Dołącz do nas

Wywiady

Wywiad z Radosławem Bryłką

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po meczu z Sandecją Nowy Sącz przeprowadziliśmy wywiad z wiceprezesem GKS Katowice – Radosławem Bryłką. Rozmawialiśmy o kwestiach sportowych, organizacyjnych, finansowych, kibicowskich, a także poruszyliśmy temat samej osoby człowieka wzbudzającego tyle kontrowersji wśród kibiców. Nie zabrakło trudnych pytań i prób dociekania do sedna niektórych niewygodnych spraw. Zapraszamy do lektury.

Jak oceniasz ostatni mecz GieKSy w tym sezonie?

Mecz bardzo przyzwoity. Jak zawsze kiedy mecz jest bezbramkowy, pozostaje mały niedosyt. Aczkolwiek były momenty dobrej gry. Na głębszą ocenę przyjdzie jeszcze czas. Był to mecz bez większej stawki i miał on troszeczkę inne założenia i cele – było przyzwoicie.

Konkretniej – jakie to inne założenia i cele?

Był to mecz, który nie decydował o tym, czy spadamy czy nie. Nie byliśmy zależni od żadnej innej drużyny. To spotkanie można było potraktować jako pierwszy test-mecz, pokazujący inne warianty lub inne możliwości, które mogą być brane pod uwagę przy ustawianiu drużyny bądź pod kontekstem personalnym na następny sezon.

Czy zarządu nie niepokoi niemoc strzelecka, bo przypominamy, że nie zdobyliśmy bramki od ponad czterech meczów?

Zdecydowanie tak. Jest to jeden z punktów, które mogą martwić, a nawet powinny.

Czy jesteś zadowolony z tego, co GieKSa zrobiła w tym sezonie?

Na pewno rozczarowała, bo każdy miał inne wyobrażenia i nadzieje. Całe szczęście utrzymaliśmy się, sytuacja nie była łatwa – był to bardzo trudny czas, ale mocno wartościowy, bo można z niego wyciągać wnioski.

Wiemy już coś na temat decyzji personalnych na następny sezon?

Punktem wyjścia jest rozmowa z trenerem Rafałem Górakiem, która odbędzie się w najbliższy wtorek. Spotkamy się, przeanalizujemy wszystkie plusy i minusy, wizje trenera w kontekście nowego sezonu – co było dobre w zakończonym, co powinno zostać zmienione i wtedy będziemy decydowali, co dalej ze sztabem szkoleniowym. A w związku z decyzjami, które ostatecznie zapadną – trener, który będzie prowadził drużynę w nowym sezonie musi przekazać swoją wizję, dać wskazówki jak powinna ta drużyna wyglądać, co należy zmienić i w miarę naszych możliwości finansowych, o jakich zawodników walczyć. Jakiekolwiek spekulacje i scenariusze są niewartościowe i niepełne, dopóki nie usłyszymy i nie uzyskamy pełnego obrazu minionego sezonu.

Kilka dni temu w wywiadzie dla jednej z gazet zapowiedziałeś, że GieKSa broni jeszcze nie złożyła jeśli chodzi o wypożyczonych zawodników, których jednak bardzo pokaźna ilość w pierwszym składzie z Sandecją wystąpiła. Czy są jakieś konkrety, o kogo można zawalczyć bardziej, a kogo raczej nie uda się zatrzymać?

Nie chcemy wychodzić przed szereg albo zapeszać. Wszyscy mamy świadomość o jakich zawodników będzie nam bardzo ciężko podjąć broń, przede wszystkim tutaj w grę wchodzą finanse…

W takim razie na dobrą sprawę żadnego nie da się nam zatrzymać…

To jest wersja hiper-pesymistyczna, a są szanse na to, żeby tak nie było. To jest temat nad którym trzeba się pochylić dłużej, przede wszystkim w odniesieniu do koncepcji gry widzianej przez szkoleniowca, który będzie prowadził drużynę w nowym sezonie.

Czy już były prowadzone rozmowy z zawodnikami, którym kończą się kontrakty i czy nie jest za późno, żeby je dopiero teraz zaczynać?

Myślę, że nie, bo każdy zawodnik walczył o swój odbiór w oczach tych, którzy mogą sobie uzurpować prawo do oceniania tych zawodników. Właśnie skończył się sezon i mamy pełen obraz, aby rozliczać zawodników faktycznie za całe rozgrywki, a niektórych za rundę.

A czy mamy pełen obraz jeśli chodzi o stronę organizacyjną, bo nie da się uciec od tego, że ten klub systematycznie popada w marazm organizacyjny. Co dalej będzie z GieKSą? Jeśli dostaniemy licencję, czy będziemy w stanie walczyć o awans czy to będzie znowu takie dogorywanie jak teraz?

Klub sportowy to przede wszystkim możliwość występowania na danym szczeblu, czyli punktem wyjścia jest uzyskanie licencji na grę w pierwszej lidze. Powiem tak: walczymy o licencję – to priorytet – a równolegle ważne są rozmowy z trenerami i zawodnikami. Ważne są kwestie finansowe, jeśli nie ma pieniędzy, to problemy muszą być, one same się nie będą niwelowały, a wręcz przeciwnie. Wszyscy w Katowicach musimy pomóc temu naszemu GKS-owi, spojrzeć w jednym kierunku, bo rozliczanie i powierzchowna interpretacja czyni temu klubowi bardzo dużo zła.

Czy znany jest już wstępny plan przygotowań do nowego sezonu?

Jest on mocno ramowy, bo też jest to uzależnione od tego, kto będzie prowadził tę drużynę, ale myślę, że trener Górak swoją wizję ma i też ją nam przedłoży.

Szukacie przyczyn słabego sezonu i rozczarowania, ale sprawa przecież wydaje się prosta – skoro piłkarze sami narzekają, że nie dostają wypłat od grudnia, czyli od pół roku nie dostają wynagrodzenia za swoją pracę. Gdzie tu dociekać innych przyczyn?

Na pewno to rzutuje i nikt się od tego nie odcina. Natomiast jaki to ma wpływ obrazowo czy procentowo na postawę na boisku, to już chyba każdy jest w stanie sobie odpowiedzieć – jak powinno się podchodzić do meczu bez względu na różne okoliczności. Natomiast później, jaki jest efekt boiskowy – na ten temat też będziemy rozmawiać z piłkarzami.

Czy uważasz, że piłkarze zagrali na 110% swoich możliwości w meczach z bezpośrednimi rywalami o utrzymanie, a pozostałe mecze – gdzie grali piach – były czasem próbą zrobienia na złość zarządowi?

Myślę, że nie, bo byłoby to krzywdzące dla piłkarzy, ponieważ przed takim meczem z Polonią, jak również przed spotkaniami, gdzie zagrali słabiej, mieli taką samą sytuację na kontach. Z drugiej strony były też mecze arcyważne, które totalnie nie wyszły. Na przykład mecz z Wartą Poznań, który mógł dać nam oddech.

Nie macie właśnie poczucia, że na przykład w tym meczu piłkarze mogli sobie powiedzieć: „Dobra chłopaki, nie płacą nam, oszukują nas, to mamy to w dupie”?

To jest zawodowy sport, nie jest tak jak na podwórku, że ktoś się na kogoś za coś obraża.

Ale w zawodowym sporcie płaci się piłkarzom.

W Polsce? Wymieńcie mi takie kluby, choćby na Śląsku.

Nie zasłaniajmy się innymi klubami. U nas powinno być dobrze, a nie jest, dlatego chcemy poznać przyczyny i spróbowaliśmy z tobą rozmawiać. Nie uważasz więc, że z Wartą mogło tak być, jak pytamy?

Zdecydowanie nie. Oni traktują swoje obowiązki poważnie i nie mamy cienia wątpliwości, że tak nie było. Z drugiej strony każdy mecz – nawet najważniejszy – może po prostu nie wyjść.

Czy gdybyś miał niepłacone od pół roku, pracowałbyś na pełnych obrotach?

Wydaje mi się, że dzisiaj też pracuję na pełnych obrotach.

A również nie masz płacone?

Tak.

Od jakiego czasu?

Myślę, że to nie jest istotą tej rozmowy, ale zdecydowanie też są wobec mnie zaległości. Wiedziałem jednak, że takie ryzyko też istnieje.

Czyli można powiedzieć, że jesteś z zawodnikami w jednym worku.

My jedziemy na jednym wózku, czy to jest prezes, wiceprezes czy ktokolwiek inny.

Jak to jest w takim razie, że takie kluby jak Dolcan czy Kolejarz radzą sobie bez problemu i nie zagrażają, że w którejś tam kolejce nie pojadą na mecz wyjazdowy?

My też nie groziliśmy, że wycofamy się z rozgrywek.

Rzecznik prasowy Centrozapu Jarosław Latacz poinformował w czasie gdy GKS był na wyjeździe w Świnoujściu, że środki finansowe pozostają tylko na jeszcze dwa mecze ligowe. Wyglądało to wówczas na rodzaj szantażu.

Wola interpretacji jest mocno dowolna, więc nie będę nikogo rozliczał za to, jak interpretuje, czy doszukuje się jakichś sensacji.

Ale to był wówczas jasny komunikat.

Na ten temat można by dyskutować i rozmawiać w bardzo szerokim zakresie czasu, więc może nawet nie jest zasadne, żeby to wszystko teraz tłumaczyć. Wszyscy żyjemy w Katowicach, mamy otwarte głowy na to, co się dzieje w Polsce, więc skupmy się na tym, żeby dbać o to, aby było dobrze dla tego klubu.

Po meczu podeszliśmy do naszych piłkarzy po koszulki, ale wyszło na to, że oni się autentycznie boją, bo podobno prezes zagroził, że jeśli to zrobią, to im obetnie to z wypłat – usłyszeliśmy to od trzech zawodników. A nie ma nawet z czego potrącić, bo przecież chyba nie z grudniowej wypłaty.

Panowie, ale skupmy się na poważnych rzeczach.

Ale przecież to są poważne rzeczy!

Jeżeli wiecie w jakiej sytuacji jest klub, to tutaj każda złotówka ma znaczenie. Jeżeli idziemy tym tropem, to bądźmy konsekwentni i dbajmy o to, żeby nie trzeba było wydawać pieniędzy na coś, na co nie trzeba wydawać, a można je spożytkować na coś pożyteczniejszego.

Czyli w tym klubie jest po prostu tragicznie?

Panowie, jeżeli faktycznie ta sytuacja się odmieni, ten klub będzie miał troszeczkę lepiej, to zaufajcie, że te koszulki dostaniecie, zarówno z pierwszego, jak i drugiego kompletu.

Tu jednak chodzi o to, że jeśli w klubie jest tylko źle – to piłkarz odda taką koszulkę, zapłaci 200 zł i nie będzie to wielki problem. Jeśli jednak nawet w takiej sytuacji – ostatni mecz sezonu, piłkarze wypożyczeni najpewniej wrócą do swoich klubów – to jak to nazwać inaczej niż tak, że w klubie jest tragicznie?

Jak to nazwiecie, to już wasza sprawa. Natomiast nie jest dobrze. Jest tragicznie, bo jeśli piłkarze nie mają płacone, jeśli nikt nie ma płacone, to jest dobrze? No nie jest dobrze. Natomiast skupiacie się od kilkunastu minut na tym, żebym potwierdził, jak to jest dramatycznie, a skupmy się na tym, co zrobić, aby pomagać, patrzeć w drugą stronę, żeby nie rozgrzebywać takich rzeczy. OK, każdy wie, że jest ciężko, że jest trudno, nie jest tak, jak być powinno. Znajdźmy te przyczyny i jakie są składowe tej sytuacji. Spróbujmy pomóc tak, żeby ci piłkarze mieli lepiej.

Przyszedłeś do klubu jako rzecznik prasowy, miałeś także funkcję dyrektora ds. marketingu i PR, byłeś prokurentem, teraz zostałeś wiceprezesem. Czy nie masz poczucia, że bierzesz na siebie zbyt dużo funkcji i nie warto byłoby skupić się na mniejszym zakresie obowiązków?

Jest to po części efekt trudnej sytuacji w klubie. Zdajemy sobie sprawę, że klub sportowy powinien mieć większy potencjał ludzki, jeśli chodzi o wszelkie sfery funkcjonowania. Ja się cieszę, że ktoś obdarzył mnie zaufaniem i mogę pomagać służyć swoją wiedzą, którą dodatkowo nabywam. Staram się uczyć, ale przy okazji jest ogrom pracy. Nie ma co rozwodzić się nad ilością funkcji, tylko skupić się na wszystkich wątkach, które jakoś trzeba ze sobą wiązać, aby klub funkcjonował.

Przeglądasz Forum GieKSy?

Sporadycznie.

Przekazujemy ci w takim razie, że twoja praca nie jest oceniana dobrze. Czy z perspektywy czasu żałujesz, że przyszedłeś do GKS, a twoje nazwisko jest przez kibiców mieszane z błotem czy cieszysz się, że jednak możesz tu pracować i się realizować?

Nie jest istotą, kto, co i gdzie pisze – nie dajmy się zwariować. Trzeba się skupić na tym, aby pomóc tego klubowi. Czy żałuję? Znalazłem się tutaj i nie zmieniłbym tego na żaden inny klub, nawet z najwyższego szczebla naszego regionu. Wiedziałem, że naprawdę jest ciężko i wiedziałem, z czym przyjdzie mi się zmierzyć. Dlatego nie jestem zaskoczony kwestiami stricte związanymi z klubem, natomiast są pewne takie zachowania i reakcje kibiców, których się nie spodziewałem.

Mógłbyś odnieść się do sytuacji z nieprzekazaniem kibicom GKS biletów na mecz z Sandecją?

Myślę, że sytuacja jest przejrzysta i klarowna. Otrzymaliśmy fakturę z Piasta Gliwice opiewającą na ponad 7 tysięcy złotych za bilety, które kibice otrzymali na mecz Piasta z GKS. W tej sferze wcześniej była mocno partnerska współpraca pomiędzy klubem i kibicami, kibice otrzymywali bilety i płacili za nie. Nie było wcześniej ani jednego przypadku, żeby coś było nie tak. W tej sytuacji nie wnikaliśmy, co się działo – kibice dostali bilety, a nie zostały one opłacone. Na dobrą sprawę trzeba takie należności uregulować, a dopiero następnie zajmować się całą sprawą, wnikać w szczegóły itd. Nie było żadnej bariery, aby kibice przyjechali na mecz z Sandecją, ale – co jest normalne – najpierw należało zapłacić za bilety na Piasta. Na mecz w Nowym Sączu wszelkie formalności były dopełnione – policja, lista wyjazdowa opiewająca na 222 nazwiska była podpisana, ale nie mogliśmy ryzykować.

Czyli prawdą jest to, że prezes Jacek Krysiak otrzymał bilety, ale nie chciał ich wydać kibicom?

Zgodnie z prośbą prezesa SK 1964 do klubu wpłynęła taka liczba biletów, o które on wnioskował. Przedstawiciele kibiców zajmujący się tym tematem wiedzieli, jakich formalności trzeba dopełnić. Klub nie mógł ryzykować, że po raz kolejny bilety zostaną odebrane przez kibiców, ale nie zostaną opłacone.

Czy jeżeli bilety dotarły do klubu, to i tak klub będzie musiał za nie zapłacić?

To jest sprawa klubu. Byliśmy przygotowani na różne warianty, więc jak najbardziej kibice mogli przyjechać już w piątek dopełnić wszelkich formalności. Mieliśmy jednak też przygotowany wariant alternatywny, na wypadek, gdyby te formalności nie zostały dopełnione.

Rozmawiali:
Tomek, Shellu, Monk

12 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

12 komentarzy

  1. Avatar photo

    MikePodlesie

    28 maja 2012 at 13:44

    Ale w zawodowym sporcie płaci się piłkarzom.
    W Polsce? Wymieńcie mi takie kluby, choćby na Śląsku.

    Bryłka i to jest odpowiedź.

    Wypad z GieKSy kłamco i lizusie CZ. Teraz jak widzisz, że Krysiak wyleci nagle zmieniasz fronty. Nienawidzę takich przeciepów jak Ty. Nawet się nie pokazuj na trybunach hieno.

  2. Avatar photo

    M

    28 maja 2012 at 14:40

    CENTROZAP GRABARZE GIEKSY!!

    WOLNOSC DLA ULTRASOW!!

  3. Avatar photo

    jo

    28 maja 2012 at 16:07

    1. Czyli SK nie zapłaciło GieKSie za bilety – dobrze rozumuje?
    2. Brakowało mi pytania co takiego robią, aby ą sytuację poprawić.

  4. Avatar photo

    mózG

    28 maja 2012 at 16:15

    „Jeżeli wiecie w jakiej sytuacji jest klub, to tutaj każda złotówka ma znaczenie. Jeżeli idziemy tym tropem, to bądźmy konsekwentni i dbajmy o to, żeby nie trzeba było wydawać pieniędzy na coś, na co nie trzeba wydawać, a można je spożytkować na coś pożyteczniejszego.”

    sprawa prosta 🙂 trzeba Cię wywalić na zbity pysk!

  5. Avatar photo

    dd

    28 maja 2012 at 16:41

    „mecz bardzo przyzwoity” -trzymajcie mnie…

  6. Avatar photo

    j

    28 maja 2012 at 18:05

    zamiast wywiadu Panowie wpierdol im spuscic .. tak jak dawnych starych lat..

  7. Avatar photo

    irek

    28 maja 2012 at 18:29

    brylka gadzie wypierdalaj dosyc juz zjebales masz zakaz stadionowy ,zaglebie o ciebie sie bije idz tam

  8. Avatar photo

    Ino GieKSa

    28 maja 2012 at 22:12

    a czemu SK płacić za bilety które nie zostały wykorzystane?? nawet kosa na forum napisał całą tą historię nie będę tu kopiował bo nie wiem czy mogę. mam nadzieje że Uszok zrobi wkońcu porządek w tym klubie bo wezme granat i sam zrobię:PP INO GIEKSA!!!

  9. Avatar photo

    misiu

    29 maja 2012 at 20:46

    ale dlaczego nikt nie ciagnie tematu nie zapłaconych biletów czy sk rzeczywiście na nas zarabia ?

    • Avatar photo

      pomp

      30 maja 2012 at 07:21

      Kolego poczytaj forum, to się dowiesz dlaczego.

  10. Avatar photo

    irek

    31 maja 2012 at 19:43

    zadamy druzyny z prawdziwego zdarzenia ktora bedzie walczyc do ostatniej kropli krwi ,dosc mamy przecietnosci P BRYLKA CZY NIE UWAZA PAN ZE ROBI PAN KRZYWDE TEMU KLUBOWI ODEJC SAM TAK NORMALNIE IDZ SOBIE ZABIERZ Z SOBA SZKOLENIOWCOW BO SA TYLE WARCI CO TY .JEST NOWY SEZON I ZNIM NOWE NADZIEJE MY NIE PROSIMY MY ZADAMY GRY O AWANS A JAK NIE TO ZAMKNIJCIE TO W PIZDU I BYDZIE SPOKOJ TYLE LAT NA ZAPLECZU I NIC….PILKA NOZNA DLA KIBICOW

  11. Avatar photo

    Starzik

    1 czerwca 2012 at 23:11

    Bryłka, Krysiak, Król pitac od Gieksy jak najdalej. To wasza jest wina wszystkiego. Gówno robicie, kaj sponsorzy??? Czymu Masto wam nie ufa???, siejecie zamet z kibicami po co??? Wydupiac!!!, ode mnie klepy ostrzegawcze tyla w temacie. Pyrsk

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Wesoły nam mecz dziś nastał

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W Wielką Sobotę wygraliśmy na własnym boisku 1:0 z Wisła Płock, a decydującego gola, w doliczonym czasie gry, zdobył Lukas Klemenz. Do kolejnej galerii zaprasza Was Kazik.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga