Dołącz do nas

Siatkówka

Siatkarska krótka przesunięta – Wreszcie wygrana z Inżynierami, tylko ten „złoty set”…

Avatar photo

Opublikowany

dnia

STATYSTYKI MECZOWE GKS-u

Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z Politechniką trwał 119 minut, z czego I set 24 min. – II set 35 min. – III set 34 min. – IV set 26 min. + „Złoty set”
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 30

Ilość zdobytych punktów – GKS 92: Butryn 36, Sobański 18, Krulicki 16, Kapelus 10, Pietraszko 8, Falaschi 2, Fijałek 1, Stelmach 1.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 32: Butryn 11, Krulicki 7, Kapelus 4, Pietraszko 4, Sobański 4, Falaschi 1, Fijałek 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 48: Butryn 25, Krulicki 13, Sobański 6, Kapelus 3, Falaschi 1, Pietraszko 1, Stańczak -1.

Ilość zagrywek – GKS 121: Butryn 24, Pietraszko 21, Sobański 21, Falaschi 20, Krulicki 18, Kapelus 11, Stelmach 4, Fijałek 2.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 21: Pietraszko 7, Butryn 5, Krulicki 3, Sobański 3, Falaschi 1, Kapelus 1, Fijałek 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 7:  Sobański 3, Krulicki 2, Butryn 1, Pietraszko 1.

Ilość przyjęć – GKS 95: Sobański 39, Kapelus 32, Stańczak 12, Krulicki 5, Pietraszko 3, Stelmach 2, Butryn 1, Falaschi 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 5: Kapelus 2, Sobański 2, Stańczak 1.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 57%: Butryn 100%, Pietraszko 67%, Sobański 64%, Krulicki 60%, Stańczak 58%, Kapelus 50%, Falaschi 0%, Stelmach 0%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 38%: Butryn 100%, Stańczak 42%, Sobański 41%, Kapelus 38%, Pietraszko 33%, Krulicki 20%, Falaschi 0%, Stelmach 0%.

Ilość ataków – GKS 138: Butryn 59, Sobański 27, Kapelus 23, Pietraszko 15, Krulicki 13, Falaschi 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 10: Sobański 5, Butryn 2, Kapelus 2, Pietraszko 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 8: Butryn 4, Kapelus 2, Sobański 2.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 72: Butryn 33, Sobański 14, Krulicki 9, Kapelus 9, Pietraszko 6, Falaschi 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 52%: Falaschi 100%, Krulicki 69%, Butryn 56%, Sobański 52%, Pietraszko 40%, Kapelus 39%.

Ilość bloków punktowych – GKS 13: Krulicki 5, Butryn 2, Pietraszko 1, Falaschi 1, Kapelus 1, Fijałek 1, Sobański 1, Stelmach 1.

 

Bardzo dobrze nasi siatkarze weszli w to rewanżowe spotkanie i szybko osiągnęliśmy przewagę. Zaczęło się od prowadzenia  5:1 i potem praktycznie utrzymywaliśmy ją już tylko, powiększając w samej końcówce do 20:15 i 25:18. Widać było jak na dłoni, że mieliśmy „przewagę” hali, czyli ogrania tego obiektu plus dobra nasza gra i to wystarczyło. Skuteczność w ataku u nas na bardzo dobrym poziomie, chciałoby się taką oglądać częściej – GKS miał 64%, a Politechnika 41% – w punktach zliczono 16:9 i to była przepaść na naszą korzyść! Obie drużyny miały tylko po 1 asie serwisowym, ale przy takiej skuteczności w ataku, nie miało to żadnego znaczenia. Błędy własne na remis po 8, co jak na jeden set, to troszkę za dużo. Przyjęcie też na naszą korzyść i na dość dobrym poziomie – dokładne na poziomie 53% do 44%, a perfekcyjne na poziomie 27% do 28%. Punktowanie wziął na swe barki Butryn, który na 11 ataków skończył 7, czyli 64%.

Początek drugiej partii wskazywał na kolejne łatwe zwycięstwo GieKSy, goście wciąż nie mogli przyzwyczaić się do Spodka, dawno nie widziałem tak wiele i tak mocno przestrzelonych zagrywek, ze dwie lub trzy piłki chyba jeszcze do teraz krążą wokół Ronda  🙂  GKS prowadził 9:5 i od tego momentu Politechnika zaczęła grać coraz lepiej i spotkanie się wyrównało. Od stanu 10:10 prowadzenie zmieniało się kilkukrotnie, ale nikt nie miał większej przewagi niż dwa oczka. Nerwowo zrobiło się przy prowadzeniu gości 21:23, ale szybko udało się wyrównać, choć już potem w tej długiej końcówce musieliśmy już tylko bronić piłek setowych, aż w końcu polegliśmy przy… siódmej! Skuteczność w ataku spadła i to mocno – GKS miał 39%, przy 56% Politechniki – w punktach wyszło 12:18, czyli straty mieliśmy tu spore. Większość nadrobiliśmy w asach i blokach – łącznie było 8:3. Błędy własne – GKS miał 10, a Inżynierowie 9 – sporo i wciąż za dużo na zagrywce. Przyjęcie bardzo się wyrównało – dokładne na poziomie 50% do 50%, a perfekcyjne na poziomie 36% do 21%. Ponownie najwięcej punktów zdobył Butryn, bo też 7, ale mocno spadła jego skuteczność, którą miał na poziomie 43%.

 

W trzeci set, który decydował o naszym „być albo nie być” w walce o 9 lokatę, zaczął się dla naszej drużyny bardzo źle, bo od prowadzenia gości już 3:10. Podejrzewam, że sporo kibiców biło się wtedy z myślami i powątpiewało czy jest jeszcze szansa na wygranie tego seta, a porażka w nim rozstrzygała rywalizację o te 9 miejsce. Na szczęście dość szybko drużyna się pozbierała i już przy wyniku 10:12 wróciła wiara w zwycięstwo. Co prawda znów goście nam odskoczyli z wynikiem na 12:17 i trzeba było znów powoli, mozolnie odrabiać straty. Przy rezultacie 18:19 wyglądało, że już ich mamy na wyciągnięcie ręki, ale w przeciągu całego seta aż do stanu 22:24 nie udało się ani razu doprowadzić choćby do remisu! Politechnika nie wykorzystała tych dwóch piłek na skończenie tej rywalizacji, a uratował nas Karol Butryn dwoma świetnymi atakami. Potem to był już tylko horror, bo Inżynierowie znów mieli aż 7 piłek setowych i w końcu znów pokazał klasę Butryn zdobywając 3 ostatnie punkty w tym secie i przywracając nas tak naprawdę do życia z beznadziejnej sytuacji. GieKSa pierwszy raz wyszła na prowadzenie w tym secie przy wyniku 30:29! i to „wystarczyło” do wygranej. Skuteczność w ataku procentowo się wyrównała – GKS miał 54%, a Politechnika 55% – ale w punktach mieliśmy małą przewagę bo 20:16. W asach i blokach znów byliśmy lepsi, tym razem 8:6, a łącznie po własnych akcjach wygraliśmy tę statystykę aż 28:22! Jak łatwo się domyślić to przewagę tę straciliśmy po błędach własnych – GKS miał 7 przy tylko 3 Politechniki. Przyjęcie znów lepsze po naszej stronie – dokładne na poziomie 57% do 50%, a perfekcyjne na poziomie 43% do 31%. Tym razem Butryna w punktowaniu wsparł mocno Sobański. Karol na 16 ataków skończył 9 (czyli 56%) plus dołożył asa, a Rafał na 9 ataków skończył 5 (czyli też 56%) plus dołożył blok i asa.

Czwarta partia była na początku dość wyrównana i od stanu 11:11 zaczęliśmy systematycznie powiększać przewagę – od 14:11, poprzez 19:15 i aż do wygrania tego seta 25:21. Była to spokojniejsza partia pod kontrolą naszego zespołu w jej drugiej części. Wygranie meczu 3:1 dało nam szansę na powalczenie w dodatkowym secie o 9 miejsce. Skuteczność w ataku utrzymała się na wysokim poziomie – GKS miał 61%, przy 44% Politechniki – ale w punktach tej przewagi nie było widać, bo wyliczono tylko 14:12. Tym razem mieliśmy tylko 3 bloki punktowe, a goście tylko 1 asa serwisowego. Błędy własne remis po 8, czyli wciąż zbyt dużo jak na jedną partię. Przyjęcie? no wprost rewelacja była – dokładne na poziomie 69% do 52%, a perfekcyjne na poziomie 50% do 33% – chciałoby się takiego o wiele częściej. W ataku ponownie najlepszy Butryn, na 9 ataków skończył 6 (czyli 67%) i dołożył jeszcze blok.

 

ZŁOTY SET: Decydujące starcie zaczęło się od wyrównanej gry (5:5), ale potem coś się zacięło w naszej grze i z każdą nieudaną akcją zaczęło się robić bardziej nerwowo po naszej stronie. Wiadomo set jest krótki, ale tak ciężko myśleć o odrabianiu strat. Przy zmianie stron boiska przegrywaliśmy już 5:8, potem 8:12 i sytuacja była już bardzo zła. 9:14 to już był praktycznie koniec tego dodatkowego seta, ale na zagrywkę poszedł Sobański i ryzykując mocno udało się obronić aż trzy piłki… o 9 lokatę (12:14). I nawet przy ostatniej akcji goście mieli spore problemy z przyjęciem serwisu Rafała, ale ich atakujący poradził sobie w ataku i… sezon 2016/17 dobiegł końca… przynajmniej na tę chwilę, dla tych dwóch drużyn. Skuteczność w ataku procentowo lepsza dla gości – GKS miał tylko 45% przy 67% Politechniki – ale w punktach o dziwo wyszło lepiej dla nas, bo 10:8. Niestety prócz ataku zabrakło u nas pozostałych elementów, bo było bez bloku i asa, przy i tak tylko 2 blokach gości, czyli łącznie po własnych akcjach był remis 10:10! Znów więc zaważyły błędy własne – GKS miał ich 5 przy tylko 2 Inżynierów. Przyjęcie wciąż lepsze po naszej stronie – dokładne na poziomie 57% do 30%, a perfekcyjne na poziomie 29% do 20%. Punkty zdobywali w tym secie tylko Butryn (5), Krulicki (3) i Kapelus (2), to zbyt mało aby myśleć o wygranej.

Ogólnie dobry mecz w wykonaniu naszych siatkarzy, choć trafiło się kilka słabszych fragmentów, z którymi trudniej przychodzi wygrywanie poszczególnych partii. Najsłabiej wypadł ten decydujący set, a prawdziwa katastrofa była na początku trzeciej partii. No i za dużo, zdecydowanie za dużo było błędów własnych. Skuteczność w ataku procentowo wyszła na remis, bo obie drużyny miały po 52% skuteczności, ale w punktach byliśmy lepsi wygrywając 72:63. W asach serwisowych 7:5 dla GKS-u, a w blokach punktowych 13:8 dla GieKSy. Łącznie punktacja po skończeniu własnych akcji to 92:76, czyli spora przewaga na korzyść naszego zespołu. Niestety sporo zostało zmarnowane zbyt dużą ilością błędów własnych, zresztą i goście nie mieli się czym pochwalić, bo zaliczyli ich też sporo bo 30. GKS miał aż 38, z tego aż 21 w zagrywce oraz 10 w ataku, to pokaźna liczba jak na pięć setów. Przyjęcie mieliśmy jedno z lepszych, jeśli nie najlepsze z całego sezonu – dokładne na poziomie 57% do 47%, a perfekcyjne na poziomie 38% do 27% – szkoda, że tak rzadkie w naszym wykonaniu, co znacznie ułatwiłoby grę naszym rozgrywającym. Aasem meczu wybrali kibice Bartłomieja Krulickiego, i owszem Bartek zagrał jedno z najlepszych spotkań w naszych barwach. 16 punktów środkowego to bardzo dobry rezultat i tylko szkoda, że Bartek jest tak mało wykorzystywany przez rozgrywających w czasie meczu. Teraz miał tylko 13 ataków z których skończył 9 (czyli 69%) i dołożył 2 asy serwisowe oraz aż 5 bloków punktowych. Bohaterem na pewno był Karol Butryn zdobywca aż 36 punktów, to jego rekord sezonu! Na 59 ataków skończył 33 (czyli 56%), miał 2 błędy w ataku i 4 razy został zablokowany. Miał 2 bloki punktowe oraz 1 asa serwisowego. Zagrywał 24 razy, popełniając 5 błędów serwisowych. Trzeba również wyróżnić Rafała Sobańskiego, który miał 52% skuteczności w ataku oraz świetnie zagrywał mając 3 asy.

Tak zakończył się ostatni mecz GKS-u w sezonie 2016/17, a na szersze podsumowanie całej kampanii w PlusLidze naszego zespołu przyjdzie jeszcze pora.

 

ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 32 meczach  (127 setów + „Złoty set”)

Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u z trwały 3296 minut, z czego I set 840 min. – II set 847 min. – III set 867 min. – IV set 518 min. – V set 224 min. + „Złoty set”
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 826: zagrywka 507, atak 208, siatka + inne 111.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 856: zagrywka 522, atak 241, siatka 30, inne 63.

Ilość zdobytych punktów – GKS 1992: Butryn 502, Kapelus 385, Sobański 284, Krulicki 207, Kalembka 201, Van Walle 170, Błoński 91, Pietraszko 77, Falaschi 49, Fijałek 14, Stelmach 12.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 671: Butryn 166, Kapelus 100, Sobański 89, Kalembka 85, Krulicki 79, Van Walle 45, Błoński 36, Pietraszko 31, Falaschi 23, Fijałek 10, Stelmach 7.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 1321: Butryn 336, Kapelus 285, Sobański 195, Krulicki 128, Van Walle 125, Kalembka 116, Błoński 55, Pietraszko 47, Falaschi 26, Fijałek 4, Stelmach 4.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 803: Butryn 265, Kapelus 192, Krulicki 122, Van Walle 86, Kalembka 71, Sobański 67, Pietraszko 18, Falaschi 17, Błoński 9, Stelmach 3, Fijałek -4, Mariański -16, Stańczak -27.

Ilość zagrywek – GKS 2824: Kalembka 399, Kapelus 379, Krulicki 378, Sobański 373, Butryn 370, Falaschi 335, Pietraszko 179, Van Walle 169, Błoński 136, Fijałek 78, Stelmach 28.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 522: Kalembka 93, Butryn 79, Sobański 78, Krulicki 57, Pietraszko 52, Kapelus 45, Błoński 38, Van Walle 32, Falaschi 28, Fijałek 16, Stelmach 4.
Ilość asów serwisowych – GKS 171: Butryn 36, Sobański 29, Kalembka 28, Kapelus 22, Pietraszko 13, Krulicki 13, Van Walle 11, Błoński 9, Falaschi 7, Fijałek 2, Stelmach 1.

Ilość przyjęć – GKS 2368: Sobański 779, Kapelus 648, Stańczak 336, Mariański 257, Błoński 244, Stelmach 34, Krulicki 21, Kalembka 19, Falaschi 11, Pietraszko 11, Butryn 6, Fijałek 2.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 150: Sobański 49, Kapelus 38, Stańczak 27, Mariański 16, Błoński 11, Falaschi 3, Krulicki 2, Stelmach 2, Kalembka 1, Butryn 1.
Przyjęcie negatywne – GKS 587: Sobański 214, Kapelus 153, Stańczak 79, Błoński 62, Mariański 54, Stelmach 9, Falaschi 5, Krulicki 5, Kalembka 3, Butryn 1, Pietraszko 1, Fijałek 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 498: Sobański 178, Kapelus 117, Mariański 75, Stańczak 75, Błoński 39, Krulicki 5, Kalembka 4, Stelmach 3, Butryn 1, Pietraszko 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 21%: Mariański 29%, Krulicki 24%, Sobański 23%, Stańczak 22%, Kalembka 21%, Kapelus 18%, Butryn 17%, Błoński 16%, Stelmach 9%, Pietraszko 9%, Falaschi 0%, Fijałek 0%.

Ilość ataków – GKS 3321: Butryn 865, Kapelus 784, Sobański 560, Van Walle 331, Kalembka 229, Krulicki 227, Błoński 185, Pietraszko 80, Falaschi 41, Stelmach 14, Fijałek 5.
Ilość błędów w ataku – GKS 241: Butryn 72, Kapelus 48, Sobański 42, Kalembka 22, Van Walle 22, Błoński 16, Krulicki 12, Pietraszko 6, Fijałek 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 276: Butryn 85, Kapelus 62, Sobański 48, Van Walle 30, Błoński 17, Kalembka 14, Krulicki 14, Stelmach 2, Pietraszko 2, Fijałek 1, Falaschi 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 1512: Butryn 416, Kapelus 331, Sobański 225, Van Walle 146, Krulicki 127, Kalembka 115, Błoński 75, Pietraszko 50, Falaschi 20, Stelmach 5, Fijałek 2.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 46%: Pietraszko 63%, Krulicki 56%, Kalembka 50%, Falaschi 49%, Butryn 48%, Van Walle 44%, Kapelus 42%, Błoński 41%, Sobański 40%, Fijałek 40%, Stelmach 36%.

Ilość bloków punktowych – GKS 309: Krulicki 67, Kalembka 58, Butryn 50, Kapelus 32, Sobański 30, Falaschi 22, Pietraszko 14, Van Walle 13, Fijałek 10, Błoński 7, Stelmach 6.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 30: Sobański 6, Krulicki 6, Kalembka 5, Błoński 4, Butryn 4, Pietraszko 2, Falaschi 1, Van Walle 1, Stelmach 1.
MVP – GKS 13: Butryn 4, Kapelus 4, Sobański 2, Błoński 1, Kalembka 1, Falaschi 1.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga