Siatkówka
Wygrać wreszcie spotkanie przed własną widownią
GKS KATOWICE – MKS BĘDZIN 18 października (środa) godz. 17.00
{RZECZYWISTOŚĆ}
W o wiele lepszych humorach przystępujemy do kolejnego meczu w tym sezonie. Po efektownej wygranej z Treflem, czeka nas powrót do hali w Szopienicach i „trudny” przeciwnik, z racji dwóch porażek z nim w zeszłej kampanii.
Stabilność gry, stabilność formy, jak najmniej przestojów w setach i walka i jeszcze raz walka. Te hasła przewijają się już od pewnego czasu w kontekście występów naszych siatkarzy. Gdybyśmy zagrali w meczach z Łuczniczką i z ONICO na podobnym poziomie jak w Radomiu i w Gdańsku to zapewne nasz dorobek punktowy oscylowałby w granicach 9 oczek, a może i więcej. Nasz sztab szkoleniowy musi jak najszybciej znaleźć skuteczne lekarstwo na tę „chorobę”, bo jak na razie GKS mierzył się z ekipami, które zdecydowanie leżały w zasięgu naszych graczy. Teraz mobilizacja musi być podwójna, z uwagi na mecz przy własnej widowni i z powodu przełamania „kompleksu” w postaci MKS-u Będzin. W myśl zasady, że zwycięskiego składu się nie zmienia, to nie przewidujemy żadnych zmian w wyjściowej szóstce naszego zespołu. Liczymy na pewne zwycięstwo i budowanie dodatniego bilansu spotkań na własnym parkiecie.
MKS Będzin przyjedzie do Katowic podbudowany dwoma zwycięstwami z rzędu, a w szczególności po ostatniej wiktorii po tie-breaku nad ONICO Warszawa. W tym spotkaniu będzinianie wydostali się z zapaści przegrywając już w setach 1:2. Podobnie jak u nas, po takich wynikach trudno spodziewać się zmian w wyjściowej szóstce MKS-u. Szczególną uwagę musimy zwrócić na grę atakującego Rafaela Araujo oraz przyjmującego Marcina Walińskiego. To bez wątpienia dwaj najlepsi siatkarze będzinian, zresztą dali się nam już we znaki w poprzednim sezonie gdy obaj zawodnicy walnie przyczynili się do wygrania obu spotkań z GKS-em, zdobywając dla swego zespołu najwięcej punktów. Kluczem do zwycięstwa jest zatrzymanie tych graczy i ograniczenie ich zdobyczy punktowych. Przypilnować trzeba też środkowego Artura Ratajczaka, który w meczu z ONICO miał aż 8 bloków punktowych.
My mamy bardziej wyrównany oraz zbilansowany skład i w tym trzeba upatrywać naszej przewagi nad przeciwnikiem. Przy zatrzymaniu tych trzech siatkarzy MKS-u, ich zmiennicy nie prezentują podobnego poziomu, więc sprawa wygranej będzie prostsza. Czeka nas trudny pojedynek, ale to żadna nowość, bo w Pluslidze nikt nie podda się bez walki, tym bardziej w tym trudnym sezonie ze spadkami.
Przewidywane wyjściowe szóstki:
GKS: Komenda, Witczak, Kohut, Pietraszko, Quiroga, Kapelus, Mariański (libero).
Będzin: Kozub, Araujo, Ratajczak, Grzechnik, Waliński, Jordanow, Potera (libero).
{CO PISZĄ O MECZU NASI RYWALE?}
mksbedzin.pl- GKS kolejnym rywalem MKS-u
W ubiegłym sezonie MKS Będzin dwukrotnie ograł „GieKSę”, wygrywając 3:1 i 3:0. W środę w Katowicach-Szopienicach (godz. 17:00) oba zespoły spotkają się po raz trzeci w historii PlusLigi. Jednego można być pewnym, to będą „gorące” derby województwa śląskiego. Na co liczą będzinianie, mający na koncie dwie wygranez rzędu i chrapkę na kolejne? – Ja wierzę w swój zespół, z każdym meczem gramy coraz lepiej i jesteśmy w stanie wygrać w Katowicach, choć spodziewam się bardzo trudnego spotkania – dowodził z kolei Stelio DeRocco. – Liczę na świetne widowisko i – oczywiście – nasze zwycięstwo. Przede wszystkim trzeba zbierać punkty – zapewnił przyjmujący MKS-u, Jakub Peszko. Ostatnio katowiczanie wygrali 3:0 wyjazdowy mecz z Treflem, zyskując bardzo pochlebne oceny za swoją grę. – Po dwóch porażkach potrzebowaliśmy tego jak tlenu. Myślę, że to nas napędzi. Robimy dalej swoje i chcemy w tym sezonie zrobić fajny wynik – przekonywał Marcin Komenda, rozgrywający drużyny z Górnego Śląska. Najlepiej punktujący gracz katowiczan to Ukrainiec Serhiy Kapelus, który zapisał na koncie 50 „oczek”. Z kolei w będzińskim zespole najlepszy wynik należy do Rafaela Araujo. Brazylijczyk zdobył już 78 punktów. Średnia meczowa – 19,5 zdecydowanie należy do Araujo. Wynik Ukraińca to tylko 12,5. Mimo wszystko konfrontacja tej dwójki zapowiada się niezwykle atrakcyjnie. Siłą obu ekip jest jednak kolektyw, któremu podporządkowane są indywidualności. – Bardzo cieszy mnie postawa chłopaków. W Ergo Arenie widziałem zespół, będący i walczący razem – mówił po wygranej z Treflem Piotr Gruszka, trener „GieKSy”. Kanadyjski szkoleniowiec MKS-u Będzin zabierze we workowy wieczór swoich graczy do Szopienic, by oswoili się z halą MOSiR. Wiadomo – skuteczna zagrywka w specyficznym obiekcie może być kluczem do sukcesu. (…)
{HALA SPORTOWA}
GKS wraca do gry w hali „Szopienice” i biorąc pod uwagę zeszły sezon, to… znów można mieć obawy. Własny parkiet nie jest jak dotychczas sprzymierzeńcem katowiczan. W poprzednim sezonie GieKSa miała bilans – 6 zwycięstw i 10 porażek, a odliczając mecze rozegrane w Spodku, to w Szopienicach były tylko 3 wygrane przy 8 porażkach! Na domiar złego, na inaugurację spotkań domowych w nowym sezonie, przegraliśmy z Łuczniczką 1:3. Oj, ciężko gra się nam „u siebie”, oj ciężko…
MKS Będzin w poprzedniej kampanii, w meczach wyjazdowych osiągnął bilans – 6 zwycięstw oraz 10 porażek. W nowym sezonie będzinianie przegrali z Cuprum 0:3 i pokonali 3:0 Łuczniczkę.
{HISTORIA}
Drużyna z Będzina coś nam nie leży i w poprzednim sezonie w dwóch meczach GieKSa ugrała tylko jednego seta! Czas najwyższy, aby przełamać tę fatalną passę, tym bardziej, że nie jest to żaden klasowy zespół.
Pierwszy mecz odbył się w HWS „Sosnowiec” w dniu 29 października 2016 roku i MKS wygrał z GKS-em 3:1 (25:22, 22:25, 25:21, 25;17). Punktowali w tym spotkaniu, dla MKS-u: Araujo 20, Waliński 12, Roberts 9, Ratajczak 9, Rejno 8, Kozub 4, Peszko 4, Seif 1, Piotrowski 1. Dla GKS-u: Kapelus 11, Van Walle 11, Butryn 10, Kalembka 9, Sobański 8, Pietraszko 6, Falaschi 4, Krulicki 1.
Rewanż odbył się w Szopienicach 11 lutego 2017 roku i ponownie lepsza okazała się ekipa z Będzina, wynik – 0:3 (20:25, 22:25, 23:25). Punkty zdobywali, dla GieKSy: Sobański 14, Butryn 11, Van Walle 5, Krulicki 3, Kalembka 3, Stelmach 2, Błoński 1, Kapelus 1, Pietraszko 1. Dla MKS-u: Araujo 16, Waliński 15, Rejno 11, Jordanow 8, Ratajczak 4, Seif 1.
{STATYSTYKI W PLUSLIDZE} – {GKS – BĘDZIN}
[Bilans meczów] – 0:2
[Bilans punktów] – 0:6
[Bilans setów] – 1:6
[Bilans małych punktów] – 150:172
[Rozegrane mecze – 2] – GKS: 2- Krulicki, Butryn, Falaschi, Błoński, Kapelus, Kalembka, Pietraszko, Fijałek, Van Walle, Stelmach, Sobański, Stańczak, 1- Mariański,
Będzin: 2- Waliński, Ratajczak, Seif, Potera, Rejno, Araujo, 1- Roberts, Kozub, Piotrowski, Peszko, Jordanow,
[Rozegrane sety – 7] – GKS: 7- Butryn, Falaschi, Kalembka, Pietraszko, Sobański, 6- Kapelus, Stańczak, 5- Van Walle, 4- Mariański, Błoński, Fijałek, 3- Krulicki, Stelmach,
Będzin: 7- Waliński, Ratajczak, Seif, Potera, Rejno, Araujo, 4- Roberts, Kozub, 3- Peszko, Jordanow, 1- Piotrowski,
[Czas trwania spotkań] – 79:102 = łącznie 181 minut
[Widzów] – 800:1300
[Punkty zdobyte z błędów przeciwnika] – GKS 49 – Będzin 49
[Ilość zdobytych punktów] – GKS 101 – Będzin 123
GKS – Sobański 22, Butryn 21, Van Walle 16, Kapelus 12, Kalembka 12, Pietraszko 7, Falaschi 4, Krulicki 4, Stelmach 2, Błoński 1,
Będzin – Araujo 36, Waliński 27, Rejno 19, Ratajczak 13, Roberts 9, Jordanow 8, Kozub 4, Peszko 4, Seif 2, Piotrowski 1,
[Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki] – GKS 23 – Będzin 42
GKS – Sobański 8, Butryn 5, Van Walle 4, Kalembka 3, Falaschi 1, Pietraszko 1, Stelmach 1,
Będzin – Araujo 11, Rejno 9, Ratajczak 6, Waliński 5, Roberts 3, Kozub 2, Peszko 2, Seif 2, Jordanow 2,
[Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki] – GKS 78 – Będzin 81
GKS – Butryn 16, Sobański 14, Kapelus 12, Van Walle 12, Kalembka 9, Pietraszko 6, Krulicki 4, Falaschi 3, Błoński 1, Stelmach 1,
Będzin – Araujo 25, Waliński 22, Rejno 10, Ratajczak 7, Roberts 6, Jordanow 6, Kozub 2, Peszko 2, Piotrowski 1,
[Bilans punktów zdobytych do straconych] – GKS 30 – Będzin 59
GKS – Butryn 14, Sobański 7, Van Walle 5, Kalembka 4, Falaschi 2, Krulicki 2, Stelmach 2, Kapelus 1, Stańczak -1, Pietraszko -2, Błoński -4,
Będzin – Araujo 21, Rejno 18, Waliński 12, Ratajczak 9, Kozub 3, Roberts 1, Piotrowski 1, Jordanow 1, Potera -3, Seif -4,
[Ilość zagrywek] – GKS 153 – Będzin 169
GKS – Sobański 28, Kalembka 25, Pietraszko 22, Falaschi 19, Van Walle 16, Kapelus 15, Butryn 10, Błoński 6, Krulicki 5, Fijałek 5, Stelmach 2,
Będzin – Araujo 32, Ratajczak 29, Waliński 27, Rejno 25, Seif 16, Roberts 12, Kozub 11, Jordanow 11, Peszko 4, Piotrowski 2,
[Ilość błędów na zagrywce] – GKS 32 – Będzin 31
GKS – Pietraszko 9, Sobański 5, Kalembka 5, Van Walle 5, Butryn 3, Krulicki 2, Błoński 2, Falaschi 1,
Będzin – Araujo 9, Waliński 5, Seif 5, Ratajczak 4, Roberts 3, Jordanow 3, Kozub 1, Peszko 1,
[Ilość asów serwisowych] – GKS 8 – Będzin 7
GKS – Sobański 6, Kalembka 1, Van Walle 1,
Będzin – Araujo 2, Rejno 2, Peszko 1, Ratajczak 1, Seif 1,
[Ilość przyjęć] – GKS 138 – Będzin 121
GKS – Sobański 48, Kapelus 44, Błoński 20, Mariański 11, Stańczak 9, Falaschi 2, Stelmach 2, Pietraszko 1, Krulicki 1,
Będzin – Waliński 46, Potera 32, Jordanow 20, Roberts 15, Peszko 8,
[Ilość błędów w przyjęciu] – GKS 7 – Będzin 8
GKS – Sobański 3, Kapelus 1, Falaschi 1, Błoński 1, Stańczak 1,
Będzin – Potera 3, Waliński 3, Jordanow 2,
[Procent przyjęcia dokładnego] – GKS 35,5% – Będzin 55%
GKS – Stelmach 100%, Mariański 64%, Kapelus 33%, Stańczak 33%, Sobański 31,5%, Błoński 20%, Pietraszko 0%, Krulicki 0%, Falaschi 0%,
Będzin – Waliński 70,5%, Potera 53%, Jordanow 45%, Roberts 40%, Peszko 25%,
[Procent przyjęcia perfekcyjnego] – GKS 10,5% – Będzin 24,5%
GKS – Stelmach 50%, Mariański 36%, Stańczak 11%, Błoński 10%, Sobański 9,5%, Kapelus 1,5%, Pietraszko 0%, Krulicki 0%, Falaschi 0%,
Będzin – Jordanow 30%, Waliński 29%, Potera 24%, Peszko 13%, Roberts 7%,
[Ilość ataków] – GKS 181 – Będzin 181
GKS – Kapelus 38, Sobański 35, Butryn 32, Van Walle 29, Kalembka 17, Pietraszko 11, Falaschi 7, Błoński 6, Krulicki 5, Stelmach 1,
Będzin – Araujo 51, Waliński 46, Jordanow 22, Roberts 21, Ratajczak 13, Rejno 13, Peszko 8, Kozub 3, Seif 3, Piotrowski 1,
[Ilość błędów w ataku] – GKS 16 – Będzin 9
GKS – Kapelus 7, Van Walle 3, Butryn 2, Sobański 2, Kalembka 1, Błoński 1,
Będzin – Waliński 4, Araujo 3, Roberts 2,
[Ilość ataków zablokowanych] – GKS 16 – Będzin 16
GKS – Sobański 5, Kapelus 3, Van Walle 3, Butryn 2, Kalembka 2, Błoński 1,
Będzin – Roberts 3, Peszko 3, Waliński 3, Araujo 3, Jordanow 2, Seif 1, Rejno 1,
[Ilość zdobytych punktów w ataku] – GKS 77 – Będzin 100
GKS – Butryn 18, Van Walle 14, Sobański 14, Kapelus 12, Kalembka 7, Pietraszko 5, Krulicki 3, Falaschi 2, Błoński 1, Stelmach 1,
Będzin – Araujo 33, Waliński 25, Rejno 10, Roberts 9, Jordanow 8, Ratajczak 7, Kozub 3, Peszko 3, Seif 1, Piotrowski 1,
[Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków] – GKS 42% – Będzin 55%
GKS – Stelmach 100%, Krulicki 75%, Butryn 57,5%, Van Walle 48,5%, Pietraszko 47%, Sobański 40%, Kalembka 35,5%, Kapelus 24,5%, Falaschi 16,5%, Błoński 10%,
Będzin – Kozub 100%, Piotrowski 100%, Rejno 77%, Araujo 65%, Waliński 54%, Ratajczak 53,5%, Seif 50%, Roberts 43%, Peszko 38%, Jordanow 36%,
[Ilość bloków punktowych] – GKS 16 – Będzin 16
GKS – Kalembka 4, Butryn 3, Falaschi 2, Pietraszko 2, Sobański 2, Van Walle 1, Krulicki 1, Stelmach 1,
Będzin – Rejno 7, Ratajczak 5, Waliński 2, Kozub 1, Araujo 1,
[Ilość błędów własnych „innych”] – GKS 1 – Będzin 9
[MVP] – Będzin 2: Araujo 1, Rejno 1,
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.


Najnowsze komentarze