Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do meczów w Łodzi i Niecieczy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zakończył się maraton meczowy. Trzy mecze w ciągu siedmiu dni, z czego dwa wyjazdy w systemie wtorek-piątek, były wyzwaniem dla naszej redakcji. Powoli zamykamy temat Niecieczy i tej kolejki (choć dzisiaj jeszcze trzy mecze), zamieszczamy więc tym razem łączone – wyjątkowo długie – post scriptum z dwóch wyjazdów. Było intensywnie i ciekawie. I przede wszystkim – zwycięsko! Od teraz liczy się już tylko Piast Gliwice. No… i jutrzejsze losowanie Pucharu Polski! Miłej lektury.

1. Z racji środka tygodnia i to meczu o wcześniejszej porze niż dwudziesta, do Łodzi pojechaliśmy w zaledwie dwuosobowym składzie – ja i Misiek.

2. Wyjechaliśmy nieco po dwunastej, więc mieliśmy spory zapas. Tradycyjnie bowiem chcieliśmy coś zjeść. Mecz bez szamki po drodze, to nie mecz.

3. Droga do Łodzi jest szybka i sprawna. Dlatego też pokonywaliśmy ją szybko i z dużym zapasem wjechaliśmy do centrum miasta. Wcześniej jednak przejeżdżaliśmy obok pól kukurydzy, a to przypominało nam, że oprócz meczu pucharowego, w piątek czeka nas kolejny – ligowy.

4. Centrum natomiast okazało się zatłoczone, więc musieliśmy przeciskać się to przez wąskie uliczki, do tego roboty drogowe nie ułatwiały tego zadania. Szukaliśmy też miejsca do zaparkowania, ostatecznie postanowiliśmy zostawić auto pod Dino, nieopodal knajpy, na którą padł nasz wybór.

5. Pizzeria Finestra zachęcała opiniami na Google, więc tam skierowaliśmy swoje kroki. Bardzo sympatyczne miejsce, z klimatem takim amerykańskim, czerwonymi, skórzanymi kanapami (bez skojarzeń hue hue).

6. Sama pizza mimo że wyglądała bardzo dobrze, była niezła, ale bez rewelacji. Misiek wziął shoarmę. Najważniejsze było jednak dość smacznie się najeść, a to się powiodło. Dodatkowo knajpa była jakieś 10 minut od stadionu, więc wszystko mieliśmy pod jak najlepszą kontrolą.

7. Szybko przedostaliśmy się pod stadion eŁKSy. Parking miał być przy Atlas Arenie. No i w pierwszej chwili gdy zbliżaliśmy się w miejsce zakrętu, mówiłem Miśkowi, że to jeszcze nie jest Atlas Arena. A była. Po prostu nie mogłem uwierzyć, że hala wybudowana w 2009 roku – a pamiętam, że mówiło się o tym – teraz wygląda raczej na relikt PRL niż cokolwiek nowoczesnego. Zmyliła mnie niesamowicie.

8. Wjechaliśmy na parking, podjechaliśmy niemal pod sam stadion. Idealnie. Byliśmy na tyle wcześnie, że akredytacji jeszcze nie było i taki bardzo zaangażowany i przejęty swoją rolą pan mówił, że zaraz będą i tłumaczył pani od wydawania pewne sprawy. Choć to zaangażowanie na pierwszy rzut oka wyglądało może nawet na nadgorliwość, to zawsze należy cenić ludzi, którzy oddają serce.

9. Za chwilę plakietki były już na miejscu. Odebraliśmy więc je i windą pojechaliśmy na górę. Jupitery jeszcze nie były zapalone, panował półmrok, ale zaraz miało być już ciemno. Pozostawała ponad godzina do meczu, więc na obiekcie były jeszcze pustki…

10. … w sumie podczas meczu niewiele się to zmieniło…

11. Ale mówiąc poważnie, lubię te nasze wczesne przyjazdy na stadiony przeciwników. Kiedyś pamiętam różnie z tym bywało, czasem było na styk, a kilka razy też się spóźniłem. Ale to naprawdę w dawnych czasach, jeszcze przed powstaniem GieKSa.pl, czyli rokiem 2012.

12. Z najbardziej spektakularnego spóźnienia pamiętam Stróże, gdzie na mecz Kolejarza z GKS przybyliśmy na drugą połowę, bo… pomyliliśmy Stróże. Na szczęście te drugie nie były aż tak daleko, więc daliśmy radę zdążyć przynajmniej na kawałek meczu.

13. Drugi raz to Dolcan Ząbki, na który przyjechaliśmy co prawda po dwudziestu kilku minutach meczu, ale już padły trzy bramki – Dolcan prowadził 2:1. Przy czym ten mecz ma dla mnie inną historię. To był drugi termin spotkania, bo w pierwotnym – pamiętnym – 10 kwietnia 2010 była katastrofa smoleńska. Ja byłem akurat we Włoszech, więc Dolcan by mi odpadł. A przez tę sytuację i możliwość pojechania na przesunięty mecz, mogłem kontynuować serię meczów GKS bez przerwy, która zakończyła się chyba na 153 meczach.

14. Wracamy do Łodzi. Zaczęliśmy ogarniać swoje sprawy, w taki skyboxie na trybunie prasowej można było zaparzyć herbatkę i zjeść ciastka. Oldschoolowe były kostki cukru, tak rzadko już spotykane. Niby taki trochę kontener, a jednak bardzo sympatyczna sprawa. W porównaniu do innych stadionów bowiem, jest to praktycznie na samej trybunie, a nie trzeba gdzieś krążyć po budynku klubowym.

15. Światła rozbłysły i powoli można było iść szukać miejsca na prasówce. Panował wiatr i nawet – mimo że pod dachem – zacinało lekkim deszczem.

16. Szukanie miejsca na prasówce to już była historia jak z horroru. O Boże… nad tym ŁKS musi solidnie popracować. Prasówka jest oddzielona od sektorów kibicowskich, więc miejsca znajdują się na samej górze, na długości całego boiska, więc jest ich multum. Do wyboru, do koloru – środek, lewa, prawa. Widoczność znakomita. Natomiast…

17. No niebywały jest problem z gniazdkami. To są takie gniazdka, że nie wepchniesz do niej wtyczki. I o ile jeszcze wtyczka z ładowarki jakoś wchodziła, to ta duża z dziurką na uziemienie za żadne skarby nie chciała wejść. Chodziłem więc jak głupi po tej trybunie i szukałem, że „a może jednak”.

18. To były takie przedłużacze luzem zamontowane do barierek. Przy innych stanowiskach już zobaczyłem kontakty  na sztywno pod blatami. I tam to samo, ale – eureka. One były inne – te brytyjskie, z dodatkową dziurką. Miałem ze sobą wykałaczkę i jak za starych dobrych czasów, odblokowałem kontakt i w końcu mogłem włożyć wtyczkę.

19. Całość tych akcji z gniazdkami zajęła mi chyba z pół godziny. Czy naprawdę nie można po Bożemu dać zwykłych gniazdek?…

20. Same stanowiska pracy poza tym są bardzo dobre. Wygodne blaty, widoczność extra, no i kibice nie zaglądają w ekran. Można było na spokojnie oczekiwać meczu.

21. Wiedzieliśmy o problemach ŁKS z frekwencją. Wyszło rzeczywiście bardzo kiepsko. Ochrona była ustawiona na środku tej trybuny z napisem „ŁKS Łódź” i taką kreską oddzielała nielicznych kibiców od pustek. Zacieśnienie oczywiście ma sens wizualny, bo gdyby kibice byli rozproszeni, to wrażenie pustości byłoby jeszcze większe.

22. Młyn ŁKS też nie był zbyt liczny, ale fanatyczny. Kibice eŁKSy dali radę i głośno dopingowali swój zespół przez cały mecz. Szacun. Choć łodzianie byli w ekstraklasie kilka razy, to po awansie spadali, teraz jest drugi sezon w pierwszej lidze i widoków brak.

23. GieKSa grała drugi raz z rzędu drugą rundę Pucharu Polski. Rok temu polegliśmy w katastrofie w Skierniewicach. Teraz liczyliśmy na to, że – zgodnie z zapowiedziami trenera – w tych rozgrywkach będziemy grać z całych sił o zwycięstwo w każdym meczu.

24. I stało się – GKS awansował do 1/8 finału. Po raz pierwszy od 10 lat i po raz trzeci w ciągu ostatnich… 20 lat. PRZE-RA-ŻA-JĄ-CE. W 2013 roku za kadencji… Rafała Góraka GKS pokonał Wigry w Suwałkach 2:0, by potem wygrać po dogrywce z Podbeskidziem 2:1. Potem bomba Petasza na Bukowej i Zawisza wygrał 1:0.

25. W 2015 roku pokonaliśmy u siebie Rozwój Katowice 2:0, a potem w pucharze – ponownie Wigry w Suwałkach 2:0. W 1/8 finału na Bukowej triumfowała Cracovia m.in. z Bartoszem Kapustką w składzie.

26. Tak więc GKS wygrywając w Łodzi wyrównał swój największy „sukces” od dwóch dekad…

27. Arkadiusz Jędrych wykorzystał rzut karny. To była pierwsza jedenastka podyktowana dla GKS od… 28 meczów. Też niebywała statystyka. Gdy dodamy, że to był niewykorzystany strzał z wapna Arka w Częstochowie, celną jedenastkę musimy szukać dalej. 39 meczów wcześniej w meczu z Puszczą Niepołomice – gdzie akurat były dwa rzuty karne, które skutecznie egzekwowali kapitan i Bartosz Nowak.

28. Czyli pomiędzy dwoma skutecznymi jedenastkami minął rok i 24 dni. Co ciekawe, wszystkie trzy miały wspólny mianownik. Za każdym razem faulowany był… Marcin Wasielewski.

29. Jak podała oficjalna strona GKS, Arkadiusz Jędrych tym trafieniem zaliczył 40. bramkę dla GKS Katowice. Statystyka absolutnie niebywała, jak na stopera. Dzięki temu wskoczył na dziewiąte miejsce w historii strzelców GKS Katowice.

30. Kibice GieKSy również świetnie dopingowali przez cały mecz, trenując też nową przyśpiewkę, która jak się okazuje, tak wpada w ucho, że potem w głowie zostaje na drugie godziny. A skoro tak – oznacza to, że jest po prostu dobra.

31. Ilja Szkurin strzelił swoją czwartą bramkę dla GKS – jak się okazuje jest to zawodnik i ligowy, i pucharowy. Liczymy na dalszą skuteczność sympatycznego napastnika.

32. Po meczu udaliśmy się na konferencję prasową, która odbyła się dość szybko, a i odległość między jednym, a drugim trenerem była niewielka. Rafał Górak oczywiście był zadowolony z meczu, Szymon Grabowski wyglądał na lekko smutnego – ogólnie trenerski żywot go nie oszczędza – wiadomo jak było w Lechii, a teraz średnio idzie w ŁKS. Pozdrawiamy trenera, bo kiedyś lajkował nam posty.

33. To co nas nieco rozbawiło to tablice – te do wywiadów – z pierwszej i drugiej ligi, bo zaledwie jedna klasa rozgrywkowa dzieli pierwszą i drugą drużynę ŁKS. Przygotowani więc są na wszystko.

34. Po meczu zostaliśmy jeszcze chwilę sali, żeby zamieścić na stronie relację z konferencji i galerię. Uwinęliśmy się bardzo sprawnie i po jakichś trzydziestu minutach ruszyliśmy do samochodu, by udać się w drogę powrotną. Akurat wyjeżdżał ze stadionu też autokar GieKSy.

35. Powrotna droga przebiegła szybko i sprawnie oraz przede wszystkim w dobrych humorach. Już snuliśmy plany, na kogo byśmy chcieli trafić w kolejnej rundzie. Oczywiście z zastrzeżeniem, że we wtorkowy wieczór rozegranych zostało zaledwie kilka spotkań.

36. W Katowicach byliśmy około 23.00, czyli jak na powrót z meczu wyjazdowego, naprawdę o przyzwoitej porze.


37. Na mecz piątkowy pojechało nas już czterech – ja, Misiek, Kazik i Flifen. Więcej par rąk i głów do pracy dało nam większe możliwości manewru.

38. Wyjazd zaplanowaliśmy na 13.30. Trochę obawialiśmy się sytuacji na drodze ze względu na 1 listopada, jak się okazało niesłusznie – bo nie spowolniło to naszej trasy.

39. GPS nas jednak poprowadził za Krakowem bocznymi drogami, a nie autostradą. Dlatego też była to dość niezwykła wyprawa i zachodziliśmy coraz to bardziej w głowę, w jakie uliczki i niemal polne drogi co rusz skręcamy.

40. Pogoda była bardzo dobra, więc i widoczność kapitalna. Dlatego mogliśmy podziwiać odległe szczyty Beskidu Wyspowego, a nawet Tatr, które gdzieś tam na horyzoncie się wyłaniały. Bardzo klimatyczna trasa i przypomniały się dawne wyjazdy w niższych ligach.

41. Ciekawe były te miejscowości. Przejeżdżaliśmy na przykład przez Karwinę. Zastanawialiśmy się, czy nie zatrzymać się na hokej, ale to nie ta Karwina, podobnie, jak nie te Stróże. Zbliżaliśmy się do gminy Żabno. Zachwycała nas złota polska jesień.

42. Z racji dużego zapasu czasowego, postanowiliśmy skonsumować szamkę w Żabnie. Wybór padł na Gospodę u Krzycha. Mała sympatyczna miejscówka. Zasiedliśmy do przedmeczowej strawy.

43. Przy zamawianiu przy barze nastąpiła zabawna sytuacja. Czekaliśmy sobie spokojnie, bo pani za ladą przyjmowała telefoniczne zamówienie. Taka pizza, to taka, z takimi sosami i tak dalej. W pewnym momencie padło pytanie, gdzie dostarczyć. Pod stadion w Niecieczy. Pani więc pyta „a gdzie dokładnie w jakie miejsce?”. Powiedziałem więc po nosem od niechcenia „pod sektor gości”. A pani przez telefon „aha, pod sektor gości”.

44. Okazało się, że jakiś kibic GieKSy zamawiał z tejże gospody – na godzinę 17:40. Jeśli to czytasz, pozdrawiamy i mamy nadzieję, że smakowało 😊

45. My pizzy nie braliśmy, ale wzięliśmy inne rzeczy. Flifen placek, ja z Miśkiem filet z kurczaka, Kazik natomiast schaboszczaka. Przypasowało nam, było bardzo smaczne i dość syte. Chociaż Flifen zarzekał się, że na stadionie jeszcze skonsumuje popularnego wuszta.

46. Pojedzeni i popici ruszyliśmy do nieodległej Niecieczy, gdzie byliśmy po kilkunastu minutach. Stadion jest niczym Gwiazda Betlejemska, która zaraz po wyjeździe z Żabna zaczęła swoją łuną nas przywoływać, niczym Trzech Króli do stajenki.

47. Szybko w sklepiku klubowym odebraliśmy akredytacje i ruszyliśmy na stadion. Obiekt jest niewielki, więc i przemieszczanie się pomiędzy różnymi punktami jest szybkie. Zahaczyliśmy o sektor prasowy, na którym jak rok temu były pajęczyny, a potem poszliśmy się pokręcić w różne miejsca.

48. Flifen udał się na wspomnianą kiełbasę i dość szybko wrócił. Myślałem, że zrezygnował, a po prostu miał taki spust, że zjadł bardzo szybko. Zresztą podobnie było w knajpie.

49. Ja poszedłem na catering, gdzie można było się uraczyć herbatą. Jedzenie też było, ale na razie byłem najedzony, choć chodziła mi również myśl o giętej. Postanowiłem, że uczynię to w przerwie.

50. Warunki do oglądania meczu z tego miejsca i takich siedzisk ze stolikami są wyśmienite, zwłaszcza jeśli jest zimno. Zza szyby świetnie widać całe boisko. Minusem jest oczywiście dźwiękowe odgraniczenie od atmosfery stadionu. Kiedyś jak relacjonowaliśmy mecze z kabin na niektórych obiektach, miało się poczucie pewnego wyobcowania.

51. Stanowiska prasowe nie są tak sprzyjające, jak na wielu obiektach. Blaty są stosunkowo niewielkie, ale przede wszystkim jest ciasno. Małym minusikiem jest też to, że są trochę na bok od środka stadionu i to plus niska wysokość powoduje, że osoby ze słabszym wzrokiem nie zawsze widzą dobrze, co się dzieje na przeciwległym krańcu boiska. Ale to szczegóły. Najważniejsze, że był prąd i gdzie postawić laptopa.

52. Zaskoczyła nas informacja, że w składzie nie ma Matuesza Kowalczyka. Zastanawialiśmy się, jak GieKSa poradzi sobie bez czołowego zawodnika. Wkrótce rozpoczął się mecz, a rozpoczął się rykami słoni, na które uczulałem członków redakcji. Nawet chyba jeśli bym ich nie uprzedził – nie dało się tego pominąć. Niewtajemniczeni mieszkańcy Niecieczy pewnie zawsze myślą, że nadciąga inwazja tych sympatycznych skądinąd zwierząt.

53. Osobiście miałem przyjemność po raz ósmy gościć na tym obiekcie. Do zeszłego roku pamiętałem tylko jeden triumf sprzed lat, kiedy po golach Kamila Cholerzyńskiego i Grzegorza Fonfary GieKSa wygrała 3:1. Trzynaście miesięcy temu w Pucharze Polski GieKSa wygrała tu 2:1 po trafieniach Bartosza Jaroszka i Jakuba Antczaka.

54. GieKSa z Termaliką generalnie miała problem i do zeszłego sezonu miała jeden wygrany mecz w ogóle – bo na Bukowej na wiele prób ani razu nie udało się odnieść zwycięstwa. Ten trend jednak najwyraźniej się odwraca, bo zespół z Małopolski już od dawną z GieKSą nie wygrał, a ostatnie dwa mecze – z piątkowym – zakończył porażką.

55. Wracając do samego meczu – najpierw trafił Klemenz. Dla zawodnika to już trzecia bramka w sezonie. Długo czekaliśmy na uznanie tego gola, bo Adam Zrelak był na centymetry na potencjalnym spalonym. Na szczęście po wyrysowaniu linii okazało się, że wszystko przebiegło prawidłowo.

56. W przerwie sam udałem się na kiełbaskę, ale kolejka po lewej stronie (w której stałem) oczywiście poruszała się w ślimaczym tempie, gdy ta po prawej szła bardzo żwawo. Nosz, cholera. W końcu, gdy wielkimi krokami zaczęła się zbliżać druga połowa – zarzuciłem pomysł.

57. Poszedłem na catering i niestety zupy już nie było, więc musiałem zadowolić się tym, czego nie znoszę, czyli tzw… sztuką mięsa. Blee.

58. GieKSa umiejętnie się broniła, aż w końcu Eman Marković strzelił drugą bramkę. To było premierowe trafienie Norwega, co później przy drugim golu musiało spowodować dumę u swojego kumpla Erlinga Haalanda.

59. Co ciekawe, bramka na 2:0 dla GKS zupełnie odmieniła nastroje w młynie gospodarzy. Od początku meczu bowiem wspierali głośno swój zespół, a także kilkukrotnie skandowali nazwisko trenera Marcina Brosza. Po trafieniu Emana zaczęli śpiewać „k.. mać, Terma grać” czy coś takiego. Rzadko się zdarza tak błyskawiczna zmiana.

60. Do końca z umiarkowanym spokojem, ale też lekkim stresem obserwowaliśmy to spotkanie, ale wspomniany gol na 3:0 zamknął ten mecz na dobre. Po chwili cieszyliśmy się z kolejnych trzech punktów.

61. Telebimy w Niecieczy mają jakiś defekt. Wydawało się, że te piksele są błędem przekazu, ale na dwóch telebimach były w różnych miejscach. Dlatego takie brzydy były na miniaturkach w trakcie meczu.

62. GieKSa odbiła się od dna wyjazdowego. Po początkowych czterech porażkach w delegacjach, potem przyszedł remis w Płocku, a teraz wygrane w Lublinie i Niecieczy, przedzielone triumfem w Łodzi. W końcu GieKSa sławi naszą piłkę w całej Polsce.

63. Z dobrymi humorami mogliśmy udać się do dalszej pracy. Flifen poszedł szukać piłkarzy do wywiadu, ja po nagrywce chciałem kierować się do sali konferencyjnej. Na moje nieszczęście, gdy nagrywałem, zobaczyłem jak pani z klubu zamyka przejście (tam gdzie był catering) na cztery spusty. Na dodatek wyjścia z sektorów też były już po prostu zamknięte. Musiałem przechodzić przez płytę boiska.

64. W ogóle to się pogubiłem i prawie wlazłem do szatni GieKSy 😉 Tam piłkarze cieszyli się po zwycięstwie.

65. Dotarłem do sali konferencyjnej, takiej ładnej, bardzo schludnej. Z wygodnymi choć… trochę zbyt niskimi siedzeniami, że jak trenerowi zadaję pytania, to widzi tylko moją głowę.

66. Trener Górak musiał przestawić słonia, żeby dobrze wszystko było widać na kamerze. Rzeczniczka powiedziała, że słonie muszą być, więc zostały – tylko przesunięte. Szkoleniowiec GieKSy wziął to na siebie. Oczywiście humor jemu, jak i nam wszystkim dopisywał.

67. Za to Marcin Brosz był nieco przybity, bo ostatnie wyniki Termaliki są bardzo słabe. Beniaminek jest głównym kandydatem do spadku i szkoleniowiec zapowiada zmiany po tym nieszczęsnym dla gospodarzy spotkaniu.

68. Tak jak zazwyczaj, jak i w Łodzi, tak i po tym meczu popracowaliśmy na sali. Przy herbatce zawsze miło się opracowuje wygrany mecz. Flifen poszedł po wywiad i wrócił z wypowiedzią Marcela Wędrychowskiego. Misiek i Kazik robili galerie.

69. Śmiesznie wyszło zestawienie tytułów z konferencji i wypowiedzi Marcela. „Ocena celująca” od trenera Góraka i „Musimy mieć chłodną głowę” byłego gracza Pogoni. Zazwyczaj to trenerzy studzą głowy piłkarzom, a ta zbitka zasugerowała, jakby to trener był zadowolony, a zawodnik schładzał nastroje. Ale to tylko humorystyczne zestawienie – w zespole pewnie wszyscy wiedzą, co jest na swoim miejscu.

70. Jeszcze Misiek został upomniany przez panią rzecznik, żeby zostawił słonia, bo zaczął się bawić tym sympatycznym pluszakiem. Śmiechom nie było końca. A ten słoń pozostał taki zasmucony, nie wiem czy wynikiem, czy tarmoszeniem Miśka.

71. Ruszyliśmy w drogę powrotną. Zahaczyliśmy o KFC w Brzesku – to samo, co gdy wracaliśmy w Lublinie. Posililiśmy się tymi fast-foodowymi kurczakami, już robiąc sobie smaka na pojedynek z Piastem Gliwice w nadchodzącą sobotę. Powrót był oczywiście bardzo wesoły, bo GKS pnie się w tabeli.

72. Jeszcze oglądaliśmy w trasie końcówkę meczu Piast – Korona i gliwiczanie poprzez remis stracili kolejne dwa punkty do GieKSy. A w doliczonym czasie gry stracili Michała Chrapka, który dostał czerwoną kartkę. Przez to ważny zawodnik piłkarzy z Okrzei nie będzie mógł wystąpić na Nowej Bukowej.

73. W Katowicach byliśmy w okolicy pierwszej. Po trzecim wyjazdowym zwycięstwie. Już wkrótce – Białystok! To będzie nie lada wyzwanie, bo mecz o godzinie 12.15. Ale najpierw – Piast Gliwice!

4 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

4 komentarze

  1. Avatar photo

    Szymoner

    3 listopada 2025 at 17:12

    Ad 28. – na Rakowie faulowany na karnego był Galan, nie Wasyl 🙂

  2. Avatar photo

    tomek

    3 listopada 2025 at 21:44

    Po co te głupoty piszecie. Kogo to obchodzi co jedliście i jak przebiegała droga. Wyjątkowy kretynizm

    • Avatar photo

      wijas

      5 listopada 2025 at 13:23

      Do Tomka: Jeżeli Postscriptum uważasz za kretynizm, to po prostu nie czytaj. Ja uważam otoczkę szpilów wyjazdowych za ciekawą, a i Shellu, skoro chce się podzielić relacją z wyprawy, to niech pisze. Robi fajną robotę dla nas wszystkich, więc chyba ma prawo to opisywać.

  3. Avatar photo

    Łuki

    4 listopada 2025 at 10:30

    AD.33 Tablice na eŁKSie są także przygotowane na 2 ligę bo ŁKS II Łódź w niej gra

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Jagi i Cracovii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.

1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.

2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.

3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.

4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.

5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.

6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.

7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.

8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.

9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.

10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.

11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.

12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.

13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.

14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.

15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.

16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.

17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.

18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.

19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.

20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.

21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.

22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.

23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.

24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.

25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.

—-

26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.

27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i  się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.

28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.

29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.

30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.

31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.

32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.

33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.

34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.

35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.

36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.

37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.

38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.

39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.

40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.

41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.

42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.

43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.

44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.

45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.

46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.

47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.

48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.

49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.

50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.

51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.

52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.

53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.

54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.

55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.

56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.

57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.

58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.

59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.

60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.

61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!

62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga