Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Dojrzała i skuteczna GieKSa wygrała w Łodzi

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat wczorajszego meczu ŁKS Łódź – GKS Katowice 0:2 (0:2).

 

lksfans.pl – Nowe otwarcie, stare wyniki… ŁKS Łódź – GKS Katowice 0:2

[…] Podopieczni trenera Rafała Góraka zaskoczyli łodzian w pierwszej połowie dwukrotnie po stałych fragmentach gry. W 8. minucie goście egzekwowali rzut wolny z okolicy narożnika boiska, po chwili wybitą piłkę na skraju szesnastki zgarnęli pospołu Marcin Wasielewski i Marko Roginić, ten ostatni zdecydował się na płaski strzał, futbolówkę trącił jeszcze Oskar Repka i ta po chwili wpadła do łódzkiej bramki (0:1).

Kwadrans później Adrian Błąd (w międzyczasie jego strzał głową w świetnym stylu obronił Dawid Arndt) dośrodkował na pole karne piłkę, którą najpierw znów wybili gospodarze, ale która po tym spadła na głowę Marko Roginicia. Na strzał chorwackiego napastnika młody bramkarz ŁKS-u nic nie mógł poradzić, więc katowiczanie cieszyli się z dwubramkowego prowadzenia (0:2).

ŁKS zarówno przed stratą pierwszego, jak i drugiego gola też zdołał zagrozić bramce strzeżonej przez Dawida Kudłę, lecz swoich akcji nie zakończył celnymi strzałami, bo albo uderzenie Nelsona Balongo blokował obrońca, albo też nowemu napastnikowi brakowało miejsca i czasu na oddanie strzału. Sztuka ta udała się Dawidowi Kortowi, jednak pomocnik ŁKS-u huknął w 34. minucie nad poprzeczką.

Przez wiele minut drugiej części sobotnich zawodów ełkaesiacy próbowali zrobić coś, co zmieni oblicze zawodów, jednak długo nie potrafili znaleźć sposobu na przejęcie inicjatywy i tym samym zbliżenie się w okolice bramki Dawida Kudły. Trener Kazimierz Moskal (wrócił na ławkę trenerską ŁKS-u po ponad dwóch latach przerwy) próbował pomóc zespołowi wprowadzając na boisko rezerwowych i ok. 70. minuty ciężar gry przesunął się w końcu na połowę katowiczan.

W tym fragmencie spotkania obok bramki uderzył Dawid Kort, natomiast Pirulo trafił z ostrego kąta w dobrze ustawionego golkipera. GKS odpowiedział za sprawą bardzo groźnego strzału Michała Kołodziejskiego, który obronił Dawid Arndt (piłka zmierzała w okienko bramki łodzian). W końcówce spotkania na bramkę przyjezdnych strzelali jeszcze głową rezerwowi – Mateusz Kowalczyk i Maciej Radaszkiewicz, a aktywny po wejściu na murawę Kelechukwu Ibe-Torti swoją indywidualną akcję też zwieńczył uderzeniem, lecz żadna z tych prób łodzian nie zakończyła się powodzeniem.

 

lkslodz.pl – Trudny początek. ŁKS – GKS Katowice 0:2

[…] Podopieczni trenera Rafała Góraka zaskoczyli łodzian w pierwszej połowie dwukrotnie po stałych fragmentach gry. W 8. minucie goście egzekwowali rzut wolny z okolicy narożnika boiska, po chwili wybitą piłkę na skraju szesnastki zgarnęli pospołu Marcin Wasielewski i Marko Roginić, ten ostatni zdecydował się na płaski strzał, futbolówkę trącił jeszcze Oskar Repka i ta po chwili wpadła do łódzkiej bramki (0:1).

Kwadrans później Adrian Błąd (w międzyczasie jego strzał głową w świetnym stylu obronił Dawid Arndt) dośrodkował na pole karne piłkę, którą najpierw znów wybili gospodarze, ale która po tym spadła na głowę Marko Roginicia. Na strzał chorwackiego napastnika młody bramkarz ŁKS-u nic nie mógł poradzić, więc katowiczanie cieszyli się z dwubramkowego prowadzenia (0:2).

ŁKS zarówno przed stratą pierwszego, jak i drugiego gola też zdołał zagrozić bramce strzeżonej przez Dawida Kudłę, lecz swoich akcji nie zakończył celnymi strzałami, bo albo uderzenie Nelsona Balongo blokował obrońca, albo też nowemu napastnikowi brakowało miejsca i czasu na oddanie strzału. Sztuka ta udała się Dawidowi Kortowi, jednak pomocnik ŁKS-u huknął w 34. minucie nad poprzeczką.

Przez wiele minut drugiej części sobotnich zawodów ełkaesiacy próbowali zrobić coś, co zmieni oblicze zawodów, jednak długo nie potrafili znaleźć sposobu na przejęcie inicjatywy i tym samym zbliżenie się w okolice bramki Dawida Kudły. Trener Kazimierz Moskal (wrócił na ławkę trenerską ŁKS-u po ponad dwóch latach przerwy) próbował pomóc zespołowi wprowadzając na boisko rezerwowych i ok. 70. minuty ciężar gry przesunął się w końcu na połowę katowiczan.

W tym fragmencie spotkania obok bramki uderzył Dawid Kort, natomiast Pirulo trafił z ostrego kąta w dobrze ustawionego golkipera. GKS odpowiedział za sprawą bardzo groźnego strzału Michała Kołodziejskiego, który obronił Dawid Arndt (piłka zmierzała w okienko bramki łodzian). W końcówce spotkania na bramkę przyjezdnych strzelali jeszcze głową rezerwowi – Mateusz Kowalczyk i Maciej Radaszkiewicz, a aktywny po wejściu na murawę Kelechukwu Ibe-Torti swoją indywidualną akcję też zwieńczył uderzeniem, lecz żadna z tych prób łodzian nie zakończyła się powodzeniem.

[…] W końcówce spotkania ełkaesiacy potrafili utrzymać się przy piłce, więc i kontrolowali wydarzenia na boisku, co więcej od czasu do czasu zapędzali się w okolice bramki GKS-u (groźnie uderzał m.in. Pirulo). Beniaminek rzucił się do bardziej śmiałych ataków dopiero w ostatnich minutach, lecz żaden z nich nie wyrządził gospodarzom krzywdy.

 

dziennikzachodni.pl – ŁKS Łódź – GKS Katowice 0:2. Znakomite otwarcie sezonu GieKSy

[…] Powrót Kazimierza Moskala na trenerską ławkę ŁKS nie okazał się zbyt udany. W pierwszym meczu pod wodzą tego szkoleniowca łodzianie mając trzech debiutantów w składzie niespodziewanie przegrali z GKS Katowice.

Podopieczni trenera Rafała Góraka świetnie rozpoczęli rozgrywki. Mocno przebudowana latem drużyna wygrała spotkanie otwierające sezon.

Katowiczanie objęli prowadzenie już w 8 minucie. Marko Roginić strzelił w kierunku długiego słupka, ale piłka po drodze odbiła się do Oskara Repki i myląc Dawida Arndta wpadła do bramki.

ŁKS starał się odrobić straty, ale to GKS strzelił drugiego gola. Po dośrodkowaniu z rogu Adriana Błąda w polu karnym łodzian powstało spore zamieszanie. Najlepiej w tym kotle odnalazł się Roginić i z 5 m głową posłał piłkę do siatki.

Gospodarze starali się przed przerwą zdobyć kontaktowego gola, ale Dawid Kort uderzył nad poprzeczką, a już w doliczonym czasie gry I połowy Bartosz Biel nie potrafił skorzystać kiksu Dawida Kudły.

Po zmianie stron na boisku pojawił się Jakub Arak i niewiele brakowało, by zaraz po wejściu do gry w swoim debiucie w barwach katowiczan wpisał się na listę strzelców. Na kwadrans przed końcem dobrą okazję miał Alan Bród, lecz jego strzał z 11 m obronił bramkarz łodzian. W doliczonym czasie gry bliski zdobycia trzeciej bramki był Daniel Dudziński.

Trener Moskal próbował zmianami podbudzić zespół ŁKS do gry, lecz piłkarze GKS okazali się bezlitośni dla swojego byłego szkoleniowca. W końcówce łodzianie przycisnęli gości, a najlepszą okazję miał Kelechukwu Ibe-Torti, który pomylił się dosłownie o centymetry, lecz katowiczanie zdołali utrzymać bezpieczne prowadzenie do końcowego gwizdka sędziego.

 

sportdziennik.com – Dojrzała i skuteczna GieKSa wygrała w Łodzi

Po golach Oskara Repki i Marko Roginicia katowiczanie zasłużenie zgarniają 3 punkty na inaugurację I-ligowego sezonu. Obiecujący debiut Alana Bróda.

GieKSa w bardzo dobrym stylu zainaugurowała swój drugi sezon po powrocie do Fortuna 1 Ligi. Odniosła w pełni zasłużone zwycięstwo w Łodzi. Rundę wiosenną kończyła wygraną 2:0 z ŁKS-em, rundę jesienną zaczęła w ten sam sposób. Była drużyną dojrzalszą, lepszą piłkarsko i skuteczniejszą, no i której dopisał w tym wszystkim jeszcze pierwiastek szczęścia.

Oba gole padły po rzutach rożnych. Co prawda piłka po tym pierwszym wyszła już za łódzkie pole karne, ale tam wróciła, strzał oddał Marko Roginić, a szczęśliwie tor lotu futbolówki niezmierzającej do siatki przeciął Oskar Repka, zaskakując Dawida Arndta. Roginić drugą bramkę zdobył już osobiście, wyskakując najwyżej w polu karnym do piłki podbitej przez Bartosza Szeligę. Chorwat mógł zatem zapisać ten występ po stronie plusów, mimo że zagrał tylko w pierwszej połowie. Na drugą już nie wybiegł, co było pokłosiem starcia z Maciejem Dąbrowskim, po którym boleśnie upadł na plecy.

A w bramkowych sytuacjach dwukrotnie z narożnika boiska dogrywał Adrian Błąd, któremu najwyraźniej nie przeszkodziła… kostka z reklamą bukmachera wspierającego ŁKS. Tę samą kostkę w tym samym narożniku odsunął w drugiej połowie o kilka metrów pomocnik gospodarzy Dawid Kort. No ale – jak to mówią – złej baletnicy…

Błąd to jedna katowicka „dycha”, a tą drugą był sobotniego wieczoru Alan Bród – absolutny pierwszoligowy debiutant z rocznika 2004 pełnił rolę jedynego młodzieżowca GieKSy. Powiedzieć, że nie zawiódł, to byłoby mało. Nie było w jego poczynaniach ani krzty bojaźni, podejmował odważne decyzje, nie bał się wchodzić nawet między dwóch rywali, starał się pokazywać rywalom do gry, utrzymywał piłkę, niecelne podania jego autorstwa były może ze dwa – oba do przodu. Komentujący ten mecz na antenie Polsat Box trener Marcin Kaczmarek wskazał Bróda nawet jako MVP tego spotkania. W 76. minucie niewysoki gracz mógł nawet uczcić debiut golem, jego strzał dobrze sparował golkiper ŁKS-u.

Bród grał odpowiedzialnie, tak jak cała GieKSa. Poza stratą Rafała Figla w 1. minucie, kiksem Dawida Kudły w doliczonym czasie pierwszej połowy i błędem Bartosza Jaroszka, któremu w dodatkowym czasie już drugiej połowy odebrał piłkę Kelechukwu Ibe-Torti, katowiczanie nie popełniali w defensywie błędów, byli bardzo konsekwentni, dobrze zorganizowani, płynnie przechodzący z obrony do ataku. Zresztą, niedługo po tej stracie Jaroszka podobać mógł się obrazek, jak czterech zawodników GKS-u przybijało sobie „piątki” za udaną akcję w destrukcji.

Stoperzy zrobili swoje, a wahadłowi wywiązali się ze swych zadań nie tylko w tyłach, bo zarówno Marcin Wasielewski, jak i Grzegorz Rogala, widoczni byli też w przodzie. Rogala mógł zaliczyć ładną asystę, ale spudłował Jakub Arak. W światło bramki wstrzelił się za to inny gracz, dla którego był to pierwszy oficjalny mecz w GieKSie. Daniel Dudziński, który zluzował Bróda, uderzył z 10 metrów, ale świetnie interweniował Dawid Arndt.

Nie było fajerwerków, ale odpowiedzialność, solidność, to coś, co może przynosić w tej lidze punkty. Mały znak zapytania można postawić przy sytuacji z 32. minuty, gdy gospodarze oburzyli się wręcz po faulu Rafała Figla na Bartoszu Szelidze w środku pola. Pomocnik GKS-u trafił obrońcę ŁKS-u z impetem i oceniając to zdarzenie z jednej kamery można stwierdzić, że widywało się już takie czerwone kartki. Sędzia pokazał jednak Figlowi żółtą, wypada zaufać wozowi VAR.

Ale to już didaskalia; generalnie taka inauguracja w wykonaniu GieKSy napawa optymizmem, choć nie może umknąć, że tak jak gotowy jest stadion w Łodzi, a ten w Katowicach jest jeszcze w głębokiej budowie, tak GKS ma gotową drużynę, prowadzoną czwarty sezon przez Rafała Góraka, a ŁKS dopiero tworzy ją rękami wracającego do klubu Kazimierza Moskala.

Poprzedni sezon miał nieudany, dość powiedzieć, że od momentu otwarcia nowego obiektu nie zdobył tam jeszcze punktu, ulegając Chrobremu, Widzewowi, Odrze, no i dziś GKS-owi. Za 8 dni premiera na Bukowej, przyjedzie Bruk-Bet Termalica Nieciecza. Już można zacierać ręce, jak asekurujący się i niemówiący o konkretnych celach na ten sezon zespół wypadnie na tle spadkowicza z ekstraklasy i jednego z faworytów rozgrywek.

 

expressilustrowany.pl – ŁKS Łódź – GKS Katowice 0:2. Bezbarwny występ ełkaesiaków na początku sezonu w pierwszej lidze

Zupełnie nie tak miało być. W inauguracyjnym spotkaniu sezonu 2022/2023 w piłkarskiej pierwszej lidze ŁKS uległ na Stadionie Króla w Łodzi GKS Katowice 0:2. Jasne, przy odrobinie szczęścia gospodarze mogli zdobyć gola. Ale to goście mogą mówić o niedosycie. Gdyby nie kilka interwencji Dawida Arndta, to zwyciężyliby wyżej.

 

sportowefakty.wp.pl – ŁKS został w blokach, wykorzystał to GKS Katowice

[…] ŁKS Łódź ponownie postawił na Kazimierza Moskala. Trener wrócił do klubu, z którym w przeszłości awansował do PKO Ekstraklasy. W pierwszym meczu po okresie przygotowań ŁKS podjął GKS Katowice, w którym również pracował w przeszłości Moskal i nie była to udana inauguracja dla łodzian.

Katowiczanie doprowadzili do wyniku 2:0 strzałami w pierwszym i w drugim kwadransie meczu. Najważniejszym piłkarzem w ich ofensywie był Marko Roginić. W 8. minucie Chorwat asystował przy golu Oskara Repki, a w 24. minucie sam pokonał Dawida Arndta w zamieszaniu w polu karnym.

Wynik już nie zmienił się. ŁKS zawdzięcza to interwencjom Dawida Arndta, który zatrzymał piłkę po czterech strzałach celnych. Łodzianie nie byli równie dokładni, ponieważ tylko trzy z ich 13 strzałów były sprawdzianem dla Dawida Kudły. Poprawić wyniku nie udało się między innymi Bartoszowi Bielowi.

Po piątkowych i sobotnich meczach GKS jest na pierwszym miejscu w tabeli.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Rafał Strączek: To duża sprawa

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok miała miejsce konferencja, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz bramkarz Rafał Strączek.

Michał Kajzerek: Witam wszystkich bardzo serdecznie na konferencji przed meczem 33. kolejki z Jagiellonią Białystok. Wszystkie bilety sprzedane, dlatego apelujemy o przekazanie/odsprzedanie biletów przez kibiców nie mogących przyjść na mecz, aby jak najwięcej pojawiło się nas na arenie.

Czego trener się spodziewa pod kątem tego meczu? O wielką rzecz walczą także piłkarki.
Rafał Górak:
Kobiety mają pierwszeństwo, więc zacznijmy od nich. Trzymamy kciuki, liczymy na następne trofea i medale w gablocie. Piękna sprawa, fajnie, że udało się to przenieść bliżej. Trzymamy kciuki bardzo mocno. My mamy swoje sprawy do załatwienia, musimy się koncentrować na spotkaniu z Jagiellonią – godzinę przed finałem mamy trening. My z racji tego, gdzie jesteśmy w tabeli, po prostu musimy być jak najlepiej przygotowani do rywala trudnego, wymagającego. Mieliśmy okazję się już spotkać w tym roku, graliśmy bardzo dobrze momentami. Jeśli zagramy tak przez cały mecz, zawiesimy poprzeczkę bardzo wysoko.

Zostałeś nominowany do nagrody dla najlepszego bramkarza sezonu.
Rafał Strączek:
To duża sprawa, jest to dla mnie ogromne wydarzenie. Cieszę się, że ta praca została doceniona.

Wczoraj Jagiellonia grała w rytmie niejako europejskich pucharów.
Rafał Górak:
Drużyna grająca w środę nie czuje żadnego zmęczenia, jest wystarczająco czasu do niedzieli na regenerację. Dla Jagiellonii wypadł bardzo ważny zawodnik, doświadczony. Trener Siemieniec ma w kim jednak wybierać.

Raków nie wykorzystał sytuacji, ale stłamsił Jagiellonię.
Było widać duży napór Rakowa, brakowało bramki. To też świadczy o jakimś braku. Jagiellonia wygrała zasłużenie, nie ma co dyskutować.

Mówicie o szansie na awans do pucharów?
Rafał Strączek:
Mamy świadomość tego, że zostały dwa mecze i jakie miejsce zajmujemy. Ta liga jest mega szalona, różnice między miejscami są bardzo małe. Patrzymy w górę i robimy wszystko, by zająć jak najwyższe miejsce.

Była obawa po powrocie?
Trzy mecze, bark mi doskwierał. W miarę szybko to wyleczyłem i dałem znać trenerowi, że dobrze się czuję.

Spodziewaliście się, że tak blisko będzie do podium?
Nikt o takich rzeczach nawet w Katowicach nie myślał. Tym bardziej się cieszymy z takiej okazji, spinamy się wszyscy w szatni, motywujemy. Musimy poświęcić całych siebie, by osiągnąć jak najlepszy wynik.

W Gliwicach nie grał Klemenz.
Rafał Górak:
Lukas dzisiaj zaczyna proces treningowy, będziemy się zastanawiać, czy wróci w niedzielę. Pozostali zawodnicy, poza Paluszkiem i Trepką, są do mojej dyspozycji.

Jak oglądasz takie mecze z nadchodzącym rywalem?
Rafał Strączek:
Podchodzę trochę zawodowo, trochę jednak na spokojnie. Staram się patrzeć na zachowania zawodników, poruszanie systemowe. Fajnie, że grali wczoraj, można się przypatrzeć i wyciągnąć więcej wniosków.

Jest presja na zwycięstwo?
Rafał Górak:
To nie presja, że chcemy wygrać. Chcemy podjąć rywalizację sportową. Od kilkunastu dni nie ma biletów, to daje do myślenia. Wczoraj z zawodnikami i zawodniczkami mieliśmy wielką imprezę, radosne dzieci, kobiety i mężczyźni. To jest wyzwanie, żeby tym ludziom zrobić fajny dzień. Po tym ile otrzymaliśmy od nich miłych słów… Zawodnicy byli pod wrażeniem. Ludzie kupują koszulki z ich nazwiskami, potem jeszcze chcą ich autograf. Dawno tego nie było, to niesamowite.

Odczuwacie mentalne zmęczenie na finiszu sezonu?
Nie będziemy się porównywać ze słowami piłkarzy Jagiellonii, oni mają swoje problemy. My w ogóle nie jesteśmy zmęczeni, na pewno każdy w jakiś sposób o wakacjach marzy. Zawodnicy się realizują, doskonale zdają sobie sprawę, że teraz czas świetnej, ciężkiej roboty.

Motywować drużyny nie trzeba, a trzeba im mówić, by cieszyli się grą?
Jest pula do zdobycia. Sześć punktów załatwi nam wszystko – będziemy grać w europejskich pucharach, taka jest prawda. Nie ma co kalkulować, przemotywowywać. Oni wypracowali to miejsce, wielu z nich nigdy tam nie grało. Dzisiaj mogą w nich zagrać, nie ma mowy o wakacjach, o zmęczeniu. Nie wolno się też presować, trzeba się radować. Musimy wykonywać nasze zadania taktyczne, pokazać momenty i błyski – wtedy będzie mnóstwo zabawy.

Jest pomysł na wymóg Polaków w kadrze, jak pan na to patrzy?
Wszystko, co związane z limitami, zaczyna mi się to robić niezgodne z tym, jak lubię żyć. To jakbym kazał dzieciom uczyć się polskiego, mówić po angielsku, a przy śniadaniu po francusku. To w klubie powinniśmy brać odpowiedzialność za to, jak one wyglądają. Ja swoją ideę mam i wiem, od jakich piłkarzy zyskujemy najwięcej. Wiem, co dają nasi piłkarze, chcę, by szatnia mówiła w języku polskim. Ja sam się uczę języka angielskiego, mam deficyty, ale jesteśmy u siebie.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga