10 września w Satelicie GKS Katowice zainaugurował rozgrywki Tauron Hokej Ligi. Rywalem mistrza Polski był wicemistrz – GKS Tychy, a mecz rozpoczął się o 17:00.
Od początku starcia sędziowie bardzo ochoczo rozdawali kary, rozpoczynając zespołu gospodarzy – dopatrzyli się fauli Wanackiego i Koponena. GieKSa postanowiła jednak otworzyć swoje konto bramkowe w sezonie 23/24 od gola w osłabieniu. W 12. minucie duet Szwedów ruszył z kontrą, a Olsson wykorzystał podanie Marklunda. Gdy od 13. minuty na ławce kar przebywał Jaromesky wydawało się, że drugi gol dla GieKSy jest tylko kwestią czasu – co chwilę mieliśmy do czynienia z zamieszaniem pod bramką Fucika, jednak brakowało nam skuteczności. Szczególnie blisko był Iisakka, któremu niewiele brakowało, by umieścić krążek tuż przy słupku. Fin był jedną z najjaśniejszych postaci w tej tercji – trzykrotnie urywał się tyskim defensorom, wykorzystując swoją szybkość. Na przerwę udaliśmy się z jednobramkowym prowadzeniem.
Druga tercja rozpoczęła się od kary dla Pasiuta, a tym razem podczas przewagi tyszan to goście zdobyli gola. Komorski doprowadził do wyrównania strzałem z ostrego kąta. Ta część spotkania była już znacznie bardziej wyrównana od pierwszych 20 minut, kiedy optyczna przewaga zdecydowanie należała do GieKSy. Kolejne nasze gry w 5/4 nie wyglądały już tak dobrze, jak pierwsza, ale to właśnie w ten sposób odzyskaliśmy prowadzenie – w 39. minucie Koponen uderzył po lodzie od słupka. Przed trzecią tercją mieliśmy więc ponownie jeden gol przewagi.
Ostatnia regulaminowa odsłona tego starcia wyglądała bardzo podobnie do drugiej tercji – obie drużyny znacznie lepiej spisywały się w obronie, niż w ataku. Brakowało klarownych sytuacji – zarówno po naszej stronie, by móc myśleć o podwyższeniu prowadzenia, jak i ze strony gości, by doprowadzić do remisu. Na 40 sekund przed upływem 60 minut tyszanie zdjęli bramkarza, a w 59 minucie i 43 sekundzie Mroczkowski dopadł do krążka po ogromnym zamieszaniu w polu bramkowym i zdobył gola 2:2, choć sędziowie zdecydowali się jeszcze na analizę wideo, po której wskazali na środek tafli. Potrzebna była więc dogrywka, ale i ona nie przyniosła rezultatu – ponownie brakowało groźnych ataków z którejkolwiek ze stron. W rzutach karnych decydujące okazało się efektownie trafienie Sokay’a z pierwszej rundy – Murray nie dał się pokonać ani razu, dzięki czemu 2 punkty zostały w Katowicach.
GKS Katowice – GKS Tychy 3:2k. (1:0, 1:1, 0:1, 0:0d., 1:0 k.)
1:0 Olsson (Marklund) 11:01 4/5
1:1 Komorski 21:42 5/4
2:1 Koponen (Varttinen, Monto) 38:46 5/4
2:2 Mroczkowski (Łyszczarczyk) 59:43
3:2 k. Sokay 65:00 – decydujący rzut karny
GKS Katowice: Murray (Kieler) – Delmas, Kruczek, Fraszko, Pasiut, Bepierszcz – Varttinen, Koponen, Iisakka, Monto, Hitosato – Cook, Wanacki, Marklund, Sokay, Olsson – Maciaś, Chodor, Kovalchuk, Smal, Michalski.
GKS Tychy: Fucik (Lewartowski) – Jaśkiewicz, Kaskinen, Padakin, Komorski, Jeziorski – Bizacki, Pociecha, Jansson, Turkin, Korenchuk – Jaromersky, Bryk, Bukowski, Galant, Marzec – Ciura, Gościński, Mroczkowski, Ubowski, Łyszczarczyk.
Najnowsze komentarze