Piłka nożna Prasówka
Media o wczorajszym meczu: Kapitalny mecz w Częstochowie
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania półfinałowego Pucharu Polski Raków Częstochowa – GKS Katowice.
weszlo.com – Raków wstał niczym feniks z popiołów! To nie czas, by go skreślać
Poznaliśmy drugiego finalistę Pucharu Polski! Drugiego maja na Stadionie Narodowym z Górnikiem Zabrze zmierzy się Raków Częstochowa, który pokazał, że awans można wywalczyć, mimo absolutnie fatalnych 45 minut. Piłkarze Łukasza Tomczyka w imponujący sposób wstali z kolan i odwrócili losy rywalizacji, tworząc przy tym naprawdę kapitalne widowisko.
[…]Gra Medalików też często w ostatnich tygodniach pozostawiała wiele do życzenia, więc po pierwszej połowie półfinału z GieKSą większość – w tym także i my – raczej już skreślała wicemistrzów Polski.
Zwyczajnie nie było argumentów, przemawiających za tym, że Raków będzie w stanie jeszcze się podnieść. A jednak, zamknął nam usta i w kilkanaście minut przerwy, jakby stał się całkowicie nową drużyną. Ekipa spod Jasnej Góry po fenomenalnym boju wywalczyła awans do finału, ale jednocześnie dokonała czegoś może i bardziej istotnego – udowodniła, że to zdecydowanie za szybko, by ją skreślać.
[…] A GKS częściej się bronił, ale gdy już wychodził z atakiem, to praktycznie za każdym razem robiło się gorąco pod bramką Oliwiera Zycha. Zwłaszcza w pierwszych minutach bazował na szybkich atakach i stałych fragmentach. Po jednym z nich bardzo ładne uderzenie z dystansu oddał Sebastian Milewski, którym mocno postraszył bramkarza rywala.
Z biegiem czasu Katowiczanie coraz chętniej decydowali się także na próby odbiorów bliżej bramki Rakowa i to okazało się niezwykle skuteczne. Piłkarze gospodarzy popełniali kolejne błędy, gubili się, byli mocno niedokładni, a przeciwnicy skrzętnie z tego korzystali. Pierwszy gol to właśnie odbiór na połowie rywala, świetne zachowanie Nowaka, który podał do pozostawionego bez opieki Jirki. W polu karnym zdążył przyjąć piłkę, jeszcze ją sobie poprawić, spojrzeć jak ustawiony jest bramkarz i wciąż bez nacisku ze strony przeciwnika oddać strzał. Podobnie jak w kilku poprzednich meczach, wyjątkowo bierna postawa defensorów Medalików.
Tych strat Rakowa na własnej połowie było jednak znacznie więcej. Po fatalnym zachowaniu Iviego Lopeza, w doskonałej okazji znalazł się Nowak, ale jakby litując się nad byłym zespołem, uderzył niecelnie. Kolejna zbliżona sytuacja, to kąśliwy strzał Jirki, z którym zdołał poradzić sobie Zych.
W końcu gospodarze się doigrali, a to za sprawą Oskara Repki. Były piłkarz GieKSy najpierw przez swoją nieuwagę w bardzo prosty sposób stracił piłkę, a chwilę później był mocno spóźniony, przy próbie powstrzymania Nowaka. Bezsprzeczny karny, który pewnie został wykorzystany przez Arkadiusza Jędrycha.
Po przerwie mogliśmy odnieść wrażenie, jakby w czerwonych koszulkach na boisko wybiegli kompletnie inni piłkarze, niż ci, którzy grali przez pierwsze 45 minut. Raków wyglądał jakby w przerwie sztab szkoleniowy użył czarodziejskiej różdżki i stworzył całkiem nowy zespół. To błyskawicznie dało efekty. Najpierw – w końcu – szybka, składna akcja, kilka wymienionych podań i po dobrym wykończeniu Brunesa gospodarze złapali kontakt.
Chwilę później niezwykle ambitnie powalczył Paweł Dawidowicz i udało mu się wywalczyć rzut rożny dla swojego zespołu. Dośrodkowanie Ameyawa, główka Racovitana i drugie trafienie Medalików. Nie minęło nawet pięć minut drugiej połowy, a już znów tablica wyników pokazywała taką samą wartość dla obu stron.
Kolejne fragmenty drugiej połowy pokazały, że te dwa trafienia nie były dziełem przypadku, tylko rzeczywiście, na boisku jest już kompletnie inny Raków. Już nie notował tylu strat, nie pozwalał rywalowi na tak wiele i zaczął znacznie lepiej radzić sobie w ataku. Całkowicie przejął kontrolę i regularnie niepokoił Dawida Kudłę. GKS był bezradny niczym Raków w pierwszej odsłonie i tylko odpierał kolejne ataki. Była choćby kolejna dobra próba Brunesa.
Piłkarze Łukasza Tomczyka w końcu dopięli swego. Mocno pechowa interwencja Martena Kuuska, ale ręka i podyktowany rzut karny nie podlegał dyskusji. Piłkę uderzoną z 11. metra przez Brunesa odbił Kudła, tyle że szczęście znów było po stronie gospodarzy. Dobitkę wykorzystał Lamine Diaby-Fadiga. Mimo sporych wątpliwości, sędziowie VAR uznali, że bramka została zdobyta zgodnie z przepisami.
Raków naprawdę grał dobrze, mógł się podobać, wydawało się, że w pełni kontroluje przebieg spotkania, ale zemściło się to, jak słabo wyglądał w pierwszej części. Gdyby nie tylko jeden gol przewagi, to nie musiałby do samego końca drzeć o końcowy wynik. A tak, wystarczyło, że w polu karnym rywala świetnie odnalazł się Adam Zrelak. Po jego uderzeniu znów mieliśmy remis.
GKS był nawet o krok, by w doliczonym czasie gry zadać decydujący cios. W polu karnym po kontakcie z Racovitanem upadł Borja Galan. Sędzia początkowo odgwizdał spalonego, jednak po analizie VAR okazało się, że ofsajdu nie było, ale przewinienia rumuńskiego stopera gospodarzy również. Tylko to spowodowało, że kwestia awansu do finału w podstawowym czasie pozostała nierozstrzygnięta.
Długo się wydawało, że w dogrywce oba zespoły będą grały już na przeczekanie. Przeważy stawka spotkania i zmęczenie, które było mocno widoczne u wielu zawodników. W pierwszej części dokładnie tak to wyglądało. Tylko że ostatni kwadrans tej 120-minutowej rywalizacji znów dostarczył kolejne wielkie emocje tego wieczoru. Najpierw po rzucie wolnym trafił Leonardo Rocha – swoją drogą, niezwykle symboliczne, że akurat on – ale to zamiast podłamać GieKSę, dało jej sporo animuszu do ataku.
Goście rzucili wszystkie siły do ofensywy i to w końcu dało oczekiwany rezultat. Kapitalne uderzenie z dystansu Emana Markovicia sprawiło, że oglądaliśmy już ósmą bramkę w tym meczu i jednocześnie doprowadziło to do serii rzutów karnych.
W końcowej batalii Raków pokazał swoją wyższość. Gospodarze pewnie wykorzystali wszystkie swoje próby, a bohaterem tego widowiska został Oliwier Zych. Najpierw przez 120 minut kilkukrotnie swoimi interwencjami ratował zespół, a w serii jedenastek popisał się kolejnymi dwoma skutecznymi paradami. Wyczuł interwencję Erika Jirki oraz Sebastiana Milewskiego, czym wprowadził wicemistrzów Polski do wielkiego finału Pucharu Polski.
dziennikzachodni.pl – Dramatyczny bój i zwroty akcji w półfinale STS Pucharu Polski. Zadecydowały karne
W rozegranym 9 kwietnia meczu półfinałowym STS Pucharu Polski Raków Częstochowa rywalizował z GKS Katowice. Spotkanie było bardzo dramatyczne i obfitowało w zwroty akcji, a kibice zobaczyli w nim aż osiem bramek. Zwycięzcę wyłoniły dopiero rzuty karne.
[…] Czwartkowy mecz w Częstochowie był znacznie ciekawszy niż ostatni ligowy pojedynek na tym stadionie. Obie drużyny grały otwarty futbol, a kibice wypełniający trybuny kameralnego obiektu nie mogli narzekać na nudę oglądając dramatyczny bój pełny zwrotów akcji, który zakończył się konkursem rzutów karnych.
Gospodarze musieli radzić sobie na ławce bez trenera Łukasza Tomczyka, który pauzował za czerwoną kartkę obejrzaną w PP w Świdniku jeszcze w ubiegłym roku, gdy prowadził Polonię Bytom. Młody szkoleniowiec oglądał spotkanie z wysokości trybun.
Na początku spotkania bramkarza Rakowa postraszył uderzeniem Sebastiana Milewskiego z woleja, ale Oliwier Zych zdołał odbić piłkę. Częstochowianie odpowiedzieli strzałem Iviego Lopeza z rzutu wolnego, z którym poradził sobie Dawid Kudła.
Podopieczni trenera Rafała Góraka objęli prowadzenie po golu Erika Jirki. Słowak prezcyjnie uderzył z 10 m w długi róg, a asystę przy tym trafieniu zaliczył Bartosz Nowak. Były pomocnik Częstochowian po stracie Iviego Lopeza mógł podwyższyć wynik, ale będąc sam na sam z bramkarzem strzelił obok słupka.
Nowak dał o sobie znać jeszcze przed przerwą, gdy w polu karnym Rakowa sfaulował go były gracz Katowiczan Oskar Repka. Sędzia odgwizdał jedenastkę, którą pewnie wykorzystał kapitan GieKSy Arkadiusz Jędrych.
W I połowie GieKSa była zespołem lepszym bezlitośnie wykorzystując błędy Rakowa. W przerwie w szatni Częstochowian musiało być gorąco, bo po zmianie stron na boisko wyszedł odmieniony zespół gospodarzy, który błyskawicznie odrobił straty. Najpierw po podaniu Jeana Carlosa do siatki trafił Jonatan Braut Brunes, a 2 minuty później po centrze z rogu Michaela Ameyawa główką do wyrównania doprowadził Bogdan Racovitan.
Teraz to Katowiczanie popełniali proste błędy. Wprowadzony w II połowie na boisko Marten Kuusk bezsensownie dotknął piłki ręką w polu karnym i tym razem jedenastkę mieli gospodarze. Strzał Brunesa obronił Kudła, ale wobec dobitki Lamine Diaby-Fadigi był już bezradny. Sędziowie VAR długo analizowali czy piłkarze przy karnym nie wbiegli wcześniej w szesnastkę, ale ostatecznie uznali gola.
Emocje były ogromne, a piłkarzom puszczały nerwy, czego efektem były przepychanki Zycha z Jędrychem w bramce Częstochowian. Sędzia doliczył do regulaminowego czasu gry aż osiem minut i w czwartej z nich po akcji rezerwowych goście doprowadzili do dogrywki. Po centrze Emana Markovicia wyrównał Adam Zrelak.
W dogrywce gola dla Rakowa strzelił rezerwowy Leonardo Rocha muskając piłkę głową po dośrodkowaniu Karola Struskiego. Katowiczanie atakowali jednak do końca i Eman Marković doprowadził do karnych. W nich lepsi okazali się Częstochowianie, bo jedenastek nie wykorzystali Jirka i Milewski.
Pięć gorących wniosków po dramatycznym półfinale Pucharu Polski Rakowa z GKS Katowice
W czwartek 9 kwietnia Raków Częstochowa grał w półfinale STS Pucharu Polski z GKS Katowice. Walka o awans do finału, w którym czekał już Górnik Zabrze, była bardzo zacięta. Zobacz pięć gorących wniosków po dramatycznym meczu Raków – GKS Katowice.
Półfinały mecz STS Pucharu Polski Rakowa z GKS Katowice dostarczył ponad 5 tysięcy kibiców na zondacrypto Arenie i setkom tysięcy przed telewizorami ogromnych emocji. Spotkanie było bardzo dramatyczne, a sytuacja na boisku zmieniała się jak w kalejdoskopie. Ostatecznie po rzutach karnych do finału PP awansowali Częstochowianie i 2 maja zagrają na PGE Narodowym z Górnikiem o to trofeum oraz 5 mln zł premii.
Zobacz pięć gorących wniosków po pojedynku Rakowa z GKS Katowice:
1. Wspaniałe widowisko w Częstochowie. O tym meczu będzie się bardzo długo pamiętać. Emocje były ogromne, a kibice obejrzeli przez 120 minut aż osiem bramek. Dramaturgia i zwroty akcji sprawiły, że fani zagryzali palce z nerwów, a na koniec obejrzeli rzuty karne, bo to dopiero one wyłoniły zwycięzcę pojedynku dwóch drużyn z województwa śląskiego.
2. Ważna rola rezerwowych we współczesnej piłce. Trzeciego gola dla Rakowa strzelił zawodnik, który wszedł na boisko po przerwie, a wyrównanie dla GieKSy padło po akcji zmienników. W dogrywce również do siatki trafili rezerwowi zdobywając w sumie połowę bramek w tym spotkaniu. To dobrze świadczy o nosie szkoleniowców, którzy trafili ze zmianami, nawet jeśli nie każdy z nich mógł siedzieć na trenerskiej ławce i jak Łukasz Tomczyk musiał dyrygować zespołem z trybun.
3. Za dużo sędziowskich kontrowersji. To był kolejny mecz w Częstochowie, w którym bardzo dużo mówiło się o pracy arbitrów. Nie wszystkie decyzje Karola Arysa były zrozumiałe, mimo wsparcia dla sędziego ze Szczecina z wozu VAR, a tłumaczenie, że Lamine Diaby-Fadiga dobijając karnego Jonatana Brunesa co prawda wbiegł w pole karne, ale nie dotknął nogą trawy, choć jest zgodne z przepisami gry w piłkę nożną, jest po prostu kuriozalne. Najwyższa pora uprościć zalecenia dla arbitrów, a nie je komplikować.
4. Raków ma patent na GKS Katowice. To był trzeci w tym sezonie mecz tych dwóch klubów i po raz trzeci lepsze okazały się „Medaliki”. W PKO Ekstraklasie Częstochowianie pokonali Katowiczan różnicą jednej bramki zarówno na wyjeździe jak u i siebie po trafieniach Jonatana Brauta Brunesa. Teraz Norweg też trafił do siatki, ale o sukcesie gospodarzy zadecydowała seria jedenastek.
5. Oliwier Zych bohaterem Częstochowian. Bramkarz Rakowa puścił w tym spotkaniu cztery gole, a jednak to on został jego bohaterem broniąc rzut karny Erika Jirki. Wypożyczony z Aston Villi golkiper stracił ostatnio miejsce w składzie „Medalików”, ale Kacper Trelowski w pojedynku z Widzewem doznał kontuzji i Zych w wielkim stylu wrócił między słupki.
Kibice GieKSy dopingowali swój zespół w Częstochowie. Fani z Katowic wypełnili sektor gości
W czwartkowe popołudnie 9 kwietnia Raków grał w półfinale STS Pucharu Polski z GKS Katowice. Fani Katowiczan wypełnili sektor gości na zondacrypto Arenie i głośno dopingowali swój zespół w Częstochowie.
Półfinałowe starcie Rakowa z GKS Katowice cieszyło się dużym zainteresowaniem kibiców. Sympatycy futbolu wypełnili trybuny kameralnego stadionu w Częstochowie.
Na zondacrypto Arena pojawili się też fani GieKSy, którzy szczelnie zapełnili sektor gości. Katowiczanie dostali na to spotkanie 300 biletów i właśnie tylu kibiców drużyny trenera Rafała Góraka pojawiło się pod Jasną Górą.
Ubrani w klubowe barwy sympatycy GKS tworzyli w sektorze za bramką prawdziwą „żółtą ścianę”. Goście głośno dopingowali swój zespół starając się wspierać piłkarzy z Katowic walczących o pierwszy od blisko 30 lat awans do finału Pucharu Polski.
Po pierwszej połowie przyjezdni mieli świetne humory, bo ich drużyna prowadziła 2:0, ale w drugiej odsłonie nie mieli powodów do radości, gdyż w po przerwie gospodarze z nawiązką odrobili straty. W doliczonym czasie gry ku ich wielkiej radości Adam Zrelak doprowadził jednak do dogrywki, ale po rzutach karnych zasmuceni wracali na Śląsk.
gol24.pl – Sędziowie przekręcili GKS Katowice w półfinale z Rakowem Częstochowa? Kontrowersje w meczu o finał na PGE Narodowym
W środę, Górnik Zabrze został pierwszym tegorocznym finalistą Pucharu Polski. Zabranie ograli Zawiszę Bydgoszcz 1:0. W czwartek odbędzie się drugi półfinał. Raków Częstochowa zmierzy się z GKS-em Katowice. Jeśli wygrają goście, w Warszawie dojdzie do Śląskiego Klasyka!
[…] W drugim półfinale Raków Częstochowa zmierzy się z GKS-em Katowice. Dla Rakowa będzie to szansa na czwarty finał Pucharu Polski w ostatnich sześciu latach!
Lekkim faworytem jest Raków, ale GKS Katowice nie jest łatwym rywalem. W tabeli PKO Ekstraklasy, oba kluby ze sobą sąsiadują. Medaliki są na 6. miejscu, a Katowiczanie na 7. miejscu w tabeli. Mają identyczną liczbę punktów – po 39. Raków wyprzedza rywali o jedną bramkę i przez dwie wygrane w tym sezonie, oba po 1:0. Raków w ostatnich pięciu meczach z GKS-em wygrał cztery razy. Jedyna porażka miała miejsce w lutym 2025 roku 1:2.
Jeśli wygra GKS Katowice, to w wielkim finale w Warszawie dojdzie do starcia dwóch ekip ze Śląska.
No i mamy dwie kontrowersje w półfinale STS Pucharu Polski. Sędzia nie zdecydował się po analizie VAR przyznać rzutu karnego dla GKS Katowice za rzekomy faul na Borjy Galanie. Wcześniej pojawiły się także wątpliwości dotyczące wcześniejszego wbiegnięcia w pole karne Lamine’a Diaby’ego Fadigi podczas skutecznej próby dobitki rzutu karnego.
– Dobra decyzja sędziego głównego, faulu nie było, spalonego też nie było – mówił w studiu TVP Sport ekspert i były reprezentant Polski Jakub Wawrzyniak. Co dokładnie wydarzyło się w ostatnich minutach przed dogrywką? Chodzi o sytuację, w której Racovitan wpadł w rywala, a następnie trącił go lekko uniesioną nogą.
Ja te sytuacje widziałem inaczej. Nie rozumiem dlaczego nie było dla nas karnego w ostatniej akcji czasu regulaminowego. Nie wiem dlaczego gol Fadigi został uznany. Boli mnie to, ale gratuluję Rakowowi – tłumaczył z kolei po meczu oburzony trener gości Rafał Górak, który kontrowersyjne sytuacje widział zupełnie inaczej..
– Jestem dumny z drużyny i pokazu śląskiego charakteru. Porażki uczą. Jestem dumny z chłopaków. Dziękuję im, dziękuję kibicom – zakończył na konferencji prasowej (cytat za Kamilem Głębockim).
Kontrowersją było też wyraźne wcześniejsze wbiegnięcie Lamine’a Diaby’ego Fadigi w pole karne podczas wykonywania rzutu karnego przez Jonatana Brauta Brunesa, którego uderzenie obronił i odbił przed siebie stojący w bramce przyjezdnych Dawid Kudła. – Wbieganie „bez dotykania stopą”: Przepisy dotyczą pozycji zawodnika, a nie tylko miejsca pierwszego kontaktu z podłożem. Jeśli część ciała zawodnika znajduje się nad linią pola karnego lub za nią przed strzałem, jest to traktowane jako przewinienie, o ile ma wpływ na grę – przypomniał przepisy na portalu X użytkownik Kamil Wilk.
– Ja Ci wyjaśnię, po prostu błąd sędziego, VAR-u i wszystkich świętych. Tutaj nie można uznać bramki – dodał swoje trzy grosze Zbigniew Boniek.
sportowefakty.wp.pl – Raków w finale Pucharu Polski! Kapitalny mecz w Częstochowie
Kapitalne starcie w półfinale Pucharu Polski w Częstochowie. Po dogrywce Raków zremisował GKS-em Katowice 4:4. W rzutach karnych lepsi okazali się gospodarze.
[…] W Częstochowie faworytem był Raków, ale swoje ambicje miał dobrze grający GKS. I to właśnie ekipa z Katowic jako pierwsza zaczęła zagrażać Oliwierowi Zychowi. W 6. minucie Sebastian Milewski uderzył z dystansu. Bramkarz końcami palców wybił piłkę na rzut rożny.
Gospodarze odpowiedzieli po niewiele ponad kwadransie. Ivi Lopez uderzył z rzutu wolnego z ok. 30 metrów. Dawid Kudła wybił piłkę ponad poprzeczkę. Osiem minut później cieszyć mogli się goście. W polu karnym piłkę zgrał Bartosz Nowak. Przyjął ją Erik Jirka i niepilnowany z ok. dziesięciu metrów pokonał Zycha.
Częstochowianie po stracie gola pogubili się. W 28. minucie podali piłkę… Nowakowi, który w sytuacji sam na sam uderzył tuż obok słupka. Po chwili groźnie z dystansu przymierzył Jirka. Zych kolejny raz uratował swój zespół.
W 36. minucie błąd w tyłach popełnili z kolei goście. Przed szansą stanął Jonatan Braut Brunes. Kudła odbił piłkę, po chwili ponad poprzeczką uderzył Mateusz Struski.
Trzy minuty później Raków miał kolejny problem. Oskar Repka nadepnął w polu karnym Nowaka. Sędzia podyktował rzut karny, którego na gola pewnym strzałem zamienił Arkadiusz Jędrych.
Po zmianie stron gospodarze potrzebowali zaledwie czterech minut, aby wyrównać. W 47. minucie precyzyjny, płaski strzał z ok. 20 metrów oddał Brunes. Kudła nie był w stanie sięgnąć piłki.
Kilkadziesiąt sekund później Lamine Diaby-Fadiga dośrodkował, a niepilnowany Bogdan Racovitan głową z sześciu metrów pokonał Kudłę. Gospodarze poczuli siłę, GKS pogubił się. Gospodarze szukali swojego pierwszego w meczu prowadzenia. Brakowało im jednak zimnej krwi pod bramką gości.
[…] W dogrywce dużo mniej działo się pod bramkami. Piłkarze już nie mieli tylu sił i nie zamierzali odkrywać się przed rywalem. Dopiero w 110. minucie gospodarze stanęli przed szansą na zdobycie zwycięskiej bramki. Fadiga uderzał z siedmiu metrów, ale przestrzelił.
Chwilę później padł gol dla gospodarzy. Karol Struski dośrodkował z rzutu wolnego, a Leonardo Rocha głową wpakował piłkę do bramki strzeżonej przez Dawida Kudłę. Raków nie dowiózł jednobramkowego prowadzenia. W 116. minucie Eman Markovic uderzył z dystansu. Nie do obrony!
O wszystkim zadecydować miały rzuty karne. W nich w 3. serii strzał Erika Jirki obronił Zych. W 4. kolejce bramkarz Rakowa odbił strzał Sebastiana Milewskiego. Gospodarze byli bezbłędni.
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.


Najnowsze komentarze