Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
W Olsztynie przypieczętowaliśmy znakomitą rundę!
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Piłkarki, po wyjazdowej wygranej 3:0 z drużyną Stomilanek Olsztyn, zakończyły rundę jesienną na pierwszym miejscu w tabeli. Przewaga nad drugą drużyną w tabeli – Pogonią Szczecin wynosi 6 punktów. Piłkarze w ubiegłym tygodniu rozegrali dwa spotkania. W ubiegły poniedziałek przegrali z Koroną 1:2. W sobotę drużyna pokonała Cracovię 4:3. Prasówki po tych spotkaniach znajdziecie odpowiednio TUTAJ i TUTAJ. Kolejne spotkanie zespół rozegra po przerwie reprezentacyjnej 23 listopada z Lechem na wyjeździe. W styczniu 2025 roku odbędzie się druga edycja Spodek Super Cup.
Siatkarze najbliższy mecz rozegrają na wyjeździe ze Stilonem Gorzów. Spotkanie zostanie rozegrane już dzisiaj, początek meczu o godzinie 20:30. Zespół zajmuje ostatnie miejsce w tabeli…
Hokeiści przygotowują się do spotkań w Pucharze Kontynentalnym, który zostanie rozegrany w najbliższy weekend w duńskim Aalborg. Zespół zmierzy się kolejno z: CSM Corona Brasov (piątek, godz. 15:00), Brûleurs de Loups (sobota, godz. 14:00) i z gospodarzami Aalborg Pirates (niedziela, godz. 18:00). Sekcja hokeja podpisała umową z Polską Organizacją Turystyczną na promowanie Polski. Został podany szczegółowy harmonogram turnieju o Puchar Polski, który odbędzie się w Krynicy –Zdroju w dniach 28-20 grudnia.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – GKS Katowice w Olsztynie przypieczętował znakomitą rundę jesienną!
W 11. kolejce Orlen Ekstraligi GKS Katowice wygrał 3:0 w Olsztynie ze Stomilankami. Drużyna prowadzona przez Karoline Koch w rundzie jesiennej nie straciła punktów i z 33 oczkami na koncie zajmuje pierwsze miejsce w tabeli.
Mecz pomiędzy Stomilankami Olsztyn a GKS-em Katowice był bardzo istotny w kontekście rywalizacji o fotel lidera oraz w walce o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej – drużyna gości chciała utrzymać przewagę nad wiceliderem, a ekipa z Warmii i Mazur walczyła o powiększenie przewagi nad strefą spadkową.
Gospodarze nie były w stanie przeciwstawić się drużynie z Katowic, która od pierwszych minut kontrolowała przebieg gry. Katowiczanki wyszły na prowadzenie w 12. minucie spotkania po golu Amelii Bińkowskiej. Do przerwy wynik nie uległ zmianie i lider Orlen Ekstraligi schodził na przerwę ,prowadząc 1:0.
W drugiej połowie przyjezdne potwierdziły swoją wyższość, zdobywając kolejne bramki. W 64. minucie po raz drugi drogę do bramki rywalek znalazła Amelia Bińkowska, a w doliczonym czasie gry wynik meczu ustaliła Klaudia Słowińska.
infokatowice.pl – GieKSa kończy rundę z kompletem zwycięstw
Piłkarki GieKSy pokonały w ostatnim spotkaniu rundy jesiennej na wyjeździe Stomilanki Olsztyn 3:0. Tym samym katowiczanki zanotowały komplet jedenastu zwycięstw i są zdecydowanymi liderkami tabeli.
GieKSa od początku spotkania osiągnęła przewagę i już w 11 min. objęła prowadzenie po uderzeniu głową Amelii Bieńkowskiej. Później katowiczanki nadal atakowały i blisko kolejnych bramek były m.in. dwukrotnie Klaudia Maciążka i Aleksandra Nieciąg. W końcówce pierwszej połowy po kolejnym strzale głową, tym razem Klaudii Słowińskiej, piłka znów znalazła się w siatce, ale gol nie został uznany z powodu wcześniej odgwizdanego faulu.
W drugiej odsłonie Stomilanki grały odważniej i próbowały zdobyć wyrównującą bramkę. W 64 min. dobrze w polu karnym znalazła się jednak ponownie Bieńkowska i podwyższyła wynik spotkania. W końcówce trzecie trafienie dołożyła Słowińska i tym samym Trójkolorowe pewnie i w pełni zasłużenie wygrały w Olsztynie 3:0. Podopieczne trenerki Karoliny Koch zakończyły więc rundę jesienną z kompletem jedenastu zwycięstw, a nad kolejnymi w tabeli zespołami Czarnych Sosnowiec i Pogoni Szczecin mają 6 punktów przewagi.
weszlo.com – Posada trenera beniaminka Ekstraklasy niezagrożona? „Zależało mi na stabilności, a nie na huśtawce”
GKS Katowice wrócił do elity po 19 latach i nie sprzedaje w niej tanio skóry. Duża w tym zasługa trenera zespołu, Rafała Góraka. Wiele wskazuje na to, że szkoleniowiec nie stanie się zakładnikiem własnego sukcesu. Jak zadeklarował w rozmowie dla „Przeglądu Sportowego” prezes klubu, Krzysztof Nowak, 51-latek może być spokojny o swoją przyszłość.
W dotychczasowych spotkaniach ekipa Góraka prezentowała się solidnie. Katowiczanie zdobyli 16 punktów w 14 meczach i plasują się obecnie w środku tabeli, na 12. miejscu.
Pracę szkoleniowca bardzo docenia prezes klubu, Krzysztof Nowak. W rozmowie dla „Przeglądu Sportowego” zaznacza, że 51-latek nie musi obawiać się o swoją przyszłość w GKS-ie. – Kontrakt z trenerem Górakiem został podpisany na dwa lata. Wcześniejszy przedłużał mu się z automatu, ale go anulowaliśmy i ma w tym momencie nowe warunki. Będzie obowiązywać nie rok, a dwa lata, co jest wyrazem mojego zaufania – przyznaje.
– Zmiana trenera nic nie daje, a w naszej sytuacji jedynym, na czym mi zależało, to na stabilności, a nie jakiejkolwiek huśtawce. Mogę powiedzieć w ten sposób, że bez względu na to, co by się działo, jego posada jest bezpieczna. Nie mam zastrzeżeń do jego pracy, do sztabu, więc tak, trener Górak jest bezpieczny w GKS-ie – podkreślił prezes.
Górak objął stery katowiczan w czerwcu 2019 roku. Od tego czasu poprowadził zespół w 197 oficjalnych meczach, wygrywając 86 z nich.
Jednak apetyt rośnie w miarę jedzenia. Awans do elity to za mało dla włodarza klubu. Nowak planuje dalszy rozwój zespołu i nie zamierza osiąść na laurach. – Trzeba się wzorować na takich klubach jak Legia Warszawa, jak Lech Poznań, Jagiellonia, czy Pogoń Szczecin. My musimy dążyć do tych potęg.
wkatowicach.eu – Błąd, Podolski, Peszko i spółka! Przed nami największy turniej piłkarski w kraju, czyli Spodek Super Cup 2025
To największy turniej piłkarski drużyn zawodowych w Polsce! Już 11 stycznia 2025 roku w Katowicach odbędzie się druga edycja Spodek Super Cup. Na boisku zobaczymy świetnych piłkarzy oraz kibiców spragnionych wrażeń. Nasz portal jest patronem medialnym wydarzenia.
Spodek Super Cup 2025 odbędzie się 11 stycznia 2025 na legendarnej arenie katowickiego Spodka i zgromadzi nie tylko profesjonalne drużyny, w tym Górnik Zabrze, GKS Katowice, Spartak Trnava, Banik Ostrava, Wisłoka Dębica, ROW 1964 Rybnik, JKS Jarosław oraz Drużynę Gwiazd SuperBet, prowadzoną przez Sławomira Peszkę, ale także 9.000 publikę!
W środę, 6 listopada, w restauracji „Sztolnia” odbyła się konferencja prasowa, zapowiadająca to wydarzenie. Wzięli w niej udział:
Lukas Podolski – piłkarz Górnika Zabrze,
Adrian Błąd – piłkarz GKS-u Katowice,
Bartosz Malaka – przedstawiciel partnera głównego SuperBet,
Grzegorz Górski – przedstawiciel organizatora, Fundacji „Kulturalnie i na Sportowo”.
To turniej stworzony dla kibiców. Chcemy, aby każdy miłośnik futbolu, niezależnie od wieku, poczuł się częścią tej piłkarskiej uczty. Organizujemy edycję poświęconą fanom zaprzyjaźnionych drużyn, zapewniając atrakcje, które umilą czas – mówi nam organizator Spodek Super Cup, Grzegorz Górski.
Obecny na konferencji Lukas Podolski zaznaczył, że jeśli nie zdarzy się nic niespodziewanego, to pojawi się na boisku, by rywalizować z innymi zawodnikami. Dla mnie w takich wydarzeniach nie ma odstawiania nogi i gra się na sto procent. Kontuzje? Nie rozumiem zawodników, którzy odmawiają udziału w turnieju z takich powodów. Kocham piłkę, lubię grać na hali, bo to dynamiczna gra, i bardzo się cieszę, że spotkamy się z tysiącami fanów – dodaje Lukas Podolski.
W programie turnieju znajdą się nie tylko mecze profesjonalnych drużyn, ale także strefa fan zone z boiskami dla dzieci, pokazy freestyle football w wykonaniu medalisty tegorocznych Mistrzostw Świata oraz konkursy z nagrodami. Na scenie muzycznej pojawi się również legendarna, śląska grupa hip-hopowa, której nazwy organizatorzy jeszcze nie zdradzili, ale prawdopodobnie każdy z nas domyśla się, o kogo chodzi.
Turniej rozgrywany będzie na boisku o wymiarach 40 m x 21 m, z bandami przyspieszającymi tempo gry.
To jest zupełnie inna dynamika, kiedy są bandy i zmiany hokejowe. To będzie wielkie święto i jestem pewien, że nikt nie odstawi nogi na boisku, a kibice dołożą doping ze swoich gardeł na trybunach. Brałem udział w pierwszej edycji Spodek Super Cup i jestem pod ogromnym wrażeniem. Nie mogę się doczekać – zaznacza Adrian Błąd z GKS-u Katowice
Dodatkową niespodzianką jest również drużyna gwiazd Superbet, którą będzie kierował Sławomir Peszko. Podpytaliśmy, czy już w ruch poszła książka telefoniczna byłego reprezentanta Polski, a obecnie trenera Wieczystej Kraków, i czy są jeszcze nazwiska – tak zwane asy z rękawa – które wkrótce zostaną ujawnione.
Mogę zapewnić, że kibice będą zadowoleni, a książka telefoniczna już została otwarta (śmiech). Nie zastanawialiśmy się nawet sekundy, żeby dołączyć do wydarzenia. Co więcej, w zasadzie można powiedzieć, że tylko czekałem na telefon od Grzegorza – organizatora turnieju. Byliśmy w poprzedniej edycji, jesteśmy i teraz! – mówi Bartosz Malaka z Superbet.
SIATKÓWKA
sportowefakty.wp.pl – Mecz z wyraźnym faworytem na zakończenie kolejki w PlusLidze
W poniedziałek czas na ostatni mecz 11. kolejki PlusLigi. W nim Cuprum Stilon Gorzów podejmie zamykający ligową tabelę GKS Katowice. Spotkanie wydaje się mieć jasnego faworyta.
Cuprum Stilon Gorzów i GKS Katowice to drużyny, które obecnie znajdują się w zupełnie innej sytuacji. Gorzowianie zaskoczyli świetnym początkiem sezonu i z meczu na mecz pokazują, że są zespołem, który chce liczyć się w walce o play-offy. Na dziesięć rozegranych spotkań siatkarze Cuprum zwyciężyli sześć i utrzymują pozycję w czołowej ósemce rozgrywek.
W ostatniej kolejce zespół z Gorzowa Wielkopolskiego przywiózł dwa cenne punkty z Rzeszowa, pokonując po tie-breaku Asseco Resovię.
Na razie o życie walczy jednak GKS Katowice. Zespół z Górnego Śląska to obecnie najsłabsza drużyna rozgrywek i główny kandydat do spadku. Podopieczni zamykają tabelę z jednym zwycięstwem na koncie. Gieksa była w stanie pokonać tylko wyprzedzający ich Barkom Każany Lwów. W ostatnim meczu ulegli natomiast innej drużynie z dolnej części klasyfikacji – Indykpolowi AZS Olsztyn.
W poniedziałkowym starciu zdecydowanym faworytem będzie więc Stilon Gorzów. Atutem gospodarzy jest niewątpliwie atak, na którego czele stoi Chizoba Neves Atu. Brazylijczyk obecnie zajmuje czwarte miejsce w rankingu najlepiej punktujących w tym sezonie PlusLigi. Groźni mogą być także środkowi. Cuprum potrafi grać blokiem, o czym boleśnie przekonała się między innymi Asseco Resovia.
HOKEJ
hokej.net – GieKSa będzie promować Polskę! Umowa podpisana
GKS Katowice zawarł umowę z Polską Organizacją Turystyczną. Wicemistrzowie Polski będą promować Polskę poprzez udział w rozgrywkach Pucharu Kontynentalnego. Projekt został zainicjowany przez Ministerstwo Sportu i Turystyki, a pieczę nad nim sprawuje Polska Organizacja Turystyczna.
Celem programu jest promocja Polski przez sport. Prezentowanie naszego kraju jako ciekawego kierunku turystycznego.
W dniach 15-17 listopada 2024 roku podopieczni Jacka Płachty zagrają w trzeciej rundzie Pucharu Kontynentalnego. W Aalborgu zmierzą się z gospodarzami całych zmagań – Aalborg Pirates, francuskim Brûleurs de Loups Grenoble oraz rumuńską Coroną Braszów.
Awans do Turnieju Finałowego, który odbędzie się w styczniu, wywalczą dwie najlepsze drużyny.
Będzie się działo! Oto dokładny plan rywalizacji o Puchar Polski
W dniach 28-30 grudnia zostanie rozegrany Turniej Finałowy Pucharu Polski. Zmagania, podobnie jak w zeszłym roku, zostaną rozegrane w Krynicy-Zdroju. Znamy godziny wszystkich spotkań.
W sobotę, 28 grudnia, GKS Tychy zagra z GKS Katowice, a dzień później Re-Plast Unia Oświęcim zmierzy się z JKH GKS Jastrzębie. Oba spotkania rozpoczną się o godz. 17:30.
Finał zaplanowano na poniedziałek o 18:30. Transmisje ze wszystkich spotkań przeprowadzi TVP Sport.
Warto wspomnieć, że będzieto już 27. edycja zmagań o Puchar Polski. Największą liczbę triumfów na swoim koncie ma GKS Tychy, który wygrał te reozgrywki10-krotnie. Podopieczni Pekki Tirkkonena są też obrońcą tego trofeum sprzed roku.
Salituro: Gra w polskiej lidze jest wyzwaniem, które daje mi sporo radości
Dante Salituro, który latem dołączył do drużyny GKS-u Katowice podsumował postawę drużyny w dwóch pierwszych rundach sezonu, a także podzielił się swoimi przeczuciami przed nadchodzącym turniejem Pucharu Kontynentalnego w Aalborgu. 27-latek podkreślił również swoje zadowolenie z pobytu w Polsce, polecając nasz kraj jako destynację turystyczną.
27-letni Salituro ma niezwykle bogate dossier. Napastnik rodem z Ontario od pięciu sezonów zadomowił się w Europie, notując występy w lidze słowackiej, francuskiej Ligue Magnus, czy nawet fińskiej Liidze. Ostatni sezon spędził w barwach EC Hannover Indians, występujących na trzecim poziomie rozgrywkowym w Niemczech. Najjaśniejszym punktem jego kariery pozostaje z pewnością podpisany w 2016 roku wstępny kontrakt z Columbus Blue Jackets.
Ponad dekadę temu, kanadyjski hokej wiązał spore nadzieję z Salituro, a sam zawodnik uważany był za spory talent. Występując w barwach Ottawa 67’s uchodził za gwiazdę drużyny i to właśnie do niego porównywany był wchodzący w dorosły hokej… Connor McDavid. Ta dwójka zresztą zna się doskonale z czasów występów w młodzieżowych drużynach. Jak zawodnik o tak bogatym doświadczeni klubowym podsumował dwie pierwsze rundy w wykonaniu GKS-u Katowice?
–Za nami sporo udanych gier, które pokazują, że mamy wielki potencjał w ofensywie i że jesteśmy w stanie wygrywać z najlepszymi zespołami w lidze. Wiadomo, że ograniczały nas przez pewien czas kontuzje ważnych zawodników i po drodze traciliśmy ważne punkty, ale z drugiej strony w trakcie sezonu powitaliśmy nowych graczy, którzy dali nam sporo potrzebnej jakości. Wykonujemy dobrą pracę na lodzie, patrzymy do przodu i widzimy dużo ciekawych wyzwań, na które moim zdaniem jesteśmy gotowi. Dla mnie gra w polskiej lidze jest wyzwaniem, które daje mi sporo radości, bo z jednej strony można tutaj zaprezentować swoje indywidualne umiejętności, a z drugiej ważna jest gra zespołowa, bo to ona na dłuższą metę daje punkty i wygrane–wyjaśnił napastnik.
W dniach 15-17 listopada GKS Katowice w duńskim Aalborgu rywalizować będzie w trzeciej rundzie Pucharu Kontynentalnego. Wicemistrzowie Polski trafili do niezwykle mocno obsadzonej grupy F, w której zmierzą się z gospodarzami- Aalborg Pirates, francuskim Bruleurs de Loups Grenoble oraz przedstawicielem Erste Ligi -Coroną Braszów. Awans do Turnieju Finałowego uzyskają dwie najlepsze ekipy. Jak szansę GKS-u w tak wymagającym turnieju ocenia Kanadyjczyk?
–Mamy zgraną ekipę, w której każdy zna swoją rolę i jest gotowy dać z siebie wszystko. Widać w nas głód zwycięstwa i chęć udowodnienia, że możemy rywalizować na najwyższym poziomie z zespołami z całej Europy. Puchar Kontynentalny to wyjątkowa szansa, aby pokazać naszą siłę, a jednocześnie czerpać z tej rywalizacji sporo doświadczenia. Wiemy, że zespoły, z którymi się zmierzymy, są bardzo mocne, ale jesteśmy dobrze przygotowani i gotowi walczyć o każdy punkt. Wszyscy wiemy, jak wiele to dla nas znaczy i jesteśmy zmotywowani, by pokazać się z jak najlepszej strony. Wierzę, że jeśli będziemy grali swoje, możemy wrócić z Danii z dobrymi wynikami–podkreślił 27-latek.
Salituro choć w Polsce przebywa od sierpnia, to miał już okazję poznać uroki naszego kraju, występując w lidze słowackiej, skąd chętnie wybierał się do Polski w celach turystycznych. Mieszkając w Katowicach, przekonał się również o polskiej gościnności i komunikatywności
–Na nic nie mogę narzekać, Katowice to bardzo dobre miejsce do grania w hokeja i życia, do tego nie brakuje ludzi, z którymi mogę porozmawiać po angielsku i poznać trochę nowych miejsc. Jeżeli chodzi o moją znajomość Polski, to zaczęła się ona za czasów mojej gry w lidze słowackiej; z Preszowa było dość blisko do Polski i kilka razy odwiedziliśmy w czasie wolnym Kraków, który bardzo mi się podobał ze względu na swoją architekturę i historyczny klimat.Teraz gram w GKS-ie i dzięki temu poznaję Katowice. Bardzo dobrze odnajduje się w tych miejscach i mogę je polecić każdemu, kto zwiedza Europę i Polskę– podsumował Dante Salituro.
Felietony Piłka nożna
Projekt GKS Katowice
Latem 2019 roku na swoją drugą kadencję przybył do GieKSy Rafał Górak. Trener, który miał coś do udowodnienia wszystkim związanym z katowicką piłką. Zadania podjął się ekstremalnie trudnego. GieKSa właśnie spadła do drugiej ligi – po kilku latach marzeń i nadziei na awans do ekstraklasy, zakończyło się zmianą ligi – ale w drugą stronę. To był dla nas wszystkich koszmar. Zamiast do Warszawy, Poznania czy Zabrza mieliśmy jeździć do Legionowa, Wejherowa czy Stargardu. Marzenia o najwyższej klasie rozgrywkowej trzeba było odłożyć i ratować, co się da.
Jak wielką otchłanią była ta sytuacja… Pierwszy mecz w drugiej lidze u siebie ze Zniczem Pruszków został przegrany, a do przerwy dostaliśmy trzy gongi. Można było wtedy czuć spory niepokój, że na drugiej lidze się nie skończy. Że spotka nas los, którego doświadczają teraz choćby kibice Zagłębia Sosnowiec. Że o wzroście nie ma co marzyć, a jedyne, o co należy walczyć, to żeby nie pogrążać się coraz bardziej.
Trudne to były początki. GKS w pierwszym sezonie w drugiej lidze nie awansował, choć zabrakło zaledwie jednego punktu. Pamiętam ten mecz z Resovią, kiedy wiedzieliśmy już, że Widzew przegrał i do awansu wystarczył jeden gol. GKS nacierał, ale go nie wbił, a potem ze Stalą Rzeszów odpadł w półfinale baraży.
Awans był rok później. Z perturbacjami, ale ostatecznie dość spokojny, na kolejkę przed końcem rozgrywek. To był pierwszy mały sukces Rafała Góraka. Co by nie mówić – mimo wszystko stadiony pierwszoligowe to coś innego niż stadiony drugoligowe. Tu już pojawiają się spadkowicze z ekstraklasy, no i generalnie jest kilka uznanych firm. Więc tragedii nie ma. No chyba, że kisi się w niej kilkanaście lat i przewija się w niej kilkadziesiąt klubów, a GKS jak był, tak jest dalej.
Znów na tym zapleczu ekstraklasy byliśmy i po dwóch latach był to powiew świeżości. Znów branding pierwszej ligi, znów mecze w Polsacie i… marzenia o ekstraklasie. Coś zostało odbudowane, a klątwa Witana przestała obowiązywać, bo znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Było ciężko. Po dobrych początkach przychodziły rozczarowania, jak na przykład to, gdy po triumfie z ŁKS w Łodzi, GieKSa nie potrafiła utrzymać prowadzenia z grającą w dziesiątkę Termaliką. Bywały spore wtopy jak cztery bramki tracone w Głogowie czy Opolu albo pięć u siebie z ŁKS. Albo trzy porażki u siebie z rzędu, w ciągu praktycznie tygodnia. Nawet Borja Galan nam w barwach Odry potrafił strzelić bramkę na Bukowej. Czy Kowal w barwach ŁKS. Były też drobne momenty triumfu, jak zwycięstwo w doliczonym czasie gry z Ruchem. Ale to była tylko kwestia prestiżu. Potem i tak była wielka piłka (plażowa) w Chojnicach.
Trener łatwo nie miał. Ten projekt się budował i budował, ale nieraz w katuszach. W kolejnym sezonie wydawało się jesienią, że GieKSa już to ma. Efektowna wygrana z Wisłą Płock i Resovią, na wyjeździe w Pruszkowie. Wydawało się, że to ten sezon. Że w końcu GieKSa gra taką piłkę, że szanse na awans są naprawdę spore. Coś się jednak zacięło i nastały długie tygodnie bez wygranej. Nawet prowadząc w Krakowie z Wisłą, katowiczanie stracili dwa gole w doliczonym czasie i przegrali. Było coraz to gorzej, a GKS systematycznie osuwał się w tabeli. Oczywiście z racji baraży mogliśmy marzyć o załapaniu się do nich, ale przecież i to było trudne, jeśli zajmuje się 12. miejsce w tabeli.
Co było wiosną – wszyscy pamiętamy. Prawdziwy szturm, choć nie do końca zamierzony. To znaczy nikt na początku roku o ekstraklasie nie myślał. Była porażka w końcówce z Wisłą Płock. Ale potem GieKSa wygrywała, wygrywała i… zaczęliśmy na poważnie myśleć o barażach. Potem o tym, żeby zająć trzecie miejsce i mieć bonus gry u siebie. Aż w ostatniej kolejce – przy splocie niesamowitych okoliczności – nadarzyła się szansa na awans bezpośredni. Gdynia jest historią.
Piękną historią powrotu GieKSy na polskie salony. Pamiętam ten pierwszy mecz w ekstraklasie z Radomiakiem. Jakie to wszystko było inne niż to, co przeżywaliśmy przez 19 lat. Wszędzie napisy ekstraklasa, Canal+, świadomość, że patrzą na nas już nie tylko lokalne media, a cała piłkarska Polska. Że zainteresował się nami w końcu nie tylko pies z kulawą nogą. Rozpoczęła się piękna przygoda, która trwa od dwóch lat. Jednak nawet wtedy, gdy pokarał nas dwukrotnie Leonardo Rocha, nie byliśmy sobie w stanie wymarzyć, jak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że w dwa sezony GKS wygra ćwierć setki meczów, zdobędzie prawie sto punktów, strzeli równe sto goli, otrze się o Puchar Polski, a nasz zawodnik zostanie piłkarzem sezonu – zastanowilibyśmy się, czy wszystko z głową jest w porządku.
Jak mówił trener – wtedy sukcesem był każdy gol, każdy zdobyty jeden punkt. Duma, że wygraliśmy w Mielcu. Potem spektakularne zwycięstwo z Jagiellonią. Pogrom z Puszczą. Kilka innych bardzo wartościowych wyników. Potem wiosna i nowy stadion. Szybkie i spokojne utrzymanie. No i zakończony sezon, minimalnie lepszy punktowo od poprzedniego, zakończony awansem do europejskich pucharów.
Ta droga, którą przeszedł GKS Katowice jest naprawdę filmowa. Zarówno od spadku w 2005 roku z ekstraklasy i początków w IV lidze, ale właśnie przede wszystkim w te siedem ostatnich lat. To była droga bardzo trudna, z meczami i sytuacjami ważącymi się w doliczonym czasie gry. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie dwa gole przy Konwiktorskiej. Gdyby nie kapitalna akcja Jakuba Araka w Tychach. Decyzja VAR Tomasza Kwiatkowskiego w derbach Trójmiasta. A patrząc na ten sezon – gdyby nie gol Lukasa Klemenza z Wisłą Płock, no i oczywiście Marcela w Szczecinie.
Musieliśmy być cierpliwi. Zarówno długofalowo, jak i w kontekście pojedynczego meczu. Nieraz bowiem na ten pozytywny rezultat musieliśmy czekać do czasu grubo po dziewięćdziesiątej minucie. GieKSa dziubała te oczka, aż w końcu wyhaftowała na koniec korzystny wynik.
W przeszłości nieraz nam tej cierpliwości brakowało. A do dzisiaj pozostają takie „elementy”, które po jednym nieudanym meczu zaczynają śpiewkę, że GieKSa jest słaba, a „trener pewnego poziomu nie przeskoczy”. Chyba największy wysyp negatywnych komentarzy (eufemizm) był po jesiennym meczu z Lechem. Wtedy punkty były dość słabe, ale sam mecz z Kolejorzem (plus wcześniejszy remis i zwycięstwo pucharowe z Wisłą) dawało dużą nadzieję, że będzie lepiej. I potem było już bardzo dobrze.
Przede wszystkim ta drużyna ma niesamowity mental. Nie będąc zespołem idealnym, czysto piłkarsko znajdując się w środku ekstraklasowej stawki, razem z kilkoma innymi drużynami, ma te elementy, które powodują różnicę na plus. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak GieKSa w ostatnich dwóch latach gra mając lekki nóż na gardle. Mam na myśli sytuację, w których ze 2-3 mecze się nie powiodły, zaczyna to wyglądać bardzo ryzykownie i przychodzi mecz, w przypadku porażki w którym może się zrobić bardzo źle. I GieKSa permanentnie takie mecze wygrywa, najczęściej później poprawiając jakąś kapitalną serią.
Tak było w zeszłym sezonie kilkukrotnie. Choćby wtedy, gdy przegrywaliśmy w Lubinie i Zabrzu, przedzielone straconym zwycięstwem w doliczonym czasie z Widzewem. No to potem wygraliśmy z Pogonią, rozgromiliśmy Puszczę, awansowaliśmy w Pucharze Polski. Była porażka z Legią, Unią i Koroną. Robiło się nieciekawie, a jechaliśmy na wyjazd z bardzo mocną Cracovią. I tam spektakularne zwycięstwo. No a w tym sezonie właśnie te porażki z Lechią, Cracovią i Lechem, przedzielone punkcikiem z Wisłą. I wyjazd na „mecz prawdy” do Lublina. Pogrom Motoru i seria kolejnych zwycięstw.
Coś, co w przeszłości działało dokładnie odwrotnie. Jak było źle, to po kolejnym bardzo ważnym meczu było jeszcze gorzej. Zresztą, jak i katowiczanie mieli wskoczyć na czołowe miejsca, to również tego nie wykorzystywali (słynne sześć nieudanych prób wskoczenia na pozycję lidera za trenera Brzęczka). GieKSa przegrywała wszystkie zarówno bardzo ważne, jak i prestiżowe mecze. Wszyscy pamiętamy seryjne wtopy z Zagłębiem Sosnowiec, Tychami czy Ruchem.
Teraz to już nie ma miejsca. Nasz zespół już tyle razy uniósł ciężar ważnych meczów, że to jest bardziej regułą niż przypadkiem. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę końcówkę zakończonego sezonu. Pisałem o tym na trzy kolejki przed końcem – że trzy punkty powinny dać awans do pucharów. I to się sprawdziło, a GieKSa te trzy oczka uciułała. Ktoś powie, że można było wygrać z Piastem i zakończyć sprawę. Niby tak, ale z drugiej strony – patrząc na terminarz – to przecież wygranie jednego meczu z trzech: Jaga u siebie, wyjazd do Gliwic i Szczecina, jest totalnie nieoczywiste. Jakby takich meczów było dziesięć to tak – moglibyśmy powiedzieć, że klasowa drużyna powinna coś tam wygrać. Ale dokładnie te trzy spotkania to jest na tyle mało, że wcale nie jest oczywiste, że nawet taki Lech Poznań wygrałby jeden z nich.
A GieKSa żadnego z tych meczów nie przegrała i to był klucz do sukcesu. Przeżywaliśmy bardzo trudne chwile w Gliwicach i Szczecinie. A z Jagiellonią przecież też przegrywaliśmy. Uważam, że to, że GKS nie przegrał żadnego z tych trzech meczów, to wielki sukces tej drużyny. W lidze, w której każdy pojedynczy punkcik był na wagę złota. I właśnie m.in. jeden z tych punktów zaważył na sukcesie.
GieKSa wskoczyła na wyższy poziom wtajemniczenia w ekstraklasie. Tak jak pisałem w poprzednim felietonie – można grać w ekstraklasie, ale nie być ekstraklasową drużyną. Nią trzeba się dopiero stać – na placu boju. Wiele drużyn tego nie wytrzymuje i nawet awansując na najwyższy szczebel, dalej utrzymuje vibe pierwszoligowca. I my na początku, będąc beniaminkiem, też tym piłkarskim pierwszoligowcem nadal byliśmy. Ekstraklasa jawiła się jak „nasza Liga Mistrzów”, gdzie każdy gol, każdy remis, każde – daj Boże – zwycięstwo będzie czymś niesamowitym. Trochę na zasadzie, że przede wszystkim liczy się udział, a jak uda się coś ugrać to cudownie.
Wystarczy sobie przypomnieć sytuacje, kiedy w kilkunastu ostatnich latach trafialiśmy w Pucharze Polski na zespół z ekstraklasy. Mieliśmy wrażenie, że przyjeżdża do nas ekipa z innego zupełnie wymiaru. Walczyliśmy dzielnie i nawet czasem udało się wygrać (Podbeskidzie, Pogoń, Warta). Ale były też wtopy. A gdybyśmy sobie wtedy mieli wyobrazić, że gramy na wyjeździe, to już porażka byłaby niemal murowana.
Pisałem o tym kilkukrotnie – pierwszy zalążek tego, że GKS staje się drużyną ekstraklasową zobaczyłem rok temu w Lubinie. Co prawda wcześniej GKS wygrał po świetnym meczu z Jagiellonią, ale to właśnie spotkanie na stadionie Zagłębia pokazało mi coś więcej. GKS pojechał tam prowadzić grę, rządzić na boisku i na tle drużyny, która wiele lat gra w ekstraklasie, na jej obiekcie, nasz zespół nie odstawał, a wieloma momentami po prostu był lepszy. Nawet jeśli ostatecznie wtedy drużyna przegrała – ten pojedynek coś pokazał. I potem systematycznie wzmacniał ekstraklasową pozycję, coraz częściej punktując, coraz częściej wygrywając.
Dalsze umacnianie było w tym sezonie. Systematycznie wznosiliśmy się na coraz wyższy poziom. GieKSę zaczęto szanować i przestawaliśmy być – w opinii niektórych – pierwszoligowymi chłopcami do bicia. Zakończona wiosna jeszcze bardziej umocniła do przekonanie, bo przecież startując ze strefy spadkowej, zakończyliśmy w pucharach. GieKSa wiosną wygrała u siebie wszystko prócz dwóch meczów, które zremisowała. Na wyjazdach może wygraliśmy niewiele, bo tylko dwa spotkania, ale też poza tym nie przegrywaliśmy wszystkiego jak leci. Z najmocniejszymi w tej lidze może jeszcze nie wygrywamy seryjnie, ale gramy jak równy z równym. Na wiosnę zanotowaliśmy remisy z Lechem, Jagiellonią, Rakowem w Pucharze. Wygraliśmy z Górnikiem. W tych czterech meczach zdobyliśmy aż dwanaście goli, czyli po trzy na mecz. Tyle samo co prawda straciliśmy, ale to pokazuje, że GieKSa nie pęka, nie próbuje grać na 0:0, tylko chce grać na swoich warunkach. Taka postawa na pewno jest bardziej rozwojowa niż asekuranctwo.
Niebywała jest ta droga, ten projekt, który tak naprawdę jest możliwy właśnie dlatego, że jest projektem. Rafał Górak i ekipa wyszli z bardzo uniwersalnego założenia funkcjonowania świata, a jednocześnie tak rzadko mająca rację bytu. Że dobry, przemyślamy i konsekwentnie realizowany plan w sposób olbrzymi zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Ludzie generalnie działają chaotycznie i po łebkach. Za szybko, bez planu, bez przygotowania. Mowa o wszystkim: czy to założeniu firmy, czy planie na odchudzanie. A wystarczy naprawdę stosunkowo niewiele: trochę predyspozycji i właśnie ten rzetelny plan.
W piłce to również bardzo rzadkie. Podpalamy się wszyscy, kibice, trenerzy, piłkarze, a przede wszystkim ludzie zarządzający klubami. I nie twierdzę nawet, że czasem jedno czy drugie zwolnienie trenera jest złe. Bo i trenerzy bardzo często nie mają pomysłu na to wszystko, podejmują dziwne decyzję, zaraz mają syndrom oblężonej twierdzy. Są niecierpliwi. Tutaj wygląda na to, że było i jest inaczej. Że nawet, gdy wyników nie było, zespół przeżywał swoje kryzysy, to plan cały czas był i był aktualny. Wiadomo, że trochę szczęścia musiało w tym być, bo przecież nie było naszym planem pudło Adamczyka z karnego na śniegu. Ale nawet jeśli to szczęście nam się pojawiało, to zespół cisnął, by wyciągnąć z niego jak najwięcej.
Trener mówi o zgliszczach, które zastał w 2019. Porównanie oczywiście adekwatne, ale ja bym zaproponował ładniejszą metaforę. GieKSa wtedy po prostu może była takim noworodkiem, który nie umiał ani mówić, ani chodzić i potrzebował całodobowej opieki i czułości. Z czasem to dziecko zaczęło gaworzyć, wypowiadać swoje pierwsze słowa, potem raczkować, w końcu stanęło na dwie nóżki. I tak dalej… Obecnie jest to w pełni dojrzały młody człowiek, który ma siłę, intelekt i mnóstwo zasobów. Może iść przez życie i go smakować. Jednocześnie ten młody człowiek nadal ma potencjał, który warto by wykorzystać i ciągle się rozwijać. A nad tym wszystkim czuwa ojciec Rafał Górak i matka – cały sztab.
Rozwijaj się więc nasza kochana GieKSo, jedz zdrowo, trenuj i nigdy nie trać wiary w siebie. A wielkie rzeczy staną się coraz i coraz bardziej osiągalne.
Piłka nożna
Szymon Bartlewicz pierwszym transferem GieKSy
Pierwszym nowym piłkarzem, który dołącza do GKS Katowice na sezon 2026/27, został Szymon Bartlewicz.
Umowa obowiązywać będzie do 30 czerwca 2029 roku i zawiera opcję przedłużenia. 20-latkowi skończył się kontrakt z pierwszoligowym Chrobrym Głogów, z którym związany był od czasów juniorskich. W Chrobrym rozegrał 97 spotkań, zdobywając 13 bramek i 11 razy asystując. Powoływany jest także do młodzieżowych reprezentacji Polski.
Nominalnie występuje jako ofensywny pomocnik i jak sam przyznaje wyróżnia go kreatywność w środku pola.
Witamy w GieKSie i życzymy powodzenia w naszych barwac.
Felietony Piłka nożna
Felieton o Zagłębiu Lubin
„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.
Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.
Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.
Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.
We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.
Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.
Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.
I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.
W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.
Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…
Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.
Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.
Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.
Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.
Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.
Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.


Najnowsze komentarze