Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Multisekcyjny przegląd doniesień mass mediów: Elektryzujący remis w Szczecinie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

Piłkarze w minionym tygodniu rozegrali dwa spotkania: w środę wygrali z Olimpią Grudziądz 3:1 (0:1) oraz w sobotę zremisowali z Zniczem Pruszków 1:1 (0:0). Prasówki po tych meczach znajdziecie tutaj i tutaj. Drużyna żeńska w ramach 8 kolejki rozegrała mecz w Szczecinie z Olimpią. Spotkanie zakończyło się remisem 2:2 (0:1). Piłkarki zajmują obecnie 7 pozycję w tabeli z 9 punktami. W następnym meczu panie spotkają się z Rolnikiem Biedrzychowice u siebie. Spotkanie zostanie rozegrane w sobotę.

Z zaplanowanych na miniony tydzień siatkarze i hokeiści rozegrali po 50%. Siatkarze przegrali we wtorek 29 września z Aluron Zawiercie 0:3, hokeiści, w inaugurującym meczu w Satelicie pokonali STS Sanok 2:0. Plany na rozegranie niedzielnych meczy siatkarzy i hokeistów pokrzyżował wirus SARS-CoV-2. Zostały odwołane/przełożone zaplanowane na niedzielę spotkania (dla siatkarzy) z Cuprum Lubin oraz z Podhalem (dla hokeistów). Wirusa stwierdzono u jednego z członków drużyny siatkarzy GKS-u oraz u kilku osób związanych z ekipą z Nowego Targu. Siatkarze na najbliższy tydzień mają zaplanowane jedno spotkanie – w piątek, na wyjeździe z MKS-em Będzin.

 

PIŁKA NOŻNA

tylkokobiecyfutbol.pl – Elektryzujący remis w Szczecinie

W tym meczu było wszystko. Cztery bramki, czerwona kartka i samobójcza bramka. Po pasjonującym meczu Olimpia Szczecin zremisowała 2:2 z GKSem Katowice.

Już na początku spotkania mięliśmy rzut karny. Po zagraniu ręką w polu karnym sędzia Emilia Szymula podyktowała jedenastkę dla GieKSy. Wykorzystała ją Zofia Buszewska. Mecz był jednak bardzo wyrównany i żadna ekipa nie zdołała przechylić szali na swoją stronę. Pod koniec pierwszej połowy za kopnięcie jednej z Olimpijek czerwoną kartkę otrzymała Nadia Stanović. Była to zapowiedz ciekawszej drugiej części gry.

Po zmianie stron zaczęło się dziać. Olimpia doszła do głosu i szybko wyrównała. W 52. minucie świetną bramkę pod poprzeczkę bramki strzeżonej przez Ludwiczak zdobyła Zuzanna Radochońska. Olimpia poszła za ciosem i ponad kwadrans później zdołała wyjść na prowadzenie po golu Matildy Böhm. Nie cieszyła się nim długo, bo osiem minut później wynik spotkania ustaliła Klaudia Maciążka.

 

SIATKÓWKA

sportdziennik.com – Mocni i skuteczni Rycerze

Obie drużyny, Aluron CMC Warta Zawiercie i GKS Katowice udanie rozpoczęły sezon i spodziewaliśmy się ciekawych derbów regionu. I tak też było, ale siła uderzenia była po stronie „Jurajski rycerzy”, którzy pewnie wygrali 3:0 i zaliczyli trzecie zwycięstwo z rzędu. Katowiczanie pojawili się w Zawierciu bez rozgrywającego Jana Firleja, który zachorował, ale przeszedł 2-krotnie testy koronawirusowe i oba był negatywne. Jego miejsce zajął Jakub Nowosielski, który dobrze zaprezentował się od połowy II seta w potyczce z Asseco Resovią. Po raz kolejny nie zawiódł, ale on i jego koledzy trafili na świetnie usposobionych gospodarzy.

W I secie trwała twarda walka, choć siatkarze, głównie za sprawą Piotra Orczyka i Mateusza Malinowskiego, zyskali 4. pkt. przewagę (15:11) i strzegli jej jak źrenicy oka. Po udanym ataku i asie serwisowym Jakuba Jarosza goście przegrywali 19:21. Jednak w końcowych fragmentach Orczyk zdobył 2. ostatnie punkty i w tej odsłonie atakował ze 100% skutecznością

Dobrze funkcjonujący duet Orczyk – Malinowski nie zwalniał ręki i był niemal nieuchwytny dla gości. W tej sytuacji gospodarze w II secie szybko wypracowali sobie wysoka przewagę (11:4 i 21:10) Grzegorz Słaby, trener GKS-u, przy stanie 8:17 wymienił drugiego przyjmującego miejsce Kamila Kwasowskiego zajął Sławomir Stolc. Wcześniej jeszcze w I odsłonie do kwadratu dla rezerwowych został Adrian Buchowski i zastąpił go Jakub Szymański.

Obaj podstawowi wrócili na III partię, ale miejscowi wcale nie zamierzali zwalniać tempa. Tym razem było zdecydowanie więcej walki, bo goście rozegrali najlepszą partię. Jednak w końcowych fragmentach szczęście było po stronie gospodarzy.

Aluron CMC Warta Zawiercie – GKS Katowice 3:0 (25:21, 25:16, 25:23)

 

siatka.org – Zawiercianie z przekonującą wygraną przed własną publicznością

Aluron CMC Warta Zawiercie, który podejmował GKS Katowice, miał nadzieję, że w ramach 4. kolejki PlusLigi wreszcie odniesie pierwsze zwycięstwo przed własną publicznością. Pierwsza odsłona była bardzo zacięta, ale w końcówce lepsi okazali się gospodarze. Po zmianie stron nie mieli sobie równych, jednak GKS zdążył przyzwyczaić do tego, że grając przeciwko nim zawsze może dojść do tie-breaka. Katowiczanie nie odpuszczali, ale w gazie byli Piotr Orczyk oraz Mateusz Malinowski i to głównie dzięki ich dyspozycji Aluron wygrał 3:0.

 

Koronawirus w GKS-ie Katowice – mecz z Cuprum odwołany

Coraz ciemniejsze chmury zbierają się nad PlusLigą. Kolejna drużyna zanotowała przypadek zakażenia koronawirusem. Tym razem testy dały jeden pozytywny wynik w zespole GKS-u Katowice. Oznacza to, że z zaplanowanych na tę kolejkę siedmiu spotkań, odbędą się jedynie trzy. W poniedziałek w trybie pilnym odbędzie się telekonferencja władz Polskiej Ligi Siatkówki z prezesami klubów. Wygląda na to, że jak na razie męska liga stanęła przed bardzo poważnym problemem.

Poniżej publikujemy oficjalną informację klubu GKS Katowice w sprawie zakażenia koronawirusem.

Zaplanowany na niedzielę mecz GKS Katowice – Cuprum Lubin został odwołany. Informujemy, że test na obecność wirusa SARS-CoV-2, przeprowadzony 2 października u jednego z członków drużyny GKS-u wykazał wynik pozytywny.

W związku z powyższym treningi zespołu zostały zawieszone. Ponadto Polska Liga Siatkówki S.A. na wniosek Klubu odwołała planowane na niedzielę 4 października spotkanie z Cuprum Lubin. Nowy termin spotkania zostanie ustalony i podany do publicznej wiadomości w późniejszym czasie.

Klub pozostaje w stałym kontakcie ze służbami sanitarnymi oraz Polską Ligą Siatkówki.

Sprzedaż biletów na mecze z Cuprum Lubin oraz z Grupą Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle została wstrzymana. W odrębnym komunikacje poinformujemy o dalszym postępowaniu w sprawie zakupionych już wejściówek.

 

HOKEJ

hokej.net – Zwycięski powrót na Satelitę

Hokeiści GKS-u Katowice dopiero w 7. kolejce stanęli przed szansą na rozegranie meczu na Satelicie. Powrót na ich macierzystą halę zakończył się zwycięstwem 2:0 nad STS-em Sanok, który postawił dzisiaj twarde warunki gospodarzom.

[…] Pierwsze minuty spotkania jasno wskazywały, czego można się będzie spodziewać w dzisiejszym spotkaniu. Sanoczanie starali się szanować krążek i nie odsłaniać się, licząc na kontrę, jednakże tych było jak na lekarstwo. Hokeiści STS-u najkorzystniej wyglądali w końcówce tercji, kiedy to starali się zagrozić podmęczonemu przeciwnikowi. Katowice natomiast przez całą tercję biły głową w mur. Najbliżej szczęścia był Miika Franssila, ale jego silny strzał zakończył swój lot na poprzeczce.

Druga odsłona tego pojedynku nie zapowiadała zmiany schematu gry. Przełamanie przyszło w najmniej spodziewanym momencie, kiedy to STS Sanok stanął przed szansą gry w liczebnej przewadze. Dzisiaj dobitnie swoje potwierdzenie znalazły słowa trenera Marka Ziętary, jakoby jego podopieczni lepiej prezentowali się podczas gry w osłabieniach niż przewagach. Chwila nieuwagi wystarczyła, by na listę strzelców wpisał się Filip Starzyński. Był to jasny sygnał dla STS-u, by zaatakować, lecz starania napastników spełzły na niczym. Szczególnie rozczarowany może czuć się Damian Ginda, który opieczętował jedynie słupek.

Goście wyjechali na trzecią tercję z zupełnie innym nastawieniem mentalnym. Od początku starali się zagrozić bramce strzeżonej przez Juraja Šimbocha, a najbliżej wyrównania był Maciej Bielec, który przegrał jednak pojedynek sam na sam. Śmiała postawa gości wpłynęła pozytywnie na tempo meczu. Obydwie strony szukały kolejnego trafienia, lecz golkiperzy świetnie wywiązywali się ze swoich obowiązków. Kibice zgromadzeni na katowickiej Satelicie z każdą kolejną sekundą coraz bardziej drżeli o utrzymanie skromnego prowadzenia, lecz kara zainkasowana przez Konrada Filipka na ponad dwa minuty przed końcem meczu przekreśliła szanse gości na wyrównanie. Ciężar rozegrania na swoje barki wziął niezastąpiony Jesse Rohtla i profesorskim podaniem obsłużył Mateusza Michalskiego, który nie zmarnował wyśmienitej sytuacji. W tym momencie stało się jasne, że trzy punkty zostają w Katowicach.

GKS Katowice – Ciarko STS Sanok 2:0 (0:0, 1:0, 1:0)

 

nowiny24.pl – Ciarko STS Sanok przegrało wyjazdowy mecz z GKS-em Katowice

GKS Katowice wygrał u siebie z Ciarko STS Sanok, ale młoda drużyna z Sanoka zasłużyła na słowa uznania, bo zagrała bardzo ambitnie.

Pierwsza tercja zakończyła się bezbramkowym remisem. W bramce Ciarko STS Sanok dobrze spisywał się Patrik Spesny, który w całym meczu obronił 39 strzałów zawodników gospodarzy.

[…] Pierwszego gola Ciarko straciło w drugiej tercji.

– Graliśmy wtedy w przewadze i na pewno nie powinno się to zdarzyć – musimy nad tym więcej popracować – nie ukrywa Marek Ziętara.

Ostatecznie GKS Katowice zdobył jeszcze jednego gola w trzeciej tercji i wygrał całe spotkanie 2:0.

– Cały czas się uczymy i była to kolejna lekcja dla mojego zespołu – mówił trener Ciarko. – To nie jest proces, który zakończy się po miesiącu czy dwóch, musimy na spokojnie wszystko obserwować i analizować – zakończył.

 

hokej.net – Dwa niedzielne mecze przełożone

Zaplanowane na jutro spotkania 8. kolejki Polskiej Hokej Ligi zostały przełożone. Nie odbędą się mecze GKS-u Katowice z Tauronem Podhalem Nowy Targ oraz JKH GKS-u Jastrzębie z Comarch Cracovią.

Tauron Podhale Nowy Targ poinformował organizatora rozgrywek, czyli Polską Hokej Ligę, że kilka osób związanych z klubem, w tym zawodnicy, ma objawy wymagające samoizolacji. Komisarz PHL Marta Zawadzka podjęła decyzję o przełożeniu dwóch niedzielnych meczów, czyli spotkania GKS Katowice z Tauronem Podhalem Nowy Targ oraz JKH GKS-em Jastrzębie z Comarch Cracovią. Mecz JKH GKS z Cracovią został przełożony, bo drużyna z Jastrzębia w piątek rozegrała mecz z Podhalem. W klubie z Jastrzębia zostały wdrożone profilaktyczne procedury.

Decyzja Komisarz PHL została podjęta zgodnie z rekomendacjami sanitarnymi, które zostały opracowane przez PZHL przed rozpoczęciem sezonu ligowego 2020/21. Przełożone mecze odbędą się w najszybszym możliwym terminie.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.

Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?

Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.

A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.

Może, może (śmiech).  Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.

Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje. 

Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.

Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?

Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.

Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?

Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.

To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?

Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.

A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?

Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.

W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?

Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.

Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.

Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.

Biło serce, jak sprawdzali spalonego?

Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.

Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?

Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.

Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?

Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.

Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.

Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Realizacja piłkarskich mitów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”

Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.

Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.

GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.

Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.

Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…

No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.

Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.

Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.

Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.

Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.

Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.

Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.

Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.

Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.

Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.

Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.

A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Gra o finał to wielka duma

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Widzew Łódź wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów – Rafał Górak i Igor Jovicević. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Igor Jovicević (trener Widzewa Łódź):
To trudny moment, ale jestem dumny z drużyny, jej ducha walki i jakości, który pokazała. Konkurs rzutów karnych to loteria – możesz wygrać i przegrać.  Ale pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną. Potencjał, jakość, ale rezultat nie jest dobry dla nas. Rozumiemy wysokie oczekiwania naszych kibiców, akceptujemy to, ale nie dajemy im takich rezultatów, jak chcą.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Długie i wyczerpujące spotkanie, na pewno też pod względem emocjonalnym, bo wiadomo, że to dużo kosztuje. Graliśmy już w tej edycji dogrywkę, a dzisiaj było jeszcze dłużej, bo były rzuty karne. Sam mecz był równy, zawsze podkreślam, że piłkarze Widzewa nie są z pierwszej łapanki, natomiast my chcąc zawsze odpowiedzieć na to, co na boisku może się wydarzyć, musimy działać organizacyjnie, systemowo i z ogromnym zaangażowaniem. To był taki trudniejszy mecz dla nas, tak energetycznie, podobnie jak ostatnio, gdy tutaj graliśmy. Natomiast z samej organizacji gry było więcej niż przyzwoicie, zawodnicy bardzo dobrze realizowali grę w obronie niskiej, nie chcąc dać się do niej zepchnąć całkowicie, pracowali i walczyli bardzo dobrze, strefy do zabezpieczenia, które każdy z nich miał – to funkcjonowało okej. Stąd nie wzięła się – jak na 120 minut – jakaś duża ilość sytuacji pod naszą bramką. I to jest na plus, ten mecz jest w taki dobry sposób wybroniony. Zaspaliśmy przy rzucie wolnym, to jest nasza wina i sztabu, bo powinniśmy dać lepszą wytyczną drużynie – Widzew nasze gapiostwo wykorzystał i zdobył bramkę. Ciekawe czy stuprocentowa sytuacja na 2:0 nie zamknęłaby tego meczu i nie kończylibyśmy go po 90 minutach. Ale skoro tak się skończyło, to jest to dla kibiców i całego naszego społeczeństwa kolejna nagroda za wiele lat trudnych. Zbieramy owoce naszej cierpliwej pracy i wyrozumiałości. I cóż wszystko przed nami. W niedziele bardzo ważny mecz w Radomiu, musimy się dobrze zregenerować, by w pełni sił pojechać na kolejne spotkanie. A to że zagramy o finał Pucharu Polski, to jest ogromna duma.

 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga