Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Nocne Marki z Katowic czyli mulisekcyjny przegląd doniesień mediów…

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ostatniego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.

Zespoły piłkarek oraz piłkarzy przygotowują się do startu rundy wiosennej rozgrywek. Panie. następny sprawdzian mają zaplanowany na niedzielę 13 lutego z Tarnovią Tarnów. Piłkarze rozegrali jeden sparing z Hutnikiem Kraków, wygrany 3:1 (1:0). Kolejny test mecz piłkarze rozegrają w sobotę, 12 lutego z Garbarnią Kraków.

Siatkarze rozegrali dwa spotkania: wyjazdowe z Treflem Gdańsk w ramach Pucharu Polski oraz w niedzielę ligowe z Cuprum Lubin. Po przegranej w Gdańsku 1:3, drużyna odpadła z rozgrywek Pucharu Polski. W meczu ligowym zespół wygrał z Cuprum Lubin 3:2. Następne spotkanie siatkarze zagrają w poniedziałek, 14 lutego w Radomiu z Czarnymi.

Hokeiści rozegrali trzy spotkania, niestety dwa z nich przegrali. Pierwsze z nich, we wtorek z Ciarko STS-em Sanok 1:2. W piątek z kolei GieKSa pokonała internacjonałów z Cracovii 4:1, by wczoraj przegrać na wyjeździe z Energą Toruń 0:2. Rozgrywki w PHL, sezonu regularnego zbliżają się do końca, GieKSa ma do rozegrania trzy spotkania: najbliższe za ponad tydzień, we wtorek 15 lutego (w Satelicie) z Unią Oświęcim.

 

PIŁKA NOŻNA

dziennikzachodni.pl – GieKSa wygrała sparingowy maraton z drugoligowcem

W sobotę 5.02.2022 r. beniaminek Fortuna 1. Ligi GKS Katowice rozegrał sparing z drugoligowym Hutnikiem Kraków. GieKSa gościła krakowski zespół na boisku Ośrodka Sportowego „Kolejarz”. Grano w systemie cztery razy po 30 minut.

To była piąta gra kontrolna katowiczan podczas zimowych przygotowań. Wcześniej drużyna trenera Rafała Góraka wygrała z Rekordem Bielsko-Biała i GKS-em Jastrzębie po 2:1, zremisowała z Podbeskidziem Bielsko-Biała 2:2 i pokonała LKS Goczałkowice-Zdrój 3:1.

GieKSa prowadziła od 28. minuty, gdy Adrian Błąd przelobował bramkarza Hutnika. Goście po kontrze doprowadzili do wyrównania, ale katowiczanie szybko odpowiedzieli dwoma ciosami. Najpierw w zamieszaniu przed bramką Kamil Komandera skierował piłkę do siatki. W 115. minucie Grzegorz Janiszewski ustalił wynik uderzeniem głową.

 

SIATKÓWKA

sportdziennik.com – PP siatkarzy. Koniec marzeń o awansie

Stawką meczu w Gdańsku było prawo gry w Final Four Pucharu Polski (Wrocław, 26-27 lutego). Dla GieKSy byłby to historyczny awans. Jeszcze nie tym razem.

Zamiast awansu słaby mecz w wykonaniu podopiecznych Grzegorza Słabego. To Trefl Gdańsk dyktował warunki spotkania. Znawcy siatkówki przewidywali, że w w meczu dojdzie pasjonującego do pojedynku doświadczonych atakujących. Z jednej strony Mariusz Wlazły i przyjezdny Jakub Jarosz. Goście mieli nadzieję, że powtórzą wynik meczu ligowego z 6 stycznia, gdy siatkarze GKS-u Katowice pokonali Trefla w Gdańsku 3:1.

Katowiczanie byli jakby mniej skoncentrowani. Dużo prostych błędów, czasami wymuszanych przez gospodarzy. Na nic zdała się momentami bardzo dobra postawa Gonzalo Quirogi. To za mało, zwłaszcza jeżeli reszta kolegów miała naprawdę słabsze chwile.

Pierwszy set, mimo niekorzystnego dla GieKSy wyniku dawał nadzieję, że mecz będzie bardziej zacięty. W drugiej partii gospodarze już wyraźnie dominowali. Na początku seta gdańszczanie wypracowali przewagę, którą z czasem powiększali i trzymali rywali w bezpiecznej różnicy punktowej. Pięć punktów różnicy na koniec tej części gry.

Natomiast trzeci set to już był wreszcie mecz, który mógł się podobać. Bardzo wyrównany poziom obu zespołów. Walka punkt za punkt. 9:9, potem 9:10 i nadzieja dla katowiczan na odwrócenie losów spotkania. I w połowie seta to zaczęło wyglądać bardzo dobrze. W pewnym momencie GKS prowadził różnicą 5 punktów. Potem przewaga była utrzymywana, bo Jakub Jarosz jak to się mówi „wrócił” do gry. Jego postawa podziałała korzystnie na kolegów z zespołu. Na tym polega m.in. rola lidera. I udało się. GKS Katowice wrócił do gry, wygrywaj ac trzeciego seta do 20.

Gonzalo Quirogi miał ogromny wkład w wygranego seta przez katowiczan. W czwartym secie, gdyby grał tak jak w trzecim, dla Trefla byłby to problem. Jednak gospodarze mocno zmotywowani świetnie rozpoczęli w tej części meczu. Dość szybko zrobiło się 5:1 dla gdańszczan. GieKSa mozolnie musiała odrabiać stratę kilku punktów. Quirogi grał jak z nut i bardzo szybko stan seta 6:5 dawał nadzieję na przechylenie szali zwycięstwa na stronę gości.

I w tym, jakże ważnym fragmencie gry to Trefl zachował więcej zimnej krwi i znowu zyskał kilka pięć punktów przewagi. Katowiczanie kolejny raz musieli odrabiać straty. Jednak udawało się tylko zmniejszać różnicę, a Trefl trzymał rywali z różnicą 2, 3 punktów. Potem już siatkarzom Michała Winiarskiego coraz łatwiej przychodziło zdobywanie punktów. Powietrze z GieKSy zaczęło pomału uchodzić, a przewaga gospodarzy wzrosła do 8 punktów (18:10). I tak ten set wyglądał do końca.

Trefl Gdańsk – GKS Katowice 3:1 (25:21, 25:20, 20:25, 25:17)

 

sportdziennik.com – Nocne Marki z Katowic

Jeżeli siatkarze GKS-u Katowice rozgrywają mecz w niedzielę wieczorową porą to musimy sobie zarezerwować sporo czasu, bo tie-break jest niemal bankowy.

Tak właśnie było w meczu z Cuprum Lubin. Najważniejsze, że nocne Marki z Katowic odniosły kolejne ważne zwycięstwo. To była zaledwie 2 wygrana w 12. meczu z tym niewygodnym rywalem. Zespół z Lubina od zawsze należy do niewygodnych rywali GKS-u Katowice i spodziewano się twardej oraz wyrównanej gry. I tak też było. Ostatecznie…

W wyjściowych składach obyło się zaskakujących decyzji. Jedynie w zespole Cuprum na parkiecie pojawił się Kamil Maruszczyk, zastępując Wojciecha Ferensa. Ten drugi później pojawił się na boisku i był do końca meczu. Od pierwszych piłek ton grze nadawali gospodarze, ale goście doprowadzili do remisu 14:14. Przez kilka akcji było punkt za punkt, a potem do głosu doszli. Zdobyli 6 „oczek” z rzędu i wyszli na prowadzeni 22:16. Kłopoty w przyjęciu sprawiły, że pozostałe elementy również nie funkcjonowały taki jakby sobie tego trener Grzegorz Słaby życzył. Goście bezkarnie zdobywali punkty i szybko doprowadzili wygrania seta.

Druga odsłona była diametralnie inna w wykonaniu gospodarzy. Tym razem katowiczanie szybko sobie wypracowali solidną przewagę 11:5, a potem ją skrzętnie pielęgnowali. Przy stanie 21:14 nikt nie miał wątpliwości, że GKS doprowadzi do wyrównania stanu meczu. Tak też się stało. W 3. secie gra była wyrównana, ale nie była porywająca, bo jedni i drudzy nie ustrzegli się błędów. Gospodarze, przy sporej pomocy rywali, objęli prowadzenie 23:20, a chwilę potem po błędzie serwisowym Remigiusza Kapicy 24:21.

Jednak przyjezdni nie zamierzali rezygnować i punkty zdobyli Ferens i Kapica. Po zagrywce tego pierwszego piłka wylądowała w siatce i GKS miał już zapewniony punkt, ale grał o pełną pulę. Jednak w kolejnej odsłonie znów przy stanie 16:16 gospodarze w jednym ustawieniu stracili 6 „oczek”, w tym 4 blokiem oraz 2. własnych błędach. Cuprum takiej przewagi nie mógł zmarnować i doprowadził do tie-breaka. Gospodarze rozpoczęli w niezwykle efektownie od prowadzenia 4:0, ale potem już nie było tak różowo. Rozpoczęła się twarda walka o każdy punkt. GKS prowadził już 12:7, ale goście zdobyli 3 pkt.z rzędu i znów zrobiło  się nerwowo. Trener Słaby poprosił o czas i po nim Cuprum stracił impet

GKS Katowice – Cuprum Lubin 3:2 (18:25, 25:17, 25:23, 19:25, 15:12)

 

siatka.org – Tie-break dla GKS-u Katowice w meczu z Cuprum

Długi, pięciosetowy mecz rozegrały w niedzielny wieczór zespoły GKS-u Katowice i Cuprum Lublin. Ostatecznie doszło do tie-breaka, w którym lepsi okazali się katowiczanie. Podopieczni Pawła Ruska walczyli jednak do samego końca. MVP meczu został uznany Gonzalo Quiroga. Dla GKS to cenne dwa punkty w walce o udział w play-off.

[…] MVP: Gonzalo Quiroga

 

HOKEJ

hokej.net – Niespodzianka w Katowicach. STS po siedmiu latach ogrywa GieKSę!

Aż siedem długich lat czekali na zwycięstwo z GKS-em Katowice hokeiści Ciarko STS Sanok. Sanoczanie w zaległym spotkaniu 29. kolejki Polskiej Hokej Ligi wygrali w katowickiej „Satelicie” 2:1. Aż 52 strzały obronił fiński golkiper sanoczan Dominik Salama.

Katowiczanie ostatni raz przegrali z sanoczanami 9 stycznia 2015 roku (4:9), w kolejnych czterech sezonach goście nie uczestniczyli w rozgrywkach Polskiej Hokej Ligi a do dzisiaj po powrocie do Ekstraligi przegrali z GieKSą siedem spotkań.

Już w pierwszej akcji meczu sanoczanie objęli prowadzenie. Aleksandr Mokszancew wypuścił dokładnym podaniem Samiego Tamminena a ten w sytuacji sam na sam się nie pomylił. Katowiczanie próbowali wyrównać i co rusz sunęli atakami na bramkę Dominika Salamy, ten jednak pomimo 18 prób nie dał się pokonać. Doskonałą okazję miał Patryk Krężołek, ale przegrał sytuację oko w oko z Salamą.

W drugiej tercji obraz gry się nie zmienił. Wściekle atakowali gospodarze, jednak na bakier mieli ze skutecznością. Wszystko lądowało w łapaczce pewnie broniącego fińskiego bramkarza gości. A próbował Eriksson, Hudson czy Fraszko. Nie dopisywało też szczęście hokeistom GieKSy gdyż krążek po strzale Mateusza Bepierszcza trafił w słupek. A sanoczanie po jednej z nielicznych kontr również ostemplowali słupek a gumy do pustej bramki nie zdołał skutecznie dobić zablokowany przez rywala Sami Tamminen.

Pod koniec odsłony Konrad Filipek przechwycił gumę przed niebieską, popędził na bramkę Macieja Miarki i jego uderzenie z nadgarstka zza obrońcy zatrzepotało w siatce.

W ostatnich dwudziestu minutach obraz gdy się nie zmienił. Do połowy tercji sanoczanie nie mogli wyjść z tercji, ale z ataków GieKSy nic szczególnego nie wynikało a Dominik Salama nie dawał się zaskoczyć. Albo jak w 47 minucie ponownie uratował go słupek po strzale Bartosza Fraszki. Dopiero w zamieszaniu podbramkowym gdy gospodarze ściągnęli bramkarza huknął nad leżącym bramkarzem kanadyjski obrońca Carl Hudson. To dało tylko chwilowe nadzieje gospodarzom, bo sanoczanie ofiarnie wybronili się z ataków rywala i zdobyli komplet punktów w katowickiej Satelicie.

– Zagraliśmy bardzo cierpliwie i uważnie w defensywie. Rywale dominowali w meczu, ale tylko w rogach tafli, nie pozwalaliśmy im za dużo przed bramką. A nasz bramkarz bronił dzisiaj niesamowicie. Każdy z chłopaków włożył ciężką pracę w ten mecz, dlatego zwycięstwo smakuje znakomicie – mówił po meczu strzelec pierwszego gola w tym meczu, Sami Tamminen.

GKS Katowice – Ciarko STS Sanok 1:2 (0:1, 0:1, 1:0)

 

GieKSa ogrywa „Pasy” i zbliża się do lidera!

Cenne zwycięstwo odnieśli hokeiści GKS-u Katowice, którzy w piątkowy wieczór pokonali Comarch Cracovię 4:1 w ramach 42. kolejki Polskiej Hokej Ligi. GieKSa ma punkt straty do lidera tabeli Re-Plast Unii Oświęcim.

Piąta runda PHL ruszyła pełną parą, wyścig o miano lidera tabeli trwa w najlepsze. W meczu 42. kolejki ligi GKS Katowice podejmowali Comarch Cracovię, w składzie której znajdowali się nowo pozyskani zawodnicy z Rosji. W zestawieniu gospodarzy pojawił się Miro-Pekka Saarelainen tuż po wyleczeniu urazu, ponadto debiutu doczekał się napastnik Filip Wielkiewicz.

Od pierwszych minut GieKSa dążyła do jak największej liczby sytuacji podbramkowym i niejednokrotnie zatrudniała Denisa Pieriezwoczikowa. Jednak rosyjski bramkarz radził sobie z próbami Monto, Kolusza i Hudsona, a w 5. minucie bezpański krążek pod bramką Murraya trafił na łopatkę kija Miszczenki i to goście cieszyli się z prowadzenia. GKS znów ruszył do ofensywy, ale na trybunach częściej niż radość słychać było jęki zawodu po strzałach na niemal pustą bramkę Cracovii, które nie trafiały do celu. Dobrze gospodarze poradzili sobie w okresie kary dla Bartosza Fraszki, a jakiś czas później to GieKSa przystąpiła do obiecującego szturmu, gdy ukarani zostali Lescovs i Bodrow. Mimo to pierwsza tercja zakończyła się prowadzeniem gości.

Humory miejscowy kibicom poprawiły się już dwie minuty po starcie drugiej części meczu. Maciej Kruczek w ostatniej sekundzie gry w przewadze przymierzył obok słupka i GKS zasłużenie remisował. Dalsza część gry to niemal kopia tercji numer jeden, czyli szalone natarcia GieKSy i minimalne pudła. O dużym pechu mógł mówić Grzegorz Pasiut, który dwukrotnie celował w słupek, jak też Patryk Wronka czy Carld Hudson. Krakowianie ożywili się dopiero w końcówce tercji, kiedy kary złapali Smal i Wanacki, ale dobrze funkcjonująca obrona GKS-u i spokojnie interweniujący Murray nie dopuścili do kolejnego trafienia Cracovii.

Ostatnia tercja zapowiadała się naprawdę elektryzująco, jako że drugą część meczu zwieńczyła niewykorzystana akcja 1 na 1 Bartosza Fraszki. Obraz gry nie zmienił się, to GieKSa oddawał więcej strzałów i pracowała na przełamanie remisu. I wypracowała je w 45. minucie, gdy Grzegorz Pasiut sfinalizował idealne podanie Patryka Wronki! Radość fanów w „Satelicie” była jeszcze większa, gdy pięć minut potem Patryk Krężołek dobił krążek po samotnej akcji Wronki. Do tego gospodarze spisywali się bezbłędnie w swojej tercji, nawet w osłabieniu, co rodziło frustrację krakowskiej ekipy. Na sam koniec wynik podwyższył Fraszko strzałem do pustej bramki. Trzy ważne punkty dla GKS-u stały się faktem!

– Wiedzieliśmy, że trzy punkty pozwolą nam cały czas zostać w grze o pierwsze miejsce. Po dwóch porażkach mieliśmy duże chęci i dzisiaj pokazaliśmy uważam bardzo dobra grę. Każda formacja mocno pracowała do tego Johny w bramce zrobił swoje i zasłużenie wygrywamy to spotkanie. Byliśmy drużyną, która prowadziła grę i mam nadzieje, że z takim nastawieniem i zaangażowanie zagramy w Toruniu – mówił po meczu Patryk Wronka, napastnik GKS Katowice.

– Co do transferów Cracovii to znamy ten scenariusz bo powtarza się co roku więc, nie ma zdziwienia. Nie obchodzi mnie kto tam gra my jako zespół GKS Katowice chcemy się rozwijać w każdym meczu i patrzymy tylko na siebie – zakończył stanowczo „Wronczes”.

GKS Katowice – Comarch Cracovia 4:1 (0:1, 1:0, 3:0)

 

hokej.net – Jak mówili, tak zrobili. Torunianie pokonują GieKSę!

Piąte zwycięstwo z rzędu odnieśli dziś hokeiści KH Energi Toruń. „Stalowe Pierniki” w meczu 43. kolejki Polskiej Hokej Ligi pokonały na własnym lodzie GKS Katowice 2:0 po golach Michała Zająca i Vadima Vasjonkina.

Podopieczni Jussiego Tupamäkiego z pietyzmem zagrali w destrukcji. Mieli też ogromne wsparcie w swoich bramkarzach: Conradzie Mölderze i Mateuszu Studzińskim, którzy nie dali się pokonać. Ten drugi w 34. minucie musiał zająć miejsce między słupkami, bo Mölder doznał kontuzji.

KH Energa Toruń – GKS Katowice 2:0 (0:0, 0:0, 2:0)

 

suski.dlawas.info – 43. kolejka PHL: Niespodzianki, karne i fura emocji

[…] W Toruniu gospodarze stoczyli zażarty bój z wiceliderem rozgrywek GKS Katowice, w którym błyszczą w tym sezonie lider klasyfikacji kanadyjskiej Patryk Wronka oraz regularnie punktujący Grzegorz Pasiut i Marcin Kolusz. W pierwszych dwóch tercjach kibice nie zobaczyli bramek. W trzeciej Henrik Limma podał do Michała Zająca, a miejscowy gracz umieścił krążek w siatce. Wcześniej w drugiej tercji taflę opuścił kontuzjowany Conrad Molder, którego zastąpił Mateusz Studziński. Obaj bramkarze zachowali czyste konto w tym spotkaniu. Wynik podwyższył Vadim Vasjonkin i szósta drużyna PHL pokonała wicelidera 2:0.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowskie święto w Kielcach

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do galerii z Kielc, gdzie GieKSa podzieliła się punktami z Koroną. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek. 

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie będę przesadzał z ubolewaniem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Korona Kielce – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Jacek Zieliński i Rafał Górak. Poniżej prezentujemy główne opinie szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Przyjmujemy i szanujemy tę zdobycz punktową – jednopunktową. Wydaje mi się, że nie byliśmy dzisiaj najlepszą wersją siebie, na pewno mogliśmy grać lepiej, szczególnie w działaniach, gdy mieliśmy piłkę. Trochę to szwankowało i z tego może troszkę jestem niezadowolony. Jednak z samego przebiegu meczu, gdzie uważam, że remis jest sprawiedliwy, nie będę zbytnio przesadzał z ubolewaniem nad tym punktem. Bo to jest trudny teren i nikomu się łatwo tutaj nie gra. Był pełny stadion i to też chyba fajne dla kibiców, bo ci ludzie dzisiaj dużo dawali, widać dużo walki i zaangażowania. Były momenty lepsze i gorsze zarówno w jednej, jak i drugiej drużynie, dlatego uważam, że jest okej. Cieszę się również, że drużyna jako całość zdaje egzamin, w takim momencie, bo dzisiaj przyjechaliśmy bez sześciu ważnych zawodników. Ta głębia kadry, chciałem to podkreślić, daje radę i zawodnicy, którzy grali mniej wchodzą i realizują swoje zadania. Remis przyjmuję ze zrozumieniem, uważam, że jest to wynik zasłużony.

Jacek Zieliński (trener Korony Kielce):
Nie wiem jak ocenić ten mecz i ten punkt, czy on jest zdobyty czy są dwa stracone. Ale jak się goni wynik i ma się punkt w końcówce, to jest to w miarę zdobycz. Natomiast liczyliśmy na więcej, trochę inaczej miała wyglądać pierwsza połowa, oddaliśmy za dużo przestrzeni przy stałych fragmentach. Wiedząc, że GKS jest w tym groźny, to najbardziej boli, jak się traci taką bramkę. No nic, w piątek kolejny mecz u siebie i tu już nie będzie półśrodków, tu po prostu trzeba wygrywać.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga