Dołącz do nas

Siatkówka

Z kim gra GieKSa? – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Kto chciałby sobie przypomnieć lub zapoznać się z historią klubu z Kędzierzyna, może to zrobić tutaj.

ZAKSA jest aktualnym mistrzem Polski i jak na obrońcę tytułu przystało, prowadzi po 21 kolejkach, ponosząc w tym okresie tylko 3 porażki. Na pewno plamą na honorze są dwie przegrane ze Skrą Bełchatów 1:3 oraz 2:3, trzecią porażkę poniosła z Resovią również 2:3. W międzyczasie kędzierzynianie mieli passę 12 zwycięstw z rzędu. Co równie ważne, w odróżnieniu od swych największych konkurentów z Rzeszowa i Bełchatowa, ZAKSA potwierdziła bardzo dobrą dyspozycję w rozgrywkach Ligi Mistrzów, gdzie na tę chwilę, na pięć meczów wygrała wszystkie, tracąc zaledwie 2 sety! Wygranie fazy grupowej pozwoli im na rozstawienie podczas losowania w kolejnych rundach oraz uniknięcie gry z potentatami siatkarskimi, m.in. Zenitem Kazań czy Sicoma Perugia.

Biorąc pod uwagę aktualną dyspozycję oraz cały sezon ZAKSA wydaje się kandydatem numer jeden do kolejnego tytułu mistrza Polski, choć oczywiście przewaga tylko trzech punktów nad Resovią oraz dwie przegrane ze Skrą, każą faworytom mieć się na baczności. Z drugiej strony kędzierzynianie zrewanżowali się skutecznie bełchatowianom pokonując ich 3:1 w finale Pucharu Polski. ZAKSA jest na tyle doświadczonym zespołem, że potrafi odpowiednio się przygotować i zagrać, w odpowiednich momentach. Co ich może zatrzymać? Chyba tylko sprawy losowe, ponieważ już teraz wypadło im dwóch siatkarzy z powodu kontuzji – są nimi Grzegorz Bociek i Kevin Tillie – którzy zapewne już nie zagrają w tym sezonie. Tak na dobrą sprawę kędzierzynianie grają tylko w jedenastoosobowym składzie i tu też ewentualne zmęczenie zawodników pod koniec sezonu, może mieć jakieś znaczenie.

W związku z powyższym wytypowanie podstawowej szóstki siatkarzy ZAKSY, nie nastręcza zbytnich trudności. Toniutti, Konarski, Bieniek, Wiśniewski, Buszek, Deroo i libero Zatorski. Siłą napędową jeśli chodzi o atak stanowią atakujący, reprezentant Polski, Dawid Konarski oraz belgijski przyjmujący Sam Deroo – obaj łącznie zdobyli aż 631 punktów! Konarski zajmuje szóste miejsce w całej lidze pod względem zdobyczy punktowych (wśród atakujących jest piąty), niewiele gorszy jest Deroo – 13 miejsce w całej lidze (wśród przyjmujących jest też piąty). Strzałem w dziesiątkę był jedyny transfer przed sezonem i angaż Mateusza Bieńka – czwarty pod względem zdobytych punktów wśród środkowych – którego mocno wspiera doświadczony Łukasz Wiśniewski – ósmy na tej samej liście środkowych. ZAKSA jest też najlepiej blokującym zespołem z całej ligi (co prawda LOTOS ma dwa bloki więcej, ale za to jeden mecz więcej rozegrany) z fantastyczną średnią 2,5 bloku na set! Tylko Konarski i Wiśniewski mają razem aż 86 takich punktowych bloków. Najlepszą zagrywką dysponuje Bieniek, którego w asach serwisowych wyprzedza tylko rewelacyjny Oliva z Jastrzębskiego. Za rozegranie odpowiada Francuz, Benjamin Toniutti, najlepszy siatkarz grający na tej pozycji z całej PlusLigi!

Już ta, krótka wyliczanka pokazuje przed jak piekielnie trudnym zadaniem stają nasi siatkarze. No cóż… do odważnych świat należy!

 

BILANS MECZÓW „U SIEBIE”; 10 spotkań – 23 punkty – w setach 27:11 – małe punkty 900:780 – 8 zwycięstw (dwa po tie-breaku) i 2 porażki (jedna po tie-breaku)

BILANS MECZÓW „NA WYJEŹDZIE”; 11 spotkań – 30 punktów – w setach 32:8 – małe punkty 950:783 – 10 zwycięstw (jeden po tie-breaku) i 1 porażka (jedna po tie-breaku)

 

ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE  ZAKSY Kędzierzyn-Koźle

Czas trwania spotkań – ZAKSA 1877;;
Ilość rozegranych setów – ZAKSA 78;  Zatorski 78, Bieniek 77, Toniutti 74, Konarski 72, Deroo 71, Wiśniewski 63, Buszek 46, Czarnowski 44, Tillie 30, Pająk 23, Semeniuk 21, Bociek 16, Witczak 14, Banach 4, Jastrowicz 0, Maziarz 0.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – ZAKSA 525;

Ilość zdobytych punktów – ZAKSA 1325;  Konarski 341, Deroo 290, Bieniek 192, Wiśniewski 171, Buszek 104, Tillie 59, Toniutti 51, Czarnowski 49, Semeniuk 42, Witczak 12, Bociek 11, Pająk 3.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – ZAKSA 525;  Deroo 122, Konarski 111, Bieniek 74, Wiśniewski 71, Toniutti 38, Buszek 35, Tillie 34, Semeniuk 16, Czarnowski 15, Witczak 6, Pająk 2, Bociek 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – ZAKSA 800;  Konarski 230, Deroo 168, Bieniek 118, Wiśniewski 100, Buszek 69, Czarnowski 34, Semeniuk 26, Tillie 25, Toniutti 13, Bociek 10, Witczak 6, Pająk 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – ZAKSA 715;  Konarski 222, Deroo 160, Bieniek 118, Wiśniewski 111, Czarnowski 37, Buszek 32, Tillie 21, Toniutti 17, Semeniuk 9, Witczak 6, Bociek 4, Pająk -4, Zatorski -18,

Ilość zagrywek – ZAKSA 1829;  Bieniek 328, Toniutti 302, Deroo 259, Konarski 239, Wiśniewski 225, Buszek 168, Tillie 107, Czarnowski 72, Semeniuk 63, Pająk 26, Witczak 25, Bociek 15.
Ilość błędów na zagrywce – ZAKSA 282;  Bieniek 58, Konarski 50, Wiśniewski 43, Deroo 40, Toniutti 31, Buszek 21, Semeniuk 17, Pająk 7, Tillie 6, Czarnowski 4, Bociek 3, Witczak 2.
Ilość asów serwisowych – ZAKSA 118;  Bieniek 34, Konarski 22, Wiśniewski 16, Deroo 14, Toniutti 12, Buszek 9, Tillie 4, Semeniuk 4, Pająk 2, Witczak 1.

Ilość przyjęć – ZAKSA 1260;  Deroo 385, Zatorski 365, Buszek 232, Tillie 138, Semeniuk 102, Bieniek 16, Toniutti 8, Wiśniewski 7, Witczak 2, Konarski 2, Banach 2, Czarnowski 1.
Ilość błędów w przyjęciu – ZAKSA 83;  Deroo 25, Zatorski 18, Buszek 17, Tillie 10, Semeniuk 6, Bieniek 5, Wiśniewski 1, Toniutti 1.
Przyjęcie negatywne – ZAKSA 314;  Deroo 109, Zatorski 74, Buszek 60, Tillie 34, Semeniuk 24, Toniutti 6, Bieniek 3, Witczak 1, Konarski 1, Wiśniewski 1, Banach 1.
Przyjęcie perfekcyjne – ZAKSA 311;  Zatorski 103, Deroo 93, Buszek 52, Tillie 40, Semeniuk 22, Wiśniewski 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – ZAKSA 25%;  Tillie 29%, Zatorski 28%, Deroo 24%, Buszek 22%, Semeniuk 22%, Wiśniewski 14%, Witczak 0%, Konarski 0%, Bieniek 0%, Toniutti 0%, Banach 0%, Czarnowski 0%.

Ilość ataków – ZAKSA 1940;  Konarski 542, Deroo 478, Bieniek 216, Buszek 193, Wiśniewski 165, Tillie 122, Semeniuk 76, Czarnowski 67, Toniutti 33, Witczak 25, Bociek 22, Pająk 1.
Ilość błędów w ataku – ZAKSA 123;  Deroo 34, Konarski 31, Buszek 15, Tillie 11, Semeniuk 9, Wiśniewski 7, Bieniek 7, Czarnowski 6, Witczak 1, Bociek 1, Toniutti 1.
Ilość ataków zablokowanych – ZAKSA 122;  Konarski 38, Deroo 31, Buszek 19, Tillie 11, Wiśniewski 9, Bieniek 4, Witczak 3, Bociek 3, Czarnowski 2, Semeniuk 1, Toniutti 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – ZAKSA 1011;  Konarski 275, Deroo 247, Bieniek 132, Wiśniewski 113, Buszek 83, Tillie 50, Semeniuk 36, Czarnowski 36, Toniutti 17, Bociek 11, Witczak 10, Pająk 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – ZAKSA 52%;  Pająk 100%, Wiśniewski 68%, Bieniek 61%, Czarnowski 54%, Deroo 52%, Toniutti 52%, Konarski 51%, Bociek 50%, Semeniuk 47%, Buszek 43%, Tillie 41%, Witczak 40%.

Ilość bloków punktowych – ZAKSA 196;  Konarski 44, Wiśniewski 42, Deroo 29, Bieniek 26, Toniutti 22, Czarnowski 13, Buszek 12, Tillie 5, Semeniuk 2, Witczak 1.
Ilość błędów dotknięcia siatki – ZAKSA 12;  Toniutti 4, Konarski 2, Wiśniewski 2, Semeniuk 2, Bieniek 1, Deroo 1.
Ilość tie-breaków (wygrany do przegranego) – ZAKSA (3-2);
MVP meczów – ZAKSA 18;  Konarski 5, Bieniek 4, Deroo 4, Wiśniewski 3, Czarnowski 1, Toniutti 1.

 

ZAKSA Spółka Akcyjna Kędzierzyn-Koźle
barwy: niebiesko-biało-czerwone
data założenia: 1947 rok (kontynuacja tradycji Chemika)
adres: ul. Mostowa 1A, 47-223 Kędzierzyn-Koźle
hala: HWS „Azoty”
ul. Mostowa 1A, 47-223 Kędzierzyn-Koźle

maskotka: kozioł Zaksiołek
Prezes: Sebastian Świderski
Rada nadzorcza: Rafał Olejnik, Marcin Miemiec, Paweł Polański, Zenon Maślona, Jadwiga Cichoń, Waldemar Wspaniały, Maurycy Graszewicz

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

Feta na Arenie Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Wspaniałe zakończenie weekendu! Piłkarze i sztab szkoleniowy GKS Katowice spotkali się dziś na Nowej Bukowej z kibicami GieKSy, aby razem świętować wielki powrót do europejskich pucharów po 23 latach. Zapraszamy do fotorelacji z tego wydarzenia.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Esencja piłki nożnej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kurz już lekko opadł. Wczoraj na Nowej Bukowej świętowaliśmy i już samo to wydarzenie było czymś szczególnym. Kibice w liczbie kilku tysięcy pojawili się na stadionie, aby podziękować drużynie za ten kapitalny sezon. Organizacyjnie i eventowo wyszło top. Fajnie, konkretnie, bez zbędnego przedłużania. Były też stoiska gastronomiczne i atrakcje. Zarówno zagorzali kibice, jak i całe rodziny mogły spędzić tę ciepłą, słoneczną majową niedzielę relaksując się i świętując sukces.

Dziś mamy już nowy tydzień. Część naszej ekipy pojedzie na galę Canal Plus, gdzie – mamy nadzieję – kilka nagród nasi ludzie otrzymają. Rafał Strączek, Arek Jędrych, Bartek Nowak, Rafał Górak – są w nominacjach i liczymy na to, że nagrody wpadną w ich ręce. Faworytem do tytułu Piłkarza Sezonu jest Bartek i oby tak się stało, bo byłoby to niesamowite wyróżnienie dla naszego zawodnika.

Wróćmy jednak do soboty. Przyznam szczerze, że stresowałem się jak nigdy. To znaczy pierwszy stres mnie złapał tydzień wcześniej, bo gdy Colak strzelił dla Legii bramkę w doliczonym czasie gry w Gdańsku – zaczęły się dla nas ciężary. Wówczas ze złości cisnąłem jakąś koszulką o ziemię i cały wieczór miałem zepsuty. Bo wyjściowo mieliśmy się oglądać tylko na Zagłębie Lubin, a jego zwycięstwo w Białymstoku było przecież stosunkowo mało prawdopodobne. Wygrana Legii w Gdańsku spowodowała, że w Szczecinie MUSIELIŚMY zremisować, by Warszawianie nas nie dogonili. Bo w takie cuda, że Legia nie wygra z Motorem nie było co wierzyć.

W samym tygodniu ten stres nieco opadł. Wiadomo, życie się toczyło, praca i różne inne sprawy. Jednak w sobotę rano po pobudce emocje znowu wróciły. Ten dzień był jak egzamin. To nie był mecz jak jeden z wielu – w środku sezonu, że z mniejszymi lub większymi emocjami, ale względnie na luzie do niego podchodzisz. Wiadomo, że mieliśmy kilka takich kluczowych spotkań, głównie w Pucharze Polski. Mieliśmy kilka mega ważnych meczów, gdy znajdowaliśmy się tuż nad lub tuż pod kreską. Jesienny Motor czy chociażby pierwszy mecz w tym roku w Lubinie. Mecz z Rakowem w półfinale Pucharu Polski to był już wielki bonus tej pięknej przygody. I oczywiście żal było braku awansu do finału, ale zaszliśmy tak daleko, że i tak byliśmy zadowoleni. Mecz w Szczecinie miał innego rodzaju rangę. Graliśmy o coś więcej niż tylko super wrażenie wynikające z zajęcia takiego czy innego miejsca w tabeli. Graliśmy o realny cel, którym była przepustka do Europy. Dodatkowo ten cel był tak bliski, bo przecież wystarczyło zremisować, co praktycznie dałoby grę w europejskich pucharach.

A puchary to było wielkie marzenie nas wszystkich. To jest wyjście poza Polskę, poza nasze uniwersum krajowe. To trochę egzotyka, poznanie czegoś nowego, a jeśli się powiedzie – wejście na europejskie salony.

No i najpierw była ta długa i mozolna droga do Szczecina. Tam oczywiście zahaczyliśmy o znaną nam knajpkę z poprzedniego sezonu (więcej w PS). No i pojechaliśmy na mecz. Gdy już byłem na stadionie i usadowiłem się na miejscu na prasówce, czułem, jak stres robi się coraz większy. Zaraz miał się rozpocząć ten decydujący mecz. Zero przyjemności, maksimum skupienia. Oraz nadziei i wiary. To jest ten moment, którego osoba nie do końca zaangażowana nigdy nie zrozumie. Nie chcę tu oczywiście dzielić kibiców na takich i takich, no ale… tak się kibice dzielą. Są te słynne pikniki, które są bardzo potrzebne klubowi. I dla mnie to określenie „piknik” nie jest pejoratywne. To jest specyfika, a nie ocena. To są właśnie te rodziny z dziećmi, kibice, którzy na przykład pojawili się dopiero po otwarciu stadionu, którzy chcą, żeby GKS wygrywał, ale raczej traktują kibicowanie w kategorii relaksu i przyjemności. łapali modę na GKS. Piękna sprawa, też bym tak czasem chciał, ale chyba bym tak nie umiał.

Dla mnie ta identyfikacja z klubem, coś tak mocno wpojonego, wiąże się z tym, że porażki przeżywam boleśnie, a zwycięstwa euforycznie. Nawet jeśli przez jakiś czas emocjonalnie zdystansowałem się – to raczej w formie mechanizmu obronnego, żeby już tak nie cierpieć, a nie jakiejś chęci odejścia. Bo odejść się nie da. Jak 30 lat temu GieKSa pojawiła się w moim sercu i głowie, tak zostanie już na zawsze. To jest jeden z głównych aspektów życia.

Czekałem więc z niepokojem na pierwszy gwizdek, no i on wybrzmiał. Liczyłem na dobrą grę GKS i to, że wynik będzie korzystny. Oczywiście sama dobra gra go nie gwarantowała. Tak to jest w piłce, że gdy dwie wyrównane drużyny grają, to prawdopodobieństwo rozkłada się w jakiś określony sposób. I nawet jeśli na to, że GKS nie przegra szanse wynosiłyby 60-70% to wcale by mnie to nie uspokajało.

Pierwsza połowa… załamała mnie. Zamiast drużyny walczącej o marzenia widziałem zespół bezradny. Jak wydawało mi się, że nie da się zagrać gorzej niż pierwsza połowa z Piastem, tak… dało się jak najbardziej. I to jest ta nasza kochana, ale czasem niesforna GieKSa, która potrafi zagrać świetne zawody przeciw najlepszym zespołom w Polsce, ale czasem prezentuje nam taką kaszanę, że nie ma co zbierać. To co mnie czasem jeszcze wkurza to to, że przeciwnicy jakoś dziwnie potrafią przeciw nam się mobilizować i nagle przypominają się, jak się gra w piłkę. Tak było i w przypadku Pogoni. Od początku Szczecinianie cisnęli i wszelkie teorie, że się podłożą widać było, że nie mają racji bytu. Grali szybko, stworzyli kilka sytuacji i byliśmy w bardzo poważnych opałach.

W końcu stało się nieuniknione – straciliśmy bramkę. Gol sytuacyjny, raczej taki, jakie strzelamy, a nie tracimy, bo po wyrzucie z autu. Za chwilę dostaliśmy informację, że Legia strzeliła i zrobiło się bardzo źle. Do końca pierwszej połowy nie zdziałaliśmy nic. Zero strzałów, xG równe 0. Niezrozumiała była to niemoc.

Wiary nie traciłem, choć czułem, że jesteśmy w ciężkiej sytuacji. Tu już nie mieliśmy bronić – musieliśmy gonić. Co z tą grą było trudne. Ale GKS wielokrotnie po przerwie się budził i wyglądało to lepiej. Pozostawało mieć nadzieję, że tak będzie i tym razem.

I rzeczywiście gra się trochę poprawiła, choć dalej nie był to wybitny mecz. Natomiast Pogoń trochę stonowała, a GKS zaczął atakować i kilka sytuacji sobie wykreował. Mateusz Wdowiak miał setkę, ale strzelił tuż obok słupka. Lukas Klemenz trafił w poprzeczkę. Bartek Nowak główkował pięknie, ale Kamiński wyciągnął to spod poprzeczki. Minuty mijały, trenerzy robili zmiany.

No i zamarliśmy. Portowcy wyprowadzili akcję, po której strzelili drugiego gola. Stadion w euforii. My w rozpaczy. Miałem jednak wrażenie, że jest spalony – ale w początkowej fazie tej akcji, znaczy w okolicach środka boiska. Liczyłem, że sędzia podniesie rękę, więc od razu na niego popatrzyłem. Ludzie jeszcze byli w amoku, z trybun rozległ się tyfon i triumfalna melodia, ale ja już widziałem, że ręka arbitra Sylwestrzaka jest w górze. Czułem więc, że kamień spadł mi z serca. Jak później się okazało, spalony był też w sytuacji samego strzału w polu karnym, gdzie później wybitą piłkę dobijał Kamil Grosicki. O tym już nie wiedziałem i nie wiem, który moment był VAR-owany. W telewizji tej pierwszej sytuacji – gdy Grosik jest na spalony niemal na środku boiska – nie widać. Ja natomiast byłem na żywo przekonany, że ofsajd jest. Któryś z naszych zawodników leżał na murawie i nie wiedział, że gol nie został uznany. Drugi podszedł do niego i mówi – wstawaj.

Byliśmy już totalnie przemeblowani, Arek i Lukas gdzieś tam szaleli w ataku, Adrian na stoperze. Pomieszanie z poplątaniem.

Nie byliśmy jeszcze pogrzebani. Ale czasu było coraz mniej, Powoli kończył się ten regulaminowy. Przerw trochę było i zastanawiałem się, ile doliczy sędzia. Myślałem o sześciu. Dostaliśmy aż osiem. Nadal mnóstwo czasu.

Problem polegał na tym, że atak atakiem, ale bez ręki grał Rafał Strączek. Po którejś interwencji znów mu się odezwał bark i widać było, jak cierpi z bólu. Potem znów padł na murawę. W szale trener Górak kazał mu wstawać i grać, sam Rafał też odesłał fizjoterapeutów, którzy wbiegli na murawę. Było naprawdę nerwowo.

Szczerze mówiąc nie widziałem dobrze tej interwencji Kamińskiego. Znaczy nie byłem pewien, czy to ręce czy klatka, a już tym bardziej, czy było to poza polem karnym. Zdziwiłem się więc, że sędzia znów coś sprawdza na VAR, bo nie miałem pojęcia co, usłyszałem, że tę potencjalną rękę. Pojawił się promyk nadziei. Zaraz sędzia skierował się w stronę bramkarza i już wiedziałem, że to będzie czerwona kartka. Pogoń dokonała pięć zmian? Chyba tak! Jeszcze patrzę w swoje składy i liczę zmiany gospodarzy. Liczę: raz, dwa, trzy, cztery, pięć. Jest! Będzie musiał wejść zawodnik z pola. Więc trzeba zrobić wszystko, by na naszą bramkę z jednorękim Strączkiem nie strzelano, a sami musimy po prostu uderzać na bramkę przeciwnika, ile wlezie.

Padło na Cuića. Napastnika, który strzelił nam gola w pierwszej połowie.

Dobra, z tym „ile wlezie” to przesadziłem. Trzeba dobrze i rozsądnie rozegrać akcję, żeby jako taką pozycję do strzału sobie wyrobić. Nic na hurra. Musimy dojść do okazji, żeby móc oddać celny strzał na bramkę, a to nie musi być takie łatwe. Najpierw rzut wolny po ręce Kamińskiego. Bartek Nowak trafia w mur, potem tracimy piłkę. Nic z tego. Kibice Pogoni w euforii, złapanie piłki i wykop Ciuića fetują niesamowitą wrzawą. Minuty upływają, choć ta przerwa z czerwoną kartką była długa.

W końcu odzyskaliśmy którąś piłkę pod naszym polem karnym i rozprowadziliśmy akcję. Kapitalnie zachował się Borja, który podprowadził piłkę i podał do niepilnowanego Marcela. Świetnie pokazywał się Mateusz Wdowiak, ale jednak były Portowiec zdecydował się na strzał. Dokładnie tak, jak należy. Z szesnastu metrów trzeba uderzyć mocno, gdy w bramce nie stoi w bramkarz.

Piłka wpadła do siatki! GOL! EUFORIA na ławce, sektorze gości, najmniejsza chyba… na boisku. Nasi zawodnicy tym razem wytrawni, cieszą się tak, by spowolnić tę grę i schłodzić rozgrzane głowy wszystkich.

Ja sam wyskakuję z radości na tej prasówce. Zazwyczaj powiem pod nosem „jest”, jakiś lekki gest radości wykonam. Tutaj nie umiałem się pohamować, więc po prostu zacząłem skakać z tej euforii. Coś co wydawało się tak nierealne, żeby w takich okolicznościach wyrównać, stało się faktem. Scenariusz nieprawdopodobny. Teraz pozostawało to tylko utrzymać. Te kilka minut. Pogoń na szczęście już nie atakowała, no i przecież grała w osłabieniu. Jeszcze chwilkę…

Koniec! GieKSa remisuje, nie przegrywa ósmego meczu i zapewnia sobie miejsce w pucharach. Ławka wyskakuje z radości, kibice w ekstazie, GKS Katowice osiąga historyczny sukces.

Ja sam nie widziałem, w co ręce włożyć. Tu zmieniłem tytuł live na „Mamy to!”, tu wrzucam na FB, zaraz nagrywam filmiki z radości. Ręce trzęsą mi się z emocji, przecież dopiero co byliśmy w piłkarskim piekle i nagle znaleźliśmy się w niebie. Niesamowita radość.

Tak jak pisałem w którymś felietonie – były takie mecze, po których nawet nie czułem jakiejś wielkiej radości, bo byłem tak wypruty nerwowo i emocjonalnie. Wówczas czułem raczej ulgę. Tym razem było inaczej. To była czysta, niezmącona radość. Autentycznie byłem przeszczęśliwy każdą komórką ciała.

Tu mnie jakiś dziennikarz ze Szczecina zaczepił, tu znajome twarze, równie radosne jak ja trybunach, na VIP-ach. Mamy to – po 23 latach GieKSa wraca na europejskie boiska.

Nie puszczały mnie te emocje długo. Oczywiście nagrywkę swoją tradycyjną zrobiłem, a w końcu udałem się na salkę konferencyjną. Tam spotkałem tę naszą i nie naszą katowicką ekipę, naszych fotografów, chłopaków z oficjalnej, pofatygował się też Kacper Janoszka, dziennikarz Sportu. Były piąteczki i radość. Gdzieś tam w tle też podśmiechujki, takie wiadomo nie prima sort, bo ktoś do tych pucharów awansował, a ktoś nie. Cóż, kibicowanie bywa nieco małostkowe, nikt nam tego zabronić nie może.

Bardzo się to wszystko przeciągało, długo czekaliśmy na trenerów. Był czas, żeby sobie odpalić fragmenty z Multiligi i zobaczyć na podzielonym ekranie, jak Marcel strzela gola dla GieKSy i jak reagują na to przy Łazienkowskiej. Był czas, żeby emocje opadły, ale opaść nie chciały. W końcu pojawił się trener i konferencja się rozpoczęła.

Mały prztyczek oczywiście dam, jednocześnie znów doceniając nas wszystkich, skromnych chłopaków z Katowic. Byliśmy oczywiście zadowoleni i było to po nas widać, ale naprawdę byliśmy na tej salce stonowani i po prostu wręcz cicho się zachowywaliśmy. Już sobie wyobraziłem, gdyby tam w takich okolicznościach byli „dziennikarze Widzewa” czy „dziennikarze Arki”. Podejrzewam, że ich zajebistość i narcystyczne ego roz…bałoby tę salkę w drobny mak. Byłoby pieprzenie o swoje wspaniałości i że w ogóle Liga Mistrzów, żarty, żarciki i tysiącprocentowy poziom kumatości. Boże, jak ja sobie przypominam te uniwersa, to żenadometr wywala mi poza skale.

Kilka pytań do trenera, już trochę innych, trochę bardziej na luzie, niekoniecznie merytorycznych. Widać było, że Rafał Górak też jest wzruszony, przecież to dla niego kolejny sukces w trenerskiej karierze, ale sukces większy niż taki zwykły, bo od podstaw stworzony i mający swoją kontynuację – najpierw był awans, potem super sezon i spokojne utrzymanie, a teraz puchary. Wszystko stworzone od zera. Absolutnego zera.

Popracowaliśmy jeszcze na salce. Fotografowie wrzucili galerię, ja konferencję, w międzyczasie Flifen zbierał wywiady. W końcu się ogarnęliśmy i ruszyliśmy do samochodu. Radośni i szczęśliwi. Nie zabrakło śpiewów w aucie. Czekała nas długa podróż do domu.

To był bardzo emocjonujący i ekscytujący dzień. Wiedzieliśmy, że musimy osiągnąć konkretny wynik, ale nikt z nas nie spodziewał się, że stanie się to w takich okolicznościach. W 97. minucie. Że obie drużyny na koniec będą grały praktycznie bez bramkarzy. Że otworzy nam się taka szansa.

Było blisko, żebyśmy wracali z nosem spuszczonym na kwintę. Wracaliśmy w wielkiej radości.

W piłce każdy klub ma czasem taką sytuację, że przechyla swoją szalę w doliczonym czasie gry. Każdy klub też mecze w taki sposób przegrywa. To jest czysta statystyka, grając dziesiątki czy setki meczów – coś takiego co jakiś czas się musi przydarzyć. Nie jest natomiast dane każdemu, żeby taki gol decydował o sukcesie czy klęsce w całym sezonie. To dotyka tylko niektórych. I niesamowite jest to, że my doświadczyliśmy tak potężnej klęski, gdy Witan nam strzelał gola w ostatniej minucie ostatniej kolejki. A teraz los nam oddał i to my na sam koniec, w tym horrorze okazaliśmy się zwycięzcami. To jest unikatowe doświadczenie. Coś, co w naszych kibicowskich sercach pozostanie już na zawsze.

Dłużyła się ta podróż bardzo. Śledziłem, co tam w necie na nasz temat piszą. A gdy po piątej wróciłem do domu, to zamiast pójść spać, zaparzyłem herbatkę i siedziałem jeszcze godzinę i oglądałem fragmenty Multiligi z kluczowymi momentami. Człowiek naprawdę jest chory psychicznie. Chory na punkcie swojego klubu.

Ten sezon doświadczył nas kilkoma bardzo trudnymi momentami. Stracony gol w doliczonym czasie gry przy Łazienkowskiej czy porażka w karnych z Rakowem. Straszna frustracja po meczu z Cracovią. Żal po Arce. Sama inauguracja sezonu bardzo słaba – punkt w dwóch meczach. Trochę tego było. Ale dużo więcej było momentów radosnych. Takich, że wracaliśmy z meczu i byliśmy bardzo zadowoleni. Gol Marcela i końcowy gwizdek to była wisienka na torcie.

Teraz nadszedł czas odpoczynku. Będziemy śledzić różne newsy dotyczące GieKSy. Terminarzowe czy transferowe. W połowie czerwca zasiądziemy z wielką ciekawością do internetu czy gdzie tam to losowanie będzie można śledzić. I zobaczymy gdzie nas wywieje. Czy do dalekiego Kazachstanu, a może po sąsiedzku Słowacja? A może Bałkany? Będzie to bardzo, bardzo ekscytujące.

Ale na razie odpoczywajmy. Zobaczymy jeszcze sobie baraże, żeby poznać komplet uczestników ekstraklasy w przyszłym sezonie. Oczywiście z naszym udziałem. Bo GieKSa już nie jest w ekstraklasie na dorobku. GieKSa jest z ekstraklasą zrośnięta. Jesteśmy jedną z twarzy najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Nadajemy jej kolorytu – rodzinną postawą, kultem pracy, niesamowitą determinacją i widowiskową grą. GieKSa robi wszystko, by na nowo stać się marką. Solidną marką piłkarską. I wygląda na to, że już za chwilę to stanie się rzeczywistością.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Z drugiej ligi do Europy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do drugiej galerii ze Szczecina. GieKSa, po szalonej końcówce, zremisowała z Pogonią 1:1 i dostała się do europejskich pucharów. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga