta. Tutaj wskazałbym np. węgierskie Paksi FC, ukraińskie Polissia Żytomierz i LNZ Czerkasy, rumuńskie Universitatea Cluj, a dalej Dunajska Streda ze Słowacji albo szkockie Motherwell. Gdyby GieKSa nie miała w losowaniu ani pecha, ani szczęścia, to trafiłaby na kogoś pokroju FK Železničar Pančevo – czwarty zespół serbskiej ekstraklasy, co nie brzmi specjalnie groźnie.

Spośród wspomnianych rywali nie będziemy mieli szansy trafić na wszystkich, bo tuż przed losowaniem UEFA dokona czegoś w rodzaju podziału geograficznego. Na czym będzie on polegał?
W dzień losowania UEFA dzieli wszystkie 86 zespołów na kilkanaście koszyków, według kryterium umownie nazywanego geograficznym. Dodatkowe znaczenie ma uniemożliwienie wylosowania się zespołów z tego samego kraju. Czynnik geograficzny teoretycznie też ma znaczenie, dlatego w ostatnich latach często trafialiśmy np. na Kazachstan czy Słowację. UEFA stara się również tak dobierać koszyki, aby ich poziom był względnie wyrównany, ale to wychodzi już różnie.

Nie zakładamy więc innego scenariusza niż zameldowanie się w komplecie w 3. rundzie kwalifikacji. Co nas tam czeka?
W tej rundzie GieKSa na 99% będzie nierozstawiona. Ten jeden procent to szansa trafienia w drugiej rundzie Sheriffa Tyraspol, który startuje od Q1 LE z ogromnym współczynnikiem, ale w tym sezonie jest bardzo słaby i może spaść do nierozstawionych Q2 LKE. Wtedy GieKSa przejęłaby współczynnik Sheriffa w losowaniu Q3. Szansa na to jest jednak marginalna i w trzeciej rundzie traficie na drużynę rozstawioną, z odpowiednim współczynnikiem. W razie pokonania tej przeszkody przejmujecie współczynnik rywala, który może dać rozstawienie w Q4.

Jak oceniasz nasze szanse w Q3?
GieKSa może trafić na rywala z czterech kategorii. Pierwsza to rywal z potężną marką i ogromnym współczynnikiem, którego raczej nie przejdziecie, ale jeśli wydarzy się cud, to w czwartej rundzie będziecie rozstawieni. Przykłady to Braga, Ajax, Kopenhaga albo Panathinaikos. Druga półka to rozstawieni, którzy ostatnimi laty nie radzą sobie najlepiej: Partizan Belgrad mający ogromne problemy finansowe, Rapid Wiedeń, który w zeszłym sezonie był najgorszy w LKE, a Raków i Lech wręcz ich zmiażdżyły, być może także Steaua Bukareszt, która rok temu odpadła z macedońską Shkëndiją Tetowo albo Lugano, choć ostatnio ciężko nam idzie ze Szwajcarami. Trzecia kategoria to zespoły, które nie dadzą rozstawienia w Q4, ale są wyraźnie słabsze od polskich drużyn, np. wspomniana Shkëndija, Żalgiris Wilno, Astana, Ryga czy Zrinjski Mostar. Ich po prostu trzeba przejść, bo nie możemy odpadać z drugim zespołem macedońskiej ekstraklasy.

Kogo jak kogo, ale zespołów z Macedonii w Katowicach lekceważyć nie będziemy, bo mamy do wyrównania pewne rachunki sprzed 23 lat…
Znam tę historię z opowieści, bo z racji wieku nie mam prawa jej pamiętać. Takie to były czasy, że odpadaliśmy wtedy z różnymi egzotycznymi rywalami. Wracając jednak do czekających nas rozgrywek, czwarta kategoria to chyba najgorszy scenariusz, bo są to zespoły na tyle mocne, że nie gwarantujące awansu, a jednocześnie nie dające rozstawienia w kolejnej rundzie. Tutaj wskazałbym Twente Enschede, Beşiktaş, Cluj, Rijekę lub Başakşehir. Z nimi GieKSa się namęczy, a i tak może potem polec w Q4.

Patrząc na te wszystkie zestawienia, którego z rywali byś nam życzył w danej fazie, a który byłby dla nas najgorszym trafem?
W drugiej rundzie jest to w zasadzie obojętne, bo tę przeszkodę po prostu trzeba pokonać. Najsłabszy wydaje się być Vestri Ísafjördur – drugoligowiec z Islandii, który niespodziewanie wygrał krajowy puchar. W trzeciej rundzie życzyłbym wam Partizana lub Rapidu, które są do przejścia i raczej dadzą rozstawienie w Q4. Nie życzyłbym natomiast Bragi, bo nie jest to marka z pierwszych stron gazet, a jednocześnie będzie trudnym do przejścia rywalem. Podobnie z Panathinaikosem nie widziałbym GieKSy w roli faworyta, a to właśnie z Grecją walczymy o TOP10 w rankingu.

W jednym z twitterowych komentarzy wyliczyłeś nam 21% szans, że przebrniemy wszystkie 3 rundy i zakwalifikujemy się do fazy ligowej LKE. Zważywszy, że takie same szanse mieliśmy przed sezonem na awans do Europy, a cel udało się osiągnąć, to nie brzmi to jak mission impossible. Wierzysz, że jesteśmy w stanie dojść do fazy grupowej? I jak będzie z pozostałymi ekipami z Polski?
Bez obrazy, ale nie postawiłbym pieniędzy na awans GieKSy do fazy ligowej. Mimo to nie jest to nierealny wariant. Czasem wystarczy jeden „cudowny” dwumecz i pokonanie rozstawionego rywala, które wprowadzi na łatwiejszą ścieżkę w ostatniej rundzie. Do Ligi Konferencji co roku kwalifikują się zespoły, od których GieKSa na pewno nie jest gorsza. Dwa lata temu grała tam choćby Mlada Boleslav, na której mecze w Czechach przychodzi po 500 widzów. Jeśli los będzie sprzyjał GieKSie, to awans do fazy ligowej może się udać. Obok GieKSy najtrudniejszą sytuację ma Raków, bo nie ma żadnego marginesu błędu. Jest wprawdzie rozstawiony, ale musi być bezbłędny. Szanse Górnika oceniam w miarę wysoko, bo ma do rozegrania sześć spotkań, każde z rywalem mocniejszym od siebie, ale wystarczy, że wyjdzie im jeden dwumecz. Byłoby idealnie, gdyby trafił na Sturm Graz. Jaga, jeśli spadnie do Q4 LKE, to na 90% będzie rozstawiona więc powinna sobie poradzić. Natomiast na wszystkie rozstawione zespoły w Q4 LKE czeka nierozstawione Getafe, które jest największą pułapką i może pokrzyżować nasze plany.

Jaki jest więc scenariusz dla polskich drużyn na te kwalifikacje – minimalny i realny?
Za dobry uznałbym scenariusz, gdy do faz ligowych wprowadzamy cztery zespoły – dwa w Lidze Europy i dwa w Lidze Konferencji. Byłby to kolejny krok do przodu. Minimum to trzy zespoły w Europie, w tym Lech w Lidze Europy, bo ma na tyle dobry współczynnik, że wręcz musi grać co najmniej w LE. W przypadku awansu dwóch zespołów będziemy musieli oglądać się za siebie w walce o TOP12.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Felieton o Zagłębiu Lubin

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.

Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.

Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.

Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.

We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.

Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.

Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.

I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.

W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.

Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…

Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.

Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.

Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.

Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.

Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.

Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga