Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Ekstraklasowicze zawiedli w Spodek Super Cup
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Klub przedstawił plan przygotowań kobiecej drużyny do rundy rewanżowej sezonu 2025/26. Przewidziano między innymi pięć spotkań sparingowych oraz zgrupowanie w Turcji. Piłkarze wrócili do treningów 3 stycznia, a wczoraj wzięli udział w turnieju Spodek Super Cup 2026.
Siatkarze, korzystając z przerwy świąteczno-noworocznej, rozegrali mecz sparingowy z JSW Jastrzębskim Węglem, przegrywając 1:3. W poniedziałek w meczu ligowym ulegli Necko Augustów 0:3. Następne spotkanie rozegramy w sobotę 10 stycznia o 17:00 w Arenie Katowice z MKS Będzin.
Hokeiści rozegrali dwa spotkania ligowe: w piątek wygrali 5:3 z JKH GKS-em Jastrzębie oraz w niedzielę przegrali 2:3 z Unią Oświęcim. Kolejne mecze zaplanowano na piątek 9 stycznia o 18:30 z Energą w Toruniu oraz na niedzielę 11 stycznia o 17:00 z Cracovią w Satelicie.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Plan przygotowań GKS-u Katowice [SEZON 2025/2026]
Zawodniczki GKS-u Katowice przygotowania do rundy rewanżowej Orlen Ekstraligi rozpoczną 7 stycznia. Mistrzynie Polski w dniach 22-31 styczniu przebywać będą na zgrupowaniu w Turcji.
Pierwszy trening zawodniczki z Katowic odbędą siódmego stycznia, a już trzy dni później zagrają mecz towarzyski z trzecim zespołem czeskiej ekstraklasy 1. FC Slovácko. Tydzień później podopieczne Karoliny Koch zagrają ze Slovanem Liberec, który po rundzie jesiennej zajmuje czwarte miejsce w najwyższej czeskiej klasie rozgrywkowej.
Po dwóch spotkaniach w Katowicach siódmy zespół Orlen Ekstraligi 22 stycznia uda się do Turcji, w której trenować będzie do końca miesiąca. Na 25 stycznia Katowiczanki mają zaplanowany mecz towarzyski, a rywal na chwilę obecną nie jest znany. 30 stycznia GKS zagra z ukraińskim Metalistem Charków.
Siódmego lutego GKS zagra ostatni mecz kontrolny przed spotkaniem w 1/8 Orlen Pucharu Polski, a rywalem mistrzyń Polski będzie Śląsk Wrocław.
14 lutego GKS Katowice zagra na wyjeździe ze Ślęzą Wrocław, a stawką meczu będzie awans do ćwierćfinału Orlen Pucharu Polski. Ligowe zmagania Katowiczanki rozpoczną 21/22 lutego meczem wyjazdowym z Rekordem Bielsko-Biała.
Plan przygotowań GKS-u Katowice:
07.01 – wznowienie treningów
10.01 – sparing z 1. FC Slovácko (dom)
17.01 – sparing ze Slovanem Liberec (dom)
22–31.01 – zgrupowanie w Turcji
25.01 – sparing (rywal w trakcie ustalania)
30.01 – sparing z Metalistem Charków
07.02 – sparing ze Śląskiem Wrocław
wkatowicach.eu – GKS Katowice wraca do gry! Piłkarze i piłkarki GieKSy przygotowują się do rozgrywek ligowych
[…] Piłkarze GKS-u Katowice wrócili na Arenę Katowice po świątecznej przerwie i rozpoczęli przygotowania do wiosennej rundy PKO BP Ekstraklasy. Podopieczni trenera Rafała Góraka obejrzeli nową szatnię przy Nowej Bukowej i odbyli trening na boisku Rapid. Relację z pierwszego treningu GieKSy można opublikowano w mediach społecznościowych klubu.
[…] Po zakończeniu ligowych zmagań zawodniczki udały się na urlopy. Do wspólnych treningów wrócą we środę 7 stycznia i na początku przejdą testy na AWF-ie w Katowicach.
dziennikzachodni.pl – ROW Rybnik uratował śląski honor. Turniej Superbet Spodek Super Cup padł łupem Reprezentacji Polski Socca
Reprezentacja Polski Socca okazała się najlepsza w III turnieju halowym Superbet Spodek Super Cup. GKS Katowice i Górnik Zabrze odpadli po meczach grupowych.
GKS Katowice, Górnik Zabrze, Wieczysta Kraków, Wisłoka Dębica, JKS Jarosław, Wiara Lecha, ROW Rybnik i Reprezentacja Polski Socca – taki zestaw klubów zaprosił do trzeciej edycji turnieju Superbet Spodek Super Cup organizator Grzegorz Górski. Program uzupełniały mecze pokazowe z udziałem reprezentacji Artystów Polskich, Gwiazd Piłkarzy Polskich, Twórców Internetowych i Superteamu.
W przeciwieństwie do poprzednich lat tym razem trybuny legendarnej katowickiej hali nie wypełniły się kompletem kibiców. Sporo pustych miejsc wynikało zapewne między innymi z braku zespołów zagranicznych, a także z zerwania wieloletniej „sztamy” fanów Górnika i GKS-u. Ten fakt dawał o sobie znać także podczas meczów – gdy Katowiczanie tracili gola w meczu z Wisłoką Dębica Zabrzański sektor skandował „jeszcze jeden, jeszcze jeden!”.
Większość zespołów pojawiła się w Spodku bez swoich największych gwiazd. Widać to było szczególnie w Górniku. Michal Gasparik postawił na młodych zawodników. Nieobecny był między innymi Lukas Podolski, który dostał nieco więcej wolnego i dopiero dołączy do kolegów trenujących od poniedziałku.
Trofeum bronił GKS Katowice, ale marzenia o powtórzeniu sukcesu szybko zostały rozwiane. Ekipa Rafała Góraka wygrała z JKS Jarosław 2:1, ale później przegrała z Wieczystą Kraków 1:2 i z Wisłoką Dębica 3:5. Po tym ostatnim występie duża grupa kibiców opuściła Spodek. Ostatecznie do finału z tej grupy z kompletem punktów awansowała Wieczysta, a do meczu o trzecie miejsce Wisłoka.
W drugiej grupie Górnik zaczął od mocnego uderzenia rozbijając Wiarę Lecha 3:0, ale w drugim spotkaniu przegrał z ROW-em Rybnik 1:2 po golu straconym po wycofaniu bramkarza. W trzecim decydującym starciu z Reprezentacją Polski Socca (mistrzami świata w tej odmianie futbolu) ekipa Gasparika uległa 1:4 i podzieliła los GieKSy. W tym przypadku najlepsi w stawce okazali się Socca, którzy wyprzedzili ROW Rybnik.
Decydujące spotkania oglądała już połowa początkowych widzów. A w nich najpierw w meczu o „brąz” ROW (jako trener debiutował były piłkarz Górnika Ołeksandr Szeweluchin) okazał się lepszy od Wisłoki Dębica (6:1), natomiast w wielkim finale Reprezentacja Polski Socca pokonała Wieczystą w rzutach karnych 3:1.
Mecze prowadzili Szymon Marciniak, Sebastian Jarzębak i Michał Listkiewicz, a w przerwie między wydarzeniami wystąpił raper Peja.
gol24.pl – Reprezentacja Polski Socca triumfatorem Superbet Spodek Super Cup 2026. Ekstraklasowicze zawiedli
[…] W tym roku zarówno GKS Katowice, jak i Górnik Zabrze mocno zawiodły swoich kibiców. Oba zespoły zajęły 3. miejsca w swoich grupach, notując po zaledwie 1 zwycięstwie. Warto zaznaczyć, że w obu śląskich zespołach zabrakło największych gwiazd. Te zbierają siły na zimowe obozy przygotowawcze, które rozpoczną się już za moment.
Wyniki Spodek Super Cup 2026
Grupa A:
JKS 1909 Jarosław – Wisłoka Dębica 2:3
GKS Katowice – JKS 1909 Jarosław 2:1
Wieczysta Kraków – Wisłoka Dębica 2:1
Wieczysta Kraków – GKS Katowice 2:1
GKS Katowice – Wisłoka Dębica 3:5
Wieczysta Kraków – JKS 1909 Jarosław 5:3
Grupa B:
Wiara Lecha – ROW 1964 Rybnik 1:1
Górnik Zabrze – Wiara Lecha 3:0
Reprezentacja Polski Socca – Wiara Lecha 2:1
ROW 1964 Rybnik – Górnik Zabrze 2:1
Górnik Zabrze – Reprezentacja Polski Socca 1:4
Reprezentacja Polski Socca – ROW 1964 Rybnik 1:1
Mecz o 3. miejsce:
Wisłoka Dębica – ROW 1964 Rybnik 1:6
FINAŁ:
Wieczysta Kraków – Reprezentacja Polski Socca 2:2 k. 1:3
SIATKÓWKA
suwalki.info – Necko rozbiło lidera z Katowic
Siatkarze KS Necko Augustów w niesamowity sposób wrócili do gry po świąteczno-noworocznej przerwie. Augustowianie po czterech porażkach z rzędu pewnie pokonali we własnej hali pierwszy w tabeli GKS Katowice 3:0 (25:20, 25:20, 28:26) w poniedziałkowym meczu 17. kolejki PLS 1. Ligi, udanie rewanżując się za porażkę z pierwszej części sezonu. Katowiczanie przegrali wcześniej tylko dwa spotkania – ze Stalą Nysa i CUK Aniołami Toruń po 1:3. A to oznacza, że Necko jest jedyną drużyną, która do tej pory nie straciła w starciu z liderem ani jednego seta. Zawodnikiem tego pięknego wieczoru został Oleg Krikun, który szalał w ataku, zanotował asa i świetnie spisywał się w obronie. (Na zdjęciu: Filip Jarosiński – Fot. Michał Sobolewski/KS Necko Augustów)
W poniedziałkowy wieczór trafiły na siebie ekipy z dwóch krańców ligowej tabeli. Wielu kibiców oraz specjalistów od piłki siatkowej mogło myśleć, że Necko Augustów, które ostatnie cztery mecze przegrało po 0:3, w tym z SMS PZPS Spała kilka dni przed Bożym Narodzeniem, będzie bez większych szans nie tyle na wygraną, co nawet na jeden punkt. Ale podopieczni Dimy Skoryya już wielokrotnie pokazali w tym sezonie, że potrafią nawiązać wyrównaną walkę z najlepszymi drużynami, nawet jeśli schodzą z parkietu pokonani. Tym razem zobaczyliśmy odmieniony zespół z Augustowa, który rozpoczął spotkanie z dwoma kluczowymi zawodnikami na ławce rezerwowych – kapitanem Łukaszem Rudzewiczem i rozgrywającym Konradem Buczkiem.
Pierwszy punkt tego dnia padł po tym jak Filip Jarosiński skutecznie obił ręce Grzegorza Pająka. Następnie gra toczyła się punkt za punkt i po tym, jak Damian Domagała zablokował Kacpra Taudula, GKS wyszedł nawet na jednopunktowe prowadzenie (4:5). Ale trwało to tylko chwilę, ponieważ po błędach Damiana Hudzika i Wojciecha Włodarczyka na tablicy widniał wynik 6:5 dla gospodarzy. Ci zaczęli odskakiwać gościom od stanu 7:7, kiedy zdobyli trzy punkty z rzędu za sprawą Radosława Sterny, Filipa Jarosińskiego oraz Damiana Barana (10:7). Drużynie z królewskiego miasta wychodziło w poniedziałek prawie wszystko – przyjmowanie mocnych zagrywek, ataki, obrony czy spektakularne bloki. Doskonałym przykładem walki Augustowian o każdą piłkę była długa wymiana przy wyniku 10:8. Dopiero ósma akcja przyniosła zdobycie punktu, a jego autorem był niezawodny tego wieczoru Oleg Krikun (11:8). Ten sam zawodnik jeszcze dwukrotnie skutecznie kończył długie wymiany, gdzie po jednej z nich Necko prowadziło nawet 18:12. Rywale potrafili odwdzięczyć się tym samym, ale na niewiele się to zdało i tę odsłonę zepsutą zagrywką zakończył Krzysztof Gibek (25:20).
Set numer dwa zaczął się od nieudanego serwisu Kacpra Taudula (0:1). Jednak kilka akcji później miejscowi prowadzili już 3:2. Później przebieg spotkania był bardzo podobny, jak w pierwszej partii, ale trzypunktowej serii kibice doświadczyli już przy stanie 4:4 więc Necko prowadziło w tym momencie 7:4. Z kolei po dwóch udanych atakach Taudula było już 10:5. Augustowski zespół nadal potrafił kończyć długie wymiany z sukcesem, a kiedy po jednej z nich ponownie zapunktował Krikun, to ich przewaga wynosiła aż siedem oczek (15:8). Co prawda lider miał duże straty, ale nie zamierzał się poddawać i w pewnym momencie ze stanu 18:12 zrobiło się 18:15. Wtedy o czas poprosił Dima Skoryy. Po powrocie na boisko początkowo toczyła się wyrównana walka, ale po raz kolejny dał o sobie znać Oleg Krikun, który skończył dwa ataki z rzędu, wprowadzając spokój w szeregi swojej drużyny (24:19). Ostatecznie skończyło się znowu wynikiem 25:20, a decydujący punkt padł ponownie po błędzie Gibka, który tym razem pomylił się w ataku.
Trzecia partia przyniosła najwięcej emocji, a otworzył ją skutecznym blokiem na Radosławie Sternie środkowy z Katowic, Damian Hudzik (0:1). Natomiast kiedy najpierw skutecznie zaatakował Damian Baran, a chwilę później blokiem na Gonzalo Quirodze popisał się Jakub Konieczny, to klub z Augustowa wyszedł na prowadzenie 3:2. Spotkanie nadal obfitowało w dość długie wymiany, które na zmianę wygrywały obie ekipy, a gra przez wiele akcji oscylowała w okolicach remisu. Jednak przy stanie 15:11 gospodarzom przytrafił się przestój i nagle goście prowadzili 17:15. W tym momencie sygnał do odrabiania strat dał Kacper Tadul, kończąc atak oraz popisując się asem serwisowym, a zaraz po nim sprytny blok dołożył Radosław Sterna i zrobiło się 18:17. Od tego momentu toczyła się zacięta walka punkt za punkt, a następnie na przewagi. Wojnę nerwów wygrali Augustowianie. Poniedziałkowe starcie zwieńczyła kolejna wieloakcyjna wymiana, którą atakiem po rękach Quirogi zakończył Filip Jarosiński (28:26). Tym samym Necko Augustów w świetnym stylu zrewanżowało się za porażkę w Katowicach 0:3 w 2. kolejce.
Siatkarzem spotkania został Oleg Krikun z drużyny z drużyny KS Necko Augustów, który zdobył 21 punktów. Złożyło się na to dwadzieścia skończonych ataków oraz jeden as serwisowy. Ponadto augustowski atakujący świetnie spisywał się w obronie, notując aż siedem skutecznych interwencji – najwięcej w zespole (tyle samo, co Jakub Konieczny). Najlepiej punktującym zawodnikiem GKS Katowice był Damian Domagała, kończąc mecz z piętnastoma oczkami na koncie.
– Od początku sezonu kierujemy się zasadą, żeby tworzyć jedność jako zespół, nawet kiedy coś nam nie wychodzi. Naszym celem jest utrzymanie się w tej lidze oraz walka o każdy punkt i każdy set. Mamy za sobą trudny okres z kilkoma porażkami z rzędu, ale dłuższą przerwę od gry poświęciliśmy na odbudowanie się mentalne, czego efekty było dzisiaj widać na boisku. Pokazaliśmy tą wygrana z liderem, że drzemie w nas duży potencjał, po raz kolejny udowadniając, że z każdym w tej lidze potrafimy powalczyć o punkty. Chcemy robić to w każdym meczu – powiedział Oeg Krikun.
Po tej wygranej KS Necko Augustów ma na swoim koncie siedemnaście punktów i awansowało z piętnastego na trzynaste miejsce w tabeli PLS 1. Ligi. GKS Katowice pozostał liderem z dorobkiem czterdziestu punktów, ale zajmujący drugie miejsce CUK Anioły Toruń tracą do nich tylko jedno oczko, a mają rozegrane o jedno spotkanie mniej. Warte odnotowania jest to, że Katowiczanie przegrali wcześniej tylko dwa spotkania – z ekipą z Torunia oraz ze Stalą Nysa po 1:3. A to oznacza, że Necko jest jedyną drużyną, która do tej pory nie straciła w starciu z liderem ani jednego seta.
siatka.org – Nieudany początek roku GKS-u Katowice. Krikun pogromcą lidera
Dużą niespodziankę swoim kibicom w pierwszym meczu 2026 roku sprawili siatkarze NECKO Augustów. Beniaminek, który przed tą kolejką znajdował się w strefie spadkowej, we własnej hali nie dał szans liderowi rozgrywek – GKS-owi Katowice. Nagrodę MVP odebrał Oleg Krikun. Lider ekipy z Augustowa w trzysetowym starciu zdobył aż 21 punktów. Dzięki temu zwycięstwu NECKO awansowało na 13. miejsce w tabeli.
[…] NECKO Augustów – GKS Katowice 3:0 (25:20, 25:20, 28:26)
HOKEJ
hokej.net – Piąte zwycięstwo z rzędu i powrót na fotel lidera. Udany początek roku GieKSy
Hokeiści GKS-u Katowice zrekompensowali się swoim kibicom za półfinałową porażkę, pokonując przed własną publicznością JKH GKS Jastrzębie 5:3. Dla wicemistrzów Polski było to piąte z rzędu ligowe zwycięstwo, które pozwoliło podopiecznym Jacka Płachty ponownie zasiąść w fotelu lidera.
Gospodarze do dzisiejszego spotkania przystąpili z chęcią zrekompensowania kibicom półfinałowej porażki w Pucharze Polski. Z kolei hokeiści z Jastrzębia z pewnością entuzjazm związany z sięgnięciem po trofeum chcieli przelać na rywalizację ligową. W Katowicach przyjezdni musieli jednak poradzić sobie bez swojego kapitana – Macieja Urbanowicza, który pauzował, ponosząc konsekwencje bójki z ostatniego spotkania w Karwinie. Otwarcie wyniku nastąpiło podczas pierwszej gry w przewadze gości. W 7. minucie w boksie kar zasiadł Joona Monto – a okres liczebnej przewagi na lodzie, na inauguracyjne trafienie zamienił Patryk Hanzel. Odpowiedź gospodarzy nastąpiła w 15. minucie, po akcji katowickich „trzech muszkieterów”. Podawali Fraszko i Pasiut – wykończył Wronka. 37 sekund później katowiccy kibice mogli już świętować prowadzenie, gdy krążek do bramki Kacpra Michalskiego skierował Stephen Anderson. Na kolejne trafienia również nie trzeba było długo czekać. W 18. minucie wynik wyrównał Łukasz Nalewajka, przekierowując krążek, a niespełna 120 sekund później jastrzębskiej obronie zerwał się Jean Dupuy i w swoim stylu dynamicznie wykończył akcję.
Druga odsłona przyniosła kolejne emocje bramkowe w serii. W 27. minucie ponownie wyrównał Ślusarczyk, a w 29. minucie ze stoickim spokojem krążek do jastrzębskiej bramki skierował Joona Monto. Goście starali się do końca o odrobienie strat, wycofując w ostatnich fragmentach trzeciej odsłony z bramki Kacpra Michalskiego. Ten manewr nie przyniósł jednak oczekiwanego efektu, a wynik spotkania strzałem do pustej bramki na 5:3 ustanowił Mateusz Bepierszcz.
Fiński skrzydłowy znów błyszczał! Pełna pula dla Unii
Czwarte zwycięstwo z rzędu odnieśli hokeiści Unii Oświęcim. Biało-niebiescy w meczu 32. kolejki TAURON Hokej Ligi pokonali na wyjeździe GKS Katowice 3:2. Znów ze znakomitej strony zaprezentował się Erik Ahopelto, który zdobył bramkę i zanotował dwie asysty.
Oświęcimianie w przekroju całego spotkania zaprezentowali wyższą kulturę gry. Pokazali dojrzalszy hokej, byli lepiej zorganizowani w destrukcji, dokładniejsi w rozegraniu oraz skuteczniejsi w ofensywie. Słowem -sumienie zapracowali na niedzielną wygraną. Dzięki temu triumfowi awansowali na drugie miejsce w tabeli.
W szeregach ekipy z Małopolski znów błyszczał Erik Ahopelto. Napastnik pochodzący z Tampere był zmorą zarówno katowickich defensorów, jak i Jespera Eliassona. To on otworzył wynik spotkania, a potem zanotował dwie asysty przy trafieniach Romana Ráca i Villego Heikkinena.
Róbert Kaláber w spotkaniu z wicemistrzami Polski nie mógł skorzystać z usług Aleksiego Mäkeli, Samuela Petráša i Łukasza Krzemienia. Fiński defensor wyjechał do Finlandii, by uczestniczyć w narodzinach dziecka, a Petráš i Krzemień zmagają się z urazami. Do składu wrócił Roman Rác i zaprezentował się z niezłej strony.
W pierwszej odsłonie oba zespoły miały swoje lepsze i gorsze momenty. Konkretniejsi w swoich poczynaniach byli jednak goście, którzy w 12. minucie objęli prowadzenie, zamieniając na gola okres gry w przewadze. Wystarczyło im zaledwie 22 sekundy, aby zamknąć katowiczan w ich tercji i znaleźć sposób na Eliassona. Szwedzki golkiper obronił uderzenie Miki Partanena, które próbował jeszcze „przekierować” Ville Heikkinen, ale skapitulował po dobitce Erika Ahopelto.
Podopieczni Jacka Płachty na wyrównującego gola musieli poczekać do drugiej odsłony. Padł on po akcji braci Hofmanów. Uderzenie Jonasza sprzed bulika zablokował Joe Morrow, ale chwilę później guma trafiła na łopatkę kija Jakuba, który długo się nie zastanawiał i umieścił ją w bramce.
Biało-niebiescy odzyskali prowadzenie jeszcze przed przerwą. Erik Ahopelto wywalczył krążek pod bandą i wycofał do Romana Ráca, a ten uderzeniem z korytarza międzybulikowego przymierzył pod poprzeczkę. Katowicki golkiper mógł tylko wymownie pokręcić głową.
Chwilę później kapitalnymi interwencjami popisał się jego rodak – Linus Lundin. Z linii niebieskiej przymierzył Aleksi Varttinen, a Mateusz Bepierszcz sprytnie zmienił tor lotu krążka. Bramkarz Unii w porę złączył parkany, a następnie obronił dobitkę będącego w świetnej sytuacji Juho Koivusaariego. Czy był to przełomowy moment w meczu? Wiele na to wskazuje.
Zespół z zachodniej Małopolski w 49. minucie dołożył trzeciego gola i w zasadzie przesądził o losach spotkania. Stało się to 9 sekund po tym, jak na lód wrócił odsiadujący karę mniejszą Jacob Lundegård. W zamieszaniu podbramkowym najsprytniej zachował się Ville Heikkinen i odebrał zasłużone gratulacje od swoich kolegów z formacji.
W 56. minucie na 4:1 mógł podwyższyć Mika Partanen, ale nie zdołał zaskoczyć Jespera Eliassona w sytuacji sam na sam.
Trener Jacek Płachta starał się ratować sytuację. Na 164 sekundy przed końcem regulaminowego czasu gry wziął czas, a następnie zdecydował się na manewr z wycofaniem bramkarza i wprowadzeniem dodatkowego napastnika. Efekt był taki, że straty zmniejszył tylko Jean Dupuy.
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.
Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.
Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.
Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?
Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.
Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.
Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?
Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?


Najnowsze komentarze