Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Mecz żałobny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Koszmar na szczęście się kończy.

To że życie kibica GKS Katowice jest trudne, wiemy nie od dziś. Całe lata rozczarowań, mniej lub bardziej wzbudzonych nadziei, a potem klęsk (zazwyczaj gdzieś w okolicach marca kończył się nasz poważny udział w lidze) z jednej strony mocno nas zahartował, z drugiej podkopuje systematyczne nasze kibicowskie morale. Obecna runda  jest jednak symbolem tego, co najgorsze. Marzenia na wyciągnięcie ręki, zaprzepaszczone jednak przez tych, którzy mieli na realizację tych marzeń największy wpływ. Czasu już nie cofniemy.

O piłkarzach powiedziano i napisano już wszystko. Zresztą oni sami wystawili sobie wystawili świadectwo. Nie wiadomo, czy z tego powodu, że są cyniczni czy po prostu głupi. Obie te opcje możemy mocno brać pod uwagę. Bo tak jeszcze wracając do wypowiedzi Fosy – tak wszyscy go skrytykowali, na czele z nami, że bezczelny itd. – a może on naprawdę ma takie ograniczenie umysłowe, że nie czuje, że coś jednak złego się stało?

Oczywiście to taka ironia. Wiadomo, że największa złość była po Kluczborku za zaprzepaszczenie szans, potem kolejna za beznadziejne zachowanie drużyny w Grudziądzu. Ostatnio przeglądając internet natrafiłem na taki wywiad z bramkarzem Legii Arkadiuszem Malarzem z początku tego sezonu.

Jakie rzeczy lub podobne do tych mogliśmy i powinniśmy usłyszeć od naszych piłkarzy i trenera? Na przykład takie (zgodne z prawdą):

„nam liga ucieka”
„obudźmy się w końcu, bo nam wszystko ucieknie”
„dość tego głaskania się i że wszyscy nas głaszczą”
„tak dalej być nie może, naprawdę”
„my gramy w GKS Katowice. W GKS KATOWICE! Kurwa!”

Wyobrażacie sobie taki wywiad z jakimś Fosą, Kamykiem czy Gonzem? Zamiast tego mieliśmy wypowiedzi w stylu:

„nie wiemy, co się dzieje, kontrolujemy, a nie wygrywamy”
„my gramy, a przeciwnik robi jedną, dwie akcje i strzela dwa gole”
„nie mamy tego szczęścia w ogóle, a przeciwnicy je mają”
„gramy najładniejszą piłkę w tej lidze”.

Widzicie różnicę? Przecież u naszych gwiazdorków sportowa złość nie przewijała się ani trochę. Ostatnie co można powiedzieć o tej rundzie, że ten zespół był agresywny. Nasi zawodnicy nie reagowali tak, jak powinien zareagować ambitny i silny mężczyzna – złością i wkurwem. Oni reagowali załamką (realną lub tylko odgrywaną na potrzeby publiczności), płaczem i żalami typowymi dla nastolatka do byłej dziewczyny.

Popatrzmy przy okazji na taką Legię – zespół miał już sporą stratę, a na jesieni potracił całą masę punktów. Teraz jest o krok od mistrzostwa. Widocznie tam mają po prostu poważnych i ambitnych piłkarzy. Ale to nie tylko o Legii mowa. Jeżeli bowiem oglądam przedostatnią kolejkę ekstraklasy i pierwsze cztery drużyny z grupy mistrzowskiej wygrywają swoje mecze, to mogę powiedzieć jedno – to są poważne ekipy, ambitne, walczące o najwyższe cele do ostatniej kropli krwi. Im się nawet pieprzony remis w tej kolejce nie zdarzył. Jak tylko mają cień szansy, walczą do końca. A u nas? Każdy wie, jak jest. Mamy zblazowane, roszczeniowe panienki, a nie piłkarzy.

Poposiłkuję się głosem wieloletniego kibica, czyli popularnego Rulona, który w dosadnych słowach opisał perspektywę zbliżającego się meczu z Bytovią. Meczu, który najlepiej, żeby już się nie odbył.

„Ostatni mecz, mecz żałobny. Zupełnie jak pogrzeb. Idzie się, bo wypada, bo się ma nadzieję od lat, a jak nadzieja umarła, to w podłych nastrojach trzeba iść ją pożegnać.

Zamiast W NAJGORSZYM PRZYPADKU rozgrywać mecz o awans przy pełnycth trybunach, z zamrożonym szampanem i okazjonalnymi koszulkami, będzie garstka ludzi z papierowymi torebkami, żeby w razie czego na widok piłkarzy nie zarzygać naszego i tak już w złej kondycji stadionu.

Kończy się sezon w którym zostaliśmy przez piłkarzy potraktowani jak wierny pies, który w ostateczności z niewiadomych powodów zostaje pobity i wyrzucony na śmietnik.

Cała GieKSa razem, 12 zawodnik. To się nie sprawdziło. Piłkarze nie odróżniają tego, że po chujowym meczu zamiast zmieszania z błotem są oklaski, jest wsparcie, jest wiara. Nie odróżniają tego, bo nie potrafili się odwdzięczyć w najbardziej łatwym momencie jaki mogli. W meczu z Kluczborkiem”.

To jest sedno. Piłkarze naprawdę nie przyjęli tego, co zrobili kibice jako wsparcie. Na kolanach powinni dziękować, że za poszczególne przegrane mecze nie tylko nie mieli wizyt na treningu, nie tylko nie było gwizdów i wyzwisk, ale były brawa i wsparcie. To jest ewenement naprawdę na dużą skalę, a gdy dodamy co tego kontekst, że kibice GKS mają już totalnie dość pierwszej ligi – to już można określać naprawdę apogeum i ideałem wsparcia, jakie może sobie wyobrazić sportowiec. Co dostaliśmy w zamian, wiadomo.

„Niektórzy się oburzają, że po co było to głaskanie po głowach, gadka o 12 zawodniku, o GieKSie razem. Nie oburzajcie się. Tak to powinno wyglądać i my zrobiliśmy wszystko i daliśmy z siebie wszystko żeby tak było. To nie nas obwiniajcie za to, że chcieliśmy tworzyć monolit. To nie my zdradziliśmy piłkarzy, tylko my dostaliśmy od nich w pysk” – kontynuuje Rulon. I dodaje:

„Na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie OBECNYCH piłkarzy jakkolwiek dopingować. Mogą nawet wygrać 10:0. Ale jak nie da nam to awansu, to nawet niech nie próbują robić kółeczka euforii po meczu, bo może to zdenerwować ludzi. To tak jakby któryś z was to czytał, drodzy złodzieje marzeń”.

Na szczęście podjęto decyzję, że właśnie podczas niedzielnego meczu z Bytovią tego dopingu nie będzie. Ja bym sobie życzył, żeby tego dopingu nie było jeszcze długo. Nawet jeśli ktoś rozgranicza kwestie kibicowskie od piłkarskich, to i tak piłkarze ten doping słyszą, a po prostu na niego nie zasługują. Ta ekipa, która jest teraz nie zasługuje nawet na 1% wsparcia. Dostała go bowiem już aż nadto i nie tylko nie wykorzystała, ale po prostu nim kompletnie wzgardziła.

Przy okazji proszę wszystkich kibiców o MEGA GŁOŚNY doping dla dzieciaków podczas finały Zagraj na Bukowej. Niech to nie będzie doping z przymrużeniem oka, ale porządny GieKSiarski doping – taki jak na meczach. Te dzieci wykonały sporą robotę, żeby dojść do tego miejsca, w którym będą w niedzielę. I na taki doping po prostu zasługują.

A co do meczu z Bytovią? Wydaje się, że to będzie już bardzo sparingowa i piknikowa atmosfera. Ale…

Wyobraźcie sobie taki scenariusz, że wszystkie wyniki jednak są pod nas, a my gramy słabo i nie potrafimy stworzyć jednej akcji. Jest 0:0 lub przegrywamy, bo Bytovia walczy o życie. Albo jeszcze ciekawszy. Wszystkie wyniki pod nas, a my w 88. minucie prowadzimy 2:0. Jak wtedy zachowają się piłkarze?…

21 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

21 komentarzy

  1. Avatar photo

    Ja

    2 czerwca 2017 at 12:53

    Jak się zachowoją piłkarze w 88minucie przy stanie 2-0 dlanas??? Proste szybkie 3bramy tracimy i dalej 1liga i jest bajak dzielimy się kasa i WAKACJE

  2. Avatar photo

    Irishman

    2 czerwca 2017 at 13:15

    Nie będę bronił piłkarzy, bo na to nie zasługują.
    Chciałbym tylko zwrócić uwagę, że to zachowanie kopaczy to w dużej mierze zasługa trenera, który wywarł na nich to piętno. To przecież nie kto inny jak właśnie on tłumaczył stracone punkty np. brakiem szczęścia albo tym, że… mieliśmy miesiąc marzec, to on fanzolił o najpiękniejszej grze, to on wreszcie kiedyś poleciał wykłócać się z Blaszokiem, który ośmielił się skrytykować jego podopiecznych.
    Coś czuje, że jego widmo jeszcze długo będzie unosić się nad Bukową. Chyba, że Zarząd stanie wreszcie na wysokości zadania i zatrudni fachurę, który je bardzo szybko rozwieje, przepędzi raz na zawsze!

    A bajtlom jasne, że trzeba iść pokibicować, niech mają od nas ten prezent za swój wysiłek, niech poczują jak pięknie, jakim zaszczytem jest grać na Bukowej przy dopingu kibiców! Oni to na pewno docenią i zapamiętają do końca życia w przeciwieństwie do „złodziei marzeń a.d. 2016-2017”.

  3. Avatar photo

    Tomek

    2 czerwca 2017 at 14:22

    Jest tu napisana cała prawda. Problem w tym, że odpowiedzialność ponoszą piłkarze trener a nie CYgan. Wszak to on był architektem tej pięknej katastrofy. Obawiam się że niestety moje słowa będą kolejny raz prorocze i z tym Prezesem awans nie jest możliwy. Nie jest bo to nie Prezes tylko biedna ciamajda która nie potrafi w kluczowych momentach podejmować decyzji. Dalej uważam że należy ściągnąć sensownego menago z biznesu i zobaczycie że będą efekty. Jak by mi w mojej firmie urządzono taki sabotaż to reakcja byłaby natychmiastowa. I tak by zrobił każdy sensowny kierownik imprezey. Tylko nie Cygan. Proszę też nie opowiadać o wątpliwych zasługach poprawy sytuacji ekonomicznej. Nie poprawił jej Cygan poprzez zarzadzanie tylko UM poprzez wpompowanie kasy. Gdyby nie to dramat toczyłby się dalej

  4. Avatar photo

    Mecza

    2 czerwca 2017 at 15:55

    O Legii „Widocznie tam mają po prostu poważnych i ambitnych piłkarzy” Ci sami ambitni grali więlką padakę za Hasika i spadli by z ligi na 100% gdyby go nie wymienili. Kwestia odpowiedniego trenera który potrafi zmotywować i ustawić co zrobił Magiera.U nas tego brakło.

  5. Avatar photo

    Irishman

    2 czerwca 2017 at 16:52

    @Tomek, no to właśnie zobaczymy ile to co się stało w tym sezonie nauczyło prezesa Cygana. Dlatego proponuję poczekać ze stwierdzeniami „i tak nam się nie uda”, choćby na wybór trenera. Całkowicie zgadzam się bowiem z @Mecza, że trener to podstawa. On potrafi rozwalić najlepszy skład i odwrotnie. I dlatego też odczuwam lekki niepokój co nam nowy-stary Zarząd zgotuje. Ale jeśli coś fajnego, to potem już będę w miarę spokojny, bo jeśli od strony sportowej będziemy w dobrych rękach to do takiej pracy organizacyjno-administracyjno-marketingowej duet Cygan-Janicki nadaje się znakomicie!
    Tylko, żeby teraz dobrze wybrali! EEECH!!!!!

  6. Avatar photo

    kibic bce

    2 czerwca 2017 at 17:00

    A o to haslo na szpil ” bajtle Giekaes Katowice!!!!”
    Po meczu wszystkie koszulki oddac dzieciakom pilkarzyny od siedmiu bolesci.

  7. Avatar photo

    Pepik78

    2 czerwca 2017 at 18:51

    @Tomek nawet gdybyś tutaj napisał encyklopedie błędów GieKSy ostatnich lat oraz przedstawił pracę doktorską, to i tak nie wytłumaczysz niektórym. Zawsze będzie grupka ludzi w różowych okularach. Zawsze będzie jakiś procent ludzi, którzy będą mylić miłość do klubu z naiwnością, tego nie zmienisz. Szkoda nerwów. Ten sezon był niesamowicie spartaczony, wręcz w sposób bezczelny ale zmian na horyzoncie nie widać, nad czym mocno ubolewam. Duża część kibiców jest zawiedziona i ona pewnie w ramach protestu, nie pojawi się na Bukowej w przyszłym sezonie. Wszystko ma swoje granice….chociaż granice absurdu i farsy w Kce są mocno naciągane.

  8. Avatar photo

    Mecza

    2 czerwca 2017 at 19:18

    Każdy mądry po sezonie, ale… Rok temu wg mnie Świerczok był najlepszym napastnikiem w miarę młodym made in Poland w Ekstaklapie. Mega zdziwiłem się jak przeczytałem że idzie do beniaminka z Tychów do ligi niższej. Zadawałem sobie pytanie jak już do 1ligi dlaczego nie GKS Katowice, no chyba z takim potentatem jak Tychy mamy coś do zaproponowania więcej. Zdziwiło mnie ale poczytałem że Świerczok jest niepokorny i ciężki do prowadzenia. W ektraklapie nikt chce a w 1 lidze idzie do beniaminka. Nic dziwnego że Jureczek go nie chciał bo chciał mieć w zespole same potulne owieczki. Tym tropem nie nadawał się też Trochim. Przeczytałem biografię Wojtka Kowalczyka i wg niego Brzęczek nie nadawał się na kapitana srebrnej drużyny z olimpiady (jak i dziś na trenera) bo był za grzeczny a dlaczego tamta drużyna osiągnęła wynik? Bo była nie przyzwoicie bez kompleksowa i „chamska” w swoim podejściu do grania. Potrzeba nam chamów i mądrego trenera albo budżetu Legii aby się z tego syfu wydostać. Przeczytajcie sobie jeszcze biografię Wójcika, zarąbista i w jeden dzień ją wchłonąłem. Parówy w górę i jedziemy z frajerami… a co w Katowiacach? najlepsza piłka na Polsacie haha

  9. Avatar photo

    andreasw1959

    2 czerwca 2017 at 20:34

    BRAWO SHELLU

  10. Avatar photo

    Mecza

    2 czerwca 2017 at 20:38

    Mecz żałobny? Tak ale… Czy to ważne że w Katowicach rządzi Uszok, Krupa a w GKS Król, Cygan, są słabi trenerzy i grają podobno piłkarze?! Przez najbliższe kilkanaście lat jeszcze wielu się ich przewinie od Prezydenta miasta Katowice po trampkarzy ale najważniejszy jest GKS!!! Ich wszystkich już nie będzie na stanowiskach ale my wyniki będziemy nadal sprawdzać i się wkurzać. Wg mnie trzeba określić cel jak ten dział piłkarski ma wyglądać docelowo i do tego dążyć małymi krokami. Określmy swoją tożsamość z której moglibyśmy być dumni i bez względu na sytuację w tabeli czy ligi dążmy do tego (np. 4 wychowanków, 5 PL, 2 obcokrajowców) Jasno określone kryteria i stadion się zapełni. Całe szczęście że nie jesteśmy wmieszani do ostatniego wątku z Mielcem.

  11. Avatar photo

    Mecza

    2 czerwca 2017 at 20:59

    W ektraklapie jest ciśnienie na utrzymanie za wszelką cenę aby hieny pseudopiłkarskie były na powierzchni. Nie lepiej grać w 1 lidze wg schematu który wymieniłem z którym utożsamiają się mieszkańcy Katowic niż w Ektraklapie gdzie w kadrze jest 10 obcokrajowców i 10 najemników z PL? Gdybyśmy wygrali z Kluczborkiem i w niedzielę z Bytovią czy moglibyśmy być zadowoleni z naszych graczy? Pewnie tak ale co dalej? Nie byłbym dumny z tego. Tożsamość najważniejsza!

  12. Avatar photo

    grohhh

    3 czerwca 2017 at 11:28

    jo chca kurwa jakiegoś Murińjo na trenera GKSu!!! ma być kurwa dobry!!!

  13. Avatar photo

    Johnny

    3 czerwca 2017 at 11:55

    Mamy pretensje do Wszystkich ale nie do siebie. Od lat uciszanie na blaszoku gwizdów itp. Trza pomagać, wspierać jak nie idzie ale nie k… jak ładują nas ewidentnie w ch…. to do Kur.. JEST GIEKSA !!!! A zachowujemy się jak pizdy, to i zawodnicy grają jak pizdy. To ma być kocioł to ma być stary blaszok a nie zgromadzenie różańcowe, chcemy zmian zacznijmy od siebie

  14. Avatar photo

    Pepik78

    3 czerwca 2017 at 12:27

    @Johnny o bezsensownym dopingu czy też śpiewaniu nieadekwatnych przyśpiewek do aktualnej sytuacji na boisku, pisałem już sezony temu. No ale zostałem wyśmiany. Teraz w młynie jest modna „ciapowatość” i poprawność polityczna. Broń Boże nie gwizdaj na piłkarza bo się jeszcze obrazi;) Jak sobie wspomnę, że w późnych latach 80-tych i 90-tych w przypadku złej gry od razu było pierdolnięcie z blaszoka, to po chwili piłkarze brali się do roboty. Zawsze to jakoś mobilizowało. Rozmawiam z wieloma kibicami starej daty i też pojąć nie mogą co się teraz dzieje.

  15. Avatar photo

    MilowiceZS

    3 czerwca 2017 at 12:45

    Jestem idiotą

  16. Avatar photo

    Johnny

    3 czerwca 2017 at 14:28

    Będę miał 80 lat pójdę na blaszok bez względu na wszystko. Ale mam dosyć skomlących bab, czytając te komentarze rzygać mi się chce, banda panienek i z czym my do smrodów? Przypomnieć dym z Tychami? jaki dym? kto został JKS a gdzie, młyn? jak w wierszu ..nam strzelać nie kazano… Prawda jest taka ze zawiniliśmy wszyscy a tym co chcą dalej poprawności polityczną na GieKSie i zrobić sobie dupną hamburgerownie z blaszoka bo sami władcy młynu docierają na 10 minutę po rozpoczęciu, proponuje zmienić sport. Koniec pierdolenia… mam dość.

  17. Avatar photo

    Pepik78

    3 czerwca 2017 at 21:46

    Nawet na lidze mistrzów były gwizdy, nie to co u nas. Disco polo na blaszoku pełną para: ja kocham GieKSę lolololo ja kocham GieKsę… szkoda słów. Ekipa z młyna dawno się zagubiła. Jednym słowem tragedia, No ale mamy młynowych nowego pokolenia, ciapkowatość, poplątana z poprawnością polityczną.

  18. Avatar photo

    Johnny

    4 czerwca 2017 at 00:10

    Nie wiem kto osobiście odpowiada za układ z JKS-em ale robi świetną propagandę. Pamiętny mecz z Tychami i hasło ..this is war.. co by było gdyby Tychy się przebiły? stałem z JKS i k… byłem przerażony gdzie są moi? Czy co nie którzy się odmulą? Ale po co z Tychami to był wypadek przy pracy a derby ze smrodami i tak będą bez gości, ja pierdole ale wstyd. A teraz narzekania jak napisałem wcześniej na trybunach pizdy to i zawodnicy pizdy i nie ma co się oszukiwać, nikt nie jest bez winy ale jak młyn woli wpierdalać kiełbaski zamiast odśpiewać hymn to ja Was pierdole, zmieńcie se kurwa klub idźcie na roosvelta, macie moje błogosławieństwo

  19. Avatar photo

    żabol

    4 czerwca 2017 at 16:24

    Witam. Jakże odmienne nastroje u nas i u Was. Powiem szczerze że na 8-10 kolejek przed końcem ligi u nas były te same nastroje. Frustracja i ile nie npisac ze wkurwienie. Nikt juz chyba nie wierzył w to że można. Frajersko mecz przegrany w Kluczborku to tak samo przeżywany jak Wasz. Mecz z Chojniczanka dał jakies nadzieje gdzie i tak dawano nam 1% szans na awans.
    Teraz… osobiście uważam to za jakiś cud. Z tym że nie mamy druzyny na ekstraklapę. Brosz wywalił starych, postawił na młodzież… niby dobrze ale Oni nie udźwigną presji. Czytałem tu kiedyś jak chwaliliście Brosza, powiem szczerze ze Górnik gra słabą piłkę. Bez taktyki, (sporadyczne akcje)
    Uważam że GieKSa grała 100razy lepsza piłkę z Brzeczkiem niż my z Broszem. Tylko ze u nas w mieście chcą ekstraklapy, u Was niekoniecznie…
    Pozdro GieKSa i powodzenia w nowym sezonie. i dzięki za super derby.

  20. Avatar photo

    GieKSiorz

    4 czerwca 2017 at 16:36

    GRATULUJE GÓRNIKOWI AWANSU!!!TO PRAWDA W ZABRZU PANI PREZYDENT CHCE I TO WIDAC,A U NAS PAN KRUPA ROBI NAS W HUJA I TYLE .PANI MANKA SZULIK MA JAJA NASZ PREZYDENT NIE.ZRESZTA GORNIK MA I STADION NA MIARE EKSTRAKLASY I ORGANIZACJE I WYSOKA FREKWENCJE,WIERZE ZE U NAS NA GIEKSIE TEZ PRZYJDA LEPSZE CZASY.ALE TRZEBA CHCIEC!!!!POTEM DZIWIA SIE ZE MALA FREKWENCJA ITD A ILE LAT IDZIE ROBIC LUDZI W HUJA?FAJNIE ZE BEDZIE MOZNA SIE WYBRAC NA GORNIK I BANIK I ZOBACZYC EKSTRAKLASE,MAM NADZIEJE ZE TEN SEZON U NAS WYWOLA POZYTYWNE PIERDOLNIECIE I ZE PREZES,PREZYDENT,KIBICE WEZMA SIE DO ROBOTY,BO BLASZOK TEZ JUZ NIE TEN SAM CO W LATACH 90TYCH:(.POZDRAWIAM GIEKSIARZY,GORNIK I BANIK.

  21. Avatar photo

    zippo50

    5 czerwca 2017 at 15:15

    Dla Janusza Jojko mam duży szacunek jako bramkarza ale jego prowadzenie meczu już mniej ,robienie tuby z dłoni i wydawanie poleceń zawodnikom jest żenujące tak się prawdziwy trener nie zachowuje.Brzęczek też biegał darł się i gestykulował,osobiście mnie to wnerwia bo siedzę w „3” czyli za plecami, zamiast koncentrować się na meczu muszę oglądać te „pajacowanie”.W nowym sezonie zrobię sobie „szlojder” i będa guzolami prać w tych co po linii biegają i przeszkadzają

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

Feta na Arenie Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Wspaniałe zakończenie weekendu! Piłkarze i sztab szkoleniowy GKS Katowice spotkali się dziś na Nowej Bukowej z kibicami GieKSy, aby razem świętować wielki powrót do europejskich pucharów po 23 latach. Zapraszamy do fotorelacji z tego wydarzenia.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Esencja piłki nożnej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kurz już lekko opadł. Wczoraj na Nowej Bukowej świętowaliśmy i już samo to wydarzenie było czymś szczególnym. Kibice w liczbie kilku tysięcy pojawili się na stadionie, aby podziękować drużynie za ten kapitalny sezon. Organizacyjnie i eventowo wyszło top. Fajnie, konkretnie, bez zbędnego przedłużania. Były też stoiska gastronomiczne i atrakcje. Zarówno zagorzali kibice, jak i całe rodziny mogły spędzić tę ciepłą, słoneczną majową niedzielę relaksując się i świętując sukces.

Dziś mamy już nowy tydzień. Część naszej ekipy pojedzie na galę Canal Plus, gdzie – mamy nadzieję – kilka nagród nasi ludzie otrzymają. Rafał Strączek, Arek Jędrych, Bartek Nowak, Rafał Górak – są w nominacjach i liczymy na to, że nagrody wpadną w ich ręce. Faworytem do tytułu Piłkarza Sezonu jest Bartek i oby tak się stało, bo byłoby to niesamowite wyróżnienie dla naszego zawodnika.

Wróćmy jednak do soboty. Przyznam szczerze, że stresowałem się jak nigdy. To znaczy pierwszy stres mnie złapał tydzień wcześniej, bo gdy Colak strzelił dla Legii bramkę w doliczonym czasie gry w Gdańsku – zaczęły się dla nas ciężary. Wówczas ze złości cisnąłem jakąś koszulką o ziemię i cały wieczór miałem zepsuty. Bo wyjściowo mieliśmy się oglądać tylko na Zagłębie Lubin, a jego zwycięstwo w Białymstoku było przecież stosunkowo mało prawdopodobne. Wygrana Legii w Gdańsku spowodowała, że w Szczecinie MUSIELIŚMY zremisować, by Warszawianie nas nie dogonili. Bo w takie cuda, że Legia nie wygra z Motorem nie było co wierzyć.

W samym tygodniu ten stres nieco opadł. Wiadomo, życie się toczyło, praca i różne inne sprawy. Jednak w sobotę rano po pobudce emocje znowu wróciły. Ten dzień był jak egzamin. To nie był mecz jak jeden z wielu – w środku sezonu, że z mniejszymi lub większymi emocjami, ale względnie na luzie do niego podchodzisz. Wiadomo, że mieliśmy kilka takich kluczowych spotkań, głównie w Pucharze Polski. Mieliśmy kilka mega ważnych meczów, gdy znajdowaliśmy się tuż nad lub tuż pod kreską. Jesienny Motor czy chociażby pierwszy mecz w tym roku w Lubinie. Mecz z Rakowem w półfinale Pucharu Polski to był już wielki bonus tej pięknej przygody. I oczywiście żal było braku awansu do finału, ale zaszliśmy tak daleko, że i tak byliśmy zadowoleni. Mecz w Szczecinie miał innego rodzaju rangę. Graliśmy o coś więcej niż tylko super wrażenie wynikające z zajęcia takiego czy innego miejsca w tabeli. Graliśmy o realny cel, którym była przepustka do Europy. Dodatkowo ten cel był tak bliski, bo przecież wystarczyło zremisować, co praktycznie dałoby grę w europejskich pucharach.

A puchary to było wielkie marzenie nas wszystkich. To jest wyjście poza Polskę, poza nasze uniwersum krajowe. To trochę egzotyka, poznanie czegoś nowego, a jeśli się powiedzie – wejście na europejskie salony.

No i najpierw była ta długa i mozolna droga do Szczecina. Tam oczywiście zahaczyliśmy o znaną nam knajpkę z poprzedniego sezonu (więcej w PS). No i pojechaliśmy na mecz. Gdy już byłem na stadionie i usadowiłem się na miejscu na prasówce, czułem, jak stres robi się coraz większy. Zaraz miał się rozpocząć ten decydujący mecz. Zero przyjemności, maksimum skupienia. Oraz nadziei i wiary. To jest ten moment, którego osoba nie do końca zaangażowana nigdy nie zrozumie. Nie chcę tu oczywiście dzielić kibiców na takich i takich, no ale… tak się kibice dzielą. Są te słynne pikniki, które są bardzo potrzebne klubowi. I dla mnie to określenie „piknik” nie jest pejoratywne. To jest specyfika, a nie ocena. To są właśnie te rodziny z dziećmi, kibice, którzy na przykład pojawili się dopiero po otwarciu stadionu, którzy chcą, żeby GKS wygrywał, ale raczej traktują kibicowanie w kategorii relaksu i przyjemności. łapali modę na GKS. Piękna sprawa, też bym tak czasem chciał, ale chyba bym tak nie umiał.

Dla mnie ta identyfikacja z klubem, coś tak mocno wpojonego, wiąże się z tym, że porażki przeżywam boleśnie, a zwycięstwa euforycznie. Nawet jeśli przez jakiś czas emocjonalnie zdystansowałem się – to raczej w formie mechanizmu obronnego, żeby już tak nie cierpieć, a nie jakiejś chęci odejścia. Bo odejść się nie da. Jak 30 lat temu GieKSa pojawiła się w moim sercu i głowie, tak zostanie już na zawsze. To jest jeden z głównych aspektów życia.

Czekałem więc z niepokojem na pierwszy gwizdek, no i on wybrzmiał. Liczyłem na dobrą grę GKS i to, że wynik będzie korzystny. Oczywiście sama dobra gra go nie gwarantowała. Tak to jest w piłce, że gdy dwie wyrównane drużyny grają, to prawdopodobieństwo rozkłada się w jakiś określony sposób. I nawet jeśli na to, że GKS nie przegra szanse wynosiłyby 60-70% to wcale by mnie to nie uspokajało.

Pierwsza połowa… załamała mnie. Zamiast drużyny walczącej o marzenia widziałem zespół bezradny. Jak wydawało mi się, że nie da się zagrać gorzej niż pierwsza połowa z Piastem, tak… dało się jak najbardziej. I to jest ta nasza kochana, ale czasem niesforna GieKSa, która potrafi zagrać świetne zawody przeciw najlepszym zespołom w Polsce, ale czasem prezentuje nam taką kaszanę, że nie ma co zbierać. To co mnie czasem jeszcze wkurza to to, że przeciwnicy jakoś dziwnie potrafią przeciw nam się mobilizować i nagle przypominają się, jak się gra w piłkę. Tak było i w przypadku Pogoni. Od początku Szczecinianie cisnęli i wszelkie teorie, że się podłożą widać było, że nie mają racji bytu. Grali szybko, stworzyli kilka sytuacji i byliśmy w bardzo poważnych opałach.

W końcu stało się nieuniknione – straciliśmy bramkę. Gol sytuacyjny, raczej taki, jakie strzelamy, a nie tracimy, bo po wyrzucie z autu. Za chwilę dostaliśmy informację, że Legia strzeliła i zrobiło się bardzo źle. Do końca pierwszej połowy nie zdziałaliśmy nic. Zero strzałów, xG równe 0. Niezrozumiała była to niemoc.

Wiary nie traciłem, choć czułem, że jesteśmy w ciężkiej sytuacji. Tu już nie mieliśmy bronić – musieliśmy gonić. Co z tą grą było trudne. Ale GKS wielokrotnie po przerwie się budził i wyglądało to lepiej. Pozostawało mieć nadzieję, że tak będzie i tym razem.

I rzeczywiście gra się trochę poprawiła, choć dalej nie był to wybitny mecz. Natomiast Pogoń trochę stonowała, a GKS zaczął atakować i kilka sytuacji sobie wykreował. Mateusz Wdowiak miał setkę, ale strzelił tuż obok słupka. Lukas Klemenz trafił w poprzeczkę. Bartek Nowak główkował pięknie, ale Kamiński wyciągnął to spod poprzeczki. Minuty mijały, trenerzy robili zmiany.

No i zamarliśmy. Portowcy wyprowadzili akcję, po której strzelili drugiego gola. Stadion w euforii. My w rozpaczy. Miałem jednak wrażenie, że jest spalony – ale w początkowej fazie tej akcji, znaczy w okolicach środka boiska. Liczyłem, że sędzia podniesie rękę, więc od razu na niego popatrzyłem. Ludzie jeszcze byli w amoku, z trybun rozległ się tyfon i triumfalna melodia, ale ja już widziałem, że ręka arbitra Sylwestrzaka jest w górze. Czułem więc, że kamień spadł mi z serca. Jak później się okazało, spalony był też w sytuacji samego strzału w polu karnym, gdzie później wybitą piłkę dobijał Kamil Grosicki. O tym już nie wiedziałem i nie wiem, który moment był VAR-owany. W telewizji tej pierwszej sytuacji – gdy Grosik jest na spalony niemal na środku boiska – nie widać. Ja natomiast byłem na żywo przekonany, że ofsajd jest. Któryś z naszych zawodników leżał na murawie i nie wiedział, że gol nie został uznany. Drugi podszedł do niego i mówi – wstawaj.

Byliśmy już totalnie przemeblowani, Arek i Lukas gdzieś tam szaleli w ataku, Adrian na stoperze. Pomieszanie z poplątaniem.

Nie byliśmy jeszcze pogrzebani. Ale czasu było coraz mniej, Powoli kończył się ten regulaminowy. Przerw trochę było i zastanawiałem się, ile doliczy sędzia. Myślałem o sześciu. Dostaliśmy aż osiem. Nadal mnóstwo czasu.

Problem polegał na tym, że atak atakiem, ale bez ręki grał Rafał Strączek. Po którejś interwencji znów mu się odezwał bark i widać było, jak cierpi z bólu. Potem znów padł na murawę. W szale trener Górak kazał mu wstawać i grać, sam Rafał też odesłał fizjoterapeutów, którzy wbiegli na murawę. Było naprawdę nerwowo.

Szczerze mówiąc nie widziałem dobrze tej interwencji Kamińskiego. Znaczy nie byłem pewien, czy to ręce czy klatka, a już tym bardziej, czy było to poza polem karnym. Zdziwiłem się więc, że sędzia znów coś sprawdza na VAR, bo nie miałem pojęcia co, usłyszałem, że tę potencjalną rękę. Pojawił się promyk nadziei. Zaraz sędzia skierował się w stronę bramkarza i już wiedziałem, że to będzie czerwona kartka. Pogoń dokonała pięć zmian? Chyba tak! Jeszcze patrzę w swoje składy i liczę zmiany gospodarzy. Liczę: raz, dwa, trzy, cztery, pięć. Jest! Będzie musiał wejść zawodnik z pola. Więc trzeba zrobić wszystko, by na naszą bramkę z jednorękim Strączkiem nie strzelano, a sami musimy po prostu uderzać na bramkę przeciwnika, ile wlezie.

Padło na Cuića. Napastnika, który strzelił nam gola w pierwszej połowie.

Dobra, z tym „ile wlezie” to przesadziłem. Trzeba dobrze i rozsądnie rozegrać akcję, żeby jako taką pozycję do strzału sobie wyrobić. Nic na hurra. Musimy dojść do okazji, żeby móc oddać celny strzał na bramkę, a to nie musi być takie łatwe. Najpierw rzut wolny po ręce Kamińskiego. Bartek Nowak trafia w mur, potem tracimy piłkę. Nic z tego. Kibice Pogoni w euforii, złapanie piłki i wykop Ciuića fetują niesamowitą wrzawą. Minuty upływają, choć ta przerwa z czerwoną kartką była długa.

W końcu odzyskaliśmy którąś piłkę pod naszym polem karnym i rozprowadziliśmy akcję. Kapitalnie zachował się Borja, który podprowadził piłkę i podał do niepilnowanego Marcela. Świetnie pokazywał się Mateusz Wdowiak, ale jednak były Portowiec zdecydował się na strzał. Dokładnie tak, jak należy. Z szesnastu metrów trzeba uderzyć mocno, gdy w bramce nie stoi w bramkarz.

Piłka wpadła do siatki! GOL! EUFORIA na ławce, sektorze gości, najmniejsza chyba… na boisku. Nasi zawodnicy tym razem wytrawni, cieszą się tak, by spowolnić tę grę i schłodzić rozgrzane głowy wszystkich.

Ja sam wyskakuję z radości na tej prasówce. Zazwyczaj powiem pod nosem „jest”, jakiś lekki gest radości wykonam. Tutaj nie umiałem się pohamować, więc po prostu zacząłem skakać z tej euforii. Coś co wydawało się tak nierealne, żeby w takich okolicznościach wyrównać, stało się faktem. Scenariusz nieprawdopodobny. Teraz pozostawało to tylko utrzymać. Te kilka minut. Pogoń na szczęście już nie atakowała, no i przecież grała w osłabieniu. Jeszcze chwilkę…

Koniec! GieKSa remisuje, nie przegrywa ósmego meczu i zapewnia sobie miejsce w pucharach. Ławka wyskakuje z radości, kibice w ekstazie, GKS Katowice osiąga historyczny sukces.

Ja sam nie widziałem, w co ręce włożyć. Tu zmieniłem tytuł live na „Mamy to!”, tu wrzucam na FB, zaraz nagrywam filmiki z radości. Ręce trzęsą mi się z emocji, przecież dopiero co byliśmy w piłkarskim piekle i nagle znaleźliśmy się w niebie. Niesamowita radość.

Tak jak pisałem w którymś felietonie – były takie mecze, po których nawet nie czułem jakiejś wielkiej radości, bo byłem tak wypruty nerwowo i emocjonalnie. Wówczas czułem raczej ulgę. Tym razem było inaczej. To była czysta, niezmącona radość. Autentycznie byłem przeszczęśliwy każdą komórką ciała.

Tu mnie jakiś dziennikarz ze Szczecina zaczepił, tu znajome twarze, równie radosne jak ja trybunach, na VIP-ach. Mamy to – po 23 latach GieKSa wraca na europejskie boiska.

Nie puszczały mnie te emocje długo. Oczywiście nagrywkę swoją tradycyjną zrobiłem, a w końcu udałem się na salkę konferencyjną. Tam spotkałem tę naszą i nie naszą katowicką ekipę, naszych fotografów, chłopaków z oficjalnej, pofatygował się też Kacper Janoszka, dziennikarz Sportu. Były piąteczki i radość. Gdzieś tam w tle też podśmiechujki, takie wiadomo nie prima sort, bo ktoś do tych pucharów awansował, a ktoś nie. Cóż, kibicowanie bywa nieco małostkowe, nikt nam tego zabronić nie może.

Bardzo się to wszystko przeciągało, długo czekaliśmy na trenerów. Był czas, żeby sobie odpalić fragmenty z Multiligi i zobaczyć na podzielonym ekranie, jak Marcel strzela gola dla GieKSy i jak reagują na to przy Łazienkowskiej. Był czas, żeby emocje opadły, ale opaść nie chciały. W końcu pojawił się trener i konferencja się rozpoczęła.

Mały prztyczek oczywiście dam, jednocześnie znów doceniając nas wszystkich, skromnych chłopaków z Katowic. Byliśmy oczywiście zadowoleni i było to po nas widać, ale naprawdę byliśmy na tej salce stonowani i po prostu wręcz cicho się zachowywaliśmy. Już sobie wyobraziłem, gdyby tam w takich okolicznościach byli „dziennikarze Widzewa” czy „dziennikarze Arki”. Podejrzewam, że ich zajebistość i narcystyczne ego roz…bałoby tę salkę w drobny mak. Byłoby pieprzenie o swoje wspaniałości i że w ogóle Liga Mistrzów, żarty, żarciki i tysiącprocentowy poziom kumatości. Boże, jak ja sobie przypominam te uniwersa, to żenadometr wywala mi poza skale.

Kilka pytań do trenera, już trochę innych, trochę bardziej na luzie, niekoniecznie merytorycznych. Widać było, że Rafał Górak też jest wzruszony, przecież to dla niego kolejny sukces w trenerskiej karierze, ale sukces większy niż taki zwykły, bo od podstaw stworzony i mający swoją kontynuację – najpierw był awans, potem super sezon i spokojne utrzymanie, a teraz puchary. Wszystko stworzone od zera. Absolutnego zera.

Popracowaliśmy jeszcze na salce. Fotografowie wrzucili galerię, ja konferencję, w międzyczasie Flifen zbierał wywiady. W końcu się ogarnęliśmy i ruszyliśmy do samochodu. Radośni i szczęśliwi. Nie zabrakło śpiewów w aucie. Czekała nas długa podróż do domu.

To był bardzo emocjonujący i ekscytujący dzień. Wiedzieliśmy, że musimy osiągnąć konkretny wynik, ale nikt z nas nie spodziewał się, że stanie się to w takich okolicznościach. W 97. minucie. Że obie drużyny na koniec będą grały praktycznie bez bramkarzy. Że otworzy nam się taka szansa.

Było blisko, żebyśmy wracali z nosem spuszczonym na kwintę. Wracaliśmy w wielkiej radości.

W piłce każdy klub ma czasem taką sytuację, że przechyla swoją szalę w doliczonym czasie gry. Każdy klub też mecze w taki sposób przegrywa. To jest czysta statystyka, grając dziesiątki czy setki meczów – coś takiego co jakiś czas się musi przydarzyć. Nie jest natomiast dane każdemu, żeby taki gol decydował o sukcesie czy klęsce w całym sezonie. To dotyka tylko niektórych. I niesamowite jest to, że my doświadczyliśmy tak potężnej klęski, gdy Witan nam strzelał gola w ostatniej minucie ostatniej kolejki. A teraz los nam oddał i to my na sam koniec, w tym horrorze okazaliśmy się zwycięzcami. To jest unikatowe doświadczenie. Coś, co w naszych kibicowskich sercach pozostanie już na zawsze.

Dłużyła się ta podróż bardzo. Śledziłem, co tam w necie na nasz temat piszą. A gdy po piątej wróciłem do domu, to zamiast pójść spać, zaparzyłem herbatkę i siedziałem jeszcze godzinę i oglądałem fragmenty Multiligi z kluczowymi momentami. Człowiek naprawdę jest chory psychicznie. Chory na punkcie swojego klubu.

Ten sezon doświadczył nas kilkoma bardzo trudnymi momentami. Stracony gol w doliczonym czasie gry przy Łazienkowskiej czy porażka w karnych z Rakowem. Straszna frustracja po meczu z Cracovią. Żal po Arce. Sama inauguracja sezonu bardzo słaba – punkt w dwóch meczach. Trochę tego było. Ale dużo więcej było momentów radosnych. Takich, że wracaliśmy z meczu i byliśmy bardzo zadowoleni. Gol Marcela i końcowy gwizdek to była wisienka na torcie.

Teraz nadszedł czas odpoczynku. Będziemy śledzić różne newsy dotyczące GieKSy. Terminarzowe czy transferowe. W połowie czerwca zasiądziemy z wielką ciekawością do internetu czy gdzie tam to losowanie będzie można śledzić. I zobaczymy gdzie nas wywieje. Czy do dalekiego Kazachstanu, a może po sąsiedzku Słowacja? A może Bałkany? Będzie to bardzo, bardzo ekscytujące.

Ale na razie odpoczywajmy. Zobaczymy jeszcze sobie baraże, żeby poznać komplet uczestników ekstraklasy w przyszłym sezonie. Oczywiście z naszym udziałem. Bo GieKSa już nie jest w ekstraklasie na dorobku. GieKSa jest z ekstraklasą zrośnięta. Jesteśmy jedną z twarzy najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Nadajemy jej kolorytu – rodzinną postawą, kultem pracy, niesamowitą determinacją i widowiskową grą. GieKSa robi wszystko, by na nowo stać się marką. Solidną marką piłkarską. I wygląda na to, że już za chwilę to stanie się rzeczywistością.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Z drugiej ligi do Europy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do drugiej galerii ze Szczecina. GieKSa, po szalonej końcówce, zremisowała z Pogonią 1:1 i dostała się do europejskich pucharów. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga