Hokej Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Wielosekcyjny przegląd mediów: Sroga lekcja od wicemistrza Polski
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatnich pięciu dni, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Piłkarki w drugiej kolejce spotkań odniosły drugie zwycięstwo, tym razem nad nad beniaminkiem Resovią 7:0 (5:0). Kolejne spotkanie nasza drużyna rozegra na wyjeździe z ekipą Skry Częstochowa – w sobotę 24 sierpnia od godzinie 16:00. Piłkarze rozegrali w ramach 5. kolejki PKO BP Ekstraklasy spotkanie z Motorem Lublin. Drużyny podzieliły się punktami – odnotowano wynik 0:0. Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Kolejne spotkanie piłkarze rozegrają na Bukowej w niedzielę 25 sierpnia o 14:45 z Mistrzem Polski Jagiellonią Białystok. W zapowiadanych sparingach ze Stalą Nysa padły dwukrotnie wyniki remisowe 2:2. Na czwartek i piątek zaplanowano dwa test-mecze z Wartą Zawiercie. W trakcie turnieju o Puchar RT Torax nasza drużyna kolejno wygrała z AZ Havirov 2:0, w następnym spotkaniu przegrała z HC RT Torax Poruba 2:5. W ostatnim swoim meczu GieKSa zmierzyła się z JKH GKS Jastrzębie ulegając 1:3. Od najbliższego piątku do niedzieli zaplanowano dziennie po jednym sparingu, odpowiednio z HK Dukla Michalovice, HK Poprad oraz z Unią Oświecim.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Jednostronne starcie w Katowicach
W Katowicach wicemistrzynie Polski – mające apetyt na powtórzenie zwycięskiego sezonu 2022/23 – podejmowały beniaminka z Rzeszowa. Choć rzeszowianki w debiutanckim spotkaniu w Ekstralidze zaprezentowały się dobrze, w starciu z podopiecznymi Karoliny Koch nie miały wiele do powiedzenia. Katowiczanki dominowały przez cały mecz, który ostatecznie zakończył się wynikiem 7:0.
Resovia zaczęła mecz ambitnie, starając się przetrwać napór katowiczanek i szukać okazji do kontry, co w 8.minucie zakończyło się strzałem z rzutu wolnego, który nieznacznie minął bramkę Kingi Seweryn. To najwyraźniej rozjuszyło zawodniczki Gieksy, już bowiem dwie minuty później Klaudia Słowińska zakończyła kombinacyjną akcję katowiczanek. Kibice zebrani przy stadionie na Bukowej jeszcze nie zdążyli ochłonąć, a wynik już podwyższyła Amelia Bińkowska. Od tego momentu na boisku dominował zespół Gieksy. Anita Turkiewicz, Gabriela Grzybowska i Marlena Hajduk wykańczały bramkami ładne, przemyślane akcje katowiczanek, często rozpoczętych po błędach drużyny z Rzeszowa, która nie mogła znaleźć pomysłu na coraz bardziej rozpędzone podopieczne Karoliny Koch. Po przerwie obraz gry się nie zmienił i najpierw Klaudia Maciążka, a potem ponownie Grzybowska podwyższyły wynik spotkania. Szanse na kolejne bramki nie zostały przez katowiczanki wykorzystane (w 75.minucie Dominika Misztal umieściła piłkę w siatce, ale była na pozycji spalonej) i katowiczanki zakończyły mecz wynikiem 7:0.
Za tydzień Gieksa udaje się do Częstochowy na starcie z drugim z beniaminków Ekstraligi, natomiast rzeszowianki podejmą drużynę z Łodzi.
nowiny24.pl – GKS Katowice wysoko pokonał Resovię. Sroga lekcja od wicemistrza Polski
Rzeszowianki w Katowicach zderzyły się ze ścianą i od wicemistrza Polski przywożą siedem straconych bramek.
Wicemistrzynie Polski od pierwszych minut mocno przycisnęły rzeszowianki i już w piątej minucie omal nie zdobyły gola. Bińkowska ostemplowała spojenie słupka z poprzeczką. Chwilę później niestety gospodynie już nie pomyliły się i Klaudia Słowińska otworzyła wynik meczu. Trzy minuty później GKS podwyższył wynik meczu, tym razem dośrodkowała była zawodniczka Resovii Karolina Bednarz, a Amelia Bińkowska dopełniła tylko formalności. Miejscowe nie miały zamiaru odpuszczać Resovii i w 28 minucie. Anita Turkiewicz w sytuacji sam na sam dołożyła kolejne trafienie dla katowiczanek. Chwilę później przed stratą czwartej bramki po strzale Bińkowskiej, Resoviaczki uratował słupek. Przed przerwą GKS trafił jeszcze dwa razy po strzałach Gabrieli Grzybowskiej i Marleny Hajduk. Druga połowa rozpoczęła się od gola Klaudii Maciążki, już po trzech minutach grania, a chwilę później Gabriela Grzybowska podwyższyła i tak już wysokie prowadzenie gospodyń. Do końca meczu mimo kolejnych okazji dla gospodyń bramki już nie padły.
24kato.pl – Zuzanna Błaszczyk w młodzieżowej kadrze Polski. Powołanie dla bramkarki GKS Katowice
Kolejne powołanie do młodzieżowej kadry Polski otrzymała bramkarka GKS Katowice Zuzanna Błaszczyk.
Od 1 do 11 września w Pruszkowie i bośniackim mieście Trebinje odbędzie się zgrupowanie reprezentacji Polski U-19. Według informacji podanej przez PZPN będzie tam również bramkarka GKS Katowice Zuzanna Błaszczyk. W tym czasie Polki U-19 zagrają dwa mecze ze swoimi rówieśniczkami z Bośni i Hercegowiny 8 września o godzinie 14:00 oraz 10 września o godzinie 10:00.
SIATKÓWKA
gkskatowice.eu – Sparing ze Stalą na remis
W swoim drugim przedsezonowym sparingu GKS Katowice zagrał w hali OS Szopienice z PSG Stalą Nysa. W drużynie GKS-u wystąpił tego dnia trenujący z naszym zespołem siatkarz reprezentacji Ukrainy, Jewhenij Kisiliuk. Pierwszy set starcia GieKSy z nysanami był bardzo wyrównany, katowiczanie byli w stanie przełamać dobrze atakujących rywali i doprowadzić na remisu 10:10 po akcji Aymena Bouguerry, a potem wyjść na prowadzenie 15:14 po bloku Łukasza Usowicza. Zacięta walka punkt za punkt, która stała pod znakiem dobrej współpracy rozgrywających i środkowych po obu stronach siatki, zakończyła się ostatecznie wygraną gości 25:23 po udanym bloku i ataku z drugiej linii naszych rywali.
Gracze z Nysy wyszli w drugim secie na solidne prowadzenie 10:4, korzystając z mocnej kierunkowej zagrywki, GKS-owi udało się zniwelować stratę do przeciwnika do trzech „oczek”, co nie uszło uwadze trenera Daniela Plińskiego, który skorzystał z czasu przy wyniku 14:11 dla swojego zespołu. GKS zaczął częściej korzystać z niedokładności po stronie nysan i po jakimś czasie strata wynosiła tylko dwa punkty, a po czujnym bloku Krulickiego na środku siatki remisowaliśmy po 21 i wszystko mieliśmy w naszych rękach. Ostatecznie doszło do gry na przewagi, którą PSG Stal zakończyła udanym blokiem na 26:24. W trzeciej partii siatkarze z Nysy wyszli na prowadzenie 7:3 po udanych zagrywkach Remigiusza Kapicy i przełamywaniu naszego bloku, co nie uszło uwadze trenera Grzegorza Słabego, który skorzystał z przerwy na żądanie. Weszliśmy szybko na właściwy poziom gry i po bloku Hudzika (7:8) traciliśmy do rywala tylko punkt, a chwilę potem wyszliśmy na prowadzenie do udanych obronach i atakach Damiana Domagały.
Tym samym walczyliśmy z przyjezdnymi punkt za punkt (15:15). Kluczem do naszego sukcesu w końcówce seta była skuteczna gra blokiem, dzięki której prowadziliśmy 22:18, a seta zakończyliśmy wygraną do 21 po ataku Bouguerry z szóstej strefy. Walka między GieKSą a Stalą była bardzo interesująca w czwartym secie, w którym wynik oscylował wokół remisu (7:7). Mogliśmy na skrzydłach liczyć zarówno na przyjmujących, jak i Domagałę, którzy sprawnie obijali nyski blok. Po asie Bouguerry GKS prowadził już 15:11, ale przeciwnik odpowiedział udanym zrywem i asem Kapicy (16:15). Szybko odskoczyliśmy punktowo, wracając do agresywnej zagrywki i punktowego bloku, co pomogło nam w wygraniu czwartego seta i zremisowaniu sparingowego starcia. Mecz zakończył się po ataku Bouguerry po bloku rywala (25:19).
GKS Katowice – PSG Stal Nysa 2:2 (23:25, 24:26, 25:21, 25:19)
Kolejny sparingowy remis
W drugim sparingu z PSG Stalą Nysa, jaki tym razem rozgrywaliśmy na terenie rywala, w wyjściowej szóstce pojawili się Bartosz Gomułka na ataku i Krzysztof Gibek na przyjęciu. Rywale w pierwszym secie objęli prowadzenie 7:3 po dobrych akcjach na środku siatki i bloku na Jewheniju Kisiliuku. Po przerwie, z której skorzystał trener Grzegorz Słaby, strata GKS-u powiększyła się do sześciu punktów, jako że nysanie utrzymywali wysoki poziom skuteczności w ofensywie, a do tego swoje zagrywką dołożył Kapica. Nasza sytuacja poprawiła się po serwisach Bartłomieja Krulickiego (17:13), jako że w tym okresie seta odzyskiwaliśmy swój rytm gry. Ważne punkty w przedłużonych wymianach dołożył Bartosz Gomułka i remisowaliśmy po 19! Przeciwnicy przybliżyli się do wygranej w secie po wykorzystaniu naszych problemów w przyjęciu; obroniliśmy pierwszą piłkę setową po bloku Usowicza, ale druga padła łupem Dulskiego (25:23).
W drugiej partii to GKS zaczął od prowadzenia po atakach Bartosza Gomułki, do którego szybko dołączył skuteczny na lewej stronie siatki Aymen Bouguerra (7:11). Utrzymywaliśmy cztery punkty przewagi i w ważnym momencie partii prowadziliśmy już 19:14, bazując na dokładności i powtarzalności. Skorzystaliśmy z przerwy przy wyniku 20:17 dla GieKSy, starając się zatrzymać serię nysan. GKS kontrolował sytuację do wyniku 23:18, wtedy przydarzył nam się przestój, który ostatecznie nie zaważył na losach seta. Katowiczanie dość spokojnie wygrali 25:21 po błędzie odbicia po stronie przeciwnika. Rozpoczęcie trzeciego seta dwoma punktowymi blokami pokazało, że GKS dostał duży zastrzyk energii po zasłużenie wygranym secie (4:8). Dzięki sprawnej grze w ataku po obronie i korzystaniu z najlepszych opcji w ataku na skrzydłach spokojnie utrzymywaliśmy korzystny wynik (11:16), Gomułka wyrożniał się w finalizowaniu akcji w trudnych sytuacjach, do tego świetnie wyglądała współpraca Fenoszyna z Usowiczem. Po pomyłce Gierżota w ataku i dłuższej wymianie zakończonej blok-autem Bouguerry pokonaliśmy nysan w trzecim secie 25:20.
Podrażnieni gospodarze sparingu rozpoczęli czwartego seta od prowadzenia 5:4, obie drużyny postawiły na mocny serwis i odważnie zagrania w ataku. Po asie Gibka i dobrym ataku Kisiliuka z prawej flanki GKS prowadził 12:10 i starał się sprawić nysanom jak najwięcej problemów w obronie i przyjęciu. Po asie Bouguerry było już 16:11 dla GieKSy, od tego momentu gracze trenera Daniela Plińskiego ruszyli do odrabiania strat i wyszli na prowadzenie po serii punktów Dawida Dulskiego, na co musieliśmy szybko zaregować. Rozpędzeni gracze klubu z Nysy wykorzystali swój dobry moment i wyszli na prowadzenie 21:18, które szybko zostało wyrównane po serwisach Krzysztofa Gibka. Do samego końca trudno było przewidzieć, kto wygra seta, ostatecznie w grze na przewagi lepsi okazali się nysanie po asie Dulskiego.
PSG Stal Nysa – GKS Katowice 2:2 (25:23, 21:25, 20:25, 28:26)
HOKEJ
hokej.net – Udana inauguracja GieKSy. Zwycięstwo i czyste konto Murray
Od zwycięstwa zmagania w Turnieju o Puchar RT Torax rozpoczęli zawodnicy GKS-u Katowice. Wicemistrzowie Polski pokonali 2:0 AZ Hawierzów. Premierowe trafienie w zespole Jacka Płachty zaliczył debiutujący Stephen Anderson, zaś pieczęć na zwycięstwie katowiczan postawił Igor Smal.
Spotkaniem GKS-u Katowice z AZ Hawierzów zainaugurowane zostały zmagania tegorocznej odsłony Turnieju o Puchar RT Torax w Porubie. Dla GieKSyspotkanie z czeskim trzecioligowcem było jednocześnie inauguracją serii letnich gier sparingowych.
Trener Jacek Płachta wkomponowując nowych zawodników do swojego zespołu, nie uciekał od rozwiązań, które w ubiegłym sezonie były znakiem jakości GKS-u. Spotkanie między słupkami rozpoczął John Murray. W pierwszej formacji ataku pozostał flagowy duet Pasiut-Fraszko, który uzupełnił Mychajło Kowalczuk, zaś za ich plecami zestawiona została para defensorów Kostek-Runesson. Nierozłączny pozostał również duet Varttinen-Koponen, przez wielu uważany za najlepszą formację defensywną zeszłego sezonu TAURON Hokej Ligi.
Spotkanie miało przebieg charakterystyczny dla gier kontrolnych w letnim okresie przygotowawczym. W grze obu ekip można było dotrzeć docierającą się współpracę pomiędzy poszczególnymi formacjami.
Autorem debiutanckiego trafienia dla GKS-u Katowice w sezonie 2024/2025 w 33. minucie został Stephen Anderson. Chwilę wcześniej w boksie kar zameldował się Mychajło Kowalczuk. Podopieczni Marka Pavlačkinie roztropnie jednak budując akcję w tercji katowiczan, stracili krążek z którym na czeską bramkę pomknął Anderson. Kanadyjczyk z zimną krwią umieścił gumę w siatce, otwierając wynik spotkania.
O końcowym wyniku przesądziły wydarzenia trzeciej odsłony. Drugie trafienie dla GKS-u poprzedziła dobra praca podopiecznych Jacka Płachty w forecheckingu, co sprawiło, że przeciwnicy mieli coraz większe problemy, aby wyprowadzić krążek do tercji rywala. Zwieńczeniem tego dobrego okresu gry było trafienie Igora Smala w 48. minucie, który zachowując czujność pod bramką Šimonů zaadresował krążek do bramki.
Czesi pokonują GieKSę i wygrywają turniej
Drużyna HC RT TORAX Poruba kolejny raz okazała się poza zasięgiem polskiego zespołu. W swoim drugim spotkaniu w Turnieju o Puchar RT TORAX w Porubie podopieczni Jiříego Režnara pokonali GKS Katowice 5:2. Wicemistrzowie Polski swój udział w turnieju w Ostrawie zwieńczą jutrzejszym pojedynkiem przeciwko JKH GKS-owi Jastrzębie.
Pierwsi do głosu w ofensywie doszli gospodarze, którzy częściej zapuszczali się w tercję GKS-u, szukając okazji, aby sprawdzić gotowość Michała Kielera. Podopieczni Jiříego Režnara zdołali szybkimi podaniami w tercji neutralnej inicjować groźne ataki, z którymi musieli radzić sobie katowiccy defensorzy.
Dobra okazja dla wicemistrzów Polski, aby odpowiedzieć na ataki zespołu z Poruby, nastąpiła w 5. minucie, gdy do boksu kar, za grę wysokim kijem został oddelegowany Tomáš Šoustal. Trener Płachta do rozgrywania przewagi zdecydował się zadysponować swój flagowy duet Pasiut-Fraszko, który uzupełniał Stephen Anderson, Dante Salituro oraz Albin Runesson. Sporą aktywność w ostatnich sekundach przewagi GKS-u wykazywał Razmuz Engback. Na 3 sekundy przed końcem kary Šoustala, otrzymał on mocne dogranie z prawego skrzydła od Santeriego Koponena, które przytomnie zdołał zamienić na otwierające wynik spotkania trafienie.
Stracona bramka w żaden sposób nie wpłynęła na morale zawodników Poruby, którzy w dalszym ciągu pozostawali usposobieni ofensywnie, dobrze czując się na krążku w tercji GKS-u. W 10. minucie katowickich obrońców zaczarował Lukáš Doudera, który po chwili świetnie dostrzegł na prawym buliku Martina Hermanna. Ten zaś, strzałem w samo okienko, nie dał najmniejszych szans na interwencję Michałowi Kielerowi. W 11.minucie Herrmann sprytnie wyłuskał krążek podczas walki na bandzie, następnie wrzucił go w światło bramki, gdzie jego lot przeciął Jakub Kotala, podwyższając prowadzenie gospodarzy. W 26. minucie po soczystym strzale spod niebieskiej linii Koponena, krążek zatrzepotał w bramce gospodarzy. Radość katowickiej drużyny okazała się jednak przedwczesna, gdyż sędziowie podjęli decyzję o nieuznaniu bramki, w związku z grą wysokim kijem ze strony GKS-u Katowice. Grający w przewadze gospodarze, nie mieli większych skrupułów, podwyższając swoje prowadzenie za sprawą strzału spod niebieskiej linii Augusta Nilssona. W 30. minucie popis indywidualnych umiejętności zaprezentował Frenks Razgals, który najeżdżając zza bramki znalazł sobie dobrą pozycje strzelecką, a następnie precyzyjnym strzałem z nadgarstka pokonał Kielera.
Wraz z początkiem trzeciej tercji z gry został wykluczony Lukáš Doudera, okres gry w liczebnej przewadze, nie pomógł zawodnikom GKS-u zmniejszyć straty do rywala. W kolejnych minutach obie strony dążyły do wykreowania sobie okazji strzeleckich, jednak na drodze krążka do siatki, stawały obramowania bramki, bądź dobrze dysponowani bramkarze. Więcej zapału kolejny raz przejawili gospodarze. W 57. minucie autorem piątego trafienia dla Poruby stał się Michal Vachovec. Ostatni akcent dzisiejszego spotkania należał jednak do GKS-u Katowice. W 59. minucie swoim firmowym uderzeniem z lewego skrzydła popisał się Aleksi Varttinenen, posyłając krążek poza zasięgiem interweniującego Daniela Dolejša.
JKH GKS lepszy od GieKSy w Ostrawie
Na zwieńczenie rywalizacji w Turnieju o Puchar RT Torax, JKH GKS Jastrzębie pokonał GKS Katowice 3:1. Z dobrej strony pokazał się Szymon Kiełbicki, który zdobył bramkę oraz asystował przy trafieniu Martina Kasperlíka.
Spotkanie rozpoczęło się w przyjemnej dla oka intensywności. Nie brakowało bezpośredniej walki o krążek w środkowej tercji, jednak bez wyraźnego zarysowywania się przewagi którejś ze stron.
W 10. minucie zawodnicy JKH podjęli próbę szybkiego rozegrania. Długie podanie z własnej tercji w strefie neutralnej padło łupem Zdenka Krála. Wygrywając walkę o krążek, Král wyciągnął z linii obrony Arkadiusza Kostka, czym napędził dwójkową akcję swojego zespołu. Szymon Kiełbicki idealnie w tempo obsłużył Martina Kasperlíka, który uderzeniem z bekhendu otworzył wynik spotkania.
W 14. minucie zespół Jacka Płachty zmuszony był zmierzyć się z grą w podwójnym osłabieniu. Jastrzębianie błyskawicznie przeszli do sposobności, aby liczebną przewagę zamienić na bramkę. Dobrze dysponowany między słupkami był jednak John Murray. W 15. minucie zawodnicy JKH dopięli swego. Po przyspieszeniu rozegrania, strzałem przy krótkim słupku na listę strzelców tym razem osobiście wpisał się Szymon Kiełbicki.
Wicemistrzowie Polski w drugiej odsłonie starali się przejąć inicjatywę nad wydarzeniami na lodzie, dążąc do utrzymywania się w grze na krążku. W 26. minucie odwróciły się role z pierwszej tercji i to GieKSa dostąpiła możliwości gry w podwójnej przewadze. Koronkowe rozegranie krążka nie przełożyło się jednak na zmianę wyniku spotkania. Najbliżej szczęścia był Albin Runesson, gdy po jego strzale krążek wybrzmiał na poprzeczce jastrzębskiej bramki.
W 30. minucie katowiczanie pozostawili zdecydowanie zbyt dużo swobody swoim rywalom. Maciej Urbanowicz zza bramki przytomnie dostrzegł najeżdżającego na bramkę Jana Sołtysa, któremu udało się skierować gumę do bramki Murraya.
W trzeciej odsłonie z dobrej strony pokazali się w bramkach John Murray oraz Maciej Miarka, za sprawą których w kolejnych minutach wynik nie uległ zmianie. Ostatnim akcentem dzisiejszego spotkania były wydarzenia z 58. minuty. GKS Katowice zdołał wykorzystać okres gry w przewadze. Na uderzenie z prawego skrzydła zdecydował się Pontus Englund. Zasłonięty Maciej Miarka, nie miał większych szans na interwencję i po chwili krążek znalazł się w siatce jego bramki.
Polskie zespoły za plecami gospodarzy. Nietypowe nagrody dla najlepszych zawodników
Zakończyły się zmagania w Turnieju o Puchar RT Torax. Najlepszą ekipą zawodów w Porubie okazali się gospodarze. Przedstawiciele TAURON Hokej Ligi: JKH GKS Jastrzębie oraz GKS Katowice zajęli odpowiednio drugą oraz trzecią lokatę.
Podopieczni Jiříego Režnara okazali się poza zasięgiem pozostałych drużyn, z kompletem punktów plasując się na pierwszym miejscu. Trzeba przyznać, że czeski pierwszoligowiec na tle pozostałych drużyn imponował jakością w najbardziej efektywnych elementach hokejowego rzemiosła. Gospodarze zaprezentowali niezwykle ofensywne usposobienie. Będąc na krążku dążyli do błyskawicznego przenoszenia gry w tercję rywala, gdzie za sprawą kilku podań potrafili wypracować doskonałe pozycje strzeleckie. Z dobrej strony w ekipie z Ostrawy zaprezentował się jeden z najnowszych nabytków drużyny – Rory Herrman. 25-latek który w zeszłym sezonie imponował statystykami w barwach Milton Keynes Lightning trzykrotnie wpisał się na listę strzelców. Polskim kibicom nie pozwolił również o sobie zapomnieć były zawodnik GKS-u Tychy August Nilsson.
O zajęciu drugiej lokaty zadecydował polski pojedynek, z którego górą wyszli podopieczni Róberta Kalábera. Jak na standardy spotkania sparingowego, obie ekipy potrafiły zaprezentować momenty gry prowadzonej na wysokiej intensywności. Jastrzębianie niczym wytrawny pięściarz wypunktowali błędy wicemistrzów Polski, co zapewniło im zwycięstwo.
Organizatorzy turnieju docenili postawę zawodników obu polskich zespołów. Najlepszym bramkarzem turnieju wybrano Macieja Miarkę, zaś najlepszym obrońcą Santeriego Koponena. Skład najlepszej trójki turnieju uzupełnił napastnik ekipy weteran w składzie Poruby – Ondrej Roman.
Najlepsi zawodnicy otrzymali nietypowe nagrody, a mianowicie sześciopaki złotego napoju.
Felietony Piłka nożna
21 sekund mistrzowskich akcji
Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.
No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.
Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.
Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.
Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.
I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.
Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.
Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.
To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.
Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.
Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.
Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.
W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.
Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.
W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.
No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…
Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.
Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.
Piłka nożna
Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę
Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.
Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.
Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.
Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.
Felietony Piłka nożna
Trudność w podejściu do średniawki
Aaaa qrwa jego mać…
To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.
Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.
Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.
O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.
Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.
Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.
Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.
Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.
Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.
Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.
Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.
Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.
Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.
Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.
Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.


Najnowsze komentarze