Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu: Lech był w opałach, GKS znów dał show

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu Lech Poznań – GKS Katowice 3:3 (0:1).

 

weszlo.com – Lech i GKS zadbały, by na finiszu ligi nie zabrakło emocji

Przez większość pierwszej połowy zapowiadało się na kolejne niemrawe widowisko, jakich w tej kolejce nie brakowało. Jak bardzo musieli żałować ci, którzy uznali, że mają już dość i wolą zamiast oglądać drugą połowę iść na spacer. Lech i GKS po przerwie wsadzili nas na karuzelę, z której żal było zsiadać, gdy sędzia zagwizdał po raz ostatni.

No nie wszedł Lech w tę pierwszą połowę, jakby chciał wysłać do reszty ligi sygnał, że o odebraniu mu mistrzostwa może co najwyżej pomarzyć. W ofensywie to była jakaś kompletna apatia, totalny brak pomysłu na to, jak ukąsić rywala. Do momentu straty gola to była właściwie jedna sensowna akcja z ładną wymianą podań między Walemarkiem i Ishakiem, zakończona zmarnowaniem patelni przez Bengtssona.

W dodatku Kolejorz prosił się o kłopoty, bo GKS, który w tych początkowych minutach wyglądał znacznie konkretniej, z łatwością dochodził do sytuacji strzeleckich. Straszyli piłkarze Rafała Góraka po rzutach rożnych (w pierwszej połowie mieli ich dziewięć i przy wielu z nich śmierdziało golem) i wreszcie trafili po dośrodkowaniu, choć akurat z gry. Piłkę w pole karne dorzucił Czerwiński, Pereira przypomniał sobie o tym, że warto by w jakikolwiek sposób przeszkodzić rywalowi dopiero, gdy ten już składał się do strzału, więc Marković skorzystał i trafił na 1:0.

Gol jednak zadziałał na gospodarzy jak zimny prysznic, bo końcówka pierwszej części meczu to był zdecydowanie ich lepszy fragment. Na tyle dobry, że padł choćby ich pierwszy celny strzał, oddany przez Ishaka.

Lechici wyszli tak samo podrażnieni na drugą część spotkania i okazało się – co za zaskoczenie – że jednak opłaca się oddawać strzały. Rodriguez na przykład kopnął tak, że wydawało się, że do bramki nie trafi, ale piłka odbiła się pechowo od Jędrycha i jednak do siatki wpadła.

No i niby Lech się obudził, zaczął stwarzać więcej zagrożenia na połowie rywala, ale na swojej nadal pozwalał rywalowi na wiele. Choćby Jagiełło tylko przyglądał się jak Marković biegnie z piłką w kierunku pola karnego, ale nie reagował, tak jak Gholizadeh stał w pobliżu, ale nie pilnował Nowaka, do którego Norweg zagrał. No a Nowak z piłką na lini pola karnego bez problemu wypatrzył czekającego na podanie Szkurina i, jak to Nowak, znakomicie go obsłużył. To był popis bezradności Lecha w obronie – Skrzypczak ruszył do Nowaka kompletnie bez przekonania, opuszczając pozycję, Pereira z podobnym zaangażowaniem przeszkodził Szkurinowi w przejęciu piłki, na koniec Mońka poszedł wślizgiem na raz, więc Białorusin z łatwością go minął, a następnie pokonał Mrozka, mimo że Pereira starał się jeszcze rozpaczliwie przeszkadzać (w taki sposób, że piłka po jego interwencji odbiła się do Mońki i wróciła do Szkurina).

Lech z zeszłego sezonu to starcie pewnie by przegrał, bo z odrabianiem strat kompletnie sobie na radził (w sumie wywalczył tylko jeden punkt w meczach, w których pierwszy stracił gola, co symboliczne, był to mecz z GKS-em Katowice), tymczasem pokazał, że teraz prowadzenie rywali już go nie podłamuje. Żeby to jednak zrobić, potrzebował zmian. Trio Walemark – Bengtsson – Ishak kompletnie rozczarowało, a po wejściu Hakansa, Palmy i Agnero trybuny w Poznaniu uwierzyły, że wynik jest jeszcze do odwrócenia.

Fin i Honduranin zaliczyli naprawdę imponujące wejście. Pierwszy pokazał, że szybkość jest jego wielkim atutem – w pojedynku biegowym nie dał szans rywalom i kontrę napędzoną świetnym podaniem Palmy sfinalizował strzałem w pełnym biegu z linii pola karnego.

Nie pocieszyli się jednak tym remisem za długo gracze Nielsa Frederiksena, bo GKS po zaledwie pięciu minutach znów prowadził. Po raz kolejny kapitalną robotę wykonał Marković – napędził akcję zagraniem do Wasielewskiego, ruszył za nią w pole karne i znalazł się w nim w samą porę, by dobić piłkę odbitą przez Mrozka po strzale Jirki.

I Lech znowu się z tego dźwignął, znów po akcji zmienników. Dobrze zastawił się Agnero, po zgraniu Jagiełły piłka trafiła do Gholizadeha, który znalazł czyhającego w szesnastce Palmę. Hondurain potańczył w polu karnym z Czerwińskim, wygrał to starcie, a następnie precyzyjnym uderzeniem pokonał Strączka.

Strączka, który w końcówce swoimi interwencjami uratował skórę gościom – doskonałym wyjściem przy strzale Hakansa i wcześniej przy uderzeniu głową Agnero.

Być może gdyby mecz jeszcze trochę potrwał, Lech w końcu by coś wcisnął, bo w końcowym fragmencie napierał, natomiast całościowo trudno powiedzieć, by wynik był niesprawiedliwy. Po tym, jak Kolejorz przespał pierwszą połowę i jakie prezenty rozdawał pod swoją bramką, nie może narzekać na remis.

W kontekście ligowych rozstrzygnięć wyjaśniło się natomiast niewiele. Ani Lech nie ustawił się w dużo lepszej pozycji w walce o mistrzostwo, ani GKS nie wykonał jakiegoś wyraźnego kroku w kierunku pucharów. Liczba goli sprawia jednak, że przynajmniej mamy poczucie, iż obie drużyny zasłużenie są na tych pozycjach, na których są.

 

sport.tvp.pl – Szalony mecz w Poznaniu. Lech był w opałach, GKS znów dał show

Cóż to był za szalony mecz! Lech Poznań trzykrotnie przegrywał, ale za każdym razem potrafił odrobić straty. Lider PKO BP Ekstraklasy ostatecznie zremisował u siebie z GKS-em Katowice 3:3 (0:1), ale ma tylko dwa punkty przewagi nad drugim Zagłębiem Lubin.

[…] Na Bułgarską przyjechał GKS Katowice, który 9 kwietnia stoczył szalone starcie w półfinale STS Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa. Choć podopieczni Rafała Góraka prowadzili do przerwy 2:0, ostatecznie odpadli z rozgrywek, przegrywając w serii rzutów karnych. Starcie z Lechem miało równie szalony przebieg, a pierwsza połowa również zakończyła się pod dyktando katowiczan. GieKSa skutecznie komplikowała życie gospodarzom swoim mocnym pressingiem. W 38. minucie gola głową strzelił Eman Marković, który przecież trzy dni wcześniej w Częstochowie popisał się kapitalną bramką.

GieKSa w meczu z Rakowem błyskawicznie straciła gola po rozpoczęciu drugiej połowy. Katowiczanie przeżywali swoiste deja vu w Poznaniu. W 48. minucie Arkadiusz Jędrych niefortunnie skierował piłkę do własnej bramki. Dwanaście minut później GieKSa znów była na prowadzeniu, gdyż Ilja Szkuryn świetnie zachował się w polu karnym, ogrywając obrońców Lecha. W 74. minucie Luis Palma uruchomił w pole karne Daniela Haakansa, który zachował zimną krew w polu karnym i perfekcyjnie zakończył sytuację sam na sam z Rafałem Strączkiem.

Zaledwie cztery minuty później do siatki znów trafił Marković, który pospieszył z dobitką po strzale Erika Jirki. Na tym poznański rollercoaster się nie zatrzymał. W 80. minucie Palma wykończył podanie Aliego Gholizadeha. Lech do przerwy grał kiepsko, ale w drugiej połowie pokazał charakter i kawał dobrego futbolu. To był piłkarski rock’n’roll. Mecz na sporej intensywności, opiewający o co najmniej kilka zwrotów akcji. Lech oddał sześć celnych strzałów, GieKSa dziewięć.

Kolejorz mimo wszystko może pluć sobie w brodę, że pozwolił wejść sobie GieKSie na głowę. Ma 46 punktów i na sześć kolejek przed końcem ma tylko dwa „oczka” przewagi nad drugim Zagłębiem Lubin i trzy nad Jagiellonią Białystok oraz Górnikiem Zabrze. GKS Katowice jest siódmy (40 pkt).

 

dziennikzachodni.pl – Fantastyczne widowisko i sześć bramek w Poznaniu

W rozegranym 12 kwietnia meczu 28. kolejki PKO Ekstraklasy Lech Poznań zremisował z GKS Katowice. Ponad 35 tysięcy widzów zasiadających na trybunach obejrzało fantastyczne widowisko, w którym padło aż sześć bramek.

W niedzielne popołudnie zmierzyły się dwie najlepiej punktujące drużyny PKO Ekstraklasy w tym roku, które uraczyły kibiców wspaniałym spektaklem. Katowiczanie przyjechali do Poznania do ponad dwugodzinnym czwartkowym boju w półfinale STS Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, ale po drużynie Rafała Góraka, w której zadebiutował Marius Olsen, nie było widać zmęczenia. Dość powiedzieć, że goście trzykrotnie obejmowali w tym spotkaniu prowadzenie.

GieKSa w I połowie była zespołem lepszym od mistrza Polski. Ilja Szkurin co prawda nie wykorzystał świetnej okazji strzelając tuż nad poprzeczką, ale w 38 minucie goście objęli prowadzenie. Po dośrodkowaniu Alana Czerwińskiego Eman Marković uprzedził w polu karnym Joela Pereirę i wpakował piłkę do siatki okupując tego gola rozcięciem skóry na głowie.

Prowadzący w tabeli Lech po stracie gola mocno nacisnął na Katowiczan i kilka razy pod ich bramką zrobiło się gorąco, ale Rafał Strączek do przerwy nie dał się pokonać. Zaraz po zmianie stron bramkarz GieKSy jednak skapitulował po samobójczym trafieniu Arkadiusza Jędrycha. Kapitan gości tak pechowo dotknął piłki brzuchem po dośrodkowaniu Pablo Rodrigueza, że ta wpadła do siatki.

Katowiczanie odpowiedzieli akcją marzeniem. Marković z Bartoszem Nowakiem wymienili podania na jeden kontakt wypuszczając w bój Szkurina, a Białorusin wbiegł w pole karne i pokonał bramkarza Bartosza Mrozka, który przecież przez dwa sezony występował na Bukowej. Lech wyrównał po szybkiej kontrze, którą celnym strzałem zakończył Daniel Haakans.

Nie był to jednak wcale koniec emocji. W końcówce swojego drugiego gola zdobył Marković. Norweg popisał się skuteczną dobitką po uderzeniu Erika Jirki. Poznaniacy błyskawicznie jednak wyrównali, gdy Luis Palma dał pokaz swojego talentu po podaniu Ali Gholizadeha. Później szalę wygranej na korzyść gospodarzy mogli przechylić Yannick Agnero i Haakans, ale Strączek popisał się kapitalnymi interwencjami.

 

ekstraklasa.org – Lech 3:3 GKS: Do 3 razy sztuka? Niekoniecznie

Trudny sprawdzian lidera. W Poznaniu Lech 3-krotnie gonił wynik i ostatecznie oba kluby musiały zadowolić się 1 punktem.

Największy hit weekendu z PKO Bank Polski Ekstraklasą kibice zobaczyli w ostatnim niedzielnym spotkaniu. GKS Katowice aż 3 razy wychodził na prowadzenie, ale Kolejorzowi za każdym razem udawało się wyrównać. Najlepszym zawodnikiem spotkania był Eman Marković, który – podobnie jak w meczu z Bruk-Bet Termalicą Nieciecza – popisał się dubletem. Bilans w Poznaniu: 23 mecze – 11 zwycięstw Lecha, 6 remisów, 6 zwycięstw Katowiczan.

 

gloswielkopolski.pl – Co za emocje! Kolejorz trzy razy doprowadzał do wyrównania. Kanonada przy Bułgarskiej

W niedzielę Lech Poznań miał ogromne szanse uczynić kolejny krok w drodze do obrony mistrzostwa kraju. Niestety udało się to tylko połowicznie. Po szalonym emocjonującym meczu zremisował w obecności 36 tys. widzów z GKS Katowice 3:3.

Prawie komplet kibiców od początku meczu przecierał oczy ze zdumienia. Spodziewano się, że Kolejorz rozegra ten mecz na własnych warunkach, przejmie inicjatywę i zmusi gości do głębokiej defensywy. Stało się jednak zupełnie inaczej. Lech Poznań źle wszedł w to spotkanie, nie potrafił wymienić 2-3 podań i swoją niedokładnością napędzał rywali. Zupełnie nie widać było, że w czwartek piłkarze Gieksy grali 120 minut w półfinale Pucharu Polski. Lech Poznań nie miał pomysłu, jak dobrać się do gości, a co gorsze sam nie radził sobie z pressingiem podopiecznych Rafała Góraka. GKS wcale nie zamierzał się barykadować pod swoją bramką. Grał szybciej, składniej i wyglądał jak zespół, który wie, jak wykorzystać słabszą dyspozycję lidera.

Kapitalną szansę zmarnował w 23 min. Szkurin, ale groźnie pod bramką Mrozka było już kilka razy wcześniej. Bramkarz Kolejorza ratował zespół też po niefortunnej interwencji Ishaka. Kapitan był bliski strzelenia samobója. Po 35 minutach po w strzałach 5:1 prowadzili goście, przewaga w kornerach była jeszcze większa – 7:0. Gol dla Katowiczan „wisiał w powietrzu”, choć gdyby w 25 min. świetną okazję wykorzystał Bengtsson, to Lech Poznań prowadziłby w tym meczu. Chwilę później jednak goście dopięli swego. Dośrodkował były piłkarz Lecha Alan Czerwiński, a Eman Marković uprzedził Joela Pereirę i mierzonym uderzeniem głową wpisał się na listę strzelców. Bardzo słabo grający lechici „obudzili się” dopiero w końcówce pierwszej odsłony. Przedzierał się Walemark, ale uderzył wysoko nad bramką. Pierwszy celny strzał oddał w doliczonym czasie gry Mikael Ishak, ale bramkarz GKS poradził sobie z tym uderzeniem.

Druga część zaczęła się optymistycznie dla Lecha. Już w 47 min. Pablo Rodriguez tak zagrał piłkę do Ishaka, że odbiła się ona od pleców Arkadiusza Jędrycha i wpada do bramki GKS! Kolejorz poczuł wiatr w plecy, zaatakował z większą energią, ale podanie do Mikaela Ishaka okazało się zbyt mocne dla kapitana mistrzów Polski. W 60 min. kibice znów przeżyli zimny prysznic. GKS wykorzystał słabą postawę naszej defensywy i drugą nieudaną interwencję Pereiry. Do odbitej od placów Mońki piłki dopadł Szkurin i było 1:2. W 68 minucie trener Niels Frederiksen przeprowadził aż trzy zmiany. Za Ishaka, Walemarka oraz Bengtssona weszli Agnero, Palma oraz Hakans. I była to dobra decyzja, bo po akcji Palmy z Hakansem w 74 min. Kolejorz po raz drugi doprowadził do wyrównania. Fin popisał się efektownym sprintem i kapitalnym strzałem. Bramkarz GKS był bez szans.

To nie był jeszcze koniec emocji.

W 78 min. GKS trzeci raz wykorzystał chaos w poznańskiej obronie. Źle obliczył lot piłki Gurgul, strzał Jirki obronił Mrozek, ale wobec dobitki Emana Markovica był bezradny. Kolejorz potrafił odpowiedzieć jednak po raz trzeci. Do remisu 3:3 doprowadził Luis Palma, który do asysty dorzucił gola. Honduranin dostał piłkę w polu karnym i uderzył tuż przy słupku. Ten szalony mecz mógł zakończyć się wygraną lidera. W doliczonym czasie gry świetnie dwukrotnie spisał się bramkarz GKS Rafał Strączek, który obronił strzały Agnero oraz Hakansa.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

My im nie dali wygrać

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Ostatni mecz w tym sezonie na Nowej Bukowej GieKSa zremisowała z Jagiellonią Białystok 2:2. Zapraszamy do fotorelacji z Areny Katowice.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

LIVE: Remis cenniejszy niż złoto

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

17.05.2026 Katowice
GKS Katowice – Jagiellonia Białystok 2:2
Bramki: Nowak (3), Galan (78) – Vital (31), Pululu (56-k)
GKS: Strączek – Wasielewski, Czerwiński, Jędrych, Olsen (90. Klemenz), Galan (90. Jirka) – Kowalczyk, Milewski (65. Rasak), Nowak, Marković (65. Wędrychowski) – Zrel’ák (65. Szkurin).
Jagiellonia: Abramowicz – Wojtuszek, Vital, Kobayashi, Montoia, Pozo (76. Jóźwiak), Kozłowski (90. Nahuel), Lozano (63. Mazurek), Imaz, Szmyt, Pululu (63. Bazdar).
Ż.kartki: Wasielewski, Jędrych, Galan, Olsen
Cz.kartki: 
Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)
Widzów: 14651

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Nowak: Nie będziemy się cieszyć ani płakać

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po remisie z Jagiellonią w strefie mieszanej porozmawialiśmy z Bartoszem Nowakiem, strzelcem pierwszej bramki dla GieKSy.

Remis, który nie usatysfakcjonuje żadnej drużyny, czy właśnie punkt, który na koniec może przynieść oczekiwaną radość?

Bartosz Nowak: Ja już nie wiem. Graliśmy tak, jakbyśmy chcieli to wygrać do końca, tak samo, jak Jaga. Mecz był mocno bliski. Były wślizgi, bramki, ładne akcje, kiksy, więc myślę, że to fajny mecz dla kibica. Może nie do oglądania przez tę aurę, ale zagorzały fan potrafi taki mecz docenić. Ostatni mecz przed nami, gramy w nim jak zawsze o zwycięstwo. Tylko ono może nam dać spełnić te marzenia, o których przed sezonem jeszcze nie myśleliśmy. Fajnie, gramy dalej.

Można było paść z sił, mecz się rozgrywał od pola karnego do pola karnego. Dla kibica na pewno ciekawe, a dla piłkarza?

Jakbyśmy mieli pograć jeszcze 10 minut, to też byśmy dali radę. W takim momencie sezonu, gdzie już grasz o realne cele… Tak przed sezonem, w pierwszej rundzie, gdy każdy pyta „O co gracie?” to tak naprawdę nikt nie wie, bo sezon jest szalony, nigdy nie wiesz, jak to będzie wyglądało. Trzeba się skupiać na tym najbliższym meczu, a teraz ten mecz jest ostatni, najważniejszy, on daje realne miejsce na koniec sezonu.

Myślałeś zimą, że ostatni mecz może być tak istotny dla GKS-u Katowice?

Wiedzieliśmy, że na pewno będzie istotny, widząc, co się dzieje w tej tabeli. Każdy mecz daje wahania pozycji. Cieszy to, że w tym roku utrzymujemy stabilną formę, stabilnie gramy. Wiadomo, czasem są mecze bardzo dobre, czasem takie okej, ale dążymy do gry po swojemu i nie mamy się co bać żadnego przeciwnika. Jasne, trzeba podchodzić z szacunkiem, że przyjeżdża do nas jedna z najmocniejszych drużyn, najlepiej grających w piłkę, ale nie pękliśmy. To jest budujące, nie mamy co chować głowy w piasek. Nie będziemy się cieszyć z tego remisu, ale nie mamy zamiaru też płakać, bo szanujemy rywala.

Z perspektywy trybun ta sytuacja z rzutem karnym była taką jedną z kilkudziesięciu w trakcie spotkania.

Ja nie wiem, już od dłuższego czasu nie chcę się na ten temat wypowiadać, bo nie wiem, kiedy jest faul, kiedy jest ręka. Wydawało mi się, że trafiłem najpierw piłkę, potem gdzieś był kontakt. Sędzia główny i VAR to widzieli, ja jeszcze nie widziałem powtórki. Sędzia podyktował rzut karny i szkoda, bo brakło nam tej jednej bramki.

Bartosz Nowak przypomniał się dzisiaj w kontekście reprezentacji.

Nie, jesteśmy przed urlopami, jeszcze czeka nas ostatni mecz. Nawet nie wiem, kiedy gra reprezentacja. Wszystkie ręce na pokład na najważniejszy mecz tego sezonu.

Dzisiaj pole gry bardziej przypominało lodowisko niż piłkarską murawę, przeszkadzało ci to?

E, dobre boisko było. Szybko piłka latała, szybki mecz był. Jasne, że jak biegniesz szybko, to murawa jest nawilżona i łatwo się poślizgnąć. W takich warunkach moglibyśmy zawsze grać, bo mecz jest szybki.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga