Siatkówka
Zwycięstwo GieKSy nad Dafi Społem
Zgodnie z naszymi przewidywaniami trener Piotr Gruszka desygnował do gry ten sam skład co w ostatnim meczu, natomiast wśród gospodarzy nastąpiła jedna zmiana na ataku, gdzie Michała Superlaka zastąpił Tomislav Dokić.
Bardzo pewnie zaczęli nasi siatkarze spotkanie w Kielcach. Pierwsze dwa oczka zapisali na nasze konto Quiroga i Butryn na które odpowiedział Dokić. Po akcji ze środka Pietraszki i jego asie prowadziliśmy już 1:4. Na dobry atak Dokicia odpowiedział Kapelus atakiem po prostej, następnie Pawliński trafił po skosie, a Kohut uderzył mocno ze środka oraz zablokował atak Morozowa (3:7). Na kolejną akcję Pawlińskiego odpowiadamy zbiciem Butryna po bloku w aut oraz asem Kohuta (4:9) czym zmusiliśmy już trenera Daszkiewicza do wzięcia czasu. Po nim Pawliński trafił po prostej, a Quiroga uderzył po bloku w aut i pierwszy challenge niczego nie zmienił. Pierwszą dłuższą wymianę skończył Wachnik zbiciem po rękach naszych siatkarzy, a potem Schamlewski wykorzystał kontrę ze środka. GKS również zdobywa dwa oczka z rzędu za sprawą pewnego ataku Pietraszki oraz bloku Butryna (7:13). Na akcję ze środka Schamlewskiego odpowiadamy mocnym atakiem Kapelusa i Butryna po rękach rywali oraz akcją Kohuta ze środka (9:16), na co trener gospodarzy zareagował wzięciem drugiej przerwy na żądanie. Słabszy okres gry (błędy na zagrywce i w ataku) zamykamy mocnym atakiem Butryna ze skrzydła oraz blokiem Pietraszki na Superlaku (12:19). Dobre akcje Superlaka po skosie, Wachnika na kontrze po naszych rękach oraz Morozowa ze środka, pozwoliły odrobić gospodarzom część strat (15:20). Szybko odpowiadamy za sprawą Quirogi, atakiem po bloku w aut oraz jego asem i udaną kontrą w wykonaniu Butryna (15:23). Dwa serwisy autowe Quirogi oraz Superlaka dały pierwszą piłkę setową dla GKS-u. Tę wybronił atakiem ze środka Schamlewski, drugą Dokić na kontrze, a trzecią sprezentował nam Szymański serwując w siatkę (18:25). Po pewnym i wyraźnym zwycięstwie to GieKSa wyszła na prowadzenie.
Drugą partię zaczęliśmy od kontry w wykonaniu Butryna oraz bloku Pietraszki Na Dokiciu. Dafi Społem szybko odpowiada, Pawliński trafił z drugiej linii, Wachnik na kontrze po skosie oraz bardzo długą wymianę skończył zbiciem przyjmujący kielczan (3:2). GieKSa szybko wróciła do gry z pierwszego seta. Wpierw Butryn trafił mocno po skosie, potem w roli głównej wystąpił Kohut kończąc z przechodzącej piłki oraz po długiej wymianie również w ten sam sposób, potem Quiroga uderzył z drugiej linii, Butryn zakończył skutecznie bardzo długą akcję (to już czwarty nieudany challenge gospodarzy) i znów Kohut skończył z przechodzącej piłki, następnie Butryn trafił po bloku w aut, a Quiroga mocno po prostej, na co rywale odpowiedzieli zaledwie akcją Schamlewskiego ze środka (7:10). Po zbiciu Dokicia po bloku w aut (potem był pewny atak Pietraszki) oraz mocnym ataku Wachnika gospodarze zbliżyli się na dwa oczka straty (9:11). Pewny atak Butryna ze skrzydła i as Quirogi oraz jego atak z drugiej linii na kontrze doprowadziły do powiększenia naszej przewagi (9:14). Dobry okres gry w wykonaniu Wachnika (mocno po skosie razy 2, as serwisowy po trafieniu piłką w Mariańskiego oraz udana kontra po dłuższej akcji) doprowadził do odrobienia strat (14:15), u nas tylko Kapelus z trudnej piłki zbiciem po skosie trafił w narożnik boiska. Kolejne akcje Schamlewskiego ze środka, mocny atak Butryna po bloku w aut oraz Pawlińskiego po skosie, utrzymały oczko więcej po naszej stronie (16:17). Na kolejny atak Pawlińskiego w nasz blok (piłka trafia w antenkę), odpowiadamy atakiem Quirogi z trudnej piłki, asem Witczaka (piłka przetoczyła się po taśmie na stronę rywali), co dało wynik 17:20 oraz czas dla gospodarzy. Po nim nasz kapitan zaserwował w siatkę, a Quiroga mocno po bloku w aut, następnie Butryn na kontrze trafił piłką w antenkę, a Dokić na kontrze trafił w aut (19:22) i kolejny challenge dla kielczan niczego tu nie zmienił. Serwis w siatkę Pietraszki oraz as Wachnika (21:22) zmusił trenera Gruszkę do wzięcia czasu. A po nim Wachnik zaserwował w siatkę, natomiast Dokić uderzył mocno po naszych rękach, z kolei Kapelus popełnił szkolny błąd i nie skończył prostej piłki przez co został zablokowany i mieliśmy remis po 23. Po bardzo długiej wymianie w końcu pomylił się Dokić posyłając piłkę w aut, a chwilę potem wydawało się że wybronił pierwszą piłkę setową dla GKS-u atakiem ze skrzydła. Jak korzystać z challengu pokazał Piotr Gruszka, biorąc go w kluczowym momencie seta, gdzie wykazano w czasie ataku gospodarzy, przekroczenie linii środkowej boiska przez Morozowa (23:25). I w taki „dziwny” sposób wygrywamy nerwową końcówkę.
Trzeci set otworzyły po dwie skuteczne akcje w wykonaniu Butryna oraz Morozowa (2:2). Po serwisie Pietraszki w siatkę, Wachnik wykorzystał kontrę zbiciem po naszych rękach, ale szybko za sprawą Butryna który trafił po bloku w aut oraz bloku Komendy na Pawlińskim, doprowadzamy do remisu po 4. Po ataku ze środka po rękach w aut Schamlewskiego, wpierw nastąpiła seria błędów po stronie gospodarzy (Dokić serw w siatkę, Schamlewski ze środka trafił w taśmę i piłka wyszła na aut, jeszcze raz Dokić uderzył daleko w aut oraz Wachnik trafił piłką w siatkę) która doprowadziła do stanu 5:8 oraz przerwy na żądanie dla trenera Daszkiewicza. Po niej nastąpił okres bardzo dobrej gry naszych siatkarzy, a w roli głównej wystąpił Emanuel Kohut. Słowacki środkowy wpierw trafił ze środka po bardzo długiej wymianie (plus kontra Quirogi ze skrzydła), potem znów wykończył bardzo długą akcję po świetnej obronie naszego libero, Stańczaka, następnie ponownie dłuższą wymianę skończył z przechodzącej piłki i na koniec po przebiciu piłki na naszą stronę zakończył akcję na siatce. To był show Kohuta i nasze prowadzenie 5:13, a to wszystko przy dobrej zagrywce Kapelusa! Wydawało się w tym momencie, że sprawa wygrania tej partii była już rozstrzygnięta. Nic bardziej mylnego, bo dość szybkom zaczęliśmy tracić swą dużą przewagę. Naszemu siatkarzowi pozazdrościł rezerwowy Szymański i tym razem to on wziął sprawy w swoje ręce. Zaczął od uderzenia po prostej, potem zaserwował asa, by w kolejnej zagrywce trafić piłką w aut, następnie trafił atakiem z drugiej linii, plus błąd przełożenia ręki nad siatką Komendy i już tylko 9:14. Na akcje Butryna mocno po rękach rywali oraz Pietraszki ze środka, rywale odpowiedzieli mocnym atakiem Wachnika po bloku w aut, tym samym Łapszyńskiego, kontrą w wykonaniu Szymańskiego po naszych rękach oraz asem Wachnika (13:16). Po time oucie dla naszego trenera, Kapelus trafił po skosie, potem znów Szymański uderzył po naszym bloku w aut, a Butryn po skosie (14:18). As Łapszyńskiego, zbicie Szymańskiego po naszym bloku w antenkę oraz kontra Wachnika doprowadziły do zniwelowania naszej przewagi na 18:19! Nerwowa końcówka zaczeęa się od kiwki Quirogi w środek boiska oraz serwisu Kohuta w aut (19:20). Następnie Butryn trafił mocno ze skrzydła, a Łapszyński skończył dłuższą wymianę po bloku w aut (20:21). Atak Quirogi po skosie oraz jego as, dały sporą przewagę (20:23), by równie szybko ją stracić za sprawą akcji ze środka Morozowa oraz asa Wachnika po złym przyjęciu piłki przez Kapelusa (22:23). Po przerwie na żądanie trenera Gruszki, Wachnik zaserwował w aut, a pierwszą piłkę meczową wybronił Morozow zbiciem ze środka, by przy drugiej zamknąć ten mecz za sprawą mocnego ataku Kapelusa z trudnej piłki (23:25).
25 lutego (niedziela) – hala Legionów – Widzów 2170
Dafi Społem Kielce – GKS Katowice 0:3 (18:25, 23:25, 23:25)
Społem: Stępień, Dokić (5), Schamlewski (6), Morozow (6), Wachnik (14), Pawliński (7), Czunkiewicz (libero) oraz Adamski, Superlak (1), Nalobin, Szymański (6), Łapszyński (3). Trener: Dariusz Daszkiewicz.
GKS: Komenda (1), Butryn (16), Pietraszko (8), Kohut (12), Kapelus (5), Quiroga (13), Mariański (libero) oraz Witczak (1), Stelmach, Stańczak (libero). Trener: Piotr Gruszka. MVP: Marcin Komenda.
Przebieg meczu:
I: 2:5, 5:10, 9:15, 14:20, 18:25.
II: 3:5, 6:10, 11:15, 17:20, 23:25.
III: 5:4, 5:10, 9:15, 18:20, 23:25.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?





MAJCK
26 lutego 2018 at 12:54
Klub Kibica Siatkówki GKS i KKN GKS KATOWICE 15 osób
dębiana
26 lutego 2018 at 18:48
Bala najważniejsza ale fajnie ich było słychać ,szacunek