Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: GKS Katowice znów zagra z Zagłębiem Sosnowiec

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Piłkarki ostatni sparing przed startem rundy wiosennej rozegrają z Górnikiem Łęczna 22 lutego. Orlen Ekstraliga Kobiet rozpocznie rundę rewanżową w pierwszy weekend marca. Nasza drużyna zmierzy się z UKS SMS Łódź. Pozyskana ostatnio Santa Vuškāne została powołana do kadry Łotwy. Drużyna męska w kolejnym spotkaniu ligowej wiosny zremisowała na Bukowej z Piastem Gliwice 0:0. Prasówkę po tym spotkaniu możecie przeczytać TUTAJ. W najbliższy poniedziałek 24 lutego o 19:00 zespół zmierzy się na wyjeździe z Motorem Lublin. Klub przedłużył kontrakt z Oskarem Repką do końca czerwca 2027 roku.

Siatkarze rozegrali w ubiegłym tygodniu jedno spotkanie – przegrane z AZS Olsztyn 1:3. Kolejny mecz zaplanowano w hali w Szopienicach na sobotę 22 lutego na 20:30 – przeciwnikiem będzie Stilon Gorzów. Na pięć kolejek przed końcem rundy zasadniczej drużyna zajmuje przedostatnie miejsce, z dwunastoma punktami.

Hokeiści rozegrali w ubiegłym tygodniu trzy zwycięskie spotkania. W pierwszym pokonali Cracovię 4:3, w następnym 6:4 z Zagłębiem oraz z Energą Toruń 5:0. Po wszystkich meczach sezonu zasadniczego hokeiści zajęli drugą pozycję w tabeli. W I rundzie play-off nasza drużyna zmierzy się z Zagłębiem. Pierwsze spotkania zaplanowane są w Satelicie na sobotę i niedzielę (22 i 23 lutego – oba o 17:00).

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Przygotowania do Ekstraligi na ostatniej prostej!

Już w następnym tygodniu rusza Orlen Ekstraliga! Prezentujemy drugie w tym roku zestawienie wyników sparingów zespołów z najwyższej klasy rozgrywkowej.

GKS Katowice

Mistrzynie jesieni zagrały w lutym dwa sparingi z czeskimi zespołami. Pojedynki zarówno ze Spartą, jak i Slavią okazały się zwycięskie. W ostatnim sparingu przed startem ligowych rozgrywek zmierzą się z Górnikiem Łęczna.

15 stycznia: Rekord Bielsko-Biała 3:2 (Kozak, Maciążka, Misztal)

15-18 stycznia: obóz w Bielsku-Białej

25 stycznia: Grot SMS Łódź 6:0 (Bińkowska, Kozak 2x, Langosz 2x, Vuškāne)

1 lutego: Slavia Praga 2:3 (Słowińska, Turkiewicz)

8 lutego: Sparta Praga 2:1 (Grzybowska, Vuškāne)

22 lutego: Górnik Łęczna

goal.pl – GKS Katowice ogłosił ważną decyzję. Górak mógł się uśmiechnąć

GKS Katowice w tym sezonie pozostawia po sobie dobre wrażenie na boiskach PKO BP Ekstraklasy. Klub ogłosił natomiast przedłużenie kontraktu z jednym z ważniejszych graczy.

GKS Katowice jeszcze zimą był blisko rozstania z Oskarem Repką. Zawodnik był kuszony przez węgierski Ujpest FC. Finalnie transakcja nie została sfinalizowana, a do wspominanej ekipy trafił inny polski pomocnik, czyli Damian Rasak. Tymczasem kluczowy piłkarz katowickiego klubu podjął decyzję o kontynuowaniu swojej kariery na Śląsku.

“GKS Katowice związał się z Oskarem Repką nową umową. Nowy kontrakt pomocnika będzie obowiązywał do 30 czerwca 2027 roku z opcją przedłużenia. 26-letni zawodnik dołączył do GKS-u Katowice latem 2021 roku z Pogoni Siedlce. W trójkolorowych barwach rozegrał dotąd równe 100 meczów, zdobywając w nich 8 bramek i 6 asyst” – brzmi wiadomość opublikowana na oficjalnej stronie internetowej klubu z Katowic.

26-letni piłkarz to bez wątpienia lider środka pola GieKSy. W poprzedniej kampanii rządził wraz z Antonim Kozubalem, mając ogromny wkład w grę katowickiej ekipy w awans. Z kolei w tej kampanii tworzy duet środkowych pomocników przede wszystkim z Mateuszem Kowalczykiem.

Urodzony w Bydgoszczy piłkarz to były młodzieżowy reprezentant Polski. W tej kampanii wystąpił w 22 meczach, notując w nich trzy trafienia i dwie asysty. Przy okazji starcia z Piastem Gliwice w ramach 21. kolejki PKO BP Ekstraklasy pauzował z powodu nadmiaru żółtych kartek.

SIATKÓWKA

siatka.org – Daniel Pliński z udanym debiutem w Uranii

Indykpol AZS Olsztyn w 25. kolejce PlusLigi wywiązał się z roli faworyta. Był to pierwszy mecz, który w barwach olsztynian poprowadził Daniel Pliński. Jego nowi podopieczni jedynie w trzecim secie mieli kłopoty z pokonaniem jednego z outsiderów tabeli – GKS-u Katowice. W kolejnej partii przypieczętowali jednak komplet punktów. MVP spotkania wybrano rozgrywającego, Eemiego Tervaporttiego.

Po chwili gry punkt za punkt na jeszcze wyższe obroty weszli gospodarze, którzy brylowali w kontrach, zwłaszcza Manuel Armoa (8:4). Zbyt czytelne dla Akademików było rozegranie Joshuy Tuanigi, po dwóch punktowych blokach z rzędu AZS wygrywał 11:5. Grę przerwał Emil Siewiorek. Jego podopieczni w moment odrobili straty przy serii zagrywek Alexandra Bergera i jego asie. Olsztynianie popełniali liczne błędy (11:10). Wynik stał się remisowy, strony grały punkt za punkt do stanu 15:15. Wrzucili wyższy bieg w grze blokiem miejscowi, kończąc najpierw kontratak, a niewiele później zatrzymując Aymena Bouguerrę. Asa dołożył Eemi Tervaportti (21:18), zaczęli kroczyć po triumf gospodarze. Premierową odsłonę w kontrach domknęli Nicolas Szerszeń i Jan Hadrava (25:20).

AZS z początku drugiej części był wyjątkowo aktywny na siatce. Dwa ataki skończył Dawid Siwczyk, a Armoa zablokował Bergera (4:1). Błędy własne olsztynian dały katowiczanom remis. Nawiązała się równa walka punkt za punkt, rozwijał skrzydła z akcji na akcję Bartosz Gomułka. Remisowy rezultat widniał do stanu 11:11. Przy serii zagrywek Szerszenia zespół z Warmii i Mazur uciekł na trzy oczka. Wyraźne kłopoty w ataku mieli Ślązacy, z ich niemocy korzystali miejscowi. Daniel Pliński dokonał zmiany na przyjęciu, miejsce Armoy zajął Mateusz Janikowski. Nie tylko utrzymał przyjęcie, ale dał o sobie znać zarówno w ofensywie, jak i bloku (18:13). Pojedyncze zagrania GieKSy nic nie wnosiły, AZS miał argumenty w każdym elemencie (21:15). Jeszcze blokiem ratowali się przyjezdni, ale praktycznie w pojedynkę odsłonę domknął Janikowski, który ustrzelił dwa asy (25:18).

Lepiej w trzecią część weszli goście, którzy wygrywali 5:3 po ataku i bloku Gomułki. Szybko dwoma akcjami odpowiedział mu Hadrava (5:5). Atakujący GKS-u był pewnym punktem swojej drużyny, po kontrze goście ponownie mieli dwa oczka zaliczki (9:7). Gospodarze popełniali błędy własne, do gry podłączył się także Berger (14:11). AZS triumfował w długich akcjach, jednak na prowadzeniu utrzymywali się przyjezdni. GieKSa napędziła się dwoma punktowymi blokami z rzędu (18:14). Sytuację próbował odwrócić jeszcze swoją zagrywką Tervaportti, po błędzie Bouguerry Akademicy mieli nawet kontakt (20:19). Nie byli jednak w stanie zatrzymać drużyny ze Śląska. Ta dołożyła blok i zagrywkę. Do czwartej części doprowadził Bouguerra (25:21).

Na jej starcie wynik oscylował wokół remisu. AZS wyprowadził dwa ciosy zza linii 9. metra, po których cieszył się z trzypunktowej zaliczki (9:6). Po chwili przewaga wzrosła do czterech punktów po trzecim asie gospodarzy, którego ustrzelił Janikowski (11:7). Zaczęli rozgrywać koncert miejscowi, zatrzymując Gomułkę. Po chwili raz jeszcze serwisem zapunktował Janikowski (13:7). Utrzymywała się wysoka różnica pomiędzy stronami. Nie otworzyli sobie drogi do powrotu goście za sprawą błędów własnych (20:16, 23:16). Wydawało się, że  gospodarze dynamicznie zamkną starcie, jednak błędy własne i trzy bloki GKS-u zadecydowały o straconych pięciu punktach z rzędu (23:21). Po autowym serwisie Krzysztofa Gibka udany debiut w starych-nowych barwach zaliczył Daniel Pliński (25:22).

Indykpol AZS Olsztyn – GKS Katowice 3:1 (25:20, 25:18, 21:25, 25:22)

HOKEJ

hokej.net – Emocje jak w play-offie. GieKSa wyszarpuje trzy punkty w Krakowie!

Ogrom emocji dostarczyli widzom hokeiści Comarch Cracovii i GKS-u Katowice w meczu 43. kolejki TAURON Hokej Ligi. Ostatecznie górą z tego pojedynku wyszli goście z Katowic, którzy zwyciężyli „Pasy” 4:3. Krakowianom mimo ambitnej walki nie udało się dogonić rywali, ale i tak sprawili podopiecznym Jacka Płachty wiele problemów.

Obie ekipy badały się na początku spotkania i chciały wyczuć na co w tym meczu mogą sobie pozwolić. Więcej z gry mieli zdecydowanie przyjezdni z Katowic, którzy już na początku starcia kilkukrotnie sprawdzali czujność Dominika Salamy zarówno przy grze pięciu na pięciu, jak i podczas przewagi.

Krakowianie początkowy napór i osłabienie wybronili, a sami nastawili się głównie na kąsanie z kontrataków. Podopieczni Marka Ziętary mieli kilka swoich szans właśnie po szybkich kontrach, ale w katowickiej bramce bez zarzutu spisywał się John Murray, wspierany skutecznie przez swoich defensorów.

Najgorsze dla Cracovii, a najlepsze dla GieKSy nadeszło w ostatnich dwóch minutach pierwszej odsłony. Najpierw w 19. minucie sporą ilość pozostawionego miejsca wykorzystał bardzo precyzyjnym strzałem Stephen Anderson, a minutę później Christian Mroczkowski skorzystał z dobrego podania Patryka Wronki i podwyższył prowadzenie gości z Katowic, zabezpieczając prowadzenie katowiczan po pierwszej odsłonie.

Gospodarze nie mogli sobie wyobrazić gorszej końcówki pierwszej tercji i od początku drugiej odsłony ruszyli do natarcia i przyniosło to efekt. Już w 25. minucie Cracovia złapała kontakt za sprawą Damiana Kapicy, który umieścił gumę w katowickiej bramce.

Po zdobyciu bramki “Pasy” ruszyły do kolejnych ataków, ale tym razem radzili sobie John Murray i jego obrońca. Katowiczanie uspokoili nieco wydarzenia na lodowej tafli i wrócili do swojego stylu gry, co również przyniosło efekty. Salama był niepokojony raz za razem, aż w końcu w 30. minucie po zamieszaniu podbramkowym Kallionkieli przywrócił im dwubramkowe prowadzenie.

Spokój gości z Katowic nie trwał jednak długo, bo już dwie minuty później gospodarze znów zmniejszyli straty do jednej bramki tym razem za sprawą Hannesa Johanssona, który sprytnym strzałem pokonał Murraya.

Wynik 2:3 utrzymał się do końca drugiej odsłony, co zwiastowało ogromne emocje przed ostatnią tercją.

I tak też się stało, najpierw znów na dwie bramki odskoczyli przyjezdni. Bramkę zdobył Jonasz Hofman, jednak krakowianie przez cały mecz się nie poddawali i znów byli w stanie odpowiedzieć na to trafienie gości.

Podczas gry w przewadze błyskawicznie odpowiedział Damian Kapica i znów mieliśmy tylko jedną bramkę, która rozdzieliła finalnie obie ekipy. Podopieczni Marka Ziętary mogą jednak pluć sobie w brodę, bo nie wykorzystali wielu dogodnych okazji by wyrównać stan rywalizacji, jak chociażby rzutu karnego Johana Lundgrena, czy okresu gry bez bramkarza w końcówce meczu.

Katowiczanie dopisują do swojego konta bardzo ważne punkty, a krakowianie po raz kolejny pokazali, że są bardzo groźną drużyną dla każdego rywala z górnej połowy tabeli.

Grad bramek i walka do ostatniej sekundy. Derby nie tylko z nazwy

GKS Katowice po niezwykle emocjonującym, obfitującym w zwroty akcji pojedynku pokonał EC Będzin Zagłębie Sosnowiec 6:4. Marzenia o korzystnym rezultacie gościom przekreśliło 12 sekund drugiej tercji, w trakcie których dwukrotnie kapitulował Mikołaj Szczepkowski. Skutecznością w ofensywie zaimponował Pontus Englund, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców.

Schyłek rozgrywek sezonu zasadniczego w oczach wielu kibiców uchodzi za najmniej atrakcyjny punkt hokejowego kalendarza. Na całe szczęście harmonogram gier wychodzi naprzeciw potrzebom kibiców, przewidując w ostatnich kolejkach tak emocjonujące potyczki jak derbowe starcie GKS-u Katowice z EC Będzin Zagłębiem Sosnowiec.

Po przerwie reprezentacyjnej wicemistrzowie Polski muszą mierzyć się przede wszystkim z absencją Bartosza Fraszki. Lider katowickiej ofensywny w starciu przeciwko Włochom nabawił się kontuzji stopy. Z kolei trener Lehtonen kolejny raz nie mógł skorzystać z usług Patrika Spěšnego, który niejednokrotnie w pojedynkę potrafił utrzymywać swoją drużynę w grze.

Obie strony rozpoczęły spotkanie na wysokiej intensywności, wyrażając chęć przejęcia inicjatywy nad wydarzeniami na lodzie. Otwarcie wyniku nastąpiło w 5. minucie. Jakub Šaur pokusił się o wrzutkę spod niebieskiej linii. Pomimo asysty dwóch zawodników w żółtych trykotach, wrzucony krążek zdołał na lewe skrzydło skierować Damian Tyczyński. Tam na podanie czekał już Patryk Krężołek, który pokonując Michała Kielera otworzył wynik derbowego spotkania. W 10. minucie katowiczanie jak z nut powymieniali między sobą krążek, otwierając drogę do bramki Patrykowi Wronce. „Wronczes” musiał uznać jednak wyższość Mikołaja Szczepkowskiego. Do końca pierwszej odsłony obie ekipy kreowały sobie dobre okazję do zdobycia bramek, brakowało jednak skuteczności bądź pomysłu na ostatnie podanie.

Jeżeli ktokolwiek śmiałby wnosić reklamację na wydarzenia pierwszej tercji, to już początek drugiej odsłony przyniósł ogrom emocji. Ledwie sędziowie rzucili krążek na pierwsze wznowienie, a chwilę później pod bramką Michała Kielera doszło do pierwszej wymiany uprzejmości. Kilkanaście sekund później Jean Dupuy spróbował szturmować bramkę gości, jednak jego akcję faulem przerwał Matt Sozański. Decyzja arbitrów nie mogła być inna niż przyznanie karnego gospodarzom. Do najazdu podszedł Ben Sokay, jednak Mikołaj Szczepkowski jakby doskonale wiedział w co zamierza zagrać Kanadyjczyk i pozostawił swój lewy parkan w miejscu, gdzie napastnik GieKSy chciał ulokować krążek. Choć zespół Jacka Płachty w kolejnych minutach wyraźnie wrzucił piąty, to kolejną bramkę zdołali zdobyć goście. Tym razem to Mirko Djumić sięgnął po bezpański krążek który skierował do bramki Michała Kielera. Odpowiedź miejscowych nadeszła w 30. minucie. Pontus Englund po podaniu Patryka Wronki stanął twarzą w twarz z Mikołajem Szczepkowskim i pewnym strzałem pod poprzeczkę zdobył kontaktową bramkę. Kolejny ofensywny akcent Szweda nastąpił w 33. minucie, gdy swoim firmowym uderzeniem z dystansu wykorzystał okres gry w przewadze katowiczan.

Początek trzeciej tercji należał do wicemistrzów Polski. W 43. minucie pozostawiony bez opieki obrońców Salituro zdołał przekierować do siatki wrzutkę Kacpra Maciasia. Ledwie 12 sekund Brandon Magee stanął twarzą w twarz ze Szczepkowskim. Choć wydawało się, że bramkarz Zagłębia zdołał zatrzymać strzał, to guma pomiędzy jego parkanami ostatecznie przekroczyła linie bramkową. W 49. minucie koncertową grę GieKSy w przewadze zwieńczył Jean Dupuy, a nieco ponad 30 sekund później Jesperi Viikilä przekierowując krążek przed samym Michałem Kielerem wlał nadzieje w serca kibiców Zagłębia na powrót do walki o korzystny rezultat. W 55. minucie kontaktową bramkę zdobył Charvát, jednak ostatnie słowo należało do gospodarzy. Mirko Djumić faulował wychodzącego na pustą bramkę Grzegorza Pasiuta, w związku z czym arbitrzy zgodnie z przepisami podjęli decyzję o zapisaniu trafienia na konto kapitana GieKSy.

Pewne zwycięstwo GieKSy. Hat-trick „Profesora” i tryb play-off Murraya

Zakończyło się ostatnie spotkanie sezonu zasadniczego TAURON Hokej Ligi. W 45. kolejce GKS Katowice pewnie pokonał w delegacji KH Energę Toruń 5:0. Błyszczeli w tym starciu przede wszystkim Grzegorz Pasiut, który zdobył aż trzy bramki oraz John Murray, który postawił w bramce istną ścianę nie do pokonania.

Już w pierwszej tercji goście zaczęli narzucać swój styl gry – w 4. Minucie Christian Mroczkowski otworzył wynik, wykorzystując dogranie kolegi ze skrzydła. Chwilę później w podobny sposób do siatki trafił Dante Salituro i tym samym podwyższył prowadzenie na 2:0.

Pomimo tego, toruńscy hokeiści nie rezygnowali z walki, ale ich ataki były stale neutralizowane przez zorganizowaną defensywę GKS-u. W tej części meczu pojawiały się pojedyncze, lecz nieskuteczne akcje, a kluczowe sytuacje, takie jak próby solowych rajdów Sokaya, nie znalazły efektu – golkiper Katowic, John Murray, wielokrotnie ratował swoją drużynę.

Druga tercja to prawdziwa nawałnica strzałów ze strony gospodarzy. W tej odsłonie widoczna była determinacja obu zespołów – niemal co chwilę dochodziło do groźnych akcji, a zarówno katowiccy, jak i toruńscy zawodnicy walczyli o każdy centymetr lodu. Mimo tej intensywności, głównym bohaterem pozostawał John Murray, który niejednokrotnie pokazywał, dlaczego jest katowicką „jedynką”.

W trzeciej tercji, pierwszy cios padł w 53. minucie – Grzegorz Pasiut, w sytuacji sam na sam, wykazał się zimną krwią, oddając precyzyjny i celny strzał. Chwilę później zdołał trafić do siatki z własnej tercji, aby zakończyć mecz efektownym strzałem w okienko.

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice znów zagra z Zagłębiem Sosnowiec. Trudny rywal JKH Jastrzębie i łatwy GKS Tychy

Poznaliśmy dokładny terminarz I rundy hokejowego play off. Ćwierćfinały Tauron Hokej Ligi zapowiadają się bardzo ciekawie, a rywalizacja toczyć się będzie do czterech zwycięstw. Zagrają w nich wszystkie cztery drużyny z województwa śląskiego.

Kibice hokejowi zacierają ręce. W sobotę rozpoczyna się najbardziej emocjonująca część sezonu. Osiem drużyn Tauron Hokej Ligi rywalizować będzie w play off. Sezon zakończyło już ostatnie po rundzie zasadniczej Podhale Nowy Targ.

Podobnie jak w poprzednich sezonach trzy czołowe zespoły mogły wybrać sobie rywali w I rundzie. Niespodzianek nie było i pary ćwierćfinałowe są zgodne z układem tabeli. Pierwszy GKS Tychy zagra więc z ósmym Texomem STS i jest zdecydowanym faworytem, bo sanoczanie to najsłabszy zespół w tej stawce, a różnicę między nimi pokazał ich piątkowy mecz na Stadionie Zimowym wygrany przez tyszan 9:0.

Drugi w tabeli GKS Katowice ponownie wybrał sobie rywala z drugiej strony Brynicy, czyli EC Będzin Zagłębie, które uplasowało się na siódmej pozycji. Katowiczanie z zespołem z Sosnowca grali już w ćwierćfinale przed rokiem i wygrali tę rywalizację 4:2. W obecnych rozgrywkach podopieczni trenera Jacka Płachty pięciokrotnie pokonali sosnowiczan, choć zwycięstwo nigdy nie przyszło im łatwo.

Najtrudniejszego przeciwnika z naszych drużyn będzie mieć w I rundzie czwarte po rundzie zasadniczej JKH GKS Jastrzębie, które zagra z piątą Energą. Torunianie w trakcie sezonu rośli w siłę, ale hokeiści trenera Roberta Kalabera wygrali z nimi wszystkie mecze w tym sezonie, choć aż trzy razy triumfowali po dogrywce. Przed rokiem JKH pokonał Energę w ćwierćfinale 4:2.

[…] GKS Katowice – EC Będzin Zagłębie Sosnowiec
Terminy meczów 22 i 23 lutego w Katowicach oraz 26 i 27 lutego w Sosnowcu. Ewentualnie 2 marca w Katowicach, 4 marca w Sosnowcu i 6 marca w Katowicach.

Bezpośrednie mecze w tym sezonie: 1:0 po dogrywce (w), 4:2 (d), 2:1 (w), 4:1 (d), 6:4 (d).

Portal GieKSa.pl tworzony jest od kibiców, dla kibiców, dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą o wsparcie poprzez:

a/ przelew na konto bankowe:

SK 1964
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533

b/ wpłatę na PayPal:

E-mail: [email protected]

c/ rejestrację w Superbet z naszych banerów.

Dziękujemy!


Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Kompromitacja

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po ostatnim meczu z Arką Gdynia, humory w Katowicach były bardzo dobre. GieKSa odbiła się od dna i w fantastycznym stylu pokonała gdynian. Piłkarze Rafała Góraka chcieli podtrzymać tę passę. Ten sam plan miał jednak Górnik Zabrze, który również efektownie odprawił z kwitkiem Pogoń Szczecin. Przy Roosevelta zapowiadało się naprawdę świetne widowisko, przy rekordowej – 28-tysięcznej – frekwencji.

W GieKSie nastąpiła jedna zmiana w porównaniu z meczem z Arką. Kontuzjowanego Alana Czerwińskiego zastąpił Lukas Klemenz, czyli bohater meczu z gdynianami. W składzie zabrzan ponownie zabrakło Lukasa Podolskiego (ale był już na ławce), mogliśmy natomiast obawiać się dynamicznych Ousmane Sowa i Tofeeka Ismaheela.

Początek meczu był wyrównany, ale drużyny nie stwarzały sobie sytuacji bramkowych, choć gdyby w 5. minucie Adam Zrelak dobrze przyjął piłkę wyszedłby sam na sam od połowy boiska z Łubikiem. W 11. minucie lekko uciekał Klemenzowi Tofeek Ismaheel, który wbiegł w pole karne i nawijał naszego obrońcę, ale Lukas ostatecznie zablokował ten strzał. W 19. minucie Kubicki bardzo dobrze obsłużył prostopadłym podaniem Ambrosa, który kąśliwie uderzał, ale Dawid Kudła bardzo dobrze obronił ten strzał. Pięć minut później w pole karne próbował wdzierał się Borja Galan, ale jego strzał został zamortyzowany. W pierwszych trzydziestu minutach nieco lepiej prezentował się Górnik i mógł to przypieczętować bramką, gdy fatalną stratę przed polem karnym zaliczył Kacper Łukasiak, ale po wygarnięciu piłki przez Kubickiego nie doszedł do niej Liseth. Niestety cofnięta gra GKS nie opłaciła się. Galan dał bardzo dużo miejsca w polu karnym rywalowi, a Ousmane Sow skrzętnie to wykorzystał, wycofując piłkę na 16. metr do Patrika Hellebranda, który pewnym strzałem pokonał Kudłę. W końcówce GKS miał kilka stałych fragmentów gry, ale w przeciwieństwie do meczu z Arką, tutaj nie było z tego żadnego zagrożenia.

Początek drugiej połowy mógł być fatalny. Klemenz wyprowadzał tak, że podał do przeciwnika, piłka zaraz poszła do niepilnowanego Janży, ten wycofał do Sowa, analogicznie jak ten zawodnik w pierwszej połowie, jednak Sow strzelił technicznie obok słupka. Po chwili, w zamieszaniu w polu karnym po wrzucie z autu Kowalczyka, ekwilibrystycznie do piłki próbował dopaść Kuusk, ale nic z tego nie wyszło. Po chwili i tak było 2:0. W 53. minucie piłkarze GKS zagrali niebywale statycznie w polu karnym. Dośrodkowywał Ambros, a kompletnie niepilnowany, choć wśród tłumu naszych (!) zawodników Liseth z bliska skierował piłkę do siatki. W 61. minucie znów rozmontowali naszą dziurawą obronę rywale, Janża znów mając lotnisko na skrzydle, popędził i wycofał po ziemi, a Sow tym razem strzelił niecelnie. Po chwili mieliśmy zmiany, weszli na boisko Aleksander Buksa i debiutujący w GKS Jesse Bosch. Trzy minuty później było po meczu, gdy doszło do absolutnie kuriozalnej sytuacji. Marten Kuusk zagrywał do Kudły. Problem w tym, że naszego bramkarza nie było w bramce i piłka wpadła do siatki ku rozpaczy estońskiego defensora. Kilka minut później swoją szansę miał Ismaheel, ale po dośrodkowaniu z prawej stroną i strzale zawodnika bardzo dobrze interweniował Kudła. W 81. minucie z dystansu uderzał wprowadzony na boisko Lukas Podolski, ale znów obronił bramkarz. W 88. minucie na strzał zdecydował się Kuusk, a piłka musnęła górną stronę poprzeczki. Po chwili była powtórka, uderzał z daleka Gruszkowski i również piłka otarła obramowanie, tym razem spojenie.

Wygląda na to, że GKS przegrał to spotkanie już przed meczem, ewentualnie w trakcie pierwszej połowy. Nie da się z Górnikiem Zabrze, grając tak asekuracyjnie, liczyć na cud i to, że rywale nie strzelą bramki. Dodatkowo po utracie bramki posypało się całkowicie wszystko i nie dość, że nadal nie mieliśmy nic z przodu, to jeszcze popełnialiśmy katastrofalne błędy z tyłu, a gospodarze skrzętnie to wykorzystali. Był to najsłabszy mecz GKS w tym sezonie. Nie chodzi o wynik. Sposób gry był nieprzystający ekstraklasowej drużynie.

23.08.2025, Zabrze
Górnik Zabrze – GKS Katowice 3:0 (1:0)
Bramki: Hellebrand (40), Liseth (53), Kuusk (64-s).
Górnik: Łubik – Kmet (70. Szcześniak), Janicki, Josema (76. Pingot), Janża, Kubicki, Hellebrand, Ambros (70. Podolski), Sow (69. Dzięgielewski), Liseth, Ismaheel (76. Lukoszek).
GKS: Kudła – Wasielewski, Klemenz, Jędrych, Kuusk, Galan (70. Gruszkowski) – Błąd (70. Łukowski), Kowalczyk, Łukasiak (61. Bosch), Nowak (78. Wędrychowski) – Zrelak (61. Buksa).
Żółte kartki: Nowak.
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 28236 (w tym 4300 kibiców GieKSy).

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Szymon Marciniak w końcu sędzią El Clasico

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Sędzią sobotniego meczu Górnik Zabrze – GKS Katowice będzie Szymon Marciniak z Płocka. Śląski Klasyk odbędzie się w sobotę o godzinie 20.15.

Arbitra przedstawiać nie trzeba, ale jednak to zrobimy. Nasz sędzia międzynarodowy ma CV tak bogate, że ciężko objąć wszystko. Według portalu 90minut.pl pierwsze udokumentowane spotkanie to mecz Pucharu Polski w 2006 roku pomiędzy Spartą Augustów i Mrągowią Mrągowo. Szybko piął się po szczeblach kariery i już w kolejnym sezonie prowadził trzy mecze ówczesnej drugiej ligi, czyli zaplecza ekstraklasy.

Uwaga! Wówczas – 5 kwietnia 2008 poprowadził jedyny w swojej karierze mecz GKS Katowice, było to spotkanie w Turku, w którym GKS Katowice zremisował z miejscowym Turem 1:1. Poniżej możecie zobaczyć bramki z tego meczu, nakręcone przez autora niniejszego artykułu. Gola dla GKS zdobył wówczas Krzysztof Kaliciak, a wyrównał dobrze nam znany, grający później w GieKSie – Filip Burkhardt.

Już w sezonie 2008/09 zadebiutował w ekstraklasie, prowadząc mecz GKS Bełchatów z Odrą Wodzisław. Od następnego był już etatowym arbitrem w ekstraklasie, w której sędziuje nieprzerwanie od 15 lat.

W sezonie 2012/13 przyszedł debiut w europejskich pucharach, gdy w Lidze Europy sędziował mecz Lazio z Mariborem. Dwa lata później zadebiutował w Lidze Mistrzów spotkaniem Juventus – Malmo.

Wyliczanie wszystkich prowadzonych przez Marciniaka meczów byłoby dużym wyzwaniem. Spójrzmy po prostu na zbiorczą liczbę spotkań, które prowadził konkretnym europejskim drużynom na przestrzeni tych lat – głównie w Lidze Mistrzów, a także w minimalnym stopniu w Lidze Europy:

Inter Mediolan – 10
Real Madryt – 9
Atletico Madryt – 8
Liverpool, PSG – 7
Juventus, Barcelona, Milan – 6
Bayern, Manchester City, Tottenham, Lyon, Benfica – 4
Sevilla, Feyenoord, Napoli – 3

W mniejszej liczbie prowadził też mecze takich drużyn jak m.in. Lazio, Fiorentina, Manchester United, Roma, BVB, Ajax, Bayer Leverkusen, Lipsk, Atalanta, OM, FC Porto, Chelsea, Sporting, Galatasaray czy Arsenal. Dodajmy, że w zestawieniu nie są uwzględnione spotkaniach w ramach choćby Klubowych Mistrzostw Świata, gdzie dodatkowo dwukrotnie sędziował Realowi Madryt.

W 2013 sędziował swój pierwszy finał Pucharu Polski – pierwszy z dwóch meczów Śląska Wrocław z Legią Warszawa. Później jeszcze trzykrotnie prowadził mecz finałowy na Stadionie Narodowym.

W swojej europejskiej przygodzie był arbitrem kilku spotkań, które obrosły legendą. Na przykład w 2017 był rozjemcą pierwszego meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów, w którym PSG pokonało Barcelonę 4:0. Ten mecz był preludium do historii z rewanżu, gdzie Blaugrana po niesamowitej remontadzie zwyciężyła 6:1. Rok później w tej samej fazie na Marciniaka posypała się lawina krytyki po meczu Tottenham – Juventus (1:2), w którym nasz arbiter popełnił duże błędy. W 2023 roku sędziował w półfinale pogrom Realu Madryt przez Manchester City, kiedy podopieczni Pepa Guardioli wygrali 4:0. A w zeszłym sezonie niesamowite spotkania w 1/8 i 1/2 finału pomiędzy Atletico i Realem oraz Interem i Barceloną – w obu przypadkach były to rewanże. W derbach Madrytu arbiter miał absolutnie nietypową sytuację, gdy w konkursie jedenastek Julian Alvarez dwa razy dotknął piłkę – co dopiero – i to w wielkich kontrowersjach – wykazał VAR. Znowuż w pojedynku na Giuseppe Meazza widzieliśmy prawdziwy spektakl piłki. Gdy w 87. minucie Raphinia trafiał na 3:2 dla Barcelony, wydawało się, że jest pozamiatane. Wyrównał w doliczonym czasie Acerbi, a w dogrywce Nero-Azurri za sparwą Frattesiego przechyli szalę na swoją korzyść.

Szymon Marciniak od dekady prowadzi też mecze reprezentacji. Prowadził spotkania na Mistrzostwach Europy i Świata. W 2016 roku był rozjemcą meczów Hiszpania – Czechy, Islandia – Austria i Niemcy – Słowacja. Podczas Mundialu w Rosji sędziował spotkania Argentyna – Islandia i Niemcy – Szwecja z fenomenalnym trafieniem Kroosa w doliczonym czasie z rzutu wolnego. Na Mistrzostwach Świata w Katarze prowadził spotkania Francja – Dania i Argentyna – Australia, a na Euro 2024 Belgia – Rumunia i Szwajcaria – Włochy.

Na deser zostawiliśmy oczywiście największe sukcesy polskiego sędziego. Czyli sędziowane finały. Najpierw finał Klubowych Mistrzostw Świata 2024, w którym Manchester City pokonał Fliminense 4:0. City zapewniło sobie udział w turnieju poprzez wygranie Ligi Mistrzów w 2023 roku, który również prowadził polski sędzia – Anglicy pokonali Inter Mediolan 1:0 po golu Rodriego. No i nade wszystko mecz meczów, najważniejsze wydarzenie w czteroleciu światowej piłki, czyli finał Mistrzostw Świata 2022 w Katarze: Argentyna – Francja. Finał niebanalny, bo z dwoma golami Leo Messiego i hat-trickiem Kyliana Mbappe. Marciniak był świadkiem ukoronowania Leo Messiego jako najlepszego piłkarza w historii futbolu, zwieńczającego swoją piękną karierę tytułem Mistrza Świata.

Ma w swoim dorobku także prowadzone finały Cypru, Grecji i Albanii oraz Superpuchar Europy.

Przechodząc do spraw przyziemnych – w obecnym sezonie Marciniak prowadził cztery spotkania ekstraklasy, w których pokazał 16 żółtych kartek (średnio 4 na mecz) i ani jednej czerwonej. Podyktował jeden rzut karny – dla Pogoni w meczu z Arką.

Oficjalnie prowadził tylko jedno wspomniane spotkanie GKS Katowice, natomiast na uwagę zasługuje fakt, że Marciniak był gościem specjalnym i sędzią podczas turniejów Spodek Super Cup 2024 i 2025. W obecnym roku zrobił też rzecz niesamowitą – prowadząc mecz w Arabii Saudyjskiej wieczorem dzień przed turniejem, sobie tylko znanymi sposobami przemieścił się do Katowic, by w Spodku już być około godziny 15.00 zwartym i gotowym do pracy.

Będzie to pierwszy Klasyk Szymona Marciniaka, bo mimo wielu wybitnych spotkań, nie udało mu się jeszcze poprowadzić hiszpańskiego El Clasico pomiędzy Realem Madryt i Barceloną.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Czego chcieć więcej?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Pamiętamy otwarcie Nowej Bukowej i spektakularnie wygrany mecz z Górnikiem Zabrze. Wtedy to katowiczanie przełamali złą passę z zabrskim rywalem i w doliczonym czasie gry po golu Filipa Szymczaka po raz pierwszy Arena Katowice odleciała w szale radości. Jednocześnie jak dotychczas był to najbardziej efektowny i spektakularny moment tego stadionu.

Teraz czeka nas kolejne starcie z Górnikiem, tym razem jednak przy Roosevelta. Z tym stadionem nie mamy dobrych wspomnień. Od czasu spadku z ekstraklasy 20 lat temu, katowiczanie trzy razy grali oficjalne mecze w Zabrzu. Wyniki to 0:2, 0:1 i 0:3. Najświeższym wspomnieniem jest mecz z zeszłego sezonu, który GKS gładko przegrał 0:3, tracąc gola już w czwartej minucie po uderzeniu Lukasa Podolskiego. To był jeden z niewielu pojedynków zeszłej jesieni, w którym katowiczanie nie wyglądali na równorzędnego rywala i to mimo tego, że Górnik wcale nie grał jakiegoś wybitnego spotkania. Tak, ekstraklasa nas „przywitała” w środku rundy z przytupem.

Na co stać teraz nasz zespół w jutrzejszych derbach – nie wiadomo. Nie wiadomo do końca, w jakiej formie jest ekipa Rafała Góraka, choć trzeba przyznać, że od początku meczu z Legią ta dyspozycja daje wrażenie, że rośnie. Rzeczywiście pierwsza połowa przy Łazienkowskiej była bardzo dobra, cały mecz niezły, a kolejne spotkania – z Arką Gdynia – było już bardzo dobre. Można więc mieć nadzieję, że po początkowym blackoucie, nasza ekipa w końcu się obudziła i wskoczyła na właściwe tory drużyny środka tabeli.

Problem w tym, że stajemy naprzeciw silnej w tym sezonie drużyny. Zespół Michala Gasparika najpierw wygrał z Lechią, a potem na wyjeździe z Piastem. Być może – patrząc na ten sezon – nie są to jakieś wielkie sukcesy, ale każdy punkt, a zwłaszcza komplet należy cenić. Potem była porażka w Poznaniu i niezasłużona przegrana u siebie z Termaliką. Górnik w tym meczu dominował, ale to goście okazali się lepsi o jedną bramkę. Za to w meczu z Pogonią było do pewnego momentu odwrotnie – to Portowcy cisnęli, cisnęli, ale piłka nie chciała wpaść do siatki. Wkrótce więc sprawy w swoje ręce wzięli zabrzanie i trzykrotnie pokonali bramkarza ze Szczecina.

Jakby więc nie patrzeć – obie ekipy wygrały ostatnie swoje mecze trzema bramkami i to nie z ligowymi leszczami. To znamionuje naprawdę świetne widowisko jutro.

Ciekawi jesteśmy zestawienia GKS na ten mecz. Lukas Klemenz zasłużył się dwiema bramkami – pytanie, czy Alan Czerwiński będzie zdolny do gry, a może znów na ławce zasiądzie Marten Kuusk? No i kwestia środka boiska ciągle jest otwarta. Nie wydaje się, żeby miejsca nie zachował Kacper Łukasiak, bo w końcu zagrał dobry mecz z Arką. Pytanie, co z Adrianem Błądem, czy trener będzie nadal konsekwentnie stawiał na niego czy może szansę dostanie kolejny aspirujący zawodnik. Co do ataku, to nie mamy wątpliwości – Adam Zrelak musi być i już.

Śląski Klasyk to również święto na trybunach. Znów do Zabrza przyjedzie kilkutysięczna armia kibiców GKS Katowice. Rok temu mieliśmy świetne widowisko właśnie na trybunach, trochę gorsze na boisku, przede wszystkim za sprawą GKS. Ale drugi raz z rzędu chyba tak nie będzie. Pięknie by było odczarować ten stadion i zapewnić sobie drugie zwycięstwo w sezonie. Tak jak rok temu w szóstej kolejce. Skazywany na pożarcie GKS wygrał wówczas z Mistrzem Polski – Jagiellonią Białystok.

Sobota wieczór, primetime, jupitery, dwadzieścia kilka tysięcy kibiców, dwie drużyny w gazie, Szymon Marciniak z gwizdkiem. Czego chcieć więcej?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga